Zgarnęłam z podwórka kotkę, którą ludzie wystawili na dwór, bo im się dziecko urodziło. Kicia jest typowo domowa. Nie ma szans, by poradziła sobie w centrum dużego miasta. Siedziała od kilku dni pod wejściem do kamienicy wpatrzona w okna swojego byłego już domu. Od wczoraj wieczora zamieszkała w mojej łazience, bo tak prosto z ulicy nie mogę jej połączyć z moim stadem. Jest trochę przeziębiona, ale za kilka dni powinno być wszystko ok. Prawdopodobnie jest wysterylizowana, ale dowodów nie będzie, bo jedynym sposobem jest operacyjne otwarcie brzucha.
Kicia jest skrajnym miziakiem. Mruczy jak tylko mnie zobaczy. Tak naprawdę jej dobrze wyłącznie na ludzkich kolanach. Już jest zazdrosna o moim pozostałych kocich domowników.
Mizia pilnie potrzebuje swojego własnego domu, skąd już jej nikt nie wystawi za drzwi.
Może ktoś z Was sam chciałby kota, albo znacie kogoś, kto da dom zwierzakowi?
Oto Mizia:
