Dodaj do ulubionych

praca w sieci

25.08.12, 00:44
Okazało się, że mam za dużo czasu i jeszcze przez jakiś czas tak będzie - min.2 mies. A jak mam za dużo czasu, to łatwo mi idzie marnowanie go. Taka dziwna przypadłość :)

no i tak się zaczęłam zastanawiać, czytać, szukać - może jakaś praca w sieci..
Chodzi o coś, dla niewykwalifikowanego pracownika - taki substytut łopaty na budowie. niedawno widziałam artykuł o człowieku, który przeglądał zdjecia dla googla (ten akurat mało przyjemne zdjęcia, ale inne też rozumiem sie przegląda), ktoś pracuje przy obsłudze serwisu aukcyjnego, ktoś wpisuje listy cyfr na stronie.. Jest mnóstwo informacji o nowych zawodach "internetowych", dużo się o tym mówi, ze internet to miejsce, gdzie będziemy niedługo w większości pracowac - no i.. znajduję tylko oferty typu "zaloguj się, bedziesz dostawać reklamy, które klikasz i za to dostajesz kase...

Więc tu się zaczyna mój problem. Albo nie wiem GDZIE takiej pracy szukać, albo nie wiem JAK ta praca powinna się nazywać? przez gazetowe forum "praca" i podobne nie umiem się przebić, ale moze Wy coś wiecie?
Chodzi o proste rzeczy, płatne, wymagające zaangażowania a niekoniecznie przesiadywania w określonym miejscu i o określonej porze - a przynajmniej, zeby cześc mozna było zrobić z domu. rzeczy do nauczenia i niewymagające studiów kierunkowych. Doradca zawodowy by mi się przydał, tylko skąd wziąć takiego o sieciowej specjalizacji. A moze znacie coś, co warto poczyatać w tym temacie? heh

będe wdzięczna za jakąkolwiek podpowiedź :-)
Obserwuj wątek
    • anna-pia Re: praca w sieci 25.08.12, 15:13
      Mogę Ci doradzić tylko z mojej branży i okolic, ale może coś to da.
      Wpisywanie danych (z ankiet itp.), porządkowanie danych, poprawianie dokumentów po skanowaniu i OCR (tj. po rozpoznawaniu tekstu), przepisywanie (często trafiają się teksty, które trzeba po prostu na głupa przepisać, żeby łatwiej było na nich pracować). Tu dużym plusem jest choćby podstawowa znajomość j. obcego - ale jak znasz np. niemiecki, to dasz radę i z tekstem po niderlandzku, i po angielsku.
      • azmb Re: praca w sieci 25.08.12, 20:10
        Anno, bardzo interesująca jest ta praca, o której piszesz. Hm... może przydałby się Wam osoba z polonistycznym (między innymi) wykształceniem, ze znajomością (teraz trochę przykurzoną) angielskiego oraz z dużą ilością wolnego czasu?
        • anna-pia Re: praca w sieci 26.08.12, 13:37
          Nie mam biura tłumaczeń, wspiera mnie znajoma studentka :) Sugeruję, żebyś porejestrowała się na stronach biur tłumaczeń, poogłaszała na portalach dla tłumaczy. Tylko najpierw starannie zapisz, na czym się znasz, bo poważne biura mają szczegółowo rozpisane specjalizacje, szkoda by było, żebyś o czymś zapomniała.
          • indigo-rose Re: praca w sieci 31.08.12, 17:48
            Może trochę głupie pytanie, ale czy od takiego zajęcia dałoby się później jakoś "awansować" do zajęć związanych już bardziej z tłumaczeniem? Czasy paskudne i biura nie chcą nawet na darmowe praktyki brać, więc może trzeba zaczynać od niższych szczebli...
            • anna-pia Re: praca w sieci 31.08.12, 18:28
              To już zależy od Twojego wykształcenia. Zakładając, że masz kierunkowe, to może tak, ale nie powiem Ci na pewno.
              Jeśli chcesz pogadać o samych tłumaczeniach, napisz na gazetowego.
      • kotwtrampkach Re: praca w sieci 26.08.12, 14:19
        anna-pia napisała:

        > Mogę Ci doradzić tylko z mojej branży i okolic, ale może coś to da.
        > Wpisywanie danych (z ankiet itp.), porządkowanie danych, poprawianie dokumentów
        > po skanowaniu i OCR (tj. po rozpoznawaniu tekstu), przepisywanie

        o, dziekuję za te hasła :-) po wstępnym przeglądnieciu wyników wyszukiwania faktycznie jest sporo ofert dot.wpisywania danych - choć więcej widziałam stacjonarnie, były też oferty drogą elektroniczną. Moze akurat.. porządkowania danych i poprawiania dokumentów nie umiem na razie znaleźć - czy to nie tak, ze ludzi szuka się wśród znajomych lub bezpośrednio? Albo trzeba by wysłac ofertę do konkretnych firm?
        • anna-pia Re: praca w sieci 26.08.12, 15:43
          Nie wiem, jak wygląda rynek pracy in extenso, niestety. Na pewno biura tłumaczeń i wspomagające mogą być zainteresowane; wejdź na portale dla tłumaczy i poczytaj. Sądzę, że najlepiej uderzać do firm. Może firmy badające rynek pod kątem czegokolwiek tam (zużycia piwa, sprzedawalności pieluch, picia kakao itd.)?
    • zenobia44 Re: praca w sieci 26.08.12, 01:32
      Akurat szukam pracy (także zdalnej), więc mogę coś dorzucić do dyskusji.
      Na Pracuj.pl czy gazeta (przynajmniej z mojego regionu) raczej się nie pojawiają prace tymczasowe. Ale może rzuć okiem jak to wygląda w lokalnej prasie, jeśli taka jeszcze istnieje. Kiedyś widziałam takie wakaty na stronach agencji badawczych, ale ostatnio znowu je przejrzałam z wielką nadzieją i nie ma połowy ofert, do reszty chcą tylko studentów (jeśli jesteś studentką to szukaj pracy na stronach studenckich, nazw nie pamiętam, ale łatwo w google znaleźć). Jest trochę pracy tymczasowej dla studentów i trochę dla emerytów - nie przeskoczy się wymagania składek ZUS - ale ofert pracy zdalnej jest na ogólnych portalach pracowych jest b. mało.
      Przeglądałam kiedyś portal dla freelancerów (też z nadzieją, bo jednak zwykle zarabiałam głową, a nie łopatą), ale kwoty za napisanie artykułu były tak niskie (np. 5 zł:D), że wysyłanie im w ramach rekrutacji "tekstu próbnego" wyglądało na samonabijanie się w butelkę.
      Nowe zawody internetowe wydają mi się póki co trochę rozdmuchane. Każdy o nich słyszał, ale nikt ich nie widział. Ale może zależy od branży i regionu.
      Nie chcę siać defetyzmu, ale wyczuwam kryzys na rynku pracy, dlatego przyjrzyj się gdzie pracują znajomi, bo najlepiej byłoby mieć znajomości w danej branży i tak znaleźć kilka pierwszych zleceń.
      • kotwtrampkach Re: praca w sieci 26.08.12, 11:23
        zenobia44 napisała:

        > nie przeskoczy się wymagania składek ZUS
        a umowy o dzieło? przy "wprowadzaniu danych" o którym pisała anna własnie spotykałam takie oferty

        > ale ofert pracy zdalnej jest na ogólnych portalach pracowych jest b. mało.
        to własnie zauważyłam :-) w agencjach pośrednictwa tez nie specjalnie można coś znaleźć, o UP nie wspominając - stąd pomyślałam, że ktoś podpowie jakieś konkretne miejsce - jak np."wakaty na stronach agencji badawczych" (nie pomyślałam o istnieniu takich oraz o tym, ze mogą potrzebować pracowników bez wykształcenia kierunkowego) - chodzi o punkt zaczepienia.
        Nie jestem studentem i nie mieszkam w dużym mieście - to utrudnia trochę.. Dlatego pomyślałam o pracy "zdalnej", nawet gdyby trzeba było fizycznego kontaktu raz na jakiś czas.

        > Nowe zawody internetowe wydają mi się póki co trochę rozdmuchane. Każdy o nich
        > słyszał, ale nikt ich nie widział. Ale może zależy od branży i regionu.
        ja nie do końca miałam na myśli nowe zawody. Chodzi bardziej o sposoby zarabiania/ miejsca zatrudniania ludzi, rodzaje zlecanych umów, stanowiska.
        Albo zwyczajnie o kluczowe słowa o które można zapytac googla :-) coś co dla maturzysty jest zwyczajne, a trochę starszemu człowiekowi (hihi) mogło umknąć.
        • anna-pia Re: praca w sieci 26.08.12, 13:42
          kotwtrampkach napisała:

          > zenobia44 napisała:
          >
          > > nie przeskoczy się wymagania składek ZUS
          > a umowy o dzieło? przy "wprowadzaniu danych" o którym pisała anna własnie spoty
          > kałam takie oferty

          Dokładnie, UoD - czyli o wykonanie konkretnej, mierzalnej, niepowtarzającej się pracy (jak recepcja, sprzątanie czy ochrona). Bardzo praktyczna rzecz, tylko upierdliwa, jeśli chodzi o umowy poniżej 200 zł, które nie wiedzieć czemu są trudniejsze do zrealizowania niż te o kilka tysięcy, chyba tylko po to, żeby uboższym ludziom było trudniej zarobić przysłowiowe parę groszy.
        • ja_joanna Re: praca w sieci 26.08.12, 15:54
          Co do słów kluczowych to kiedyś będąc w podobnej sytuacji trafiłam na hasło Clickworker. Ostatecznie w to nie weszłam, ale może chcesz sobie coś poczytać na ten temat.
          • mefistofelia Re: praca w sieci 26.08.12, 20:54
            Co do clickworkera, kiedyś się strasznie do tego zapaliłam. Niestety okazało się, że bez biegłej znajomości co najmniej kilku języków niewiele można tam zdziałać (ja znam tylko angielski). Zadań jest niewiele, a część jest absurdalna- pamiętam jak nie zostałam zakwalifikowana do zadania polegającego na opisywaniu zdjęć, bo niepoprawnie odpowiedziałam na pytanie o nastrój jakiegoś obrazka. Przez rok trafiło się może jedno, do którego się kwalifikowałam i które okazało się rzeczywiście dostępne. Generalnie, dla mnie przygoda z clickworkerem okazała się stratą czasu.
            • ja_joanna Re: praca w sieci 27.08.12, 12:38
              No to dobrze wiedzieć, bo strona wygląda obiecująco, a jednak od kuchni jak widać jednak inaczej.
    • ederlezi1981 Re: praca w sieci 26.08.12, 20:26
      Przepisywanie wywiadów. Parszywe zajęcie, niskopłatne i nawet nie da się przy tym posłuchać muzyki.
    • yaga7 Re: praca w sieci 31.08.12, 09:34
      Napisałam do Ciebie maila, jak nie doszedł albo nie masz gazetowego, możesz się odezwać na mojego gazetowego :)
    • grecz Re: praca w sieci 31.08.12, 15:20
      W myślach mi chyba czytasz, też się ostatnio zastanawiałam nad pracą (w moim przypadku) dodatkową, którą można wykonywać zdalnie. "Ukradnę" więc rady forumek ;)
    • kotwtrampkach a zlecenia związane z grafiką 07.09.12, 18:25
      hmm, trochę spróbowałam, trochę poczytałam - problem jest taki, że cieżko się zmotywowac do pracy związanej z korektą,wpisywaniem,przepisywaniem - monotonne, średnio przyjemne i okropnie płatne..

      A cos w związku z grafiką, korekta zdjęć, przeróbkami zdjęć, tworzenie wzorów, efektów itp - takie rzeczy można byłoby dla kogoś robić "zdalnie"? ktoś coś słyszła, ktos coś wie? Wiem, ze mogę sama sobie - widziałam np.na all ofertę robienia fotomontaży i przeróbek zdjęć na swięta.. Może to jest pomysł. Tylko tu jest kwestia wykorzystania róznych wzorów i praw autorskich :(
      • yaga7 Re: a zlecenia związane z grafiką 07.09.12, 18:56
        Mam kumpelę, która siedzi w grafice, fotoszopach i inszych i narzeka na niskie stawki, więc podejrzewam, że przy mniej skomplikowanej obróbce te stawki będą jeszcze niższe.

        A robienie "samozarabiających" stron internetowych? Czytam czasem na blogach o jakichś stronach z reklamami, które same nabijają zyski, ale nic więcej nie wiem.
      • ederlezi1981 jeszcze w kwestii przepisywania 07.09.12, 20:19
        Mi się akurat parę razy zdarzyło przepisywać cudze wywiady, przepisywac własne oraz płacić za przepisanie własnego.
        Przykładowo, aktualnie robiłam kilkanaście wywiadów na umowę-zlecenie (ale z moim głownym pracodawca, więc na rękę -36% na dzień dobry) za 150 zł brutto z przepisaniem. Temat wywiadów ciekawy, kosztów związanych z dojazdem powiedzmy nie ponoszę (komunikacja miejska), telefony, jakiś drobiazg typu czekoladki za poświęcony czas, bo kradne co najmniej godzinę z życia zwykłym ludziom. Plus piwo postawione znajomym, którzy załatwili mi dojście do respondenta. Czyli, uśredniając, moje koszty wynoszą koło 10 zł. Wywiad ma średnio 60 minut- ja w niezłym tempie przepisuję powyżej 5 minut w ciągu pół godziny, czyli średnio można liczyć 1:6. Żeby cokolwiek zarobić, mogę zapłacić maksymalnie złotówkę za minutę nagrania- jasne, że 60 zł za kilka godzin z słuchawkami na uszach to są grosze...
        • kotwtrampkach Re: jeszcze w kwestii przepisywania 08.09.12, 10:42
          ederlezi1981 napisała:

          > Żeby cokolwiek zarobić, mogę zapłacić maksymalnie złotówkę za minutę na
          > grania- jasne, że 60 zł za kilka godzin z słuchawkami na uszach to są grosze...

          ja rozumiem, z czego wynikają takie ceny i wiem, czemu nie mogą być wyższe. Zaskakuje mnie tylko, że jest tak wielu ludzi, którzy tak nisko cenią swój czas.
          Przepisywanie to nie jedyna działka, gdzie stawki tak poleciały - niedawno w jakiejś ofercie widziałam zlecenie prowadzenia szkolenia (nie pamietam tematu) z 15to osobową grupą za 13zł/h brutto. Juz nie mówię o pracy 24h/dobę na kolonii dla dzieciaków za 400zł/10dni. ja dziecka na taką kolonię nie puszczę nigdy w życiu.. Wolontariusze (ok, nie w Pl) dostają często wyższe kieszonkowe.
          Dziwne to wszystko. Zwłaszcza, kiedy ciągle są usługi b.dobrze płatne.
          • pinupgirl_dg Re: jeszcze w kwestii przepisywania 08.09.12, 11:08
            > ja rozumiem, z czego wynikają takie ceny i wiem, czemu nie mogą być wyższe. Zas
            > kakuje mnie tylko, że jest tak wielu ludzi, którzy tak nisko cenią swój czas.

            No tak się składa, że każdy człowiek musi coś jeść, gdzieś się wyspać, czasami się umyć, opłacić rachunki, iść do dentysty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie weźmie trudnej, mało płatnej pracy, jeśli ma lepsze oferty. Mi się zdarzało pracować i za 5zl/h, jeśli nie było nic lepszego, nie uważam, że to jakaś ujma. Gdybym była samotną matką z trójką dzieci, pewnie byłabym jeszcze mnie wybredna.
            • anna-pia Re: jeszcze w kwestii przepisywania 08.09.12, 16:00
              pinupgirl_dg napisała:

              > Gdybym była samotną matką z trójką dzieci, pewnie byłabym jeszcze mnie wybredna.

              Akurat samotna matka z trójką dzieci powinna być rozsądna i bardziej wybredna, czyli nie pracować za psie pieniądze, bo ma 4 osoby do utrzymania, a nie 1.
              • tfu.tfu Re: jeszcze w kwestii przepisywania 08.09.12, 16:21
                w ogóle powinniśmy bardziej cenić naszą pracę. pracodawca przecież nie robi mi łaski, tylko kupuje ode mnie moją wiedzę, doświadczenie, czas, zaangażowanie. no niestety, zgadzając się na najniższą krajową sami sobie kręcimy stryczek na szyję (ja już sobie ukręciłam mając na umowie właśnie najniższą krajową :-/, a w opisie stanowiska jak wół starszy specjalista ds. sprzedaży :-D ,i mam nadzieję nigdy więcej tego błędu nie popełnić).
              • pinupgirl_dg Re: jeszcze w kwestii przepisywania 08.09.12, 16:35

                > Akurat samotna matka z trójką dzieci powinna być rozsądna i bardziej wybredna,
                > czyli nie pracować za psie pieniądze, bo ma 4 osoby do utrzymania, a nie 1.

                Akurat znam taką matkę i uwierz, nie mogła sobie pozwolić na leżenie i dłubanie w nosie w oczekiwaniu na lepszą ofertę. Dopiero teraz, kiedy dzieci dorosły, mogła sobie pozwolić na studia i dobrą pracę.
                • magdalaena1977 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 12.09.12, 00:26
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > > Akurat samotna matka z trójką dzieci powinna być rozsądna i bardziej
                  > > wybredna, czyli nie pracować za psie pieniądze, bo ma 4 osoby do
                  > > utrzymania, a nie 1.
                  >
                  > Akurat znam taką matkę i uwierz, nie mogła sobie pozwolić na leżenie i dłubanie
                  > w nosie w oczekiwaniu na lepszą ofertę.

                  No właśnie ja zakładam, że jeśli ktoś wykonuje nisko płatną i niezbyt ciekawą pracę, to dlatego, że nie był w stanie znaleźć lepszej.
                • anna-pia Re: jeszcze w kwestii przepisywania 12.09.12, 09:34
                  Nie chodzi o leżenie i dłubanie w nosie, tylko o rozejrzenie się, czy na pewno praca za 5 zł/h jest jedyna, żeby nie łapać byle czego, bo potem człowiek nie ma siły na rozglądanie się za czymś lepszym, bo zasuwa 15h/dobę, żeby zarobić tyle, ile potrzebuje.
                  • pinupgirl_dg Re: jeszcze w kwestii przepisywania 12.09.12, 09:50
                    > Nie chodzi o leżenie i dłubanie w nosie, tylko o rozejrzenie się, czy na pewno
                    > praca za 5 zł/h jest jedyna, żeby nie łapać byle czego, bo potem człowiek nie m
                    > a siły na rozglądanie się za czymś lepszym, bo zasuwa 15h/dobę, żeby zarobić ty
                    > le, ile potrzebuje.

                    Czasami nie ma się czasu czekać, to raz. Oczywiście nie każdy pracuje _tylko_ za 5zł/h przez całe życie, ale słabo mi się robi, jak czasami czytam komentarze w stylu "trzeba być ostatnim frajerem, żeby pracować za tak niską stawkę/wykonywać tak nudną i nie rozwijającą pracę/pracować na umowę-zlecenie" itd. Nie każdy może sobie pozwolić na to, żeby wybrzydzać, nie każdy woli zasiłek od pracy (nawet byle jakiej).
                    Poza tym dla mnie osobiście ważniejsze od stawki jest to, czy praca mi się podoba i czy atmosfera mi odpowiada, ale to już moja prywatna wizja i mogę sobie na to pozwolić. Są ludzie, którzy nie mogą lub nie chcą rzucić pracy, gdzie drugie imię szefa brzmi mobbing, wcale tego nie oceniam, bo to często nie są łatwe decyzje.
                    • zenobia44 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 12.09.12, 15:24
                      > Czasami nie ma się czasu czekać, to raz. Oczywiście nie każdy pracuje _tylko_ z
                      > a 5zł/h przez całe życie, ale słabo mi się robi, jak czasami czytam komentarze
                      > w stylu "trzeba być ostatnim frajerem, żeby pracować za tak niską stawkę/wykony
                      > wać tak nudną i nie rozwijającą pracę/pracować na umowę-zlecenie" itd. Nie każd
                      > y może sobie pozwolić na to, żeby wybrzydzać, nie każdy woli zasiłek od pracy (
                      > nawet byle jakiej).

                      Z mojego doświadczenia na czekanie (czasami naprawdę bardzo długie) mogą sobie pozwolić ci, którzy żyją z kogoś lub czegoś - z matki, z ojca, z męża, z żony, z wynajmu odziedziczonego mieszkania. Osoby, które same mają jakieś oszczędności (czyli wykonywały pracę, w której starczało ponad zakupy w Biedronce) i mogą czekać zwykle mają taką pozycję społeczną i zawodową (znajomości lub hiperultrawyjątkowe kwalifikacje), że nie mają noża na gardle i najwyżej przesiedzą ten czas czekania na coś lepszego w urzędzie za 2 tysiące złotych.
                      Z drugiej strony zgadzam się z tym, że na taką pracę za 5 zł szkoda czasu.
                      Wyjściem realnym jest chyba emigracja, ale to pewnie forumowe emigrantki mogą się lepiej wypowiedzieć.
                      • helenka333 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 14.09.12, 10:32
                        > Z mojego doświadczenia na czekanie (czasami naprawdę bardzo długie) mogą sobie
                        > pozwolić ci, którzy żyją z kogoś lub czegoś - z matki, z ojca, z męża, z żony,
                        > z wynajmu odziedziczonego mieszkania.

                        Dokładnie. Moi wszyscy znajomi, którym dobrze się wiedzie finansowo i/lub mają fajną pracę, tą pracę albo mają po tzw. znajomości, albo dzięki temu, że miały duże wsparcie ze strony rodziny, i w czasie gdy nie miały pracy mogli się spokojnie dokształcać i czekać na dobre propozycje pracy, i jest jeszcze osobna grupa, która po prostu pracuje w firmach rodzinnych. To właśnie najczęściej (choć nie zawsze) takie osoby nie rozumieją, że można pracować za grosze gdy ma się widmo pustej lodówki, z resztą nic w tym dziwnego, skoro same tego po prostu nie doświadczyły.
                      • pinupgirl_dg Re: jeszcze w kwestii przepisywania 14.09.12, 15:16
                        > Z drugiej strony zgadzam się z tym, że na taką pracę za 5 zł szkoda czasu.

                        Niestety, dziurze w moim zębie nie dało się tego wytłumaczyć. Odwaliłam więc kawał solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty za grosze, ale ufam, że dzięki temu mam nadal zęba.
              • kok.12 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 11.09.12, 22:27
                Tylko, że zanim dostanie taką lepszą płatna pracę - o ile w ogóle - to z czegoś musi rodzinę utrzymać, więc bierze.
          • zenobia44 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 12.09.12, 00:22
            >Zwłaszcza, kiedy ciągle są usługi b.dobrze płatne.
            A jakie?:D
            Ostatnio rozmawiałam z ludźmi z różnych branż i wszyscy jak jeden mąż mówili o mniejszej ilości klientów i mniejszej ich zasobności (może specyfika regionu, nie wiem) i mniejszej ilości zleceń.
            • kotwtrampkach Re: jeszcze w kwestii przepisywania 14.09.12, 13:02
              > >Zwłaszcza, kiedy ciągle są usługi b.dobrze płatne.
              > A jakie?:D

              usługi związane z księgowością, porady prawne(radcy i te sprawy), budowlanka (poza miejscami, gdzie są chętni na prace bez umowy). Tyle wiem, bo korzystałam niedawno; a pewno jest ich jeszcze trochę. Choć nie sprawdzałam, czy na tyle, żeby warto się było tego uczyć i zmieniać branżę :)
              • zenobia44 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 15.09.12, 00:28
                > usługi związane z księgowością, porady prawne(radcy i te sprawy), budowlanka (p
                > oza miejscami, gdzie są chętni na prace bez umowy). Tyle wiem, bo korzystałam n
                > iedawno; a pewno jest ich jeszcze trochę. Choć nie sprawdzałam, czy na tyle, że
                > by warto się było tego uczyć i zmieniać branżę :)

                Właśnie ostatnio rozmawiałam z budowlańcami i księgowymi - reprezentanci obu branż baaaardzo narzekali na kryzys, czyli przeciwnie do tych, których ty spotkałaś:)
                Na budowach właściwie nie zatrudniają na żadne umowy, wszystko przez podwykonawców, w tym firmy zatrudniające na różnokolorowo cudzoziemców. Podwykonawcy stadionu i autostrad nadal w sądzie. Deweloperka powoli, ale jednak tonie, mieszkania stoją puste nawet i kilka lat po wybudowaniu (nie ma kupujących), wykończeniówka złote czasy ma już za sobą.
                Biura rachunkowe tracą klientów, bo małe i średnie firmy słabo przędą, więc przechodzą na internetowych doradców, same prowadzą księgowość lub szukają księgowego jak najtaniej kosztem wymagań odnośnie kwalifikacji. Może jak ktoś jest księgowym w korporacji to ma dobrze, ale wiadomo w korporacji to generalnie jest bardzo dobrze, nikt tam za 5 zł /h bez Zusu nie pracuje.
                • kotwtrampkach yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 13:28
                  zenobia44 napisała:

                  > Właśnie ostatnio rozmawiałam z budowlańcami i księgowymi - reprezentanci obu br
                  > anż baaaardzo narzekali na kryzys, czyli przeciwnie do tych, których ty spotkał
                  > aś:)

                  no to lipa..
                  ja nie rozmawiałam z przedstawicielami ile zarabiają tylko płaciłam za usługę i umawiałam się na termin. No i jeżeli chodzi o prace związane z budowaniem, wiem, że osoby mające konkretny fach - spawacz, monter i nieprzywiązane do swojego domu, na stawki nie narzekały - stąd był mój niefortunny (=nie przynoszący fortuny) wniosek.

                  Zaczynam się gubić w tym wszystkim, przed chwilą dodatkowo czytalam art.o ogromnej ilości studentów pedagogiki i mi jakoś mało fajnie się zrobiło. Co robić dziś w naszym kraju (poza wyjeżdżaniem z Polski daleko?)
                  rozumiem, że programiści ciągle dobrze zarabiają. Dobrzy programiści - nawet nie wiem, czy ci przeciętni mają szanse na zatrudnienie. Ale kto jeszcze ma pracę? Czego warto się uczyć?

                  Coraz częściej słyszę, że nie warto studiować (w sensie - po studiach pracy nie ma) - ale jeżeli chciałabym pracować u kogoś, to nie ma ofert dla techników - ok, ofert w takim "oficjalnym" obiegu..

                  Coraz bardziej chciałabym pracę na umowę o pracę (projekty moje się kończą i coraz gorzej są płatne, i coraz gorzej prowadzone) - ale muszę poszukać czegoś nowego i chyba od zera.. Powinnam chyba otworzyć własną działalność - ale czego się tknę i zaczynam czytać, szukać okazuje się, że tego za dużo albo niepotrzebne i wokoło padają takie firmy.
                  Chyba tracę energię przez podobne myślenie :-(
                  • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 13:43
                    No i jeżeli chodzi o prace związane z budowaniem, wie
                    > m, że osoby mające konkretny fach - spawacz, monter i nieprzywiązane do swojego
                    > domu, na stawki nie narzekały - stąd był mój niefortunny (=nie przynoszący for
                    > tuny) wniosek.
                    Z tego co wiem, to spawacze nie narzekają na płace i możliwość zarobkowania, ale niestety mogą narzekać na inne aspekty - ich praca jest dość obciążająca dla organizmu.
                    Na resztę pytań i dylematów nie odpowiem, bo nie wiem:D
                    Czasami mam wrażenie, że tort już podzielony, a mi zostaje emigracja we wcale nie w młodym już wieku.
                    Na pewno warto pielęgnować znajomości - to zawsze czyni cuda. Ciocia z koneksjami, przyjaciółka z mamą usadzoną na stanowisku, sąsiad, który się ulituje nad biedaczyskiem i wepchnie na wewnętrzny nabór do swojej firmy.
                    I masz rację - nie warto myśleć o beznadziei swego losu.
                    Jak sama mówisz - korzystałaś z jakichś usług, to znaczy, że ktoś korzysta i jest chętny żeby za nie płacić:D. Jeżeli dodatkowo mieszkasz w Warszawie - to kolejny plus.
                    • maggianna Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 16:06
                      > Na pewno warto pielęgnować znajomości - to zawsze czyni cuda. Ciocia z koneksja
                      > mi, przyjaciółka z mamą usadzoną na stanowisku, sąsiad, który się ulituje nad b
                      > iedaczyskiem i wepchnie na wewnętrzny nabór do swojej firmy.

                      Nie za bardzo rozumiem ten rozpowszechniony mit o tym ze dobra prace mozna znalezc tylko przez znajmosci - pracuje dla 6go w mojej "karierze" zawodowej pracodawcy i pierwsze 3 prace znalalzam przez ogloszenia w gazecie, kolejne (w tym obecna) przez ogloszenia w internecie - nikogo nie znalam, nikt mi nigdy nie pomogl. Za kazdym razem musialam przechodzic rekrutacje i to czesto 2-3 etapowa.

                      Wsrod moich znajomych nie znam nikogo kto by dostal prace po znajomosci, nie liczac przypadkow kiedy ktos zaczynal pracowac w rodzinnej firmie i po prostu przejmowal od starszego pokolenia rodzinny biznes.
                      • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 17:28
                        > Nie za bardzo rozumiem ten rozpowszechniony mit o tym ze dobra prace mozna znal
                        > ezc tylko przez znajmosci

                        Skąd to powszechne przekonanie? No normalnie, pytasz kolegów i koleżanki jak zdobyli pracę, do tego pracując gdzieś patrzysz kogo zatrudniają i jakie ma kwalifikacje i kogo zna, na uczelni najprościej - porównujesz nazwiska. Czasami są to chamskie pogrywki w stylu - "Heniek, znajdź na kogoś haka i wywal z roboty, bo kuzynka kończy studia/poszukuje pracy/wraca z macierzyńskiego", czasami - "oj musimy zatrudnić Durną Dorotkę, bo jej matka pracuje w urzędzie, który nas kontroluje/jest profesorem/coś tam innego", a kiedy indziej - "Heniek, nie szukasz kogoś, mam tu takiego sprytnego chłopaka, własnie mu się urodziła dwójka dzieci i wziął kredyt".
                        Ja też pracowałam bez znajomości - śmieciowo za przysłowiowe 5 zł/h (ale ci po znajomości mieli etaty i płatne urlopy i L4), więc oczywiście można zdobyć pracę w taki sposób, przynajmniej wtedy kiedy gospodarka ma lepszy moment.
                        Zdaję sobie sprawę, że może to się różnić w zależności od regionu i branży.
                        Good for you, że się w kupie nie musisz tarzać.
                        Zawsze jednak lepiej mieć znajomości podczas szukania pracy niż ich nie mieć, stąd moja porada.
                        • magdalaena1977 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 19:12
                          zenobia44 napisała:

                          > > Nie za bardzo rozumiem ten rozpowszechniony mit o tym ze dobra prace
                          > > mozna znalezc tylko przez znajmosci
                          >
                          > Skąd to powszechne przekonanie? No normalnie, pytasz kolegów i koleżanki jak zd
                          > obyli pracę, do tego pracując gdzieś patrzysz kogo zatrudniają i jakie ma kwali
                          > fikacje i kogo zna, na uczelni najprościej - porównujesz nazwiska.

                          To znaczy, że zakładasz, że dziecko pracownika naukowego mogło dostać pracę na uczelni TYLKO po znajomości. Że delikwent nie dostał w genach określonych zdolności, które podkręcił na maxa wychowany w sprzyjającym konkretnej nauce domu? Plus że na każdego kumpla tatusia spotyka na swojej drodze kogoś, komu tatuś profesor nadepnął na odcisk.

                          Ja wykonuję ten zawód co moja mama, pracę zdobyłam w wyniku kilku konkursów, ale bardzo sobie cenię ten element tradycji - w zasadzie chodzi o taki stosunek do pracy o etykę, o osłuchanie z pewną terminologią.
                          • madzioreck Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 20:27
                            > To znaczy, że zakładasz, że dziecko pracownika naukowego mogło dostać pracę na
                            > uczelni TYLKO po znajomości.

                            Bliska mi osoba pracuje na uczelni, kadry, płace, rozliczenia, takie tam. I owszem, zdarza się, że ogłoszenie o naborze na nowe stanowisko pracy pojawia się, bo się pojawić musi. Ludzie ślą CV, listy motywacyjne, a na długo przed pojawieniem się ogłoszenia wiadomo, kto dostanie tę pracę. To nie znaczy, ze ta osoba nie ma zdolności i się nie nadaje, tylko, że proces rekrutacji nie ma nic wspólnego z tym, jak powinien wyglądać, nie jest obiektywny, bo nikt nie zada sobie trudu sprawdzenia, czy wśród ludzi z ogłoszenia nie ma kogoś lepszego na to miejsce. I na takie stanowisko mogłabyś sobie aplikować do upojenia.
                            • 100krotna Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 21:46
                              To ja dodam (a nie ma się czym chwalić), że mojej poprzedniej firmie chyba większość zatrudniana była "po znajomości".
                              Z tym, że "znajomości" nie musiały być formalne czy rodzinne, po prostu prezes pytał kontrahentów: "znacie kogoś, kto by się nadawał do...?".
                              Ja tam trafiłam fuksem, nie znając nawet tego, kto polecał pierwotnie. O pracy dowiedziałam się przez dzięki znajomemu: "Idź, bo ja byłem dzisiaj na rozmowie, ale nie wyrobię czasowo ze studiami, więc umówiłem Cię jutro na rozmowę, prezes jest od 9-tej". Znajomy też znalazł się tam z polecenia.
                              • madzioreck Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:07
                                Ja do jednej pracy też tak trafiłam, ale "polecenie" dało mi tyle, że moje cv nie utonęło w stercie innych i zostałam zaproszona na rozmowę, bynajmniej nie lajtową. Może i chwalić się nie ma czym, ale też i nie mam się czego wstydzić - rekrutację i późniejsze egzaminy musiałam przejść tak samo, jak wszyscy, a dziewczyna, która była przyjaciółką jednej z osób zarządzających regionem - zawaliła i z pracy nici.
                            • jul-kaa Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 21:58
                              Na UW właśnie wchodzi rozporządzenie zakazujące pracy członków rodziny w tej samej jednostce dydaktycznej.
                              Znam kilkoro dzieci pracowników naukowych, które zostały na uczelni - nikt nie dostał się na studia doktoranckie ani dalej po znajomości, wszystkie te osoby są raczej lepszymi naukowcami niż wielu ich kolegów.
                              Na uniwersytecie wśród kadry naukowej nie spotkałam się z przykładami nepotyzmu. Oczywiście, że jeśli pojawi się wolny etat, to przyjęty zostanie prędzej ktoś, kogo się w Instytucie/na Wydziale zna, poważa, czyje osiągnięcia są wiadome niż ktoś z zewnatrz, ale to chyba nikogo nie dziwi. Być może dzieje się tak wśród personelu administracyjnego.
                              • madzioreck Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:04
                                Ale ja nie miałam na myśli akurat kadry naukowej - mówiłam wyłącznie o pracy po znajomości. Podałam akurat taki przykład, bo znam go z pierwszej ręki.
                              • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:28
                                > Na UW właśnie wchodzi rozporządzenie zakazujące pracy członków rodziny w tej sa
                                > mej jednostce dydaktycznej.

                                Jest to efektem nowych zapisów ustawy z 2011 o szkolnictwie wyższym.

                                UWr był słynny swego czasu z pewnego listu Dybczyńskiego o tym jak źle się dzieje.
                                W ogóle mimo, że czuję, że poniekąd ja wywołałam tę dyskusję to nie chcę jej kontynuować. Wiadomo, że nie wszyscy są zatrudniani po znajomości, jestem w stanie podać kilka przykładów normalnych, pracowitych, zdolnych ludzi, którzy mając mocne poparcie promotora dostali etaty. Znam też pewną córkę profesora - kobietę niebywale pracowitą i zdolną.
                                Z drugiej strony jest wiele dziwnych sytuacji, które są nie w porządku. Nie ma przezroczystości w zatrudnianiu, nie ma merytorycznych kryteriów, etaty i miejsca są rozdawane pod stołem w wyniku dziwnych miedzyinstytutowych gier, z których połowy nawet nie znam i nie chcę znać. Nie podoba mi się jednak powszechna akceptacja takiego stanu rzeczy, zamiatanie pod dywan i udawanie, że tylko ci "genetyczni wybrańcy" są "skazani na sukces".
                                • magdalaena1977 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:57
                                  zenobia44 napisała:

                                  > Z drugiej strony jest wiele dziwnych sytuacji, które są nie w porządku. Nie ma
                                  > przezroczystości w zatrudnianiu, nie ma merytorycznych kryteriów, etaty i
                                  > miejsca są rozdawane pod stołem w wyniku dziwnych miedzyinstytutowych gier,
                                  > z których połowy nawet nie znam i nie chcę znać.

                                  Wiesz, zastanawiam się zupełnie szczerze, dlaczego Ty jeszcze pracujesz na uczelni. Skoro ta atmosfera nieformalnych powiązań jest dla Ciebie nie do zaakceptowania? Skoro nie dostajesz za swoją pracę zadowalających Cię pieniędzy? Skoro Twoje osiągnięcia nie są odpowiednio doceniane i chwalone?
                                  Przecież przyjemność z wykonywania pracy nie rekompensuje Ci tych minusów, bo Ty zawsze piszesz o pracy w negatywnym kontekście.

                                  Nie wiem dokładnie, jakie masz kwalifikacje, ale przecież są miejsca, gdzie zamiast nieformalnych powiązań obowiązuje brutalny dyktat wysokości sprzedaży. Możesz mieć własną firmę i nie dogadywać się z żadnymi szefami.
                                  • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 23:26
                                    >Skoro nie dostajesz za swoją pracę zadowalających Cię pieniędzy?
                                    Ale dostaję jakieś? Jeść muszę, płacić czynsz, kupować bilet mpk? Szukam innej pracy bardzo intensywnie, nawet przepisywania tekstów, stąd moja obecność w tym wątku, który jak przypomnę dotyczył szukania pracy zdalnej.
                                    O doświadczeniu mobbingu nie chcę tutaj pisać.
                                    > Nie wiem dokładnie, jakie masz kwalifikacje, ale przecież są miejsca, gdzie zam
                                    > iast nieformalnych powiązań obowiązuje brutalny dyktat wysokości sprzedaży.
                                    ale przecież to w ogóle o coś innego chodzi, to nie jest dychotomia: po jednej stronie nepotyzm przy zatrudnianiu - po drugiej ocena pracy w kontekście ilości sprzedanego towaru
                                    >Moż
                                    > esz mieć własną firmę i nie dogadywać się z żadnymi szefami.
                                    tak. założyć działalność każdy może.
                          • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:02
                            > To znaczy, że zakładasz, że dziecko pracownika naukowego mogło dostać pracę na
                            > uczelni TYLKO po znajomości.
                            Nie chce mi się dyskutować na ten temat, zawsze znajdą się obrońcy chowu wsobnego na uczelniach, czy jak to sama nazwałaś "w prowincjonalnych szkołach wyższych" aka "firmy rodzinne". Do obrońców zwykle nalezą beneficjenci tego status quo.
                            Może to wykształcenie humanistyczne, może to wrażliwość na świat, może po prostu niezgoda na niesprawiedliwość, ale ja nie pochwalam chowu wsobnego. Nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś "masz pecha, ja się urodziłam w bogatej rodzinie z tradycjami i mam lepiej. A biedni, cóż, niech jedzą ciastka jak nie mają na chleb" (celowo przesadzam).
                            Jestem przeciwnikiem nepotyzmu, kumoterstwa i teorii o wyższości genetycznej bogatych nad biednymi. Oczywiście przyjmuję do wiadomości, że są ludzie o innych poglądach. Nie zamierzam jednak udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
                            Bill Gates w jednym z wywiadów stwierdził, że swoim dzieciom dał tak wiele w procesie wychowania, że ufa, że poradzą sobie sami i daje im tę szansę. Szansę na samodzielność, rozwój i budowanie własnego imperium (czym by to ostatnie nie było).
                            • jul-kaa Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:24
                              zenobia44 napisała:
                              > Nie chce mi się dyskutować na ten temat, zawsze znajdą się obrońcy chowu wsobne
                              > go na uczelniach

                              No ale tu powstaje pytanie, czy dziecko pracownika naukowego w ogóle nie powinno mieć szansy na karierę akademicką.

                              > Nie wyobr
                              > ażam sobie powiedzieć komuś "masz pecha, ja się urodziłam w bogatej rodzinie z
                              > tradycjami i mam lepiej.

                              Jeśli to zdanie dotyczy kariery akademickiej, to jest trochę zabawne ;)
                              Ale jesli na przykład dotyczy powiedzmy bogatej rodziny mającej własną kancelarię prawniczą, w której potomek ma zapewnioną pracę jeśli skończy odpowiednie studia, to taka jest właśnie prawda - ma lepiej (pod tym względem). Nie oszukujmy się, że jest inaczej.
                              • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:34
                                > No ale tu powstaje pytanie, czy dziecko pracownika naukowego w ogóle nie powinn
                                > o mieć szansy na karierę akademicką.

                                Ale przecież wiadomo, że nie o tym jest ta dyskusja:)
                                W wielu zawodach są takie restrykcje i jakoś dzieci sobie radzą. Wystarczy, żeby dziecko pracowało na innej uczelni czy w innym mieście. Nie wiem jak liczne macie instytuty, ale przy tym, że w danych instytucie zatrudnia się kogoś raz na 4-5 lat to jednak jest to widoczne jeśli to się dzieje jakoś nie tak do końca uczciwie. Nie ma przecież prawdziwych otwartych konkursów.
                                • jul-kaa Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:56
                                  Znam osobiście lub z opowieści wiele historii o tym, jak źle się dzieje na Uniwersytecie (Warszawskim), jednak nie pojawia się w tych opowieściach wątek zatrudniania potomstwa. Aż cofnęłam się pamięcią o 15 lat i nic. Prędzej dzieci pracowników są przyjmowane na studia (jeśli zabraknie im kilku punktów), zwalniane z (części) opłat i tak dalej. Ale żeby pracę dostawały, to raczej nie. Wiem o jednym synu profesora zatrudnionym dotąd w tej samej jednostce, ale to postać dość wyjątkowa, niezwykle pracowita i tak dalej. W moim małym instytucie kwestia zatrudniania jest raczej jak najbardziej w porządku, mimo, ze dzieje się to właśnie raz na 4-5 lat.
                                  • anna-pia Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 18.09.12, 15:10
                                    jul-kaa napisała:

                                    > Wiem o j
                                    > ednym synu profesora zatrudnionym dotąd w tej samej jednostce, ale to postać do
                                    > ść wyjątkowa, niezwykle pracowita i tak dalej.

                                    Możliwe, że to ten sam, którego ja znam, syn specjalizował się w podobnej dziedzinie, co ojciec, ale bardziej i był lepszy (tj. studentowi nie szło pojąć, co on mówi, ale miał tylko doktorat, po habilitacji ludzie się wyrabiali ;p). Instytut malutki, specjalizacja znana mało komu poza branżą, chyba że małżonkom i kochankom specjalistów.
                                    A dzieci - cóż, rodzice pewne rzeczy dzieciom zaszczepiają, dziecko siłą rzeczy ma styczność ze specjalizacją rodziców, i jak dzieci mają dryg do tego samego, co rodzice, to niech działają na tym samym polu, czemu nie. Z jednej strony jest im łatwiej, bo mają zaplecze naukowe i są od małego obcykane, a z drugiej - mają gorzej, bo muszą się wykazywać, że umieją, bo środowisko zawsze będzie podejrzliwie patrzeć, czy rodzice czasem nie popychają.
                                • kis-moho Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 18.09.12, 09:18
                                  > W wielu zawodach są takie restrykcje i jakoś dzieci sobie radzą.

                                  W jakich? :o)

                                  Wystarczy, żeb
                                  > y dziecko pracowało na innej uczelni czy w innym mieście.

                                  Jak masz pecha, że ciotka pracuje w tym samym zawodzie, to się przeprowadź do innego miasta? Serio?
                                  Mam od dawna kontakt z uczelniami, powiem szczerze, w mojej branży przykładów nepotyzmu nie widziałam (w przeciwieństwie do środowiska lekarskiego). Nie wiem, gdzie pracujesz, być może w Twoim środowisku jest inaczej. Ale to nie jest moim zdaniem problem, który można rozwiązać ustawą - bo syna czy córki nie można zatrudnić, a kochanki sąsiada czy przyjaciela córki już tak? Tu ważne by były otwarte i przejrzyste konkursy. Plus zdrowe środowisko, w którym nepotyzm czy protekcja kogoś by kompletnie skreślało.
                            • magdalaena1977 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:47
                              zenobia44 napisała:

                              > Może to wykształcenie humanistyczne, może to wrażliwość na świat, może po prost
                              > u niezgoda na niesprawiedliwość, ale ja nie pochwalam chowu wsobnego.

                              Gdybyś miała dziecko, to co - nie dbałabyś o siebie w ciąży? nie zapewniałabyś najlepszej opieki lekarskiej, na jaką Cię stać? nie czytałabyś głośno potomkowi? nie posłałabyś do dobrego przedszkola czy szkoły? a potem nie opowiadałabyś mimochodem, co Ci się udało w pracy?
                              Tak żeby broń Boże Twój dzieciak nie miał większych szans na dobrą pracę niż syn lokalnego menela?
                              • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:50
                                > Gdybyś miała dziecko, to co - nie dbałabyś o siebie w ciąży? nie zapewniałabyś
                                > najlepszej opieki lekarskiej, na jaką Cię stać? nie czytałabyś głośno potomkowi
                                > ? nie posłałabyś do dobrego przedszkola czy szkoły? a potem nie opowiadałabyś m
                                > imochodem, co Ci się udało w pracy?
                                > Tak żeby broń Boże Twój dzieciak nie miał większych szans na dobrą pracę niż sy
                                > n lokalnego menela?

                                To nie na temat, bo nepotyzm jest czymś innym niż dbanie o siebie w ciąży.
                                • magdalaena1977 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:59
                                  zenobia44 napisała:

                                  > To nie na temat, bo nepotyzm jest czymś innym niż dbanie o siebie w ciąży.

                                  No bo właśnie taki czysty nepotyzm, to jest raczej coś, co wyobrażają sobie biedniejsze / mniej ustosunkowane osoby. W rzeczywistości dużo bardziej liczy się właśnie wychowanie, edukacja, zdrowie itp.
                                • jul-kaa Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 23:01
                                  Ja rozumiem, o co Magdalaenie chodzi.
                                  Rzeczywiście, jest tak, że z dwóch osób tak samo zdolnych, z takim samym (powiedzmy) potencjałem intelektualnym łatwiej będzie tej, która pochodzi z rodziny wykształconej, dbającej o rozwój intelektualny, zapewniającej stymulację itd., niz tej, którą rodzina raczej spycha w dół, wyśmiewa zainteresowania i poprawny język, nakłania do zakończenia edukacji po gimnazjum. Przykłady celowo przejaskrawione.
                  • 987ania Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 14:31
                    > Zaczynam się gubić w tym wszystkim, przed chwilą dodatkowo czytalam art.o ogrom
                    > nej ilości studentów pedagogiki i mi jakoś mało fajnie się zrobiło. Co robić dz
                    > iś w naszym kraju (poza wyjeżdżaniem z Polski daleko?)
                    > rozumiem, że programiści ciągle dobrze zarabiają. Dobrzy programiści - nawet ni
                    > e wiem, czy ci przeciętni mają szanse na zatrudnienie. Ale kto jeszcze ma pracę
                    > ? Czego warto się uczyć?

                    Nie wiem, czy to co napiszę kogoś pocieszy ale ja kilka lat temu wybrałam studia pielęgniarskie, zamiast pedagogiki, zarządzania etc. Wtedy wszyscy pukali się w głowę. Dzisiaj połowa mojej klasy z liceum szuka jakiejkolwiek pracy z umową lub bez. Ja mam umowę na czas nieokreślony, bardzo ciekawą pracę, różne kursy i szkolenia. Nie mówię że jest różowo ale patrząc na moich rówieśników, to ja mam naprawdę nieźle. Cenię sobie tą stabilizację. Wiem że wszystko może się zmienić, ale jakoś o mój zawód a w nim moją specyficzną specjalizację się nie martwię. Mam też firmę, w której udzielam porad laktacyjnych.
                    Tutaj w większości jesteśmy już po wyborze kierunku studiów ale młodszym mówię zawsze, że obecnie wykształcenie zawodowe wcale złe nie jest.
                  • magdalaena1977 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 14:37
                    kotwtrampkach napisała:

                    > Ale kto jeszcze ma pracę? Czego warto się uczyć?

                    IMHO warto się uczyć tego, w czym człowiek ma szansę być świetnym. Sytuacja, kiedy wszyscy przedstawiciele danej grupy zawodowej zarabiają kokosy jest raczej wyjątkiem i zdarza się rzadko. Częściej w zawodach, które wymagają określonych kwalifikacji + pewnych certyfikatów. Np. tak było z notariuszami w latach 90, którzy obecnie mają znacznie niższe dochody.
                    Przypuszczam, że lepiej zarobi utalentowana fryzjerka niż słaba prawniczka.

                    Plus warto brać pod uwagę to, że większość dobrze płatnych inteligenckich zawodów wymaga długiego terminowania i nie ma co liczyć na dobre zarobki zaraz po magisterium.
                    Robotę od ręki albo dość łatwo można dostać tam, gdzie chodzi o niezbyt wysoko płatną pracę fizyczną - vide zbrojarze, kierowcy, fryzjerki.

                    > Coraz częściej słyszę, że nie warto studiować (w sensie - po studiach pracy
                    > nie ma)

                    Ja mam wrażenie, że takie narzekania to jednak domena osób, którym się wydawało, że skończenie studiów automatycznie załatwi im pracę, a teraz żałują sił i pieniędzy, które poświęcili na skończenie jakiejś prowincjonalnej uczelni.
                    • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 17:31
                      >a teraz żałują sił i pi
                      > eniędzy, które poświęcili na skończenie jakiejś prowincjonalnej uczelni.

                      w tym kraju 99% uczelni jest prowincjonalnych:D
                      • magdalaena1977 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 18:56

                        zenobia44 napisała:

                        > >a teraz żałują sił i pi
                        > > eniędzy, które poświęcili na skończenie jakiejś prowincjonalnej uczelni.
                        >
                        > w tym kraju 99% uczelni jest prowincjonalnych:D

                        Pewnie tak, chociaż ja miałam na myśli raczej prowincjonalność naukową niż geograficzną ;-)
                        • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:06
                          > Pewnie tak, chociaż ja miałam na myśli raczej prowincjonalność naukową niż geog
                          > raficzną ;-)

                          Ja też.
                    • maggianna Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 18:09
                      Trudno powiedziec czego sie uczyc - poszlam na studia wedlug tego jakie mialam zainteresowania, nauka sprawiala mi przyjemnosc, ale na pierwszym roku studiow poszlam do pracy (na pol etatu, po poludniu), trafilam na dobrego pracodawce, zarobki byly wyzsze od sredniej krajowej. Jak skonczylam studia to okazalo sie ze praca w wyuczonym zawodzie jest jednak dosc nudna i niestety na poczatku raczej kiepsko platna (na pol etatu zarabialam duzo wiecej niz proponowano mi na caly etat).

                      Schowalam wiec dyplom do szuflady, odpuscilam robienie doktoratu i przeszlam na caly etat w firmie w ktorej pracowalam i potem tylko zmienialam pracodawcow - jak do tej pory wszedzie gdzie wysylalam CV dostawalam zaproszenie na rozmowe, raz na jakis czas dostaje tez propozycje pracy przez serwisy internetowe.

                      Czy warto bylo studiowac - tak, bo studia byly ciekawe, skorzystalam z Erazmusa, nauczylam sie jezykow. Czy studia potrzebne mi sa w pracy - nie za bardzo, jedyne co mi sie przydalo to znajomosc jezykow, ale moze zwiazane to jest z tym ze nie pracuje w swoim wyuczonym zawodzie.
                    • helenka333 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:25
                      > Robotę od ręki albo dość łatwo można dostać tam, gdzie chodzi o niezbyt wysoko
                      > płatną pracę fizyczną - vide zbrojarze, kierowcy, fryzjerki.
                      >
                      > > Coraz częściej słyszę, że nie warto studiować (w sensie - po studiach pra
                      > cy
                      > > nie ma)
                      >
                      > Ja mam wrażenie, że takie narzekania to jednak domena osób, którym się wydawało
                      > , że skończenie studiów automatycznie załatwi im pracę, a teraz żałują sił i pi
                      > eniędzy, które poświęcili na skończenie jakiejś prowincjonalnej uczelni.

                      Jestem po studiach, wcale nie na prowincjonalnej uczelni, i chyba zarabiam mniej niż fryzjerka, kierowcy też zarabiają nieźle, przynajmniej 3-5 tys. to dla mnie nieźle. W sumie to nie ma co narzekać, bo sama jestem sobie winna, nie wiedziałam jak sobą pokierować, nie miałam też nikogo kto choćby podpowiedziałby drogę, a moi rodzicie nadal myślą, że jak się ma papier uczelni (wcale nie prowincjonalnej :P) to już luksus w życiu czeka.
                      • zenobia44 Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 17.09.12, 22:39
                        >a moi rodzicie nadal myślą, że jak się ma papier uczelni (wcale nie prowinc
                        > jonalnej :P) to już luksus w życiu czeka.
                        Mam lepsze - jak skończyłam kolejne studia (podyplomowe) to babcia mnie zapytała czy teraz to już dostanę skierowanie do zakładu pracy. Aż mi się płakać zachciało, bo szkoda mi jej, że ma taką beznadziejną wnuczkę, ale przynajmniej już wiem kto mnie tak nieżyciowo wychował.
                        • anna-pia Re: yyy... no to czego się warto uczyć? 18.09.12, 15:13
                          zenobia44 napisała:

                          > Mam lepsze - jak skończyłam kolejne studia (podyplomowe) to babcia mnie zapytał
                          > a czy teraz to już dostanę skierowanie do zakładu pracy.

                          Twoja babcia żyje w innych realiach, i tyle. Moja teściowa nie rozumie, że pracę zawodową można wykonywać w domu... Inne pokolenie, daj sobie spokój :)
          • ederlezi1981 Re: jeszcze w kwestii przepisywania 13.09.12, 13:18
            Ku mojemu zdziwieniu, znalazłam bez najmniejszego problemu 3 osoby chętne. W sumie, gdybym miała czas, nic mnie nie goniło i żadnych sensownych perspektyw, mogłabym przepisywać 12h/dziennie, czyli powiedzmy w w ciągu tygodnia bym sobie zarobiła na bilet i hostel na jakieś 3 noce w lepszej rzeczywistości z pracą za prawdziwe pieniądze...
            tfu.tfu i anna-pia mają sporo racji- problem polega na tym, że inaczej pewne sprawy wyglądają z zagranicy, inaczej z Warszawy, jeszcze inaczej z Bytomia (20,1% bezrobocia- rekord na skalę województwa)a jeszcze inaczej ze wsi popegeerowskiej. No i nie kzdy jest młody, piękny, wykształcony, zna języki i nie ma pod opieka dzieci, rodziców ani innych zależnych osób. Ale to już zupelnie inny wątek się tutaj robi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka