marisella
26.06.12, 14:22
Śmiejcie się, śmiejcie, ale pierwszy raz wybieram się do Opery i normalnie.... nie wiem w co się ubrać! Bo nie dość, że ogólnie jestem cham i prostak granatem od pługa oderwany, to jeszcze w ogóle nie znam się na modzie. W szafie na pewno nic odpowiedniego nie mam, więc wydumałam, że zmuszę moją najdroższą i najwspanialszą na świecie krawcową (która najpierw padła i kazała sobie ze łba wybić, ale potem, będąc moją mamulką, nie mogła się nie zgodzić ;)) do szybkiego machnięcia na piątek czarnej sukienki z krótkim rękawkiem (albo bez?), do kolana (choć w długości przed mi lepiej, ale to chyba nie przejdzie, nie?), do tego zanabędę jakieś czarne czółenka, bo i tak miałam w planach, jakiś biżut (coś delikatnego z pereł może?) i będzie.
Ale w sumie teraz już nie wiem, może będzie widać, że się z choinki urwałam, bo tak się do opery nie chadza? Tylko w sukniach balowych albo właśnie w T-shirtach? Aaaaaa! Pomocy!
Czuję, że się zbłaźnię na tysiąc sposobów, ale pomóżcie, towarzyszki, choć na tym polu polec jak najmniej :D
Aha, idę na 18.30 w piątek, jeśli to ma jakieś znaczenie, na Madama Butterfly.
Aaaaa! A mogłam się dwa razy zastanowić, zanim przystałam na zaproszenie, i zamiast wysokiej kultury spokojnie po staremu przechadzać się po ogrodzie w bamboszach i nabijać ślimaki na patyk...