black_halo
02.09.12, 13:27
Jest to generalnie problem z moim faetem i jego rodzina i roznymi zobowiazaniami. Ja sama jestem u kresu wytrzymalosci i lada chwila zrobie burze z piorunami po czym faceta wyrzuce przez okno z jego majdanem a jego rodzinie wygarne od poczatku.
No wiec sa to ludzie strasznie rodzinni. Dodatkowo moj facet gra w orkiestrze a jego ulubiona rozrywka sa koncerty. Wszystko fajnie ale ... w kazdy piatek wieczorem chodzimy do jego rodzicow na rodzinny obiadek. Uwazam, ze razem z czworka wkur..jacych mnie bachorow to sa piatki nie do wytrzymania dla mnie psychicznie. Musze wtedy tez wysluchac miliona dobrych rad i w ogole i naprawde jestem o krok od wybuchu. Nastepnie w praktycznie kazda cholerna sobote jest albo koncert na ktory idziemy (ja zazwyczaj chetnie ale czasem mi sie np. nie chce), albo jakis sped rodzinny, ktory sprowadza sie do tego, ze wszyscy siedza i sacza piwsko i co 5 minut powtarzaja mi, ze dobrze mowie w ich jezyku jakby to byl jedyny temat do rozmow. Nadmienie, ze mieszkam gdzie mieszkam juz 5 lat. Jesli akurat nie ma spotkania rodzinnego to sa rozne eventy zwiazane z orkiestra np. granie na procesji dookola kosciola, festynie z okazji jakiegos tam lokalnego swieta. Wszystkiego takich okazji przypada minimum 10 w roku, conajmniej 5-6 duzych spotkan rodzinnych, wiekszosc piatkowych wieczorow i conajmniej 2 koncert w miesiacu, czasem wiecej. Jak latwo policzyc, generanie wiecej niz polowa weekendow w roku jest w gory zaplanowana przez co od pol roku nie moge sie doprosic, zebysmy poszli do kina, nie mowiac o wyjsciu do restauracji czy w niedziele na basen ze zjezdzalniami. Naturalnie moge sama albo moge isc do kina w tygodniu, zawsze to jakas opcja tyle, ze: w poniedzialki i czwartki ja chodze na silownie, moglabym raz odpuscic bo niby czemu nie ale wracam z pracy na tyle pozno (18-18.30), ze zostaje mi kino na 20.15 do ktorego musze dojechac. Poniewaz pierwsze 30 minut to reklamy to do domu wracam o 23 i musze praktycznie od razu isc spac bo wstaje o 6 rano. We wtorki moj facet ma probe orkistry od 20 do 22 wiec generalnie wtorki odpadaja, w srody ja mam francuski i srody odpadaja tez. Piatki tez bo nie mozna przegapic trzydaniowego obiadku u mamusi, soboty sa poswiecone na odsypianie tygodnie i chodzenie na koncerty, niedziele sa poswiecane na odsypianie soboty i granie na festynach i procesjach co uwazam za rozrywke arcynudna dla kazdego z IQ powyzej tego co ma ameba. Niech juz sobie gra, ale czy stanie z piwem na zewnatrz przez pol dnia i debatowanie ... wlasciwie nawet nie wiem o czym, chyba glownie o tym czy dobrze czy zle zagrali naprawde uraga ludzkiej godnosci.
Nie mam zielonego pojecia jak tu dojsc do porozumienia. Nie moge zaplanowec nawet urlopu bo ciagle jest jakis arywazny koncert, event, procesja, obiadek u cioci, ktrego naprawde nie mozna ominac. Niedawno sie dowiedzialam, ze generalnie nie mozemy wykupic wakacji dopoki nie bedzie wiedzial, kiedy czekaja go trzy wyjazdy sluzbowe w pazdzierniku, listopadzie i grudniu.