teresa104
23.11.11, 19:58
Znów bumerangiem w czoło uderzyło mnie pytanie znajomych, co robię z sylwestrem. Z sylwestrem najchętniej bym tak zrobiła, żeby był zwykłą nocą, zwykłą zmianą daty. Przyjaciele i rodzina jednak napierają.
Byłam już na balu, byłam już w kinie, byłam w puszczy, byłam pod kołdrą, wszędzie atakują te same race, wybuchy, dziecinne odliczanki.
Nie chcę już sylwestrów. Nie chcę też nigdzie wyjeżdżać, gdzie jakoby da się uniknąć sylwestra, bo chciałabym choć tydzień nigdzie nie jechać.
Jaki jest sposób na tę cholerną przymuszoną wesołość? Co począć, gdy bliscy wyciągają cię gwałtem z wewnętrznej emigracji do krainy bez sylwestra? Jaką kontrpropozycję wysunąć?
A może inaczej: co zrobić, by sylwestra polubić?