Dodaj do ulubionych

przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie?

15.06.11, 11:55
Ponieważ Lobbystki Wiedzą Wszystko, do tego są sektą, ale nade wszystko są odważne, mądre, wykształcone i doświadczone, postanowiłam dać się rzucić na żer.
Pamiętam, że któraś z Lobbystek miała dylemat odnośnie kontynuowania nauki - czy studia magisterskie czy angielski i otwierając się Stoff usłyszała dużo dobrych rad, no to pomyślałam, że też ryzykuję.
Mam już mgra z kierunku, o którym chcę zapomnieć (humanistyczno-niepraktyczny), chciałabym szybko stanąć zawodowo na nogi i chciałabym dorobić sobie jakieś kwalifikacje, mieszkam niby w dużym mieście, ale jakoś z pracą dla tych co wszystko i nic, a najlepiej to się znają na tym czego nikt nie potrzebuje, jest kiepsko.
Ponieważ goni mnie czas, myślę o czymś krótkim, ale dającym przynajmniej możliwość pracy w jakiejś nowej branży (potem mogę jeszcze się dokształcać, ale nieformalnie - sama w domu poprzez doświadczenie, etc.). Teraz jest dobry moment, żeby zapisać się na studia, trwa rekrutacja i muszę podjąć decyzję.
Sama myśle nad tymi studiami już kilka lat czas mija, ja nadal w dołku.
Postanowiłam, że choćby nie wiem co - na coś chcę teraz pójść, bo czas i tak minie, a ja z ręką w nocniku znowu się obudzę w październiku, kiedy będzie po rekrutacji.
Moje rozważania poszły tym tropem - nie mam zdolności sprzedażowych i mam mało pewności siebie, więc myślałam o studium tłumaczy ang. (ale ono nic nie daje jak się nie ma znajomych w branży i rynek podobno zatkany), psychologii czegośtam (HR, reklamy, ZZL, marketingu), tylko tu nie wiem czy rzeczywiście przyjmują do pracy ludzi tak z ulicy i to kogoś niemłodego i bez doświadczenia w tym kierunku? czy ta branża ma przyszłość?
Tu myślałam też o psychologii dla magistrów (jest 3-letnia w swps), tylko tu po pierwsze TRZY długie lata, a po drugie dylemat czy jest praca dla psychologów (jest to na pewno szersze niż tylko podyplomówka - bo można pracować w kilku miejscach na stanowisku psycholog), plusem jest to, że w trzy zamiast pięciu ma się jakiś zawód (obecne studia mi nie dają zawodu, więc mam kompleks, że jestem nikim;))
Moje doświadczenie zawodowe - głównie takie ni to ni sio - biuro, edukacja (też dorosłych), projekty UE. Chciałabym, żeby te nowe studia pomogły mi przeskoczyć do jakiejś innej branży, wyspecjalizować się w czymś.
Myślałam o kursach księgowości, etc. tylko mam wątpliwość co mi by to miało dać? jakąś pobieżną orientację, ale czy ktoś by mnie zatrudnił skoro są na rynku do zagospodarowania ludzie po Akademii Ekonomicznej albo księgowe z 30-letnim doświadczeniem? poza tym kurs jest krótki można robić niezależnie od podyplomówki.
Mam wrażenie, że robię jakiś błąd w tych wszystkich kalkulacjach - ale go nie widzę.

Mogłybyście pomóc? Nie obrażę się, piszcie szczerze:)
Obserwuj wątek
    • kocio-kocio Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 12:12
      A co Ty byś chciała robić?
      W sensie: zakładając utopijnie, że wchodzi w życie ustawa, że wszyscy (ale to wszyscy) zarabiają po 10000 pln na rękę, a zatrudnić trzeba każdego, który się zgłosi, gdzie byś poszła pracować?
      • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 12:23
        hehe:)
        badacz/wykładowca, lubię się nad czymś skupić, zgłębiać, szukać, odkrywać, próbowałam iść tą drogą, ale chleba z tego nie ma, więc robiłam to na pół gwizdka jednocześnie pracując,
        teraz chcę już żyć jak dorosły, nie jak wieczny student z piątką w indeksie i w kieszeni

        bardzo podoba mi się też praca prawników - zawsze mi imponuje drobiazgowość, wiedza, wszechstronność, dużo ciężkiej pracy, ale są efekty (mam już doła jak widzę moją pracę, która idzie na marne - doświadczenie biurowo-projektowe)
      • kotwtrampkach Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 23:34
        kocio-kocio napisała:

        > A co Ty byś chciała robić?
        > W sensie: zakładając utopijnie, że wchodzi w życie ustawa, że wszyscy (ale to w
        > szyscy) zarabiają po 10000 pln na rękę, a zatrudnić trzeba każdego, który się z
        > głosi, gdzie byś poszła pracować?

        jaaaaaaaa, jaki cudny pomysł ;-) Ja bym chciała być nocnym stróżem na pół etatu, mogłabym sobie nocą filmy ponadrabiać, na lobby posiedzieć, różne fajne rzeczy robić ... i jeszcze kasa by z tego była ;-)
    • pierwszalitera Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 12:22
      Coś mi tu nie gra. Piszesz, że nie masz zdolności sprzedażowych i masz mało
      pewności siebie, a chcesz studiować psychologię HR, reklamy, ZZL, marketingu i znaleźć w tym kierunku pracę? Sorry, nie gniewaj się, ale jak ty sobie taką pracę wyobrażasz? Z drugiej strony masz doświadczenia z edukacją dorosłych i ludzie cię nie zjedli, jakoś ta samoocena z góry więc nie pasuje. Więc albo ta psychologia będzie kolejnym mało wnoszącym dyplomem, albo masz tendencję do zaniżania swoich umiejętności i niedoceniania swoich talentów, z czego szybciutku powinnaś zrezygnować.
      • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 12:41
        no dobra, może to jeden z pierwszych błędów - pomysł z HR

        uczyłam dorosłych czyli studentów (niektórzy w wieku moich rodziców, niektórzy w moim, dlatego napisałam, że kształcenie dorosłych), a student ma jeden cel - dostać zaliczenie;)) nie było lekko (denerwowałam się zawsze), ale był to stres mobilizujący. Myślę jednak szczerze, że wrodzonym mistrzem prowadzenia zajęć nie byłam:). Ankiety, które robiłam pod koniec semestru raczej były pozytywne, ale bez ochów i achów.

        nie jestem mistrzem relacji społecznych, ale jakoś sobie radziłam z tymi zajęciami
    • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 12:32
      Sandaltree, a jakie masz wykszlalcenie, poza tym, ze humanistyczno-niepraktyczne? Na pewno jest to cos, na czym nie mozna oprzec dalszych kwalifikacji?
      • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 12:36
        nauki społeczne, miękkie, wiedza o społeczeństwie, kulturze, filozofii, dyrdymały:)
        • tfu.tfu filozofia to nie dyrdymały 18.06.11, 14:24
          wypraszam sobie (i kilka innych lobbowych filozofek zapewne też :P)
          • sandaltree Re: filozofia to nie dyrdymały 18.06.11, 14:44
            ale ja na siebie tak narzekam, nie na ciebie i inne forumki:)
            jeśli znajomość filozofii pomogła ci w znalezieniu pracy to wybacz,
            w moim przypadku tak nie było
            • tfu.tfu Re: filozofia to nie dyrdymały 24.06.11, 15:42
              nie pomogła, nawet przeszkadza, bo przeciętny pracodawca się boi czegoś, czego nie rozumie ;)
    • maheda A musi być z zadęciem (dyplomem)? 15.06.11, 12:46
      Może jakiś kurs zawodu, rzemieślniczy?
      Usługodawców brakuje, zwłaszcza tych inteligentnych.
      • sandaltree Re: A musi być z zadęciem (dyplomem)? 15.06.11, 13:05
        Nie, nie musi:)
        Może nawet lepiej byłoby i bez, tylko mam ograniczoną wiedzę na temat tego co by tu można - wiem, że można wszystkie zawody manualne (no nie wiem w stylu fryzjerka, krawcowa - nie śmiejcie się, takie mam pojęcie o tym) czy np. technik protetyk, renowator zabytków, ale nie mam zdolności manualnych. Tzn. w życiu codziennym sobie radzę nawet dobrze, ale próbowałam robić biżuterię i niestety nie umiem zręcznie nawijać tego drucika, naginać, materia się mnie nie słucha. Owszem mogę komuś pomysły poddawać, ale żeby za mnie fizycznie to zrobił. Pismo techniczne i sklejanie modeli w podstawówce było dla mnie zmorą oblaną wiadrami łez.
        Można zostać też technikiem farmacji, byłam niezła z chemii, tylko jak dochodzi do kwestii ludzkiego ciała od środka, chorób, etc. nagle mam ogromny obezwładniający wstręt, który próbowałam przezwyciężyć zachwycona pomysłem zostania farmaceutą, nie udało mi się.
        Brzmi to dziecinnie, wiem, ale naprawdę nie każdy zostanie pielęgniarką czy ratownikiem medycznym.
        • kotwtrampkach Re: A musi być z zadęciem (dyplomem)? 15.06.11, 23:45
          sandaltree napisała:

          > Można zostać też technikiem farmacji, byłam niezła z chemii

          a kosmetologia lub chemia? w kierunku produkcji kosmetyków? tylko to min.3 lata, a nie wiem, czy wystarczyłyby.
      • felisdomestica Re: A musi być z zadęciem (dyplomem)? 15.06.11, 13:07
        Rzemieślnikiem zostaje się terminując latami u mistrza, nie da się tego ot tak nauczyć na kursie. Naturalne talenty nie wystarczają, z robienia bizuterii na przykład ciężko wyżyć.
        Jeśli lubisz dzieci, to dość prostą opcją jest zrobienie jakiś studiów podyplomowych uprawniających cię np. do prowadzenia żłobka. To chyba jest przyszłościowe, w miastach przynajmniej. Z nauką (w sensie badań naukowych) niestety nie ma to wiele wspólnego :-).
        • kis-moho Praca z dziecmi? 15.06.11, 13:22
          Moze to jest dobry pomysl? Nie wiem, jak widzisz prace z tak malymi dziecmi, jak w zlobku, ale moze tez przedszkole, albo ogolnie opieka nad dziecmi? Nie znam dobrze sytuacji prawnej, ale pamietam, ze mialo sie teraz cos zmienic i opieka nad malymi grupami dzieci miala byc latwiejsza do zorganizowania. W duzych miastach wyksztalcona i rozgarnieta osoba, ktora zajmuje sie dziecmi jest na wage zlota.
          Jezeli lubisz dzieci, oczywiscie :o)
          • kotwtrampkach Re: Praca z dziecmi? 15.06.11, 23:43
            hmm, żeby być opiekunką nie trzeba wykształcenia - prywatne osoby zatrudniają w 99% bez żadnej umowy i dyplomów. POtrzeba umiejętności. Do róznych atrakcji typu organizacja zajęć mozna miec coś związanego z animacją, ale bez tego też da sie znaleźć zatrudnienie (poza domami kultury jako nauczyciel). założenie żłobka/przedszkola to sprawa wymagająca ogromnych zdolnosci przedsiębiorczych, a studia w kierunku pracy z dziećmi nie przydadzą się do niczego - kierownik będzie miał za dużo rzeczy na głowie, zeby zajęcia prowadzić (no, może angielski dwa razy w tygodniu). Przedszkolanka - we wszystkich znanych mi prognozach nie ma szans na pracę w zawodzie. jest nadprodukcja na wiele lat.

            • kis-moho Re: Praca z dziecmi? 15.06.11, 23:53
              Bez umowy to malo przyszlosciowe. Chodzilo mi o nowa ustawe, ktora miala w jakis sposob ulatwiac prace opiekunom dla mniejszej grupy dzieci. Legalnie, ze wszystkimi skladkami itp. Jak to wyglada w praktyce - nie wiem. Nie wiem tez, czy to jest w ogole cos ciekawego dla autorki watku, po prostu przyszlo mi to do glowy po przeczytaniu wypowiedzi o zlobkach.
          • sandaltree Re: Praca z dziecmi? 16.06.11, 10:14
            w końcu się wkurzycie, wiem:)
            ale nie przepadam za dziećmi, choć i tak w tej mierze widzę postęp, jestem w stanie się spotkać np. ze znajomą, która przyprowadzi małe dziecko, a kiedyś było to nie do pomyślenia,
            z plusów to jestem dziecinna, co pomaga w kontaktach z dziećmi, jestem też dość wrażliwa na ich los, z minusów w opiece (typu obróbka niemowlaka, zostanie sam na sam z dzieckiem na dłuższy niż 5 minut czas) mam zero doświadczenia
      • marciasek zaciekawiłaś mnie :) 15.06.11, 13:09
        Pomysł fajny, odważny, ale czy w ogóle są takie kursy?
        • sandaltree Re: zaciekawiłaś mnie :) 15.06.11, 13:44
          takie coś znalazłam.
          to konkretna firma w konkretnym mieście, ale może natchnie kogoś (np. mnie:)))
          nie jako reklamę, ale jako przykład zamieszczam: www.aned.com.pl/
          • zooba Re: zaciekawiłaś mnie :) 15.06.11, 13:57
            Z tamtej strony to zainteresowałabym się kursem na technika BHP - każda firma powyżej iluś pracowników musi zatrudnić specjalistę od BHP i często takie usługi są podzlecane na zewnątrz. Uważam, że to konkretny fach, a nie wymaga lat praktyki i terminowania u mistrza.
            • kocio-kocio Re: zaciekawiłaś mnie :) 15.06.11, 21:31
              No to nie jest tak.
              To branża, w której szczególnie liczą się układziki.
              No i sam kurs nie daje nic. Trzeba mieć mnóstwo doświadczenia, znajomości myków i kruczków prawnych.
              Mam brata po dwuletnim studium bhp.
              Pracy w zawodzie nie znalazł.
              • kotwtrampkach Re: zaciekawiłaś mnie :) 15.06.11, 23:48
                kocio-kocio napisała:

                > No to nie jest tak.
                > To branża, w której szczególnie liczą się układziki.
                > No i sam kurs nie daje nic. Trzeba mieć mnóstwo doświadczenia, znajomości myków
                > i kruczków prawnych.
                > Mam brata po dwuletnim studium bhp.
                > Pracy w zawodzie nie znalazł.

                popieram, świetna rzecz dla policjantów (byłych), księgowych..
                najlepiej studia.. + duuużo praktyki.
              • zooba Re: zaciekawiłaś mnie :) 16.06.11, 09:43
                Wiem, że na samodzielnego behapowca trudno sie załapać, ale koleżanka po takim kursie załapała część etatu, po roku będzie mogła pójść na swoje. Ale ona jest jak taran, może to jej pomogło.
        • maheda przecież są szkoły fryzjerstwa 15.06.11, 16:44
          czy inne takie.
          Jeśli któraś ma zacięcie do robót typu tynkowanie, kładzenie kafelków, to można spróbować się zatrudnić jako pomoc u jakiegoś majstra i też się nauczyć.
          Generalnie przecież nie są to rzeczy szalenie trudne i jeśli któraś chce - droga wolna i niesłychanie szeroka :-)

          Kilka lat temu jeden z moich sąsiadów proponował mi przyłączenie się do jego brygady budowlanej, kiedy zobaczył, jak sobie przymocowałam pod okno parapet, który mi wykroił na miarę :-)
          Odmówiłam wtedy. Może to i błąd był ;-)
    • zania_uk a moze badania rynku? 15.06.11, 13:55
      moze badania rynku cie zainteresuja? jesli mialas troche stycznosci z metodologia badan naukowych (jesli socjologia itp, to pewnie bardziej qualitative niz quantitative), i nie boisz sie statystyki, to moze ci sie to spodoba?
      sa duze miedzynarodowe firmy jak Ipsos Mori czy Millward Brown, ale jest tez pewnie duzo mniejszych. nie mieszkam w pl wiec sie nie orientuje w lokalnym rynku.
      pomocne linki:
      pl.wikipedia.org/wiki/Badania_rynku
      ww2.prospects.ac.uk/p/types_of_job/market_researcher_job_description.jsp (po angielskiemu)
      • sandaltree Re: a moze badania rynku? 15.06.11, 14:02
        oj, to byłoby coś. dzięki muszę poszperać
    • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 15.06.11, 15:24
      Strasznie pesymistyczne to, co piszesz. Mam ochotę rzucić - "wymień swoje trzy zalety" ! Generalnie - napisz, co lubisz robić i w czym jesteś dobra. Co Ci radzą Twoi realni znajomi ?
      • maheda Popieram. 15.06.11, 18:03
        Napisz, co lubisz robić i w czym jesteś dobra.
        Nawet, jeśli to jest mycie podłóg ;-)
        • sandaltree Re: Popieram. 15.06.11, 21:15
          Hmm, jeśli chodzi o realnych to trudno powiedzieć, bo np. "człowiek chaos" twierdzi, że jestem upierdliwa szczególara i sztywniara, a "koleżanka aptekarka", że jestem szalona, odważna, emocjonalna i kreatywna:D . Są tacy, którzy zazdroszczą mi stylu, i tacy, którzy uważają za abnegata:)
          Przypuszczam, że jestem przeciętna, trudne to do przełknięcia, ale tak chyba jest.

          Co lubię - lubię jasno postawione cele, lubię się nad czymś zagłębić, analizować do bólu, lubię czytać o ludziach, grupach, takich tam psycho-społecznych sprawach. Lubię pracę nad językiem (ale tak raczej zabawy, wierszyki na własny użytek, nie do publikacji, wstydziłabym się). Lubię się uczyć języka - w grupie, ale nudzi mnie samotne siedzenie nad słówkami. Myślę abstrakcyjnie i mam wyczucie estetyki i nieco więcej niż pobieżną wiedzę na temat sztuki, ale talentu artystycznego nie mam.
          Z rzeczy miłych i przyjemnych to lubię podróżować i lubię inne kraje (ale lubię też wygodę:P). Także jazdę na rowerze, spacer z psem. Lubię spokój.
          Nie rozumiem maszyn, liczby tak sobie (lubię wypełniać Pita, ale mam nieskomplikowanego), nie przepadam za pracą w grupie. Szybko tracę motywację. Siedzę dużo w internecie:)))

          Ale się przedstawiłam chaotycznie:D, ale bałam się, że jak zacznę poprawiać to się rozmyślę i w ogóle nie podejmę wyzwania (cała ja:))
          • magdalaena1977 Re: Popieram. 15.06.11, 21:37
            Hmmm - ciężko to widzę :-(

            Wychodzi mi, że Twoja idealna praca to bycie samotnym specjalistą w zorganizowanej strukturze - tak żeby nie trzeba było pracować w grupie, ale żeby ktoś narzucał ci cele i deadliny, a ty żebyś sobie siedziała w swoim pokoju i się w coś wgryzała.
            Na tym tle robota tłumacza wygląda całkiem ok, zwłaszcza że po studiach humanistycznych zapewne sprawnie posługujesz się językiem. Nie znam rynku, ale może istnieje możliwość pracy przez internet tj. w firmie z innego miasta ?

            Być może pasowałyby Ci też jakieś prace redakcyjne - korekta ? może DTP , skoro masz umiarkowane zdolności artystyczne i wyobraźnię przestrzenną ? Ale tu też piszę raczej o predyspozycjach, bo nie znam sytuacji na rynku.

            Generalnie przytulam i wspieram Cię w ciężkiej chwili.
            • anna-pia Re: Popieram. 15.06.11, 22:46
              magdalaena1977 napisała:

              > Na tym tle robota tłumacza wygląda całkiem ok,

              Nigdy w życiu. Sandaltree pisze wyraźnie "nudzi mnie samotne siedzenie nad słówkami" - a tej pracy często właśnie trzeba samotnie drążyć znaczenie słówka. Tłumacz to praca dla samotników, szczególarzy, dociekliwych.

              > zwłaszcza że po studiach humanis
              > tycznych zapewne sprawnie posługujesz się językiem.

              A to akurat niekoniecznie przekłada się na dobre tłumaczenia. Trzeba znać warsztat pracy tłumacza, a tego albo się uczy na studiach, albo od kogoś, inaczej to droga przez mękę.
              BTW, studia humanistyczne nie dają gwarancji sprawnego posługiwania się językiem - przy okazji, jakim?

              > Nie znam rynku, ale może is
              > tnieje możliwość pracy przez internet tj. w firmie z innego miasta ?

              Jeśli mówisz o tłumaczeniach pisemnych, to jakieś 95% tłumaczy kontaktuje się z klientami właśnie przez net.

              > Być może pasowałyby Ci też jakieś prace redakcyjne - korekta ? może DTP , skoro
              > masz umiarkowane zdolności artystyczne i wyobraźnię przestrzenną ? Ale tu też
              > piszę raczej o predyspozycjach, bo nie znam sytuacji na rynku.

              Heh. A mi raczej opis Sandaltree skojarzył się z rezydentem biura podróży, animatorem, szkoleniowcem. I bądź tu człowieku mądry :)
              • maheda Re: Popieram. 15.06.11, 23:04
                Mnie się Sandtree też skojarzyła z jakimś rezydentem, pilotem wycieczek, i tak dalej.

                Bynajmniej nie tłumacz, bo tłumacz siedzi - jak mówi Anna - przed kompem i dłubie.
                Na przykład dłubie przy subwooferach i ich podłączeniu - przez to nie przejdzie w życiu żaden humanista, bo sobie tych wszystkich wejść i wyjść ani kabli raczej nie przyswoi.
                No i nie jest to wtedy praca długoterminowa, tylko krótkoterminowa - trzeba się spiąć i przetłumaczyć, nie ma zbyt wiele czasu na szukanie i dokopywanie się, bo by taki tłumacz nie zarobił na życie.
                Na dokopywanie się jest czas później, kiedy już większość leci z automatu, a tylko pojawiają się jakieś nowinki.
                Wiele biur tłumaczeń do tego wymaga korzystania z różnych wspomagaczy tłumaczeń - przez to też trzeba się przegryźć i obsługi tego nauczyć. W sumie nie jest to skomplikowane, ale najlepiej jest wtedy mieć kogoś obok, kto przez tych kilka miesięcy pomoże, pokaże palcem i tak dalej.
                No i tłumacze humaniści niestety tłumaczą średnio - chyba, że tłumaczą beletrystykę :-)
                Przy tłumaczeniu tekstów fachowych najlepiej się znać na przedmiocie tłumaczenia.
                • magdalaena1977 Re: Popieram. 15.06.11, 23:13
                  maheda napisała:

                  > Mnie się Sandtree też skojarzyła z jakimś rezydentem, pilotem wycieczek,
                  > i tak dalej.

                  Nigdy nie pracowałam w takiej roli, byłam tylko klientem biur podróży, ale IMHO nie jest to robota dla kogoś, kto nie ma umiejętności sprzedażowych, a prowadzenie zajęć dla grupki znudzonych studentów było dla niego stresujące.
                  Pilot wycieczki bez przerwy jest otoczony ludźmi, którzy czegoś od niego chcą i musi przed nimi tłumaczyć się ze wszystkich rzeczywistych i wyimaginowanych niedociągnięć biura.
                  • sandaltree Re: Popieram. 16.06.11, 00:23
                    Dziewczyny dziękuję, dałyście mi dużo do myślenia:)
                    Przede wszystkim muszę się zastanowić co lubię i jakie mam umiejętności, żeby to jakoś połączyć. Ważne są też wasze uwagi dotyczące realiów rynkowych!
                    Szukam jak najlepszego pomysłu, więc będę wybrzydzać. Moje poszukiwania mogą wyglądać jak fochy, to mi się nie podoba, tamto też nie. Wiadomo nad jednymi rzeczami można popracować - np. motywacja, inne odpadają zupełnie (muzyk - brak talentu), a inne na danym etapie (kierowca ciężarówki - nie mam uprawnień). Nie oznacza to, że nie podjęłabym takiej nie do końca idealnej pracy jakbym miała taką możliwość, choćby po to by szukać dalej innej.
                    W tym wątku jednak robię z Wami burzę mózgów na temat przekwalifikowania się czyli to co ja mogę zaoferować rynkowi pracy.
                    Pomysł na rezydenta fajny, ale chyba nie dla mnie. Chyba stanę przy opcji Magdalaeny1977, jak widziałam, co ludzie wymyślają by czymś "zająć" rezydenta to kiepsko się widzę w tej roli:)
                    Rezydent jak trafi na grupę chamów to jest właściwie chłopcem do bicia.
                    Razu pewnego na wczasach nieco zaprzyjaźniłam się z rezydentką. Była po filologii obcej języka danego kraju, znała miejsce jak własną kieszeń (była na stypendium), była odporna na 40'C upały, itd., a i tak moja normalna wobec niej postawa to była rzadkość, choć trafiłyśmy na nienajgorszą grupę. Widziałam tę pracę jako ciągły stres, ale nie taki jaki się ma zwyczajowo np. w nowej pracy, tylko jako bezustanną nawalankę adrenalinową.
              • magdalaena1977 Re: Popieram. 15.06.11, 23:08
                anna-pia napisała:

                > magdalaena1977 napisała:
                >
                > > zwłaszcza że po studiach humanistycznych zapewne sprawnie posługujesz się językiem.
                >
                > BTW, studia humanistyczne nie dają gwarancji sprawnego posługiwania
                > się językiem - przy okazji, jakim?

                Polskim oczywiście. Zakładam, że na takich studiach dużo się czyta i pisze się sporo esejów itp. Absolwent nie ma problemu z przelaniem myśli na papier, a eleganckie stylistycznie zdania w poprawnej polszczyźnie same spływają mu z klawiatury.
                • maheda Re: Popieram. 15.06.11, 23:16
                  Ale większość tłumaczy wcale nie zajmuje się beletrystyką.
                  Większość zajmuje się tłumaczeniem tekstów prawnych, marketingowych, medycznych, inżynieryjnych, ulotek leków, instrukcji obsługi i tak dalej, i temu podobne.
                  Do takich zadań potrzebna jest wiedza z dziedziny, z której robi się tłumaczenie - prawo, medycyna, farmaceutyka, informatyka, mechanika, chłodnictwo, i tak dalej, i tak dalej...
                  • tfu.tfu Re: Popieram. 18.06.11, 14:31
                    albo internet ;) wujek gógiel to potęga.
                    żeby dobrze tłumaczyć beletrystykę trzeba więcej niż doskonała znajomość 2 języków, trzeba być też cholernie twórczym ;)
                    • maheda Re: Popieram. 19.06.11, 09:18
                      Uwierz, że przy tekstach wysoce specjalistycznych musi pomóc fachowiec, jeśli nie znasz tematu. I fachowcem bynajmniej nie jest wujek gógiel.
                      Bez tego można strzelić przeróżne głupoty.
                      • anna-pia Re: Popieram. 19.06.11, 20:57
                        Maheda ma rację. Wiedza w danej dziedzinie jest konieczna, a gógiel często daje kilka wzajemnie wykluczających się odpowiedzi, i trzeba wiedzieć, co wybrać.
                      • tfu.tfu Re: Popieram. 24.06.11, 15:44
                        owszem, przy specjalistycznych tekstach najlepiej być lekarzem do medycznych, inżynierem do technicznych itp.
                        jednakowoż tak się nie da :) i kiedyś się siedziało w bibliotekach, teraz się otwiera wyszukiwarkę i czyta.
                        tłumaczenie książek jest nieco inne niż tłumaczenie dajmy na to tekstów o ciąży i porodzie dla magazynu dla matek :)
                • anna-pia Re: Popieram. 16.06.11, 13:49
                  magdalaena1977 napisała:

                  > anna-pia napisała:

                  > > BTW, studia humanistyczne nie dają gwarancji sprawnego posługiwania
                  > > się językiem - przy okazji, jakim?
                  >
                  > Polskim oczywiście. Zakładam, że na takich studiach dużo się czyta i pisze się
                  > sporo esejów itp. Absolwent nie ma problemu z przelaniem myśli na papier, a ele
                  > ganckie stylistycznie zdania w poprawnej polszczyźnie same spływają mu z klawia
                  > tury.

                  Owszem, co daje możliwość tłumaczenia beletrystyki, ale takiej, jaką delikwent już dobrze zna, czyli "czuje" styl". Większość tłumaczy - jak napisała Maheda - siedzi w konkretnej branży, na której się zna, czyli Sandaltree mogłaby popróbować sił w socjologii itp.
          • kotwtrampkach Re: Popieram. 16.06.11, 00:05
            grunt to odpowiadać na pytania :-)
            "wymień swoje trzy zalety, co lubisz robić,w czym jesteś dobra" - a Ty piszesz, co znajomi Ci wytykają, że jesteś przeciętna, czego nie lubisz, jakie masz cechy negatywne :-P
            (tak, wiem, pewnie było coś pomiedzy, ale nie dostrzegłam)

            a moze zacząć od doradcy zawodowego? :)
            w sieci mogę polecam platformę ohp dla szkoły - OHP ma świetnie rozwinięte doradztwo, ale pracują bezpośrednio z osobami do 25 lat (albo cos koło tego)
            a jak sobie ustalisz, co będzie dla CIebie dobre, to przychodzi czas na czytanie prognoz zawodowych - jakie zawody będa w przyszłosci potrzebne, prognoz dotyczących popularnych/zanikających zawodów, nowych zawodów etc.. i chłodna kalkulacja.

            jakiś czas temu odkryłam, ze gdybym miała kiedyś tę wiedzę, którą mam dziś, byłabym krawcową albo kimś z okolic projektowania ubioru lub własnie farmaceutką/technikiem farmacji.. i miałabym fajną, przyjemną pracę, nie rejestrowałabym się jako bezrobotna, odkładałabym kasę na wakacje, dokształcałabym się konkretnie a nie "wszystkicgo trochę" ;-)
            • magdalaena1977 Re: Popieram. 16.06.11, 00:40
              kotwtrampkach napisała:

              > w sieci mogę polecam platformę ohp dla szkoły - OHP ma świetnie rozwinięte
              > doradztwo, ale pracują bezpośrednio z osobami do 25 lat (albo cos koło tego)

              Zajrzałam i rzeczywiście jest ok. Wypełniłam ich testy i wyniki bardzo pasują do mojej obecnej pracy ;-) Pytanie tylko, na ile jest to kwestia charakteru, a na ile określonych zachowań wypracowanych przez lata wykonywania określonych czynności.
              I jeszcze jedno - materiały wyglądają na uczciwe testy opracowane przez psychologa (m. in pytają kilka razy o to samo), a nie psychozabawę do gazety.
            • sandaltree Re: Popieram. 16.06.11, 00:47
              Było coś pomiędzy:)))
              Pytano też o reakcje znajomych realnych, więc to nie z sufitu.
              Nie jest łatwo wymienić 3 rzeczy pozytywne na swój temat, myślę nad tym, nie mam ich przygotowanych za pazuchą na każdą okazję.
              • magdalaena1977 Re: Popieram. 16.06.11, 00:50
                sandaltree napisała:

                > Nie jest łatwo wymienić 3 rzeczy pozytywne na swój temat,
                > myślę nad tym, nie mam ich przygotowanych za pazuchą na każdą okazję.

                To nie jest powszechne zjawisko. Niektórzy (np. ja) wymienią z marszu kilkanaście zalet ;-)
                Ale poważnie - pomyśl nad jasną stroną swojej osobowości i dopieść ją !
              • maheda Re: Popieram. 16.06.11, 01:02
                Przygotuj sobie kilkanaście, żeby mieć w razie czego wybrać te trzy, które są w danej chwili wg Ciebie najmocniejsze.
                :-)

                Ja też nie mam problemu z wymienieniem swoich słabych, ale też mocnych stron.
                Zarówno mocnych jak i słabych mam masę! :-)
    • marta_monika Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 16.06.11, 10:44
      A moze cos takiego www.dietetyka.info/aktualnosci.html
      Moj kuzyn wlasnie oznajmil rodzinie, ze nie zamierza isc na medycyne tylko do jakiegos studium policealnego o profilu dietetyka i technologia zywienia. Rodzina malo co nie zeszla na zawal ale ja uwazam ze dzieciak ma duzo racji gdy mowi, ze to bardzo ciekawe, ze w Polsce i na swiecie rosnie liczba ludzi z problemami odzywiania i nadwaga, ze rosnie liczba poradni dla osob otylych i tak dalej i ze takie studium da mu prace szybciej niz studia medyczne.
    • maheda A kosmetyczka? Albo masażystka? 16.06.11, 20:25
      Manicure, pedicure, czyszczenie buzi, robienie henny, makijażu?

      Albo właśnie robienie masaży. Wydaje się, że masaże są coraz bardziej popularne, a znaleźć osobę, która potrafi dobrze taki masaż zrobić, to naprawdę jest coś.
      • sandaltree Re: A kosmetyczka? Albo masażystka? 16.06.11, 23:26
        Szukałam kursów masażu, bo kiedyś miałam taki pomysł (same widzicie, pomysłów a pomysłów, aż mi głupio), nie znalazłam nic, może któraś z was się orientuje, gdzie tego szukać (zwykłe guglanie niewiele pomogło).
        Nie znalazłam nic poza fizjoterapią (studium) lub rehabilitacją (3+2 lata), rozmawiałam w międzyczasie z moimi rehabilitantami i twierdzą, że generalnie podobno rynek znów zapchany, w największym ośrodku reh. w mieście płacą 1500 zł a jest i tak kolejka magistrów fizjoterapii do pracy. Pracują mieląc hordy pacjentów, bo NFZ nakłada limity na zasadzie "szybko i dużo w krótkim czasie", a w grudniu wszyscy są na przymusowym bezpłatnym urlopie, bo koniec limitów. Ten kierunek jest na AWF i AM i w prywatnej wyższej, więc jest dużo absolwentów.

        Co do kosmetyczki czy dietetyka - szczególnie to ostatnie, bo lubię czytać o odżywianiu i chcąc nie chcąc się na tym nieco znam (więcej niż laik, który się nigdy nie odchudzał, ale oczywiście żaden profesjonalizm typu pierwszalitera), bo odchudzam się bez przerwy od kilkunastu lat.
        We wspomnianej SWPS jest psychodietetyka i patrzyłam na to łakomym wzrokiem, tylko... tylko ja sama mało chuda jestem - i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie grubego dietetyka, sorry. Life is brutal.
        A kosmetyczka? Nie wiem:) Czy jest może jakaś kosmetyczka na sali? U mnie króluje minimalizm - prawie nie maluję się (tusz jeden na rok), dbam o tyle o ile (nawet ostatnio nie używam kremu), ale może to nie przeszkadza? Trzeba mieć jakieś umiejętności, uzdolnienia do tego zawodu?
        • kocio-kocio Re: A kosmetyczka? Albo masażystka? 16.06.11, 23:34
          Kiedyś (10 lat temu) to było najlepsze miejsce w Warszawie:
          www.medikon.com.pl/kontakt.php
          Czy dalej tak jest, nie wiem, bo wypadłam z branży.
          • sandaltree Re: A kosmetyczka? Albo masażystka? 16.06.11, 23:41
            Dziękuję ci bardzo za szybka podpowiedź. Co prawda nie jestem z Warszawy (i mam raczej daleko), ale to już coś, może się z nimi skontaktuję, będą kogoś znali z moich terenów.
        • mefistofelia Dietetyka 17.06.11, 15:37
          Poza tym... Czy jest możliwość zostania dietetykiem bez kolejnych 5-letnich studiów?
          Wszystkie opcje z linków, które pojawiły się w temacie są skierowane do osób ze ścisłym wykształceniem, nie humanistycznym.
    • sandaltree Testy 17.06.11, 00:18
      testy powiedziały mniej więcej co już wiemy:

      "Powinieneś świetnie sprawdzić się w pracy koncepcyjnej, naukowej, informatycznej, gdzie możesz coś tworzyć samodzielnie. Najlepiej będziesz się czuć samotnie w pokoju, bądź też z jedną, dwiema osobami, ponieważ wtedy będziesz najbardziej efektywny. Niewątpliwą zaletą takiej pracy jest możliwość wykonania wszystkiego terminowo i bardzo dokładnie, bowiem nikt Cię nie będzie rozpraszał. Nie porywaj się do pracy jako handlowiec, ponieważ ciągły ruch i kontakty z wieloma osobami szybko Cię zmęczą. Pracując w zespole postaraj się dążyć do tego, aby móc samodzielnie wykonywać jakiś fragment danego projektu"

      "W pracy cenisz sobie stabilizację. "
      "Wybierając pracę – szukaj zawodów raczej bezpiecznych, które nie wymagają podejmowania się ryzykownych czynności. Jesteś osobą rozważną, która lubi spokojne, wyważone działanie. "

      "Jesteś osobą, która dobrze będzie się czuła w pracy biurowo administracyjnej, gdzie konieczna jest zdolność porządkowania działań i układania planów np. będąc asystentem, bibliotekarzem lub sekretarką. Możesz znaleźć swoje miejsce także tam, gdzie pracuje się w oparciu o wypracowane procedury działania, czyli w urzędach, służbach granicznych czy też w sądownictwie."

      i tu dygresja - uważam, że błędem mojego życia było to, że nie studiowałam prawa, bo uważam, że mam naturalne inklinacje i zdolności (pamięć do szczegółów, praca z językiem, etc.) i że nie pracuję w mundurówce:))

      "Sprawdzisz się w zawodach, gdzie wymagana jest duża dokładność. Idealne środowisko pracy dla Ciebie to, np.: branża statystyczna, naukowa, produkcja maszyn o zaawansowanej technologii oraz szeroko rozumiane rzemiosło"

      Chyba nic nowego nie wyszło:))
      • magdalaena1977 Re: Testy 17.06.11, 10:50
        sandaltree napisała:

        > i tu dygresja - uważam, że błędem mojego życia było to, że nie studiowałam
        > prawa, bo uważam, że mam naturalne inklinacje i zdolności (pamięć
        > do szczegółów, praca z językiem, etc.) i że nie pracuję w mundurówce:))

        Z prawem jest faktycznie ten problem, że nie tylko musisz skończyć pięcioletnie studnia magisterskie, ale jeszcze zaliczyć kilkuletnią aplikację albo praktyki.
        Z drugiej strony - jeśli właśnie o tym marzysz, to chyba nie jest jeszcze za późno - ile w ogóle masz lat ? Zwłaszcza, że studia prawnicze są stosunkowo mało obciążające czasowo (i tak uczysz się głównie w domu), więc można spokojnie pracować zawodowo.

        A sprawdzałaś jak wyglądają realia w służbach mundurowych ? Tj. czy mogłabyś się tam zatrudnić i na jakim stanowisku ?
      • zooba Re: Testy 17.06.11, 11:09
        Czy możesz podać linka do tych testów?

        Dzięki.
        • sandaltree Re: Testy 17.06.11, 19:02
          to testy, które wyżej były polecone ze strony OHP:)
          www.ohpdlaszkoly.pl/testyfpl.php
      • kraksowna Re: służby mundurowe 17.06.11, 14:42
        w moim mieście wiadomo wszystkim, ze na komendzie, w straży, w straży pożarnj pracują tylko plecaki. Pytanie - gdzie masz kogoś znajomego i na ile zapewni CI poparcie przy rekrutacji..
        Jakieś pięć lat temu, zeby dostać pracę w policji wystarczyło odpowiedniej osobie zapłacić 2 tys (to już w dużym mieście niedaleko ;-) ). Ale był też kiedyś przestój taki w liczebności rekrutów, ze przyjmowali wszystkich. Teraz nie ma przyjeć chyba od czasu, kiedy ogłoszono ze policję obowiązuje dłuzszy niż 15 lat staż pracy (w moim mieście - całkiem możliwe, że jeżeli chcesz bardzo pracować i mozesz mieszkać gdziekolwiek, pracę znajdziesz).
        Uprzedzam, ze to bardzo trudne środowisko pracy , kiepskie warunki pracy, długie zmiany, idealiści szybko się rozczarowują..
      • nieco8 Re: Testy 24.06.11, 13:49
        Praca prawnika (z uprawnieniami zawodowymi) jest bardzo odpowiedzialna i obarczona dużym ryzykiem, sama odpowiadasz za skutki swoich decyzji. Nie jest też to praca dla typowych humanistów, świetnie sprawdzają się w niej umysły ścisłe, bowiem niezbędna jest umiejętność logicznego myślenia i kojarzenia faktów. Z kolei pracując bez uprawnień (z wyjątkiem podatków) trudno dalej zajść, mieć jakieś możliwości awansu społecznego i szybko pojawia się frustracja...
        Studia nie są czasochłonne?! Chyba nie w czasie sesji, bo nauczenie się kilku książek na pamięć to nie przelewki.
        Aplikacja kosztowna i straaasznie ciężka.
        Do tego tłumy absolwentów prawa i przesycenie rynku.
        Nie polecam.
        • magdalaena1977 Re: Testy 24.06.11, 22:27
          nieco8 napisała:

          > Studia nie są czasochłonne?! Chyba nie w czasie sesji, bo nauczenie się
          > kilku książek na pamięć to nie przelewki.

          Gdybym chciała być złośliwa, napisałabym, że jak ktoś chce się uczyć książek na pamięć, to chyba pomylił kierunek.

          Ale poważnie mówiąc - wiem, że teraz jest trochę inaczej, ale u mnie zajęć na uniwerku było naprawdę niedużo, a już obowiązkowych bardzo malutko. Rocznik liczył ok. 1300 osób i można było ułożyć sobie sensowny grafik. Ja spokojnie miewałam dwa dni wolne w tygodniu, a mogłabym mieć trzy i wiem, że część osób zaczynała pracować pod koniec studiów. Dalsi znajomi z kierunków przyrodniczych spędzali w centrum całe dnie biegając z wykładu do laboratorium.

          > Aplikacja kosztowna i straaasznie ciężka.
          > Do tego tłumy absolwentów prawa i przesycenie rynku.
          > Nie polecam.

          Patrząc z punktu widzenia Warszawy i mojego pokolenia - owszem okres nauki jest długi i ciężki, ale w tej chwili nie znam żadnego prawnika, który by przymierał głodem ;-)
        • bathilda Re: Testy 26.06.11, 09:11
          nieco8 napisała:

          > Z kolei
          > pracując bez uprawnień (z wyjątkiem podatków) trudno dalej zajść, mieć jakieś
          > możliwości awansu społecznego i szybko pojawia się frustracja...

          Magdalaena odpowiedziała na większość postu. Ja tylko dodam, że do podatków też trzeba mieć uprawnienia - trzeba być doradcą podatkowym. A w tym celu zdać egzamin i odbyć 2 lata praktyki zawodowej.

          www.krdp.pl/strona.php/1219_dla_kandydatow_na_doradcow_podatkowych.html
          • scarlet_agta Re: Testy 01.07.11, 21:35
            bathilda napisała:

            > nieco8 napisała:
            >
            > > Z kolei
            > > pracując bez uprawnień (z wyjątkiem podatków) trudno dalej zajść,
            > mieć jakieś
            > > możliwości awansu społecznego i szybko pojawia się frustracja...
            >
            > Magdalaena odpowiedziała na większość postu. Ja tylko dodam, że do podatków też
            > trzeba mieć uprawnienia - trzeba być doradcą podatkow
            > ym
            . A w tym celu zdać egzamin i odbyć 2 lata praktyki zawodowej.
            >
            > rel="nofollow">www.krdp.pl/strona.php/1219_dla_kandydatow_na_doradcow_podatkowych.html

            Ale chyba nie trzeba kończyć prawa, a wystarczy mieć wykształcenie wyższe (choć po prawie pod pewnymi kwestiami na pewno jest dużo łatwiej)?
    • daria_as Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 17.06.11, 10:14
      O księgowości zapomnij, chyba że masz kogoś znajomego, kto zatrudni Cię na początek, żebyś nabrała praktycznego doświadczenia. 1,5 roku temu wpadłam na genialny pomysł zostania księgową, zrobiłam 2 stopnie kursu w Stowarzyszeniu Księgowych, a potem okazało się, że potencjalnych pracodawców interesują tylko studenci na praktyki/absolwenci AE na staże/osoby z doświadczeniem. Ponieważ nie spełniałam żadnego z tych warunków, robię teraz coś zupełnie innego. W dodatku na kursach księgowości jest wszystko o księgowaniu, ale niewiele o podatkach, a to często jest ważnym kryterium dla pracodawcy.
      W sumie nie żałuję czasu i pieniędzy, bo teraz lepiej orientuję się w finansach, ale rozczarowało mnie to, że osoba po płatnych kursach i z ogromnym zapałem mniej się liczy na rynku pracy niż znudzony stażysta z UP (nie uogólniam).
      • szolem-a Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 01:35
        Hu hu. Czytam sobie i czytam te żarty (O co pyta humanista bezrobotnego? - A może frytyki do tego) wszystkie, wpisy kolejnych osób szukających na gwałt innych kwalifikacji.. i trochę mi ciemno przed oczami, kiedy myślę o tym, że sama zaraz zacznę inwestować czas (lata..) i pieniądze w wielce przydatny huhuhumanistyczny dyplom :( Uciekać póki można?
        • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 09:47
          Są dyplomy i dyplomy. Imho w grupie pierwszej są wszystkie przydatne: filologia, prawo, dające minimum zawodu, umiejętności, które można sprzedać na rynku pracy. W drugiej te, które mogą przydać się w nielicznych miejscach pracy - historia (nauczyciel), etnografia, historia sztuki (pracownik muzeum, renowator?), i te które o kant tyłka roztrzaskać: politologia, socjologia, filozofia, itepe. Nie chcę obrażać nikogo, takie są moje doświadczenia.

          Są też sytuacje i sytuacje. Jeśli masz gdzie mieszkać i co jeść, nie masz noża na gardle, to możesz od pierwszego roku robić praktyki (nawet darmowe), na których się czegoś uczysz (ja musiałam pracować na życie, poza tym, nie było wtedy takich praktyk jak teraz) i zrobisz te mityczne znajomości.
          Pomyśl jednak dla własnego bezpieczeństwa, że z pracą będzie jeszcze gorzej niż przypuszczasz i dopiero podejmij decyzję o studiach. Mnie rzeczywistość zszokowała, 5 lat (studiów) w gospodarce niestabilnego kraju to cała epoka.
          • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 10:21
            > te które o kant tyłka roztrzaskać: politologia, socjologia, filozofia, itepe.

            Znam sporo osob po socjologii, wszystkie ja jednen maz pracuja w PR i wiedzie im sie swietnie. Pytanie oczywiscie, na ile jest to stabilna praca, ale w tym momencie maja juz tyle doswiadczenia, ze pewnie wszystko jedno, jaki dokladnie maja dyplom.
            • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:03
              Znam sporo osob po socjologii, wszystkie ja jednen maz pracuja w PR i wiedzie i
              > m sie swietnie.
              A ja ani jednej, której wiedzie się świetnie, i ani jednej w PR;)

              Pytanie oczywiscie, na ile jest to stabilna praca, ale w tym mo
              > mencie maja juz tyle doswiadczenia, ze pewnie wszystko jedno, jaki dokladnie ma
              > ja dyplom.

              o to mi chodziło: dyplom mógł być z czegokolwiek, więc nazwałam go o "kant tyłka", bo same studia nie będąc przydatnymi były czystą stratą czasu
              • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:11
                > o to mi chodziło: dyplom mógł być z czegokolwiek, więc nazwałam go o "kant tyłk
                > a", bo same studia nie będąc przydatnymi były czystą stratą czasu

                O tyle, o ile, takie studia daja ogolne humanistyczne wyzsze wyksztalcenie. Dam sobie reke uciac, ze po liceum tej pracy nie byliby w stanie wykonywac. Jasne, socjologia w tym wypadku nie jest konkretnym fachem, ktory wykorzystuja w pracy.
                Fakt, ze sa to raczej osoby znajace jezyki obce, pewne siebie, i przebojowe. Podejrzewam, ze dopiero polaczenie tych cech z wyksztalceniem umozliwia im taka prace, sam dyplom takiej pracy nie zapewni. Ale idac na studia humanistyczne warto realistycznie ocenic rynek pracy, i zastanowic sie, czym zarobimy na chleb. I czy wyobrazamy sobie siebie w takiej pracy. Ja na przyklad w PR nie mialabym chyba cienia szansy :o)
                • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:22
                  kis-moho napisała:

                  > O tyle, o ile, takie studia daja ogolne humanistyczne wyzsze wyksztalcenie.
                  > Dam sobie reke uciac, ze po liceum tej pracy nie byliby w stanie wykonywac.

                  Zgadzam się.
                  Nie wiem, na ile to fikcja, ale z niektórych filmów i powieści o anglosaskich uczelniach wyłania się obraz czegoś w rodzaju MISHu - tj. studiujesz sobie wiedzę o teatrze i seksualne zachowania dzikich, a potem jako wyedukowany absolwent zaczynasz karierę od stanowiska młodszego specjalisty ds. obgryzania ołówków ;-)

                  Ten system też ma swój urok, ale fajnie gdyby maturzysta był świadomy na co się pisze.
                  • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:31
                    W moim przypadku it's over now więc szukam brzytwy, żeby się jej uchwycić:)

                    Przypuszczam, że rok wytrzymałabym nawet na najnudniejszej podyplomówce, tylko nie znam rynku, żeby ja wybrać dobrze
                    Większość znajomych, którzy nie są prawnikami ani psychologami pracuje po prostu byle gdzie, na zasadzie, gdzie były znajomości to się tam zahaczyłem (apteka, alarmy, firanki:))))), część rodzi dzieci, inni robią doktoraty, ale po zrobieniu nie mają zagwarantowanej pracy, część żyje z tłumaczeń lub uczenia języka (filolodzy). Trudno czymś się zainspirować.
                    • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 12:13
                      sandaltree napisała:

                      > Większość znajomych, którzy nie są prawnikami ani psychologami pracuje
                      > po prostu byle gdzie, na zasadzie, gdzie były znajomości to się tam
                      > zahaczyłem (apteka, alarmy, firanki:))))),

                      To wcale nie jest zły pomysł. Jak się gdzieś zaczepisz i polubisz to, co robisz, możesz zrobić podyplomówkę z firanek ;-) Gdzie masz znajomości ?

                      Ja nie mam takich doświadczeń, ale z tego co słyszałam, to w okolicach 30 robienie podyplomówki w ciemno, to nie jest dobry pomysł na pracę.
                  • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 12:07
                    > Ten system też ma swój urok, ale fajnie gdyby maturzysta był świadomy na co się
                    > pisze.

                    Ale chyba wie, ze jako socjolog na prace scisle w swoim fachu ma szanse niewielkie, bo ilu nam potrzeba socjologow?
                    Ja przed rozpoczeciem studiow dlugo wahalam sie, czy nie studiowac germanistyki. Stwierdzilam, ze uczyc nie lubie, tlumaczac i siedzac sama w domu wpadne kiedys w depresje, na prace w ogolnie pojetym biurze sie nie nadaje. To poszlam studiowac cos innego, co mnie interesowalo. Z perspektywy czasu bardzo sie ciesze z tej decyzji.

                    > studiujesz sobie wiedzę o teatrze i seksualne zachowania dzikich

                    To wcale nie jest glupie, miec takie ogolne humanistyczne wyksztalcenie. Mi czasem tego brakuje. Ale trzeba miec jednak swiadomosc, ze z tego sie nie wyzyje, jakbym miala firme, to bym takiej osoby nie zatrudnila tylko dlatego, ze zna sie na teatrze. Trzeba jednak umiec cos, czego inni potrzebuja, bo inaczej sie nie zarobi. Takie zycie. No, chyba ze sie pracuje na uczelni, jak ja :o) ale decydujac sie na taka prace wiedzialam, ze duzych pieniedzy z tego nie bedzie. Poza tym dla socjologow jest na uczelni (chyba) mniej mozliwosci pracy niz w naukach scislych.
                    • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 12:18
                      kis-moho napisała:

                      > > Ten system też ma swój urok, ale fajnie gdyby maturzysta był świadomy
                      > > na co się pisze.
                      >
                      > Ale chyba wie, ze jako socjolog na prace scisle w swoim fachu ma szanse
                      > niewielkie, bo ilu nam potrzeba socjologow?

                      Pewnie tak. Tzn. można wybrać scenariusz "postudiuję 5 lat to, co mnie interesuje, tak dla ogólnego rozwoju intelektualnego, a potem poszukam jakiejś pracy w innym zawodzie". Aczkolwiek mnie taka wizja nigdy nie pociągała.
                      • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 12:33
                        > Pewnie tak. Tzn. można wybrać scenariusz "postudiuję 5 lat to, co mnie interesu
                        > je, tak dla ogólnego rozwoju intelektualnego, a potem poszukam jakiejś pracy w
                        > innym zawodzie". Aczkolwiek mnie taka wizja nigdy nie pociągała.

                        To wcale nie jest glupie. Studia humanistyczne daja szerokie wyksztalcenie, studia w wiekszym miescie - stycznosc z kultura, plus mozliwosc wyjazdow za granice i poznanie innych krajow, nawiazanie znajomosci z ludzmi o podobnym wyksztalceniu... To sa bardzo cenne sprawy. Z tym, ze takie studia wymagaja chyba bardziej niz konkretne studia "zawodowe" pomyslu na zycie, i duzej determinacji. Daja duze mozliwosci, ale i duze ryzyko.
                        Socjologia, filozofia, wiedza o teatrze - to nie jest zawod (z malymi wyjatkami, oczywiscie).
          • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 10:51
            IMHO to jest trochę inaczej.

            Są zawody, gdzie możesz stosunkowo szybko dostać przyzwoitą pracę po niewielkim przeszkoleniu - np. motorniczy tramwaju. Ale wiele osób będzie postrzegało tę pracę jako monotonną, a innych odstraszą upiorne godziny pracy. Plus niewielkie możliwości awansu.
            www.tw.waw.pl/drupal/node/4646
            I są zawody, gdzie docelowa płaca jest wyższa u motorniczego, a praca ciekawsza, bardziej zróżnicowana. Np. lekarze, psychoterapeuci, większość zawodów prawniczych. I w takich zawodach minusem jest długi czas zdobywania kwalifikacji. Nie tylko studia, ale także ten kilkuletni okres stażu (aplikacji, praktyki), kiedy zarabiasz niewiele, a pracujesz wyjątkowo ciężko, bo wszystkiego się uczysz. Oczywiście znajomości pomagają wszędzie, ale czasami najlepsze co mogą dać Ci rodzice, to dać Ci na starcie odpowiedni kapitał kulturowy, a potem wesprzeć Cię finansowo do końca stażu, kiedy zaczniesz sama dobrze zarabiać.
            Z drugiej strony, jeśli ktoś przejdzie ten okres, poradzi sobie bez znajomości - czy ktoś widział przymierającego głodem radcę prawnego?

            Nie wiem, jak to jest w tych typowych zawodach humanistycznych typu socjologia czy filozofia, ale podejrzewam, że one nie dają wprost konkretnych umiejętności zawodowych. I trzeba sobie przemyśleć, w jakim zawodzie chce się pracować, działać w tym kierunku już na studiach i zarezerwować czas na zdobycie praktycznych umiejętności.
            • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:00
              Podział, którego dokonałam dotyczył huhuhumanistycznych kierunków.
          • kotwtrampkach Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:30
            sandaltree napisała:

            > możesz od pierwszego roku robić praktyki (nawet darmowe), na któr
            > ych się czegoś uczysz (ja musiałam pracować na życie, poza tym, nie było wtedy
            > takich praktyk jak teraz) i zrobisz te mityczne znajomości.

            i tu jest taki malutki problem, z którym się borykam od jakiegoś czasu i nie wiem, czy istnieje możliwość by go jakoś ugryźć..

            Popatrzcie - im więcej chętnych do pracy, którzy nie generują kosztów (lub dużych kosztów), tym mniejsza szansa na zatrudnienie w tej branży dla przeszkolonych pracowników z dłuższym stażem. I znajomości pomogą - ale nie takie, które zdobywamy na parktyce, ale związane z wysoko postawionymi urzędnikami, politykami etc.

            JA zauważam taką koszmarną spadkową tendencję w cenach pracy (to przetargi, gdzie najważniejsze, żeby wygrać - więc za najniższą cenę, a potem sie zatrudni osobę po studiach +studiach podyplomowych + kursach/szkoleniach za 11zł/godz brutto na umowę zlecenie lub dzieło), że zupełnie nie wiem, jak sie w tym odnaleźć.
            Z jednej strony - jak się nie zgodzę pracować za taką cenę - nie będę mieć pracy wcale (bo osoby kończące studia wolą pracować za marną kasę niż wolontarystycznie - ale za jakiś czas i tak będą następni, którzy na gwałt chcą zdobyć doświadczenie i tak ceny nie podskoczą..)
            Jak sie zgodzę - ani ubezpieczenia, ani emerytury, pensja gorsza niż za kasą w sieciówce (a liczba godzin kilkarotnie mniejsza w ciągu dnia, więc żyć z tego nie ma szans).

            a do tego jeszcze dochoda staże z Urzędów Pracy - gdzie można mieć pracownika/wyrobnika na pół roku za 600-800 zł/miesięcznie, co tak naprawdę nie generuje kosztów, bo to kasa przyznana na szkolenie.. "nie, nie szukamy pracowników, staramy się o stażystów"
            • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 11:36
              Mój problem nabrzmiał (bo nie zaczął się, tylko właśnie napęczniał niczym wrzód) od tego, że znalazłam się w bardzo podobnej sytuacji do ciebie, zatem bardzo boleśnie odczułam to o czym piszesz, ale nie wiem jak na to zaradzić, niestety. Gdybym wiedziała, to nie męczyłabym Lobbystek.
              • kotwtrampkach Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 19.06.11, 12:38
                ja sie właśnie zastanawiam, jak sobie poradzić z tymi zanizanymi cenami.. Bo czasem wychodzi mi tak, ze lepiej pracować darmo niż za taką psią pensję (do tego jako wolontariusz zbieram staż pracy, na umowie zleceniu - nie..)
                Dlaczego w niektóych zawodach nie ma tego problemu.. Np czy ktoś słyszał o ortopedzie, któy za wizytę bierze mniej niż 70zł? Albo stomatologu, który za plombę każde sobie płacić mniej niż 50.. o prawnikach nie piszę bo tam są inne zasady - ale jest jeszcze parę takich zawodów, gdzie nie ma mowy o zaniżaniu kosztów i beznadziejnej=darmowej, idealistycznej pracy, prawda? (albo się mylę? wszędzie jest tak samo..)
                A może wiecie, co można zrobić, żeby przeciwdziałać takim zaniżaniom cen? byłabym wdzięczna za sugestie ;-)
                • kasiamat00 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 19.06.11, 12:58
                  Poza zawodami, gdzie jest wysoki próg wejścia (czyli m.in. tymi, gdzie potrzebujesz papierka, żeby je legalnie wykonywać - wszelkie zawody medyczne, prawnicze z aplikacją, budowlane/architektoniczne z uprawnieniami oraz zawodami wymagające specjalistycznego, drogiego sprzętu), zawsze będą się pojawiać ludzie, którzy zrobią daną rzecz prawie za darmo. Czasami żeby zdobyć doświadczenie, czasami dlatego, że są po prostu słabi i jedyne czym mogą konkurować to ceną. IMHO jedyne wyjście to wyrobienie sobie renomy tak, aby móc takich zleceń nie brać.
          • anna-pia Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 14:25
            sandaltree napisała:

            > Są dyplomy i dyplomy. Imho w grupie pierwszej są wszystkie przydatne: filologia

            Co do filologii, to zależy jaka i jaką specjalizację student wybierze. Postronnym się wydaje, ze po filologii to każdy umie uczyć języka (buhahhahha) i tłumaczyć (ROTFL). Do wykonywania zawodu i nauczyciela, i tłumacza, trzeba mieć konkretne umiejętności, praktyki, a przede wszystkim predyspozycje.
            A potem ludzie narzekają, że książka źle przetłumaczona, że uczą się angielskiego pięć lat i dalej ledwo co umieją.
            • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 14:56
              Znajomość języka obcego zapewne i tak się bardzie przydaje na rynku pracy niż znajomość Simmla czy Schopenhauera.
              Na filologii pewnie jest jak na każdym kierunku, nawet technicznym - nie każdy kto go skończy ma predyspozycje do konkretnego zawodu.
              Pytanie moje idzie raczej w stronę jak łatwo może znaleźć pracę:)
              • anna-pia Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 15:54
                Nikt przy zdrowych zmysłach - IMO - nie idzie na filologię, żeby poznać język. To byłaby czysta strata czasu, przejrzyj program filologii, mniej więcej 90% czasu poświęca się na rzeczy nijak nie związane z praktyczną znajomością współczesnego języka. BTW, na wielu filologiach na wejściu wymaga się co najmniej dobrej znajomości języka, a tam, gdzie się nie wymaga, to po 2, góra 3 latach już się zna język. A są tacy, którzy mając dyplom filologii mówią tak, że się nóż w kieszeni otwiera (bo np. specjalizowali się w poezji XVII-wiecznej).
                Do nauki języków są kursy językowe, a nie filologie. Litości.
                • anna-pia Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 15:57
                  Może rzeczywiście pani po filologii łatwiej dostać pracę w sekretariacie koncernu niż pannicy po 3-letnim kursie językowym, ale przecież nie po to kończy się studia, żeby odbierać telefony i pisać listy w obcym języku. Do tego wystarczy policealne studium językowe, sekretarskie czy jakie tam.
                  Pomijam osoby z ambicją dyplomu, a bez ambicji zawodowych.
                  • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 16:46
                    anna-pia napisała:

                    > Może rzeczywiście pani po filologii łatwiej dostać pracę w sekretariacie koncer
                    > nu niż pannicy po 3-letnim kursie językowym, ale przecież nie po to kończy się
                    > studia, żeby odbierać telefony i pisać listy w obcym języku.

                    Ale to może być dobry początek normalnej kariery w biznesie, zwłaszcza jeśli chodzi o mniej popularne języki.
                    • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 16:58
                      > Ale to może być dobry początek normalnej kariery w biznesie, zwłaszcza jeśli ch
                      > odzi o mniej popularne języki.

                      Nie wiem, jak wiele osob w Warszawie zna wegierski - ale slyszalam od znajomych, ze znajacy biegle wegierski sa bardzo poszukiwani. Do call center.
                      Sam jezyk nie da zbyt wiele, wydaje mi sie, ze trzeba miec to "cos jeszcze". Ale jezeli sie jest np. pewna siebie osoba, dobra w ogranizowaniu projektow, taki egzotyczny jezyk moze byc atutem. Np. w firmie organizujacej wycieczki do egzotycznych krajow. Ale tam trzeba tez sie umiec obchodzic z ludzmi, i ogolnie nie dac sobie w kasze dmuchac.
                      • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 17:57
                        W małej spółce z obcym kapitałem pozycja filologa (który jako jedyny bez problemu dogaduje się z właścicielami) bywa dużo wyższa niż wynikałoby z jego doświadczenia biznesowego.
                        • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 18:03
                          Mozliwe, to sa firmy, ktorych nie znam z wlasnego doswiadczenia/opowiesci znajomych. Tylko w opisanej przez ciebie sytuacji trzeba uwazac, zeby nie zostac sekretarka (jezeli sie tego nie ma w planach).
                    • anna-pia Zrozum jedną rzecz. 18.06.11, 21:53
                      Żeby dobrze poznać język, wystarczy pójść na kurs, a kończenie w tym celu filologii to przerost formy nad treścią. Węgierskiego, duńskiego czy farsi można się nauczyć bez filologii. Co więcej, w przypadku filologii - szczególnie rzadkich języków - absolwent często posługuje się językiem literackim i ma trudności z dogadaniem się z autochtonami.
                      • kotwtrampkach Re: Zrozum jedną rzecz. 19.06.11, 12:29
                        anna-pia napisała:

                        > Żeby dobrze poznać język, wystarczy pójść na kurs, a kończenie w tym celu filol
                        > ogii to przerost formy nad treścią. Węgierskiego, duńskiego czy farsi można się
                        > nauczyć bez filologii. Co więcej, w przypadku filologii - szczególnie rzadkich
                        > języków - absolwent często posługuje się językiem literackim i ma trudności z
                        > dogadaniem się z autochtonami.

                        obawiam się - bo pewności nie mam, a sądy wyciagam na podstawie innych rejonów rynku niż małe firmy - że czasem bardziej przydatny będzie papier z filologii niż praktyczna umiejętność języka. Przynajmniej na poziomie rekrutacji.
                        Z takich śmiesznostek - żeby dostać pracę w charakterze konserwatora powierzchni płaskich (uwielbiam tę nazwę) w moim urzędzie miasta, za psie pieniądze, potrzebne jest średnie wykształcenie, niepotrzebna żadna praktyka w podobnych pracach. To skutkuje tym, że podania osób niespełniających kwalifikacji odpadają z miejsca.
                        • anna-pia Re: Zrozum jedną rzecz. 19.06.11, 21:00
                          kotwtrampkach napisała:

                          > obawiam się - bo pewności nie mam, a sądy wyciagam na podstawie innych rejonów
                          > rynku niż małe firmy - że czasem bardziej przydatny będzie papier z filologii n
                          > iż praktyczna umiejętność języka. Przynajmniej na poziomie rekrutacji.

                          a to już zależy od rekrutujących - czyli w małych firmach od widzimisię szefa, w dużych - od polityki kadrowej, co w sumie sprowadza się do tego samego

                          > Z takich śmiesznostek - żeby dostać pracę w charakterze konserwatora powierzchn
                          > i płaskich (uwielbiam tę nazwę) w moim urzędzie miasta, za psie pieniądze, potr
                          > zebne jest średnie wykształcenie, niepotrzebna żadna praktyka w podobnych praca
                          > ch. To skutkuje tym, że podania osób niespełniających kwalifikacji odpadają z m
                          > iejsca.

                          to już jest idiotyzm...
                  • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 19:33
                    Litości to ja mogę powiedzieć. O co ty masz kobieto pretensję i kogo pouczasz? O co ci chodzi?
                    Przeczytałaś wątek? Szukałaś ostatnio pracy? Byłaś bezrobotna?
                    >przecież nie po to kończy się
                    > studia, żeby odbierać telefony i pisać listy w obcym języku
                    Tak, nie po to się kończy studia, ale jak się nie ma gwiazdki z nieba to żyć z czegoś trzeba. Wielu absolwentów z pocałowaniem ręki wzięłoby taką pracę za najniższą krajową.
                    Studiowałaś na studiach humanistycznych i masz przed sobą do wyboru oferty z hipermarketu vs. z agencji sprzątania? Zejdź na ziemię.
                    Przecież na filologii masz wykłady w obcym języku, wykłady i zaliczenia? Praca mgr też jest pisana w tym języku? Lepiej znać język niż go nie znać, nawet jeśli dodatkowo zna się literaturę XVIII wieku w tym języku. Litości.
                    • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 19:36
                      Sandaltree, mam wrazenie, ze my tutaj - lacznie ze mna - zeszlysmy na ogolny temat pt. co daja studia humanistyczne, zamiast konstruktywnie tobie doradzac. Bez sensu, przepraszam.
                      • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 20:07
                        Nie przepraszaj kis-moho, nie ma za co. Mój post był pisany pod postem anny-pia, ale potem drzewko umieściło go zaraz po Twoim. Ja się cieszę z każdego komentarza, z tego, że mam z kim pogadać, wymienić refleksje, uwagi na temat rynku pracy i szansy na zatrudnienie, ale ton i komentarze anny-pii moim zdaniem były mało miłe, dlatego się obruszyłam.
                        Nikt przecież nie mówi o tym, że studia filologiczne są lepsze od innych zawodowych, ale wśród kierunków humanistycznych absolwenci tego kier. wyróżniają się (przynajmniej powinni) jednak lepszymi możliwościami sprzedania tego, co na studiach się uczyli. A jak ktoś jest kiepskim studentem to chociażby skończył prawo lekko mu nie będzie.
                        Czy przeglądałam harmonogramy i sylabusy, tak? A czy anna-pia przeglądała harmonogramy socjologii, etnografii, historii sztuki, kulturoznawstwa - niech spróbuje to sprzedać w prywatnym biznesie.
                        • kis-moho Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 20:15
                          Wiem, ze nie chodzilo o moj post, ale nasza dyskusja zrobila sie dosc abstrakcyjna, a chodzilo przeciez o konkretne rady w twoim przypadku...
                        • turzyca Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 26.06.11, 02:17
                          > onogramy socjologii, etnografii, historii sztuki, kulturoznawstwa - niech sprób
                          > uje to sprzedać w prywatnym biznesie.

                          Przepraszam, ale musze. W trakcie egzaminow wstepnych na MISH spotkalam chlopaka, ktory w ramach MISHu mial zamiar studiowac przede wszystkim historie sztuki z jasnym planem pojscia w handel antykami, sztuka itp. Do tego znal swietnie niemiecki i francuski, angielski nieco gorzej, ale tez na poziomie ponadprzecietnym. Na sztuce mial szanse na duzo wieksza kase, a na pewno na ciekawsze zycie zawodowe niz po dowolnej filologii.
                          Bo jezyk to uzyteczne narzedzie, ale bez pomyslu, jak je sprzedac na rynku pracy tez mozna zostac z niczym.
                          A praktycznie kazdy kierunek (choc nie kazda specjalizacje) da sie sprzedac w prywatnym biznesie. Tylko trzeba miec pomysl, a jak sie nie umie go znalezc samemu, to trzeba zwrocic po pomoc do specjalisty. A specjalista bierze za to ciezka kase, wiec prosze nie odpowiadac na tego posta tekstem "udowodnij te teze, znajdujac zatrudnienie dla..." :P
                    • maheda Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 20:22
                      sandaltree napisała:

                      > Wielu absolwentów z pocałowaniem ręki wzięłoby taką pracę za najniższą krajową.

                      Ja przepraszam, ale się odezwę z drugiej strony.
                      Miałam do czynienia z punktu widzenia pracodawcy, kilka lat temu, z absolwentami różnych kierunków, którzy absolutnie takiej pracy za najniższą krajową by nie wzięli.
                      Taką pracę - być może. Ale za najniższą krajową - w żadnym wypadku... Oni byli Po Studiach i z tego powodu nie zniżyliby się do pracy za najniższą krajową.
                      Coś się zmieniło?
                      • magdalaena1977 Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 20:39
                        maheda napisała:

                        > Taką pracę - być może. Ale za najniższą krajową - w żadnym wypadku... Oni byli
                        > Po Studiach i z tego powodu nie zniżyliby się do pracy za najniższą krajową.

                        Ale to działa tez w drugą stronę. Zupełnie poważnie - wzięliby pracę za minimum, gdyby była rozwijającym stażem i miała stanowić wstęp do dużo lepszych zarobków.
                        • maheda Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 19.06.11, 09:23
                          Rzeczeni wyjeżdżali przeważnie za granicę do magazynów i na zmywaki.
                          Pozostawię bez komentarzy.
                      • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 20:40
                        I nie brali pracy, bo nie spełniała ich wymagań finansowych? Może z czasem zmiękli? Albo teraz w modzie emigracja? A może Warszawa? Tam jednak się inaczej zarabia.
                        Dla mnie moja pierwsza praca po studiach była szokiem finansowym - za cały etat i jeszcze kawałek dostawałam mniej niż wynosiło moje stypendium naukowe, a biorąc pod uwagę, że odebrali ulgi i przywileje studenta za to codziennie kazali przychodzić do pracy i wyglądać jak człowiek, do tego dorabiać kwalifikacje, to znacznie zbiedniałam.
                        Zresztą kolejne prace i kolejne stypendia pozostawały w takim samym stosunku - zawsze (finansowo) więcej miałam z tego, że się dobrze uczyłam.
                        • maheda Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 20:57
                          Nie, nie brali pracy, bo nie spełniała wymagań.

                          A z czasem, to albo zakładali własne firmy, albo wyjeżdżali za granicę. :-)
                          Ze sporą przewagą tego drugiego.
                      • kotwtrampkach Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 19.06.11, 13:07
                        maheda napisała:

                        > Taką pracę - być może. Ale za najniższą krajową - w żadnym wypadku... Oni byli
                        > Po Studiach i z tego powodu nie zniżyliby się do pracy za najniższą krajową.
                        > Coś się zmieniło?

                        z moich obserwacji wynika ze baaaaaardzo dużo sie zmieniło. Moze dlatego, że rynek pracy poza granicami naszego kraju jest dosyć nasycony i nie ma już takiego przebicia w pensji. A może dlatego, że praca w zawodzie (huhuhuhumanisty) często na umowę zlecenie daje dużo niższy zarobek niż najniższa średnia..

                        Jest jeszcze taka sprawa, że człowiek , który nauczył się korzystać z rożnych zasiłków i dodatków pomocy społ. nie będzie miał zbyt wielu motywacji do podjęcia pracy płatnej marnie.
                        Taki przykład - młoda dziewczyna, matka trójki dzieci dostaje zasiłków rodzinnych po ok.150zł na głowę (gmina w tym roku jest bogata - standardowo jest ok 50zł), do tego celowe zasiłki co ok 2 mies(różnie 200-300zł), ubezpieczenie, finansowane książki, wyprawka szkolna dla najstarszego dziecka, zwrot kosztów róznych dojazdów, opłata rachunków albo rat za rachunki - np. za prąd, któym się ogrzewa mieszkanie zimą - lub opał na zimę, jedzenie..
                        Do tego dochód z drobnych prac związanych z prowadzeniem małego gospodarstwa rolnego - np.sprzedaż jaj, mleka, sera. Mąż pracuje za "najniższą średnią na papierze"
                        i teraz, ta osoba dostaje PŁATNY staż (800zł) w sklepie spożywczym, 8 godz dziennie + 1-2 godziny na układanie towaru, soboty i niedziele, dojazd pół godz w jedna stronę, strata zasiłków, bezpłatne przedszkole (do którego dzieci nigdy nie chodziły, od pierwszego dnia zatrudnienia).
                        NIe myślicie, ze to szopka...?
                    • anna-pia filologia: NIE do nauki języka, do tego są kursy 18.06.11, 22:04
                      sandaltree napisała:

                      > Studiowałaś na studiach humanistycznych i masz przed sobą do wyboru oferty z hi
                      > permarketu vs. z agencji sprzątania? Zejdź na ziemię.

                      Widzę, że nie rozumiesz. Znam bardzo dobrze rynek pracy ludzi po filologiach i pokrewnych, i właśnie dlatego usiłuję - widzę, że bezskutecznie, mimo wsparcia Mahedy - wyjaśnić, że studiowanie filologii tylko po to, żeby mieć dokument w sztywnej okładce, że jest się magistrem znającym jakiś język, nie ma sensu, bo traci się 5 lat głównie na rzeczy, które potem w try miga się zapomina. Filologia nie jest po to, żeby uczyć się języka, tylko kultury, historii, literatury, gramatyki opisowej, gramatyki historycznej itd. Język na filologii jest narzędziem do poznania tychże.
                      To, co ja studiowałam, nie ma nic do rzeczy, bo studiowałam w innych warunkach ekonomicznych.

                      > Przecież na filologii masz wykłady w obcym języku, wykłady i zaliczenia? Praca
                      > mgr też jest pisana w tym języku? Lepiej znać język niż go nie znać, nawet jeśl
                      > i dodatkowo zna się literaturę XVIII wieku w tym języku. Litości.

                      Nie rozumiesz.
                      Wykłady z historii literatury można mieć zaliczone na 5+ i jednocześnie mieć problem z poprawnym wysłowieniem się we współczesnym języku. I dotyczy to zarówno filologii rzadkich języków, jak i filologii w miarę popularnych.
                      Dla przykładu: pani po romanistyce, która zastępowała moją sekretarkę, dziewczę po maturze, mówiła po francusko dużo gorzej niż to dziewczę, gdyż dziewczę skończyło w liceum klasę z rozszerzonym francuskim. Z ulgą pożegnałam panią romanistkę.
                      • sandaltree uparłam się, a ja jak się uprę 19.06.11, 01:27
                        Rozmowa potoczyła się tak nie inaczej, bo w którymś momencie wątku wyszło jakoś (ciekawe jak:)), że studia humanistyczne nie dają możliwości na rynku pracy. Jedna z Forumek, która wybiera się na studia jak to nazwała "huhuhumanistyczne" (nie powiedziała na jakie) zapytała czy jej wybór ma w ogóle sens.
                        Zatem w odpowiedzi podzieliłam studia huhuhu, na takie, które mogą ewentualnie coś dać, takie, które tylko pod warunkiem (praktyk, etc.), i takie które ewidentnie o kant d.py jeśli chodzi o rynek pracy. Na zasadzie jeśli marzeniem Twojego życia jest filologia to może potem nie zdechniesz z głodu, są bowiem jakieś możliwości, w najgorszym wypadku zostaniesz sekretarką anny-pia, jeśli jednak etnologia - to przemyśl to konieczne, bo porażka na rynku pracy gwarantowana.

                        Filologia była w tych pierwszych, bo można wybrać specjalizację nauczycielską lub tłumaczeniową i to już jest konkret (w domyśle, o tym nie pisałam), w najgorszym razie znajomość języka (nawet słaba, choć to zależy, zaraz będzie na ten temat) jest lepsza niż znajomość za przeproszeniem budowy cepa (autentyk na etnografii), tu nikt nie mówił, że jest to znajomość która zawsze zrobi z człowieka super tłumacza albo super nauczyciela języka.
                        Odnośnie wykładów z historii literatury - przecież one nie są po polsku? Przecież na filologiach uczą nativi? Dlaczego tam jest taki niski poziom - nie wiem. Oglądałam sylabusy i jest tam wiele godzin Praktycznej Nauki Języka, do tego już rok drugi/trzeci (w założeniu) kończy się ze znajomością języka na poziomie co najmniej C1 (jeżeli był to język nauczany od początku), czy nikt tego nie sprawdza? W domyśle - a uniwersytety są kupą gnoju? Studenci nie wyjeżdżają na stypendia zagraniczne? Nie dbają o kontakt z żywym językiem? Nie wyobrażam sobie tego...
                        Biorę pod uwagę nie zawsze z każdym się dogadamy nawet jeśli jakiś język znamy dobrze, znajomy Szwed mówił mi nawet, ze jego matka, ma problemy żeby dogadać się z jego synem (oboje Szwedzi), bo tak ich język ewoluuje (w ten pokrętny sposób nie bronię ani nie ganię twojej sekretarki, bo sprawy nie znam)
                        Konkludując - nawet jeśli studia takie nie są po to by uczyć się języka i języka tego na nich nie uczą (to drugie mnie dziwi, zważywszy, że na hiszp. i niderlandzkiej PNJ jest wiodącym przedmiotem), to osoba po 3 latach filologii (licencjat) i pobycie zagranicznym na pewno jest lepiej wyszkolona językowo niż osoba chodząca wieczorami (po innych studiach i pracy) na kursy 2x1,5 godz na tydzień (ile po trzech latach jest w stanie zrobić? A2/B1?). Kursy dodatkowo są płatne, więc nie każdego na to stać. Kursów języków skandynawskich jest jak na lekarstwo, węgierskiego nie widziałam w ogóle, "na szczęście" chiński jest, bo akurat u nas podpisali umowę z Chinami. Jak byłam na studiach w ramach lektoratów chciałam się uczyć tak wydziwionego języka jak hiszpański - nie było. Był ang, niem, i franc.
                        O lekcjach z liceum nie wspomnę, bo wstyd i hańba, pani nauczycielka tak nas nauczyła języka, że błędy wymowy (tzw. wymowa po polsku, z polskimi głoskami i akcentem), które nam wdrukowała na początku mojej nauki do tej pory trudno mi wykorzenić. Wszystko więc zależy. Na kursie można trafić na beznadziejnego nauczyciela i na filologii czy w studium nauczycielskim też.
                        Teraz można przypominam studiować 3+2, więc daje to większe możliwości manewru, dlatego uważam, że lepsza praktyczna nauka języka niż budownictwa ludowego.
                        Idealnie byłoby np. skończyć coś w danym języku, np. po ang. wykładane prawo UE czy chemię (wymyślam przykłady, błagam o zrozumienie).
                        • sandaltree errata 19.06.11, 01:32
                          późno i ślepam, więc mała errata (więcej nie widzę, ale jeśli coś się znajdzie to przepraszam):

                          Biorę pod uwagę, że nie zawsze z każdym się dogadamy, nawet jeśli jakiś język znamy dobrze. Znajomy Szwed mówił mi nawet, że jego matka ma problemy z tym dogadaniem się z jego synem (oboje Szwedzi), bo tak ich język ewoluuje.
                        • magdalaena1977 Re: uparłam się, a ja jak się uprę 19.06.11, 02:16
                          sandaltree napisała:

                          > jeśli jednak etnologia - to przemyśl to konieczne, bo porażka na rynku
                          > pracy gwarantowana.

                          Mała ciekawostka - to jest strona znanej mi osobiście dziewczyny po etnologi czy etnografii (nie jestem pewna). Jak widać prowadzi biuro podróży i silnym akcentem w jego ofercie są właśnie wątki etno.
                          www.turystyka-tnp.com.pl/zajecia_z_tworcami_ludowymi_i_rekodzielo.html
                        • maheda To nie tak, że po humanistycznych nie ma pracy 19.06.11, 09:30
                          Po każdym jednym kierunku da się twórczo wykorzystać to, czego się nauczyło, do ustawienia siebie na rynku.
                          Problem jest taki, że trzeba mieć na to pomysł, wypływający ze swojego wnętrza. Wszystko, co narzucone, będzie raczej niesatysfakcjonujące.

                          Można kamienie tłuc na drodze, jeśli się widzi w tym sens - i będzie to praca, która da zadowolenie i satysfakcję.
                          A propos - czytałam kilka lat temu, że jakaś grupka (bezrobotnych? więźniów? dalibóg, nie pamiętam) uczyła się właśnie tłuczenia kamieni. Kilka lat temu żył jeszcze w Polsce człowiek, jedyny - dodam - człowiek, który potrafił wysłuchać kamień. Facet był brukarzem. Otóż da się ponoć tak uderzyć kamień, żeby rozpadł się, tworząc dwie poziome powierzchnie - ale trzeba wiedzieć, w którym miejscu przyłożyć siłę, w jakim kierunku ma być skierowana oraz jak mocno trzeba stuknąć. I ten starszy pan uczył grupki z artykułu tej umiejętności, żeby nie odeszła wraz z nim w niepamięć.
                          • kotwtrampkach Re: To nie tak, że po humanistycznych nie ma prac 19.06.11, 12:52
                            maheda napisała:

                            > Po każdym jednym kierunku da się twórczo wykorzystać to, czego się nauczyło, do
                            > ustawienia siebie na rynku.

                            też jestem tego zdania. z małym ale. Najczęściej nie da sie przeżyć z tychże twórczych wykorzystań na naszym rynku pracy bez duuuużej dozy szczęscia lub znajomości.

                            Powiem tak - znam chłopaka, pasjonata motoryzacji, zrobił chyba wszystkie mozliwe kategorie prawa jazdy. W normalnych warunkach (dziś kierowcy przynajmniej w moim regionie nie mają zbyt wielu możliwości pracy) nie miałby ciekawych ofert - robiłby to co uwielbia (tak, można uwielbiać prowadzić autobus) za grosze i ulegał frustracji, albo przeniósłby się za granicę. Ale jego ojciec ma firmę, w której zatrudnia kierowców autobusów.. młody jeździ na dalekie wycieczki, dobrze zarabia, cieszy się, że ma pracę.
                            • maheda Re: To nie tak, że po humanistycznych nie ma prac 19.06.11, 14:31
                              A mnie się wydaje, że u źródeł problemu leży niska mobilność wielu osób.
                              Mało osób decyduje się na przeniesienie w inny region kraju za pracą, jeśli ją znajdą...

                              I nie jest prawdą, że trzeba mieć znajomości. Natomiast jest prawdą, że aby z hobby przejść do zawodu i zarabiania pieniędzy, trzeba na początku pracować za darmo lub pół-darmo. Choćby po to, żeby się w temacie otrzaskać i wyrobić.
                              • magdalaena1977 Re: To nie tak, że po humanistycznych nie ma prac 19.06.11, 16:34
                                No właśnie. Wystarczyłoby żeby ten facet przeniósł się do Warszawy. MZA ciągle poszukują kierowców i płacą na poziomie średniej krajowej.
                                • kotwtrampkach Re: To nie tak, że po humanistycznych nie ma prac 19.06.11, 20:26
                                  magdalaena1977 napisała:

                                  > No właśnie. Wystarczyłoby żeby ten facet przeniósł się do Warszawy. MZA ciągle
                                  > poszukują kierowców i płacą na poziomie średniej krajowej.

                                  to jest tylko jedna strona - czasem ludzie za wcześnie wchodzą w związki (tu ironiczny uśmieszek).
                                  ja z moim przenieśliśmy się do miasta, w którym mój facet dostał pracę. Ja nie mam. i ciągle słyszę, że nie mam szans, bo nie znam właściwych osób tu na miejscu. Tam gdzie mieszkaliśmy wcześniej ja pracowałam ;-) i co mi z tej mobilności..
                                  Zresztą zawsze chciałam pomieszkać nad morzem, a mieszkamy bardzo na południu :-)
                        • scarlet_agta Re: uparłam się, a ja jak się uprę 19.06.11, 11:17
                          > Idealnie byłoby np. skończyć coś w danym języku, np. po ang. wykładane prawo UE
                          > czy chemię (wymyślam przykłady, błagam o zrozumienie).

                          Nie wiem czy te podane przez Ciebie kierunki się da skonczyć, ale kilka na pewno. Jeśli chodzi o krakowskie podwórko to studia w j. ang. na pewno są w ofercie agh, uek, wse, (uj chyba też).
                        • anna-pia Re: uparłam się, a ja jak się uprę 19.06.11, 21:21
                          sandaltree napisała:

                          > Rozmowa potoczyła się tak nie inaczej, bo w którymś momencie wątku wyszło jakoś
                          > (ciekawe jak:)), że studia humanistyczne nie dają możliwości na rynku pracy.
                          > Jedna z Forumek, która wybiera się na studia jak to nazwała "huhuhumanistyczne"
                          > (nie powiedziała na jakie) zapytała czy jej wybór ma w ogóle sens.

                          IMO takie założenie nie ma sensu, bo studia humanistyczne studiom humanistycznym nierówne. Do humanistycznych zalicza się filologie (anglista z pocałowaniem ręki dostanie pracę w szkole, pytanie, czy wytrzyma tam psychicznie) i nie wiedzieć czemu filozofię, która wymaga ścisłego, matematycznego rozumowania.

                          > Zatem w odpowiedzi podzieliłam studia huhuhu, na takie, które mogą ewentualnie
                          > coś dać, takie, które tylko pod warunkiem (praktyk, etc.), i takie które ewiden
                          > tnie o kant d.py jeśli chodzi o rynek pracy. Na zasadzie jeśli marzeniem Twojeg
                          > o życia jest filologia to może potem nie zdechniesz z głodu, są bowiem jakieś m
                          > ożliwości, w najgorszym wypadku zostaniesz sekretarką anny-pia, jeśli jednak et
                          > nologia - to przemyśl to konieczne, bo porażka na rynku pracy gwarantowana.

                          A wcale nie. Etnolog, historyk sztuki, grafik po ASP też mogą znaleźć prace w zawodzie, tylko niestety trzeba umieć "twórczo" podejść do zawodu i możliwości na rynku.

                          > Filologia była w tych pierwszych, bo można wybrać specjalizację nauczycielską l
                          > ub tłumaczeniową i to już jest konkret (w domyśle, o tym nie pisałam), w najgor
                          > szym razie znajomość języka (nawet słaba, choć to zależy, zaraz będzie na ten t
                          > emat) jest lepsza niż znajomość za przeproszeniem budowy cepa (autentyk na etno
                          > grafii), tu nikt nie mówił, że jest to znajomość która zawsze zrobi z człowieka
                          > super tłumacza albo super nauczyciela języka.

                          Znajomość języka z nikogo nie robi dobrego tłumacza czy nauczyciela, język jest tylko jednym z narzędzi (umiejętności), jakimi trzeba dysponować, żeby tłumaczyć czy uczyć. Na specjalizacjach uczą technik tłumaczeniowych (różne teksty różnie się tłumaczy, a i tłumaczenia ustnego trzeba się nauczyć), uczenia (inaczej uczy się dzieci w przedszkolu, inaczej klasy 1 - 3, inaczej starsze dzieci, inaczej studentów...).

                          > Odnośnie wykładów z historii literatury - przecież one nie są po polsku? Przeci
                          > eż na filologiach uczą nativi? Dlaczego tam jest taki niski poziom - nie wiem.
                          > Oglądałam sylabusy i jest tam wiele godzin Praktycznej Nauki Języka, do tego ju
                          > ż rok drugi/trzeci (w założeniu) kończy się ze znajomością języka na poziomie c
                          > o najmniej C1 (jeżeli był to język nauczany od początku), czy nikt tego nie spr
                          > awdza?

                          Zależy, na co kładzie się nacisk na danym wydziale. Są wydziały, gdzie student z taką sobie znajomością języka (np. fatalnym akcentem) dostanie dyplom, bo jest świetny z literatury początku XIX wieku, a są takie, gdzie za taki akcent wyleci po I. roku, bo wydział stawia na znajomość jak najbliższą native'om.

                          > W domyśle - a uniwersytety są kupą gnoju? Studenci nie wyjeżdżają na sty
                          > pendia zagraniczne? Nie dbają o kontakt z żywym językiem? Nie wyobrażam sobie t
                          > ego...

                          Jak wyżej. Dogadam się z Francuzami mówiąc bez akcentu, dogadam się mówiąc z silnym polskim akcentem.

                          > Biorę pod uwagę nie zawsze z każdym się dogadamy nawet jeśli jakiś język znamy
                          > dobrze, znajomy Szwed mówił mi nawet, ze jego matka, ma problemy żeby dogadać s
                          > ię z jego synem (oboje Szwedzi), bo tak ich język ewoluuje (w ten pokrętny spo
                          > sób nie bronię ani nie ganię twojej sekretarki, bo sprawy nie znam)

                          Oczywiście, że język ewoluuje, ale rzeczona matka mogła mówić dialektem. Amerykanin z Waszyngtonu nie zrozumie rolnika z głębokiego Teksasu, jeśli ten drugi będzie szybko mówił.

                          > Konkludując - nawet jeśli studia takie nie są po to by uczyć się języka i język
                          > a tego na nich nie uczą (to drugie mnie dziwi, zważywszy, że na hiszp. i niderl
                          > andzkiej PNJ jest wiodącym przedmiotem)

                          na tych dwóch filologiach uczą języka od podstaw, stąd dużo PNJ

                          >, to osoba po 3 latach filologii (licenc
                          > jat) i pobycie zagranicznym na pewno jest lepiej wyszkolona językowo niż osoba
                          > chodząca wieczorami (po innych studiach i pracy) na kursy 2x1,5 godz na tydzień

                          niekoniecznie, wiele zależy od osobistych predyspozycji, podejścia, pracowitości... miałam na studiach lektorat hiszpańskiego i po semestrze umiałam więcej niż iberysta po tymże semestrze

                          > Idealnie byłoby np. skończyć coś w danym języku, np. po ang. wykładane prawo UE
                          > czy chemię (wymyślam przykłady, błagam o zrozumienie).

                          pełna zgoda, oprócz znajomości języka, którą musisz drastycznie podciągnąć, opanowujesz wiedzę w tymże języku - dlatego takie fajne są licea z klasą z wykładowym j. obcym...
                          są studia (2-letnie, o ile dobrze pamiętam) w j. obcym, na pewno widziałam prawo po ang. i po fr.
                      • kotwtrampkach Re: filologia:NIE do nauki-do zatrudnienia.. 19.06.11, 12:55
                        anna-pia napisała:

                        > Dla przykładu: pani po romanistyce, która zastępowała moją sekretarkę, dziewczę
                        > po maturze, mówiła po francusko dużo gorzej niż to dziewczę, gdyż dziewczę sko
                        > ńczyło w liceum klasę z rozszerzonym francuskim. Z ulgą pożegnałam panią romani
                        > stkę.

                        widzisz, Aniu, ale na zastępstwo zatrudniłaś panią romanistkę.. A jest mnóstwo osób, które nie mają szans na zatrudnienie w pobliżu swoich kwalifikacji..
                        • anna-pia Re: filologia:NIE do nauki-do zatrudnienia.. 19.06.11, 21:05
                          kotwtrampkach napisała:

                          > widzisz, Aniu, ale na zastępstwo zatrudniłaś panią romanistkę.. A jest mnóstwo
                          > osób, które nie mają szans na zatrudnienie w pobliżu swoich kwalifikacji..

                          bo była wolna od zaraz, natychmiast :) a reszta chciała, żebym czekała z miesiąc
    • maith Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 18.06.11, 23:13
      Ja tylko tak ogólnie napiszę, co mi przyszło do głowy, jak tak czytałam sobie ten wątek.
      Wygląda na to, że studiowałaś to, co lubisz, tylko nie widzisz po nich możliwości zarobkowania.
      Więc szukasz jakiejś odwrotności. Nie dostrzegając czasem niedopasowania danej branży do siebie.
      Tą samą metodą parę lat temu tłumy kobiet przebranżawiały się "na księgową". Teraz ten boom chyba się już skończył ;)

      Nie wiem, jak jest z tym prawem - jeśli faktycznie nie skończyłaś go przypadkiem, to możesz spróbować zrobić to teraz. Ale to akurat raczej przedłuży Ci studenckie życie niż je zakończy, zatem musiałabyś być pewna swojej decyzji. Szczególnie że nikt ci i po tych studiach dobrych zarobków nie zagwarantuje.

      A może napisz, co dokładnie skończyłaś, co Cię na tych studiach interesowało itd.
      Niektóre umiejętności potrafią się przełożyć na zupełnie inne branże.
      • sandaltree Re: przekwalifikowanie - jaka branża, pomożecie? 19.06.11, 01:51
        Nie, na prawo już się nie wybieram -
        tam nie ma drogi na skróty - studia to 5 pełnych lat + ewentualnie dalsza specjalizacja (jakaś aplikacja?) kolejne lata o ile uda się na nią dostać zaraz po studiach,
        to już naprawdę za długo dla mnie, nie chcę być wieczna studentką jaką poniekąd teraz jestem:)
    • anna-pia czemu studia? 19.06.11, 00:04
      abstrahując od filologii ;) w sumie czemu chcesz kończyć jeszcze jedne studia? jedne już skończyłaś, przecież zmiana zawodu nie musi wymagać kończenia studiów na innym kierunku, IMO lepszy dobry kurs

      próbowałaś spotkać się z doradcą zawodowym? STOFF to jedno, ale doradcy dysponują wiedzą i narzędziami do oceniania możliwości - nie wiem, czy w urzędach pracy są tacy specjaliści, ale mogą być w jakimś centrum kobiet czy podobnej organizacji non-profit

      i jeszcze jedna rzecz - pisałaś o projektach UE; Polska teraz będzie przewodniczyć UE, nie próbowałaś wkręcić się gdzieś, gdzie są realizowane jakieś projekty związane z UE?

      co do studium tłumaczy angielskiego - nie wiem, czy rynek jest zapchany (fakt, ceny poszły ostro w dół), ale po studium prędzej znajdziesz pracę jako sekretarka niż jako tłumacz, a i finansowo może to być korzystniejsze - po więc kończyć studium? jeśli znasz angielski, pomyśl raczej o nauce (kursie, prywatne lekcje) rzadszego języka, nawet średnia znajomość np. węgierskiego czy portugalskiego będzie lepszym atutem niż świetna angielskiego (takich ludzi jest na pęczki)

      następnie, czy masz możliwość przeprowadzki? chodzi o to, czy możesz pracować gdzie indziej, w innych miastach?
      • anna-pia Re: czemu studia? 19.06.11, 00:15
        przepraszam, musiałam pognać do dziecka ;)
        jest jedna rzecz: to, że absolwenci twojego kierunku mają problem ze znalezieniem pracy, nie oznacza, że musisz zmieniać profil zawodowy - znam historyka sztuki i malarza (po malarstwie na ASP), którzy pracują (i dobrze zarabiają) w wyuczonych na studiach zawodach, a przyznasz, że nie są to specjalnie obiecujące ekonomicznie kierunki, a i popyt nie jest duży

        weź pod uwagę, że anglistów i psychologów jest dużo na rynku...
    • maheda jeszcze tylko jedno dodam 19.06.11, 09:38
      Nie wiemy, co skończyłaś, nawet w przybliżeniu.
      Strzelamy zatem trochę na zasadzie "człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi", licząc, że trafimy w końcu na coś, co około pokrywać się będzie z Twoim kierunkiem.
      Ty się irytujesz, że mówimy ogólnie, albo że strzelamy całkiem ślepakami.
      Rozmawiamy na różne tematy, każda z nas opiera się w rozmowie na swoich doświadczeniach, bo zwyczajnie nie ma w tym wątku żadnych innych punktów oparcia.
      My mówimy pośrednio o swoich doświadczeniach pisząc takie, a nie inne posty - a Ty się irytujesz, że pijemy do Ciebie, bo przecież o siebie pytasz.

      Nie dziw się, że rozmowa stacza się na boczne tory.
      Sama jesteś tego powodem, bo wciąż nie odpowiadasz na powtarzające się, podstawowe pytanie: "jakie studia skończyłaś?".
      • sandaltree Wyjaśniam 19.06.11, 10:39
        Wczoraj już poszłam spać, dlatego nie odpowiadałam.Przed snem zrobiłam jeszcze jeden teścik z preferencji zawodowych:)
        I tylko ku wyjaśnieniu - ja się tylko zirytowałam tylko raz i tylko tonem anny-pia.
        Wszystkie posty pozostałe były dla mnie jednoznacznie bardzo cenne i bardzo Wam za nie dziękuję. Gdybym nie chciała Was słuchać, nie zawracałabym Wam głowy. Wiadomo, że nie znając ani mnie ani nawet mojego CV będziecie strzelać w ciemno lub mówić ogólnie, ale mi też trochę o to chodziło. O taką szeroką burzę mózgów. Samodzielnie próbuję rozgryźć problem od jakiegoś czasu i miałam wrażenie że kręcę się w kółko w pogoni za własnym ogonem, a takie świeże powiewy i nowe pomysły, które mi tutaj dajecie są bardzo cenne. Znacie różne rynki, środowiska, macie inne doświadczenie - to wszystko jest bardzo pomocne.
        > Rozmawiamy na różne tematy, każda z nas opiera się w rozmowie na swoich doświad
        > czeniach,
        I bardzo Wam za to dziękuję, jest to bardzo bardzo pomocne, rady są dobre, konstruktywne, etc.
        To, że jak już pisałam "będę kręcić nosem" to wydaje mi się naturalne, bo dzięki temu robię selekcję i tak (fakt nieco od tyłka strony) staram się zbliżyć do celu. Sama o sobie czegoś się dowiaduję i Wy o mnie też:)
        A skończyłam antropologię kultury i socjologię, miałam wrażenie, że "ogólnie" odpowiedziałam już na te pytania, choć bez podania nazwy kierunku.
        • sandaltree Test nr 2 19.06.11, 10:47
          Kolejny teścik na temat preferowanych rodzajów aktywności, w skrócie powiedział to:
          Dominujące preferencje:

          Aktywność metodyczna
          Osoby metodyczne lubią działać według jasnych zasad i sprawdzonych metod realizacji zadań. Preferują pracę pod kierunkiem i kontrolą innych według otrzymanych instrukcji. Pracują nad jednym zadaniem, dopóki go nie skończą. Pracują rutynowo i wolą sytuacje pozbawione niespodzianek.

          Aktywność innowacyjna
          Osoby innowacyjne lubią zgłębiać problemy i eksperymentować w trakcie pracy nad rozwiązywaniem kolejnych zadań. Interesuje ich inicjowanie i wymyślanie nowych i różnorodnych rozwiązań. Lubią przedmioty ścisłe. Przyjmują wyzwania, jakie stawiają im nowe i niespodziewane sytuacje. Łatwo przystosowują się do zmiennych warunków działania.

          Aktywność kierownicza [kierowanie ludźmi, bycie liderem, wydawanie instrukcji, planowanie, (samo)kontrola] - średni poziom
          A. Społeczna (praca z ludźmi, zawodowa pomoc ludziom) - jeszcze niżej
          A. Przedmiotowa (związana z maszynami, urządzeniami, pracą narzędziami, przedmiotami) - b.niska


          Wyniki są dość ogólnikowe o czym wspominają sami autorzy testu, ale potwierdzają chyba to co dotychczas pisałam o sobie w tym wątku. Zgodziłabym się mniej więcej z tymi wynikami z wyjątkiem "lubienia przedmiotów ścisłych", ale być może był to jakiś błąd edukacyjny, który popełniłam w momencie wyboru liceum:)
        • maheda ale znowu 19.06.11, 11:15
          ton Ani wynikał z jej doświadczeń takich, a nie innych.
          I ja bym się całkiem do jej wypowiedzi przychylała - raz z tej racji, że sama z punktu widzenia z kolei project menagera w biurze tłumaczeń mam podobne odczucia, dwa - mamy podobną ilość lat ;-) zatem podobne z tej racji spojrzenie na pewne rzeczy :D

          Sądzę też, że "ton", który przypisałaś Ani, przypisałaś jej niesłusznie. Po prostu wyraziła swoje zdanie, jak każda z nas tutaj. I komu jak komu, ale Ani daleko jest od wyżywania się w necie na kimkolwiek. Ma za dużo rzeczy na głowie i po próżnicy by klawiszy nie strzępiła.
          • sandaltree Re: ale znowu 19.06.11, 12:14
            > Sądzę też, że "ton", który przypisałaś Ani, przypisałaś jej niesłusznie. Po pro
            > stu wyraziła swoje zdanie, jak każda z nas tutaj. I komu jak komu, ale Ani dale
            > ko jest od wyżywania się w necie na kimkolwiek. Ma za dużo rzeczy na głowie i p
            > o próżnicy by klawiszy nie strzępiła.
            >

            Dobrze, masz rację, nie znam jej, na piśmie wszystko wygląda inaczej. Sądzę, że punkty widzenia dotyczące filologii oraz przypisanym lub nie intencjom (tonowi) są już wyjaśnione, nikt (mam nadzieję), nie ma nikomu nic za złe.
        • maheda Wiem, że socjologowie 19.06.11, 11:17
          pracują w działach HR dużych firm. Niektórzy awansują do kierowników działów.

          O absolwentach antropologii nie wiem kompletnie nic.
          • maheda zaraz, antropologia?! 19.06.11, 11:19
            Taka, jak ta, że na podstawie kształtu czaszki odtwarzasz rysy człowieka?

            Bo jeśli taka, to jak raz znalazłabyś się w mundurówce...
            • maheda A nie, sorry, doczytałam na necie n/t 19.06.11, 11:21

            • sandaltree Re: zaraz, antropologia?! 19.06.11, 12:00
              zajęcia z czaszek też miałam, ale mało:)
          • sandaltree Re: Wiem, że socjologowie 19.06.11, 12:03

            > pracują w działach HR dużych firm. Niektórzy awansują do kierowników działów.

            Dlatego też myślałam o czymś dodatkowym z psychologii, żeby jakoś zanęcić pracodawców i pójść w stronę szkoleń, HR, badań rynku. A taki tytuł psychologa przydaje się potem chociażby w szkołach czy w świetlicach, MOPs i podobnym mało płatnych i mało prestiżowych placówkach, do których jednak co jakiś czas szukają pracowników (jak na razie, ale co będzie za 3 lata:))
            • magdalaena1977 Re: Wiem, że socjologowie 19.06.11, 16:36
              sandaltree napisała:

              > > pracują w działach HR dużych firm. Niektórzy awansują do
              > > kierowników działów.
              >
              > Dlatego też myślałam o czymś dodatkowym z psychologii, żeby jakoś zanęcić
              > pracodawców i pójść w stronę szkoleń, HR, badań rynku.

              A nie lepszy byłby kurs prowadzenia kadr ?
            • kotwtrampkach Re: Wiem, że socjologowie 19.06.11, 20:46
              sandaltree napisała:

              > Dlatego też myślałam o czymś dodatkowym z psychologii, żeby jakoś zanęcić praco
              > dawców i pójść w stronę szkoleń, HR, badań rynku.

              na 100% nie wiem, ale w firmach chyba raczej szukają osoby znającej się na rzeczy, niz mającej kilka kursów..?

              > A taki tytuł psychologa przyd
              > aje się potem chociażby w szkołach czy w świetlicach
              - w jednej szkole jest jeden psycholog, bardzo rzadko ma cały etat, przydaje się prowadzenie np.wychowania do życia w rodzinie etc. Psychologów nie zatrudnia się we wszystkich szkołach. Najczęściej na krótkich umowach - pedagog jest wg karty nauczyciela, a co do psychologa tzreba by poczytać, nigdy nie sprawdzałam.. Wiem, że jeżeli ktoś się do szkoły dostanie, to łatwo nie zrezygnuje. Czyli wolne miejsce będzie znowu za 30 lat ;)
              No i koszmarne środowisko pracy - trudne, ciężkie, kłótliwe (nie, to nie tylko stereotypy)

              > MOPs - z psychologią? zatrudnia się głównie pracowników socjalnych, osoby które mają bardzo konkretne studia (wg ustawy) - tzn, często kończąc kierunek o tej samej nazwie nie ma się kwalifikacji do pracy w mopsie.. Sporo osób się nacięło, ale nie ma zmiłuj się.
              Instytucja - cegła, bardzo ciężko się pracuje, duzo rzeczy jest nielogicznych, na odwal się, idealizmem to sobie tam można jedynie pupę podetrzeć.. Tzreba być bardzo wytrzymałym w oglądaniu bólu i krzywdy i ze swoją bezradnością - słabe psychicznie osoby długo nie pociągną. Pisałaś, że to mało płatne? hmm..
              Dla psychologa będzie tyle pracy co dla socjologa - czyli głównie przy projektach, krótka umowa zlecenie, praca nic nie wnosząca najczęściej (chociaż chciałabym wierzyć, że jest gdzieś pomoc społeczna która funkcjonuje jak pomoc społeczna...)

              trzeci kierunek studiów dla mało pewnej/realnej pracy? gdybyś nie studiowała wcale, mogłabyś jeszcze żyć z tej kasy, któą wydałas na naukę, prawda?
              • sandaltree Re: Wiem, że socjologowie 20.06.11, 00:24
                Moi znajomi psycholodzy właśnie nie narzekają na brak pracy, szczególnie w miejscach, gdzie nie-psychologów nie przyjmują. Do tego stopnia nie narzekają, że przebierają w ofertach normalnej dorosłej pracy - do tego mają mnóstwo zleceń dodatkowych na szkolenia, rekrutacje, etc.
                Ja zwykle mam do wyboru pracę studencką (mało płatne zlecenie i nagroda w niebie) albo nic.
                Z jednym wyjątkiem to osoby te to nie są jakieś KingKongi błyskotliwości czy pracowitości, niektóre wypadki wręcz porażają ogólnym niskim poziomem obycia w świecie.

                Słyszałam o tej weryfikacji dyplomów w MOPSie, może rzeczywiście podałam zły przykład instytucji. Chodziło mi o to, że psycholog szeroko może znaleźć zatrudnienie i w biznesie (psychologia biznesu, marketingu, reklamy, ZZL i HR, PR) i w mediach i w państwowych instytucjach.

                > trzeci kierunek studiów dla mało pewnej/realnej pracy? gdybyś nie studiowała wc
                > ale, mogłabyś jeszcze żyć z tej kasy, któą wydałas na naukę, prawda?

                na pewno za tyle pieniędzy ile władowałam w uczenie się języków mogłabym wynająć sobie kogoś do tłumaczeń w tych sytuacjach, w których język okazał się pomocny i jeszcze by mi na buty starczyło:)
          • anna-pia Re: Wiem, że socjologowie 19.06.11, 21:23
            maheda napisała:

            > O absolwentach antropologii nie wiem kompletnie nic.

            galerie sztuki, domy aukcyjne
        • kis-moho Re: Wyjaśniam 19.06.11, 12:49
          > A skończyłam antropologię kultury i socjologię

          Przyszla mi do glowy jedna rzecz, nie wiem na ile realna w miejscu, gdzie mieszkasz. Na mojej uczelni (Monachium) mamy organizacje, ktora zajmuje sie przeroznymi szkoleniami dla doktorantow i asystentow. Miedzy innymi prowadzi sporo kursow uczacych wspolpracy z ludzmi (studentami i naukowcami) z innych kregow kulturowych, glownie Chin i Indii, ale nie tylko.
          (Swoja droga bardzo wazna i potrzebna rzecz, moje zdanie, ze wystarczy duzo dobrej woli i brak uprzedzen mocno sie zmienily)
          Nie wiem, na ile takie kursy sa prowadzone na uniwersytetach (kwestia pewnie tego, na ile sa potrzebne), ale moze gdzie indziej? Firmy, urzedy? Moze ktos sie zna na tym, jak to wyglada w PL?
        • pierwszalitera Re: Wyjaśniam 19.06.11, 13:33
          sandaltree napisała:

          > A skończyłam antropologię kultury i socjologię, miałam wrażenie, że "ogólnie" o
          > dpowiedziałam już na te pytania, choć bez podania nazwy kierunku.

          Ja to widzę tak. Skończyłaś studia, okazało sią, że w ogłoszeniach nie szukają ani antopologów, ani socjologów, więc szukasz następnego kierunku, który ułatwiłby ci znalezienie pracy. Moim zdaniem, obojętnie co byś studiowała, jeżeli nie wiesz co chcesz robić, jest to tylko strata czasu. Podejmowanie drugiego kierunku studiów, czyli poświęcenie następnych kilku lat dobre jest tylko, jeżeli wiesz, że twoja wymarzona praca wymaga koniecznie tego konkretnego dyplomu, albo gdy studiuje się po prostu dla przyjemności i rozszerzenia horyzontów, znaczy finanse nie grają tu większej roli. Studiowanie jednak, by ewentualnie polepszyć sobie szanse na aktualnym rynku pracy, jest niebezpieczne, bo moim zdaniem żaden zawód nie daje pewności zatrudnienia. Studia, szczególnie te humanistyczne, zwykle i tak nie przygotowują do konkretnej pracy zawodowej, wszystkiego, co najważniejsze i konieczne trzeba i tak uczyć się dopiero w pracy. Naprawdę nie wiesz co byś chciała robić? Może myślisz zbyt ciasno? Może za bardzo koncentrujesz się na oficjalnym tytule zapominając, że kierunek studiów dzisiaj nie ma aż tak wielkiego znaczenia? Prawie każdą pracę z małymi wjątkami, można zdobyć z dowolnym dyplomem szkoły wyższej, trzeba tylko wiedzieć, co chce się robić. Nie masz jakiegoś hobby, zainteresowań? Może coś jednak potrafisz i przy odrobinie intensywnego, indywidualnego przygotowania dałoby się wykorzystać to na wolnym rynku? Ja mojej dietetyki też nigdy nie studiowałam. To było tylko hobby. Ja nie określam się też jako dietetyk, bo nim nie jestem. Liznęłam parę semestrów biologii, skończyłam psychologię, wymyśliłam sobie moje osobiste miejsce pracy, napisałam kilka inicjatywnych CV i o dziwo, nikt mnie nie wyśmiał, że moje wykształcenie nie pasuje do wymagań firmy, czy organizacji i takiego stanowiska nie posiadają. W końcu załapałam się gdzieś na praktykę, gdzie nie było przewidzianego miejsca dla psychologa, ale przez kilka miesięcy wglądu w interdyscyplinarny kierunek nauczyłam się więcej niż przez kilka lat studiów, mogąc dodatkowo wykorzystać wiele z moich umiejętności. Mam teraz fajne miejsce prace, które jako takie na rynku w ogóle nie istnieje, takich ludzi nikt nie szuka, bo mało kto wie, że tacy istnieją. ;-) W ogóle nie martwię się jednak, że ją stracę, bo w każej chwili mogłabym z moim doświadczeniem się usamodzielnić i praktycznie stać się nowym pracodawcą dla innych takich interdyscyplinarnych i niepasujących do standardu ludzi. Rozejrzyj się dookoła, nie dopasowywuj się do ogłoszeń pracy, tylko wypracuj sobie swój własny profil i znajdź firmę, którego do tego profilu pasuje i gdzie mogłabyś nawet przez bezpłatne praktyki nauczyć się reszty, która ci jeszcze brakuje do okrągłej całości. Dla wielu pracodawców doświadczenia zawodowe w życiorysie i dobre przedstawienie celów, mówią więcej o człowieku od kierunku ukończenia studiów. Czytając twoje CV powinni być przekonani, że do tej pory wprawdzie socjologa nie szukali, ale teraz koniecznie potrzebują. ;-)
          • sandaltree Re: Wyjaśniam 19.06.11, 15:21
            Podejrzewam, że (niestety dla mnie) uchwyciłaś sedno sprawy Pierwszalitero.
            Chciałabym się schować za jakimś zawodem, za jakąś rolą. Nie wyobrażam sobie, że mam kogoś przekonać do tego, że się do czegoś nadaję, bo sama w to nie wierzę.
            Nie mam hobby, wiem, że brzmi to drastycznie, ale nie mam i nigdy nie miałam nawet jako dziecko. Najlepiej w gruncie rzeczy czułam się w szkole tzn. ja się uczę, oni mnie chwalą, bo mi idzie dobrze, dlatego ratunku szukam poprzez znane mi strategie pójścia do szkoły.
            Nie za bardzo mnie stać na pracę za darmo, bo od skończenia studiów (na studiach zresztą też) pracowałam za darmo lub półdarmo (przecież nie powiem nikomu, że się do czegoś nadaję) i brakuje mi pieniędzy drastycznie.
            Sama się załamałam tym wszystkim co powyżej napisałam:(
            • pierwszalitera Re: Wyjaśniam 19.06.11, 15:38
              sandaltree napisała:

              > Sama się załamałam tym wszystkim co powyżej napisałam:(

              Hmm, brak konceptu życiowego? Wyjdź bogato za mąż. Serio. :-)
              • sandaltree Re: Wyjaśniam 19.06.11, 15:53

                > Hmm, brak konceptu życiowego? Wyjdź bogato za mąż. Serio. :-)

                ta rada przyszła za późno:/

                ale większość realnych znajomych ze studiów poszła tą drogą i nie widzę marsa na ich czołach
                • maheda Re: Wyjaśniam 19.06.11, 18:47
                  Spoko, jeszcze trochę takich ludzi łazi po świecie.
                  Trzeba się za nimi rozejrzeć - może koledzy mężów znajomych? Na pewno są jeszcze jacyś wolni.
                  • sandaltree Re: Wyjaśniam 19.06.11, 18:57
                    ;)
            • maheda No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 18:48
              Coraz częściej są poszukiwani, zwłaszcza w połączeniu ze znajomością języka. Na przykład niemieckiego, ale nie tylko.
              • kis-moho Re: No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 18:55
                Ale to praca dla osob mlodych i silnych - nie wiem, czy spelnia kryteria pracy z dluzsza perspektywa?
                • kotwtrampkach Re: No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 20:52
                  młodych? hmm, ja znam kilka kobiet w sile wieku 35-50 lat jeżdżących na 4-6 tygodni do niemiec do pracy jako opiekun, potem tyle samo w domu i znowu do pracy. Praca legalna, z ubezpieczeniem, składkami emerytalnymi, całkiem nieźle płatna. Tylko trudno mieć swoją rodzinę w takim systemie..
                  • kis-moho Re: No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 20:55
                    Nie mlodych w sensie 20 lat, ale w tej pracy jednak trzeba byc w stanie kogos przekrecic na brzuch czy plecy na lozku, umyc, a to jest ciezka fizyczna praca. W ktoryms momencie moze to byc fizycznie zbyt wymagajace.
                    • maheda Re: No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 21:10
                      Ale jest to niezły pomysł na to, żeby dociągnąć do 40tki i zastanowić się, co się chce robić w życiu :-)
                      • kotwtrampkach Re: No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 21:27
                        niestety, mnie się wydaje, ze to niezły sposób na walkę z bezrobociem dla przedsiębiorczzych (również po 40-stce) i zdeterminowanych osób + nadzieja na niezłą emeryturę w naszym kraju..

                        piszecie "praca fizyczna" - a co robią pięlegniarki po 40? zamiast jednego pacjenta jak opiekun w Niemczech mają cały oddział chorych. Co robią po 40tce murarze? znajdują niefizyczną pracę? ;-) A przedszkolanki w myśl nowej ustawy - po 50-tce nie będą siadały z dzieciakami na dywanie czy tańczyły w kółeczku? Stomatolog nie ma przypadkiem fizycznej pracy? A chirurg - ortopeda? :):) kwestia podejścia.
                  • bebe.lapin Re: No to może opiekun osób starszych? 19.06.11, 21:57
                    ale jest to praca trudna i wyczerpujaca psychologicznie (fizycznie nie zawsze, zalezy od stopnia sprawnosci seniora). dodatkowo, trzeba miec ochote (i predyspozycje) na prace za granica.
            • scarlet_agta Re: Wyjaśniam 19.06.11, 22:02
              sandaltree napisała:

              > Nie za bardzo mnie stać na pracę za darmo, bo od skończenia studiów (na studiac
              > h zresztą też) pracowałam za darmo lub półdarmo (przecież nie powiem nikomu, że
              > się do czegoś nadaję) i brakuje mi pieniędzy drastycznie.

              A pracując wtedy nie nabyłaś jakiś umiejętności, które mogłabyś wykorzystać teraz w jakimś innym miejscu?
          • magdalaena1977 Re: Wyjaśniam 19.06.11, 16:31
            pierwszalitera napisała:

            > Ja to widzę tak. Skończyłaś studia, okazało sią, że w ogłoszeniach nie szukają
            > ani antopologów, ani socjologów, więc szukasz następnego kierunku, który ułatw
            > iłby ci znalezienie pracy. Moim zdaniem, obojętnie co byś studiowała, jeżeli ni
            > e wiesz co chcesz robić, jest to tylko strata czasu.

            Zgadzam się z Tobą w 100 %
        • maith Nie rób sobie teścików 19.06.11, 22:42
          Ostatnio próbowałam ustalić, czym u licha różni się psycholog od psychiatry i w odpowiedzi dowiedziałam się, że np. psychiatrzy nie mogą wykonywać specjalistycznych testów, bo do ich interpretacji trzeba być odpowiednio przygotowanym, a oni tego przygotowania nie mają.
          Czyli tym bardziej robienie sobie samemu jakichś teścików sensu nie ma za grosz.
          • pierwszalitera Re: Nie rób sobie teścików 20.06.11, 11:05
            maith napisała:

            > Ostatnio próbowałam ustalić, czym u licha różni się psycholog od psychiatry i w
            > odpowiedzi dowiedziałam się, że np. psychiatrzy nie mogą wykonywać specjalisty
            > cznych testów, bo do ich interpretacji trzeba być odpowiednio przygotowanym, a
            > oni tego przygotowania nie mają.
            > Czyli tym bardziej robienie sobie samemu jakichś teścików sensu nie ma za grosz
            > .

            Psycholog to ktoś, kto skończył studia psychologii. Psychiatra, to zwykle ktoś, kto studiował medycynę i ma specjalizację w psychiatrii, tak samo jak jakby był okulistą, ortopedą, chirurgiem itp. Psychiatra zajmuje się więc czymś, co psycholodzy nazywają psychopatologia i jest tylką małą i nie najważniejszą częścią psychologicznych studiów. Różnica między nimi polega więc na innym wykształceniu. Psychiatra jako lekarz może wypisywać recepty na lekarstwa (na przykład psychotropy), czego psychologowi nie wolno, dlatego w psychiatrycznym szpitalu spotkasz częściej psychiatrę niż psychologa. Istnieje też jeszcze określenie psychoterapeuta. To jest zwykle psycholog, albo lekarz (psychiatra), który doddatkowo do swoich studiów zdobył uprawnienia do przeprowadzania psychoterapii, najczęściej w jakimś konkretnym psychologicznym kierunku (psychoanaliza, terapia behawioralno-poznawcza itp.). Normalne studia (psychologiczne) dają tylko ogólną wiedzę o kierunkach psychoterapeutycznych, nie przygotowywują jednak do ich konkretnego przeprowadzania, więc te uprawnienia zdobywa się zwykle po studiach. Zdarza się też, że uprawnienia psychoterapeutyczne mają także inni absolwenci, na przykład pedagodzy i mogą wtedy też nazwać się psychoterapeutami. A w niektórych krajach termin psychoterapeuty nie jest w ogóle chroniony, więc po jakimś kursie może stać się nim praktycznie każdy, obojętnie z jakim wykształceniem.
            A jeżeli chodzi o testy, to psychologiczny test jest częścią wykształcenia psychologa, więc oni lepiej wiedzą, jak się tym narzędziem posługiwać. Do testów nie przywiązywałabym jednak aż tak dużej wagi, bo istnieją tam spore pułapki. Bardzo znanym i w zasadzie normalnym dla większości ludzi (w różnym natężeniu) fenomenem jest Social-Desirability-Response-Set. Polega na tym, że ludzie nie przedstawiają w testach prawdy, tylko swoje wyobrażenie o tym, jak ta prawda wygląda, albo wyglądać powinna. To nie jest próba oszustwa, tylko automatyzm. Wkładamy w takie odpowiedzi po prostu spontanicznie nasze dotychczasowe życiowe strategie. Więc tylko test nie powie nam całej prawdy o nas, czasem tylko to, jak się sami widzimy, albo za kogo chcemy być brani. Pełnej diagnozy żaden psycholog nie wyda bez osobistej rozmowy i często też dopiero po przesłuchaniu ludzi, którzy nas znają.
            • yaga7 Re: Nie rób sobie teścików 20.06.11, 11:13
              Bar
              > dzo znanym i w zasadzie normalnym dla większości ludzi (w różnym natężeniu) fe
              > nomenem jest Social-Desirability-Response-Set. Polega na tym, że ludzie nie prz
              > edstawiają w testach prawdy, tylko swoje wyobrażenie o tym, jak ta prawda wyglą
              > da, albo wyglądać powinna. To nie jest próba oszustwa, tylko automatyzm. Wkład
              > amy w takie odpowiedzi po prostu spontanicznie nasze dotychczasowe życiowe str
              > ategie. Więc tylko test nie powie nam całej prawdy o nas, czasem tylko to, jak
              > się sami widzimy, albo za kogo chcemy być brani. Pełnej diagnozy żaden psych
              > olog nie wyda bez osobistej rozmowy i często też dopiero po przesłuchaniu ludzi
              > , którzy nas znają.

              Ooo, właśnie dlatego z jednej strony nie lubię testów. Bo bywają tam pytania np. o to, jak mnie ludzie odbierają, co o mnie myślą i jaki do mnie mają stosunek. A skąd ja mam to wiedzieć? ;) No i na pewno takie odpowiedzi są zaburzone, no bo przecież nie wiem, co ludzie o mnie myślą. Dlatego tego typu pytania są bez sensu ;))
              • pierwszalitera Re: Nie rób sobie teścików 20.06.11, 11:29
                yaga7 napisała:

                Bo bywają tam pytania np
                > . o to, jak mnie ludzie odbierają, co o mnie myślą i jaki do mnie mają stosunek
                > . A skąd ja mam to wiedzieć? ;) No i na pewno takie odpowiedzi są zaburzone, no
                > bo przecież nie wiem, co ludzie o mnie myślą. Dlatego tego typu pytania są bez
                > sensu ;))

                To są bardzo często pytania kontrolne, do porównania na przykład z wywiadem środowiskowym. Diagnostyk ma wtedy możliwość sprawdzenia jak trafnie określamy samych siebie, czyli ile o sobie naprawdę wiemy. Ale jeżeli nie traktujemy tego jako absolutnej prawdy o nas, to takie testy pomagają zorientować się trochę kim chcemy być i stwierdzić różnicę pomiędzy tym, co w tym momencie reprezentujemy, a naszym ideałem (do wypracowania). Coś w rodzaju samorefleksji na różnych etapach życiowych. Sami bowiem często nie zadajemy sobie takich pytań. Więc dla rozwoju osobowości mogą być nawet pomocne.
                • kotwtrampkach testy nie są złe :-) 20.06.11, 15:24
                  pierwszalitera napisała:

                  > jeżeli nie traktujemy tego j
                  > ako absolutnej prawdy o nas, to takie testy pomagają zorientować się trochę kim
                  > chcemy być i stwierdzić różnicę pomiędzy tym, co w tym momencie reprezentujemy
                  > , a naszym ideałem (do wypracowania). Coś w rodzaju samorefleksji na różnych e
                  > tapach życiowych. Sami bowiem często nie zadajemy sobie takich pytań. Więc dla
                  > rozwoju osobowości mogą być nawet pomocne.

                  Nie zapominajmy, ze poza testami psychologicznymi są jeszcze inne, których nie wykonuje psycholog i które badają inne cechy (np.test sprawności fizycznej :))
                  Taki test pomaga nam spojrzeć trochę "z boku" na siebie lub kogoś.
                  Na stronie OHP jest kwestionariusz zainteresowań, testy związane z określeniem jakiejś predyspozycji czy umiejętności (Praca indywidualna - Praca zespołowa ; Ogół - Szczegół) - one mają pomóc dopasować siebie (swoje predyspozycje, zdolności, umiejętności) do określonych zawodów lub miejsc pracy.

                  Są osoby, które wiedzą np.czym jest praca zespołowa, wiedzą, czy wolą taką pracę ,czy indywidualną - bo pracowali, sprawdzili, dobrze znają siebie. A są tacy, którym zrobienie podobnego testu pozwoli się nad tym pytaniem zastanowić. Są też osoby, którym niewiele pomoże takie określenie, albo nie są pewne, co odpowiedzieć - wtedy jest możliwość osobistego kontaktu np. z doradcą zawodowym lub psychologiem pracy, albo jeszcze z kimś mającym doświadczenie, orientującym się w zawiłościach rynku i potrafiącym udzielić wskazówek.
              • anna-pia Re: Nie rób sobie teścików 20.06.11, 14:07
                yaga7 napisała:

                > Ooo, właśnie dlatego z jednej strony nie lubię testów. Bo bywają tam pytania np
                > . o to, jak mnie ludzie odbierają, co o mnie myślą i jaki do mnie mają stosunek

                takie pytanie jest rozbrajające, bo wiadomo, że inaczej postrzega mnie rodzina, która zna mnie od zawsze, inaczej znajomi z liceum, inaczej środowisko zawodowe - powinniśmy wpisać opinię teściowej czy zleceniodawcy?

                > . A skąd ja mam to wiedzieć? ;)

                a co mnie to obchodzi? ;)

                > No i na pewno takie odpowiedzi są zaburzone, no
                > bo przecież nie wiem, co ludzie o mnie myślą. Dlatego tego typu pytania są bez
                > sensu ;))

                do pewnego stopnia można to wydedukować, ale w sumie to loteria
            • sandaltree Re: Nie rób sobie teścików 20.06.11, 11:40
              Właśnie w Polsce tak jest - psychoterapeutą może nazwać się ten kto chce, dlatego należy sprawdzać tego kogoś czy jest np. na liście Polskiego Tow.Psychologicznego (?) , bo mogą trafić się prawdziwi naciągacze. Obecność na liście o niczym nie świadczy (tzn. czy dobry fachowiec, czy z wykształcenia psycholog/psychiatra) oprócz tego, że ktoś uzyskał kwalifikacje (przeszedł kurs) uznawany przez to towarzystwo.

              Testy preferencji zawodowych traktuję jak traktuję, zdaję sobie sprawę z tego co badany mówi w testach, ankietach, tym bardziej 15-pytaniowych zamieszczonych w internecie:)
              Gdybym podejrzewała, że mówią one niepodważalną prawdę to pewnie miałabym opory przed robieniem i publikacją ich w internecie.
              Zwyczajnie chciałam coś o sobie powiedzieć z pomocą ich wyników, bo sama mam taki nastrój, że najchętniej schowałabym się do jaskini, a tam pracy na pewno nie znajdę.
            • kasiamat00 Re: Nie rób sobie teścików 20.06.11, 19:32
              Coś mi się kołacze po głowie, że istnieją testy, gdzie człowiek proszony jest o odpowiedzi przedstawiające go w jak najlepszym świetle. I na tej podstawie jest diagnoza - nie jak on o sobie myśleć, ale co uważa za "ideał", jak chce być odbierany. Przykładów nie podam, bo to jest na serio "wiem że dzwonili, ale nie wiem w jakim kościele".
    • kotwtrampkach a gdzie może pracować socjolog? 19.06.11, 21:21
      a próbowałaś tak?
      1. wymieniasz miejsca pracy, w których mógłby być potrzebny socjolog (i/lub antropolog kultury):.....
      2. wymieniasz aktywności na rynku pracy, które mógłby wykonywać socjolog:...........
      3. wypisujesz każdą pracę, która przyjdzie CI do głowy, któą mogłaby wykonywać osoba z wykształceniem humanistycznym (okolice filozofii, pedagogiki, socjologii etc): .................

      4. a teraz z tego wybierasz aktywnosci związane z jasno okreslonymi zasadami, rzecz w tym, żeby miejsce pracy dawało Ci poczucie stałości, żebyś wiedziała co masz zrobić - czyli te konkretne zasady, nakazy, polecenia. Tzn takie miejsce, którego nie musisz tworzyć od podstaw, tylko takie, które już istnieje.

      5. teraz miejsca pracy zwiazane z tymi aktywnościami, które wymieniłas w pkt.4, - można korzystać z ksiażki telefonicznej, nie należy pomijać administracji, małych oddziałów większych urzędów/instytucji, miejsc, gdzie byłabyś w stanie dojechać, przeprowadzić się.

      6. to najważniejsze - w ilu z tych miejsc byłaś się przedstawić, pokazać, powiedzieć, ze chętnie podejmiesz pracę. Zostawiłaś dokumenty, pokazałaś się szefowi. Ile ogłoszeń i jak często sprawdzasz.

      z mojego doświadczenia (skromnego może, ale patrzę na innych ludzi i ich sukcesy) wynika, że szukanie pracy trzeba traktować jak pracę - wstajesz rano, pakujesz drugie sniadanie i wędrujesz, modyfikujesz cv, zanosisz, czekasz, umawiasz się, organizujesz sobie trasę. NIe zawsze przynosi efekty - czasem dochodzisz do wniosku, zę warto zdobyć jeszcze jakieś kwalifikacje, zdobywasz je, ale po tym czasie znowu stajesz (często) w punkcie wyjścia, bo zbyt wiele osób wpadło na ten sam pomysł i dostrzegło tę sama niszę.. I nie przeskoczysz, znowu musisz tak samo, od początku, ze zdwojonymi siłami. A jak znajdziesz pracę poza kwalifikacjami, to po dniu pracy masz drugi eteat: szukanie tej właściwej.
      Determinacja jest potrzebna. Jeszcze przydają się zdolności przedsiębiorcze, kiedy sobie sama mozesz zorganizować miejsce pracy, piszesz projekty itp - ale tu trzeba dużo energii i wejścia w pewne środowisko, żeby skorzystać z rad i doświadczeń. Albo innowacyjnego podejścia, daru przekonywania, znajomości możliwosci prawnych etc
      • sandaltree Re: a gdzie może pracować socjolog? 20.06.11, 00:07
        Dziękuję ci bardzo, myślę, że to bardzo ważny post.
        Masz dużo racji i myślę, że to najprostsze i najłatwiejsze co można zrobić i jednocześnie też najtrudniejsze.

        Generalnie nie wierzę we własne siły, dlatego trudno mi kogoś do siebie przekonać. I choć całe życie poniekąd z przymusu byłam bardzo samodzielna, zaciskałam zęby i jakoś przez łzy szłam do przodu to teraz poczułam się strasznie zmęczona i chciałam sobie tym dokształcaniem nieco ułatwić, żeby do końca życia nie wypruwać sobie żył. Uczyć się lubię i to właściwie zawsze było moje "hobby". Jak tylko mnie było na to stać to zawsze chodziłam na kursy językowe, cały czas się czegoś uczyłam. I nagle poczułam, że nie dam rady tak długo, że chcę stabilności, chcę osiąść, chcę zacząć żyć, a nie gonić królika.

        Na sugestie o zamążpójściu nie będę odpowiadać traktuję je jako powiedzmy jakieś tam żarty.
        • kis-moho Re: a gdzie może pracować socjolog? 20.06.11, 00:14
          Ja tam mam wrazenie, ze ty duzo umiesz, tylko stawiasz sobie za wysokie poprzeczki. Bycie dobrym w czyms tuz po studiach oznacza cos innego niz bycie dobrym w tej samej dziedzinie po 20 latach pracy.
          Zrob na spokojnie rachunek sumienia i zastanow sie, co robisz dobrze, i (wazne!) co lubisz robic. W koncu masz ta prace wykonywac piec dni w tygodniu do emerytury, warto by bylo, zeby w miare mozliwosci cie interesowala. Trzymam kciuki, zeby sie udalo.
    • justinehh tak sobie czytam 20.06.11, 00:17
      i się zastanawiam- gdzie można pracować po politologii....
      • maheda Re: tak sobie czytam 20.06.11, 06:34
        Mój brat cioteczny, po politologii, pracuje od lat w Irlandii. Zaczynał od stanowisk stricte fizycznych, obecnie dochrapał się stanowiska kierowniczego ;)
        Więcej politologów nie znam.
        • anna-pia Re: tak sobie czytam 20.06.11, 09:03
          maheda napisała:

          > Mój brat cioteczny, po politologii, pracuje od lat w Irlandii. Zaczynał od stan
          > owisk stricte fizycznych, obecnie dochrapał się stanowiska kierowniczego ;)

          znajomy po politologii jest analitykiem finansowym, ale to po kilkunastu latach pracy na różnych stanowiskach

          > Więcej politologów nie znam.

          znasz mnie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka