Dodaj do ulubionych

Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków...

13.01.11, 20:49
Dziewczyny, bo ja mam już taki mętlik w głowie, że szok...

Czy ktoś może mi powiedzieć, albo wskazać jakieś bogate a rzetelne źródła wiedzy o składnikach kosmetyków?
Tylko błagam, nie Wizaż, bo po pierwsze, trudno znaleźć tam początkującemu znaleźć komplet potrzebnych informacji, a po drugie, i może nawet przede wszystkim, w wizażowym słowniczku stoi jak byk, że parafina nawilża :/ Brakuje też często informacji o wpływie danego składnika na skórę, np. przy konserwantach. Mniej mnie interesuje, czy składnik jest naturalny czy syntetyczny, ważne, żebym wiedziała, jak działa...

A tak na szybko: jak to jest z tymi silikonami? Wizażowy słowniczek mówi, że nawilżają... wiąża wodę... a na dziale o włosach, że oblepiają i blokują dostęp innych składników... no jestem ciemna jak tabaka w rogu :/
Obserwuj wątek
    • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:25
      Z Wizażem jest tak, że trzeba przefiltrować znajdujące się tam informacje odpowiednim filtrem pasmowo-przepustowym - żeby wywalić odpowiedzi nazbyt pochlebne i nazbyt negatywne :P

      Trudno mówić o wpływie danego składnika na skórę, bo każdy z nas reaguje inaczej. Dlatego w wizażowym słowniczku jest głównie opis, w jakim celu dany środek się stosuje. Kiedy ja chcę się dowiedzieć coś o jakimś składniku, to pytam wujka google i wyciągam medianę z wyczytanych informacji ;) Trudno też mówić o tym, jak dany składnik działa, raczej - jak ma działać docelowo.

      Co do silikonów - wg mnie nie nawilżają, ale mają swoje zalety. Owszem, oblepiają włos cienką warstwą ochronną, która ma wygładzać. Wbrew wielu negatywnym opiniom, nie przeszkadza ona cennym składnikom ;) Tym bardziej, że silikony są zmywalne. Generalnie nie są szkodliwe dla włosów, ale mogą obciążać, jeśli ktoś ma cienkie, miękkie włosy (ja tak mam ;)). Za to są cudowne do końcówek jako ochrona przed uszkodzeniami mechanicznymi.

      Wydaje mi się, że żadne źródło nie da cudownej recepty na stosowanie danych składników - po prostu trzeba przetestować samemu, co nam służy, a co nie.

      A co do konserwantów - występują w kosmetykach, żeby zwiększyć ich trwałość, trudno zatem ich uniknąć. Chyba większość ma określone maksymalne stężenia w produktach kosmetycznych i są to takie granice, gdzie nie powinny nam te substancje robić krzywdy. Warto czytać jednak skład, bo ze względu na te maksymalne stężenia praktycznie wszystko co jest za konserwantem/zapachem znajduje się w kosmetyku w ilości symbolicznej.
      • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:44
        > Co do silikonów - wg mnie nie nawilżają, ale mają swoje zalety. Owszem, oblepia
        > ją włos cienką warstwą ochronną, która ma wygładzać. Wbrew wielu negatywnym opi
        > niom, nie przeszkadza ona cennym składnikom ;) Tym bardziej, że silikony są zmy
        > walne.

        No tak, ale czy w zwiazku z tym, jeśli moje włosy ciężko czymkolwiek obciążyć ;), to czy jest sens, żebym ja latała, cudowała z odżywkami bez nich? jeśli chcę do tego co jakiś czas jakiś olej położyć na włosy...?
        A co z silikonami w szamponach? Bo ma taki i SLS, i silikony... czyli jednocześnie je zmywa i nabudowuje kolejną warstwę? To już tak z ciekawości :)
        A silikony w kremach do twarzy/balsamach?

        > Wydaje mi się, że żadne źródło nie da cudownej recepty na stosowanie danych skł
        > adników - po prostu trzeba przetestować samemu, co nam służy, a co nie.

        Nie do końca o to mi chpdzi, żeby znaleźć od razu mix najlepszy dla siebie, bardziej o to, żeby właśnie składniki nie wykluczały się nawzajem, jak z tą parafiną. Jeśli chodzi o testowanie, to też już mam mętlik, bo cóż z tego, że po Ziajach miałam śliczną buzię, jeśli się okazuje, że swa dni bez kremu i skóra się łuszczy porządnymi płatkami... coś nie halo ;)
        Poza tym, ostatnio przeczytałam w jakiejś książce, że kiedyś tam, dawno dawno, panie siępodtruwały minimalnymi dawkami czegoś tam, jakiegoś arszeniku czy czegoś podobngo, właśnie dla urody skóry, i skóra owszem, piękna była ;) Także już przestaję nawet wierzyć oczom i chyba popadam w lekką paranoję... a moja wiedza jest jeszcze o wiele za mała, żeby odsiać wykluczające się informacje z wizażu ;)

        • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:05
          > No tak, ale czy w zwiazku z tym, jeśli moje włosy ciężko czymkolwiek obciążyć ;
          > ), to czy jest sens, żebym ja latała, cudowała z odżywkami bez nich? jeśli chcę
          > do tego co jakiś czas jakiś olej położyć na włosy...?
          > A co z silikonami w szamponach? Bo ma taki i SLS, i silikony... czyli jednocześ
          > nie je zmywa i nabudowuje kolejną warstwę? To już tak z ciekawości :)
          > A silikony w kremach do twarzy/balsamach?

          Nie, nie ma sensu ;) Silikony nie szkodzą ;)

          Co do silikonów w szamponach - uważam, że to kiepski pomysł, ale właśnie tak działają. Silikony zawarte w szamponie uzupełniają ubytki stworzone przez detergenty. Wg mnie jednak szampon powinien spełniać swoją podstawową rolę - oczyszczać włosy i nic więcej, dlatego wybieram szampony o maksymalnie prostym składzie. Po prostu myją, a za odżywienie i nawilżenie i inne takie odpowiada odżywka. Dzięki temu nic mi się nie nadbudowuje, nie mam obciążonych włosów i zachowują pewną równowagę.
          Co do silikonów w kremach - zwykle są to silikony cykliczne (najczęściej widuję cyclomethicone), które ułatwiają rozprowadzenie kosmetyków, a następnie odparowują. Nie robią krzywdy, ogólnie całkiem sympatyczne silikony ;)
          • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:25
            Wg mnie jednak szampon powinien spełniać swoją podstawową rolę - oczyszcza
            > ć włosy i nic więcej, dlatego wybieram szampony o maksymalnie prostym składzie.

            Na przykład...? :) Nie wiem, kiedyś używałam familijnego rumiankowego, tego typu?
            • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:34
              Dokładnie tego typu.

              Ja używam Fitomedu, który zawiera kolejno w składzie: wodę, wyciągi z ziół, detergenty, kwas mlekowy, zapach, konserwanty. Nie pamiętam, czy coś jeszcze, ale na pewno bez substancji powłokotwórczych, czyli silikonów, pq czy q. Ładnie oczyszcza, nie plącza, nie obciąża :)

              Ale ja mam włosy z tendencją do przetłuszczania się, łatwo ulegają obciążeniom. Dla kogoś ten dodatkowy silikon nie będzie robił różnicy, mi zrobi z włosów masakrę.
        • yaga7 Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 07:06
          Kiedyś miałam szampon bez silikonów i jakoś nie widziałam różnicy, więc ja osobiście się na to nie patrzę. Jeżeli coś dobrze działa na moje włosy, to to stosuję i nie obchodzi mnie to, co ma w składzie, zwłaszcza jeżeli to jest szampon fryzjerski czy jakiś inszy "profesjonalny".

          Ja na wizażu jestem od paru lat, kiedyś chciałam się nawet wczytywać w te wszystkie niby istotne informacje, ale stwierdziłam, że szkoda mi życia :)
          • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 07:14
            No może i szkoda, ale jak ja się uczepię tematu... ;) To nawet całkiem ciekawe jest, kwasy, które nazywają się kwasami, a wcale nimi nie są ;P
            • yaga7 Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 07:44
              Uczep się, uczep, a potem możesz tutaj nam napisać, co się dowiedziałaś :))

              I ciekawe jest na pewno, ale do tego baaaardzo czasochłonne, niestety.
      • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:49
        A co do konserwantów - występują w kosmetykach, żeby zwiększyć ich trwałość, trudno zatem ich uniknąć. Chyba większość ma określone maksymalne stężenia w produktach kosmetycznych i są to takie granice, gdzie nie powinny nam te substancje robić krzywdy. Warto czytać jednak skład, bo ze względu na te maksymalne stężenia praktycznie wszystko co jest za konserwantem/zapachem znajduje się w kosmetyku w ilości symbolicznej.
        ===
        prawie 100% kosmetyków przechowujemy w wilgotnej łazience, najczęściej nanosimy je paluchem unurzanym w słoiczku. Jak wyobrażacie sobie odporność kremu na mikroorganizmy (na opakowaniu podane jest tzw PAO - okres przydatności po otwarciu, czyli od zdjęcia ochronnej folii aż do całkowitego zużycia kremu) w takim środowisku ? Wszystkie konserwanty dopuszczone do stosowania (regulują to odpowiednie dyrektywy i przepisy lokalne jak np w USA czy Japonii) mają określone _maksymalne_ stężenia. Jednak w praktyce są one niższe. Najczęściej jest to ułamek procenta składu (niezwykle rzadko dochodzi do 1%). I z reguły to właśnie konserwanty (a właściwie ich substancje aktywne) umieszczone są na końcu składu
        • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:56
          No właśnie, nie wiedziałam, czy wszystkie mają maksymalne stężenia, dzięki za dokładną informację ;)

          Rzecz w tym, że nie zawsze konserwant jest na końcu składu. W drogeryjnych szamponach bywa tak, że na etykiecie wielki napis "ekstrakt z tego i siamtego", po czym po przeczytaniu składu okazuje się, że ekstrakt owszem, jest, ale za konserwantem czy zapachem - czyli tak jakby go nie było wcale. Dlatego zaczęłam się uczyć czytać składy ;)
          • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:18
            to, co producent nasmaruje na swojej etykiecie to już jego (i działu promocji) fantazja. Natomiast przepisy regulują sprawę składu dość dokładnie - poszczególne składniki (kolejność) powinno się podać zgodnie z recepturą ilościową
            • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:21
              ależ ja doskonale o tym wiem, tylko nie każdy wie ;)

              szczerze mówiąc, mało znam osób, które czytają i analizują składy używanych przez siebie kosmetyków.
              • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:27
                do głowy mi nie przyszło żeby wślipiać się w składy, które są wydrukowane tak małą czcionką, że musiałabym z lupą między regały wejść :P
                • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:30
                  Ja zwykle robię tak, że zanim kupię jakiś kosmetyk, to go guglam albo wyszukuję na KWC, analizuję skład (czcionka dowolnie duża) i jak mi się spodoba, to kupuję ;) Czasem tylko jak widzę coś nowego z lubianej firmy, to czytam skład w sklepie, ale też nie lubię tych małych literek ;)
        • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:59
          Ja sobie wyobrażam, że krem, który zuzywam w ciągu dwóch miesiecy, czy trzech, nie pociągnie bez konserwantów. Chodzi mi o to, że jeśli ma mi na przykład szkodzić, to się poświęcę i ukręcę sobie raz na tydzień sama jakieś mazidło, ale wolałabym nie musieć tego robić ;)
          Chcę tylko wykluczyc składniki typu parafina w kremie nawilżającym czy balsamie do ciała. bo według tego, co poczytałam o parafinie, używanie takiego kremu mija się z celem, choć niekoniecznie "szkodzi". I pomyślałam, że może, a raczej na pewno, jest więcej takich składników, które z jakiegoś powodu są pakowane do kosmetyków, a nie powinny się tam znaleźć...
          • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:07
            to już, niestety, każda z nas musi wypróbować na sobie
            i żeby nie wpaść w pułapkę "konserwant" warto byłoby zapisać składy stosowanych kremów i drogą eliminacji poszczególnych składników dojść do tego, co Twojej skórze szkodzi / pomaga / jest obojętne

            > które z jakiegoś powodu są pakowane do kosmetyków, a nie powinny się tam znaleźć

            żaden szanujący się producent nie wypuści takiego kosmetyku. Muszą spełniać (często polskie są bardziej restrykcyjne niż np europejskie) wymagania i tu się "ze składem nie poszaleje". To wyłącznie _osobnicza_ reakcja na poszczególne składniki a nie "hurtem" - bo ma LSL czy innego czorta :)
            • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:11
              > żaden szanujący się producent nie wypuści takiego kosmetyku. Muszą spełniać (cz
              > ęsto polskie są bardziej restrykcyjne niż np europejskie) wymagania i tu się "z
              > e składem nie poszaleje". To wyłącznie _osobnicza_ reakcja na poszczególne skła
              > dniki a nie "hurtem" - bo ma LSL czy innego czorta :)

              ja zrozumiałam wypowiedź Madzioreck tak, że nie chodziło jej o składniki całkowicie szkodliwe lub w szkodliwych stężeniu, tylko takie, które z powodów różnych są ładowane do kosmetyków niepotrzebnie, np tylko po to by zagęścić albo wytworzyć więcej piany. ale może źle zrozumiałam ;) tak jak na przykład wspomniana parafina - sama w sobie nie szkodzi, ale nic dobrego też ze sobą nie niesie.
              • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:21
                > ja zrozumiałam wypowiedź Madzioreck tak, że nie chodziło jej o składniki całkow
                > icie szkodliwe lub w szkodliwych stężeniu, tylko takie, które z powodów różnych
                > są ładowane do kosmetyków niepotrzebnie, np tylko po to by zagęścić albo wytwo
                > rzyć więcej piany. ale może źle zrozumiałam ;) tak jak na przykład wspomniana p
                > arafina - sama w sobie nie szkodzi, ale nic dobrego też ze sobą nie niesie.

                O, o, o, no właśnie o to mi chodzi :D Pal licho, jeśli toto neutralne, gorzej, jak blokuje działanie innych składników :) Parafina nie szkodzi, ale też własnie buduje taką nieprzemakalną warstewkę (podobno...), która nie znika po jednym myciu skóry, a oblepia i blokuje dostęp innych składników. Ale czy to znów prawda...
                • pierwszalitera Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 01:11
                  madzioreck napisała:

                  Parafina nie szkodzi, ale też własni
                  > e buduje taką nieprzemakalną warstewkę (podobno...), która nie znika po jednym
                  > myciu skóry, a oblepia i blokuje dostęp innych składników. Ale czy to znów praw
                  > da...

                  No ale te wspaniałe składniki z kremów i tak nie mają większego na nią działania, oprócz kilku wyjątków. Zadaniem kremu jest więc uzupełnianie wilgoci i chronienie przed wysychaniem. Pierwsze załatwia woda, drugie tłuszcz. W sumie najważniejsza jest proporcja wody i tłuszczu i to decyduje, czy jesteśmy z kremu zadowolone i czy nam on służy. To czy parafina nam w kremie przeszkadza zależy od jej rodzaju. Na raczej tłustej skórze będzie faktycznie oblepiała, ale skóra bardzo sucha i zniszczona moża tej nieprzemakalnej warstewki nawet potrzebować. Nie ma więc jednoznacznej oceny.
                  • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 01:22
                    No niby tak. Tylko mnie interesuje, czy jeśli na skórze stworzy się taką nieprzemakalną warstewkę, która chroni przed utratą wody, to czy to nie działa w dwie strony? Że jakby izoluje na tyle, że przetransportowanie kolejnej porcji wody staje się niemożliwe/utrudnione?
                    Bo akurat to podobno odróżnia parafine od takich na przykład oliw z oliwek czy innych olejków roślinnych. Ale nie wiem, czy tak jest rzeczywiście.
                    Ja mam suchą skóre, którą długi czas smarowałam Ziajami, ww iększości z parafiną własnie. I wszystko było pięknie, dopóki nie zapomniałam się dzień czy dwa posmarować. A teraz, kiedy wyeliminowałam parafinę, taka przerwa nie powoduje tak gwałtownego przesuszania skóry... i tak kombinuję, czy to parafina jest faktycznie taka paskudna, jak podają tu:
                    www.jaworek.net/kosmetyki/czarne_owce.php#ropa
                    czy coś innego :)


                    • pierwszalitera Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 15:36
                      madzioreck napisała:

                      > No niby tak. Tylko mnie interesuje, czy jeśli na skórze stworzy się taką nieprz
                      > emakalną warstewkę, która chroni przed utratą wody, to czy to nie działa w dwie
                      > strony? Że jakby izoluje na tyle, że przetransportowanie kolejnej porcji wody
                      > staje się niemożliwe/utrudnione?

                      Prawdę mówiąc, mnie nie interesowałaby aż tak bardzo obiektywno-naukowa ocena, kieruję się raczej metodą prób i błędów. Oczywiście nie smarowałabym się specyfikiem, który ma sprawdzone rakotwórcze działanie na przykład, ale nawet działanie korzystne nie musi się w naszym przypadku sprawdzać. Kwasy na przykład robią skórze mnóstwo dobrego, a przy wrażliwej cerzy może być Sajgon, więc bez wypróbowania nie mogę o nich nic powiedzieć. Jeżeli chodzi o parafinę, to wiem, że wywołuje u mnie wypryski, czyli jestem na nie. A po drugie, ideologicznie odrzucam smarowanie się olejem przemysłowym, więc niechy parafina robiła i cuda, to nie będę jej chciała w moim kremie. Wydaje mi się, że każdy musi sam definiować swoje kryteria, by nie dać się zwariować na drodze do jedynie słusznego kosmetyku idealnego, bo dla każdego oznacza to coś innego. A tak na dodatek, to jestem nawet pewna, że działanie kosmetyków jest mocno ograniczone i nasz wiara w to działanie, przewyższa tu znacznie jego możliwości. ;-)
                      • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 15.01.11, 14:30
                        A tak na dodatek, to jeste
                        > m nawet pewna, że działanie kosmetyków jest mocno ograniczone i nasz wiara w to
                        > działanie, przewyższa tu znacznie jego możliwości. ;-)

                        Literka, ja wiem, że krem cudów nie zrobi, ale jeśli chcę krem nawilżający, to chcę, żeby on rzeczywiście nawilżał. A z tego, co zdążyłam już poczytać, bywa, że niby ma nawilżać, a tak naprawdę powoduje jeszcze wysuszenie :/ Np. jakaś tam substancja, która przy dostarczaniu za małej ilości wody, przez swoją "higroskopijność" wyciąga wodę ze skóry. Albo różnica między formułami "olej w wodzie" i "woda w oleju", te "lekkie kremy/żele nawilżające" itd. Tylko, że właśnie jestem za cienka w uszach, żeby odróżnić prawdę od bzdur. Wiadomo, że to, co służy jednej skórze, nie musi służyć drugiej, ale chodzi mi o takie ogólne prawidła, zeby być w ogóle w stanie ustalić te własne kryteria ;) A to jest spora wiedza, i możliwe, że faktycznie wezmę się za jakieś kręcenie samodzielnie, ale na razie chciałabym dowiedzieć się o właściwościach rożnych składników :)
                    • kis-moho Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 14.01.11, 21:48
                      Madzioreck, a parafina nie jest przypadkiem glownym skladnikiem zwyklej wazeliny? Tak mi przynajmniej wychodzi z tego artykulu z wikipedii pl.wikipedia.org/wiki/Wazelina, aczkolwiek nie dam glowy. W kazdym razie - jezeli tak jest, to mi przynajmniej bardzo na moja ultra sucha skore pomaga :o)
                      • kis-moho Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 15.01.11, 00:12
                        Doczytalam, i faktycznie, czysta wazelina to parafina. W takim razie potwierdzam, ze mi nie tylko nie szkodzi, a zyc bez niej bym nie mogla. Z tym, ze ja mam atopowe zapalenie skory, i w zwiazku z tym potrzebuje silnie natluszczajacych/nawilzajacych i nie uczulajacych specyfikow - dla innej skory parafina moze nie byc taka dobra, tego nie wiem. Ale zlem wcielonym nie jest na pewno :o)
                        [swoja droga ciekawe jest patrzenie na parafine jak na przeciwienstwo "naturalnych" olejow roslinnych - ropa to tez natura, tylko nie tak ladnie pachnie :o)]
                        Dodaje jeszcze watek z forum "kosmetyki dzieciece" forum.gazeta.pl/forum/w,503,8886972,,parafina_szkodzi_.html z opinia na ten temat kierownik Zakladu Farmakologii Instytutu Matki i Dziecka
          • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:07
            > Chcę tylko wykluczyc składniki typu parafina w kremie nawilżającym czy balsamie
            > do ciała. bo według tego, co poczytałam o parafinie, używanie takiego kremu mi
            > ja się z celem, choć niekoniecznie "szkodzi". I pomyślałam, że może, a raczej n
            > a pewno, jest więcej takich składników, które z jakiegoś powodu są pakowane do
            > kosmetyków, a nie powinny się tam znaleźć...

            Są niestety takie składniki ;) Np sól - w składzie jako sodium chloride - jako znakomity zagęstnik do szamponu i jednocześnie znakomity wysuszacz oraz podrażniacz ;) Nie na każdego źle zadziała, ale na kogoś może. A taka niby niewinna sól ;)
          • ciociazlarada A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcenie:)? 14.01.11, 19:07
            >Chodzi mi o to, że jeśli ma mi na przykład szko
            > dzić, to się poświęcę i ukręcę sobie raz na tydzień sama jakieś mazidło, ale wo
            > lałabym nie musieć tego robić ;)

            Odnoszę się do tego cytatu. Używam kosmetyków zrobionych przez siebie dużo dłużej, niż noszę dobrze dobrane staniki:) I nie wyobrażam już sobie bez nich życia. Nie mam idealnej cery, ale moja skóra wygląda w tej chwili najlepiej od czasów dzieciństwa.
            Nie chodzi mi nawet o ich naturalność, bo stosuję również "sztuczne" dodatki i konserwanty, ale o zamierzony kosmetyczny minimalizm i używanie tych składników, których naprawdę potrzebuję, a nie tych, który sprawiają, że krem jest ładny w słoiku i miło się rozprowadza:)

            Jest to też poważna oszczędność. Miałam, przed przejściem na różne mazidła, poważne problemy z cerą i uważałam, że skoro nie rozwiązują ich kosmetyki apteczne, to muszę po prostu kupować droższe rzeczy w założeniu, że są na pewno lepsze. W końcu mi przeszło gdy okazało się, że kremy za ponad sto euro fantastycznie odchudzają porfel, ale mimo wytrwałego stosowania nie usuwają parchów z mojej biednej skóry. Na półprodukty, nawet te z certyfikatem eko i ze sprawdzonych źródeł, wydaję 1% tego, co poprzednio na słoiczki luks torpeda:)

            Ostatni mój argument to satysfakcja:) Że sama sobie zrobiłam, a co! No i cienie do powiek mojej produkcji trzymają się jak pijany płotu i bardzo mi miło słyszeć zadowolone koleżanki, które dostały ode mnie słoiczek i chcą więcej:)
            • yaga7 Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 14.01.11, 19:12
              Ja przykładowo też uważam robienie własnych mazideł za poświęcenie :))

              Wolę kupić krem - zajmuje mi to minutę, w porywach do pięciu, a kręcenie mazideł na pewno jest bardziej długotrwałe - przede wszystkim na samym początku trzeba sporo poczytać, potem zakupić, a potem eksperymentować.
              Aha, i wazne jest to, że ja nie lubię się tak bawić - chociaż z drugiej strony po studiach wybitnie doświadczalnych i laboratoryjnych powinnam lubić taką zabawę, ale jakoś wcale mnie to nie kręci. Wolę poczytać książkę, a kosmetyki po prostu kupować.
              Natomiast nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby ktoś mi ukręcił jakiś kremik - mogłabym pewnie go kupić nawet i za podwójną cenę ;))
              • ciociazlarada Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 14.01.11, 19:26
                Yaga, ja też nie lubię się babrać:) Zazwyczaj kładę na twarz rzeczy, które mają 2-3 składniki, często mieszane na ręce przez sekundę przed nałożeniem, więc labu w domu nie mam.
                Po prostu kontrolująca część mojej osobowości cieszy się, że daję mojej skórze to co chcę jej dać i nic więcej:)

                Zresztą nie miałam wyjścia. Jeszcze dwa lata temu miałam nieregularne, acz bardzo częste "ataki" liszai i jakichś przedziwacznych parchów, które potrafiły nie goić się np. przez 3 miesiące, a potem nagle znikały jak kamfora w ciągu jednej nocy. Wytestowałam na nich wszystko, od Avene po YSL, żadnej marki na "z" akurat nie znam:) Odkąd przerzuciłam się na samorobiony minimalizm, nie powróciły ani razu.
                • yaga7 Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 14.01.11, 20:48
                  Może jakbym nie miała wyjścia, to bym inaczej na to patrzyła.
                  Nie mówię, że mam idealną cerę, bo takiej nie mam, ale z drugiej strony nie jest ona też problematyczna - w sumie kazdy krem mi pasuje, uczuleń nie mam, trądziku w życiu nie miałam, raz na miesiąc coś tam małego się pojawi i to by było na tyle. No może mam poszerzone naczynka, ale nie jakoś strasznie. Więc w sumie nie odczuwam potrzeby kręcenia mazideł, skoro to, co mam, jakoś tam działa :))
              • a_gneskka Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 14.01.11, 22:39

                > Natomiast nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby ktoś mi ukręcił jakiś kremik -
                > mogłabym pewnie go kupić nawet i za podwójną cenę ;))

                Widziałam kiedyś stronkę, gdzie można tak kupić, wiele drożej niż samodzielne ukręcenie to nie kosztowało :) Jak mi się uda odszukać to wrzucę (a może ktoś kojarzy?).
                • ciociazlarada Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 15.01.11, 12:18
                  Biochemia Urody się ta stronka nazywa:), jeżeli chodzi Ci o tą, gdzie składniki masz odmierzone i wystarczy tylko zmieszać.
                  • pierwszalitera Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 15.01.11, 12:48
                    ciociazlarada napisała:

                    > Biochemia Urody się ta stronka nazywa:), jeżeli chodzi Ci o tą, gdzie składniki
                    > masz odmierzone i wystarczy tylko zmieszać.

                    Tylko tak z ciekawości. Jeżeli te składniki są odmierzone i są to półfabrykaty, inaczej trzeba by było robić więcej, to jaka jest różnica pomiędzy gotowymi specyfikami w sklepach, a tymi wykonanymi w domu? Oprócz ceny. Bo ja rozumiem jak robi się krem od podstaw, to znaczy podgrzewa wosk pszczeli jako emulgator, miesza z olejem roślinnym do utworzenia bazy tłuszczowej, ostudza, trzyma w lodówce, a potem miesza porcjami z odpowiednią zawartością wody, dodaje ileś tam według potrzeb cery indywidualnie odmierzonych procent dodatkowych substancji na życzenie, to ma się krem z najprostszych składników, ale zawsze więcej niż trzech, bo trzy to tylko tłuszcz, woda i emulgator. A taki z najprostszych składników nazywa się cold krem i dostanę go u Weledy, bez mazania się w domu, biorąc pod uwagę, że jest on dla mojej cery za ciężki. Więc te półfabrykaty, to żadne tam cuda natury, tylko wymieszana fabrycznie już chemia dająca wrażenie, że robimy coś same. To tak jak budyń z torebki. Uchodzi za samodzielnie wykonany, a przecież u każdej kobiety wyjdzie smakowo taki sam i z domowym budyniem według osobistego przepisu babuni nie ma nic wspólnego. W Niemczech kiedyś też była tak faza na robienie kosmetyków. Składniki można było dostać w sklepie pod nazwą Spinnrad, razem z odpowiednimi książkami. Po pewnym czasie sklep wprowadził nawet gotowe produkty, już zamieszane, dla tych, którym się nie chciało i tym chyba rozwiał iluzję wyższości tych kosmetyków nad tymi z innych sklepów, bo ludzie przestale się interesować i wrócili do zwykłych sklepów. Bo jeżeli te też można wyprodukować przemysłowo, a cała zabawy klienta polega tylko na własnoręcznym mieszaniu, to co za jakościowa różnica?
                    • anka_z_lasu Biochemia urody 15.01.11, 21:09
                      Często składniki składowane oddzielnie mają dłuższy termin ważności niż gotowy produkt, przynajmniej tak twierdzi producent. Stąd czas zmieszania jest istotny. Co więcej, te kremy mają dość krótki okres przydatności (mam nadzieję, że idzie za tym niższa zawartość konserwantu). Więc znowuż czas zmieszania gra rolę.

                      A różnica polega również na tym, że za ok. 30 - 50% niższą cenę będę mieć krem z podstawowych składników, który nie jest za ciężki dla mojej cery i widać efekty jego stosowania. W moim kremie oprócz substancji czynnych jest tylko emulgator i konserwant. Nie ma barwników ani substancji zapachowych. Oczywiście możemy założyć, że producent robi mnie w balona i do fiolki z napisem "d-panthenol" wlał kieszonkowy zestaw silikonów. Ale równie dobrze można wątpić w to, co piszą producenci na słoiczkach kremów dostępnych w masowej dystrybucji, bo też tego nie sprawdzimy...

                      Zresztą bardziej wprawieni w mieszaniu kosmetyków mogą modyfikować recepturę dodając własne składniki i wtedy przestajemy mówić o masówce.
                      • pierwszalitera Re: Biochemia urody 15.01.11, 21:29
                        anka_z_lasu napisała:

                        Oczywiście możemy
                        > założyć, że producent robi mnie w balona i do fiolki z napisem "d-panthenol" w
                        > lał kieszonkowy zestaw silikonów. Ale równie dobrze można wątpić w to, co piszą
                        > producenci na słoiczkach kremów dostępnych w masowej dystrybucji, bo też tego
                        > nie sprawdzimy...

                        Prawdopodobieństwo robienia w balona jest takie samo. A firmy ekologiczne muszą mieć też zwykle certyfikację i większość nie ma żadnych barwników i sztucznych substancji zapachowych. Takim kontrolowanym markom wierzę jakoś nawet bardziej niż Biochemii urody. Kto tam sprawdza te składniki?
                        I weźmy na przykład coldcream Weledy dla bardzo suchej cery. Ma w składzie:
                        Water (Aqua), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Beeswax (Cera Flava), Glyceryl Linoleate, Fragrance (Parfum)*, Hectorite, Limonene*, Linalool*, Citronellol*, Geraniol*, Citral*.
                        *from natural essential oils
                        W tym kremie jest więc tylko woda, mieszanka olejów rośllinnych, wosk pszczeli, emulgator, glinka i nie ma nawet konserwantów, a zapach pochodzi z mieszanki eterycznych olejków. Krem kosztuje w okolicach 6-8 euro (24-48zł) za 30ml, ekologiczna jakość składników. Jak komuś chce się kręcić....
                        • anka_z_lasu Re: Biochemia urody 15.01.11, 21:51
                          "Takim kontrolowanym markom wierzę jakoś nawet bardziej niż Biochemii urody. Kto tam sprawdza te składniki?"
                          Tu faktycznie nie będę się kłócić.

                          "Krem kosztuje w okolicach 6-8 euro (24-48zł) za 30ml, ekologiczna jakość składników. Jak komuś chce się kręcić...."

                          W Polsce ceny Weledy niestety często zbliżają się do tej górnej podanej przez Ciebie granicy. Nie demonizowałabym 15-minutowego kręcenia raz na trzy miesiące, które jest zresztą zabawne - zawsze lubiłam doświadczenia na chemii ;)
                          • pierwszalitera Re: Biochemia urody 15.01.11, 21:56
                            anka_z_lasu napisała:


                            Nie demonizowałabym 15-minutowego kręcenia raz na trzy miesiące,
                            > które jest zresztą zabawne - zawsze lubiłam doświadczenia na chemii ;)

                            Ja nie demonizuję. Sama miałam taką fazę w moim życiu. Ale nie wierzę, że ktoś będzie robił to na zawsze, kiedyś tam wraca się do normalności. ;-)
                            • zenobia44 Pierwszalitero 16.01.11, 09:19
                              Pierwszalitero, nie wchodząc już w wartościowanie "kręcenia" kremów, które mi osobiście wygląda na niezłą zabawę (daje radość i satysfakcję) i to wszystko co dziewczyny o nim piszą powoduje, że sama chciałabym tego spróbować:), to czy mogłabym Cię prosić (skoro rynek masz rozeznany) o podanie nazw tych kilku firm, które robią eko kosmetyki (w tym kolorówkę). Zanim zacznę wchodzić (o ile kiedykolwiek wejdę) w mazidła mogłabym spróbować takich eko-kosmetyków już zrobionych.
                              Sprawdziłam to na szamponach - niestety im prostszy skład tym lepiej, ale kupuję szampony ogólnie dostępnych firm (w sklepach takich jak Rossman, drogerie, hipermarket) tylko z serii bardziej naturalnych firm takich jak Joanna czy Farmona, ale dobranie szamponu, który nie robi mi ran na skórze głowy to próby i błędy ostatnich 15 lat:D. Chciałabym teraz kupić sobie krem przeciwzmarszczkowy do cery tłustej problematycznej (od zawsze problemy, wypryski), a obecnie jeszcze naczynkowej:) i nie chcę kolejnego słoiczka, który zużyty do połowy uznam za dobry jedynie do smarowania rąk.
                              Mam nadzieję, ze założycielka wątku nie będzie miała nic przeciwko takiej prywacie.
                              • estreno Neobio 16.01.11, 12:37
                                Gdzieś na offtopach był wątek o takich kosmetykach, ale nie mogę teraz znaleźć. Tam była polecana właśnie Weleda. Miałam jednak problem z jej zakupem, bo w kilku krakowskich sklepach wymienionych na stronie firmy nie było tych wyrobów, a na pierwszy raz nie chciałam przez internet. Trafiłam za to na firmę neobio - też kosmetyki eko, a w nieco niższych cenach niż Weleda. Ja mam suchą skórę, więc nie jak Ty, mnie bardzo posłużył krem Cherry Blossom Nachtcreme (używam go od października).
                                www.helifarm.pl/products/show/id/473/type/producer/typeid/27/offset/2
                                www.neobio.de/
                                • anka_z_lasu kosmetyki naturalne 16.01.11, 12:49
                                  tu:
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,86228,116899066,117367955,Weleda_recenzja.html
                                  lub tu:
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,86228,117571413,118092637,Re_no_to_juz_wiem_.html
                                  :)
                                  • anka_z_lasu Re: kosmetyki naturalne 16.01.11, 12:52
                                    ten drugi wątek zaczyna się w tym miejscu:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,86228,117571413,117571413,kosmetyki_naruralne_no_to_sie_zareklamuje_.html
                              • pierwszalitera Re: Pierwszalitero 16.01.11, 14:47
                                zenobia44 napisała:

                                to czy mo
                                > głabym Cię prosić (skoro rynek masz rozeznany) o podanie nazw tych kilku firm,
                                > które robią eko kosmetyki (w tym kolorówkę).

                                Nie wiem, ile zostało podane w tamtym wątku, ale podam marki, które próbowałam:
                                Weleda - super kremy, ale bez kolorówki.
                                Dr.Hauschka - międzynarodowo ceniona marka, ich kremu różanego podobno używała Madonna, cenowo jeszcze ujdzie, znakomita kolorówka.
                                Alverde - taniutka marka niemieckiej sieci drogeryjnej DM, świetne kosmetyki w całościowym programie, także kolorowe, dla kogoś, kto może skoczyć przez granicę genialne, dobre szampony i odżywki do włosów.
                                L'occitane - trochę francuskiego luksusu, z kosmetykami kolorowymi. Kupuję na lotniskach w duty free.
                                The Body Shop - to marka, która zachęciła mnie do zmiany z konwecjonalych kosmetyków do tych bardziej ekologicznych z socjalnym komponentem (fair trade), tam znajdziesz wszystko.
                                Annemarie Börlind - niemiecka marka w sklepach ze zdrową żywnością, z kolorówką, bardzo dobra jakość.
                                Dr. Scheller - dobre kremy, ale bez kosmetyków kolorowych.
                                Większość można kupić online.
            • pierwszalitera Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 14.01.11, 23:54
              ciociazlarada napisała:

              > W końcu mi przeszło gdy okazało się, że kremy za ponad sto euro fantastycznie
              > odchudzają porfel, ale mimo wytrwałego stosowania nie usuwają parchów z mojej b
              > iednej skóry.

              Nikomu nie są potrzebne kremy za ponad sto euro. Nie wiem skąd wyciągnęłaś w ogóle taką sumę. Na parchy pomagają zwykle też najprostsze składniki. Dobre kremy, takie jak sobie kręcisz, istnieją też w sklepach i znajdziesz je pewnością na średniej półce do 15 euro. Sama jakiś czas robiłam sobie kremy, szampony itp., bo mnie to bawiło, ale jakiś cudów na pewno w domu nie wyprodukujesz i wszystko istnieje już gotowe. Argumentacja lepszą jakością jest bezpodstawna. Może i coś tam jest tańsze, ale na pewno nie kosztuje tylko 1% tego, ile kosztuje dobry podstawowy ekologiczny kosmetyk (mieszanka wody i tłuszczów roślinych) plus ewentualnie jakieś serum z kwasami z apteki (nie drożej niż 20 euro). No a wiele firm ekologicznych ma cienie do powiek za 3-4 euro, to mnie by nawet nie chciało się poświęcać czasu na kręcenie tam czegokolwiek.
              • ciociazlarada Re: A czemu uważasz merdanie mazideł za poświęcen 15.01.11, 12:23
                pierwszalitera napisała:


                > Nikomu nie są potrzebne kremy za ponad sto euro. Nie wiem skąd wyciągnęłaś w og
                > óle taką sumę. Na parchy pomagają zwykle też najprostsze składniki. Dobre kre
                > my, takie jak sobie kręcisz, istnieją też w sklepach i znajdziesz je pewnością
                > na średniej półce do 15 euro. Sama jakiś czas robiłam sobie kremy, szampony it
                > p., bo mnie to bawiło, ale jakiś cudów na pewno w domu nie wyprodukujesz i wszy
                > stko istnieje już gotowe. Argumentacja lepszą jakością jest bezpodstawna. Może
                > i coś tam jest tańsze, ale na pewno nie kosztuje tylko 1% tego, ile kosztuje do
                > bry podstawowy ekologiczny kosmetyk (mieszanka wody i tłuszczów roślinych) plus
                > ewentualnie jakieś serum z kwasami z apteki (nie drożej niż 20 euro). No a wi
                > ele firm ekologicznych ma cienie do powiek za 3-4 euro, to mnie by nawet nie ch
                > ciało się poświęcać czasu na kręcenie tam czegokolwiek.


                Dobrze, i co tego?
                Jeden woli kręcić cienie, drugi woli spędzać czas na forum. Z zasady nie karmię. I już.
      • smallfemme Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 16.01.11, 00:08
        miss-alchemist, że tak niedyskretnie spytam - czym się zajmujesz? :> bo właśnie poczułam nagły ból zębów na myśl o tym filtrze pasmowo-przepustowym i mnie zaciekawiło ;)
        • miss-alchemist Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 16.01.11, 09:54
          studiuję elektronikę i telekomunikację. właśnie jestem na najgorszym etapie semestru, czyli 2 tygodnie przed sesją ;)

          i NADAL NIE WIEM, jak działa pętla PLL ;( tzn wiem, ale nie umiem tego mądrze opisać :P
    • anka_z_lasu Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:34
      może tu?:
      www.laboratoriumurody.pl/forum/uwaga-na-silikony,t731.html?highlight=silikony
      chociaż na biochemii też czasem ciężko coś znaleźć mimo wyszukiwarki...
      • anka_z_lasu Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 21:37
        "chociaż na biochemii"
        miało być: laboratorium. Biochemia siedzi mi w głowie, bo nie mogę się doczekać zamówienia ;)
    • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:24
      a tu jest najprostsze i najuczciwsze postawienie sprawy
      "Znakomita większość kosmetyków, także pielęgnacyjnych, wcale nie ma na celu uczynić cię piękniejszą. Kosmetyk, jak wyrobnik przy taśmie, ma po pierwsze i najważniejsze efektywnie zarobić pieniądze. To znaczy – ma przekonać konsumenta żeby go kupił"
      ze strony : forum.28dni.pl/discussion/798/jak-rozszfrowac-sklady-kosmetykow/
      • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:28
        O, no właśnie czegoś takiego szukałam, dziękuję :) Takiego wprowadzenia od podstaw, a nie od razu z grubej rury ;) Dalej już sobie poradzę :)
        • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 22:37
          już Ci zaczynam współczuć...
          • madzioreck Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 13.01.11, 23:02
            aankaa napisała:

            > już Ci zaczynam współczuć...

            No jasny gwint, im dalej w las...

            i znów trafiam na informacje wykluczające się z tymi, które już znam :/ Co to dokładnie jest ta "wartstwa okluzyjna" i czym skutkuje?! (pytanie w przestrzeń, głośno myślę, wygooglam sobie ;))
            • lonely.stoner Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 15.01.11, 00:17
              z wlasnego doswiadczenia- odkad wyrzucilam rozne kremy sklepowe/apteczne i stosuje na twarz tylko olejek jojoba albo zel aloesowy- wygladam lepiej, w tym sensie ze skora odpoczela i nie zapycha sie tak czesto jak kiedys (pomimo tego ze co dziennie sie maluje).
              Wszelkie zele pod prysznic i inne tego typu cuda ktore zawieraja laureth sulfate albo inne cudo- i po ktorych trzeba sie obowiazkowo nabalsamowac bo jak nie to skora sie wysusza- wyrzucilam na rzecz mydla w kostce- uzywam takiego ktore ma w skladzie glownie oliwe (tu sklad: Saponified olive oil, water, mineral salts), problem przesuszonej skory zniknal, a skore oliwkuje od czasu do czasu oliwka ktora ma w skladzie prawdziwe olejki a nie parrafinum liquidum.

              Silikony w kosmetykach toleruje glownie i wlasciwie jedynie w formie kosmetykow do makijazu- bo w moim przypadku skutecznie zpaychaja pory i tworza mi sie nieladne zaskorniki, ale poniewaz malowac sie lubie to uzywam. Chociaz chyba zamiast pudru zaczne uzywac maki ziemniaczanej- ktora podobno dziala jako najlepszy matujacy puder ;)
              • aankaa Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 15.01.11, 00:25
                Wszelkie zele pod prysznic i inne tego typu cuda ktore zawieraja laureth sulfate albo inne cudo- i po ktorych trzeba sie obowiazkowo nabalsamowac bo jak nie to skora sie wysusza- wyrzucilam na rzecz mydla w kostce
                ===
                korzystając z prysznica 2 (zimą, bo latem nieraz częściej) razy dziennie spróbujcie nie korzystać z mydeł/żeli/balsamów itp. Sama woda. Porządnie ciepła i nie "2 minuty z tyłu + 2 z przodu". Może więcej płaci się za wodę ale efekt wart spróbowania :)
                • anka_z_lasu Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 15.01.11, 09:58
                  "Porządnie ciepła"
                  Abstrahując od nieużywania mydła, porządnie ciepła woda niekoniecznie zrobi skórze dobrze... Też może sprzyjać wysuszaniu.
                  • lonely.stoner Re: Ja zgłupieję z tymi składami kosmetyków... 15.01.11, 21:08
                    anka_z_lasu napisała:

                    > "Porządnie ciepła"
                    > Abstrahując od nieużywania mydła, porządnie ciepła woda niekoniecznie zrobi skó
                    > rze dobrze... Też może sprzyjać wysuszaniu.

                    zwlaszcza woda w pewnych czesciach polski. Ja jednak z mydla nie potrafie zrezygnowac, ale co zauwazylam- nie wiem czy wszyscy tak robia?? moze jakas dziwna jestem- namydlam tylko pachy, strefy intymne i stopy, reszte ciala myje tylko woda. Latem namydlam tez czesto lydki albo cale cialo jesli uzywam kremu z filtrem, ale tak poza tym- to chyba nigdy.
              • ciociazlarada A propos skrobi 17.01.11, 11:04
                Faktycznie, jest to rewelacyjny puder, najlepszy jaki kiedykolwiek mialam - nie zapycha jak talk i matuje fantastycznie.
                Normalna maka ziemniaczana moze byc nieco zbyt 'tepa', uzywam skrobi kukurydzianej Dry-Flo. Jak sie doda do niej odrobine jedwabiu w proszku albo azotku boru (prosze sie nie przerazac, to jest typowy skladnik podkladow i pudrow mineralnych:)) to zyskuje fantastyczna miekkosc i poslizg.
                • wera9954 Re: A propos skrobi 18.01.11, 22:10
                  A nie bieli? Mam jasną cerę, ale nie całkiem białą ;)
                  • ciociazlarada Re: A propos skrobi 18.01.11, 22:40
                    Ja swoją rozrabiam z ociupiną czerwonej glinki, dzięki czemu ma taki ładny, "twarzowy" kolor. I kładę ją często gęsto jako primer pod podkład, a nie jako wykończenie na, więc nie, nie bieli.
                    • wera9954 Re: A propos skrobi 21.01.11, 17:36
                      Aha :) Chyba tego spróbuję, tylko gdzie kupić czerwoną glinkę?
                      • ciociazlarada Re: A propos skrobi 22.01.11, 20:07
                        Ja dostałam swoją glinkę za darmo jako próbkę do zamówienia w Zrób Sobie Krem.
                        Dry-Flo jest w mazidłach.com, może tam też mają glinkę? Potrzeba jej naprawdę troszeczkę, więc mi ta próbka starczy na długo, maseczek z glinki nie cierpię:)
                        • wera9954 Re: A propos skrobi 25.01.11, 10:51
                          Dzięki :)
    • szarsz Parafina 18.01.11, 22:36
      Dziewczyny kochane, o co chodzi z tą parafiną?

      Przecież toto się poleca nowo narodzonym dzieciom jako najlepsze na ich skórę. W szpitalu, w którym rodziłam we wrześniu, w każdej sali stała butla aptecznej parafiny do smarowania dzieci. To niedobre jest?
      • aankaa Re: Parafina 18.01.11, 22:44
        zapytaj mamę/babcię czym smarowały swoje latorośle. Skoro dożyły tak późnego ;) wieku to nie były to najgorsze kosmetyki. A wtedy o parafinie/... - wpisz dowolne/konserwantach nikt nie miał zielonego pojęcia
        • moniach_1 Re: Parafina 18.01.11, 23:36
          Tylko że to jest argument typu: jak jest stare/naturalne/tradycyjne/wschodnie to musi być dobre. Używają go często niektóre sekty alt-medowe i nie budzi mojego zaufania, a wręcz budzi niepokój, bo podajesz jakąś drugorzędną cechę (starość pomysłu) zamiast zalet z jego działania. Napisz może po prostu, co jest nie tak z parafiną albo co może być lepsze.
          • kis-moho Re: Parafina 18.01.11, 23:59
            Jak juz pisalam pare(nascie) postow wyzej - parafina to dla wielu osob o bardzo suchej skorze skladnik niezastapiony, niezaleznie od tego, czy uzywali go juz najstarsi mieszkancy jaskin, czy nie.
            Inna sprawa, ze np. taka wazelina jest bardzo tlusta, pozostawia na skorze film, i jestem pewna, ze to nie kazdemu pasuje i pewnie tez nie kazdemu typowi skory wychodzi na dobre.
          • ciociazlarada Re: Parafina 19.01.11, 00:57
            Nie, nie, to nie jest tak. Parafina sama w sobie, i inne pochodne olejów mineralnych tworzą na skórze film, który chroni ją przed utratą wody, więc nie są złe. Z drugiej strony, oleje mineralne nie są czymś, co przyswajamy naturalnie, więc blokują również, całkiem skutecznie, wymianę substancji poprzez skórę i mogą zapychać. Skóra oddycha i wymienia wiele substancji z otoczeniem, dowodem może być chociażby fakt, że niektórych substancji, aplikowanych w kremach, nie wolno używać w ciąży, ponieważ trafiają do krwiobiegu.

            Nie umrzemy od stosowania parafiny, wazeliny i innych pochodnych olejów mineralnych, ale nasza skóra ich nie wykorzystuje, nie przyswaja, nie "działa" pod ich powłoką. Tak samo jeśli np. zjemy oliwę albo olej z wiesiołka, to nasze ciało go zużyje, ale jeżeli zjemy parafinę, to dostaniemy rozwolnienia, bo organizm nie potrafi jej przyswoić. Jest mnóstwo różnych olejów, które możemy stosować zamiast parafiny, więc po co?
            • kis-moho Re: Parafina 19.01.11, 01:16
              Uhm, to racja, ze parafina (w postaci wazeliny czy tez jako jeden ze skladnikow kremow) nie wchlania sie, pozostaje na skorze i chroni ja przed utrata wody. W moim przypadku (nie chce uogolniac, mam atopowe zapalenie skory, a wiec skore bardzo, bardzo sucha) jest to dokladnie to, czego potrzebuje. Uzywam na zmiane kremow (natluszczajacych i nawilzajacych), roznych olejkow "naturalnych" (bo parafina to w koncu tez w pewnym sensie natura), i wlasnie wazeliny. Oczywiscie kazdy z tych produktow ma swoje wady i zalety, i optymalne zastosowania. Ale z mojego dlugoletniego juz doswiadczenia wynika, ze sa sytuacje, w ktorych nic nie chroni mojej skory lepiej, niz wlasnie czysta wazelina.
              Oczywiscie nie chce tu namawiac kazdego, zeby sie smarowal wazelina od stop do glow :o) Chcialam tylko dorzucic do dyskusji moje trzy grosze.
              A tak na marginesie - ile z nas uzywa regularnie kremow nawilzajacych, a zapomina o piciu odpowiedniej ilosci wody w ciagu dnia? Mysle, ze woda stosowana wewnetrznie to bardzo niedoceniany srodek nawilzajacy...
    • madzioreck "Nawilżanie" a "zatrzymywanie wody" 25.01.11, 02:29
      To to samo, czy nie?
    • kis-moho Spis skladnikow 17.04.11, 17:28
      Wlasnie trafilam na taki spis i pomyslalam o tym watku.

      www.cosmeticscop.com/cosmetic-ingredient-dictionary/A.aspx
      Za rzetelnosc nie recze - tu moze ktos bardziej znajacy sie na rzeczy sie wypowie. Ale moze sie okaze sensowny i komus sie przyda?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka