bebe.lapin
28.04.10, 13:30
musze sie wyzalic, bo od wczoraj mna trzesie.
niecale dwa tygodnie temu przyjechal do nas pracownik ,torego rekrutowalismy
dla firmy francuskiej. po odwiezieniu na miejsce (francuska prowincja,
niedziela, argo - wszystko pozamykane) koles sie obudzil, ze zablokowal sobie
komorke i nie ma nawet mozliwosci nastawienia budzika. poniewaz facet juz
pracowal dla nas przedtem, no i poniewaz mam miekkie serce, to pozyczylam mu
moja karte polska do telefonu z zastzezeniem, ze gdy przywieziemy nastepnych
pracownikow, to karta ma na mnie czekac. dwa dni pozniej szef zawozil nowych -
karty nie bylo. w piatek ja odwozilam nasyepnych - karty nie bylo. zostawilam
liscik z adresem, na ktory mial mi karte odeslac. wczoraj wieczorem dostaje
list, a tam: przepisane numery z mojej karty, do tego "dziekuje i
przeprawszam", a karty nie ma...
juz pomijajac to, ze karta jest moja i mam prawo zadac jej zwrotu (bosz, co za
paranoja - tlumaczyc sie, ze chce sie oddzyskac cos swojego), t jest to numer
bedacy jedynym kontaktem z wieloma osobami, a przede wszystkim numer, na ktory
bank wysyla mi jednorazowe kody do potwierdzania transakcji... tym sposobem
nie moge na przyklad zaplacic za effuniaki, ktore zamowialm..
nie wiem, czy nie bede musiala pojechac osobiscie rozwiazywac sprawy (czas
plus paliwo), tylko co, jesli facet karte zgubil? dodzwonic sie do niego nie
moza, oczywiscie...
tak to jest, jak sie chce komus zrobic dobrze...