nick.pacynka
19.11.12, 14:56
Wybaczcie że anonimowo, jakoś tak prościej.
W lipcu skończyłam studia, uznawane za prestiżowe i przyszłościowe, i bezskutecznie usiłuję znaleźć pracę. Ilość ofert z mojej branży jest śladowa, a dla kogoś bez doświadczenia bliska zera. Większość osób po moich studiach wybiera doktoraty, głównie za granicą (nie odpowiada mi to) albo kończy drugi kierunek (trochę za późno na taką decyzję). A ja ciągnę dorywczą pracę na 1/3 etatu, którą zaczęłam w czasie studiów, i najzwyczajniej w świecie nie wiem, co mogę i co chcę w życiu robić. Nie mam jakichś unikatowych umiejętności, studia nie dały mi żadnych uprawnień zawodowych , znam tylko bardzo dobrze angielski, doświadczenie zawodowe mizerne i niezwiązane z żadną sensowną branżą - typowo studenckie. I co z tego, że uważam, że jestem inteligentna i szybko się uczę, więc wszędzie sobie poradzę, skoro przełożyło się to na mniej niż 10 wysłanych cv i zerowy odzew? Nie mam naprawdę żadnych kosmicznych wymagań, wystarczy mi cokolwiek, lista rzeczy których nie chcę robić jest bardzo krótka - ale kiedy przychodzi do konkretnych aplikacji, to mam wrażenie że rzadko kiedy spełniam wymagania. Czy ja po prostu nie umiem szukać pracy?
Dodatkowo, co było do przewidzenia, czuję się jak śmieć. Tym bardziej, że przez pierwsze pół roku studia i praca zajmowały mi prawie 60 godzin tygodniowo (i byłam naprawdę z siebie dumna, jak dobrze udało mi się to zorganizować i mieć jeszcze czas wolny), teraz - kilkanaście. Siedzę w domu, gotuję obiadki, biorę pieniądze od rodziców (bez wyrzutów z ich strony, ale co z tego) i popłakuję po kątach, kiedy nikt nie widzi. Parę lat temu przeszłam porządny epizod depresyjny - myślę, że gdyby nie ułożone życie osobiste, teraz byłaby powtórka.
Co ja mam zrobić? Dobre rady mile widziane - jeśli w tej sytuacji można poradzić cokolwiek poza "rusz tyłek i przestań marudzić"...