beniutka_bo
25.04.10, 18:05
Już nie wiem,co zrobić,żeby trafiło. Mieszkam w akademiku
5.rok(alleluja,ostatni!),mamy wspólną kuchnię na dwa dwuosobowe pokoje. Tak
samo łazienka i wc. Wiem,ze jak sąsiadka brudas mi przeszkadza,to mogę
siedzieć w pokoju, gdzieś poza i tyle.Ale korzystać z łazienki i kuchni
muszę,nie ma,że boli(w tym wypadku:śmierdzi).
Dziewczyna ma na bakier ze sprzątaniem po sobie. I to strasznie. W łazience
stoi jej kosz na pranie. Śmierdzi- ona nie pierze,tylko wkłada tam ubrania i
bieliznę,a jak nie ma w czym chodzić,to je wyjmuje i
zakłada-wiem,widziałam-rzecz tyczyła się stanika(pominę rozmiar),spodni i
koszulki. Jak nie mieści się w koszu,to leży na nim(chyba,że ja to wrzucę do
środka i udepczę). Zwróciłam jej na to uwagę,czy mogłaby to ogarnąć,bo spadają
już te ubrania. No to na mnie naskoczyła,że jej nie pozwalam mieć swojej
przestrzeni w łazience. Ok,każdy brudzi ubrania,ale jedni trzymają ją w pokoju
w worku i regularnie piorą,inni w łazience w koszu na brudy i też piorą.A
innym się ona zaśmierdza. Myślałam,że mam omamy węchowe, ale moja
współlokatorka potwierdziła- w łazience wali brudami. Na pewno nie z
odpływu,bo go "zakretowałam" przedwczoraj,jak sprzątałam. Właśnie- jak jej
kolej na sprzątanie,to nie ruszy nawet. Brudne podpaski zostawia-jak okręci w
folię,to już dobrze,ale wraz nie wyrzuci. Koleżanka po kilku olanych prośbach
włożyła takie zawiniątko do kubka, w którym stoi jej pasta i szczoteczka do zębów.
Kolejna bajka:kuchnia: wysprzątane,że można jeść z podłogi. Aż panna zrobi
sobie coś do jedzenia. Syf-malaria. Okruchy,wszystko ubabrane. Choć już nie
bierze moich naczyń.Nie zmywa po sobie. Choć raz poskutkowało( mimo próśb nas
olała) jej brudne naczynia schowałyśmy do wora pod zlew i nie miała w czym
jeść-umyła.Ale niczego jej to nie nauczyło. Dziś panna zrobiła sobie
śniadanie-coś smażyła-a na kuchni- jakby wylać butelkę oleju,zachlapane
wszystko. Nie starte,grzała coś,to przypaliła ten olej.
Na wszelki wypadek:miała czas,żeby się nauczyć mieszkać poza domem,jest na
5.roku (żeby nie było:biologia...)
Może Wy macie jakieś pomysły,co z tym fantem zrobić?
Moje pomysły są takie:
1.zalać te brudy ciepłą wodą,jak urosną,to będzie musiała to uprać-ale my
padniemy. Myślałam jeszcze o podrzuceniu drożdży w proszku do tego.
2.Zalać jakimś płynem do dezynfekcji-ale zniszczę jej ubrania
3.władowanie całego kosza do worka i zawiązanie go-bez wyrzucania.
Metody może dość drastyczne,ale rozmowa nie skutkuje. Bo zacznie robić na
złość jeszcze bardziej.
Nie mam pojęcia,jak do nie trafić. Kierowniczka akademika też nic nie da-choć
jak będę zdesperowana,to pójdę.
Nie chce mi się przenosić na niecałe dwa miesiące do innego segmentu i
tyle-tam też nie wiadomo,co i kto się trafi.