Dodaj do ulubionych

Upiór w Operze ;)

26.06.12, 14:22
Śmiejcie się, śmiejcie, ale pierwszy raz wybieram się do Opery i normalnie.... nie wiem w co się ubrać! Bo nie dość, że ogólnie jestem cham i prostak granatem od pługa oderwany, to jeszcze w ogóle nie znam się na modzie. W szafie na pewno nic odpowiedniego nie mam, więc wydumałam, że zmuszę moją najdroższą i najwspanialszą na świecie krawcową (która najpierw padła i kazała sobie ze łba wybić, ale potem, będąc moją mamulką, nie mogła się nie zgodzić ;)) do szybkiego machnięcia na piątek czarnej sukienki z krótkim rękawkiem (albo bez?), do kolana (choć w długości przed mi lepiej, ale to chyba nie przejdzie, nie?), do tego zanabędę jakieś czarne czółenka, bo i tak miałam w planach, jakiś biżut (coś delikatnego z pereł może?) i będzie.

Ale w sumie teraz już nie wiem, może będzie widać, że się z choinki urwałam, bo tak się do opery nie chadza? Tylko w sukniach balowych albo właśnie w T-shirtach? Aaaaaa! Pomocy!

Czuję, że się zbłaźnię na tysiąc sposobów, ale pomóżcie, towarzyszki, choć na tym polu polec jak najmniej :D

Aha, idę na 18.30 w piątek, jeśli to ma jakieś znaczenie, na Madama Butterfly.

Aaaaa! A mogłam się dwa razy zastanowić, zanim przystałam na zaproszenie, i zamiast wysokiej kultury spokojnie po staremu przechadzać się po ogrodzie w bamboszach i nabijać ślimaki na patyk...
Obserwuj wątek
    • monika3411 Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 14:36
      Za co ślimaki na patyk........? :-(
      • tfu.tfu Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 14:50
        może na szaszłyk? ;-)
        • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 09:38
          Bo ślimaki to są szkodniki, wszystko zżerają, a do tego są tak obrzydliwe (te czarne, bez skorupek, bo winniczków nie tykam), że brzydzę się po zmroku wychodzić z domu, jak myślę ile ich rozdeptam, fe ;)

          Nie wiedziałam co z tymi ślimorami robić w miarę humanitarnie, ślimakolu hurtem na ziemię sypać nie chcę, więc chodzę z rydlem jak rzeźnik albo właśnie z patykiem i potem topię (znajomy sprzedał mi ten patent, sama wpadłam tylko na ten z łopatą ;))
          • tfu.tfu Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:35
            oj obrzydliwe są strasznie. swoją drogą ciekawam co żre te ślimaki, może trzeba zaprowadzić im naturalnego wroga? ;-)
            • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:41
              Ponoć są jakieś kaczki, co je zjadają, ale u mnie z kolei to one miałyby naturalnego wroga w postaci pięciu kotonów ;) Już teraz, jak dostaję po kociej włóczędze w prezencie brązowawe pióra, dumam intensywnie gdzie jest reszta kury i który sąsiad mnie ze skóry obedrze ;)

              Kaczkom nie wróżyłabym długiego życia ;)
              • tfu.tfu Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 11:14
                :-D ja dlatemu wolę psy, niezbyt myśliwskie ;-)
              • pinupgirl_dg Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 13:33
                > Ponoć są jakieś kaczki, co je zjadają, ale u mnie z kolei to one miałyby natura
                > lnego wroga w postaci pięciu kotonów ;) Już teraz, jak dostaję po kociej włóczę
                > dze w prezencie brązowawe pióra, dumam intensywnie gdzie jest reszta kury i któ
                > ry sąsiad mnie ze skóry obedrze ;)
                >
                > Kaczkom nie wróżyłabym długiego życia ;)

                Rozumiem ;). Też słyszałam, że kaczki je jedzą (jako jedyne). Ja moim ślimakom darowuję życie, tak samo, jak wszelkim innym szkodnikom, na szczęście nie ma ich dużo (być może dlatego, że sąsiadka używa środków ochronnych tak hojnie, że i moje stworzenia przy okazji podtruwa). Jedynie z mszycami mam problem, ale kibicuję ostro moim biedronkom. A o kaczce też myślałam, niestety, mój kot żyje pokojowo ze wszystkimi stworzeniami, nawet z gołębiami, ale moje psy kaczce by nie darowały.
                • marisella Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 12:38
                  Tych ślimaków tu jest cała masa, w zeszłym roku nic im nie robiłam, to się przejść po deszczu nie dało, że już o wejściu na trawnik nie wspomnę, fu :)
                  W tym roku jest mniej, może przez lutowe mrozy, a może dlatego, że je dzielnie morduję. Wprawdzie po każdej rzezi mam dzikie wyrzuty sumienia, żem potwór bez serca, ale staram się jakoś z tym żyć ;)

                  Mszyc też mam masę, a biedronek tyle, co nic, więc bez oprysku zjedzą mi chyba brzoskwinię, a bardzo dobra jest. Zobaczym, bo i tak muszę chyba pryskać na przędziorki - to są twardsze zawodniki, niczym naturalnym nie udało mi się ich nigdy pozbyć, a aktualnie jest ich milion i na wszystkim. Więc mszyce pewnie oberwią przy okazji...
                  • pinupgirl_dg Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 18:46
                    > Tych ślimaków tu jest cała masa, w zeszłym roku nic im nie robiłam, to się prze
                    > jść po deszczu nie dało, że już o wejściu na trawnik nie wspomnę, fu :)
                    > W tym roku jest mniej, może przez lutowe mrozy, a może dlatego, że je dzielnie
                    > morduję. Wprawdzie po każdej rzezi mam dzikie wyrzuty sumienia, żem potwór bez
                    > serca, ale staram się jakoś z tym żyć ;)
                    >
                    > Mszyc też mam masę, a biedronek tyle, co nic, więc bez oprysku zjedzą mi chyba
                    > brzoskwinię, a bardzo dobra jest. Zobaczym, bo i tak muszę chyba pryskać na prz
                    > ędziorki - to są twardsze zawodniki, niczym naturalnym nie udało mi się ich nig
                    > dy pozbyć, a aktualnie jest ich milion i na wszystkim. Więc mszyce pewnie oberw
                    > ią przy okazji...

                    Moje mszyce sobie upodobały różę i lubczyk, tyle to się mogę z nimi podzielić ;). Ostatnio znalazłam jakieś dziwne robactwo na róży, już się zastanawiałam, czy mordować, okazało się, że to larwy biedronek, uf, dobrze, że im darowałam życie :).
                    A na ślimaki moja teściowa coś sypała, nie pamiętam, jak się to nazywało, ale była to jakaś przynęta, wystarczyło rozsypać w paru miejscach w ogrodzie. Poza tym teściowa również morduje wytrwale. U mnie tych bezmuszlowych jakoś nie ma, za to winniczków tyle, że też nie ma gdzie stąpnąć.
                    Trochę mnie kusiła trutka na chrabąszcze majowe (wypatrzyłam w programie "Maja w ogrodzie"), pal licho, że mi pogryzają trawę, ale mam straszną fobię, w zeszłym roku prawie nie wychodziłam z domu przez nie, spać w nocy nie mogłam, bo mi się ciągle wydawało, że ONE TU SĄ :P, ale z drugiej strony to raczej nie rozwiąże problemu, muszę się psychicznie zebrać w sobie do kolejnego chrabąszczowego lata.
                    • elrosa OT - trutka na chrabąszcze 30.06.12, 09:46
                      Pamiętasz może, jaka to była trutka i czy działa na larwy chrabąszczy? Moi rodzice mają z nimi ogromny problem (zżerają korzenie wszystkim warzywom hodowanym w ogrodzie), mieli jakiś wypróbowany środek, ale podobno został wycofany ze sprzedaży i nie mogą znaleźć dobrego zastępcy.
                      • pinupgirl_dg Re: OT - trutka na chrabąszcze 30.06.12, 20:43
                        Znalazłam, chodziło o to:

                        www.rewot.pl/?p=productsMore&iProduct=1611&sName=biomass-sugar-1-litr-%28-m.in.-na-nicienie--pedraki-%29
                        Podobno bardzo ekologiczne. A tutaj ten fragment odcinka, o który mi chodziło:
                        majawogrodzie.tvn.pl/128,Walka-z-nicieniami-i-pedrakami,porada.html
                    • kasienka.body Re: Upiór w Operze ;) 30.06.12, 13:41
                      > się ciągle wydawało, że ONE TU SĄ :P,

                      Ło matko, jak dobrze czytać, że nie tylko JA jestem walnięta na tym punkcie :D
                      W tym roku szczęśliwie chrabąszczy jakoś nie było, a na inne obrzydlistwo polecam siatki w oknach. Normalnie kilka zawałów mniej, +10 do spokoju :D
                      Za to mam niestety w kuchni na dole jakieś małe łażące po podłodze robaczki, wyglądają jak mini meszki. Nie wiem jak się tego pozbyć :/
                      • pinupgirl_dg Re: Upiór w Operze ;) 30.06.12, 21:01
                        > Ło matko, jak dobrze czytać, że nie tylko JA jestem walnięta na tym punkcie :D
                        > W tym roku szczęśliwie chrabąszczy jakoś nie było, a na inne obrzydlistwo polec
                        > am siatki w oknach. Normalnie kilka zawałów mniej, +10 do spokoju :D
                        > Za to mam niestety w kuchni na dole jakieś małe łażące po podłodze robaczki, wy
                        > glądają jak mini meszki. Nie wiem jak się tego pozbyć :/

                        Chrabąszcze majowe mają kilkuletni cykl rozwoju, więc co kilka lat jest wysyp :). Nie ułatwia mi to pozbycia się fobii. W dodatku one nie odwzajemniają moich chłodnych uczuć i szukają mojego towarzystwa, szczególnie upodobały sobie moje włosy. Pewnie kojarzą im się z sianem na łące ;). Nikt nie wierzy, zanim nie zobaczy.
                        W sumie moje zainteresowanie ogrodnictwem chyba się wzięło z tej fobii, jak mogę podglądać różne robale w ich codziennym życiu, to coraz bardziej się przyzwyczajam. Chrabąszcze się nie dają podglądać, tylko atakują znienacka ;).
                        Siatka w oknie to podstawa, zgadzam się :).
                        A co do robaków - nie mam pojęcia, co to może być? Może mole spożywcze?:
                        www.forum.biolog.pl/wybaczcie-ale-nie-wiem-co-to-za-gasienica-larwa-vt9427.htm
                        Był o nich wątek na stoff:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,86228,130591439,130591439,HELP_Chyba_sie_dorobilam_moli_spozywczych_.html
          • monika3411 Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 12:22
            O fuuujjjjjjjjjjjjjjj, te bez muszelek są okropne :-( Kiedyś wdepnęłam w takiego - do dzisiaj to pamiętam :-( Ale żeby zaraz na patyk i topić...... Brrrrrrrrrr................
            • marisella Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 12:41
              Wcześniejnie topiłam, tylko właśnie polowałam na nie z rydlem i przepoławiałam, ale trupy na chodniku zaczęły się piętrzyć ;)
    • milstar Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 15:08
      Nie panikuj. Na pewno masz jakieś "wizytowe" ubranie, będzie w sam raz. Elegancka bluzka i spodnie/spódnica czy coś w tym guście. Tylko zmień bambosze na inne i nie zapomnij ślimaków w domu zostawić, bo inni na ich widok mogą zacząć krzyczeć.
      • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 09:52
        milstar napisała:

        > Na pewno masz jakieś "wizytowe" ubranie, będzie w sam raz. Eleganc
        > ka bluzka i spodnie/spódnica czy coś w tym guście.

        Nie, serio :D Nie mam nic takiego :D Długie spodnie mam w ogóle jedne, materiałowe, ale nie nazwałabym ich eleganckimi już od jakichś dwóch miesięcy, a w szczególności od zeszłego tygodnia, kiedy to zakapałam je jakoś super glue i nie ma szans się go pozbyć ;)
        Jestem naprawdę ciuchowo zapuszczona, bo:

        a) w ogóle nie zwracam uwagi na wygląd ludzi i to się też chyba przekłada na słabe przywiązywanie uwagi do własnego wygladu; wiem że to źle, podjęłam walkę i zmianę tego stanu rzeczy, ale nie idzie to migiem :)

        b) zakupy ciuchowe nie sprawiają mi jakiejś dzikiej radochy, jak to (zdaje się) bywa u niektórych :) Nie mam zupełnie odruchu poprawiania sobie humoru czymś takim, wręcz przeciwnie - szukam zazwyczaj czegoś względnie określonego (np. biała bluzka z krótkim rękawem) a kończę wkurzona, że nic nie ma i nie mam ochoty na więcej :)
        Czasem przejdę się przez jakiś sklep bez większych nadziei i uda mi się trafić coś sensownego, ale nadal, nie jest to dla mnie jakaś dzika frajda, nie przymierzam potem nabytku do posiadanych ciuchow, nie obmyślam stylizacji i makijażu. Szkoda, ale tak mam :/

        c) przez lata, kiedy nosiłam rozmiar 52 przywykłam, że w sklepach i tak nie ma na mnie nic sensownego, więc trzeba szyć. Teraz w sumie nie jest jakoś znacząco lepiej, jesli wyłączyć kwestie T-shirtów i codziennych portek do biegania, które jakieś tam mam, ale do opery to się nie nadają z pewnością ;)

        d) pracuję w domu, więc nie potrzebne mi biurowe garniturki. Ostatnie spodnium, jakie miałam, było szyte na okoliczność obrony prac magisterskich, ale jest dużo za duże. Mam jeszcze dwa zachowane chyba z sentymentu z czasów maturalnych, ale są ciut za małe. I fioletowe ;)
        To tyle w temacie eleganckich ciuchów w mojej szafie :D Najelegantsze to mam chyba staniki ;)
        Mam jeszcze jakieś sukienki, które może oblecą do cioci na imieniny, ale to głównie dlatego, że na co dzień wszyscy widują mnie ubraną tak, że w takiej zwykłej letniej sukience wyglądam na naprawdę odstrzeloną ;) W porównaniu. Ale ludzie w operze tego porównania nie mają ;)
        • kk345 Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 15:47
          No wiesz, w sumie w letniej sukience z opery Cie nie wyrzucą:) chociaż opcja doradzenia Ci, żebyś poszła w najelegantszym staniku kusi- zrobiłabyś furorę:))
          • marisella Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 12:44
            :)))))))

            Weź mnie nie podpuszczaj ;)))
    • felisdomestica Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 15:25
      W operze jak najbardziej w małej czarnej będziesz wyglądac OK. Przed kolano jak najbardziej może być. I fajna torebka z biglem :-). Spodnie z bluzeczką też mogą być, ale w dzisiejszych czasach elegancka kobieta jest naprawdę seksownym widokiem i przyciąga spojrzenia :-).
      • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:00
        felisdomestica napisała:

        > W operze jak najbardziej w małej czarnej będziesz wyglądac OK. Przed kolano jak
        > najbardziej może być.

        O to dobrze :) Uff :)
        Materiał na sukienkę już kupiony, czarny taki, zwykły dość, w sensie, że nie tafty i satyny, ale nie frotte ani bawełna pościelowa ;) Może obleci, dziś mam pierwszą przymiarkę ;)

        > I fajna torebka z biglem :-).

        Co mi przypomina, że nie mam żadnej torebki. Poza sportową torbą na fitness ;) Ech, ech. Z biglem to już nic nie machnę, bo na szybko bigla nigdzie chyba nie kupie, ale jak sobie uszyję prostą małą kopertówkę z satyny albo tafty w ecru (do tych pereł ewentualnych) tudzież czerni to by obeszło? :)

        > Spodnie z bluzeczką też mo
        > gą być, ale w dzisiejszych czasach elegancka kobieta jest naprawdę seksownym wi
        > dokiem i przyciąga spojrzenia :-).

        Za sukienką przemawia jak dla mnie zdecydowanie bardziej fakt, że na szycie sukienki ekspresem byłam w stanie mamę namówić, ale szycie spodni i bluzki na gwałtu rety już by chyba nie przeszło :))) Dobrze, że sukienka będzie ok, nawet jeśli w spodniach wyglądam lepiej :)
        A poza tym odkąd przefarbowałam cielistego effuniaka na dziwne przyblakłe bordo, nie mam stanika pod białą bluzkę ;) I też do piątku nowego bym pewnie nie zdołała nabyć.
    • kk345 Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 15:27
      Perły w operze obowiązkowe nie są, wpuszczają bez. Czarna sukienka byłaby nie od rzeczy, ale jeśli nie masz, to wystarczy jakakolwiek elegancka, stonowana sukienka, lub bluzka ze spódnicą (mini oczywiście odpada) lub bluzka ze spodniami (nie dzinsy!).
      Generalnie ubierz się tak, jak ubrałabys się na spotkanie z ludźmi w średnim/starszym wieku, na których opinii Ci zależy- znaczy nie dres, nie dzins, bez wystających biustów i pupy- elegancja i klasyka, proszę ja Ciebie.
      No, chyba, ze to premiera, wtedy bez dlugiej sukni i diamentów ani rusz.
      • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:06
        kk345 napisała:

        > Perły w operze obowiązkowe nie są, wpuszczają bez.

        O perłach pomyślałam, bo mi się do czarnej sukienki zdawały ok, do tego dość nieekstrawaganckie, ale w sumie to się nie upieram, ot, luźna myśl :) Nawet mi nie przyszło do głowy, że mogą być postrzegane jako coś takiego megaeleganckiego :))))

        > No, chyba, ze to premiera, wtedy bez dlugiej sukni i diamentów ani rusz.

        No nie no, mam nadzieję, że w takim razie nie, bo na którego jubilera by tu napaść, żeby te diamenty na pewno zdobyć, i kiedy, żeby do piątku mnie nie zdążyli wsadzić? ;)
        • tfu.tfu Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:22
          mari, Ty masz własne diamenty przecie ;-)
    • kis-moho Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 15:36
      Ja bym zastosowała podejście Ciocizłejrady - jak na pogrzeb, tylko w kolorze :o)
      A tak serio, to moim zdaniem możesz założyć cokolwiek, w czym dobrze się czujesz, jeżeli:
      - nie pokazujesz dramatycznie wiele ciała (najkrótsza sukienka tuż nad kolano, niezbyt głęboki dekolt, jak dekolt na plecach to nie z przodu)
      - materiał sukienki/bluzki/spodni jest z tych bardziej szlachetnych (żadne jeansy czy mechata bawełna)
      - nie wyglądasz jak tęcza skrzyżowana z choinką, czyli w masz w miarę przemyślaną kombinację kolorystyczno-bizuteryjną.
      Więcej dramatycznych ograniczeń nie przychodzi mi do głowy. Wszelkie kombinacje typu bluzka+spodnie, bluzka+spódnica, czy sukienka będą OK. Jak będziesz na czarno, na pewno wtopisz się w tłum :o)
    • slotna Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 20:42
      Ja do teatru zakladam zamiast dzinsow czarne spodnie, a zamiast bluzy z kapturem - sweterek. Nie sadze, zebym sie rzucala w oczy, wrecz czasem jestem w elegantszej grupie widowni ;)
    • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 21:47
      Przedstawienie jest w piątek o wczesnej wieczorowej porze. W dzień powszechny nie wymaga się wieczorowej kreacji, wiele osób przyjdzie na pewno prosto z biura, kancelarii itp. Wystarczy więc to, co włożyłabyś do pracy, byle nie w stylu zbyt sportowym. No chyba, że zaprosiła cię osobiście angielska królowa, wtedy etykieta byłaby ważna. Możesz włożyć węc prostą sukienkę do kolan, czy nawet krótszą. Obowiązku zasłaniania kolan nie ma.
      I tylko jedną sprawę uważam za problematyczną. Co wy macie z tymi perłami? ;-) Perły są ciotkowate, a nawet babcine. Elegancję wyrażają tylko u kobiet powyżej 70-tego roku życia. Poniżej tego wieku dozwolone są tylko w dwóch przypadkach. W pierwszym przypadku jako długachne sznury noszone do punkowo-zdzirowskiego outfitu w stylu Madonna z lat 80-tych. Do pereł warto dorzucić wtedy jeszcze kilka wielkich krzyży, poszarpane rajstopy, rozmazany makijaż oka i ewentualnie skórzaną kurtkę z podobizną Marilyna Mansona. Drugim przypadkiem jest, gdy mamy urodę drobnego elfa, coś jak Vanessa Paradis i na eteryczne ciałko w rozmiarze 32-34 zakładamy muślinowe sukieneczki w kolorze jasnoróżowym. Inaczej perły postarzają i świadczą do tego o kompletnym braku pomysłu na samą siebie.
      • kk345 Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 21:54
        > I tylko jedną sprawę uważam za problematyczną. Co wy macie z tymi perłami? ;-)

        A istnieją jakiekolwiek zasady, co do noszenia perel? Jakies ograniczenia wiekowe? Jak ktoś lubi i stać go na prawdziwe, niech nosi na zdrowie...
        • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:01
          kk345 napisała:

          > A istnieją jakiekolwiek zasady, co do noszenia perel? Jakies ograniczenia wieko
          > we? Jak ktoś lubi i stać go na prawdziwe, niech nosi na zdrowie...

          A istnieją jakieś zasady i ograniczenia na ubiór do opery? Jak się chce i komuś wygodnie, to można pójść w burym dresie i z tłustą łepetyną, nie przypuszczam, by kogoś tak nie wpuszczono. Więc myślałam, że rozmawiamy tu o czymś innym, niż "noszenie sobie na zdrowie".
          • kk345 Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:04
            Naprawde zrównujesz sznur pereł i bury dres?
            • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:09
              kk345 napisała:

              > Naprawde zrównujesz sznur pereł i bury dres?

              A jak to różnica? Jedno i drugie ma pewne stylowe znaczenie. Pewno bury dres może co niektórych zrazić, ale niby dlaczego skoro jest czysty? Przy perłach nie narażamy się na aż taką kontrowersję, ale po co, jak można lepiej?
              • kk345 Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 23:03
                > > Naprawde zrównujesz sznur pereł i bury dres?
                >
                > A jak to różnica?

                No, skoro sama nie wiesz, to nie wiem, jak to wyjasnić... ja ją widze:)
      • kis-moho Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:05
        Inaczej perły
        > postarzają i świadczą do tego o kompletnym braku pomysłu na samą siebie.

        Pierwszalitera jak nic chce rozruszać wątek :o) Nie jestem fanką pereł, noszę niezbyt często (aczkolwiek czasem pasują do okazji pt. drobne grzeczne dziewczę), ale nie zgadzam się, że perły świadczą o braku pomysłu na siebie. Na szybko trzy przykłady z sieci, moim zdaniem tutaj perły są zupełnie OK (chociaż styl w żadnym przypadku nie mój):
        https://www.blogcdn.com/www.styledash.com/media/2007/11/76483998_8.jpg
        https://www.osoblog.tv/sjppearls.jpg
        https://www.xactress.com/bigpicture/angelina%20jolie/Angelina-Jolie-27.jpg
        • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:15
          kis-moho napisała:

          > Pierwszalitera jak nic chce rozruszać wątek :o) Nie jestem fanką pereł, noszę n
          > iezbyt często (aczkolwiek czasem pasują do okazji pt. drobne grzeczne dziewczę)
          > , ale nie zgadzam się, że perły świadczą o braku pomysłu na siebie. Na szybko t
          > rzy przykłady z sieci, moim zdaniem tutaj perły są zupełnie OK


          To, że Angelina Jolie jest piękną kobietą, nie znaczy, że dobrze się ubiera. W obu przypadkach uważam dobór biżuterii za fatalny. Jedynie Sarah Jessica Parker wygląda w tych perłach dobrze, ale to zasługa wyluzowanej, męskiej reszty (kontrast) i długości sznura.
          • kis-moho Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:22
            > To, że Angelina Jolie jest piękną kobietą, nie znaczy, że dobrze się ubiera. W
            > obu przypadkach uważam dobór biżuterii za fatalny. Jedynie Sarah Jessica Parker
            > wygląda w tych perłach dobrze, ale to zasługa wyluzowanej, męskiej reszty (ko
            > ntrast) i długości sznura.

            Czekaj, czekaj, ja nie powiedziałam, że to jest styl marzeń. Ja tylko nie zgadzam się, że perły zawsze postarzają i świadczą o braku pomysłu na siebie (czy tam klientkę stylisty). Moim zdaniem we wszystkich trzech przypadkach pasują do osoby i koncepcji stroju.
            Zresztą biżu to ostatnia rzecz, z którą Mari będzie miała problem :o)
          • kk345 Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 23:31
            > To, że Angelina Jolie jest piękną kobietą, nie znaczy, że dobrze się ubiera. W
            > obu przypadkach uważam dobór biżuterii za fatalny. Jedynie Sarah Jessica Parker
            > wygląda w tych perłach dobrze, ale to zasługa wyluzowanej, męskiej reszty (ko
            > ntrast) i długości sznura.

            Akurat Sarah Jessica wygląda dla mnie jak ktoś, kto ubrał się w pośpiechu w rzeczy meza i wybiegł na ulicę, na schodach narzucając na szyję złapane w biegu perły. Co kto lubi, nie znam sie na wielkiej modzie:)
            To tak, jak ze sztuką wspólczesną- zawsze mam wrażenie, że krytyk robi mnie w konia, bo on też widzi przed sobą tylko czerwono-zieloną plamę, ale na bieżąco i z mądrą miną wymyśla, jaką obraz ma głębię i w ilu warstwach można go rozumieć...

            Nie znam sie i tyle:)
        • pinupgirl_dg Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 22:21
          Ja nie noszę wcale biżuterii, mam tego dwie skrzynki, część w spadku po mamie, ciociach, babciach, część kupiłam sama, część prezentów, ale jakoś nie umiem nosić :). Miałam krótki okres, kiedy chodziłam obwieszona dosłownie jak choinka, nosiłam po kilka wisiorków, bransoletek na nadgarstkach i kostkach, ale generalnie na dłużej potrafię być wierna tylko kolczykom, mam kilka ulubionych par i perełki są jedną z nich, mam coś takiego:
          naszdzien.blox.pl/resource/kruk_s_ka_kp003_a.jpg
          Bardzo je lubię. Ostatnio coś mnie pokusiło, żeby ufarbować włosy, więc już tak mi nie pasują, ale zimą, jak odrosnę i znów zszarzeję, będą jak znalazł.

          A co do opery i teatru - pamiętam, jak szłam pierwszy raz na Rocky Horror Show, odstrzeliłam się w najlepszą koszulę i najbardziej eleganckie spodnie, wchodzę do teatru, a tam skóry i tatuaże :). Wtedy poczułam się zbyt elegancko ubrana, co mi się w życiu nie zdarza często ;). A co do opery, to szczerze przyznam, że się nie znam, ale mała czarna wydaje mi się całkiem na miejscu.
      • czerwona_pomadka Re: Upiór w Operze ;) 26.06.12, 23:22
        Ja stanę w obronie pereł. Dla mnie perły, tak samo jak np. pepitka to po prostu klasyka i nie robią na mnie wrażenia mnie głosy, że elementy te postarzają. I że takie pojęcie elegancji to tylko zaściankowe Polki wyznają. Nie popieram stanowiska, że jeśli elegancja, to tylko ta nowoczesna, a wszystko inne to ciotkowate i ble. Nowoczesny, surowy minimalizm też jest fajny, jednak nie dla każdej sylwetki, nie dla każdej osobowości. Nie widzę nic złego w klasycznej, a nawet retro elegancji. Dla mnie takie stylizacje mają niesamowity klimat.
        • pinupgirl_dg Ciotkowatość pereł 27.06.12, 13:17
          > Ja stanę w obronie pereł. Dla mnie perły, tak samo jak np. pepitka to po prostu
          > klasyka i nie robią na mnie wrażenia mnie głosy, że elementy te postarzają.

          O, skojarzenie z pepitką jest dobre, chociaż jak dla mnie pepitka może być również ciotkowata. Już tłumaczę, o co mi chodzi. Perły nieodłącznie kojarzą mi się z Jackie Kennedy, albo z Audrey Hepburn w Śniadaniu u Tiffaniego. Jeśli będziemy je nosić dokładnie tak samo, sprawiamy wrażenie kogoś, kto młodość spędził w latach 60, czyli jest w wieku przeciętnej ciotki. To moim zdaniem jest ta "postarzająca" moc pereł. Możliwe, że za parę lat mój codzienny styl będzie "ciotkowaty" i w sumie słusznie ;).
          Co innego inspiracja minionymi trendami, przerabianie ich tak, żeby pasowały do współczesnej mody i tworzenie własnego stylu. To jest trochę ryzykowne, ale na pewno ciekawsze, niż kopiowanie 1:1. Tyle, że nie każdy ma tyle wyczucia, niżej podpisana nie ma go prawie wcale, więc też sięga często po oklepane wzorce. Na co dzień mogę się wygłupić, ale od święta wolę nie ryzykować i nie popełnić modowego faux pas. To jest pewnie ten brak pomysłu na siebie - coś w tym jest, ale od tego jest nudna klasyka, żeby zawsze pasowała, może nie będzie szczególnie interesująco, ale w miarę bezpiecznie.
          • felisdomestica Re: Ciotkowatość pereł 27.06.12, 15:11
            pinupgirl_dg napisała:
            Jeśli będzie
            > my je nosić dokładnie tak samo, sprawiamy wrażenie kogoś, kto młodość spędził w
            > latach 60, czyli jest w wieku przeciętnej ciotki.
            No nie zgadzam się :-). Uważam, że przerabianie wszystkiego '"do współczesnej mody" jest niepotrzebne. Rzeczy piekne są piękne ponadczasowo. Jestem pewna, że dziewczyna w stroju Audrey Hepburn i z jej perłami zaćmiłaby wszystkie nowoczesne elegantki smakiem i prostotą. klasyka jest klasyką, jest niezmienna, bo wszelkie zmiany prowadzą do popsucia czegoś co jest dobre, jeśli nie idealne. No i szczerze mówiąc, na polskiej ulicy klasyki jest jak na lekarstwo. U nas klasyka to oryginalność, własne pomysły na siebie to często japonki i szorty :-). Albo kopertowa sukienka :-).
            • pinupgirl_dg Re: Ciotkowatość pereł 27.06.12, 18:30
              > No nie zgadzam się :-). Uważam, że przerabianie wszystkiego '"do współczesnej m
              > ody" jest niepotrzebne. Rzeczy piekne są piękne ponadczasowo. Jestem pewna, że
              > dziewczyna w stroju Audrey Hepburn i z jej perłami zaćmiłaby wszystkie nowoczes
              > ne elegantki smakiem i prostotą. klasyka jest klasyką, jest niezmienna,

              No teraz ja się nie zgodzę :). Audrey w Śniadaniu jest cudowna, z klasą, nie wiem, na ile to kwestia pereł, a na ile jej wdzięku, ale wygląda świetnie. Mimo wszystko jednak wtedy to było coś nowego i świeżego, jej perły to też nie jest prosty, grzeczny sznureczek, dziś już trąci myszką. I o ile Audrey w tym wygląda ponadczasowo, to my, przerabiając tę samą śpiewkę po raz miliard pierwszy w historii już nie osiągniemy tego efektu. Za to osiągniemy po prostu ładny, grzeczny look, nie wyróżniając się zbytnio z tłumu, a czasami o to chodzi.
              I klasyka jednak się zmienia. Np. damski żakiet, klasyka klasyk, zupełnie inaczej wyglądał w latach 60, inaczej w 80, a inaczej nosimy go obecnie. Majstrując przy szczegółach typu wcięcie w talii, poduszki na ramionach można się przenieść w czasie o całe epoki i osiągnąć zupełnie różne efekty, po "ciocię Mirosławę" włącznie.
      • czerwona_pomadka a poza tym 27.06.12, 00:13
        Nie podobają mi się w Twojej wypowiedzi te bezdyskusyjne sądy absolutne:

        "Perły są ciotkowate, a nawet babcine. Elegancję wyrażają tylko u kobiet powyżej 70-tego roku życia."

        "Inaczej perły postarzają i świadczą do tego o kompletnym braku pomysłu na samą siebie. "

        Perły mogą wyglądać stylowo (tak! dla mnie pani ze zdjęcia wygląda stylowo, pomimo że nie ma na sobie miliona warstw ani najnowszych trendów) i elegancko u młodej osoby:
        0.tqn.com/d/accessories/1/0/e/0/-/-/katherine-heigl-27-dresses.jpg
        oraz mogą być elementem stroju kogoś, kto zdecydowanie ma na siebie pomysł:
        upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6f/Dita_Von_Teese_at_Cannes_2007.jpg
        czy też: data.whicdn.com/images/31301102/tumblr_m2bmhgOI8o1qgtmm6o1_500_large.jpg

        A możesz jeszcze wyjaśnić tę kwestię "braku pomysłu na siebie"? Dlaczego według Ciebie noszenie pereł o tym świadczy? Naprawdę ciekawa jestem.

        • czerwona_pomadka i jeszcze 27.06.12, 00:28
          świetnie moim zdaniem wyglądające perły:

          i.pinger.pl/pgr451/22403463001070f44cf02f9d/
          i.pinger.pl/pgr393/6154678c000015cc4f173022/
          i.pinger.pl/pgr13/535555de0012cb854d03fcee/
        • pierwszalitera Re: a poza tym 27.06.12, 11:15
          czerwona_pomadka napisała:

          > Nie podobają mi się w Twojej wypowiedzi te bezdyskusyjne sądy absolutne:
          >
          > "Perły są ciotkowate, a nawet babcine. Elegancję wyrażają tylko u kobiet powyże
          > j 70-tego roku życia."
          >

          No tak bezdyskusyjne chyba nie są, bo sama poczułaś się w obowiązku by mi zaprzeczyć. ;-) A mnie się akurat taki rodzaj elegancji, który zalinkowałaś wydaje babciny. Szczególnie pierwsze zdjęcie z Katherine Heigl. Błe. Perły jako kolczyki to jednak nieco inna kategoria, za stylem Dity Von Teese nie przepadam, ale ona wie przynajmniej, że do długich kolczyków nie nosi się naszyjników. Na ostatnim zdjęciu znowu ujdą, bo sukienka jest krótka, płaszcz męski, a perły w rozmiarze XXL i całość nie wygląda pretensjonalnie i na "zrobioną". Nie zaprzeczyłam, że w niektórych przypadkach perły mogą wyglądać atrakcyjnie. Mnie chodziło jednak o dyżurny sznureczek pod nazwą "perełki", który prawie każda kobieta gdzieś tam ma w skrzyneczce na uroczyste okazje. Ot, nie zastanawiamy się wiele, ciach na szyję i pokazujemy, że jesteśmy odświętne. To jest dla mnie brak pomysłu na siebie. O wiele lepszy był pomysł Teresy z broszką. Broszka do prostej ciemnej sukienki ma styl i w zależności od motywu podkreśla indywidualność.
      • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:29
        > Wystarczy więc to, co włożyłabyś do pracy, byle nie w stylu
        > zbyt sportowym.

        Zakładając, że pracowałabym w korporacji z porządnym dresscodem albo innym miejscu, w którym muszę wyglądać jak człowiek ;)
        A ja tymczasem pracę zaczynam zazwyczaj w tym, w czym sypiam, gdy rano po drodze z sypialni do łazienki przechodzę przez pracownię (głupie mam to ułożenie pomieszczeń w chałupie, ale co poradzić) i pstrykam "on" na obudowie komputera ;))) Względnie, gdy podnoszę głowę z poduszki obudzona przez telefon ze skarbówki/od kuriera/Klientki/dostawcy/ lub klakson listonosza ;)

        Ale kumam o co Ci biega, tyle, że u mnie to właśnie problematyczne, bo nie mam ciuchów w stylu tych, którymi inni mają wypchane szafy z racji codziennego ich noszenia :) Naprawdę muszę uszyć coś specjalnie, stąd pytanie, czy najprostsza opcja, to jest czarna sukienka, będzie ok :) I cieszy mnie odpowiedź, że będzie :)

        > I tylko jedną sprawę uważam za problematyczną. Co wy macie z tymi perłami? ;-)
        > Perły są ciotkowate, a nawet babcine. Elegancję wyrażają tylko u kobiet powyżej
        > 70-tego roku życia. Poniżej tego wieku dozwolone są tylko w dwóch przypadkach (...).
        > Inaczej perły postarzają i świadczą do tego o kompletnym braku pomysłu
        > na samą siebie.

        O, to, to, to. To o mnie. Myślałam, że po pierwszym poście ewidentnie widać, że nie mam na siebie pomysłu. No nie mam.

        I zresztą ja nic z perłami nie mam, nie zafiksowałam się na nie jakoś szczególnie, ot tak mi przyszło do głowy, że mogłyby pasować :) I szczerze mówiąc, pisząc o perłach nie miałam na myśli sznura pereł nawleczonego jedna koło drugiej, w wersji bardziej kreatywnej rozdzielonych supełkami, tylko jakieś drobne srebrne kolczyki z bransoletką, może do tego delikatny wisiorek, choć raczej nie. Ale Teresa zdradza, że bransoletka z jakiegoś powodu niewygodna będzie, więc skoro tak, pewnie założę tylko jakieś kolczyki i wisior. Mam ładny komplet z granatami i markazytami w oksydowanym srebrze, będzie ok czy babcinie? :)

        Kurczę, tak sobie myślę, przecież perły mozna oprawić na tyle sposobów... w każdym przypadku będą ciotkowate? To takie ogólnie przypisane do perły, że choćby się z nią nie wiem co zrobiło, to nic nie pomoże? Ani drapane srebro, ani odważniejsza forma, ani mocna oksyda, ani w ogóle nic?
        Nigdy bym na to nie wpadła :( Lubię perły...
        • yaga7 Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:39
          > Zakładając, że pracowałabym w korporacji z porządnym dresscodem albo innym miej
          > scu, w którym muszę wyglądać jak człowiek ;)
          > A ja tymczasem pracę zaczynam zazwyczaj w tym, w czym sypiam, gdy rano po drodz
          > e z sypialni do łazienki przechodzę przez pracownię (głupie mam to ułożenie pom
          > ieszczeń w chałupie, ale co poradzić) i pstrykam "on" na obudowie komputera ;))
          > ) Względnie, gdy podnoszę głowę z poduszki obudzona przez telefon ze skarbówki/
          > od kuriera/Klientki/dostawcy/ lub klakson listonosza ;)

          Doskonale Cię rozumiem :)

          Ja ten problem rozwiązałam w ten sposób, że po prostu od jakiegoś czasu regularnie kupuję sobie (onlajnowo, bo zakupów na żywo nie lubię) ciuchy takie na wyjścia nawet wtedy, gdy tych wyjść nie mam. Czyli poluję onlajnowo, kupuję, sprawdzam czy dobre, jak dobre, wrzucam do szafy, czekam pół roku i mam jak znalazł ;)
          • marisella Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 10:50
            yaga7 napisała:
            > Ja ten problem rozwiązałam w ten sposób, że po prostu od jakiegoś czasu regular
            > nie kupuję sobie (onlajnowo, bo zakupów na żywo nie lubię) ciuchy takie na wyjś
            > cia nawet wtedy, gdy tych wyjść nie mam. Czyli poluję onlajnowo, kupuję, sprawd
            > zam czy dobre, jak dobre, wrzucam do szafy, czekam pół roku i mam jak znalazł ;
            > )

            No metoda dobra :) tylko a) ja takie wyjścia mam średnio... hmmm... raz na parę dobrych lat, i to jest parę bliżej dziesięciu niż dwóch, w każdym razie póki co ;) no i b) przez ostatnich parę lat zdążyłam tak drastycznie zmienić rozmiar, że i tak nie miałabym czego na siebie wdziać :)
            Ja i bez tego mam kupkę ciuchów, które byłyby do noszenia nawet teraz "tylko coś tam". Jakiś drobiazg trzeba w nich zmienić - sukienkę ciut skrócić, coś gdzieś zwężyć, coś ciut popuścić, coś doszyć, dekolt pogłębić itd. Sama tego zrobię, więc kupka sobie jest, a ja nie mam w czym chodzić :D
            Dręczę mamę, ale to trwa i trwa, skoro nie jest pilne, wiecie jak to jest. Szewc w dziurawych butach i tak dalej :)
        • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 11:37
          marisella napisała:

          > I zresztą ja nic z perłami nie mam, nie zafiksowałam się na nie jakoś szczególn
          > ie, ot tak mi przyszło do głowy, że mogłyby pasować :) I szczerze mówiąc, piszą
          > c o perłach nie miałam na myśli sznura pereł nawleczonego jedna koło drugiej, w
          > wersji bardziej kreatywnej rozdzielonych supełkami, tylko jakieś drobne srebrn
          > e kolczyki z bransoletką, może do tego delikatny wisiorek, choć raczej nie. Ale
          > Teresa zdradza, że bransoletka z jakiegoś powodu niewygodna będzie, więc skoro
          > tak, pewnie założę tylko jakieś kolczyki i wisior. Mam ładny komplet z granata
          > mi i markazytami w oksydowanym srebrze, będzie ok czy babcinie? :)
          >

          Pisałaś o perełkach, więc myślałam, że masz na myśli taki tam mały sznureczek pod szyję. To wygląda pretensjonalnie. Jeżeli lubisz perły, to mogą być kolczyki z perłami, bransoletka (bezdźwiękowa), czy duży pierścionek, o wiele ciekawiej od nudnych perełek na szyi. Perły na szyi dobrze wyglądają w kontrastach, czyli do zgrzebnego, męskiego, surowego, czy punkowego stylu. I nie noś raczej całego kompletu biżuterii na raz. Zdecyduj się na coś. Jedna duża rzecz najczęściej wystarczy. Jeżeli założysz wisiorek, to nie zakładaj wiszących kolczyków i odwrotnie. Zasada jest bowiem taka, że albo uszy, albo dekolt. W biżuterii mniej jest więcej. No chyba, że świadomie łamiemy zasady.
          • yaga7 Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 11:40
            To po co się robi komplety, skoro "nie należy" nosić kompletów? ;)

            Z ciekawości pytam, nie sądzę, żeby to wpłynęło na to, co ja noszę, bo ja potrafię nosić różne rzeczy, pewnie niekoniecznie wzajemnie do siebie dopasowane wg wszelkich kanonów, hehe.

            Ale pierwsze słyszę, że jak wiszące kolczyki, to nie wisior czy w drugą stronę.
            • marisella Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 12:47
              yaga7 napisała:

              > To po co się robi komplety, skoro "nie należy" nosić kompletów? ;)

              No właśnie też zaczęłam nad tym dumać :D Po co ja te komplety robię? :D
              • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 13:54
                marisella napisała:

                > yaga7 napisała:
                >
                > > To po co się robi komplety, skoro "nie należy" nosić kompletów? ;)
                >
                > No właśnie też zaczęłam nad tym dumać :D Po co ja te komplety robię? :D
                >

                Ja się zawsze pytam, kto te komplety kupuje?
                • kis-moho Re: Upiór w Operze ;) 28.06.12, 14:00
                  > Ja się zawsze pytam, kto te komplety kupuje?

                  Od Mari? Ja :o) Mam taki:
                  www.marisella.pl/images/marinaio_francese_komplet_1.jpg
                  z czerwonymi przezroczystymi kolczykami, uważam, że jest prześliczny.
        • felisdomestica Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 11:38
          marisella napisała:
          > Kurczę, tak sobie myślę, przecież perły mozna oprawić na tyle sposobów... w każ
          > dym przypadku będą ciotkowate?

          Perły nigdy nie bedą ciotkowate. To w głowie ma się ciotkowatość :-). Tzn. jakiś kompleks, żeby nie być postrzeganą jako "ciotkowata". Dziewczyna z perłą była ciotkowata? Perły są piękne. I wieczne, jak diamenty :-).
          • teresa104 Wieczne perły 27.06.12, 12:24
            Mówiąc o wieczności pereł masz na myśli pewno ich ponadczasową elegancję. Perły same w sobie niestety się starzeją. Mam dwumetrowy sznur dużych różowych pereł, liczących pewno z 90 lat, tyle są w mojej rodzinie. Są częściowo matowe, niektóre się łuszczą, niektóre są częściowo ściemniałe. Można je fachowo odnowić poprzez usunięcie zniszczonej warstwy, ale one są już po prostu stare. Na pewno były jednak wspaniałe i antenatka, która je nosiła do opery, musiała się czuć jak królowa. I muszę powiedzieć, że bardzo przyjemnie jest czuć na skórze ten aksamitny, luksusowy, chłodny ciężar.
            • turzyca Re: Wieczne perły 30.06.12, 13:33
              Są częściowo matowe, niek
              > tóre się łuszczą, niektóre są częściowo ściemniałe.

              Nie wiem na ile to prawda, dowiedzialam sie tego wieki temu podczas wystawy w Muzeum Narodowym - otoz podobno perly musza byc noszone, potrzebuja kontaktu z zywym cialem. W szkatulce starzeja sie znacznie szybciej. Co prowadzi do tego, ze szlacianki wystepowaly w nocy w koszuli nocnej i najlepszych ze swoich perlowych naszyjnikow - na noszenie w dzien byly zbyt strojne, a jakos trzeba je bylo pielegnowac.
              • teresa104 Re: Wieczne perły 30.06.12, 14:04
                Pewno chodzi o wilgotność, jaką ciało perłom zapewni. Z drugiej strony człowiek jest kwaśny i to perły może rozpuszczać, co objawia się matowieniem.

                Te moje to zabytek, kiedyś pewno mała fortunka, dziś rzewne wspomnienie osób, które je miały. Nie śmiem ich nosić.
                A już najbardziej boję się ciotkowatości i braku pomysłu na siebie.

                Wiem! Kupię do nich humidor:)
                • pierwszalitera Re: Wieczne perły 30.06.12, 15:32
                  teresa104 napisała:

                  > Pewno chodzi o wilgotność, jaką ciało perłom zapewni. Z drugiej strony człowiek
                  > jest kwaśny i to perły może rozpuszczać, co objawia się matowieniem.
                  >

                  Perły nie lubią ludzkiego potu. Tak samo jak nie przepadają za kosmetykami na skórze i wysuszającym działaniem słońca. Jeden z sklepów jublierskich specjalizujących się na perłach, poleca perły zawsze przecierać po noszeniu, najlepiej husteczką z alkoholem. Nie przechowywać z inną biżuterią, tylko osobno w miękkich płóciennych woreczkach. Chronić przed wysuszeniem, czyli nie trzymać w zbyt ciepłych miejscach, na przykład w pobliżu grzejnika itp. Wysuszone perły tracą połysk i mogą ciemnieć. Do tego około 3-4 razy w roku wkładać do lekko ciepłej wody (nie słonej) na 15-20 minut, suszyć na ręczniku w temperturze pokojowej i raz na 2-3 lata przetrzeć perły olejem, na przykład oliwą, by podkręcić połysk.
                  Nie wiem po co te szlachcianki wkładały na noc perły, ale na pewno nie po to, by je pielęgnować. Możliwe, że ze względu na symboliczne działanie perły, jest ona bowiem oznaką czystości, chroni więc przed złymi wpływami i jednocześnie jest afrodyzjakiem o subtelnym działaniu erotycznym. Z tego powodu perły należały często do prezentów wyrażających intymność i romantyczność, jako biżuteria zaręczynowa i ślubna.
                • turzyca Re: Wieczne perły 30.06.12, 19:27
                  > Pewno chodzi o wilgotność, jaką ciało perłom zapewni. Z drugiej strony człowiek
                  > jest kwaśny i to perły może rozpuszczać, co objawia się matowieniem.

                  Doczytalam i autorytet Pani Przewodniczki W Muzeum upadl. A tak jej dobrze z oczu patrzylo! To korale trzeba nosic na skorze. I przechowywac oddzielnie w przewiewnym pudeleczku.

                  > Te moje to zabytek, kiedyś pewno mała fortunka

                  Wniosek z tego, ze nalezy inwestowac w diamenty. Im 100 lat nie zrobi zadnej roznicy.
      • borysa Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 18:35
        pierwszalitera napisała:
        > Perły są ciotkowate, a nawet babcine. Elegancję wyrażają tylko u kobiet powyżej
        > 70-tego roku życia.

        Dziewczyna z perłami, czy ciotkowato ? jeśli tak można nazwać styl preppy, to tak.
        www.classygirlswearpearls.com/2012/06/jamestown-windmill-1787.html
        • pierwszalitera Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 18:59
          borysa napisała:

          > Dziewczyna z perłami, czy ciotkowato ? jeśli tak można nazwać styl preppy, to
          > tak.
          > rel="nofollow">www.classygirlswearpearls.com/2012/06/jamestown-windmill-1787.html

          Zgroza do kwadratu. ;-)
        • kis-moho Re: Upiór w Operze ;) 27.06.12, 20:30
          > Dziewczyna z perłami, czy ciotkowato ? jeśli tak można nazwać styl preppy, to
          > tak.

          Dla mnie to jest mega ryzykowny styl. Owszem, pewnie może wyglądać fajnie, ale to naprawdę trzeba umieć (ta dziewczyna niekoniecznie...). Jeśli już, to wolę brytyjską wersję, ale to już chyba bez pereł :o)
    • teresa104 Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 26.06.12, 22:17
      I dobrze. Będziesz miała dobrą sukienkę na wszystkie kolejne wyjścia w następnym sezonie. Nie zbłaźnisz się. Bądź wcześniej, 20 minut przed rozpoczęciem to rozsądne minimum. Rajstopy zapasowe weź do torebki. Ja kupuję w Gatcie te najcieńsze, zwinięte mają wielkość kciuka.
      W sprawie biżuterii to nie doradzam, zdaje się, że możesz tu wszystko. Broszki są fajne. Bransolety w teatrze przeszkadzają.
      • marisella Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 10:38
        teresa104 napisała:

        > I dobrze. Będziesz miała dobrą sukienkę na wszystkie kolejne wyjścia w następny
        > m sezonie.

        O tym samym sobie pomyślałam - przyda się,a tak to bym się w życiu nie dorobiła ;)

        > Rajstopy zapasowe weź do torebki. Ja kupuję w Gatcie te najcień
        > sze, zwinięte mają wielkość kciuka.

        O widzisz, o tym bym nie pomyślała, takich rad pragnę jeszcze :) Jak znam siebie, poszłabym w tych jednych, co na sobie, a jak by mi oczko poszło, doszłabym do wniosku, że homo sum i przecież kto by się tam w ogóle na moje rajstopy gapił, jak mnie cudze ani trochę nie obchodzą.
        Chyba nie ma dla mnie nadziei ;)

        > W sprawie biżuterii to nie doradzam, zdaje się, że możesz tu wszystko. Broszki
        > są fajne. Bransolety w teatrze przeszkadzają.

        Broszków nie lubię, zawsze mam wrażenie, że je przypinam w dziwnych miejscach i wyglądają komicznie :D
        Bransoletki mówisz nie? Myślałam o bransoletce, ale w takim razie może po prostu założę tylko ciut większe kolczyki...
        Biżuty zresztą mnie martwią najmniej, póki co, z racji tego, że sukienkę przyklepałyście, na pierwszy plan martwiący wysuwają się buty (ale jakieś czarne skórzane czółenka gdzieś widziałam, więc mam nadzieję, że kupię dziś; pytanie tylko, czy nie będę wyższa od osoby, z którą idę - wypada? :D) i nade wszystko - torebka. Aaaaaa! Ja z torebką, no niemożliwe... Co mi przyszło na stare lata :D
        • teresa104 Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 11:05
          Zawsze ktoś jest niższy, ktoś wyższy. Czy gdyby Twoja osoba towarzysząca była wyższa, to zastanawiałaby się, czy jej wypada?
          Mnie bransoletki przeszkadzają w ogóle, a w teatrze w dodatku trzeba trzepać górnymi kończynami o siebie. Na pewno coś dobierzesz, a jak nie, to pójdziesz bez biżuterii i też będzie świetnie.
          Małych torebuszek teatralnych jest wszędzie zatrzęsienie. Na przyszłość - kupuj, jak zobaczysz coś ładnego, niech sobie leży w szafie i czeka. Teraz weź cokolwiek. Ostatecznie pomadka i rzeczone rajstopy zmieszczą się bodaj w staniku, a ruki swabodnyje.

          Przestań. :)
          • felisdomestica Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 11:42
            teresa104 napisała:
            Ostatecznie pomadka i rzeczone rajstopy zmieszczą się bodaj w staniku, a
            > ruki swabodnyje.

            A gdzie dokumenty i kluczyki do samochodu :-)? No chyba że zwitek banknotów na taksówkę...
            • bear80 Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 12:04
              Teraz nawet w taksówkach akceptują karty... może wygodniej z kartą niż zwitkiem? ;-)
              Załóż perły - są cudne.
              Baw się dobrze.

            • teresa104 Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 12:10
              Jeden banknot wystarczy.

              Ostatecznie można przywdziać stanik z za dużymi miskami i sztauować jakoś te przydasie:)
              • marisella Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 28.06.12, 13:00
                teresa104 napisała:

                > Jeden banknot wystarczy.

                No ode mnie to nie wystarczy, zakładając, że będę miała chęć też wrócić ;)

                Póki co umówiona jestem na miejscu, więc mam plan pojechać busem, bo bus ode mnie ma przystanek praktycznie przy samej operze, tyle, co przejść przez ulicę :)
                Głupi pomysł?

                Wiem, że tam może być ciasno, gorąco, śmierdząco i tak dalej, ale tego i tak nie uniknę. W sensie innej mozliwości dojazdu do miasta nie mam, więc i tak mnie to czeka, a jak juz się do niego załaduję to 10 minut dłużej w nim chyba niczego nie pogorszy....

                Będzie się trzeba jakoś odświezyć w toalecie i tyla ;)
                • teresa104 Bus jest OK 28.06.12, 15:11
                  Ja jeżdżę busami do pracy w takich rejonach, że trafia się i chłop z widłami, i baba z bańką na mleko, prosięta raz jechały też, kurczęta w pudełku. A wszyscy są po imieniu. I jakoś przeżywam, odzież dowożę w całości i czystości, do opery mogłabym wyskoczyć z marszu z takiego busa.
                  Luźniej jest usiąść obok kierowcy, jeśli ten się zgodzi oczywiście, powietrze świeższe, nikt się nie obciera.
                  • marisella Re: Bus jest OK 29.06.12, 02:49
                    A bo widzisz, ja czasem mam wrażenie, że ludzie się dzielą na dwa rodzaje: na tych, co są zawsze czyści i pachnący, kocia sierść się ich nie trzyma, ptaki na nich nie robią brzydkich rzeczy w locie, błoto się nie przykleja, a z największych opresji wychodzą eleganccy i z nienaruszonym makijażem, co często zresztą widać na filmach (świat się wali, bohaterka uratowana przez księcia ledwie dycha na łożu śmierci, ale eyeliner ani drgnął z powiek).
                    I są też tacy, którzy jeszcze się dobrze nie ubiorą, a już są upaprani, choć starają się nie tykać niczego poza powietrzem, futra na nich więcej niż na kocie, pomimo szczotkowania (siebie i kota), a zanim miną bramkę od domu prezentują się tak, jakby w stroju swym wcześniej od bladego świtu pole orali, a buty pasty nie widziały od nowości. Która ewidentnie była dawno temu.

                    No i ten drugi gatunek to jestem ja, Ty widać musisz należeć do tego pierwszego ;)

                    A poza tym busy masz ewidentnie lepsze, bo u nas nie ma żadnego miejsca koło kierowcy, w każdym razie siedzącego. Jest kuszetka, którą zajmuję regularnie co piątek, wracając ostatnim kursem. Wchodzi się wtedy na dopych, staje na jednej nodze na palcach, bo cała stopa na podłodze się nie mieści, wszak inni też gdzieś swoje palce postawić muszą, i leży się kierowcy na kokpicie, wlepiając plecy i tyłek w przednią szybę, a udka z drugiej strony w kasę fiskalną.
                    Można też koło kierowcy zająć pozycję "baldachim", zakładając, że ktoś już jedzie naszą kuszetką. Wtedy też stoi się na jednej nodze, to jedno jest constans, tuż obok drążka do zmiany biegów, tyle, że głębiej, pod fotelem, a dłońmi trzyma się okna po lewej ręce kierującego, rozpościerając swe cielsko ponad jego głową ;)

                    O świeżości powietrza w takich sytuacjach nie wspomnę ;)

                    A z widłami to ja sama busem jeździlam, no wieeeelkie mi halooo ;)))
                    • teresa104 I jak, i jak było? 29.06.12, 22:39
                      Widocznie na Twojej trasie nikt się nie rozkwasił z ludźmi w busie. Na tej "mojej" już się nie bierze tylu pasażerów na stojaka, najwyżej 2, 3 i to w wyjątkowej sytuacji po zastrzeżeniu, że będą pokrywać ze swojej kieszeni koszty mandatu.
                      Najpierw ludzie sarkali na nieużytych kierowców, z czasem docenili i komfort, i bezpieczeństwo.
                      • marisella Re: I jak, i jak było? 30.06.12, 12:48
                        teresa104 napisała:

                        > Widocznie na Twojej trasie nikt się nie rozkwasił z ludźmi w busie. Na tej "moj
                        > ej" już się nie bierze tylu pasażerów na stojaka, najwyżej 2, 3 i to w wyjątkow
                        > ej sytuacji po zastrzeżeniu, że będą pokrywać ze swojej kieszeni koszty mandatu
                        > .
                        > Najpierw ludzie sarkali na nieużytych kierowców, z czasem docenili i komfort, i
                        > bezpieczeństwo.

                        Rozkwasił, rozkwasił, ale niczego to nie zmieniło. I z drugiej strony, ja też bym pewnie się wkurzała, gdyby jednak do tego ostatniego busa nie dane mi było wejść, bo jak inaczej wrócić do domu?
                        U nas ostatnim busem na stojaka potrafi jechać i dwadzieścia parę osób, a moja opowieść o leżeniu na kokpicie nie jest ani ciut przesadzona ;) Mało tego, jak po drodze jeszcze ktoś czeka, posuwam się i z kokpitu robi się kuszetka dwuosobowa, bo rozumiem, że każdy do chałupy chce wrócić.

                        Pewnie, że idealnie by było, gdyby bus jechał po prostu większy lub jechało ich o tej porze więcej, no ale jest jak jest.

                        Bardziej niż pełnego busa obawiam się w kategoriach wypadku kierowców, którzy jadą z zawrotną prędkością po drodze w stanie fatalnym albo piszących podczas jazdy SMSy, tudzież liczących utarg lub palących i jednocześnie robiących wspomniane :/

                        Natomaist jesli idzie o "jak było" - opera absolutnie super :) Barrrdzo mi się podobało, nie wieadomo kiedy zleciały trzy godziny. Podziwiam ile ludzi wkłada w to masę pracy i jaki mają nieprzeciętny talent, obłęd :)

                        Jesli o strój idzie, ludzie byli ubrani baaaaardzo róznie. Na początku jak podeszłam pod operę, miałam wrażenie, że przesadziłam, bo w oczy rzuciły mi się głównie kobietki w letnich sukienkach, z normalnymi dużymi torebkami i ogólnie tak luźniej ubrane. Na szczęście potem dostrzegłam też te bardziej wystrojone, więc jakoś lepiej mi się zrobiło :)

                        Torebkę wzięłam kawowomleczną, znalazłam u mamy idealną do niej biżuterię z kwiatowym motywem i jakoś to grało. Rajtuzy na szczęście przetrwały, bo drugich nie miałam gdzie zapakować, więc nie wzięłam - do torebki wszedł mi tylko banknot, klucze, komórka i paczka chusteczek. Rajty przegrały z nimi walkę o miejsce ;)

                        Zdjęcia niestety nie zrobiłam, bo wychodziłam na wariackich papierach - jeszcze o 16:30 10 km od domu w roboczym kombinezonie pakowałam na samochód kubik drewna olchowego na dzisiejsze ognisko, więc nie było nadziei, żeby się busem wyrobić. Kuzyn podrzucił mnie więc do Krakowa, tym właśnie samochodem z którego zdjęliśmy drewno, takim bez siedzenia dla pasażera, elegancja-fhancja, powiadam Wam :) Ale dzięki temu makijaż i fryz mogłam już zrobić po drodze (w busie bym nie zrobiła, bo nie miałabym gdzie podziać mazideł :)) i zdążyłam nawet z delikatnym zapasem czasu :) Wprawdzie tuż przez Operą kuzyn, żeby zmienić pas, ruszył tak z kopyta, że wylądowałam na płask z tyłu na pace, wśród olchowych trocin, i tylko mi obcasy było przy przedniej szybie widać, ale miałam samoprzylepną rolkę do odsierszczania, więc się doprowadziłam jako tako do ładu :D :D :D
                        Trociny z włosów wyciągałam już dyskretnie na miejscu ;)

                        Ale obiecuję, że jutro, a najdalej pojutrze, wystroję się raz jeszcze, specjalnie, żeby się metakobiecie na pożarcie rzucić :)
                        • wodadobra Re: I jak, i jak było? 30.06.12, 12:56
                          O bożeno!
                          Spłakałam się ;-)
                        • teresa104 Doskonała opowieść:) 30.06.12, 14:09
                          Czekam zatem na zdjęcia. Nie powiem, żeby mnie nie żarło, z kim tam byłaś, no ale muszę wytrzymać.

                          Kobietami w letnich sukienkach z dużymi torbami (strój do muszli koncertowej w parku raczej, niż w budynku opery) nie należy się przejmować. Weź pod uwagę, że nie każdy ma grupę doradczą;)
                          • turzyca Re: Doskonała opowieść:) 30.06.12, 15:00

                            > Kobietami w letnich sukienkach z dużymi torbami (strój do muszli koncertowej w
                            > parku raczej, niż w budynku opery) nie należy się przejmować. Weź pod uwagę, że
                            > nie każdy ma grupę doradczą;)

                            Ja to wrecz bylam ciekawa, czy pojawi sie w opowiesci Mari osoba w pomaranczowym swetrze. Byl taki okres, ze niewazne gdzie poszlam zazywac kultury - opera, balet, filharmonia, towarzystwo szopenowskie - zawsze trafialam na jedna osobe w wielkim pomaranczowym swetrze. W niektorych wypadkach podejrzewalam, ze sweter jest wrecz wlasnorecznie zrobiony, takich rzeczy sie po prostu nie produkuje...

                            Ciesze sie, ze Mari sie podobalo przedstawienie, milo sie czyta. :)
          • marisella Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 28.06.12, 12:54
            teresa104 napisała:
            > Zawsze ktoś jest niższy, ktoś wyższy.

            No tak, w większości przypadków tak, ale jednak mam wrażenie, że kobiety łatwiej to znoszą ;)
            Ale buty kupiłam obcas nie taki wielki, raptem niespełna 10 cm, więc może obleci :)

            > Ostatecznie pomadka i rzeczone rajstopy zmieszczą się bodaj w staniku, a
            > ruki swabodnyje.

            O tym pomyślałam w pierwszej kolejności, bo zdarza mi się klucze do stanika pakować, jak tylko do sklepu wyskakuje, myślę, że zmieściłabym też klucze, pieniądze, rajstopy, lusterko i dwie paczki chusteczek ;)))) Aaaalllleeee... jak by to wyglądało jakbym przyszła bez niczego, a tu nagle materializowałyby się ni stąd ni zowąd chusteczki albo coś :D
            Albo co ja odpowiem na pytanie "a klucze gdzie masz?" :D
        • monika3411 Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 12:24
          Czy ja już wspominałam, że Cię kłocham miłością wielką? :-D
          • clarisse Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 13:42
            monika3411 napisała:
            > Czy ja już wspominałam, że Cię kłocham miłością wielką? :-D

            Nie wiem, czy Teresa wie, ale jeśli to odnośnie patyka, to się przyłączę. ;) Tak, te bezmuszlowe są blee.. .ale patyk jest brrr...

            Na perłach się nie znam, ciotkowatość mam głowie, w operze bywam raz na kilka lat, więc się nie wypowiem.
            • monika3411 Re: Zostaw te biedne ślimaki w spokoju 27.06.12, 14:58
              Moje wyznanie było do Mari :-D
              Ale Teresę też kłocham oczywiście :-)
    • kis-moho "Perełki" 27.06.12, 14:21
      Tak się zastanawiałam nad tymi "perłkami" i faktycznie, może na niektórych takie tradycyjne sznury pereł mogą wyglądać jak na własnej babci
      https://2.bp.blogspot.com/_TahXQ2WiF0s/SUZPJWbgAeI/AAAAAAAAJQc/dJRCvxIYZpM/s400/Queen+Elizabeth+II+Visits+Slovakia+05.jpg
      ale w sumie nawet najbardziej klasyczną klasykę można nosić fajnie:
      https://staceyburr.files.wordpress.com/2010/01/coco-chanel-audrey-tautou-werkt-aan-avondjurk-coco-avant-chanel1.jpg
      Poza tym, grzebiąc w sieci w poszukiwaniu pereł można znaleźć niesamowite cudeńka, oraz dowiedzieć się, że Steven Tyler też nosi perły (myślicie, że wygląda ciotkowato? ;o)):
      https://www.nysun.com/pics/3406_large.jpghttps://howtobeswell.files.wordpress.com/2012/02/untitled.jpg
      (czy irytują Was te zdjęcia w postach? Ja niespecjalnie lubię klikać w miliard linków, ale jeżeli te zdjęcia przeszkadzają komuś w czytaniu, będę następnym razem linkować)
      • monika3411 Re: "Perełki" 27.06.12, 15:00
        Ja wolę zdjęcia w postach, niż linki :-)
      • tfu.tfu Re: "Perełki" 27.06.12, 15:27
        ja lubię foty w postach, klikać nie lubię ;-)
      • pierwszalitera Re: "Perełki" 27.06.12, 17:54
        kis-moho napisała:

        > Poza tym, grzebiąc w sieci w poszukiwaniu pereł można znaleźć niesamowite cudeń
        > ka, oraz dowiedzieć się, że Steven Tyler też nosi perły (myślicie, że wygląda c
        > iotkowato? ;o)):

        Sorry, ale trzeba było czytać uważnie moje posty, a nie wyżywać się teraz na ciotkowatości. Napisałam przecież, na samym początku zresztą, że perły w niektórych przypadkach wyglądają dobrze. I właśnie świetnie wyglądają w kombinacjach takich jak u Stevena Tylera. Punkowo- rockowo- w kontraście stylowym do reszty. Ciotkowato wyglądają jak założy się je do grzecznej, wyjściowej sukienki. I dziś kobieta ubrana jak Coco Chanel też wyglądałaby ciotkowato. Modą retro należy się inspirować, używać jako akcentu, a nie przenosić 1:1 do współczesności.
        • kis-moho Re: "Perełki" 27.06.12, 18:11
          > Sorry, ale trzeba było czytać uważnie moje posty, a nie wyżywać się teraz na ci
          > otkowatości.

          Przecież ja się tylko podśmiechuje bez złośliwości.

          I dziś
          > kobieta ubrana jak Coco Chanel też wyglądałaby ciotkowato. Modą retro należy s
          > ię inspirować, używać jako akcentu, a nie przenosić 1:1 do współczesności.

          Wg. mnie zależy. Akurat takie ubranie jak na zalinkowanym przeze mnie wyżej zdjęciu - czemu nie? Nie jest to mój styl, ale podoba mi się. W poniższej wersji już trąci myszką:
          https://www.lovetwenty.com/wp-content/uploads/2012/01/coco-chanel_57305429.jpg
          • ciociazlarada Re: "Perełki" 27.06.12, 20:08
            Heh, a mi się ta wersja super podoba:) Aż się człowiekowi palić zachciewa. Kapelutek też nicziewo sobie.
            • kis-moho Re: "Perełki" 27.06.12, 20:31
              > Heh, a mi się ta wersja super podoba:) Aż się człowiekowi palić zachciewa. Kape
              > lutek też nicziewo sobie.

              No widzisz, najważniejsze, żeby się podobało ;o)
    • czerwona_pomadka czy płaskie buty mogą być eleganckie? 27.06.12, 15:07
      Skoro już jesteśmy przy elegancji... jak sądzicie, czy płaskie lub prawie płaskie buty mogą być eleganckie? Czy w biurze/teatrze/operze byłyby czymś nietypowym, nie na miejscu? Chodzi mi o tego rodzaju obuwie:

      www.e-rylko.com/pub/produkty/2304/6623_big.jpg
      i.pinger.pl/pgr464/376962080000167e4fe5d031/


      • kk345 Re: czy płaskie buty mogą być eleganckie? 27.06.12, 16:33
        Moim zdaniem obcas, choćby niższy, zawsze wygląda lepiej, niż płaska podeszwa- po prostu noga się lepiej prezentuje, szczególnie jesli jesteś w spódnicy/sukni. Ale to tylko moje zdanie, możliwe, ze wykazuję fatalny gust:)
        • czerwona_pomadka w to to ja nie wątpię :) 27.06.12, 17:52
          To, że nogi lepiej prezentują się na obcasie jest chyba bezdyskusyjne :)

          Chodzi mi jednak o sytuację, gdy danej kobiecie zwisa to, że jej nogi wyglądają mniej seksownie, gorzej w płaskich butach, chce ona jednak wyglądać elegancko i stosownie do okazji, czyli załóżmy tej wizyty w operze. OK, płaskie buty są mniej kobiece i mniej zgrabne, ale czy także mniej eleganckie? Czy buty w rodzaju tych zalinkowanych przeze mnie będą dziwiły/gorszyły "większość" w operze, w biurze w jakiejś korporacji czy teatrze? (no, załóżmy że byłyby w bardziej stonowanych, ciemniejszych barwach)
          • scarlet_agta Re: w to to ja nie wątpię :) 27.06.12, 20:17
            czerwona_pomadka napisała:

            > w biurze w jakiejś korporacji

            Zależy od korporacji! W niektórych nikogo nie dziwią zestawy typu bluza z kapturem, jeansy i kolorowe tenisówki, czy inne podobne, więc takie buty tym bardziej nikogo nie będą gorszyły. ;-)
            Choć myślę, że w stonowanej kolorystycznie wersji pasującej do reszty nie zgorszą w żadnej, zwłaszcza jeśli nie chodzi o jakieś ważne spotkanie biznesowe.

            A jeśli chodzi o teatr, czy operę to pewnie też dadzą radę.
          • kk345 Re: w to to ja nie wątpię :) 27.06.12, 20:41
            Mnie by nie dziwiły, pomyślalabym sobie najwyzej, ze lepiej wygladałabys na obcasie. Płaskie buty wyglądają tak ... dziewczęco, a to nie zawsze jest zaleta.
    • marisella Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 13:30
      Wczoraj udało mi się kupić buty - zwykłe czarne skórzane czółenka na obcasie (9 cm z kawałkiem, ale wyglądają na sporo niższe). Mierzyłam je już kiedyś, więc zakupy poszły szybko - wpadłam, wzięłam, wypadłam (w tym wszystkim bowiem czas mnie jeszcze goni - nie za bardzo mam przed weekendem kiedy chodzić i zakupować niespiesznie :))
      Już kiedyś o takich myślałam, że by się przydały, więc nadarzył się pretekst :)

      Wczoraj miałam też pierwszą miarę sukienki i wygląda całkiem nawet :) Będzie przed kolanko, na podszewce, dekolt w takie szerokie V (zapomniałam słowa :D), nie bardzo głęboki (ja bym może zrobiła jeszcze mniejszy, ale mama z rozpędu już tak wykroiła, jak wykroiła :)), szwy francuskie (lubię!), rękaw raglanowy (normalnie nie lubię, ale nawet nieźle wygląda tym razem)
      Mamula upierała się na jakiś haft na rękawach albo pod biustem, ale walczyłam zaciekle, żeby nie. Słusznie? Haft całkiem ładny był, w kształcie wydłuzonego karo, powiedzmy, z osadzonymi kryształkami w czerni, ale musiałabym chyba pod niego zrobić biżu z czarnymi kryształami, a to już żałobnie jakoś tak.

      W ogóle w tej kiecce i czarnych butach wyglądam trochę, jakbym się z konduktu za trumną urwała, w brązie czy graficie byłoby mi chyba jednak lepiej, ale to już mniejsza, musi być jak jest :)

      Grunt, że nie wiem co z torebką. Wczoraj mnie oświeciło, że moja mama sprzedaje przecież takie wieczorowe torebki :) (najciemniej pod latarnią ;)) Nie że głównie, ale do sukienek przez się szytych :) Tyle, że teraz ma mało i w sumie do wyboru mam tylko dwie czarne satynowe i taką, nazwijmy to, kawa z mlekiem.
      Ja początkowo myślałam o czarnej, ale po pierwsze, strasznie się robi smętnie, po drugie, czarne mają takie cyrkoniowe cosie przy zapięciu - zdjąć się ich nie da, a z nimi te torebki wyglądają jakoś tak weselnie.

      Padło więc na tę kawę z mlekiem, jest w sumie najładniejsza, niska a długa, na bigiel, ale nie bardzo mi do tej czarnej całości pasuje, szczerze mówiąc. Do tego musiałabym do niej dopasować biżuta, bo w końcu do czegoś ona pasować musi, a nie mam z czego sobie go zrobić. Pereł w takim odcieniu nie mam, a nie wiem co innego by do tej satyny pasowało... Minerały nie mają tego połysku no i żaden nie jest w tym odcieniu.

      Mam więc chyba opcje:
      a) wziąć czarną i wyglądać jakbym się urwała z pogrzebu na wesele
      b) wziąć czarną i próbować ją jakoś ożywić kolorem, a zamaskować cyrkonie w ozdupce ;)
      c) wziąć kawę z mlekiem i nie zakładać biżuta, a minę robić tak pewną, jakby mi do czegoś pasowała. Do stanika na przykład ;)
      d) wziąć kawę z mlekiem i zrobić coś w miarę choć ciut pasującego. Jakieś złote swary albo cyrkonie champagne.
      e) wziąć kawę z mlekiem i próbować upolować podobne buty? ale nie bardzo to widzę, bo nie będę chyba miała na tyle czasu i też nie jestem przekonana, czy mam ochotę dla jednego wyjścia kupować buty, których pewnie już nie założę :)
      f) uszyć na szybko jakąś prostą kopertówkę pasującą np. do tych granatów (bordo powinno pasować do tej czerni i trochę ją ozywić?) albo czegoś innego. Może ecru do pereł? Czerwien do korala? Fiolet do ametystów? Błękit do apatytów?
      g) uszyć przez noc jakieś sutaszowe kolce pasujące do kawy z mlekiem (mam taki sutasz, ale nie wiem czy zdążę no i po trzeciej w ciagu tygodnia zarwanej nocy pewnie będę się prezentować nieświeżo ;)
      h) upolować gdzieś inną torebusię, ale tu wchodzi aspekt czasu - miałabym na to czas jutro od 13-tej do 15-tej maks, a nawet nie wiem gdzie szukać
      i) faktycznie odpuścić torebkę i przykitrać co niezbędne w staniku ;))))
      j) wziąć żakiet (ale fioletowy albo granatowy?), w kieszenie włożyć co trzeba i nie zakładać, żeby nie było widać, że są wypchane; ma być ciepło ;)

      Co myślicie? Bo ja sama już nie wiem...
      • kis-moho Re: Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 13:35
        > e) wziąć kawę z mlekiem i próbować upolować podobne buty? ale nie bardzo to wid
        > zę, bo nie będę chyba miała na tyle czasu i też nie jestem przekonana, czy mam
        > ochotę dla jednego wyjścia kupować buty, których pewnie już nie założę :)

        To by było coś, ale w końcu buty już masz (swoją drogą, 9 cm? podziwiam umiejętności :o)). A może sukienkę da się paskiem jakoś ożywić? Żakiet to też jest pomysł.
        A jak wszystko zawiedzie, uważam że opcja
        > c) wziąć kawę z mlekiem i nie zakładać biżuta, a minę robić tak pewną, jakby mi
        > do czegoś pasowała. Do stanika na przykład ;)
        da radę. Tylko nie bierz czarnej torebki bo faktycznie będzie pogrzeb.
      • felisdomestica Re: Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 14:06
        Beżowa torebka i twoje weneckie szkło?
        marisella.pl/produkty.php?typ=szyja&typek=6&w=0&kolekcja=
        • marisella Re: Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 14:08
          Haha, jesteś genialna! Na śmierć zapomniałam o własnym szkle weneckim! :D

          Machnę sobie wprawdzie coś ciut innego, bo wolę do szpica, ale to genialna myśl, zaraz obadam, czy będzie odcieniem pasowało :D

          Siubidubi duuuuubiiii :D
          • marisella Re: Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 14:15
            Hmmmm... no nie jest to do końca to, ale od złej biedy obleci :) Ta torebka ma dziwny kolor, dużo kawy z mało mleka i do tego jakaś taka miedź pobłyskuje i jeszcze to wszystko jakimś cudem chłodnawe mi się zdaje. Błe. I jeszcze błyszcząca, niech ją chudy dunder.

            Za godzinę będę u mamy w pracowni po sukienkę, to pogrzebię jeszcze i może coś wyjadę innego. Już i tak nie jest źle, myślę sobie, wziąwszy pod uwagę, że wczoraj o tej porze nie miałam nic :D A teraz sobie tylko nad kolorem biżu marudzę ;)
      • pierwszalitera Re: Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 14:09
        Jeżeli buty masz pod kolor sukienki, to torebka może być inna. W innym kolorze wygląda nawet bardziej interesująco, więc kawa z mlekiem może być. Jeżeli zrobisz sobie do tego biżu pod kolor, to będziesz wyglądała super. Chociaż ja osobiście wzięłabym torebkę w jakimś zarąbistym kolorze - żółtym, wściekle różowym, głęboko turkusowym albo pomarańczowym. Złamałabyś tym ten trochę pogrzebno-uroczysty charakter kreacji i powiałoby choć odrobinką stylu bohème. Madam Butterfly to sztuka egzotyczno-kolorowa, zrób sobie do tych przytłumionych kolorów chociaż mocno czerwone usta, czy włóż coś szalonego we włosy, czy jakoś tak. Najbardziej stylowy były jakiś błyszczący motyl na sukience, jak potrafisz coś takiego sama wydłubać, to jeszcze lepiej. Będziesz miała fajną pamiątkę ze swojego pierwszego operowego wyjścia. ;-)
        • marisella Re: Relacja + co z torebką? :))) 29.06.12, 02:23
          pierwszalitera napisała:
          > Chociaż ja osobiś
          > cie wzięłabym torebkę w jakimś zarąbistym kolorze - żółtym, wściekle różowym, g
          > łęboko turkusowym albo pomarańczowym.

          Ja też, jak pisałam, wzięłabym jakiś inny kolor, ale ni mam :( Na jutro mogę mieć tylko tę czerń z cyrkoniami albo kawę z mlekiem. Mogłabym próbować uszyć teraz na gwałtu rety, ale chyba może lepiej się wyspać niż potem przez 3h ziewać zamiast się dobrze bawić :)
          Jestem w ostateczności pewna, że nikt nie będzie na mnie zwracał aż tak bacznej uwagi, żeby się przejmować tak, jak to robię i prędzej ktoś dostrzeże że ziewam i smarkam, niż że mi torebeczka nie do końca pasi do stroju ;)

          Co nie zmienia faktu, że chciałabym wyglądać jak najlepiej, no ale w miarę możliwości, pewnych spraw nie przeskoczę na pierwszy raz. Jak człek na co dzień kloszardem, to potem mu się ciężko przeistoczyć tak na trzy cztery :) Okazuje się, że problemy leżą nawet tu, gdzie by się ich człowiek nie spodziewał :) Dziś na przykład tematem numer jeden stało się dla mnie to, że nie wiem czy kupię rajstopy. Mam grube syrki (po dziadziusiu, jak już wielokrotnie wspominałam ;)) i czwórki są na mnie naciągnięte tak, że ciężko nogę w kolanku zginać ;)

          Większych dziś nigdzie nie trafiłam, liczę, że trafię jutro w miarę szybko bo jak nie to polegnę na mecie ;)

          Drugim problemem jest z kolei moja zagwozdka jak kulturalnie kichać i smarkać w operze ;) Mam nadzieję, że nie będę musiała, ale ostatnio alergia bardziej mnie męczy, a jak z nosa się leje, to ciężko to zatrzymać siłą woli ;)

          Ale to już tak offtopicznie mi się porozważało, nietorebkowo :) Po weekendzie się zaopatrzę w papuzie kolory jakieś na zaś do tej sukienki :)


          > Madam Butt
          > erfly to sztuka egzotyczno-kolorowa, zrób sobie do tych przytłumionych kolorów
          > chociaż mocno czerwone usta, czy włóż coś szalonego we włosy, czy jakoś tak.

          We włosach to ja zazwyczaj noszę różności, najczęściej mam koka spiętego pędzlami, pilnikami albo pęsetami, co mi przy biurku w rękę wpadnia ;) Ale do opery to chyba nie bałdzo ;)
          Miałam plan rozpuścić włosy i zebrać tylko do tyłu lekko jakąś spinką z kwiatkiem albo zrobić takiego koka jak na co dzień i spiąć drewnianą szpilką, ale ten mój kok to taki codzienny jest, dwusekundowy, niezbyt elegancki. O ile z jednej strony jeszcze jakoś wygląda:
          https://www.marisella.pl/blog/images/u_kulki.jpg
          o tyle z drugiej już widać, że burdel:
          https://marisella.pl/kok.jpg
          więc nie wiem, zobaczy się pewnie przed wyjściem :)

          Mocno czerwone usta z kolei to zupełnie się chyba nie udadzą - ust nigdy nie maluję, bo zawsze mi z tego wychodził jakiś horror :D Do tego czerwony mam wrażenie, że mi nie za bardzo pasuje, bo ja mam taką różowawą cerę (z brązowymi worami pod oczami, żeby nie było za dobrze) i wygladam z czerwonym trochę jak prosiak (tylko bez oburzań, nie świnia piszę, tylko prosiak, prosiaki są spoko ;))
          Mam też dość ciemne oczy i oprawę oczu, jak pomaluję rzęsy to zdaje mi się, że mocne zaakcentowanie ust będzie przeginką, ale pewnie po prostu nie umiem tego zrobić dobrze.

          Ustowa rada pewnie genialną jest, ale podejrzewam, że zostawię usta w spokoju, w całym tym stroju już się będę czuła chyba wystarczająco przebrana, żeby jeszcze usta sobie przyklejać czyjeś :D
          • pierwszalitera Włosy i smarkanie 29.06.12, 08:44
            marisella napisała:

            > Miałam plan rozpuścić włosy i zebrać tylko do tyłu lekko jakąś spinką z kwiatki
            > em albo zrobić takiego koka jak na co dzień i spiąć drewnianą szpilką, ale ten
            > mój kok to taki codzienny jest, dwusekundowy, niezbyt elegancki.

            A mnie się ten twój kok podoba i taki artystyczny nieład na włosach uważam za fajny.
            https://profile.ak.fbcdn.net/hprofile-ak-snc4/186178_100002177643629_7592705_n.jpg https://userfiles.steadyhealth.com/sites/steadyhealth.com/modules/infocenter/data/images/home_treatment_for_healthy_hair.jpg
            Tylko zamiast ołówków powpinaj sobie drewniane szpilki a la gejsza i bomba.
            https://www.fashion-insider.de/wp-content/uploads/2010/11/Dutt-Frisur-by-wiki-CMoi.jpg https://www.frisuren.net/blog/wp-content/uploads/2012/02/Fotolia_13583890_XS.jpg

            A co do smarkania, to wykorzystuj momenty głośnej muzyki. W tym przypadku przydaje się znajmość utworu, ale nawet bez tego złapiesz na pewno kilka momentów, gdzie możesz sobie ulżyć. ;-)
          • tfu.tfu pończochy 29.06.12, 23:20
            se kup ;-) 4/5 w calzedonii dadzą radę na bank :-) a wytrzymałe są, sprawdzałam!
            też mam grube ;-P
            • marisella Re: pończochy 30.06.12, 12:52
              tfu.tfu napisała:

              > se kup ;-) 4/5 w calzedonii dadzą radę na bank :-) a wytrzymałe są, sprawdzałam
              > !
              > też mam grube ;-P

              Ta, z kim nie rozmawiam, to każdy ma grube, jaaasne ;) Jak spotkam kogoś z łydeczką taką jak moja, 46-47 cm, to może wezmę jego zapewnienia na serio ;)

              W piątki gatty jakoś się wbiłam, uf uf, co nie zmienia faktu, że nie znoszę rajstop. W mniejszych rozmiarach guma się człowiekowi wciska w brzuch i robi baleron, w tych piątkach z kolei pas miałam pod biustem. Ale to dobrze nawet, podłożyłam pod obwód stanika i nie zjeżdżało, plus wygładziło mi brzuch od razu egelancko ;))))
              • tfu.tfu Re: pończochy 30.06.12, 16:44
                łydeczkę to ja mam mniejszą, ale za to udziec jak u wołu ;-P mnie nawet biust zszedł w uda ;-P
      • wodadobra Re: Relacja + co z torebką? :))) 28.06.12, 17:46
        Mari,
        daj się namówić na fotorelację na metakobiecie? Pliss, pliss.
        • tfu.tfu popieram 28.06.12, 18:27
          :-)
          • pinupgirl_dg I ja :) 28.06.12, 18:36
            Ciekawość mnie zżera :). Tym bardziej, że nie wiem, co to jest raglanowy rękaw albo francuski szew, to się przy okazji douczę :).
            • marisella Re: I ja :) 29.06.12, 02:33
              pinupgirl_dg napisała:

              > Ciekawość mnie zżera :). Tym bardziej, że nie wiem, co to jest raglanowy rękaw
              > albo francuski szew, to się przy okazji douczę :).

              Cyknę fotkę jutro, choć naprawdę, nie ma czego podziwiać :)))

              Francuski szew to mój błąd - też lubię, ale miałam na myśli francuskie cięcie :) To takie jak w urkye'owych bluzkach francuzeczkach :) A raglanowy rękaw to taki (wybaczcie lamerskie tłumaczenie, nie znam się na nomenklaturze zanadto :)) który jest wszyty jakby po skosie, spod pachy w kierunku szyi, a nie pionowo w górę. Rzecz jasna jest inaczej skrojony i się inaczej układa. Często w bluzach i sportowych koszulkach się taki widuje. Ja mam wrażenie, że mi on robi bary, ale na czarnym tej linii skosnej nie widać, więc obleci :)

              Wpisz sobie w wyszukiwarkę grafiki gógla raglan sleeve, jest dużo obrazków, bo na mojej fotce na pewno nie będzie widać o co chodzi (wszystko czarne :D)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka