Dodaj do ulubionych

"Świat jest taki mały"....

30.10.11, 18:57
.... czyli luźny wątek na koniec weekendu.

Do jego założenia zainspirowała mnie dzisiejsza wyprawa na cmentarz gdzie spotkałam pediatrę moich dzieci pod rękę z moją koleżanką z klasy. Oczywiście spotkanie podsumowało sakramentalne "świat jest taki mały...". Jakie macie najciekawsze przypadki nieoczekiwanych znajomości?

Ja zaprzyjaźniłam się na forum rówieśniczym z dziewczyną z Warszawy. Po paru miesiącach okazało się, że nasi mężowie siedzą w pracy w jednym pokoju :). A inna dziewczyna z tegoż samego forum po paru miesiącach okazała się koleżanką z ławki naszej Julki.

A co się Wam przydarzyło?
Obserwuj wątek
    • daria_as Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 19:57
      Rok temu szliśmy z mężem plażą w Skagen (Północna Jutlandia, koniuszek Danii), a tu z naprzeciwka z puszką piwa w ręku maszeruje ciocia męża.
      Okazało się, że wracali jachtem z Norwegii i sztorm ich zapędził do portu w Skagen. My tam pojechaliśmy po prostu na wakacje, ale ciocia była święcie przekonana, że jesteśmy w Szwecji.

      Było wesoło :)
    • jul-kaa Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 20:05
      O, mnie to naprawdę dużo i wszystko na okołolobbowych forach.
      Wspomniana już koleżanka z ławki, inna znana z widzenia koleżanka z podstawówki, sąsiadka z poprzedniego mieszkania, forumka, której miałam coś wysłać, a okazało się, że mam bliżej do niej do pracy niż na pocztę. Warszawa jest taka mała ;)
    • alex_k Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 21:41
      Kiedy byliśmy na wakacjach we Włoszech, mój mąż usłyszał przez CB radio kolegę z pracy - nawet nie wiedział, że też tam spędza wakacje.
      Mój kolega z pracy wybrał się na wycieczkę rowerową do Budapesztu. Niemal już u celu, na jakiejś zabitej dechami wsi, w maciupkim sklepiku zatrzymał się, żeby kupić wodę, by usłyszeć radosne dzień dobry! - okazało się, że jego uczennica była tam na wakacjach u swojej rodziny.
      Ja natomiast sprzedałam przez Allegro ksiażkę sąsiadce, a za to sama kupiłam ubrania dziecięce u nie widzianego 25 lat kolegi z dzieciństwa.
    • anna-pia Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 21:59
      Znajoma firma ma nowego dyrektora: mój były ;p
      Matka koleżanki mojej córki chodziła do tego samego liceum, do którego chodził mój mąż.
      Byłam jakiś czas temu na rozprawie rozwodowej, ojciec kobiety pracuje w firmie, z którą współpracowałam jakieś 10 lat temu.
    • sylwiastka Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 22:07
      Najbardziej międzynarodowy kontekst małego świata spotkał mnie 2 miesiące temu w związku ze zmianą miejsca pracy.

      Gdy przeniosłam się z Bostonu do Barcelony okazało się, że moja nowa koleżanka i partnerka w projekcie Serbka, zna moją byłą partnerkę projektu* Japonkę, z którą pracowałam w Bostonie. Dziewczyny 6 lat temu pracowały razem w Madrycie. 3 narodowości, 3 miasta i 3 kontynenty w różnej konfiguracji.

      * nie wiedziałam jak nazwać kogoś więcej niż koleżankę z pracy, a osobę z którą pracowałam bezpośrednio, ale nie będącą moim szefem.
      • zawsze_zielona Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 13:10
        A mnie jak sie dowiedzialam, ze Sylwiastka pracuje (wtedy w Bostonie) w tym samym labie co moj przyjaciel:D
        • sylwiastka Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 15:33
          A kumulacja malego swiata, to byla jak wpadlas do Bostonu, przejazdem na konferencje i sie wszyscy razem spotkalismy :)
    • the_mariska Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 22:41
      Parę lat temu pracowałam w hotelu pod Wiedniem - razem ze mną była tam pewna pani po pięćdziesiątce, która, jak się później okazało, wychowała się w tej samej małej miejscowości w Bieszczadach co mój ojciec. Pamiętała go nawet z podstawówki, choć był parę klas niżej :)

      O lubelskich towarzyskich zawiłościach nie będę się rozpisywać, bo Lublin to tak naprawdę mała wiocha ;) Kogokolwiek bym nie poznała z Lublina czy okolic, to zawsze okazuje się, że mamy jakichś wspólnych znajomych, choć przecież parę lat już tam nie mieszkam.
    • madzioreck Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 22:56
      Kiedy poznałam dziewczynę, a obecnie żonę mojego przyjaciela, okazało się, że to dziewczyna z towarzystwa mojego męża, wtedy jeszcze narzeczonego :) I w ten sposób kręgi znajomych się połączyły :)

      Kilka dni temu do mojej pracy wchodzi klientka - moja kuzynka z mężem :) Nie wiedzieli, że jadą do mnie - mąż kuzynki zaczął szperać w necie, bo coś mu nie grało z tymi stanikami, trafił na LB, potem na LMB, a potem wziął żonę za fraki i przywiózł do nas :D
    • szarsz Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 23:07
      > .... luźny wątek...

      Bo ja wiem? Całkiem poważni fizycy się problemem zajmowali:
      K. Sznajd-Weron, "W sieci małego Świata" ["In the small world network"], Wiedza i Życie, luty 2004

      Jeśli dwóch dowolnych ludzi na całym świecie łączy przeciętnie sześcioogniwowy łańcuch znajomości, to takie zbiegi okoliczności nie są niczym dziwnym :)
      • genepi Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 16:08
        >Jeśli dwóch dowolnych ludzi na całym świecie łączy przeciętnie sześcioogniwowy
        > łańcuch znajomości...
        No właśnie, może któraś z was zna te pięć osób które doprowadzą mnie do George'a Clooneya?
        • inez69 Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 19:30
          genepi napisał:

          > No właśnie, może któraś z was zna te pięć osób które doprowadzą mnie do George'
          > a Clooneya?

          A mnie do Sebastiana Karpiela-Bułecki? Już nawet mieszkam w jego rodzinnej miejscowości, wszyscy go spotykają tylko nie ja. Nawet przychodzi do mnie do pracy i zawsze wtedy mnie nie ma! Świat wcale nie jest taki mały ;)
          • genepi Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 20:38
            A widzisz, ja mieszkam prawie pół tysiąca km od Zakopanego a spotkałam SKB na Gubałówce, przejeżdżał samochodem przez tłum. Taki trochę zawstydzony że on tym autem i że przeprasza, że mu głupio.
            Ale nawet na mnie nie spojrzał, myślę że tylko dlatego że stałam obok kolegi. Tak myślę.
            • koza-1985 Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 20:57
              widziałam jak SKB je suszi (fuuuuj) ja piłam herbatę i wyjadałam cieciorkę ;)
              kto jeszcze zdołuje inez ? ;)
              • inez69 Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 22:27
                Foch foch foch! Aaale za to pani Kofta na mnie trafia. I Szejbalowa średnio co tydzień. Tylko te chłopy omijaja mnie szerokim łukiem :/
              • ederlezi1981 Re: "Świat jest taki mały".... 06.11.11, 21:20
                koza-1985 napisała:
                > kto jeszcze zdołuje inez ? ;)

                Ja ;-) Moja siostra widziała, jak SKB je suszi, gdy ona piła herbatę i wyjadała cieciorkę
                > ;)
                • inez69 Re: "Świat jest taki mały".... 06.11.11, 21:52
                  Heheh :D
      • borysa Re: "Świat jest taki mały".... 08.11.11, 10:27
        A z ojcem autorki pracuję na jednym piętrze !
    • indigo-rose Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 23:15
      Na spotkaniu klasowym z liceum znajoma opowiadała o swoim facecie. Miał dołączyć później i odwieźć ją do domu. Kiedy przyjechał, okazało się, że go znam - z kierunku, na którym spędziłam tylko jeden semestr. On i jeszcze jedna dziewczyna byli tam moimi jedynymi znajomymi z rodzinnego miasta, a on często ratował nam zadki podwózką :)
      Co do jego dziewczyny - nawet nie wiedziałam, że się znają :)
    • daria_as Re: "Świat jest taki mały".... 30.10.11, 23:25
      Poznałam męża przez internet, a potem się okazało, że kilka lat wcześniej mój ojczym uczył go na studiach :D Na początku się nie lubili, teraz razem w góry jeżdżą z innymi kolegami męża z roku!
    • monika3411 Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 05:29
      Lat temu kilkanaście będąc we Władysławowie z ówczesnym narzeczonym, rankiem po przyjeździe na miejsce odkryłam, że zapomniałam szamponu. Wyskoczyłam więc do pobliskiego sklepiku po Timotei ogórkowy ( był boski). Pierwszą osobą, którą spotkałam, była znajoma z rodzinnego miasteczka.
      Druga sytuacja - też srzed paru lat - mama sprzedawała kiedyś na Lobby stanik. Umówiła się z jedną z dziewczyn, że ta po pracy przyjedzie poprzymierzać ów stanik (nadmieniam, że jechała 80 km...). Panie poszły na kawę. Podczas rozmowy okazało się, że ta dziewczyna pracuje w tej samej uczelni co ja :-) Ona w bibliotece - w innym miejscu Warszawy - może dlatego się nie znałysmy.
      No i jeszcze jedna staroć sprzed kilkunastu lat. Po pracy jechałam tramwajem do domu. Tłok - jak to w tramwaju po południu. Nagle słyszę nad sobą : Monika???? Popatrzyłam na człowieka i mówię : tak, a kto pyta? To był mój stryjeczny brat, którego nie widziałam od wieków. Mieszkał prawie naprzeciwko mojej pracy :-)
      • monika3411 Jeszcze mi się przypomniało :-) 31.10.11, 05:39
        Tym razem historia z rodziny mojego męża. Też sprzed lat.
        Teść pracował przed laty w jednym pokoju z pewną panią.
        No i jak to w biurze - rozmawiali o swoich prywatnych sprawach, w tym o dzieciach.
        Teść opowiadał, że jego syn spotyka się z dziewczyną, że fajna, miła itd.
        Pani z kolei chwaliła się chłopakiem córki.
        Po dłuższym dopiero czasie okazało się, że córka pani i syn teścia są parą :-)
        Dlaczego się nie zorientowali od razu? Brat męża jest z pierwszego małżeństwa teściowej, więc ma inne nazwisko, niż mój teść. Zaś jego dziewczyna pochodziła z pierwszego małżeństwa swojej mamy i też miała inne niż ona nazwisko :-) Dzisiaj są małżeństwem z ponad 20 letnim stażem :-), a na rodzinnych spotkaniach jest to dyżurna anegdotka :-)
    • kura17 Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 09:50
      jak bylam w ciazy, to szukalam - w prawie milionowym hamburgu - poloznej mowiacej po angielsku. z pierwsza osoba, ktora znalazlam, umowilam sie na spotkanie, zeby sprawdzic, czy sie polubimy i od razu na tym pierwszym spotkaniu dogadalysmy sie, ze jej maz, ja oraz moj maz pracujemy w tym samym miejscu, a mezowie to nawet dosc blisko wspolpracuja :) polozna, oprocz tego zbiegu okolicznosci, bardzo przypadla mi do gustu i "byla ze mna" w obu ciazach i po obu porodach :)
    • diuszesa Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 12:14
      Będąc w technikum, wybrałam się na wagary, na 3 dni do Warszawy. Na dworcu w Warszawie spotkałam kolegę z klasy, który również wybrał się na wagary - na mecz :-)

      A moja koleżanka z pracy kupiła dom. Koleżanka przyszła do pracy z rewelacją: Ta pani, która mi sprzedała dom, to Cię zna! Jak się okazało, sprzedającą była mama mojej dobrej koleżanki :-).
      • kotwtrampkach Re: "Świat jest taki mały".... 15.11.11, 23:25
        wagary, wagary!!
        W jakim najfajniejszym miejscu byłyście na wagarach? albo najdalszym, najciekawszym, najbardziej idiotycznym?

        ja parę razy byłam na wagarach w Zakopanem (było blisko - 2godziny jazdy jak sie juz złapało stopa), raz w Puszczykówku (jest tam muzeum, które koniecznie musiałam zobaczyć) i raz nad morzem zamoczyć nogi (parę dni mnie zeszło) :):)

        rozmarzyłam się..
    • teresa104 Dezynsekcja od insektów 31.10.11, 21:21
      Cyklicznie na drzwiach klatki pojawia się wdzięczne ogłoszenie: "W dniu .... w godzinach ..... odbędzie się dezynsekcja od insektów. Usługa darmowa. Obecność obowiązkowa."

      Ponieważ godziny są zawsze od czapy i zazwyczaj normalni ludzie są wtedy w pracy (poza tym, co to za kurna obowiązkowa obecność?), to pan dezynsektor od insektów posunął się ponoć raz do tego, że prosił innych lokatorów o podpisywanie w zastępstwie za nieobecnych, że on te insekty zdezinsektował. I wtedy jedna pani zauważyła na liście moje nazwisko, które wywołało u niej silne skojarzenie. Odnalazła lokal i naszła mnie. Otóż okazało się, że 40 lat temu w wieczorowej zawodówce samochodowej miała nauczyciela o takim nazwisku, piękny to był mężczyzna, takie fale miał czarne, zęby wielkie i białe, cerę śniadą. No tak, to by się zgadzało, ojciec dorabiał gdzie mógł, także po szkołach. I ten nauczyciel miał przezwisko Wtryskiewicz. Ponoć wzięło się to z zabawnego przeinaczenia słowa wtryskiwacz. Tego się trzymajmy.
    • boziaj Re: "Świat jest taki mały".... 31.10.11, 21:40
      chyba najbardziej zaskakujące dla mnie z serii "swiat jest mały" było gdy moja serdeczna przyjaciółka zorientowała się, ze pracuje od kilku miesięcy ze swoja następczynią, czyli druga żoną swojego byłego męża
      po krótkim bezdzietnym małżeństwie i rozwodzie byli małżonkowie nie utrzymywali kontaktów, moja kumpela zorientowała sie "who is who" dopiero gdy natkneła się na swojego eks, gdy koleżanka z pracy zaprosiła ja do siebie na pogaduchy i przedstawiła jej swojego małzonka
      zapewne do zdarzenia przyczyniło się, ze cała trójka pracuje w tej samej branży, ale mimo wszystko zaskoczenie było totalne, moja przyjaciółka zarzekała się, ze z opisu nigdy by nie wpadła, ze owa kolezanka opisując swojego męża mówi o jej eksie ;P
    • indigo-rose Wiedziałam, że mam coś ciekawszego... 06.11.11, 21:03
      ...niż to, co napisałam wcześniej, ale nie pamiętałam co. Przypomniało mi się parę dni temu, jak mojemu facetowi wyskoczyło, kogo może znać na Facebooku. On zna Martvą... ale nie z Lobby ;) Ze zlotu forum o książkach :)
      • indigo-rose ...i Zireael takoż. ;) n/t 20.11.11, 01:19
    • gumis323 Re: "Świat jest taki mały".... 06.11.11, 23:13
      Spotkałam w Aferze byłego chłopaka mojej siostry, z którym ona rok wcześniej spotykała się w innym mieście. Nie rozmawiałam z nim, ani nie widziałam go nigdy wcześniej, oprócz jednego zdjęcia (btw on był z Kairu), ale przedstawiłam się i stwierdził że jesteśmy podobne ;] Zrobił mi pyszną tortille ;D

      No i już dwa razy miałam sytuację, że w klubie podchodzi do mnie chłopak i mówi: "Ty jesteś z PK z Mechanicznego" oczywiście ja żadnego nie znałam, a na WM jest ?3-4 tys. studentow?
    • 100krotna Re: "Świat jest taki mały".... 08.11.11, 01:35
      1. Dawniej (z "exem") jeździliśmy autostopem, głównie w Bieszczady.
      W czasie jednej z wakacyjnych wypraw, w okolicach Baligrodu podwoził nas człowiek, żółtym fiatem pandą, sympatyczny, z kręconymi ciemnymi włosami. Wysiedliśmy nieco głusi, bo słuchał bardzo, bardzo głośno koncertu Pink Floyd ;)
      Po dwóch tygodniach, po powrocie na studia, wykładowca na jednych z zajęć wydał mi się znajomy - sympatyczny człowiek z kręconymi włosami. Nie byłam na 100% pewna, czy go znam, ale na pierwszych zajęciach, w ramach nakreślania własnej sylwetki opowiedział, że zarabia tak niewiele, że stać go jedynie na pandę, ale dla osłody dokupił sobie głośniki i słucha w trasie koncertówek - i lubi Pink Floyd...

      2. Sąsiad z bloku, zamieszkały naprzeciwko nas, znajomy rodziców. Przypadkowo spotkany 1 listopada na cmentarzu, w niewielkiej wsi 100km od Krakowa, przy grobie dziadków. My byliśmy przy grobie dziadków mamy... wieś była niewielka i żyli w tych samych latach - więc musieli się znać :)

      3. Mój dziadek miał 10-cioro rodzeństwa, ale tylko część rodziny utrzymywała ze sobą bliskie kontakty. Kiedyś, moja siostra pojechała do rodziny wujka (brata dziadka) i spotkała tam koleżankę ze swojej klasy z gimnazjum. Okazało się, że jesteśmy kuzynkami, w trzecim pokoleniu ;)

      I bonusowo, nieco inny zbieg okoliczności: Kupiłam sobie kiedyś szafirowe rajstopy - postanowiłam zaszaleć i założyłam je z mocno czerwonymi dodatkami - w zasadzie ubrałam się tak tylko ten jeden raz. Na mieście zobaczyłam dziewczynę, ubraną tak samo jaskrawo, jak ja, identyczne niebieskie rajstopy, czerwone dodatki - szła przede mną. Zwróciłam uwagę, że ma buty, takie same, jak moja siostra - o i płaszczyk też - i to w ogóle była ona ;)
      Najgłupszą minę miał jej chłopak - (którego widziałam pierwszy raz) - oglądnął nas obydwie, od stóp do głów i skomentował: "No widać, że jesteście siostrami".

      Najśmieszniejsze jest, że
      1. Nie umawiałyśmy się, w ogóle się tego dnia rano nie widziałyśmy.
      2. Żadna z nas wcześniej, ani później, nie ubierała się podobnie. Rajstopy każda kupiła sama, bez konsultacji.
      3. Baardzo rzadko spotykamy się na mieście.
      4. Jest między nami 7 lat różnicy i nasz styl jest zupełnie inny - nawet jeśli pożyczamy sobie ciuchy to łączymy je z zupełnie innymi rzeczami...
    • clarisse Re: "Świat jest taki mały".... 15.11.11, 16:44
      To będzie z moją przyjaciółką w roli głównej, bo jakoś tak się dzieje, że małość tego świata oraz ilość zbiegów okoliczności zawsze przemawia do mnie przez nią ;)

      Moja przyjaciółka przez jakiś czas pracowała w bardzo fajnym miejscu, wszyscy w jej pracy utrzymywali żywe kontakty towarzyskie, włączając w to rodziny - a szczególne miejsce w jej opowieściach zajmował zawsze pewien przesympatyczny kumpel. Niezależnie od tego, siostra mojego ówczesnego faceta (obecnie męża) sama była mężatką, o czym słyszałam jakoś tam piąte przez dziesiąte. Potem siostra faceta się rozwiodła. Bywa. Parę lat później podczas szczerej babskiej pogaduchy szwagierka wróciła do wspomnień z rozwodu, wspomniała, gdzie pracował jej były mąż i okazało się, że to ten ulubiony kumpel mojej przyjaciółki. Dziewczyny znały się nawet ze wspólnych imprez w jego pracy.

      Inna historia. Był to okres kilku lat, w ciągu których prawie się nie kontaktowałam z moją przyjaciółką. Nasze drogi mocno się rozeszły. Ona obracała się w środowisku akademickim, ja na listach dyskusyjnych związanych z autorami powieści fantasy, a potem wśród osób grających w RPG (gry fabularne), często o najprzedziwniejszych pseudonimach. Podczas rzadkich spotkań o RPG nigdy przyjaciółce nie wspominałam, bo trochę się wstydziłam. Ona zaś przy takich okazjach opowiadała najczęściej o swoich uniwersyteckich fascynacjach i ulubionych wykładowcach, z którymi teraz współpracowała. Aż kiedyś tam, kiedy mój najulubieńszy Mistrz Gry został oficjalnie moim narzeczonym, musiałam jakoś wprowadzić przyjaciółkę w temat "kim on jest, skąd go wytrzasnęłam i gdzie spędzam w ogóle cały czas poza pracą". Wspomniałam więc RPG i co to takiego jest, zaniepokojona, jaka będzie reakcja mojej mocno konserwatywnej przyjaciółki. Przyjaciółka zaś rzuciła w odpowiedzi anegdotkę: "A wiesz, kiedyś o tym słyszałam! Moja wykładowczyni od ... rozmawiała z kimś po zajęciach przez telefon i namawiała tę osobę, by koniecznie przyszła na sesję, bo będzie masa ludzi i będzie Szary Płaszcz! A ja wtedy oniemiałam, że ktoś realny może się nazywać Szary Płaszcz". I ja wtedy także oniemiałam - bo Szary Płaszcz był znajomym mojego faceta (notabene nigdy go nie spotkałam, no ale TAKIEJ ksywki w opowieściach przegapić nie mogłam).

      A najlepsze jest to, skąd się wzięła moja przyjaciółka ;)

      W ósmej klasie na konkursie polonistycznym odbywającym się poza szkołą spotkałam jakąś dziewczynę (niewysoką, jak ja), którą widziałam rano tego dnia w autobusie. Ona też mnie widziała, więc kiwnęłyśmy sobie głową. Okazało się, że pochodzi z tej samej dzielnicy co ja tylko z innej szkoły. Wracałyśmy z konkursu razem, obie bardzo się spieszyłyśmy. Po dojechaniu okazało się, że spieszymy się dokładnie w to samo miejsce, mianowicie na egzamin z religii przed bierzmowaniem, w tym samym kościele, u tego samego księdza. Po egzaminie porozmawiałyśmy chwilę i okazało się, że wybieramy się do tego samego liceum, więc wymieniłyśmy się telefonami. Jakoś przy okazji egzaminów wstępnych okazało się, że obie zostałyśmy przez swoje szkoły wysłane w nagrodę na kolonie na Węgry - co nie było wtedy takie częste. Kolonie spędziłyśmy więc razem ("musimy się dobrze poznać, skoro mamy razem chodzić do liceum"). Okazało się, że obie wychowywałyśmy się tylko z mamami, i obie nasze mamy były stosunkowo niemłode. Jako że byłyśmy mentalnie kompatybilne, zaprzyjaźnienie się udało i 4 lata spędziłyśmy w sąsiednich ławkach, jeżdżąc razem do szkoły i wspólnie fascynując się tymi samymi przedmiotami i nauczycielami. Gdzieś w połowie tego okresu zgadałyśmy się, że żadna z nas nie chodziła do przedszkola. A raczej owszem, ale tylko przez pierwszy rok, bo z powodu częstych chorób mamy musiały zabrać nas z przedszkola. Obie z tej pierwszej grupy przedszkolnej miałyśmy czarno-białe zdjęcie grupowe z Mikołajem. Tylko że ona na swoim siedziała na kolanach u świętego Mikołaja, a ja obok świętego Mikołaja. Z ciekawości odszukałyśmy to zdjęcie - okazało się, że to TO SAMO zdjęcie, na którym siedzimy obok siebie. Wyszło więc, że zupełnie nieświadomie znałyśmy się nie kilka, ale kilkanaście lat wcześniej.
      • kocio-kocio Re: "Świat jest taki mały".... 15.11.11, 22:55
        A skąd jesteś, ile masz lat i w co grywa/ł Szary Płaszcz???
        • clarisse hihihihi 16.11.11, 17:50
          kocio-kocio napisała:
          > A skąd jesteś, ile masz lat i w co grywa/ł Szary Płaszcz???

          Hmmm, czy mam wnosić z pytania, że mamy jakichś wspólnych znajomych? :D

          Nie wiem w co grywa i czy nadal grywa, bo za mojej pamięci - to jest od 10 lat chyba - mój ulubiony MG (czytaj: mój Mąż) z nim nigdy nie grał. A co do czasów sprzed tych 10 (z hakiem) lat, to na pytanie "w co grywał Szary Płaszcz" odpowiedział "Eee... masz na myśli RPG? No we wszystko..." i zaczął wymieniać: AD&D, Dzikie Pola, Warhammer, Wilkołak [hmm.. a może Wampir...? moja pamięć krótkotrwała też już dobrze nie działa, ale nie będę dzwonić do domu pytać drugi raz :D] ... w każdym razie po tym przerwałam wyliczankę.

          Notabene, kiedy istnienie Szarego Płaszcza w różnych światach wyszło na jaw, pytałam Męża, czy to możliwe, żeby istniał więcej niż jeden Szary Płaszcz, Mąż stanowczo twierdził, że nie (no chyba że Gandalf ;) )
          • kocio-kocio Re: hihihihi 17.11.11, 11:28
            "Mój" Szary Płaszcz też grywał we wszystko. I też nie wiem, czy grywa nadal, bo nie mam z nim kontaktu od jakichś 8 lat.
            Jest (a przynajmniej był) z Warszawy. Teraz ma trochę po 40., stosunkowo rzadkie imię i bardzo popularne nazwisko.

            I niby dlaczego nie może być więcej Szarych Płaszczów?
            • clarisse to ten sam ;) 17.11.11, 14:07
              Aczkolwiek nie wiem, jak się nazywa naprawdę i raczej wątpię, czy mój Mąż wie/pamięta.
              Ale to ten sam ponad wszelką wątpliwość :)

              A co do "niemożności istnienia" więcej niż jednego Szarego Płaszcza - to przecież nie chodziło o fizyczną niemożliwość. Tylko o bardzo, bardzo małe prawdopodobieństwo, szczególnie w jednym mieście i w jednym kontekście/środowisku (fandom, rpg itd.).
              • kocio-kocio Re: to ten sam ;) 17.11.11, 14:31
                Czyli jednak świat jest mały :o)
                Ciekawe, czy i innych RPG-owców mojej przeszłości znasz, albo Twój mąż.
    • joankara Re: "Świat jest taki mały".... 16.11.11, 00:47
      Od paru lat pracuję czasem w kabinie z pewnym kolegą. Kolega opowiadał mi często o swoim bracie - żeglarzu, ja jemu o moich rejsach, taki small talk w wolnych chwilach. Kiedyś w drodze na tłumaczenie rozmawialiśmy o ostatnich wakacjach. Opowiadałam o moim rejsie w Norwegii, a kolega mówi, że jego brat też żeglował w Norwegii, na jachcie ze swojego klubu. Tylko jeden krakowski klub ma jacht pełnomorski, a w tym sezonie pływał po norweskich fiordach. Szybko ustaliliśmy, że brat kolegi wprawdzie nie pływał ze mną, ale był na następnym rejsie, więc musiałam go spotkać przy wymianie. Spytałam, jak ma brat na imię - no tak, znam od dawna takiego człowieka z klubu, tylko nigdy nie pomyślałam, że może być bratem mojego współpracownika. Nazwisko dość popularne, a chłopaki zupełnie do siebie niepodobne.
      A inna historia - też związana z rejsem w Norwegii - dwa lata później byłam u dawnych znajomych w Niemczech - jeszcze z czasów studenckich, też żeglarze. Opowiadali, że ich córka była na naszym klubowym jachcie w Norwegii. Okazało się, że była na następnym rejsie po mnie (tym samym, na którym był wcześniej wspomniany brat kolegi), więc też ją spotkałam, tylko nie wiedziałam, że ta dziewczyna jest córką moich znajomych. Młoda dużo opowiadała o kapitanie, rodzice mówili, że cała opowieść o rejsie, to było kapitan B., kapitan B., wyraźnie zafascynowana osobowością. Na ścianie wisiał kolaż starych fotografii z rejsu rodziców po Mazurach sprzed ok. 20 lat. Spojrzałam na zdjęcia i ... "popatrzcie, to przecież jest B. z którym pływała wasza córka, ten jej kapitan, o tu, na tym zdjęciu." Rodzice w opowieściach córki nie rozpoznali swojego dawnego kolegi.
      No, ale żeglarski światek jest zupełnie mały, więc takie zbiegi okoliczności są na porządku dziennym. Onegdaj na Tonga spotkałam jacht bandery czeskiej (jak wiadomo, Czesi to morski naród, nawet zamiast dzień dobry mówią ahoj). Po chwili rozmowy, okazało się, że są z Brna, gdzie mam koleżankę. I oczywiście, ją znają.
      • yaga7 rejsy 16.11.11, 18:01
        A mogę Cię offtopowo podpytać o te rejsy?

        Nie mam znajomych żeglarzy, nie mam znajomej ekipy, ale kiedyś z Lubym chcielibyśmy popłynąć na coś takiego. Ale nie wiem, od czego zacząć i jak się zabrać. Widziałam jakieś oferty, gdzie można kupić po prostu dwa miejsca i jechać z obcymi ludźmi - ma to sens? Na co zwracać uwagę? Od czego warto zacząć? Mogłabyś coś podpowiedzieć? :)

        Morskich doświadczeń żeglarskich nie mam żadnych, jedynie standardowy patent żeglarza zrobiony na Mazurach lat temu naście, ale nie wiem na ile jest to w ogóle przydatne na morzu, bo to jednak zupełnie co innego :)

        Nasze plany są dość odległe, więc na pewno nie szukam niczego na przyszły rok, bo Luby już ma za mało urlopu na wszystkie nasze plany, ale chętnie się zorientuję, jak to wygląda.

        A może lepiej nowy wątek założyć?
        • joankara Re: rejsy 16.11.11, 18:39
          Mazurskie doświadczenie na początek jest bardzo dobre. A stary patent żeglarza, a raczej nabyte umiejętności wbrew pozorom na morzu też są przydatne. Wiatr wieje tak samo, woda jest woda, prawa fizyki i teoria żeglowania też się nie różnią. Tylko kwestia skali. Jechać na pałę z obcymi ludźmi? Można zaryzykować, jest duża szansa, że trafisz na fajną ekipę, choć oczywiście gwarancji nie masz. Najlepiej znaleźć jakiś fajny klub w okolicy i spróbować nawiązać trochę znajomości, pochodzić na imprezy klubowe, poznać ludzi a przy okazji miło spędzić czas w długie zimowe wieczory. Wtedy na rejs zapisujesz się już nie tak całkiem w ciemno. Chociaż i na rejsach klubowych zdarzały mi się zupełnie przypadkowe ekipy, dobierane losowo z ludzi nieznających się wcześniej i było fajnie - często z takiej zbieraniny tworzy się świetna załoga. Oczywiście dużo zależy od Ciebie - czy będziesz chciała się uczyć i być pełnowartościowym załogantem, czy będziesz wolała się wozić jako pasażer (wtedy może być mniej fajnie). A urlopu na zwykły rejs morski dużo nie potrzebujesz - standardem są 2 tygodnie, sporadycznie zdarzają się dłuższe. Możesz też poszukać w internecie właścicieli łódek, którzy nie mają z kim pływać i szukają ludzi do załogi - zwykle jest to tańsza opcja, ale też nie wiesz, na kogo trafisz. Inną opcją jest zebranie kilku osób i czarter jachtu ze skipperem. Ale to najdrożej wychodzi, bo jeszcze skipperowi musisz zapłacić.
          • yaga7 Re: rejsy 16.11.11, 18:46
            Dzięki za odpowiedź.

            Ja wiem, że na sam rejs urlopu dużo nie trzeba, ale jeżeli my jeździmy jeszcze zimą na narty, w ciągu roku na festiwale i insze wycieczki, to po prostu z czegoś trzeba zrezygnować i parę rzeczy inaczej poustawiać i niestety już musieliśmy zrezygnować z jednego wyjazdu, bo Luby się nie wyrobi.

            A Ty jesteś z Kraka? Bo coś pisałaś o krakowskim klubie, a ja stąd :)
            • joankara Re: rejsy 17.11.11, 12:43
              Z Kraka. Tu akurat możliwości wejścia w dobre towarzystwo żeglarskie masz całkiem sporo, bo jest parę klubów, KYC się ożywił, pojawili się młodzi ludzie, robią fajne imprezy, łódka wyremontowana, pływa po Śródziemnym. KYC mogę polecić, z uwagi na tradycyjnie dobre szkolenie, no i jedyny w Kraku klubowy jacht pełnomorski (są jeszcze prywatne, ale te nie są ogólnie dostępne). Albo możesz iść w czwartek do Starego Portu - spotykają się tam ludzie z różnych klubów (albo i bezklubowi), żeby razem pośpiewać przy piwie. Przy okazji umawiają się na pływania, dobierają towarzystwa na rejsy.

              Kraków, choć daleko od morza, jest silnym ośrodkiem żeglarskim.
              • yaga7 Re: rejsy 17.11.11, 12:53
                Z KYCa jeździłam na Mazury lat temu chyba już naście. O Starym Porcie wiem, swego czasu bywałam częściej, od jakiegoś czasu nie ma czasu ;)

                Czyli jednak polecasz najpierw się wgryźć w towarzystwo, a potem pływać, zanotowane :)
    • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: "Świat jest taki mały".... 16.11.11, 23:04
      koleżanka forumowa, z innego forum zaprosiła mnie na długi weekend majowy do siebie, kilkaset km ode mnie
      jedną z zaproponowanych przez nią atrakcji tego wyjazdu było wiosenne pow-wow w szkole w w miasteczku kilkanaście km od jej miejscowości
      zaciekawiłam się, czy będzie tam może jeden taki znajomy, co jest polski Indianin, wygląda jak Graham Greene i wyszywa indiańskie stroje paciorkami, wzorując się na oryginalnych strojach Indian z Ameryki Północnej, sprzedaje je jakiemuś gościowi z Niemiec, który następnie wysyła je do Hameryki... Indianom :D
      zajechałam na miejsce, po południu wybrałyśmy się na tych Indiańców
      i kto był pierwszą osobą, spotkaną w tejże szkole?
      no kto?
      oczywiście "mój" Indianin-sąsiad, z którym mieszkaliśmy kilka lat drzwi w drzwi :D:D:D
    • swierszczowa1 Re: "Świat jest taki mały".... 18.11.11, 19:32
      Rodzice mojej koleżanki z LO mają małe pole namiotowe i prowadzą mały camping (chociaż miejscowość nie jest bardzo turystyczna). Koleżanka w wakacje pracowała na tym kempingu, a że jest rozmowna i towarzyska często rozmawiała z klientami. Okazało się, że dwóch chłopaków studiuje na mojej uczelni (w innym województwie). Zapytała czy mnie znają. Odpowiedzieli: "tak, jedziemy z nią na Krym za dwa tygodnie." Ola na to: "tak? ja też!"

      Ta sama koleżanka na swojej uczelni poznała chłopaka który jest z Katowic. Ponieważ Ola w całych Katowicach znała JEDNĄ osobę, zapytała czy kolega też ją zna (no w końcu są z jednego miasta). Okazało się że nowo poznany chłopak i koleżanka Oli są bliskimi przyjaciółmi i mieszkają tak blisko siebie, że od dzieciństwa przechodzą do siebie po dachu (da się tak przejść miedzy ich pokojami) .

      W dzieciństwie byłam z mamą w Kołobrzegu (jesteśmy z Małopolski). W stołówce w której miałyśmy wykupione obiady, lubiłyśmy siadać koło jednego sympatycznego pana. Po kilku dniach się okazało że jest z tej samej miejscowości co my i dobrze zna mojego wujka (brata moje mamy).

      Moja mama, kiedy mieszkała jeszcze ze swoimi rodzicami i rodzeństwem ( czyli dość dawno temu) odebrała telefon. Rozmówca się przedstawił i od razu krzyknął: "Ela?, czy jest Józek" Pomimo iż moja mama - Ela nie rozpoznała rozmówcy, zaczęła mu tłumaczyć ze Józka nie ma, że studiuje teraz w Krakowie i może będzie w weekend. Rozmówca w miarę postępu rozmowy był coraz bardziej zdziwiony. Oczywiście chodziło o zupełnie innego Józka i inną Elę




      • swierszczowa1 Re: "Świat jest taki mały".... 18.11.11, 19:51
        Przypomniała mi się jeszcze historia opowiadania przez kolegę z pracy. W poprzedniej pracy kolegi jeden pracownik był na zwolnieniu lekarskim, ale naprawdę nie był chory, tylko pojechał na jakieś mistrzostwa w łowieniu ryb. Pech chciał, że wygrał te mistrzostwa, zrobiono mu zdjęcie z rybą i umieszczono je w jakiejś gazecie branżowej. Niestety szef był również miłośnikiem wędkarstwa i prenumerował tą gazetę.

        Trochę nie związane z tematem wątku, ale też zaskakujące:
        Kolega który jest daltonistą wykonał w pracy jakiś projekt w którym używało się kilku różnych kolorów . Posługiwał się numerami kolorów, a projekt przed wysłaniem klientowi pokazał jeszcze szefowi. Szef go pochwalił i kazał wysłać projekt. Po chwili zdenerwowany klient zadzwonił z pytaniem "Żarty sobie robicie?". Okazało się że szef również jest daltonistą. Obaj wzajemnie nie wiedzieli o swoim daltonizmie i skupili się na innych aspektach projektu, ufając, że drugi kolory widzi.
        • swierszczowa1 Re: "Świat jest taki mały".... 18.11.11, 20:23
          Mam taką teorię dotyczącą wagarów: gdziekolwiek by człowiek nie wyjechał, jak daleko od swojej szkoły, jak głęboko by się nie zaszył - zawsze trafi na swojego nauczyciela. A jak jakimś cudem nie trafi na nauczyciela to trafi na rodzica czy innych członków rodziny.
          Ja raz trafiłam na brata, który w owym czasie uczęszczał do przedszkola i był na przedszkolnej wycieczce. Brat był niespodziewanym spotkaniem siostry daleko od domu zachwycony. Oczywiście MUSIAŁ natychmiast po powrocie opowiedzieć mamie kogo widział na wycieczce :)
          • aura1508 Re: "Świat jest taki mały".... 20.11.11, 12:51
            Zmęczona pracą w mojej korporacji postanowiłam uciec z mężem na 2 dni do Ruciane Nida w tygodniu, żeby nie było dużo ludzi. Siedzę szczęśliwa sącząc zimne piwko na przystani u Faryja a tu nagle podpływa duży żaglowiec z rozkrzyczaną załogą - dosłownie przede mną. Ja patrzę a tu......ludziska z mojej firmy :-D Okazało się, że że kadra menedżerska miała w planie wyjazd integracyjny a ja po prostu nie usłyszałam czy też nie interesowało mnie to zbytnio. Ubaw mieliśmy po pachy bo oni wiedzieli, że mam dosyć i muszę uciec ale nie powiedziałam im gdzie :-)
            W sumie spędziłam super dzień z ludziskami pijąc dobre piwko i śpiewając szanty także nie żałuję :-) Ale świat jest mały :-D
    • sundry Re: "Świat jest taki mały".... 21.11.11, 14:22
      Jechałam pociągiem ze Śląska do Warszawy, obok mnie na peronie siedziały dwie dziewczyny, zaczęłyśmy gadać, w połowie podróży okazało się, że jedna z nich chodziła do mojego liceum, do przeciwnej klasy;)

      A z bardziej światowych: rodzice mojego szefa ostatnio zaliczali wycieczkę do Ameryki Płd., było na niej 18 osób z Polski i okazało się, że jest tam facet z tego samego miasta, co oni:)
    • jehanette Re: "Świat jest taki mały".... 04.04.14, 13:34
      Spotkałam po 11 latach od ukończenia LO babeczkę, która w 2giej klasie LO prowadziła nam zajęcia teatralne (absolwentkę mojego LO wcześniejszą). Spotkałam ją jako prowadzącą na warsztatach na których byłam zawodowo, nie związanych zupełnie z teatrem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka