Dodaj do ulubionych

Przetrzymać sylwestra

23.11.11, 19:58
Znów bumerangiem w czoło uderzyło mnie pytanie znajomych, co robię z sylwestrem. Z sylwestrem najchętniej bym tak zrobiła, żeby był zwykłą nocą, zwykłą zmianą daty. Przyjaciele i rodzina jednak napierają.

Byłam już na balu, byłam już w kinie, byłam w puszczy, byłam pod kołdrą, wszędzie atakują te same race, wybuchy, dziecinne odliczanki.

Nie chcę już sylwestrów. Nie chcę też nigdzie wyjeżdżać, gdzie jakoby da się uniknąć sylwestra, bo chciałabym choć tydzień nigdzie nie jechać.

Jaki jest sposób na tę cholerną przymuszoną wesołość? Co począć, gdy bliscy wyciągają cię gwałtem z wewnętrznej emigracji do krainy bez sylwestra? Jaką kontrpropozycję wysunąć?

A może inaczej: co zrobić, by sylwestra polubić?
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 20:18
      Urodzić dziecko i pod pretekstem opieki nad nim nigdzie nie wychodzić. A przedtem ciąża - też niezły pretekst :)
      • teresa104 O tym będzie inny wątek. 23.11.11, 20:26
        O tym, jak ludzie w koło ci radzą rodzić.

        Rozumiem, że masz sylwka z bani i możesz się nabijać, ale daj mi jakąś radę realizowalną.
        • jul-kaa Re: O tym będzie inny wątek. 23.11.11, 20:34
          teresa104 napisała:
          > O tym, jak ludzie w koło ci radzą rodzić.

          Już się boję, dawaj!

          A rada? Cóż, powiedz najpierw, czy chłop osobisty na wyjście nalega. Bo jak nie nalega, to sprawy jakby nie było, znajomych spławić łatwo szczerą prawdą lub niewinnym kłamstwem. Jak nalega, to masz, dziewczyno, problem.
          • jul-kaa Re: O tym będzie inny wątek. 23.11.11, 20:36
            Albo psa weź! Lub kota! Może być na kilka dni. Zaopiekuj się lękliwym bydlakiem koleżanki - ona się wyszaleje, Ty poniańczysz nieszczęsne zwierzę, wszyscy będą zadowoleni.
          • teresa104 Osobisty chce iść na wesołek. 23.11.11, 21:03
            Co to za słowo w ogóle ten wesołek? Pochodzi pewno z czasów wieczorków tańcujących i podmiejskich mityngów wielocypedycznych.

            No więc chłop chce iść na jakąś noc jazzową, jeszcze ten jazz bym zniesła, przynajmniej nikt by mi nie kazał tańczyć, a wśród jazzowych dziadów uchodzę za wyjątkowo świeży towar. Rzucił też pomysł sylwestra w piwnicy pod Baranami (banda zgredów i szpanerów). Oj, chyba z inną panią tam powinien jechać.
            • roza_am Re: Osobisty chce iść na wesołek. 23.11.11, 21:48
              Te Barany, to pewnie taka zagrywka cobyś się na łagodniejszą (znaczy jazzową) wersję zgodziła.
      • bell9 Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 07:57
        > Urodzić dziecko i pod pretekstem opieki nad nim nigdzie nie wychodzić. A przedt
        > em ciąża - też niezły pretekst :)

        potwierdzam i tak przetrwać klilka lat ( ja już 8), zwłaszcza jak się nie ma gdzie młodego/młodą lub z kim zostawić.
        Też nie lubię tej pory roku :( , świąt zresztą też :(
    • besame.mucho Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 20:25
      A dlaczego nie chcesz wyjechać w jakieś fajne miejsce? Nie na jeden dzień, tylko na kilka (od świąt do nowego roku), tydzień sobie gdzieś siedzisz na miejscu, a nie jeździsz, tyle, że to miejsce jest gdzie indziej.
      Ja od kilku lat lubię sylwestra, wcześniej nie znosiłam. Od kilku lat pierwszego albo drugiego dnia świąt wsiadam w samochód i jadę na działkę - 400 km od Warszawy i na kompletnym odludziu. Znajomi mnie nie wyciągają ani do mnie nie wpadają, bo za daleko, fajerwerków i imprez nie słychać, a ja jak tam jestem to nie odróżniam dni, więc nawet słabo łapię, że to już dziś ten sylwester, przy kominku z książką się zawsze tak samo siedzi.
      • teresa104 Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 20:31
        Jeszcze do jakiegoś Uzbekistanu bym się zmusiła, albo gdzieś tam. Na Polskę szkoda mi wypychać portki na kolanach, bo robię to tydzień w tydzień po ponad 800 kilometrów.
        A potem jak wrócę z Uzbekistanu, czy skądś tam, od razu jadę do pracy. Eheś, wolę symulować ciążę.
        • helenka333 A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 23.11.11, 22:38
          Co złego w tych fajerwerkach? W tej społecznej radości w sumie z niczego? Czy to nie miło ulec czarowi tej jednej nocy, w którą bawią się wszyscy ze złudną nadzieją na lepszy rok? Aczkolwiek rozumiem niechęć do balów różnego rodzaju, ale to z lenistwa i skąpstwa, lub raczej biedy- nie chce mi się pindrzyć i wydawać siana na kreacje na jedną noc...
          • zenobia44 Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 23.11.11, 22:44
            > Co złego w tych fajerwerkach? W tej społecznej radości w sumie z niczego? Czy t
            > o nie miło ulec czarowi tej jednej nocy, w którą bawią się wszyscy ze złudną na
            > dzieją na lepszy rok?

            A widzisz to powieść o dwóch szklankach - ja rozliczam poprzedni rok i dowala mi taki smutek, że tzw. zabawa z przypadkowymi ludźmi nie jest w stanie go rozwiać. Nawet się kiedyś w liceum popłakałam na parkiecie sylwestrowym, bo mnię tak przemijanie dotknęło:D
            i zabawę znajduję przednią w czymś innym niż impreza sałatkowo-drinowa w obcym mieszkaniu z obcymi ludźmi.
            • helenka333 Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 23.11.11, 22:48
              Heh ja też się raz popłakałam w sylwka i to niedawno, dwa lata temu i teraz czuje, że też nie będzie mi do śmiechu, więc się rozliczać właśnie nie chcę, ino zapomnieć, nie myśleć, najlepiej w gwarze nowych ludzi, huku petard i dużej ilości alko ;)
          • besame.mucho Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 23.11.11, 22:48
            Społeczna radość z niczego mi nie przeszkadza, przeszkadza mi za to, że się ta radość manifestuje głośną muzyką zza ściany albo huczeniem fajerwerków wtedy, kiedy ja jestem zmęczona i mam ochotę pójść spać. W sylwestra nie nastawiam się na imprezy, więc zdarza mi się np. dzień wcześniej pójść spać o 4 rano, a wstać o 8. I następnego dnia mam wtedy ochotę położyć się o 22 bez hałasów.
            Poza tym odpowiadając na pytanie z tematu - tak, jestem aspołeczna :). Nie lubię imprez z większą ilością ludzi, lubię spotkać się z dobrą koleżanką albo dobrym kumplem, wytrąbić we dwójkę kilka butelek i świetnie się bawić, ale imprezowych spotkań kilkunasto / kilkudziesięcioosobowych po prostu nie lubię i źle się na nich bawię. Także zdecydowanie wygodniej jest mi zapowiedzieć że wyjeżdżam, niż odbierać później całą noc coraz bardziej pijane telefony od znajomych wyciągające mnie na imprezę.
          • felisdomestica Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 23.11.11, 23:06
            Co złego w fajerwerkach? Spytaj mojego psa. Już się boję, czy tego sylwestra przeżyje.
            Nienawidzę tej pijanej hołoty, wylegającej na podworko kiele północy i strzelającej racami nad samochodami, w okna i balkony. I oczywiście zapominającej po sobie sprzątnąć te tony smieci z trawników. Może gdzie indziej sylwester wygląda kulturalnie. Mnie się niestety kojarzy z zarzyganą windą i wrzaskami "leeegiaaaa biaało czeeerwoniiiii" (co ma piłka nożna do sylwestra?). Ot, specyfika warszawskiego blokowiska...
            • miss-alchemist fajerwerki 24.11.11, 10:07
              Dopóki są to fajerwerki przez 10 minut po północy, to jeszcze nie jest tak źle, mój pies potrafi to przeżyć (ale musi brać tabletki na uspokojenie :(), najgorsze jest jednak to, że strzelają petardami przez cały dzień mimo zakazu i nikt się tym nie przejmuje. Mika nie chce wtedy wychodzić na spacer i potrafi załatwić swoją potrzebę fizjologiczną w domu z tego całego stresu. Od jakichś trzech lat w sylwestra przed wieczorem rodzice pakują Mikę do samochodu (samochód to jedyne miejsce, gdzie pies się uspokaja niezależnie od warunków, uwielbia jeździć) i wiozą za miasto na spacer godzinny, daleko od hałasów. Maleństwo i tak jest zestresowane, ale przynajmniej zrobi, co ma zrobić poza domem.

              Ja najchętniej tych wszystkich głąbów, co odpalają petardy w parku (zdarzyło się, że jakiś idiota rzucił petardę w stronę moją i psa), wsadziłabym na czas sylwestra na dołek, niech tam sobie poświętują, skoro nie potrafią się kulturalnie bawić. W ogóle co to za atrakcja - petardy? Fajerwerki przynajmniej ładnie błyszczą i są efektowne, a to to tylko hałasuje i śmierdzi :/
          • madzioreck Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 25.11.11, 00:34
            Ech no, radykalizm albo w jedną, albo drugą stron - nie trzeba wydawać kasy na żadne ciuchy, i jednoczesnie nie trzeba siedzieć samemu w domu (o ile się nie chce, oczywiscie) :)
            • helenka333 Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 25.11.11, 10:36
              Racja, ja najbardziej lubię na sylwestra domówki w sprawdzonym towarzystwie, plus parę nowych osób, zawsze jest ciekawiej.
          • anna-pia Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 25.11.11, 10:31
            helenka333 napisała:

            > Co złego w tych fajerwerkach? W tej społecznej radości w sumie z niczego? Czy t
            > o nie miło ulec czarowi tej jednej nocy, w którą bawią się wszyscy ze złudną na
            > dzieją na lepszy rok?

            Ale jeśli ktoś nie lubi tłumu podpitych facetów i kobitek? Ty możesz lubić, ja niekoniecznie.
            Fajerwerki są w porządku, ale przez godzinę, a nie od południa 29.12. do wieczora 01.01.

            > Aczkolwiek rozumiem niechęć do balów różnego rodzaju, ale
            > to z lenistwa i skąpstwa, lub raczej biedy- nie chce mi się pindrzyć i wydawać
            > siana na kreacje na jedną noc...

            Ale dziecinne. Nie przypisuj innym swoich motywacji. Nie rozumiesz, że jak ktoś nie lubi pić i tańczyć całą noc, to dlatego, że nie lubi tego cały rok? To po co ma się męczyć 31.12.?
            • helenka333 Re: A co Wy jakieś aspołeczne jesteście? ;) 25.11.11, 10:46
              A gdzie ja napisałam, że trzeba pić i tańczyć żeby się dobrze bawić? Albo, że trzeba iść w tłum z petardami i butelkami? Unikam tego bo się zwyczajnie boję.
    • daslicht Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 20:32
      Przyjdź na specjalnego czata LB. W tym roku już czwarta edycja!
    • roza_am Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 20:42
      Hm, a argument z romantycznym wieczorem tylko we dwoje na znajomych nie działa?
      To może użyć dziecka, jakiegoś znajomego. Że niby w tym roku wasza kolej na rodzinny baby-sitting. A jak nie ma dziecka, to może jest jakaś babcia, znerwicowany pies, mieszkanie wyjechanych znajomych do opieki?
      A może wystarczy wyłączyć telefon? Albo kaszleć do słuchawki?
      Ostatecznie zaprosić jakąś miłą lobbystkę na wspólne narzekanie przy ulubionym kielichu ;)
    • aankaa Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 21:03
      zaczynając od końca
      "jak spędziłaś sylwestra ?"
      > nie musiałam, sam zszedł

      a początek dorób sobie sama :P
    • kis-moho Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 21:33
      Znam ból, mam ten problem co roku, pomnożony przez fakt, że to (wstyd się może przyznać) nasza z lubym rocznica. Na ostatnim odmroziłam sobie tyłek oglądając fajerwerki na moście Karola. Z mostu i fajerwerków widziałam niewiele, pooglądałam sobie za to szerokie bary innych imprezowiczów. W tym roku na szczęście chyba stanie na sylwestrze w małej grupie znajomych u kogoś w mieszkaniu, to mi całkiem nawet odpowiada. Ale mało brakowało, a znowu byśmy gdzieś jechali...
      • kis-moho Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 21:49
        To się wypowiedziałam do rzeczy... Ogólnie wydaje mi się, że uniknąć sylwestra jest trudno, skoro osoba z którą go spędzasz koniecznie chce gdzieś iść. Ale może jak mówisz da się polubić? Jakieś spotkanie w mniejszym gronie, z ludźmi, którzy niekoniecznie będą odliczać do dwunastej (i kłócić się, kto ma najlepiej ustawiony czas), a po prostu dobrze się razem bawić. I potraktować to jako zwykłe spotkanie towarzyskie? Może nawet być miło :o)
      • jul-kaa Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 22:27
        kis-moho napisała:
        > to (wstyd się może
        > przyznać) nasza z lubym rocznica. Na ostatnim odmroziłam sobie tyłek oglądając
        > fajerwerki na moście Karola.

        Jesteś mną? To nasza też niejako rocznica (choć my już ślubu chyba powinniśmy liczyć, a nie pierwszych pocałunków w pąsach?). Na moscie Karola też raz spędziliśmy Sylwestra, było OKROPNIE!
        • kis-moho Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 09:52
          > Jesteś mną? To nasza też niejako rocznica (choć my już ślubu chyba powinniśmy l
          > iczyć, a nie pierwszych pocałunków w pąsach?). Na moscie Karola też raz spędzil
          > iśmy Sylwestra, było OKROPNIE!

          A myślałam, że jesteśmy jedyną parą, której związek przetrwał dłużej niż do drugiego stycznia ;o) Pragę wspominam ciepło, ale ta okropna noc sylwestrowa, kiedy wszystko tam odmarzło, to zdecydowanie było nie to. Hradczany może by były lepsze, ale zimno było wszędzie tak samo.
          • jul-kaa Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 11:12
            Widzisz, ja byłam w Pradze na idiotycznym sylwestrowym wyjeździe - przyjeżdżało się koło 20, wyjeżdżało o 3 w nocy. Czyli 7 godzin na ulicy. Koszmar!
            • kis-moho Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 11:19
              > Widzisz, ja byłam w Pradze na idiotycznym sylwestrowym wyjeździe - przyjeżdżało
              > się koło 20, wyjeżdżało o 3 w nocy.

              Co Wam strzeliło do głowy? :o) Mam nadzieję, że nie było tak zimno jak w zeszłym roku, dla mnie ta godzina w okolicach dwunastej to już było za dużo.
              • kaga9 Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 22:04
                My się poznaliśmy w sylwestra:) Całkiem spory klub nas tu.
          • slotna Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 12:34
            Znajoma moich rodzicow pojechala razem z nimi na sylwestra do Budapesztu, gdzie poznala Algierczyka i... wyszla za niego za maz ;)
      • yaga7 Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 06:40
        Bo w Pradze najlepiej się ogląda fajerwerki z Hradczan :) Wysoko i wszystko widać.
    • maith Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 22:37
      A luby koniecznie musi ten jazz mieć właśnie wtedy?
      Inna sprawa, że głośna muzyka zagłuszy Ci fajerwerki (jest nadzieja)
      Ja przyznam też za Sylwkiem nie przepadam, wolę imprezować kiedyindziej, a nie tak ze wszystkimi na hurra. Na szczęście mąż osobisty wyznaje podobne poglądy. A same fajerwerki nawet lubimy oglądać, szczególnie że mamy miejsce z widokiem na udane pokazy.
      Jedyny problem, to że jak ktoś chce zostać w domu, to Polska ma to do siebie, że jak ktoś nie wyjedzie w głuszę, jak Besame, to ryzykuje, że sąsiedzi mu urządzą umcaumca.
    • zenobia44 Re: Przetrzymać sylwestra 23.11.11, 22:38
      Sylwestra nie lubię (z czego się cieszyć, znowu rok starsza itepe,), nie wiem nawet czy ktoś lubi oprócz restauratorów i producentów fajerwerków.
      Odnośnie kontrpropozycji - a to trzeba się tłumaczyć?
      No, ale teraz widzę, że na Sylwestra w piżamie to się pracuje cały rok. Wachlarz strategii jest szeroki, ale możesz spróbować tego:
      umawiasz się na spotkanie ze znajomymi i nie przychodzisz z powodu choroby/pracy/czegoś b.b. ważnego, obiecujesz oddzwonić i nie oddzwaniasz. Masz ich z głowy, obrażeni czekają na odzew.
      Innym mówisz wprost jak np. nie znosisz facetów na motorach/kobiet utrzymanek/ kobiet-które-wszędzie-ciągną-dzieciory/etc., więc nie zaproszą cię na żadne domówki, na których dzieci muszą patrzeć na pijanych rodziców, ani na zjazdy trzeźwych harleyowców, ani na wystawne bale.
      Weekendy masz zajęte od świtu do nocy, a jedyne wolne popołudnia chcesz zająć czymkolwiek (w grę wchodzi nawet i chiński), a póki co zajmujesz je aktywnością fizyczną, której nienawidzisz, ale dzięki temu masz czas na spotkania z ludźmi tylko rano, wtedy kiedy normalni ludzie pracują, a "nienormalni" wiedzą, co myślisz o ich trybie życia, więc się z propozycją nie wychylą (patrz wyżej).
      Rodzinie i najbliższym mówisz wprost to co nam i chyba powinni się odczepić.
    • kasica_k Zrób domówkę 23.11.11, 23:31
      dołączając do sąsiedzkiego umca umca, jak to ujęła Maith. Dla mnie Sylwester to taka sama okazja do urządzenia imprezy ze znajomymi, tak jak urodziny czy imieniny. Jeśli mogę się spotkać przy kieliszku dobrego wina w dzień urodzin mojego kota, to czemu nie w Sylwestra? :) Nie ma żadnego obowiązku łażenia gdzieś, zwłaszcza do obcych nam ludzi, a zrobienie imprezy u siebie ma tę zaletę, że nie trzeba znikąd wracać w zimną noc i czekać nie wiadomo ile na taksówkę. Tańczyć nie trzeba, zwłaszcza że w mieszkaniach zwykle jest za ciasno. Można słuchać muzy, oglądać filmy i gawędzić w dowolnie wybranym gronie.
      • yaga7 Re: Zrób domówkę 24.11.11, 06:46
        W sumie mam podobnie - okazja jak każda inna.

        W zeszłym roku byliśmy na sylwestra w knajpie, do której regularnie w ciągu roku chodzimy imprezować. Muzyka podobna, znajomi ci sami, wystrój ciut lepszy (ach, pierniczki w kształcie trumienek ;)), czulam się po prostu jak na normalnej imprezie.

        A na imprezę do obcych pewnie też bym w życiu nie poszła.

        Natomiast marzy mi się taki prawdziwy sylwestrowy bal... Ale w dwójkę łyso iść, a znajomi takich klimatów nie lubią.
        • kasica_k Re: Zrób domówkę 24.11.11, 18:10
          Fakt, bal byłby niezły, taki z sukniami i w ogóle, ale tylko gdybym organizowała go ja albo ktoś z moich znajomych, inaczej pewnie źle bym się bawiła, a przede wszystkim skisła z nudów. Twoja opcja z knajpą oczywiście doskonała. A w ogóle przy wszelkich imprezach, okazjach, sylwestrach etc. najważniejsi są ludzie - najbardziej luksusowe przyjęcie będzie przykrością, jeśli nie spędza się go w takim gronie, jakie się lubi na co dzień.
      • teresa104 Robiłam w zeszłym roku 24.11.11, 18:54
        Najpierw cały dzień podwyższałam standardy higieniczne domostwa, potem gotowałam, potem biegałam do kuchni i nazad, potem mój brat obryzgał szampanem moje świeżo umyte okna i balkon zamieniony na zimowy salon (zrobiłam nawet lampiony nie szczędząc dłoni), po wyjściu gości znów musiałam sprzątać.

        Fajnie jest ludzi gościć, ale w mniejszej skali. Ja bez służby już się na to nie piszę.
        Poza tym koleżanki narzekały, że jest mało facetów (co ja poradzę, że dwóch nawaliło?). Zresztą nie wiem, gdzie są ci mężczyźni, sokoły, herosy.

        Plusy były, nie przeczę. Wyprawiłam to towarzycho w moich spodniach na przystanek, sama się rozmalowałam i nim oni doczekali się na nocny, już spałam w cieple.
        • kasica_k Re: Robiłam w zeszłym roku 24.11.11, 19:37
          Bo to trzeba gości zatrudnić. Przynajmniej do gotowania (kuchcik, podkuchenna - wspaniała sprawa) i biegania w tę i nazad. Okien można nie myć, w zimie i tak nic przez nie nie widać, bo ciemno :) (nie ogarniam mycia okien przed Świętami B. N.).
          • kis-moho Re: Robiłam w zeszłym roku 24.11.11, 19:42
            > Bo to trzeba gości zatrudnić.

            Ale do sprzątania po już się nie dadzą zatrudnić. A wtedy zamiast leczyć w ciepłym łóżku lekkie objawy nadużycia, trzeba latać z odkurzaczem. Mnie to nie pociąga :o)
            • yaga7 Re: Robiłam w zeszłym roku 24.11.11, 21:00
              To trzeba mieć mało do sprzątania :P

              My robiliśmy domówkę sylwestrową, nie różniła się wiele od naszych domówek imieninowych czy urodzinowych.

              ALE: ja nie gotuję, goście jedzą paluszki, chipsy, ciasteczka, czasem sałatka i wystarczy. I są zadowoleni, nie narzekają :P No ale z drugiej strony to są luźni goci, a nie towarzystwo biznesowe czy insze z wyższych sfer ;)
          • teresa104 No ale 24.11.11, 19:46
            porobiłam te lampiony, ustawiłam na balkonie, żeby ładne światło wpadało przez okna do pokoju, żeby goście chętnie wychodzili na balkon (mam dobry widok na pobliskie centrum handlowe, gdzie zawsze są fajerwerki na sylwestra), musiałam te szyby szmatą oblecieć, podłogę wyszorować, śnieg obsesyjnie parokrotnie zamiatać. Brat myślał podobnie. Jak już miał tę flaszkę w rękach i wstrząsnął, to chciał, żeby ci, którzy zostali w pokoju i nie wyszli na balkon, też sobie popatrzyli, jak szampanowa piana leci.

            A ja do kuchni podkuchennych nie biorę, wiadomo, że ja wszystko lepiej zrobię, najlepiej wiem, najlepiej mi się udaje. Nie mogę nawet krzytyny tego splendoru na kogoś spuścić;)
            • kasica_k Re: No ale 24.11.11, 23:13
              teresa104 napisała:
              >
              > A ja do kuchni podkuchennych nie biorę, wiadomo, że ja wszystko lepiej zrobię,
              > najlepiej wiem, najlepiej mi się udaje. Nie mogę nawet krzytyny tego splendoru
              > na kogoś spuścić;)

              No to masz przekichane :)
            • jul-kaa Re: No ale 24.11.11, 23:20
              A ja sobie przed Bożym Narodzeniem załatwiam podkuchenną. W tym roku drugi raz. Przychodzi do mnie przyjaciółka, sadzam ją w kącie kuchni i daję do krojenia te wszystkie bakalie, kapusty, grzyby i inne tałatajstwa. Ona gotować nie umie i nie lubi, ja nie lubię gotować sama i nie lubię tych wszystkich idiotycznych zbędnych zajęć typu krojenie w drobną kosteczkę. Ja zyskuję pomoc, ona gotowe dania. Splendoru nie tracę, bo zadbałam, żeby podkuchenną było totalne beztalencie ;)
      • magdalaena1977 Re: Zrób domówkę 24.11.11, 22:03
        kasica_k napisała:

        > dołączając do sąsiedzkiego umca umca, jak to ujęła Maith. Dla mnie Sylwester to
        > taka sama okazja do urządzenia imprezy ze znajomymi, tak jak urodziny czy imie
        > niny.

        Dla mnie nie ;-)
        W zwykły dzień mogę kogoś zaprosić na kawę, na sałatkę itp. A w sylwestra wszyscy spodziewają się nie wiadomo jakiego balu czy imprezy do białego rana.
        Np. oczekują, że będą tańce. A jak tańce to gości obu płci powinno być po równo ...
        • kasica_k Re: Zrób domówkę 24.11.11, 23:16
          magdalaena1977 napisała:

          > W zwykły dzień mogę kogoś zaprosić na kawę, na sałatkę itp. A w sylwestra wszy
          > scy spodziewają się nie wiadomo jakiego balu czy imprezy do białego rana.
          > Np. oczekują, że będą tańce. A jak tańce to gości obu płci powinno być po równo
          > ...

          No to znamy innych "wszystkich" :) Tzn. do białego rana bardzo chętnie, ale niekoniecznie zaraz bal i tańce. Nie mieszkam w pałacu z salą balową :)
          • magdalaena1977 Re: Zrób domówkę 25.11.11, 01:30
            kasica_k napisała:

            > No to znamy innych "wszystkich" :) Tzn. do białego rana bardzo chętnie, ale nie
            > koniecznie zaraz bal i tańce. Nie mieszkam w pałacu z salą balową :)

            Ja też nie i w tym właśnie problem. Gdybym miała pałac, służbę i salę balową, mogłabym wyprawiać Sylwestra choćby co tydzień ;-)

            Ale poważnie - raz robiłam u siebie Sylwestra w postaci parapetówki i pamiętam, że był dużo bardziej pracochłonny niż zwykła impreza - szczególnie konieczność zapewnienia gościom zróżnicowanego rozrywki i jedzenia na te powiedzmy 8 - 10 godzin. Jak na weselu ;-)
            Cały dzień sprzątałam i gotowałam (+ jeszcze dostałam okres) i jak gości poszli o 7 rano, to nie miałam siły ruszyć ręką ani nogą.
        • madzioreck Re: Zrób domówkę 25.11.11, 00:43
          Moim "wszystkim" już przeszły domowe tańce, zdarza się sporadycznie i spontanicznie :) I nie za głośno ;)

          A ogólnie co do sylwestrowej domówki - my z przyjaciółmi urządzamy to tak, że najpierw ustalamy, co chcemy szamać i pić, oraz dzielimy się zadaniami. Zmotoryzowani i czasowi robią zakupy (lubimy, już wtedy jest fajno), potem każdy coś tam gotuje. Ja ze 2 sałatki, zupa meksykańska i jakiś śledź, Kolega paszteciki i barszcz + gulasz albo coś takiego, ktoś inny ciasto/ciasta, ktoś inny jeszcze ze 2 sałatki... i pracy w sumie dla każdego niewiele, a można wykarmić mały pluton :D Mamy taki wariant obcykany od lat, łącznie ze zrobieniem imprezy niespodzianki pod nosem głównego zainteresowanego, wszystko idzie sprawnie. W Nowy Rok są oczywiście poprawiny Sylwestra, bo trzeba dokończyć zapasy. I jest fajno :D Sprzątaniem przed nikt sobie głowy nie zawraca, sprzątanie po robimy razem.
        • slotna Re: Zrób domówkę 25.11.11, 21:16
          > A jak tańce to gości obu płci powinno być po równo

          Nie przypuszczalam, zeby miedzy nami byla duza roznica wieku, ale teraz zabrzmialy ze dwa pokolenia. Tanczy sie u mnie i na babskich imprezach. Walca juz nikt w moich towarzystwach nie puszcza...
          • pierwszalitera Re: Zrób domówkę 25.11.11, 21:35
            slotna napisała:

            > Nie przypuszczalam, zeby miedzy nami byla duza roznica wieku, ale teraz zabrzmi
            > aly ze dwa pokolenia. Tanczy sie u mnie i na babskich imprezach. Walca juz nikt
            > w moich towarzystwach nie puszcza...

            Jak ja chodziłam do liceum to tańczyło się faktycznie w parze, ale nie walca, tylko disco foxa do New Order, ale na ostatnim spotkaniu klasowym ludzie tańczyli solo i w grupkach, więc jako starsze pokolenie też nie bardzo wiem, o co biega z tą równą liczbą. Ok, do swingowania i podobnych świńskich gierek, to wypada faktycznie dobrać pary, by nikt nie czuł się wykluczony, wyjątkiem jest grupowa orgia. ;-D
          • magdalaena1977 Re: Zrób domówkę 26.11.11, 03:10
            slotna napisała:

            > Nie przypuszczalam, zeby miedzy nami byla duza roznica wieku, ale teraz
            > zabrzmialy ze dwa pokolenia.

            Nie jest aż tak źle ;-)

            > Tanczy sie u mnie i na babskich imprezach.
            > Walca juz nikt w moich towarzystwach nie puszcza...

            U mnie też. Zresztą na normalnych imprezach wszyscy siedzą, jedzą, piją i gadają. A na Sylwestra nagle pojawia się jakiś jakiś społeczny przymus tańca ;-)
            • slotna Re: Zrób domówkę 26.11.11, 11:53
              > Nie jest aż tak źle ;-)

              Hehe, no tak sadzilam ;)

              > U mnie też. Zresztą na normalnych imprezach wszyscy siedzą, jedzą, piją i gadaj
              > ą. A na Sylwestra nagle pojawia się jakiś jakiś społeczny przymus tańca ;-)

              Aha, tanca, dobrze, ale W PARACH? :D Znaczy, nie zrozum mnie zle, mam kilku znajomych, z ktorymi mi sie znakomicie tanczy, swietnie tanczy tez facet mojej matki i jesli jestesmy gdzies razem na imprezie, to go podkradam, bo lubie, ale to jest traktowane jako cos wow wyjatkowego ;) Normalnie kazdy sie giba sobie, wzglednie dziewczyny, ktorych tanczacych (niezaleznie od ogolnej liczby uczestnikow party) jest zawsze przewaga, synchronizuja biodra i robia tlo do Shakiry ;)
    • slotna Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 00:55
      Ja bym chciala pojsc kiedys na fajnego sylwestra, ale jeszcze mi sie nie zdarzylo. A jak mnie zapraszaja na niefajny, to zwyczajnie mowie, ze nie, dziekuje, wole zostac w domu. Jak nie dziala, to warcze tym samym tekstem i dziala ;) Zostanie w domu oznacza posiadowe z mama i jej facetem oraz wielka domowa pizze razy dwa. Taka tradycja. Fajerwerkow u mnie w okolicy zadnych nie ma, bo to nielegalne - i dobrze. Niby lubie na nie patrzec, ale nienawidze huku, poza tym strasznie syfia i sa niebezpieczne. Co to ja chcialam... a, no wlasnie, marzy mi sie duza, ciekawa impreza, ale dzie tam. Moze kiedys ;)
      • magdalaena1977 Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 21:59
        slotna napisała:

        > Ja bym chciala pojsc kiedys na fajnego sylwestra, ale jeszcze mi sie nie zdarzylo.

        No właśnie - ja bym się chętnie wybrała na jakiś super bal, ale ciężko z towarzystwem :-(
        • slotna Re: Przetrzymać sylwestra 25.11.11, 12:39
          > No właśnie - ja bym się chętnie wybrała na jakiś super bal, ale ciężko z towarz
          > ystwem :-(

          Jak kiedys poszlam w miejsce, gdzie zawsze spotykalam bardzo fajnych znajomych, to okazalo sie, ze z tych znajomych wyjatkowo zostala jedna sztuka. Wrocilam do domu kolo pierwszej i obejrzalam sobie z chlopakiem "Garden State", pamietam :) Jakos mi to uratowalo wieczor.
    • dadaczka widzę,że masz z Sylwestrem problem jak 24.11.11, 14:05

      ja z urodzinami/imieninami (które mam zresztą jednego dnia). Zawsze wtedy doła łapię, nie lubię tego dnia, najchętniej udałabym się na emigrację wewnętrzną tudzież do jakiegoś spa, a mi nie dają. Rodzina np. Albo mąż. I oczekują wdzięczności za pamięć. A ja mam wtedy taką wdzięczność jak za ból zęba.

      No nie wiem co Ci poradzić, chociaż niby z Sylwestrem łatwiej. Może mężczyznę zaprosić na Sylwestra w piżamach w cztery oczy, znajomym powiedzieć, że wyjeżdżacie z połowkiem? U mnie to jednakowoż trudniejsze. Jak spowodować, zeby się w urodziny/imieniny ode mnie WSZYSCY odczepili?
      • besame.mucho Re: widzę,że masz z Sylwestrem problem jak 24.11.11, 15:15
        > Jak spowodować, zeby się w u
        > rodziny/imieniny ode mnie WSZYSCY odczepili?

        Kiedy mąż, przyjaciółka, ktoś z rodziny, itd zapyta co chcesz dostać na urodziny, to odpowiedzieć, że najchętniej dwudniowy wyjazd do jakiegoś fajnego spa właśnie w czasie urodzin. Ty odpoczniesz, komuś będzie miło, że Ci sprawił wymarzony prezent i wszyscy będą zadowoleni ;P.
        • dadaczka nie działa. Jak raz tak powiedziałam, to się 24.11.11, 15:57
          mąż obraził :-/ I to nawet nie na dwa dni, na ten jeden dzień chciałam się ewakuować.
          • roza_am Re: nie działa. Jak raz tak powiedziałam, to się 24.11.11, 16:15
            Pewnie się czuje odrzucony i niepotrzebny i nie radzi sobie z tym. Możesz albo brutalnie stawiać na swoim licząc się z nerwową reakcją drugiej strony, albo poszukać jakichś tricków. Np. zażyczyć sobie odmalowania sypialni, wymiany mebli czy innej odpowiedzialnej i czasochłonnej czynności, która da Tobie usprawiedliwienie na wybycie w siną dal, a mężowi poczucie bycia dzielnym rycerzem spełniającym życzenia swojej wybranki (tudzież męża wysłać po krokodyla, a spa urządzić sobie we własnej łazience :) ). A po wszystkim możecie we dwoje czy w szerszym gronie uczcić udany remont (a nie Twoje daty ;) ).
          • pierwszalitera Re: nie działa. Jak raz tak powiedziałam, to się 24.11.11, 17:33
            dadaczka napisała:

            > mąż obraził :-/ I to nawet nie na dwa dni, na ten jeden dzień chciałam się ewak
            > uować.

            Ha, ha, ha. Oglądam sobie właśnie taki amerykański serial The Big C. Taka tragikomedia, ale genialna. Całkiem młoda babka jeszcze, w okolicach 40, ma zaawansowanego raka skóry i prawdopodobnie tylko niecały rok życia, ale nikomu z rodziny nie może powiedzieć o swojej diagnozie, bo wszyscy (mąż, syn, brat) zaplątani są we własnym egoiźmie i we własnych problemach, a ona nie ma serca rozpierniczać im życia. To trochę ekstremalny przykład, ale kurcze blade, ty masz urodziny, a mąż się obraża, że nie chcesz spędzać tego dnia według jego życzeń? I tak właśnie ciągle coś robimy niby dla siebie, ale ciągle dla innych. Urządzamy NASZE urodziny, święta, jublileusze itp, by podobały się INNYM i nikt nie pyta, czego MY właściwie chcemy. A niech się obrażają. Obrażanie się to dowód, że mają cię tak naprawdę w nosie.
          • kasica_k Re: nie działa. Jak raz tak powiedziałam, to się 24.11.11, 17:56
            A tego to już nie rozumiem, prezent to prezent, ma być taki, żeby to obdarowany się cieszył przede wszystkim.
      • kasica_k Re: widzę,że masz z Sylwestrem problem jak 24.11.11, 17:54
        No bo czyjeś urodziny to tradycyjnie okazja, żeby jubilata dopieścić. Życzenia złożyć, obdarować i w ogóle. Zresztą zwyczaj zwyczajem, po prostu miło jest sprawić komuś przyjemność i widzieć jego radość. Jak sobie wyobrażę, że ktoś z moich bliskich z nagła oświadcza, że nie chce nic na urodziny i w ogóle mam mu nie przypominać o tym dniu, to mnie by się zrobiło przykro (Nic ode mnie nie chce? Dlaczego? Co ja mu złego zrobiłam?), dlatego rozumiem Twoich.

        A właściwie to czemu akurat w urodziny łapiesz/łapiecie doła? Albo w Sylwestra? Dzień jak każdy inny, lepiej wykorzystać na plus (okazja do imprezy czy prezentów), a coraz starsi robimy się z każdą minutą wszyscy, niezależnie od tego, jaka jest akurat data. To już chyba lepiej, jak nas za nasze starzenie się nagradzają prezentami oraz życzą wszystkiego dobrego? :) Ja się w każdym razie dziwnie czuję słuchając, że komuś jest smutno, bo zrobił się starszy (i to akurat w urodziny czy na Sylwestra, tak jakby przemijanie nie towarzyszyło nam każdego dnia). Przecież nikt nie młodnieje...
        • dadaczka no cóż,nie do końca jestem w stanie to racjonalnie 24.11.11, 18:04
          wytłumaczyć. Bo sprawa nie w rozumie, ale w uczuciach. Moich subiektywnych. Nawet nie chodzi o starzenie się, po prostu jest mi smutno i źle. Jak ten dzień się zbliża zaczynam się spinać, jak mija powoli zaczynam oddychać z ulgą. Najchętniej bym go przespała, wykreśliła z kalendarza albo nie zauważyła. Bardzo źle mi się ten dzień kojarzy, jak pomyślę o nim to mi jakoś tak od razu zimno i nieprzyjemnie się robi.
          Z jednej strony rozumiem powód obrazy męża (powody mniej więcej takie, jak podała Kasica), z drugiej coś jest w tym, że tak naprawdę jemu w próbach uczczenia mojego (khmm) święta nie chodzi o mnie, ale o siebie. A brak zrozumienia powoduje, że ja się jeszcze bardziej spinam. I tak to się błędne koło robi.
          Żeby było dobrze ktoś musi ustąpić i zrobić dobrą minę do złej gry. Czyli godzić się na coś, co mu się wcale nie podoba albo nie odpowiada, usmiechnąć się i zachować stosownie do oczekiwań. I kto to jest? Zgadnijcie ;-)
    • nomina Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 14:08
      Tereso, kocham sposób, w jaki opisujesz te jakże ważkie problemy :). Ja kiedyś wydam książkę z Twoimi wątkami egzystencjalnymi, chcesz?

      PS. Mam ten sam problem z sylwkiem.
    • diuszesa Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 14:14
      A nie możesz po prostu powiedzieć, że w tym roku nigdzie się nie wybierasz? ;-)
      Mów konsekwentnie: nigdzie nie idę.
      A luby nie może sobie sam pójść do tej piwnicy, chyba jakieś chętne osoby do towarzystwa sobie znajdzie?
      Jak będziesz konsekwentna i uparta, to lubego i znajomych masz z głowy, załatwionych jednym dobitnym słowem NIE.
      Gorzej z sąsiadami - jeśli są imprezowi, to pozostaje wynieść się w jakieś odludne miejsce. Jeśli nie są imprezowi - to problem masz całkowicie z głowy :-)
    • beniutka_bo sylwestrowe opędzanie się od znajomych... 24.11.11, 17:57
      ...przychodzi mi zadziwiająco łatwo, szczególnie,że jesienią roku ubiegłego dokonaliśmy "legalizacji" (fuj, co za słowo!) związku, więc mam cudną wymówkę, opracowaną rok temu. Na pytania: Gdzie idziesz na Sylwka?/ Gdzie byłaś na Sylwka? Odpowiadałam bez pardonu "do łóżka/w łóżku". Na ewentualne zdziwione/zszokowane miny wiatropylnie poczętych znajomych mówiłam ze słodka minką "chyba jako młoda mężatka mogę,nie?"

      Tak,jestem aspołeczna, a co ciekawsze- bardzo mi z tym dobrze, bo wolę przesiedzieć Sylwka w domu z książką/ filmem/robótką (wiadomo,najlepiej z połowicą, ale to niezbyt często, z racji jego pracy),do szału mnie doprowadza próba wyciągnięcia mnie na plac miejski koło północy, żeby nawąchać się smrodów frajerwerków i ciągle sprawdzać,czy jakiś kretyn nie rzucił mi nic "wystrzałowego" pod nogi. Imprezy Sylwestrowe też mnie nie bawią, najlepiej wspominam Sylwka w górach, na zadupiu, gdzie nawet zasięgu nie było :D
    • balbina11 Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 20:13
      Ja mam wytłumaczenie w postaci psa. Jeszcze nie wiem jak on będzie to przeżywał, ale huku nie lubi. Na szczęście ostatni spacer o 19.30. Zobaczymy jak spędzimy tę noc.
    • teresa104 Póki co stanęło na filharmonii 24.11.11, 20:28
      gdzie mamy spędzić wieczór, a potem normalnie wrócimy do domu tramwajem, zjemy chleb z salcesonem i pójdziemy spać.

      Podobno Polak jest w filharmonii raz na 200 lat, podkręćmy tę średnią. Niestety znajomi nie piszą się na filharmonię, niektórych sama nazwa tumani i przestrasza, wybierzemy się więc we dwoje.
      Mam założyć osobny wątek "co ja mam na siebie włożyć", czy tu mi możecie pomóc? Jeśli tu, to proszę o linki do sklepów internetowych albo proste wytyczne typu "po lewej w Zarze".
      • renulec Re: Póki co stanęło na filharmonii 24.11.11, 21:21
        Tereso, salceson u mnie się znajdzie, z tramwajem gorzej ;)
        Ja wiem, że filharmonia to ambitny plan, ale....jakby co, to pisz.
        Możesz to traktować jako oficjalne zaproszenie :)


        ------------------------
        Wszystko jest trudne, nim stanie się proste :)
      • anna-pia Re: Póki co stanęło na filharmonii 25.11.11, 10:45
        teresa104 napisała:

        > Mam założyć osobny wątek "co ja mam na siebie włożyć", czy tu mi możecie pomóc?
        > Jeśli tu, to proszę o linki do sklepów internetowych albo proste wytyczne typu
        > "po lewej w Zarze".

        Juhu :)
        Długą suknię z dekoltami gdzie się da. W zarąbistym kolorze "strażacy na pewno mnie zauważą".
        • kis-moho Re: Póki co stanęło na filharmonii 25.11.11, 10:50
          > Długą suknię z dekoltami gdzie się da. W zarąbistym kolorze "strażacy na pewno
          > mnie zauważą".

          Taką? :o)
          • teresa104 Ała 25.11.11, 21:04
            Co gorsze, byłoby mi w niej naprawdę git. Nie wiem tylko czy koresponduje z tramwajem.
            • jul-kaa Re: Ała 25.11.11, 21:23
              A jakie macie tramwaje? Bo my czerwone dość często - komponowalabyś się idealnie ;)
              • teresa104 Barwy są chyba te same 25.11.11, 21:33
                Te starsze modele są żółte u góry, czerwone na dole, pesy są... ciężko mi sobie przypomnieć pesę bez reklam, czerwone chyba.

                To pęknięcie na nodze ułatwi mi wsiadanie, jeśli trafi się model nieniskopodłogowy.
                • jul-kaa Re: Barwy są chyba te same 25.11.11, 21:34
                  Pomyśl, co możesz założyć żółtego na górę ;)
                  • kis-moho Re: Barwy są chyba te same 25.11.11, 21:44
                    > Pomyśl, co możesz założyć żółtego na górę ;)

                    To. W sam raz na mroźny zimowy wieczór. I te buty.
                    • pierwszalitera Re: Barwy są chyba te same 25.11.11, 22:05
                      Te buty? Na polską zimę? Proponuję coś cieplejszego i kolorystycznie neutralnego (będzie pasować do wielu innych rzeczy), czyli te
                      • teresa104 Rozczuliłam się, 26.11.11, 09:23
                        te buty przypomniały mi mojego nieodżałowanego psa.
                        • wodadobra Re: Rozczuliłam się, 26.11.11, 13:23
                          Zeżarł ci takie? I zszedł biedak?
                    • kis-moho Pomijając dopasowanie do tramwaju 25.11.11, 22:17
                      Tak już na serio, jak zobaczyłam to, to pomyślałam o Tobie. Ale może kompletnie się mylę i jest to straszne pudło :o)
                      • teresa104 Dla mnie ten jump-suit? 26.11.11, 09:41
                        Jeśli dla mnie, to dobry pomysł, lubię taką prostotę formy. Nie wszystkie jednak stroje tego typu wybaczają 10 cm więcej w biodrach niż w biuście. No i kradną talię. Pomysł fajny i nierujnujący budżetu (zwłaszcza, że butów nie widać i obleciałabym tym, co mam, a jedyne buty na obcasie mam wiśniowe).
                        • kis-moho Re: Dla mnie ten jump-suit? 26.11.11, 13:30
                          > Jeśli dla mnie, to dobry pomysł, lubię taką prostotę formy.

                          No to mi się dobrze skojarzyło. Ale fakt, takie coś trzeba przymierzyć, bo przy niektórych krojach może być kompletną klapą.
                          • teresa104 Byłam. Nie było. 26.11.11, 16:16
                            w ogóle nie znalazłam żadnej z sukienek, jakie wybrałam ze stron inter. popularnych sieciówek.
                            • kis-moho Re: Byłam. Nie było. 26.11.11, 16:36
                              Tyle czasu przed sylwestrem i nie ma sukienek... Bez sensu. Wiem, ze niektore strony maja opcje sprawdzania asortymentu, mozna sobie czasem oszczedzic jezdzenia (Mango chyba taka ma, H&M nie). A ladny ten jump suit byl, jakbym nie miala 1.50 w kapeluszu i krotkich nog, tez bym sobie obejrzala.
                            • zenobia44 Re: Byłam. Nie było. 26.11.11, 16:59
                              teresa104 napisała:

                              > w ogóle nie znalazłam żadnej z sukienek, jakie wybrałam ze stron inter. popular
                              > nych sieciówek.

                              Też byłam taka sprytna i po przejściu HM, Kapphala, Cubusa i czegoś tam jeszcze (Zara za mała na mnie) utwierdziłam się w przekonaniu, że moje sklepy tych sieci nie mają nic wspólnego z tymi, które mają swoje strony internetowe. Nic z tego co zaplanowałam obejrzeć nie było:(
                            • besame.mucho Re: Byłam. Nie było. 26.11.11, 17:15
                              Trzeba dzwonić. Sieciówki mają sto linii i nie w każdym sklepie jest każda linia, a nawet jak jest, to nie w każdym sklepie jest każdy ciuch z każdej linii. Jak szukam konkretnej rzeczy, to najpierw szukam w internecie, później dzwonię po sklepach i pytam w których jest, a dopiero na koniec jadę przymierzać. Oszczędza frustracji ;)
                              • zenobia44 Re: Byłam. Nie było. 26.11.11, 17:34
                                to najpierw szukam w internecie, później dzwonię p
                                > o sklepach i pytam w których jest, a dopiero na koniec jadę przymierzać. Oszczę
                                > dza frustracji ;)

                                Chyba jeżdżenie przysporzyłoby mi mniej frustracji niż dzwonienie;), ale co kto lubi.
                                Zawsze myślę, że to oni na mnie nie zarobili, a ja tylko oszczędziłam, więc ich problem.
                              • teresa104 Był kiedyś taki tekst /reportaż (?) 26.11.11, 18:26
                                nie wiem, czy nie o Zarze właśnie. O tym, że nie tyle w różnych sklepach, choć też, co wręcz w różnych miastach mają różny asortyment. Pamiętam, że stwierdzono tam, że łodzianki (choć mówiono o różnych miastach, to siłą rzeczy opinia o łodziankach mi utkwiła) ubierają się zachowawczo, w ciemne kolory, żadna ekstrawagancja się w Łodzi nie sprzeda, więc jej nie sprowadzają do sklepu. Akurat często mam do zabicia z dwa kwadranse w Złotych Tarasach i choć tamtejsza Zara jest mniejsza od tej w łódzkiej Manufakturze, mam wrażenie, że jest w niej ciaśniej, więcej regałów, wysp, takie lady z mieszaniną wszystkiego, ludu w ciul, do przymierzalni koleje. Różnic asortymentu specjalnie nie zauważam, choć to pewno dlatego, że jako łodzianka ekstrawagancji nie percypuję, ale różnice cen owszem. Np. bawełniane bluzki z dekoltem w łódkę z bazówki w Łodzi kupuję po 50, w W-wie chodzą po 80.
                • miss-alchemist Re: Barwy są chyba te same 26.11.11, 08:32
                  Pesy są czerwone (ale trochę ciemniejsze niż Konstale) również z żółtymi elementami, jako nawiązanie do barw Łodzi. ALE City Runnery (jeżdżą czasem na 11, czasem na 10), jeśli nie są pokryte reklamami, to są całkiem żółte, a 46 i 43 to w ogóle są kolorowe, więc NIE JEDŹ TYMI TRAMWAJAMI.

                  No, chyba że marzy Ci się podróż w pięknej sukni w tramwaju będącym reklamą Ikei ;)
                  • teresa104 Ale Narutowiucza nie jeżdżą ani pesy, ani citki 26.11.11, 09:29
                    bo tam jest niemodernizowane torowisko, a umowy gwarancyjne obu modeli stawiają wymóg jeżdżenia po torach określonego typu (określone są tam np. promienie łuku, po których może tramwaj zakręcać, miałkość piachu, którym posypuje się zwrotnice).
                    Czyli grożą mi najwyżej stare konstale i alstomy.
                    • miss-alchemist Re: Ale Narutowiucza nie jeżdżą ani pesy, ani cit 26.11.11, 09:44
                      No widzisz, a te wszystkie starocie są już pomalowane na czerwono :D Niektóre mają nawet nowe, wyczesane drzwi otwierane na zewnątrz, na boki, jak w pesie! Widziałam! Raz! :P Co nie zmienia faktu, że i tak są milion razy mniej wygodne, niż stare, eksploatowane przez 30 lat tramwaje z Niemiec jeżdżące na 46...
                      • teresa104 46 to już tramwaje podmiejskie 26.11.11, 10:44
                        nie są własnością MPK Łódź. Niektórzy bardzo je chwalą, że takie cudne, wieczne i mocarne.
                        O, właśnie jeden przejechał wśród wielkiego hałasu (mieszkam przy trasie na Zgierz).
                        • miss-alchemist Re: 46 to już tramwaje podmiejskie 26.11.11, 15:29
                          Też mieszkam przy trasie 46, ale z zupełnie innej strony :P Wiem, że one należą do MKT, ale nieodmiennie dziwi mnie, że dużo mniejsze MKT ma takie tramwaje (stare, ale jare), a MPK te stare rozklekotane, wadliwe Konstale, które jak się już bujną, to się bujają przez 5 km.
      • justinehh Re: Póki co stanęło na filharmonii 25.11.11, 21:24
        Jeszcze możesz iść do pracy, odpadną wszystkie problemy ciuchowe :)
        • teresa104 Jakbym nie miała problemów ciuchowych w pracy... 25.11.11, 21:36
          Poza tym moje fabryki w nocy nie robią. Do 20 mamy opróżnić budynek.
    • bathilda Re: Przetrzymać sylwestra 24.11.11, 22:57
      Teresa, jak wiadomo najlepiej jest mieć żonę i kochankę. Żona myśli że jesteś u kochanki, kochanka myśli że jesteś u żony a ty sobie spokojnie jedziesz na ryby.

      Kowalskim mówisz że jesteś u Iksińskich, Iksińskim że jedziesz do rodziny a rodzinie że będziesz u Kowalskich. I spokojnie siedzisz w domu na kanapie oglądając M jak Miłość.
      • jehanette Re: Przetrzymać sylwestra 25.11.11, 10:40
        Tylko w czasach fejsbuka trzeba uważać, żeby Iksińscy nie znali Kowalskich i nie wyczaili na ich fotkach, że nas tam wcale nie ma ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka