Dodaj do ulubionych

akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku!

25.04.10, 18:05
Już nie wiem,co zrobić,żeby trafiło. Mieszkam w akademiku
5.rok(alleluja,ostatni!),mamy wspólną kuchnię na dwa dwuosobowe pokoje. Tak
samo łazienka i wc. Wiem,ze jak sąsiadka brudas mi przeszkadza,to mogę
siedzieć w pokoju, gdzieś poza i tyle.Ale korzystać z łazienki i kuchni
muszę,nie ma,że boli(w tym wypadku:śmierdzi).
Dziewczyna ma na bakier ze sprzątaniem po sobie. I to strasznie. W łazience
stoi jej kosz na pranie. Śmierdzi- ona nie pierze,tylko wkłada tam ubrania i
bieliznę,a jak nie ma w czym chodzić,to je wyjmuje i
zakłada-wiem,widziałam-rzecz tyczyła się stanika(pominę rozmiar),spodni i
koszulki. Jak nie mieści się w koszu,to leży na nim(chyba,że ja to wrzucę do
środka i udepczę). Zwróciłam jej na to uwagę,czy mogłaby to ogarnąć,bo spadają
już te ubrania. No to na mnie naskoczyła,że jej nie pozwalam mieć swojej
przestrzeni w łazience. Ok,każdy brudzi ubrania,ale jedni trzymają ją w pokoju
w worku i regularnie piorą,inni w łazience w koszu na brudy i też piorą.A
innym się ona zaśmierdza. Myślałam,że mam omamy węchowe, ale moja
współlokatorka potwierdziła- w łazience wali brudami. Na pewno nie z
odpływu,bo go "zakretowałam" przedwczoraj,jak sprzątałam. Właśnie- jak jej
kolej na sprzątanie,to nie ruszy nawet. Brudne podpaski zostawia-jak okręci w
folię,to już dobrze,ale wraz nie wyrzuci. Koleżanka po kilku olanych prośbach
włożyła takie zawiniątko do kubka, w którym stoi jej pasta i szczoteczka do zębów.
Kolejna bajka:kuchnia: wysprzątane,że można jeść z podłogi. Aż panna zrobi
sobie coś do jedzenia. Syf-malaria. Okruchy,wszystko ubabrane. Choć już nie
bierze moich naczyń.Nie zmywa po sobie. Choć raz poskutkowało( mimo próśb nas
olała) jej brudne naczynia schowałyśmy do wora pod zlew i nie miała w czym
jeść-umyła.Ale niczego jej to nie nauczyło. Dziś panna zrobiła sobie
śniadanie-coś smażyła-a na kuchni- jakby wylać butelkę oleju,zachlapane
wszystko. Nie starte,grzała coś,to przypaliła ten olej.
Na wszelki wypadek:miała czas,żeby się nauczyć mieszkać poza domem,jest na
5.roku (żeby nie było:biologia...)

Może Wy macie jakieś pomysły,co z tym fantem zrobić?
Moje pomysły są takie:
1.zalać te brudy ciepłą wodą,jak urosną,to będzie musiała to uprać-ale my
padniemy. Myślałam jeszcze o podrzuceniu drożdży w proszku do tego.
2.Zalać jakimś płynem do dezynfekcji-ale zniszczę jej ubrania
3.władowanie całego kosza do worka i zawiązanie go-bez wyrzucania.

Metody może dość drastyczne,ale rozmowa nie skutkuje. Bo zacznie robić na
złość jeszcze bardziej.
Nie mam pojęcia,jak do nie trafić. Kierowniczka akademika też nic nie da-choć
jak będę zdesperowana,to pójdę.
Nie chce mi się przenosić na niecałe dwa miesiące do innego segmentu i
tyle-tam też nie wiadomo,co i kto się trafi.
Obserwuj wątek
    • daslicht Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 18:57
      Też mam takie świniowate typy w budynku, na szczęście nie w pokoju. Ale zarówno mnie jak i koleżankę szlag trafia, gdy idziemy do kuchni/łazienki i widzimy megasyf. Niektórych to powinno się cofnąć do przedszkola. Albo przynajmniej zorganizować na początku szkolenie jak obsługuje się kuchenkę gazową, kibel, prysznic, do czego służy śmietnik i jak się zakręca kran czy gasi światło.

      Na pocieszenie: skoro jest na 5. roku, to już niedługo skończy studia i będzie spokój.

      Pomysł z drożdżami jest niezły, tak samo można dorzucić trochę pleśni, w łazienkowych warunkach urośnie ^^

      Zbierzcie się razem i powiedzcie lasce, że was to wkurza. Bo może wy tylko dajecie jej "subtelne sygnały", a nie każdy się na nich zna.

      A jeśli ona wie ocb, to możecie się zebrać, zamknąć drzwi na klucz, wręczyć szmatę i zrobić jej coś w rodzaju "kocenia", nieważne że jest na 5. roku. Chodzi mi o zmuszenie laski do sprzątania w dość brutalny sposób.
      • elftherinii Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 19:06
        O rany... Ja nie chcę mieszkać w akademiku! ;(

        Pomysł 2 odpada - zniszczysz;/
        Za to ja bym proponowała pierwszy plus krajoznawczą dwudniową wycieczkę po okolicy (dla Ciebie, żebyś nie padła od smrodu:P).
        Ewentualnie zrobienie awantury. Może jak połowa akademika usłyszy Twoje wrzaski to coś ją ruszy? ^^
        • miss-alchemist Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 19:16
          elftherinii, nie bój się akademika :):) mieszkam drugi rok, teraz trafiłam super wspólokatorkę i generalnie jest git :P

          w ogóle jak zobaczyłam listy na ten rok, to dostałam zawału - w czterokopokojowym segmencie 3 pokoje są męskie. okazało się jednak, że koledzy nie tacy straszni, ładnie sprzątają i w ogóle :P

          jedyne, czego się obawiam w akademiku, to erasmusy, ale to już inna historia :P
          • elftherinii Re: OT 25.04.10, 19:19
            Czemu erasmusy takie straszne?

            Wiesz, bo ja jestem wyczulona na brudne rzeczy, zapachy itp. Do tego średnio
            lubię innych ludzi non-stop:) No ale siła wyższa, wiadomo. Może przeżyję, a może
            znajdę mieszkanie w ludzkiej cenie:P
            • miss-alchemist Re: OT 25.04.10, 19:23
              nie wiem, jak jest w innych miastach, ale akademiki PŁ są stosunkowo tanie - dla takich erasmusów to żadna kasa, więc tego nie szanują w ogóle. są oczywiście oczkiem w głowie uczelni, nikt ich stąd nie wywali, a czasem trzebaby. największy syf mieliśmy w łazience, jak obok mieszkali Francuzi - nawet własnych włosów po goleniu z półeczki w łazience nie zamietli, nie mówiąc już o posprzątaniu łazienki w "ich" tygodniu.

              na piętrach, gdzie jest dużo erasmusów, nikt nie chce mieszkać (czego dowodem są moi nowi sąsiedzi - uciekli z dużego wyremontowanego pokoju do małego i zniszczonego, byleby nie mieszkać na jednym piętrze z erasmusami).

              a szczytem wszystkiego jest to coś opisane tu:
              samorzad.p.lodz.pl/forum/viewtopic.php?f=2&t=11031
              kill'em all.
              • elftherinii Re: OT 25.04.10, 19:27
                Rany... Prawie jak banda dzieciaków w gimnazjum.
                W Krakowie z tego co się pytałam, to akademiki AGH też są dużo tańsze od mieszkań... Dlatego z jednej strony by mi to pasowało (więcej kasy dla siebie) a z drugiej takie historie mnie odpychają.
                • miss-alchemist Re: OT 25.04.10, 19:29
                  mój kumpel zwykł mawiać "kto nie mieszkał w akademiku, ten nie studiował" :P

                  jest śmiesznie i straszno, ale generalnie naprawdę lubię mieszkać w akademiku. mogłam się przenieść na mieszkanie za niewiele wyższą cenę, ale wolałam zostać.

                  w pokoju mieszka kumpel, co teraz już zarabia naprawdę duuuuużą kasę i mógłby wynajmować mieszkanie sobie sam, ale też woli akademik :P
                  • elftherinii Re: OT 25.04.10, 19:32
                    Zobaczymy czy w ogóle będę mogła w akademiku mieszkać(bo coś z tymi dochodami na
                    osobę jest, a kwota graniczna dosyć niska. W razie czego będę zakładać wątek na
                    OT jak przeżyć z współlokatorami :P
                • daslicht Re: OT 25.04.10, 19:40
                  Polacy robią to samo. Ogólnie spora ilość mieszkańców akademika zachowuje się jak bydło. Wyjechali od rodziców, to odwala im w dekiel. Do tego naczytali się o "życiu w akademiku", to oni tez tak chcą. Byle syfu narobić i pokazac jacy to oni są zajebiste luzaki. A w rzeczywistości to bezmózga hołota. Jogurt ma więcej kultury od nich.
                  • miss-alchemist Re: OT 25.04.10, 19:48
                    nie wiem, jak jest gdzie indziej, może akademiki PŁ są specyficzne, ale tutaj naprawdę NIKT, nawet najgorsi polscy lokatorzy, nie robi takiego syfu, jak erasmusy. może dlatego, że polski student wylatuje za to natychmiastowo z akademika. a erasmus nie.
            • daslicht Re: OT 25.04.10, 19:33
              Też nie lubię smrodu. Jak moja laska zamieszkała ze mną, to przez długi czas nie mogłam znieść jej zapachu. Nie żeby była syfiasta, ale OBCY zapach w MOIM pomieszczeniu to zło.

              Mozesz trafić na syfiary, imprezowiczki, dziunie, bezmózgi, grzebaczki, przesuwaczki, misiaczkujące, towarzyskie, deficytowe jod+wit.A (wiecznie im zimno i uwielbiają stuwatowe żarówki, najlepiej w południe), dresiary, kompoholiczki, kujonki, nudziary, aspołeczne typy, odzywające się raz na tydzień, ofiary mody, melomanki (tylko akurat nie w tym gatunku co trzeba), sraczki językowe, telewizjoholiczki, komóroholiczki, nocne/ranne typy, mimozy, biegaczki i wiele wiele innych.

              Ja w mojej pierwszej melinie miałam niezłe atrakcje. Teraz jest w porządku - no, prawie. Ale ogólnie to w porządku :)
              • elftherinii Re: OT 25.04.10, 19:42
                Mrau. Kumulacja kilku typów oczywiście też występuje?:P
            • estreno Re: OT 25.04.10, 21:18
              A ja bylam erazmuska w Hiszpanii. Mieszkalam w akademiku. Mielismy mieszkanie
              skaladajace sie z czterech pokoi, kuchni, wspolnego salonu i dwoch lazienek.
              Mieszkalam z Polka, Francuzka, Angielka, Meksykanka i Wloszka. Prawie do kazdej
              ktos przyjezdzal co jakis czas, wiec w porywach bylo nas nawet do 11 osob.
              Generalnie nie bylo problemow z dogadaniem co do sprzatania calej tej
              przestrzeni. Bylo bardzo ok. Jedynym problemem byl krotko mieszkajacy u nas
              Wloch - oddalysmy mu mniejsza lazienke, bo syfil i nie rozumial ocb, do kuchni
              prawie nie zagladal i generalnie sie alienowal, wiec w salonie tez bylo ok.
              Mieszkalam tez pol roku z Hiszpanka i sprzatalysmy na zmiane, a oprocz tego
              zaprzyjaznilysmy sie bardzo.
              Moje kolezanki Polki narzekaly tylko na wspollokatorki Portugalki, ktore owszem
              sprzataly w wyznaczony dzien, ale pomiedzy juz nie, wiec wszedzie sie walaly
              ciuchy, lazienka mogla byc zachlapana i osyfiona i im nie przeszkadzalo. Mysle,
              ze to bardziej zalezy od konkretnego czlowieka i jego oglonej kultury niz
              narodowosci, wiec nie straszylabym tak bardzo erazmusami.
              • miss-alchemist Re: OT 25.04.10, 21:36
                pewnie, że to zależy od człowieka :) nasi Francuzi, poza tym, że nie sprzątali swojego owłosienia i nie mówili w żadnym ludzkim języku, byli całkiem w porządku.

                ale też zależy od uczelni - bo jeśli uczelnia studentów zagranicznych traktuje jak święte krowy, a swoich własnych czasem jak śmieci, to nic dziwnego, że studenci z zagranicy czują się pewnie - gdy coś zniszczą, nie dotkną ich żadne konsekwencje. nawet nie chodzi o bałagan, ale o niszczenie świeżo wyremontowanych pokoi - w przypadku erasmusów notorycznie, w przypadku polskich studentów - b. rzadko, bo za taki numer wylatuje się z akademika.

                sprawa teraz boli o tyle, że likwidują jeden z naszych akademików, chcąc go przekształcić w hotel. maleje liczba miejsc dla polskich studentów, ale dla erasmusów nie...
                • daslicht Re: OT 25.04.10, 21:48
                  Mieszkałam przez jakiś czas (krótki) w innym budynku, był tam syf, kiła i mogiła plus bydło w duzych ilościach do tego. Mój pokój był na 6. piętrze, na początkowych mieszkali zagraniczni.

                  Poleciały plotki, że "w przyszłym roku wyremontują resztę pięter, zamieszkają tu zagraniczni, a nas wywalą do drugiego syfiastego segmentu". Przy najbliższym widzeniu z adminką plotka się potwierdziła. Wkurzyłam się niemożebnie i nawrzeszczałam na babę, że jest wstrętną nacjonalistką.

                  Nie wywalili Polaków z tych pięter, ale w dalszym ciągu mieszkają w ścisku. Każdy segment składa się z dwóch małych pokoików i wspólnej łazienki. Polacy mieszkają 2x2 i jak usiądą na łóżkach, to stykają się kolanami. Zagraniczni mieszkają 2x1, każdy ma swój pokoik i trochę prywatności.
                  • estreno Re: OT 25.04.10, 22:34
                    No tak, takie nierowne traktowanie musi byc wkurzajace. W moim hiszpanskim
                    akademiku dla zagranicznych studentow byl dosc restrykcyjny regulamin; do
                    glosnych imprez zdarzalo sie, ze wzywali policje. Zniszczenie pokoju bez
                    konsekwencji byloby nie do pomyslenia. Mielismy tez limit na zuzycie pradu i
                    wody; jesli w danym miesiacu sie go przekroczylo, trzeba bylo wiecej zaplacic w
                    nastepnym, wiec to powodowalo, ze nikt nie przesadzal np. z laniem wody. Doplate
                    mielismy raz - bylo wiecej gosci, a do normalnego funkcjonowania limity
                    wystarczaly bez problemu.
        • beniutka_bo Eltherinii... 25.04.10, 20:08
          To nie jest tak,że akademiki są zue,strraszne i w ogóle co najgorsze.
          Zależy,na kogo trafisz i jakie będziesz mieć nastawienie.
          Już był temat poruszony- ustalić zasady na początku, jakieś zgrzyty-od razu
          wyjaśniać.
          A że ja mam znów jakieś przeboje- ot,życie.
      • beniutka_bo Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 19:08
        Problem polega na tym,że ona WIE ocb. Mówiłyśmy jej ja i moja współlokatorka
        WIELOKROTNIE. A ta panna,co z nią mieszka "zlega jej jak wrzodowi na dupie" bo
        nielegalnie mieszka z nią jej facet i boi się,ze ta syfiąca ją podkabluje,jak
        jej coś powie.
        Rety,nawet nie myślałam,że będę się aż tak cieszyć z końca studiów,a dokładniej-
        z zakończenia akademikowego koczowania.
        • daslicht Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 19:18
          To jak tamta ma faceta, to musicie zapoznać Syfiastą z wesołym grzybkiem Aspergillus żeby jej smutno nie było. Aż dziwne, że się jeszcze nie znają ^^

          Jakby mi moja współlokatorka chciała tu z jakimś facetem zamieszkać, to by się bardzo źle skończyło.

          Szkoda, że nie masz poparcia, bo jak to mówią "w kupie siła" i mogłybyście się zorganizować.
          • beniutka_bo Daslicht 25.04.10, 21:08
            Padłam na to,że jej będzie raźniej z grzybem:D Pewnie go już ma w tej
            pościeli,czasem dzielonej z jakimś rozczochranym typem,no i nie zmienianej od
            yyy....grudnia chyba-albo coś przeoczyłam.Ale to nie w moim pokoju-tyle dobrze:]
            Pominę jogurt mający więcej kultury,niż studenci :D
    • miss-alchemist Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 19:14
      po pierwsze, jeśli Wam wszystkim trzem to przeszkadza, to musicie "atakować" ją wszystkie. naraz. tzn lepiej nie pyskówki :P

      można poprosić kierowniczkę o upomnienie dla tej pani - jak kierowniczka ludzka, to upomni chociaż dla przyzwoitości, a tacy ludzie boją się siły wyższej.

      metody drastyczne - wskazane. worek - dobry pomysł, ja bym jej jeszcze te ciuchy podrzuciła na łóżko.

      generalnie - wszystko, co nabrudzi, podrzucać bezpośrednio do niej :P nawet te podpaski zużyte wrzucić do worka z jej ubraniami.

      albo np. przyprowadzić kilku chłopa i przekazać im wcześniej, że jak laska pojawi się w okolicy, to mają zacząć narzekać z gatunku "o boże, jak śmierdzi z tego kosza na pranie, kto tu jest takim strasznym brudasem" - wstydu po prostu narobić.

      i mówić o tym. często. gęsto. do bólu miło i uprzejmie, jak nie pomoże, to opieprzać.
      • victoria1985 Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 25.04.10, 21:49
        bardzo dobrze cię rozumiem sama przerabiałam już to 2 krotnie .
        Z syfiarzami tak jest że nie widzą w ogolę problemu . Niewiniątka a my się po
        prostu czepiamy . U mnie w mieszkaniu przez takich syfiarzy bo była to para
        zalęgły się karaluchy ,bo w pewnym momencie zastrajkowała i przestałam po nich
        sprzątać . Nie widzieli w tym żadnego działania przyczynowo skutkowego między
        tym że zmywali naczynia co tydzień (przez cały tydzień naczynia zalegały w
        zlewie), zrzucanie okruchów na podłogi i nie zmywanie jej , a pojawienie się
        karaluchów. Po prostu same przyszły ;) Mieli też inne bardzo wkurzające
        przyzwyczajenia - żeby zasnąć włączali suszarkę do włosów w pokoju i ta suszarka
        "chodziła " przez 2 - 3 godziny . Raz chodziła bez przerwy przez 8 godzin bo
        panicz zasnął i zapomniał jej wyłączyć. Cud że chałupa się nie spaliła . Jak
        zrobiłam awanturę że mogli mieszkanie z dymem pościć to oczywiście usłyszałam że
        przesadzam . W końcu nie wytrzymałam i poprosiłam żeby się wyprowadzili . Przy
        wyprowadzce zabrali z każdego pomieszczenia żarówki i wąż do prysznica ;)
        Dobra rada właśnie ośmieszyć tą dziewczynę żeby ktoś inny jej powiedział parę
        słów prawdy ,brutalne to ,ale może to ją otrzeźwi. Poproszenie o interwencję
        kierowniczki też jest dobrym rozwiązaniem powiedz że obawiacie się że zalegną
        się karaluchy a tego cholerstwa ciężko się pozbyć i w błyskawicznym tempie
        rozniosą się po całym akademiku
    • mirka.zdzirka A może deratyzacja ;) ? 25.04.10, 22:44
      Beniutko,
      Szczerze współczuję sąsiadki. Ja tylko raz trafiłam w akademiku na tego typu
      lokatorkę - niestety, mieszkała ze mną w pokoju. Pomogła następująca akcja:
      - namówiłyśmy koleżankę z mądro i dorośle brzmiącym głosem o wykonanie telefonu
      do nas, gdy akurat ona była w pokoju;
      - koleżanka o poważnie brzmiącym głosie poinformowała delikwentkę, że jutro
      zostanie przeprowadzona deratyzacja w związku z problemami z obecnością gryzoni
      w akademiku;
      - poinformowała też, że w związku z deratyzacją niezbędne będzie dokładne
      posprzątanie pokoi, schowanie żywności i resztek, naczyń, brudnych ubrań, które
      walały się po podłodze (wiadomo, czyje były owe ubrania)itp.;
      - telefon poskutkował jednorazowo, ale potem wystarczyło regularnie zapraszać do
      pokoju kogoś znajomego, który to znajomy komentował w jej obecności, jak to
      strasznie "ktoś" rozrzuca swoje ubrania.

      Proponuję zatem zapraszać regularnie kilku złośliwych znajomych, którzy będą
      zwracać delikwentce uwagę na owe "śmierdziuchy" w łazience i pytać o to, kto je
      "wyprodukował"
      Jeżeli nie będzie widać poprawy, zaprosić dyrektorkę akademika na inspekcję - da
      się tym samym upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, tj. może wpaść zarówno
      brudaska, jak i jej współlokatorka, której facet nielegalnie u niej przebywa.
      Mnie tacy nieproszeni goście ogromnie by irytowali, podobnie jak mieszkanie z
      laską, u której regularnie przesiaduje "kochany misiaczek". W moim akademiku
      interwencja dyrektorki była ostatecznością, ale była najskuteczniejszym ze sposobów.
      Jednym z drastyczniejszych sposobów będzie włożenie wszystkich brudów laski do
      worka na śmieci i wyniesienie w miejsce, do którego nie zagląda. W ten sposób
      laska-brudaska wpadnie, bo nie będzie miała w co się ubrać. Dodatkowo
      przypadłoby się wynieść jej kosz na brudy na zewnątrz, na świeże powietrze, bez
      jej wiedzy, w celu wywietrzenia brudów.

      Ogromna szkoda, że ktoś taki może aż tak komuś obrzydzić mieszkanie w akademiku
      :/ Poza tą jedną współlokatorką (mieszkała z nami niecały semestr - pomogła
      interwencja dyrektorki) mieszkałam w akademiku z sympatycznymi i mało
      problemowymi osobami, dbającymi o porządek (dodatkowo, mieszkałam całe studia w
      3-osobowym pokoju). Niestety, w moim poprzednim mieszkaniu trafiłam na lokatorkę
      posiadającą wiele z wymienionych przez Ciebie cech. Poskarżyłam się właścicielce
      mieszkania dopiero przy wyprowadzce.

      Życzę owocnych interwencji. Na szczęście, do końca roku akademickiego zostało
      już niewiele.
    • maheda Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 26.04.10, 08:02
      Trochę szkoda kasy na worki...

      Lepiej jej po prostu wstawić ten kosz z brudami do pokoju (lub do niewątpliwie
      ciasnego przedpokoiku) i wstawić tam cokolwiek - na przykład tanią "szafkę z
      Biedronki" z półeczkami...
      Fakt, że trzeba się będzie o to potykać, ale każdy kto będzie wchodził, dowie
      się, dlaczego to tam stoi oraz czyje to jest :P
      • beniutka_bo Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 26.04.10, 16:59
        Z pokoju wystawi z powrotem.
        Ale nic,chleb jej spleśniał,to ją nim załatwię-będzie czuć zdecydowanie
        mniej,niż drożdże i mniej charakterystycznie:) Czyli jeszcze troszkę
        poczekamy,niech się pleśń na chlebku podtuczy, niah niah!
        Rozmowy nic nie dają,tylko zaczyna robić na złość.

        *Ja nie jestem taką świnią na co dzień-ale jak ktoś zasłuży,to moje kreatywność
        się włącza.
        • maheda Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 26.04.10, 17:11
          beniutka_bo napisała:

          > Z pokoju wystawi z powrotem.

          Jeśli nie będzie miała gdzie, to nie wystawi.
          Dlatego sugerowałam coś prawie darmo, co zajmie miejsce, ale będzie "ku
          pożytkowi wspólnemu", na szampony czy papier toaletowy i ręczniki papierowe ;)
        • milstar Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 26.04.10, 19:21
          Chleb do foliowej torby, polać trochę wodą i w ciepłe miejsce -
          szybciej spleśnieje.
          Jeśli zdecydujesz się włożyć jej ciuchy do torby (rozumiem że takiej
          foliowej na śmieci), to też zwilżyć warto - tylko wcześniej zawiąż
          szczelnie, bo po 3 dniach będzie woń nie do wytrzymania.

          Ja też jestem bałaganiara, ale wychodzę z założenia, że syf to mogę
          mieć w pokoju (w końcu jest mój), a w przestrzeni wspólnej ma być
          porządek i już ;)
          • elftherinii Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 26.04.10, 19:31
            Ja też na biurku (swoim!) mam książki z 3 lat nauki w LO i to wcale nie
            poukładane. Ale na litość - one nie śmierdzą. ^^
            • terepak Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 29.04.10, 17:10
              A powiedziałyście jej wprost. Ciuchy śmierdzą. Może nie rozumie
              waszych aluzji a pyskówki uznaje za przejaw niechęci do jej osoby.
              U nas problem zapachu potu rozwiązał podrzucony list.
              • beniutka_bo Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 30.04.10, 19:58
                ona o tym wie,już jej mówiłam,olała. Więc ja jej też olałam-wodą i
                zobaczymy,co będzie,jak wrócę po majowce.
                • maheda Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 30.04.10, 20:02
                  Niszczenie czyjegoś mienia jest karalne.
                  Nawet, jeśli są to śmierdzące rzeczy.
                  Mam nadzieję, że olałaś całkiem przypadkiem i tego po prostu wcześniej nie
                  zauważyłaś.
                  • beniutka_bo Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 30.04.10, 21:32
                    oczywiscie,kosz stał pod umywalką
        • panistrusia Re: akademikowa sąsiadka syfiara-helpunku! 30.04.10, 20:40
          > *Ja nie jestem taką świnią na co dzień-ale jak ktoś zasłuży,to moje
          kreatywność
          > się włącza.

          Uważaj, bo się nabawisz obsesji, albo Twoje odwety prześcigną winę.
          Tak w zasadzie dlaczego nie można poprosić kierowniczki o interwencję?
          Przecież ona od tego jest! Do tego jako osobie spoza składu będzie jej
          łatwiej mediować...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka