Dodaj do ulubionych

Jak tu sie dogadac??

02.09.12, 13:27
Jest to generalnie problem z moim faetem i jego rodzina i roznymi zobowiazaniami. Ja sama jestem u kresu wytrzymalosci i lada chwila zrobie burze z piorunami po czym faceta wyrzuce przez okno z jego majdanem a jego rodzinie wygarne od poczatku.

No wiec sa to ludzie strasznie rodzinni. Dodatkowo moj facet gra w orkiestrze a jego ulubiona rozrywka sa koncerty. Wszystko fajnie ale ... w kazdy piatek wieczorem chodzimy do jego rodzicow na rodzinny obiadek. Uwazam, ze razem z czworka wkur..jacych mnie bachorow to sa piatki nie do wytrzymania dla mnie psychicznie. Musze wtedy tez wysluchac miliona dobrych rad i w ogole i naprawde jestem o krok od wybuchu. Nastepnie w praktycznie kazda cholerna sobote jest albo koncert na ktory idziemy (ja zazwyczaj chetnie ale czasem mi sie np. nie chce), albo jakis sped rodzinny, ktory sprowadza sie do tego, ze wszyscy siedza i sacza piwsko i co 5 minut powtarzaja mi, ze dobrze mowie w ich jezyku jakby to byl jedyny temat do rozmow. Nadmienie, ze mieszkam gdzie mieszkam juz 5 lat. Jesli akurat nie ma spotkania rodzinnego to sa rozne eventy zwiazane z orkiestra np. granie na procesji dookola kosciola, festynie z okazji jakiegos tam lokalnego swieta. Wszystkiego takich okazji przypada minimum 10 w roku, conajmniej 5-6 duzych spotkan rodzinnych, wiekszosc piatkowych wieczorow i conajmniej 2 koncert w miesiacu, czasem wiecej. Jak latwo policzyc, generanie wiecej niz polowa weekendow w roku jest w gory zaplanowana przez co od pol roku nie moge sie doprosic, zebysmy poszli do kina, nie mowiac o wyjsciu do restauracji czy w niedziele na basen ze zjezdzalniami. Naturalnie moge sama albo moge isc do kina w tygodniu, zawsze to jakas opcja tyle, ze: w poniedzialki i czwartki ja chodze na silownie, moglabym raz odpuscic bo niby czemu nie ale wracam z pracy na tyle pozno (18-18.30), ze zostaje mi kino na 20.15 do ktorego musze dojechac. Poniewaz pierwsze 30 minut to reklamy to do domu wracam o 23 i musze praktycznie od razu isc spac bo wstaje o 6 rano. We wtorki moj facet ma probe orkistry od 20 do 22 wiec generalnie wtorki odpadaja, w srody ja mam francuski i srody odpadaja tez. Piatki tez bo nie mozna przegapic trzydaniowego obiadku u mamusi, soboty sa poswiecone na odsypianie tygodnie i chodzenie na koncerty, niedziele sa poswiecane na odsypianie soboty i granie na festynach i procesjach co uwazam za rozrywke arcynudna dla kazdego z IQ powyzej tego co ma ameba. Niech juz sobie gra, ale czy stanie z piwem na zewnatrz przez pol dnia i debatowanie ... wlasciwie nawet nie wiem o czym, chyba glownie o tym czy dobrze czy zle zagrali naprawde uraga ludzkiej godnosci.

Nie mam zielonego pojecia jak tu dojsc do porozumienia. Nie moge zaplanowec nawet urlopu bo ciagle jest jakis arywazny koncert, event, procesja, obiadek u cioci, ktrego naprawde nie mozna ominac. Niedawno sie dowiedzialam, ze generalnie nie mozemy wykupic wakacji dopoki nie bedzie wiedzial, kiedy czekaja go trzy wyjazdy sluzbowe w pazdzierniku, listopadzie i grudniu.
Obserwuj wątek
    • bathilda Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 14:37
      Spisać to co nam napisałaś w lokalnym języku i dać mu do przeczytania. A na dole dopisac "I jak ja mam tak żyć?!".

      Myślę, że on sobie nie zdaje sprawy z tego, że Ty jesteś inna i masz inne potrzeby. To znaczy trochę zdaje ale wygodniej mu ignorować małe pojedyncze marudzenia a całego kontekstu woli nie widzieć. Może jak mu to uświadomisz to zrozumie, że wasz związek jest trochę jednostronny i że czasem on musi się ciut "poświęcić" dla Ciebie.
      • babciun Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 18:01
        Jak ja Cię rozumiem! Mnie się też takie życie wydaje nudne. Nienawidzę uczestniczyć, bywać, mówić, robić to, co wg. innych wypada (o ile mnie to nie pasuje). Długie lata małżeństwa właśnie tak żyłam- poddając się presji męża, jego rodziny, otoczenia. W jakimś sensie wyzwoliłam się z tego układu i z wielką radością acz taktownie rozwiązałam te znajomości i zależności, które były wynikiem "układu" lub "wypada". Ale nie jest to chyba proste dla każdego, mnie pomogły dramatyczne okoliczności... Tak sobie myślę, czy gdybyś zamiast uczestniczyć w tych nudach, zabierających Ci wolny czas, powiedziałabyś mężowi/przyjacielowi, że idziesz na basen/spacer/kino itp. z nim albo bez niego BO SIĘ JUŻ NASŁUCHAŁAŚ jego orkiestry i ten rodzaj twórczości Cię nie podnieca. Na rodzinny obiadek nie pójdziesz (przynajmniej nie w każdy piątek), bo jest nudnooooooo!! I tak dalej, a wtedy zobaczysz, z kim się związałaś(jego reakcja to wręcz test), a to ważna informacja dla Ciebie na przyszłość.
    • anka_z_lasu Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 18:57
      Ale dlaczego mu tego nie powiesz? Naprawdę nie mając ochoty idziesz z nim na wszystkie te koncerty, obiadki rodzinne zloty? W ten sposób nigdy nie zrozumie, że Tobie to nie pasuje.
      Czy da się go przekonać aby choć część czasu poświęcanego obecnie na koncerty/rodzinne spędy spędził tylko z Tobą? Bo jeśli liczą się tylko jego rozrywki to słabo :/

      Bardzo lubię moich nieinwazyjnych teściów, ale cotygodniowych obiadków nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Co prawda mamy z chłopem podobny model spędzania wolnego czasu, więc uczciwie mówiąc nie miałam przed sobą takiego wyzwania jak Ty. Ale z pewnością nie chodziłabym tam, gdzie nie mam ochoty - poza absolutnym minimum pozwalajacym na podtrzymanie relacji z tą rodziną/znajomymi.
      • black_halo Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 21:55
        > Ale dlaczego mu tego nie powiesz? Naprawdę nie mając ochoty idziesz z nim na ws
        > zystkie te koncerty, obiadki rodzinne zloty? W ten sposób nigdy nie zrozumie, ż
        > e Tobie to nie pasuje.
        > Czy da się go przekonać aby choć część czasu poświęcanego obecnie na koncerty/r
        > odzinne spędy spędził tylko z Tobą? Bo jeśli liczą się tylko jego rozrywki to s
        > łabo :/

        Mowilam, ale ciagle cos wypada co jest zwiazane z rodzina/orkistra/praca ... a jak nie to jakis koncert, na ktorym naprawde trzeba byc i przy koncertach rzadko prostestuje bo tez lubie. Tyle, ze wszystkiego razem robi sie za duzo, duzo za duzo. Szczegolnie spedow rodzinnych i roznych eventow zwiazanych z orkiestra. Ja rozumiem, ze ktos lubi grac i niech sobie gra ale mnie ten rodzaj rozrywki smiertelnie nudzi. Z drugiej strony w owej orkistrze gra cala rodzina, ja probowalam sie nauczyc grac ale poddalam sie po trzech latach chodzenia co sobote rano na lekcje. To byl jednak terror rodzinnej tradycji :P
    • lonely.stoner Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 20:23
      pogadaj szczerze, ja gadalam prosilam klocilam sie- a w koncu od niego odeszlam, tyle ze problemem byla praca i brak czasu na COKOLWIEK.
    • morela888 Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 20:44
      Z wielkim trudem przebrnęłam przez pierwszego posta ;-)

      Przedstawiłaś swego faceta jako totalnego nudziarza ;-)

      Radzę to co inni: pogadać i bardzo się dziwię, że wcześniej tego nie zrobiłaś oraz że godziłaś się na taki stan rzeczy. Gdzie Twoja asertywność?

      Co do powtarzanego przez rodzinę/znajomych faceta tekstu, że dobrze mówisz w ich języku: to bardzo dziwne i świadczące o czymś złym. No bo ile razy 1 osoba może powiedzieć innej coś takiego? 1 raz. Potem to już jest puste powtarzanie się świadczące o jakimś "nieogarnięciu się". Chyba, że to są ciągle nowe osoby.
      Chyba, że mówisz w ich języku tak dobrze, że ta umiejętność jest jak uroda przepięknej kobiety: chwali się ją raz po raz np. tłumacząc uporczywe gapienie się (ale nawet wówczas: będąc zakłopotanym własnym "głupim" zachowaniem).
      No, trochę tak, jakby nie mieli z Tobą o czym gadać i to był taki tekst kończący konwersacje. Jakby nie byli zainteresowani tym, co ewentualnie możesz powiedzieć i jedynym "testem" jakiemu zamierzali Cię poddać był ten językowy.
      Trochę jak taka pusta kultura poklepywania po plecach.

      Ale to tylko moje widzimisię.
      • pinupgirl_dg Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 21:13
        > Co do powtarzanego przez rodzinę/znajomych faceta tekstu, że dobrze mówisz w ic
        > h języku: to bardzo dziwne i świadczące o czymś złym. No bo ile razy 1 osoba mo
        > że powiedzieć innej coś takiego? 1 raz. Potem to już jest puste powtarzanie się
        > świadczące o jakimś "nieogarnięciu się". Chyba, że to są ciągle nowe osoby.
        > Chyba, że mówisz w ich języku tak dobrze, że ta umiejętność jest jak uroda prze
        > pięknej kobiety: chwali się ją raz po raz np. tłumacząc uporczywe gapienie się
        > (ale nawet wówczas: będąc zakłopotanym własnym "głupim" zachowaniem).
        > No, trochę tak, jakby nie mieli z Tobą o czym gadać i to był taki tekst kończąc
        > y konwersacje. Jakby nie byli zainteresowani tym, co ewentualnie możesz powiedz
        > ieć i jedynym "testem" jakiemu zamierzali Cię poddać był ten językowy.
        > Trochę jak taka pusta kultura poklepywania po plecach

        Może po prostu faktycznie nie mają z autorką wątku o czym gadać, a tak całkiem omijać się jednej osoby w towarzystwie się nie da. Więc ten tekst o języku może być jak gadanie o pogodzie. Możliwe też, że czują, że tylko autorkę wątku wk*** i nie wiedzą, jak się zachować. Zagadują więc o wszystkim i o niczym i starają się być myli.

        A jak wygląda reszta weekendów, te dni, które zostają?
        • black_halo Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:33
          > Może po prostu faktycznie nie mają z autorką wątku o czym gadać, a tak całkiem
          > omijać się jednej osoby w towarzystwie się nie da. Więc ten tekst o języku może
          > być jak gadanie o pogodzie. Możliwe też, że czują, że tylko autorkę wątku wk**
          > * i nie wiedzą, jak się zachować. Zagadują więc o wszystkim i o niczym i staraj
          > ą się być myli.
          >
          > A jak wygląda reszta weekendów, te dni, które zostają?
          >

          Ale ja naprawde mowie dobrze w tubylczym jezyku, prozumiewam sie bez problemow i mùozna ze mna porozmawiac na kazdy temat, takze o aktualnej sytuacji politycznej albo o efekcie cieplarnianym albo oczymkolwiek. To prostu wyglada tak, ze sie zapytaja jak tam w pracy, stwierdza, ze mamy ladna pogode (albo nieladna) i ze ladnie juz mowie w ich jezyku. I koniec konwersacji. No i o czym mam dalej mowic? Z wieloma osobami w pracy mam rozne tematy i niektorzy stwierdzili, ze ladnie mowie w ich jezyku ale nigdy generalnie nie stanelo tylko na tym. Po tym jak stwierdzili, ze mowie wystarczajaco dobrze zaczelismy konwersowac na wiele roznych tematow. To jest po prostu dziwne. Niby znam tych ludzi juz 7 lat a oni tak jakby nadal nie moga uwierzyc, ze jednak mowie wystarczajaco dobrze, zeby pogadac ze mna jakikolwiek inny temat niz pogoda.

          A reszta weekendow wyglada tak, ze czasem robimy to co ja chce np. kino, restaracja ale juz na festiwal rzezb z piasku nie udalo sie nam pojechac przez dwa miesiace bo ciagle byly jakies inne rzczy typu koncerty, eventy itd.
          • jul-kaa Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:47
            black_halo napisała:
            > Niby znam tych ludzi juz 7 lat
            > a oni tak jakby nadal nie moga uwierzyc, ze jednak mowie wystarczajaco dobrze,
            > zeby pogadac ze mna jakikolwiek inny temat niz pogoda.

            Może cię nie lubią albo po prostu nie mają ochoty z tobą rozmawiać?
            • pinupgirl_dg Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:53
              Ano właśnie. Możliwe, że Black_halo podświadomie wysyła sygnały, że się męczy w ich towarzystwie, trudno wtedy o rozmowę.

            • turzyca Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:25
              > Może cię nie lubią albo po prostu nie mają ochoty z tobą rozmawiać?

              Albo maja zakodowany inny styl rozmowy i nie przychodzi im do glowy, ze Black moze odbierac sytuacje inaczej.
              • jul-kaa Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:34
                Też możliwe. Znam ludzi, którzy mają nieakceptowalny dla mnie system komunikacji. Pierwsze lata też się zżymałam, starałam i wysilałam, ale potem mi przeszło. Nie spotykam się z nimi i tyle.
          • felisdomestica Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:24
            black_halo napisała:
            To prostu wyglada tak,
            > ze sie zapytaja jak tam w pracy, stwierdza, ze mamy ladna pogode (albo nieladn
            > a) i ze ladnie juz mowie w ich jezyku. I koniec konwersacji. No i o czym mam da
            > lej mowic?

            No ale dlaczego oczekujesz, że oni będą cię zabawiać konwersjacją? Może sama powinnaś poruszyć temat ciekawy dla nich? O szkołę znienawidzonych bachorów, o ogródek cioci, jeśli go ma, o cokolwiek. Czy ty z nimi rozmawiasz, czy tylko chcesz, żeby oni z tobą rozmawiali?
            • black_halo Re: Jak tu sie dogadac?? 03.09.12, 19:45
              > No ale dlaczego oczekujesz, że oni będą cię zabawiać konwersjacją? Może sama po
              > winnaś poruszyć temat ciekawy dla nich? O szkołę znienawidzonych bachorów, o og
              > ródek cioci, jeśli go ma, o cokolwiek. Czy ty z nimi rozmawiasz, czy tylko chce
              > sz, żeby oni z tobą rozmawiali?

              Nie oczekuje, ze beda mnie zabawiac tylko, ze beda konwerosowac tak jak z innymi. Czyli, ze rozmowa nie skonczy sie na pogodzie i moich postepach jezykowych. No czasem pociagne dalej np. mowiac, ze teraz sie ucze francuskiego. I slysze, ze fajnie i w ogole bo imigranci nie chca sie sie uczyc tubylczych jezykow. I stop. Tak jakby juz nie mozna bylo poprowadzic kowersacji dalej. Na poczatku na wiele wiecej nie bylo mnie stac ale teraz naprawde moge gadac i gadac i nawet mnie to nie meczy a konwersacje stoja dalej w miejscu z ktorego naprawde nie da sie ruszyc dalej. Potem moj interlokutor ma chwile zwiechy i zmyka. Z poswieceniem ogladam wyscigi kolarskie zeby miec o czym rozmawiac i nic.
              • pinupgirl_dg Re: Jak tu sie dogadac?? 04.09.12, 21:32
                > Nie oczekuje, ze beda mnie zabawiac tylko, ze beda konwerosowac tak jak z innym
                > i. Czyli, ze rozmowa nie skonczy sie na pogodzie i moich postepach jezykowych.
                > No czasem pociagne dalej np. mowiac, ze teraz sie ucze francuskiego. I slysze,
                > ze fajnie i w ogole bo imigranci nie chca sie sie uczyc tubylczych jezykow. I s
                > top. Tak jakby juz nie mozna bylo poprowadzic kowersacji dalej. Na poczatku na
                > wiele wiecej nie bylo mnie stac ale teraz naprawde moge gadac i gadac i nawet m
                > nie to nie meczy a konwersacje stoja dalej w miejscu z ktorego naprawde nie da
                > sie ruszyc dalej. Potem moj interlokutor ma chwile zwiechy i zmyka. Z poswiece
                > niem ogladam wyscigi kolarskie zeby miec o czym rozmawiac i nic.

                Rozumiem. Wiesz, po ich komentarzu o imigrantach i języku przychodzi Twoja "kolej". Ale znam ból, bo mi też konwersacja na żywo nie wychodzi zbyt dobrze. Wolę fora ;). Z mojej strony zwykle dosiadam się do kogoś, kto dla odmiany uwielbia gadać i szuka tylko "ofiary", która nie będzie mu przerywać ;). Wtedy wilk jest syty i owca cała. Poza tym większość osób ma temat, na który może nawijać i nawijać (nawet ja i muszę się pilnować, jak go ktoś poruszy, żeby nie zanudzić towarzystwa). Ja np. boję się zapytać koleżankę, co tam u jej synka, bo potem czekają mnie dwie godziny wyjęte z życia :). Zrób mały wywiad, jakie tematy kogo interesują. Nie bój się dorzucać czego od siebie do ogólnej dyskusji, może na początku nikt nie odpowie, ale z czasem może się wszystko rozkręci. Chociażby o tych wyścigach. Ze mnie też żadna dusza towarzystwa, ale radzę sobie już na tyle, żeby się nie nudzić i nie czuć się zaniedbywana. Jeśli się nie uda, to trudno, nie musisz się świetnie bawić na rodzinnych imprezach, może faktycznie wymyślcie jakiś sygnał, że masz dość. Ja mam bardziej imprezowe dni, kiedy mogę się bawić do białego rana i takie, kiedy siedzę i patrzę w kufel.
                Możliwe też, że oni tak chwalą na każdym kroku Twój język, żeby Cię ośmielić, może myślą, że mało się odzywasz, bo się boisz.
                Duża jest też tu rola Twoje faceta. Nie wiem, ile jesteście razem i jak to wyglądało na początku, ale jeśli do towarzystwa dołącza się ktoś nowy, to trochę tłumaczę, co i jak, np. jeśli ktoś wspomina jakieś zabawne wydarzenie z przeszłości i wszyscy wybuchają śmiechem, to opowiadam jeszcze raz jak to było dla tej osoby itd itd.
    • turzyca Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:16
      Bathildy rada mi sie podoba. :)

      Bo tak w ogole to problemy sie werbalizuje, zanim dostanie sie wscieku, we wscieku trudno sie rozmawia.


      A z perspektywy osoby o jakos tam podobnej sytuacji (bo takoz posiadam faceta z zespolowymi hobbies zajmujacymi wieczory i weekendy oraz rodzina na miejscu):
      1) jakies tam dostosowanie czasowe moich planow do niego - nie moge oczekiwac, ze kilkudziesieciu chlopa dostosuje sie do moich potrzeb, wiec albo wybiore sobie treningi w ten sam dzien co on albo wypadnie nam kolejny wieczor w tygodniu. Ja w Twoim ukladzie przesunelabym ktores z zajec na wtorek, zeby zyskac w ten sposob jeden wspolny wieczor. Jesliby mi naprawde zaczelo przeszkadzac, to wyartykulowalabym wyraznie prosbe, zeby rozejrzal sie za innymi formami realizacji swoich potrzeb. Ale z drugiej strony wiem, ze on takiej odskoczni psychicznej potrzebuje, jak do tej pory byly trzy kilkumiesieczne okresy, gdy nie mogl uprawiac hobbies i efekty mam juz przetestowane, wiec szanuje jego potrzeby.

      2) nie jestesmy bliznietami syjamskimi. Jesli chlop robi cos, co mnie nie ciekawi, to zamiast isc z nim i zaciskac zeby, umawiam sie w tym czasie z kims innym i robie cos bardzo bardzo fajnego. Dzieki temu obydwoje wieczor mamy bardzo dobry nastroj i przebywanie ze soba jest czysta przyjemnoscia. U mnie to wyszlo dosc naturalnie, obojgu nam taki uklad pasuje, ale pewnie jakby mi grozilo fochem, to zwalilabym wine na termin na druga strone - "bo oni tak strasznie nalegaja i wiesz, glupio zawalic, wiec strasznie mi przykro, ze nie bede na festynie w zapadlej dziurze z Twoja (upiorna) cioteczka, na szczescie zobaczymy sie juz za 6 tygodni w zapadlej dziurze numer dwa, baw sie swietnie, (odmrazajac sobie tylek) i pozdrow ode mnie wszystkich jak najserdeczniej."

      3) zaklepalam sobie jeden wieczor w tygodniu na randke. Nie musi byc wyjsciem (choc to oczywiscie fajne), moze byc wspolnym ogladaniem filmu, ale ma byc w konkretnym terminie. Brzmi dosc absurdalnie, jesli sie wie, ze spedzamy dosc duzo czasu razem, ale odkrylam, ze mnie dobrze taki konkret robi - z jednej strony wlasnie mam sie na co cieszyc, samo planowanie jest przyjemne, a z drugiej strony latwiej wspominac, niz takie rozsypane, nieustrukturyzowane chwile. A z trzeciej jakos taka randke sie intensywniej przezywa niz zwykly mily wieczor. Moze przez caly okolorandkowy rytual?

      4) umowilismy sie z chlopem na sygnal ratunkowy przy spedach rodzinnych. Zazwyczaj spotykamy sie w malych grupkach, ale spedy rodzinne przekraczaja moja wytrzymalosc psychiczna - co mnie bardzo zaskoczylo, bo ja jestem ogolnie rodzinne zwierze i polskie spedy w dowolnych konfiguracjach wytrzymuje swietnie. Mam teorie, ze wynika to jednak z jezyka, nadal jednak niemiecki wymaga ode mnie nieco wiekszej koncentracji i 20 osob mowiacych jednoczesnie (a czasem do mnie) przez dluzszy czas jest zbyt duzym obciazeniem. W zaleznosci od okolicznosci albo urywamy sie wczesniej albo np. idziemy na spacer albo po prostu zwijamy sie na jakas sofe na uboczu i robimy za zakochana pare, co to sobie w oczki musi popatrzec. I porozkoszowac sie cisza, niach, niach, niach. W najgorszym wypadku mozna pojsc zmywac naczynia, zawszec to na uboczu. Oczywiscie to wymaga wspolpracy chlopa i jakiegos poswiecenia z jego strony, jesli jest zwierzeciem rodzinnym, ale warto sobie wypracowac modus vivendi.

      5) wyrobilam sobie banke spokoju na bazie zainteresowan. Wybadalam z kim mam wspolne zainteresowania i zazwyczaj konczy sie na spokojnych pogaduszkach na interesujacy mnie temat, podczas gdy reszta imprezy przewala sie gdzies obok bez mojego zaangazowania. Metoda do zastosowania takze przy innych obowiazkowych okazjach. No i nie schodzi na temat mojego imponujacego rozwoju jezykowego, bo przeciez aktualny temat jest duzo ciekawszy.



      Negocjuj, co Ci do komfortu zyciowego potrzeba, dasz rade. Tylko nie wyjezdzaj mu z IQ ameby. ;)
    • kk345 Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:32
      soboty sa poswiecone
      > na odsypianie tygodnie i chodzenie na koncerty, niedziele sa poswiecane na ods
      > ypianie soboty i granie na festynach i procesjach co uwazam za rozrywke arcynud
      > na dla kazdego z IQ powyzej tego co ma ameba. Niech juz sobie gra, ale czy stan
      > ie z piwem na zewnatrz przez pol dnia i debatowanie ... wlasciwie nawet nie wie
      > m o czym, chyba glownie o tym czy dobrze czy zle zagrali naprawde uraga ludzkie
      > j godnosci.

      Powyzszy fragment jakoś nie brzmi jak wypowiedź na temat zajęć ukochanej osoby, którą kocham, szanuję i na której mi zalezy...
      • pierwszalitera Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:45
        kk345 napisała:

        > Powyzszy fragment jakoś nie brzmi jak wypowiedź na temat zajęć ukochanej osoby,
        > którą kocham, szanuję i na której mi zalezy...

        E, no co ty? Kochać, to nie znaczy akceptować wszystko, co ukochany nam proponuje. Wkurzające cechy i zachowania może do pewnego stopnia tolerować, ale nie trzeba się nimi zachwycać, prawda? Jeżeli mój partner ma nudzące mnie hobby, to może oczywiście je sobie pielęgnować, ale wymagać, bym także w nim uczestniczyła kosztem mojego (naszego) czasu wolnego, to już przesada.
        • pinupgirl_dg Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:03
          Zachwycać się nie trzeba, ale szanować osobę i jej świat - to jest wskazane. Dla wielu ludzi tekst o IQ ameby, wk*** bachorach i urąganiu ludzkiej godności oznacza brak szacunku, chociaż niekoniecznie o tym musi świadczyć.

          Z mojej strony - Turzyca mądrze prawi, polubić to, co się da polubić (ja dzięki moim facetom poznałam dużo rzeczy). Raz na jakiś czas można się "poświęcić", a przez resztę czasu robić swoje, jak nie z facetem, to z koleżanką. Np. na basenach są czasami zajęcia zorganizowane, jeśli się nie ma z kim chodzić, to można kogoś poznać.
        • kk345 Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:06
          A nie, ja nie myslę o tolerancji itp., tylko o formie wypowiedzi. Nie wyobrazam sobie określania czegokolwiek, co interesuje ukochanego, w tak pogardliwy sposób...
      • jul-kaa Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 22:46
        kk345 napisała:
        > Powyzszy fragment jakoś nie brzmi jak wypowiedź na temat zajęć ukochanej osoby,
        > którą kocham, szanuję i na której mi zalezy...

        Miałam dokładnie taką samą refleksję...
      • morela888 Re: Jak tu sie dogadac?? 03.09.12, 19:07
        Skoro napisałyśmy w tym wątku, że black_halo nie popisała się, nie werbalizując swego niezadowolenia wcześniej, to należy chyba oddać jej sprawiedliwość zauważając, że jej partner z kolei nie okazał jej za wiele empatii. Może jestem rozpuszczona przez swoich znajomych, ale kiedy mnie zapraszają gdzieś, gdzie towarzystwo się zna, a ja większość trochę mniej, to osoby zapraszające mnie wysilają się bym miała tam z kim gadać (sadzają mnie koło osoby, która może mnie zainteresować albo sami starają się co jakiś czas do mnie zaglądać). W tej sytuacji facet black_halo musiał zauważyć, że wielkiej konwersacji nie ma, a jednak nie wpadł na pomysł, że jej nie jest w danej sytuacji niebiańsko.
        Trąca to chyba lekką gruboskórnością.
    • madzioreck Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:03
      > ypianie soboty i granie na festynach i procesjach co uwazam za rozrywke arcynud
      > na dla kazdego z IQ powyzej tego co ma ameba. Niech juz sobie gra, ale czy stan
      > ie z piwem na zewnatrz przez pol dnia i debatowanie ... wlasciwie nawet nie wie
      > m o czym, chyba glownie o tym czy dobrze czy zle zagrali naprawde uraga ludzkie
      > j godnosci.

      No tak. Za to kino i restauracja to rozrywki wymagające IQ 170...

      Ty się naprawdę chcesz dogadać, czy powalczyć? Czy jesteś po prostu chwilowo wściekła i pleciesz, co Ci tam ślina na język...?
      Po co chodzisz na wszystkie te piątkowe obiadki - zmusza Cię ktoś? Co się stanie, jak nie pójdziesz? Dlaczego się na to zgadzasz? Bo Cię znielubią i nie będą z Tobą gadać? A co za różnica? Ty ich już nie lubisz, nie gadasz, a ich bachory Cię wkur... Tym bardziej nie widzę, cóż takiego masz do stracenia.
      Ale powiem Ci, że generalnie, jak sobie poskładałam wszystko, co pisałaś o swoim chłopie, to ja w takiej sytuacji w ogóle przestałabym się na niego oglądać. Albo by dotarło, albo nie...

    • pierwszalitera Re: Jak tu sie dogadac?? 02.09.12, 23:03
      Jeżeli rozmawiałaś już z facetem i dałaś mu wyraźnie do zrozumienia, co na ten temat myślisz, a on cię ignoruje, to musisz zacząć w końcu działać. Następnym razem zrezygnuj z udziału z rodzinnej imprezy. By było łatwiej nie idź z facetem na koncert. Przeproś go bardzo, że nie ma to nic wspólnego z nim, ale na ten weekend zaplanowałaś sobie coś innego. Oczywiście dobrze by było gdybyś miała jakiś interesujący plan. W końcu masz prawo także do swoich hobby i spędzania czasu w wybrany przez ciebie sposób. Możliwe, że na początku będziecie się przez to rzadziej widzieli, ale możliwe też, że sam poczuje, że coś tu nie gra i zaproponuje jakiś kompromis. Faceci regagują często dopiero, gdy stawia się ich przed faktami dokonanymi, a gadanie i próby tłumaczenia traktują jako kobiecę przekorę i nie biorą tego zbyt poważnie. No bo dlaczego mieliby, skoro marudzisz, dąsasz się, a robisz i tak to, czego on oczekuje?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka