Dodaj do ulubionych

Największe błędy wychowawcze rodziców

04.04.11, 16:53
Wątek o rodzeństwie natchnął mnie do zapytania Was, co uważacie za największe błędy wychowawcze Waszych rodziców, a co za ich doskonałe pomysły, strategie, metody wychowawcze.
Nie mam tu na myśli relacji między rodzeństwem, a raczej to, co wpłynęło na Wasz rozwój, charakter, postrzeganie siebie i świata.
Obserwuj wątek
    • ciociazlarada To ja dam pozytyw 04.04.11, 17:26
      Pamiętam doskonale jedną ze strategii, które stosował mój ojciec.
      W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem i niedożywionym chudzielcem, miałam naprawdę najprawdziwszy wstręt do jedzenia i różne dziwne apetyty, problem z połykaniem rzeczy, które uważałam za wstrętne (czyli prawie wszystko:)).
      Mój tata, nie pamiętam ile miałam lat, ale umiałam już liczyć, zawsze przy obiedzie zawierał ze mną umowę "na 27 łyżek zupy". Miałam zjeść 27 łyżek, sama je sobie policzyć i jeżeli było to mniej niż cały talerz to resztę mogłam wywalić.
      Wspominam to bardzo miło - zawsze odliczałam, czułam się ważna i odpowiedzialna jako strona kontraktu, a i zupa wchodziła gładko, bo byłam zajęta czymś innym, niż analizą jak odrzucająco wygląda marchewka. Zupy zawsze troszkę zostawało i nigdy ojciec nie próbował mi wciskać tej reszty - 27 to 27, zgodnie z umową.
      Myślę, że mogłam mieć jakieś 5 lat, nie pamiętam, kiedy nauczyłam się liczyć.
      Ta dziecięca "anoreksja" sama mi jakoś przeszła, choć do tej pory brzydzę się rzeczami do jedzenia, które obiektywnie obrzydliwe nie są - np. buraki:)
      • kis-moho Re: To ja dam pozytyw 04.04.11, 17:37
        ciociazlarada napisała:

        > czułam się ważna i odpowiedzialna jako strona kontraktu

        To jest dla mnie kwintesencja bycia dobrym rodzicem - traktowanie dziecka jak partnera, moze tylko troszke mniejszego i mniej doswiadczonego. Ja doskonale wspominam taki uklad - wiedzialam, ze kazdy moj problem bedzie potraktowany powaznie. Jak co nabroilam, to tez bylo traktowane powaznie, ale to mi sie wydawalo w tej sytuacji calkiem fair :o)
      • bathilda Re: To ja dam pozytyw 04.04.11, 20:35
        Ciociuzłorado, ja tę strategię stosuję z moim synem przy wielu innych okazjach i potwierdzam że się sprawdza. Choćby jak ma coś robic przez określony czas to umawiamy się do ilu będziemy liczyć. Szczęśliwie młody już liczy do 30 ;).
        • szarsz Re: To ja dam pozytyw 04.04.11, 21:47
          to taka strategia może działać???? A Twój nie wpadł na pomysł, żeby nabierać na łyżkę po ćwierć kropelki???? I rozlewać z tego trzy czwarte po drodze????
          • bathilda Re: To ja dam pozytyw 04.04.11, 22:37
            Szarsz, mój to raczej je za dużo niż za mało. Więc odliczanie jest tylko przy warzywach ;). A ja jako matka-sierżant nie zaliczam porcji niepełnych lub wywalonych.
          • ciociazlarada Re: To ja dam pozytyw 05.04.11, 10:02
            U mnie działała, bo mój ojciec właśnie nie sprawdzał, czy oszukuję - cały kontrakt, czy marchewka się zalicza i takie tam był negocjowany przed. Potem ciężar odpowiedzialności za wywiązanie się z umowy lądował na mnie:) Myślę, że dlatego to działało i tak miło to wspominam. Liczba 27 też została ustalona w drodze twardych negocjacji:)
            • turzyca Re: To ja dam pozytyw 06.04.11, 01:00
              Metode z haslem "ja Ci ufam" po dokladnym wytlumaczeniu, co to znaczy zaufanie i jego utrata, uwazam za jedna z najupiorniejszych metod moich rodzicow. Nie moze czlowiek poskakac z dachu garazu, nie moze sie beztrosko spoznic dwie godziny do domu, nie moze polezc tam, gdzie nie wolno, nie moze sie radosnie upic w biedroneczke. Zadnego "czy nieprzyjemnosc z lania bedzie wieksza od przyjemnosci z zabawy." Zadnej kary, tylko ta pakudna odpowiedzialnosc za wlasne uczynki. No po prostu dno i mogila, panie dzieju kochany.


              Moment, wroc, upic sie w biedroneczke czlowiek mogl. O ile zapewnil sobie odpowiednia opieke do odzyskania wzglednej trzezwosci.
              • kis-moho Re: To ja dam pozytyw 06.04.11, 01:17
                Oj tak. Dzialalo bez pudla za kazdym razem...
      • myff Re: To ja dam pozytyw 05.04.11, 10:37
        Urocze:)
    • satia2004 Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 17:39
      Zawsze w tego typu dyskusjach przypominają mi się słowa mojej kuzynki (w obliczu rozwodu):

      'Cokolwiek nie zrobię - moje dzieci zawsze będą miały o coś pretensje. Mogę jedynie wybrać o co.'
    • yo_anka Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 17:42
      ciekawy watek
      długo myślałam nad tym
      i doszłam do wniosku ze rodzice bardzo dobrze mnie wychowywali, a wychowali nas 4 czyli niezła gromadkę.
      teraz tym bardziej to doceniam jak mam własne :)

      jedna rzecz pamiętam z dzieciństwa: gdy byłam niegrzeczna, to mama straszyła mnie ze mnie odda do domu dziecka.
      byłam sparaliżowana za strachu
      im byłam starsza to przestało to na mnie robić wrażenie, ba! potrafiłam nawet odszczeknąć się ;)

      jak już byłam dorosła rozmawiamy z mama o wychowaniu i wypomniałam jej to wtedy.
      powiedziała ze nie zdawała sobie sprawy jak bardzo mogło to na mnie wpłynąć,
      powiedziała ze teraz jak jest starsza to tez inaczej na to patrzy, i teraz by nigdy takiego czegoś nie powiedziała aby nie urazić dziecka.
      To było też przy okazji wnuków, moja mam ma niespożyte pokłady cierpliwości w tłumaczeniu wnukom co i jak robią źle a powinno być dobrze.
      Ma tą cierpliwość, której nie mamy my rodzice: zwłaszcza ja i siostra, bo bracia daleko a jeden bezdzietny, i której tez nie miała sama jako pracująca matka.
      Jak to powiedziała: człowiek dojrzewa cały czas.
      Tak to już jest, że rodzice jako dziadkowie mają dla wnuków więcej ciepła i cierpliwości niż mieli dla nas dzieci. I więcej czasu oczywiście .
      A i tak uważam że miałam bardzo mądrych, ciepłych i współczujących rodziców, kochających nas i siebie nawzajem.
      Nie robiących nam wykładów i pogadanek a pokazujących na swoim przykładzie jak żyć i wychowywać.

      Co do drugiego przykładu to wiele jest takich pozytywnych.
      Podam tylko jeden taki, co dla mnie jako dziecko było irytujące, a za co teraz jestem wdzięczna:)
      Pamiętam jak przychodziłam do mamy aby wytłumaczyła mi np co znaczy słowo: "chyży", jak się to pisze, co to jest "abolicja", itp.
      Na te pytania mama zawsze cierpliwie odpowiadała: idź sprawdź w słowniku, encyklopedii, leksykonie, itp.
      Ależ się wtedy wkurzałam , bo oczekiwałam opowiedz teraz, natomiast :)
      Z czasem zaczynałam korzystać z tych źródeł i za to jestem jej wdzięczna.
      • victoria1985 Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 17:59
        Ja myślę że największym błędem rodziców jest trzymanie swoich pociech pod kloszem chcącym każdy pyłek usunąć swojemu dziecku z pod nóg , robiąc wszystko za nie , przez to takie dzieci są kompletnie nieprzygotowane do samodzielnego życia .
      • magdalaena1977 Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 19:40
        yo_anka napisała:

        > Pamiętam jak przychodziłam do mamy aby wytłumaczyła mi np co znaczy słowo:
        > "chyży", jak się to pisze, co to jest "abolicja", itp.
        > Na te pytania mama zawsze cierpliwie odpowiadała: idź sprawdź w słowniku,
        > encyklopedii, leksykonie, itp.
        Swego czasu dostałam podobną radę, kiedy zapytałam się mamy co to jest socjalizm. I zgodnie z radą sprawdziłam w encyklopedii (a było to w latach 80). Nie czytałam całej definicji, tylko wybrałam pierwsze znaczenie. I dłuższy czas trwałam w przekonaniu, że socjalizm to pierwsza faza komunizmu.
    • felisdomestica Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 17:57
      ooo...tu to ja moge długo opowiadać....:-). Nie z autopsji, bo dzieci nie mam, ale z obserwacji. Jednym z podstawowych błędów jest reagowanie dopiero w chwili eskalacji problemu, tzn. w chwili, kiedy dziecko tak wnerwi rodzica, że ten już wytrzymać nie może. Reakcja jest wtedy niewspółmierna do sytuacji, kończy się co najmniej krzykiem, czasem laniem. Np. kiedy dziecko bawi się czyms czym nie powinno, i zepsuje to coś. Wystarczyłoby interweniować w odpowiednim momencie. Nie próbuje się uspokoić przepychajacych się kuzynów, spektakularny ochrzan dostaja jak przewrócą choinkę.
      Po drugie, wydaje mi się błędem pozwalanie dziecku na wszystko, bo "jest malutkie", a potem oczekiwanie, że jak będzie starsze, to nie będzie tego robić. Im wcześniej będzie wiedzieć, ze czegoś się nie robi, tym bardziej prawdopodobne, że nie będzie tego robić. Imprinting jest najskuteczniejszą metodą uczenia :-).
    • irenaearl Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 18:22
      Bicie, szarpanie, wrzask, wyzwiska, przychodzenie po pijaku. Trudno popełnić większe błędy.

      Straszenie "zobaczycie, jak zostaniecie z tym s.....synem/wariatką" i "oddam was do domu dziecka, już szykuję papiery, a tam będą was bić i spuszczać głowę w toalecie". Obwinianie za swoje dorosłe niepowodzenia w związku, pracy, w życiu. Mówienie, że gdyby nie wy, miałabym wspaniałe życie, choćby naprawdę tak było. Zostawanie w strasznym związku dla dobra dzieci i wypominanie im tego.

      Ujawnianie znajomym jako anegdotki tajemnic powierzonych na ucho. Składanie obietnic, których się nie zamierza spełnić. Wykonywanie wszystkiego za dziecko "bo nie potrafisz, ja to zrobię szybciej i lepiej". Trzymanie pod kloszem, zakaz podejmowania wyzwań typu lodowisko.

      Oczywiście były sprawy większe i mniejsze. Tych najgorszych się nie zapomina nigdy, nawet, jeżeli wszystko poza tym było tzw. normalnie.
      • myff Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 10:59
        Niekonsekwencja i nie dotrzymywanie słowa.
        Moja mama jak sobie nie radzi ze swoim wnukiem straszy, że da mu klapsa- dzieciak nie ma pojęcia co to klaps, bo nikt nigdy mu go nie zdefiniował i nie dał- i tak straszy, straszy...i nic z tego nie wynika i on przestał się tego bać, bo nigdy ta straszna kara nie nadeszła. Czyli babcia nie mówi poważnie. Jasne, autorytet nie powinien się opierać na argumencie siły (zabawne, ona mi zawsze powtarza, że rozwiązania siłowe są najgorszym rozwiązaniem, bo jak on urośnie i stanie się większy i silniejszy ode mnie, to będzie sam korzystał z tej przewagi nade mną[nigdy nie dałam mu klapsa i wcale nie dlatego, że nie chcę by on mi kiedyś przyłożył, choć oczywiście tego bym nie chciała:D tylko dlatego, że to nie jest żadne rozwiązanie. Powiedzmy, że korzystamy z najstarszej metody świata czyli banicji, odsyłanie do swojego pokoju na czas przemyślenia swojego zachowania i uspokojenia rodzica] ) ale jeżeli się zapowiada jakąś karę za coś to należy to spełnić inaczej z czasem to traci moc.
        Niedotrzymywanie słowa. Nie należy łamać dawanego słowa, bo dzieciak zwątpi w rodzica- nie tylko jako wszechmogącego Rodzica, ale z czasem zwątpi w człowieka, że jest niewart wiary i tylko polewa na prawo i lewo. Nie należy więc rzucać słów na wiatr. Nie składać obietnic albo innych deklaracji o których wiadomo, że się ich nie spełni.
        Myślę, że potrzebna jest też masa cierpliwości:) Pamiętam, że jako dziecko cztero- pięcio-, a potem i sześcioletnie dziecię pytałam moją mamę, chyba z milion razy do czego służą podpaski i ona za każdym razem, za pierwszym i za milionowym, z równym spokojem mi tłumaczyła do czego służą- i tu kolejna uwaga! Nie wciskać dzieciakowi kitu! Zawsze mówić prawdę, ale w taki sposób, żeby zrównać ją z możliwościami intelektualnymi dziecka. Moje też pytało o podpaski i tampony, bo widział że je kupuję. Powiedziałam mu zgodnie z prawdą, że od czasu od czasu do czasu leci mi krew i tym tamuję ową krew. To mu w zupełności wystarczyło, pocieszył mnie, że kiedyś to "skaleczenie" przestanie krwawić:) tylko trzeba użyć duuużego plastra. Pozdrawiam!:)
    • mefistofelia Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 19:14
      Z moich doświadczeń najgorszym błędem jest obarczanie dziecka winą za swoje samopoczucie. Jestem córką histerycznej matki, która często traci panowanie nad swoimi emocjami. Jak byłam mała często słyszałam, że to przez moje złe zachowanie mamę boli głowa i jest chora i jakie to jej życie jest straszne, że do jej wszystkich problemów jeszcze dochodzą te ze mną.
      Jak byłam starsza słyszałam już, że przeze mnie się rozchoruje jeszcze bardziej i szybciej umrze.
      Niby rodzice starali się mi pomóc np z problemami w szkole. Zawsze miałam korepetycje z przedmiotów, które mnie przerastały na przykład. Tata dawał mi wsparcie i we mnie wierzył, ale i tak zawsze gdzieś w tle były te choroby i priorytet- byle tylko nie zdenerwować mamy bo to jej może zaszkodzić.

      Już jej kilka razy powiedziałam co mi mówiła i jak bardzo mnie to bolało. Sama nie mogła uwierzyć i bardzo mnie przepraszała. Niestety ona tego nie rejestruje, wypiera to. W nerwowych chwilach po prostu nad sobą nie panuje. Tak więc wg mnie bardzo ważne jest panowanie nad swoimi emocjami i racjonalna ocena sytuacji. Należy za wszelką cenę uniknąć wzbudzania w dziecku poczucia winy za swoje własne problemy.

      Druga sprawa to edukacja. Moi rodzice przywiązywali do niej nadmierną wagę. Już pod koniec podstawówki słyszałam, że mam się dobrze uczyć bo dobre gimnazjum to przepustka do dobrego liceum, które z kolei otwiera drogę na studia, bez których nici z dobrej pracy. Wg mnie to niepotrzebne stresowanie dziecka. Warto spróbować zainteresować je nauką, pomóc znaleźć mu dziedzinę, która je fascynuje. Jestem wdzięczna rodzicom, że polecali mi książki np. Mam im za to za złe, że moje pały i dwóje z matematyki czy geografii przez nich i podejście, które mi wpoili trwale podkopały moje poczucie własnej wartości, w związku z czym przestałam się uczyć w ogóle (bo po co? i tak nie ma przede mną przyszłości).
      Polska szkoła to koszmar. Nawał obowiązków na głowach wrażliwej dorastającej młodzieży (mówię przede wszystkim o liceum). Do tego jeszcze skomplikowana struktura społeczna tworzona przez przecież nieukształtowane w pełni jednostki. Ciężko jest czasem znaleźć w niej swoje miejsce.
      Rodzic powinien w miarę możliwości pomóc dziecku przez ten koszmar przebrnąć, a nie dokładać presji.
      • elrosa Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 19:37
        Pod tę edukację się podepnę. Od podstawówki po liceum rodzice przywiązywali niesamowitą wagę do moich stopni i wymagali, żebym była dobra ze wszystkiego. Więc uczyłam się wszystkiego, i nic nie interesowało mnie naprawdę.

        Na studia poszłam metodą eliminacyjną (na X nie chcę, na Y nie mogę, bo nie zdawałam wymaganych przedmiotów... dobrze, niech będzie informatyka), nie z jakiejś wielkiej miłości do przedmiotu. Polubiłam go dużo później i teraz już nie zamieniłabym na żaden inny zawód, choć po pierwszym roku miałam ochotę rzucać w diabły.

        Swoje dzieci stanowczo będę zachęcać do skupiania się na wybranej, ulubionej dziedzinie - choćby po to, żeby nie musiały rzucać kostką wybierając przyszły zawód ;-)
        • nefretam Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 20:35
          Z moich doświadczeń
          Kłótnie przy dziecku. Moi rodzice kłócili się bardzo głośno i długo, często bałam się, że się rozwiodą. ( i nie wiedziałam co się w tedy ze mną stanie)

          Druga rzecz to sprzątanie za dzieckiem, bo jeszcze jest małe jak będzie starsze to będzie sprzątać, potem dziecko jest zmęczone szkołą itd. i w efekcie jestem straszną bałaganiarą, bo przecież zawsze "samo się sprzątało" czytaj sprzątali rodzice
          • pierwszalitera Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 20:46
            nefretam napisała:

            > Z moich doświadczeń
            > Kłótnie przy dziecku. Moi rodzice kłócili się bardzo głośno i długo, często bał
            > am się

            Druga ekstrema - unikanie kontrowersji pomiędzy rodzicami przy dziecku, też nie jest dobre. Dzieci mogą dostać nierealistycznego wyobrażenia o partnerstwie i mieć później problemy z konstruktywnym radzeniem sobie z konfliktami. Więc sprzeczka nie jest tragedią, ważne tylko, by rodzice sygnalizowali, że posiadanie odmiennego zdania nie jest równoznaczne z końcem emocjonalnej więzi.
          • mefistofelia Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 15:17
            A propos kłótni. Moi rodzice też zawsze się kłócili. Jak byłam mała uciekałam do swojego pokoju, jak większa to samo ale już mnie to tak nie ruszało, a całkiem niedawno w trakcie kolejnej niekończącej się kłótni o to samo co zwykle zupełnie spokojnie przerwałam im i zapytałam czy by się nie rozwiedli skoro nie mogą się dogadać. I co? Wybuchnęli śmiechem, pożartowali sobie trochę i ... powrócili do kłótni.
            Wiem, że łatwo mówić a trudniej zrobić, ale jednak zdrowa komunikacja w związku to podstawa.
        • myff Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 11:03
          Bosz, pamiętam taką dziewczynkę ze szkoły podstawowej, od której rodzice wymagali, żeby nie tylko dobre stopnie przynosiła- jak ona lamentowała, gdy dostawała coś gorszego niż pięć..- ona musiała również pięknie malować i kaligrafować! Do tego pierwszego nie miała szczególnego talentu...i to był dla niej dramat. Pamiętam, że wyrywała kartki z zeszytu i pisała na brudno, a potem w domu to przepisywała, żeby wyglądało tak jak rodzice sobie życzą.
    • teresa104 Niepoświęcanie dzieciom czasu. 04.04.11, 21:16
      Ponieważ mnie i mojemu rodzeństwu poświęcano ogromnie dużo czasu, wydaje mi się, że braku tegoż nie da się inaczej nadrobić, ani zrekompensować. Nie wierzę w slogan "nie liczy się ilość czasu, a jakość", bo to zakłada, że da się wdrożyć jakiś kurs przyspieszony obcowania.
      Bazgranie po papierze, gotowanie klusek, machanie nogami na wiadukcie, planowanie jak wysłać psa w kosmos, gadanie, kontemplowanie żuka, turlanie się po dywanie, leżenie i przytulanie, czytanie, wygłupy, dzielenie się kłopotami. Czas.

      Podsklepowi luje, bramowi stacze maja najlepiej wychowane psy. Taką mam obserwację i zdaje się ona potwierdzać rolę spędzonego wspólnie czasu w ułożeniu relacji.
      • turzyca Bycie obok dziecka zamiast z dzieckiem 04.04.11, 21:30
        Nie wierzę w
        > slogan "nie liczy się ilość czasu, a jakość", bo to zakłada, że da się wdrożyć
        > jakiś kurs przyspieszony obcowania.

        Ja w to wierze niejako w druga strone: wyobrazmy sobie 6 godzin, np. w podrozy. Kupa czasu, nie? I jest roznica, czy rodzic bedzie "z dzieckiem" - bedzie ogladal z nim widoki za oknem, zadawal pytania, chwalil za odpowiedzi, czytal ksiazeczki, gral w gry, odpowiadal na pytania, odpowiadal na pytania, odpowiadal na pytania - czy tez rodzic bedzie "obok dziecka" - rodzic, zeby spokojnie wetknac nos w ksiazke/gre/rozaniec, wepchnie dziecku do reki gre i bedzie to dziecko ignorowal. A zdarzaja sie jeszcze rodzice "wbrew dziecku" - krytykujacy dziecko za wszelkie wypowiedzi, wymagajacy bezczynnego siedzenia bez zapewnienia rozrywki, wreszcie bijacy za "niegrzecznosc".
        Nie wiem, na ile jakosc spedzanego czasu moze zrownowazyc ograniczona ilosc tegoz czasu, ale jestem pewna, ze zadna ilosc spedzanego czasu nie przejdzie sama z siebie w jakosc, trzeba sie wysilic.
        • teresa104 Dlatego mówię o poświęcaniu czasu 05.04.11, 18:40
          a nie o przebywaniu w niedużej odległości długi czas.
    • epistilbit Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 04.04.11, 22:32
      To że pili i mnie zostawili.

      Z mniej hardcorowych, ciocia do której trafiłam pod strzechy, wymagała żebym miała 5 na świadectwie z góry na dół. No to miałam, wszystkiego się uczyłam. Efekt, taki, że mam prawie 30 lat i jestem we wszystkim średnia, nie wiem, co bym chciała w życiu robić, czym się zająć, ze wszystkiego jestem przeciętna i tyle.
    • asfo Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 12:40
      Okropna była metoda mojego przodka, stosowana w celu nauczenia mnie jazdy na rowerze i pływania. Byłam strachliwa, bałam się przewrócić, albo utopić.

      Wszystkie dzieci na osiedlu miały rowerki z asekuracyjnymi dodatkowymi kółkami po bokach, ale stary się uparł, że ja mam nie mieć. Zmuszał mnie do prób nauczenia się bez tych kółeczek, co przyprawiało mnie o panikę. W rezultacie unikałam jak ognia jeżdżenia na rowerze, dopiero po pewnym czasie nauczyłam się sama (bez tatusia stojącego za plecami), ale zaraz potem mój rower ukradziono i nigdy nie nauczyłam się dobrze jeździć.

      Tak samo było z pływaniem - tu był zakaz używania wszelkich nadmuchiwanych wspomagaczy i wymóg pływania od razu z zanurzeniem głowy. Stary był ze mnie strasznie niezadowolony, że nie umiem i się boję, więc przy każdej okazji ponawiał próby edukacyjne. Pływać nauczyłam się dopiero jako nastolatka, na koloniach.

      Następna wtopa moich przodków to ciągłe przekonywanie mnie, że jestem nieurodziwa i w związku z tym mam sobie darować makijaż i ładne ciuszki, oraz że moje zachowanie względem innych jest niegrzeczne. W rzeczywistości nie była to niegrzeczność tylko nieśmiałość, ale zamiast wsparcia były awantury w stylu "masz iść do tego sklepu i złożyć reklamację", w sytuacji gdy ja bałam się odezwać do kogokolwiek obcego.

      No to się pożaliłam.
      • zooba Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 15:50
        Makabra, moim zdaniem.

        Moi rodzice mieli jazdę w drugą stronę: nie biegaj, bo się przeziębisz, nie wychodź na dwór, ubierz się ciepło, uważaj, bo sie przewrócisz....
        Takie dosłowne chowanie dziecka pod pierzyną powodowało, że nie miałam prawie żadnych koleżanek spod bloku, nie umiałam skakać w gumę, jeździć na rowerze itp., po prostu wypadłam poza obręb normalnego społeczeństwa rówieśniczego.
        Podobnie, jak epistilbit, nie wiem w czym jestem dobra, nie wybijam sie w niczym, szara dobra uczennica...
    • caroline.1 Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 18:23
      Oj, dużo pamiętam z dzieciństwa, ale jakichś większych przeżyć traumatycznych nie miałam. Wydaje mi się jednak, że dużo łatwiej znosiłam zdecydowaną odmowę ojca "Nie, nie możemy ci kupić tego domku dla lalek, bo nie mamy pieniędzy", niż dające złudną nadzieję "Zobaczymy, pomyślimy" mamy.

      Bardzo zapadły mi w pamięć jakieś pojedyncze, chlapnięte, kompletnie nieprzemyślane słowa rodziców. Wróciłam kiedyś ze szkoły, wczesne klasy podstawówki to były i zszokowana powiedziałam mamie, że dwie koleżanki w sklepiku na przerwie ukradły po batonie. Na co moja mama: "i co, ty pewnie też?"
      • myff Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 18:57

        Porównywanie do innych dzieci na niekorzyść własnego dziecka. Popatrz jaki grzeczny ten chłopiec, jak słucha mamy, jakie ma czyściutkie ręce, nie to co ty! Dlaczego nie masz takich dobrych ocen, takich ładnych rysunków i czego tam jeszcze. Nie raz to słyszę jak idziemy gdzieś razem z moim księciuniem i okropnie mi głupio, bo ja wiem, że ten mój to wcale nie jest anioł, czyścioch i wzór posłuszeństwa- ale mu tego nie wypominam! Powtarzam mu, że go kocham, że jest świetny, dzielny i sprawny, a brudne ręce umyjemy w najbliższej łazience, spodnie upierzemy i umawiamy się, że teraz może wrzeszczeć, skakać i udawać ninja, ale jak powiem stop, to daje mi rękę i idziemy prosto do celu.
        Za to ja całe dzieciństwo słyszałam jaka jestem niegrzeczna, nieposłuszna i do tego nie chcę się czesać sama- nie to co..i tu padały imiona kilku znajomych dziewczynek w moim wieku 4-6 lat. I jeszcze gdy byłam już nieco starsza- Ja w Twoim wieku...i inni w Twoim wieku, to coś tam robią doktoraty, pracują na 1 i 3/4 etatu i jeszcze mieszkając w akademiku wychowują trójkę dzieci. W pewnym momencie wyobrażałam sobie, że zamieniam się z innymi dziećmi na rodziców...To zabija w dziecku poczucie własnej wartości! I chęć walki o to, żeby to zmienić. Dopiero gdy nieco się usamodzielniłam, wyprowadziłam i sparzyłam w związkach międzyludzkich zaczęłam nieco odbudowywać, a raczej budować od podstaw swoje poczucie wartości. Do tej pory nie lubię w sobie nic, chyba poza wzrostem, bo czyni mnie wyjątkową w tłumie...a od niedawna mój biust, bo stał się jędrny, duży i można go ubierać niczym lalkę w coraz to nowe kolorowe staniki:D które mają różne fasony, stopnie zabudowania czy inne detale. I robi wrażenie na innych- zazwyczaj pozytywne.
    • teresa104 Bicie dzieci 05.04.11, 19:12
      Wykorzystywanie swojej przewagi fizycznej i psychicznej i lanie dziecka, tudzież straszenie laniem.

      Ciekawa jestem, jak często stosuje się jeszcze kary fizyczne i nie mniej finezyjne dręczenie psychiczne.

      Właśnie się dowiedziałam, że pewna znana mi osoba była bita do krwi. Nigdy bym nie pomyślała, że jej rodzice są do tego zdolni. Jestem wstrząśnięta. Nagle wyjaśniło się parę zachowań, które zawsze zdawały mi się absurdalne.
      • irenaearl Re: Bicie dzieci 05.04.11, 19:34
        Wydaje mi się, że nadal często rodzice biją swoje dzieci. To strasznie smutne, ale jako dziecku nigdy nie przyszło mi do głowy, że bicie to coś nienormalnego, bo prawie we wszystkich znanych mi domach, włącznie z moim, tak było, niezależnie od wykształcenia czy zarobków rodziców.

        Nikt nie pomyślał, że moi rodzice byli do tego zdolni. Nikt nas nie obronił, nauczyciele nie widzieli siniaków, lekarze nie wezwali policji do mego pobitego brata. Tzw porządna rodzina, oboje pracujący, dbający o dzieci, dzieci to najlepsi uczniowie, mama z wyższym wykształceniem. A bicie i alkohol?- nikt się nie dziwił, bo "wszędzie tak było". W klatce mojego bloku prawie w każdym mieszkaniu żyła osoba, której alkoholizm był widoczny na zewnątrz.

        Zastanawiam się, czy coś mogło się zmienić pod tym względem w ciągu ostatnich 20-26 lat. W przestrzeni publicznej jest teraz zdecydowanie więcej przekazu potępiającego przemoc fizyczną wobec dzieci, gdzieniegdzie pojawia się także wzmianka o przemocy psychicznej. Może to sprawia, że więcej osób uważa bicie dzieci za coś złego, wstydliwego i niedopuszczalnego. Zastanawiam się, czy nie jest to jednak tylko złudzenie spowodowane nielicznością próby, na której opieram moje wnioskowanie.
        • teresa104 Re: Bicie dzieci 05.04.11, 20:17
          Kiedyś lanie było normą, wystarczy popytać rodziców. Każdy dostawał. Poziom okrucieństwa był tylko różny.

          Pamiętam, że w przedszkolu, do którego chodziłam, regularnie lany był pewien nader energiczny Robert. Egzekucji towarzyszyło upokorzenie, bo Robert był stawiany przy pianinie, pozbawiany spodni i bity na oczach całej celowo w tym celu zebranej grupy.
          Nawet nie wiem, czy mówiłam o tym rodzicom. Pewno tak. Zdaje się jednak, że rodzice Roberta w pełni akceptowali tę metodę i kontynuowali ją w domu.
          Jaki jest dzisiaj ten Robert?
          • origami_21 Re: Bicie dzieci 05.04.11, 22:44
            Ja nie byłam bita, a moje dzieciństwo przypadało na lata 70-te. Jedyny incydent przemocy fizycznej, którego byłam ofiarą w domu rodzinnym, był wtedy, gdy zostałam zaatakowana ścieką kuchenną w dolne okolice pleców. Moja matka po prostu zagotowała, bo będąc wtedy wyszczekaną szesnastolatką trenowałam na niej przez godzinę tę moją cechę. Tak mnie zaskoczyła swoim zachowaniem, że aż się zamknęłam.
            W tej chwili jestem matką dwójki dzieci w dość zróżnicowanym wieku i one także nie były nigdy uderzone.
          • jul-kaa Re: Bicie dzieci 05.04.11, 22:50
            Robert? Robert tłucze własne potomstwo mrucząc pod nosem: "Ja też dostawałam w dupę, a na ludzi wyrosłem".
        • akj77 Re: Bicie dzieci 10.04.11, 16:05
          irenaearl napisała:

          > To strasznie smutne,
          > ale jako dziecku nigdy nie przyszło mi do głowy, że bicie to coś nienormalnego,
          > bo prawie we wszystkich znanych mi domach, włącznie z moim, tak było, niezależ
          > nie od wykształcenia czy zarobków rodziców.

          W moim pokoleniu też tak było. Każdy czasem coś dostawał, tylko jedni pasem, a drudzy klapsy.


          > Zastanawiam się, czy coś mogło się zmienić pod tym względem w ciągu ostatnich 2
          > 0-26 lat. W przestrzeni publicznej jest teraz zdecydowanie więcej przekazu potę
          > piającego przemoc fizyczną wobec dzieci, gdzieniegdzie pojawia się także wzmian
          > ka o przemocy psychicznej. Może to sprawia, że więcej osób uważa bicie dzieci z
          > a coś złego, wstydliwego i niedopuszczalnego. Zastanawiam się, czy nie jest to
          > jednak tylko złudzenie spowodowane nielicznością próby, na której opieram moje
          > wnioskowanie.

          Myślę, że to nie jest złudzenie. Ja na przykład dostawałam czasem - nie pasem, zwykłe klapsy - i nie widziałam w tym nic dziwnego, ale dzisiaj uważam, że nie powinno się dziecka tak traktować i gdybym miała swoje, to chciałabym je wychować bez klapsów (czy w ferworze byłabym w stanie się tego trzymać w 100%, to inna sprawa - nie wiem, póki się nie przekonam). Jest teraz inna atmosfera i coraz więcej się mówi o tym, że bicie dziecka przez dorosłego nie jest właściwe.
    • kizombalover Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 05.04.11, 23:10
      Trudno mi wymyślić, jakie były błędy moich Rodziców. Wiem, jaki ja popełniłam, będąc dziecięciem w podstawówce. Powiedziałam Mamie, że wolałabym być dzieckiem państwa X, bo oni swojej córce (mojej koleżance z klasy) zapewniają ładne ubrania, super wakacje, dają kieszonkowe i pozwalają na wszystko, a ja mogę sobie pomarzyć o lalce Barbie i tym podobnych cudach. Nie pamiętam, co moja Mama odpowiedziała, a przydałoby mi się to pamiętać, ponieważ....
      dzisiaj właśnie ten błąd zemścił się na mnie w postaci wypominającej mi te same rzeczy mojej córki :/. "Bo rodzice Hani kupują jej markowe ciuchy, bo Hania nie musi sprzątać u siebie w pokoju ani zmywać naczyń, a mama jej sprawdza prace domowe, więc Hania nie musi się starać."
      Wiem, że tak naprawdę nigdy by się nie zamieniła na rodziców z Hanią, bo nas uwielbia. Ale i tak zabolało.....
    • nunia01 Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 06.04.11, 20:51
      Nie wiem czy najgorsze błędy są:
      -zmuszanie do jedzenia - nigdy nie byłam szczupłym dzieckiem i niejadkiem, więc skąd się wzięło wmuszanie we mnie upiornie słodkiego serka zrobionego ze zsiadłego mleka i kakaa ze wstrętnym kożuchem - tego nie pojmuję,
      - inne wymagania i prawa dla mnie i młodszej siostry - u mnie czwórka, to była tylko czwórka, u siostry trója to było święto (siostra nie miała problemów obiektywnych tylko lenistwo), ja wyrwałam się na 'wolność' na studiach, siostra od 7 - 8 klasy robiła co chciała i wracała kiedy chciała - często w stanie wskazującym, kupowanie siostrze tego co chce, a mi tego co jest potrzebne - te wszystkie rzeczy poważnie zaważyły na moich relacjach z siostrą na długie lata i na moje poczucie 'sprawiedliwości'.
      Dobre było natomiast to, że często pracowałam na to co było mi potrzebne (siostra zresztą też). Dzięki temu wiedziałyśmy ile czasu i jak ciężko musimy pracować żeby zarobić określoną sumę pieniędzy. Dzięki temu obie umiemy zarobić na różne sposoby i jesteśmy finansowo niezależne. Co ciekawe czasami to rodzice potrzebują od nas finansowego wsparcia, bo gubią się w finansowej rzeczywistości:)
      Nauczenie korzystania ze źródeł - z książek, leksykonów. Rodzice zawsze odpowiadali szczerze na pytania, ale kiedy nie wiedzieli albo im się nie chciało kierowali mnie do stosownego źródła. Niestety w przypadku siostry stosownym źródłem byłam ja.
      • anulla1974 Re: Największe błędy wychowawcze rodziców 08.04.11, 10:19
        Nierówne traktowanie - inna prawa i obowiązki dla każdego z dzieci - nie wynikające z różnicy wieku.
        Porównywanie z innymi dziećmi - by pokazać, że są lepsze i że trzeba bardziej się starać, niezależnie od możliwości dziecka.
        Obwinanie dziecka za swoje niepowodzenia.
    • milstar Karanie bez wyjaśnienia, co dziecko źle zrobiło 07.04.11, 16:26
      Zwłaszcza, kiedy dziecko jest dumne z tego co zrobiło i samo się tym chwali. Jak ja w wieku 7 lat, kiedy porysowałam śrubokrętem stół robiony na wysoki połysk. Do tej pory pamiętam moje zaskoczenie, kiedy oberwałam po tym, jak się pochwaliłam moimi pięknymi kwiatkami na tym stole
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka