Dodaj do ulubionych

Wyżalę się ostatni raz

09.12.12, 12:20
Wiem, że wszyscy znają mnie tylko z jęczenia na mojego faceta, ale tym razem muszę. Rzucił mnie, chce się wyprowadzić. Nieodwrcalnie. Ryczę od wczoraj. Upiłam się, przewróciłam dwa razy, raz mnie zbierał z podłogi i sprzątał rozbitą szklankę. Nie umiem sobie wyobrazić, co dalej. Dla niego pierwszego wyprowadziłam się z domu (dla mnie to był ogromny emocjonalny krok), tyle rzeczy zmieniłam, żeby nam było dobrze razem. Myślałam, że sobie poukładałam zycie. I wszystko do wrzucenia.
Nie umiem być sama. Byłam 6 lat. Czułam się jak zero. Ale nigdy nie mieszkałam sama, nie przeżywalam tego, że ktoś zabiera swoje rzeczy i znika. Za dwa tygodnie miała być nasza 4. rocznica, święta, sylwester. Czułam się samodzielna, a teraz się zastanawiam, co będzie jak sie przewrócę jak dziś w nocy (no dobrze, pierwszy raz w zyciu), jak będę chora jak teraz. Że nigdzie dalej nie pojadę, bo nie mam samochodu. Bo chyba mnie nie stać na życie samej. Miesza mi się i nie wiem czy płacze, bo on nie wyjdzie w nocy jak mi się zachce batonika czy dlatego, że nie będe sie miała do kogo przytulić, odezwać. Czy przeraża mnie to, że zostanę sama, że on będzie kogoś miał. Patrzę na kota, który miał być nasz, wiem, że on go kocha i ryczę.Patrzę na mieszkanie, które uwielbiałam, bo było pierwsze nasze i nie poznaję tych ścian, nie chcę tu być sama. Nie nadaję sie już do randek z internetu. Innych ludzi nie poznaję. Ani ładna, ani mądra. Nie mam nikogo. Nawet ten laptop jest jego. Nie wiem czy żal mi starego laptopa, czy tego, że drugiego takiego faceta nie znajdę, czy ze nikt mnie nie zechce, czy tego że go już nie przytulę. Kocham go. Histeryzuję, wiem. Ale wiem, ile lat szukałam i wiem, ile mi w nim odpowiadało. Dziś wyparowało to, co było nie tak.
Nie widzę dalej swojego życia. A to tylko facet, taki banał. Przeżyłam smierć najbliższych osób, przeżylam czyjąś ciężką chorobę, opiekę, straszny konflikt z ojcem, stratę pracy. Leczę depresję. Wiem, że jak on był obok, wsyztsko było łatwiej znieść. Jak byłam sama, nawet jak praca, znajomi układali się idealnie, tobrakowało mi kogoś, z kim mogłabym sie podzielić radością. Jednej osoby, dla której byłabym najważniejsza. Nie umiem bez tego zyc. Więc przeżyłam większe nieszczęścia, a porzucenie to jest ból nie do opisania.
Obserwuj wątek
    • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 13:01
      Jesteś w wyjątkowym stanie emocjalnym i nie oceniasz sytuacji realistycznie. Nawet to, że wydaje ci się, że go kochasz jest reakcją na odtrącenie. On był przecież tylko współlokatorem, który dawał mi poczucie, że nie jesteś sama. Tak jak zapalona żarówka w nocy, gdy boimy się ciemności. Dodaje trochę otuchy, ale tak naprawdę, to nie tego pragniemy. Z tego co o nim zawsze pisałaś, nie jest to facet dla ciebie, więc może lepiej, że stało się jak stało i on podjął decyzję, do której nigdy byś się nie przemogła. Trzymałaś się bowiem kurczowo iluzji, a szczęścia ten facet i tak by ci nie dał. Wierz, wcale nie jest lepiej być z kimkolwiek, tylko dlatego, że mamy stracha być sami. Po pewnym czasie zrozumiesz. Ale będzie lepiej, złamane serce się goi, potrzeba tylko czasu. A jak mieszkanie masz za drogie, to znajdź sobie wspólokatorkę, jakąś fajną dziewczynę, która mogłaby stać się nawet przyjaciółką. Problem finansowy zniknie, do tego nie będziesz sama, a nie będziesz od tej osoby uzależniona emocjonalnie. Będziesz mogła na spokojnie wybierać męskich kandydatów na chłopaków, bez przekonania, że muszą zapewnić ci od razu wszystko, bo inaczej nie dasz sobie sama rady.
      I nie rób numerów z upijaniem do nieprzytomności. Taka autodestruktywna postawa nie wzbudza często w nikim litości albo instynktu opiekuńczego, na który pewnie liczysz. Wręcz przeciwnie, możesz tylko jeszcze bardziej zniesmaczyć faceta. W podobnych sytuacjach najlepiej dla kobiety jest, gdy zachowuje contenance.
      • 100krotna Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 13:28
        Będę okrutna, ale podpisze się pod słowami pierwszejlitery. Też uważam, że to dla Ciebie lepiej, bo po tym, co pisałaś, miałam wrażenie, że Ty nie tyle kochasz swojego faceta, co wyobrażenie o nim :( Ale oczywiście, związek i porzucenie będziesz musiała odchorować - podobnie jak żałobę. Ale dasz radę i wyjdziesz z tego silniejsza.

        Podpisuję się też pod tym, żebyś (przynajmniej kiedy on patrzy) zachowywała spokój, opanowanie i zimną wyniosłość. Żeby później nie czuć niesmaku sama do siebie, bo taki niesmak jeszcze nieraz może powrócić.

        Zadbaj o siebie - o towarzystwo dla siebie, żebyś nie była sama, o zajęcia dla siebie, żebyś nie musiała siedzieć i myśleć. Być może o pomoc terapeuty, jeżeli miałaś już depresyjne epizody? Może też jakiś sport - poza tym, że zajmuje czas i trzeba się pozbierać do wyjścia, to jeszcze poprawia humor (serio, wypróbowałam!) Może jakąś "terapia zajęciowa" - język, taniec, szachy, jazda konna? Przy okazji być może uda Ci się poznać nowych ludzi - łatwiej zacząć rozmowę mając wspólne hobby. I nie mówię teraz o facecie, tylko o grupie znajomych - zawsze dobrze taką mieć na wypadek sytuacji jak teraz - albo po prostu jako odskocznię...
        Co lubisz robić?

        Aahaa.. i chyba musisz popracować nad samooceną, żeby nie czuć się "kimś" tylko przy kimś, ale też jako sama jedna odrębna jednostka.
        Na razie przytulam witrualnie i wysyłam dużo siły do pozbierania się. Dasz radę.
        A za jakiś czas pomyślisz, że to było najlepsze, co mogło cię spotkać.
        • nomina Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 14:31
          Mela, i ja się podpiszę.

          Wygląda na to, że masz jakąś blokadę emocjonalną, jakiś głęboki strach. Być może fakt, że straciłaś bliskie osoby, strach o czyjeś zdrowie, konflikt z osobą, która powinna być jedną z dwóch najbliższych i być Twoim emocjonalnym wsparciem i budulcem Twojego ja, może jeszcze jakieś - nawet wyparte/nieuświadomione - sprawy - wszystko to było traumą, która wbiła Ci poczucie wartości na poziom wód gruntowych, a dorzuciła garba w postaci lęku przed porzuceniem i osamotnieniem. Dziś to może wyglądać jak chwiejność emocjonalna czy nawet rodzaj depresji, ale, moim zdaniem, to jest tylko nakładka. Przydałby Ci się terapeuta, który zna się na traumach (ale nie pierwszy z brzegu, który będzie Ci tylko powtarzał w kółko o toksycznych rodzicach i zaniżonej samoocenie) i pogrzebie w Twojej psychice na tyle głęboko, by przepracować coś, co zostało wepchnięte głęboko tak, że dziś reagujesz, jak reagujesz.

          Nie znam Twojej sytuacji zawodowo-życiowej, ale jeśli ta choroba to coś przejściowego i generalnie możesz pracować (a Twoja zależność ekonomiczna jest spowodowana uzależnieniem emocjonalnym bardziej niż fizycznym), to rzuć się w wir pracy. Jakiejkolwiek. Przetrwasz najgorszy czas, a parę groszy Ci się przyda.

          Nie znam też tła sytuacji, ale zrywanie i wyprowadzka na dwa tygodnie przed rocznicą i Świętami - to jednak duży nietakt. Partner mógł przecież doczekać do końca roku (nawet jeśli Wam się nie układa), a potem przyjść z bukietem róż, przygotować kolację czy choćby lampkę wina i wyłuszczyć swoje poglądy na związek, dziękując Ci za parę spędzonych wspólnie lat. Nawet (zwłaszcza?) jeśli nic dobrego do Ciebie już nie czuje - wiele by go ten gest nie kosztował.
          • teresa104 Najgorszą łobuz wybrał porę, mógł w poniedziałek 09.12.12, 17:10
            albo wtorek.

            Uważam, że jeśli ma się zerwać, trzeba robić to jak najszybciej. Życie zasuwa. Wcześniej zada się cios, wcześniej nastąpi wylizanie się. Gdyby czekał do 2013 Mela znowu by płakała, że tak niedawno przecież była rocznica, wszystko było tak piękne a święta wspaniałe.
            Co do taktu i klasy - są pożądane, ale nie jest o nie łatwo w takiej chwili, nie każdego na nie stać. Zresztą rzucamy i jesteśmy rzucani dość rzadko, nie ma gdzie poćwiczyć;)

            Melu, dasz radę, nie chlaj więcej, zadbaj o siebie i swoje poczucie wartości, żebyś nigdy więcej swojego dobrostanu nie uzalażniała od innego człowieka.
      • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 19:46
        Pierwszalitera mi nie dowaliła. Masz rację, ja sama myślałam o rozstaniu. Mam tak, że mogę się w czymś męczyć długo, może mi sto osób mówić, żeby uciekać, a ja muszę do tego dojrzeć. Dojrzałam, uuu, już 10 lat temu do zerwania związku. Kochałam faceta, ale nie mogłam i pomimo, że płakałam 3 miesiące, to uważam, że to najlepsze, co zrobiłam. Dojrzałam do wyprowadzki z domu, dojrzałam do zmiany pracy. A nie rpzekonało mnie do tego zwolnienie, wybłagałam umowę o działo, prawie nic nie robiłam, zarabiałam z 700 zł i nie umiałam się ruszyć. Żeby tylko tam przychodzić. Aż się ruszyłam i pożegnałam beż cienia żalu, upiekłam im ciasto i poszłam w świat.
        Teraz wszystko mi mówiło, że tak trzeba, ale jeszcze nie umiałam. Boję się samotności.
        Nie upiłam się celowo, nie przewrciłam się celowo, chociaż mam takie akcje w repertuarze. Nic nie jadłam cały dzień (już dwa dni), wypiłam butelkę wina kupioną razem w Hiszpanii na specjalną okazję, potem trochę drinków. Nie czułam, chyba mi się skumulowało i zaatakowało jak wstałam.
        Zrobiłam wszystko bez klasy, ryczę drugi dzień. Rozmawiamy. Zrozumiałam go. Nareszcie rozmawiamy, przez co boli bardziej. Wyryczałam, czego się boję. Powiedział, że może zostać, bo chce mojego szczęścia, nie może mnie tak zostawić. Wiem, że to brzmi jak telenowela, ale było po długiej rozmowie wyjaśniającej. Nie wyobrażam sobie, że go nie będzie, ale nie powiem, żeby został. Nie robię awantur, a na mnie to sukces. Nie czuję złości, tylko lęk przed pustka. I brakiem kogoś, kto 4 lata był najbliższym.

        Odpowiadając na inne wątki.

        Nie mógł zrobić tego kiedy indziej - wytłumaczył.

        Depresję mam, od 3 lat biorę leki. Nie wiem, jakbym zareagowała bez. Na terapię już nie chodzę. Zerwanie z nim było ostatnim punktem z listy życiowych rad pani psycholog (zmiena pracy, wyprowadzka z domu, zamieszkanie razem). Uciekłam od niej, nie chciałam słychać, że on nie dla mnie.

        Nie ejstem DDA. Jak miałam 13 lat umarła moja mama, osoba, z którą byłam związana najbardziej na świecie. Wypieszczona jedynaczka. Byłą moja przyjaciółka, kimś kogo kochałam najbardziej, z kim nie umiałam się rozstawać. Wiem, że to we mnie jest, nie przepracowalam tego.

        Potem mieszkałam z ojcem i dziadkami. Dziadkowi kiedyś odbiło i kłótnie z babcią zaczął prowadzić za pomocą siekiery. Wzywałam policję, on nas wyrzucał z domu, okradł. Żyłam w strachu. Wyprowadziliśmy się zostawiając wszystko.

        Dla ojca nigdy nie byłam wystarczająco dobra, chociaż jego partnerka uważa, że jestem najważniejsza i on świata poza mna nie widzi. Związałam się z żonatym facetem (naprawdę w fazie upadku małżeństwa, rozwiedli się, bo ona już kogoś miała, wiedziała o mnie). Mój ojciec się dowiedział, wyrzucał mnie z domu, zabronił nam kontaktów, czytał moja bardzo intymną korespondencję. Nie rozmawialiśmy pół roku, ja nadal mam uraz. Znajomość, choć nie związek, z facetem trwa do dziś.

        Potem babcia zaczeła chorować. Jeździła na wózku, nie wychodziła przez kilka lat z domu. Trzeba ją było myć, potem zmieniać pieluchy, zaczęła tracić kontakt z rzeczywistością. Opiekował się nią głównie ojciec, wiem, że wariował od tego, był dla niej podły, ale ja też nie umiałam być dobra. Wyzywał. Znowu miałam w domu piekło. On się na nią skarżył mi, ona na niego. Ja nie miaąłm nikogo, wszystkie rpoblemy musiałam zrozumieć.

        Po tamtym związku 6 lat byłam sama. Portale randkowe, same porazki. Nikt mnie nie chciał. Jedna randka i uciekał. Ja za każdym razem liczyłam, że się uda. Jakimś cudem zdarzył się taki rok, że spotykałam się z 8 facetami. 7 totalnie nie dla mnie, a ja po każdym rozpaczałam. Każdy dawał mi nadzieję i każdy, pomimo, że wiedziałam, że to jakiś kosmos, dobijał samoocenę zrywając.

        8. to obecny. On mnie od początku chciał. Z humorami, z depresją. Przy nim zdecydowałam się na leczenie. Teraz tak sobie o tym mówię, ale na hasło psychiara dostawałam drgawek. Przecież ja nie jestem wariatką. Babcia umarła, był przy mnie. To okrutne, ale ulzyło mi i ojcu. Od czasu tego żonatego nigdy nie powiedziałam w domu, że się z kimś spotykam. Kłamałam. Nikt nie był u mnie w domu. Facet nie, bo ojciec, ktokolwiek nie, bo babcia, pieluchy, syf w mieskznaiu, bo nawet nie ma jak remontu zrobić. O nim powiedziałam, przyprowadziłam go. Poznałam jego rodzinę, bardzo mnie lubią. Znalazłam pracę, w której mi płacą - bez szału, ale porządna, stala. Wyprowadziłam się i zamieszkałam z nim. To były dla mnie milowe kroki. Miałam mieszkanie, do którego mogłam zaprosić znajomych. Mogłam je sprzątnąc z radością, bo nie wyglądało jak pakamera. Pozbyłam się smrodu papierosów ojca, którym wszystko było przesiaknięte. U mojego faceta pierwszy rz poczułam pipielniczkę z czystych ciuchów, w domu tego nie czułam. Tu mogę coś ugotowac i miałam komu dać. Wzieliśmy kota - moje największe marzenie. On go kocha, jest dla niego czuły.

        Wyjasniłam trochę, co to wszytsko dla mnie znaczy? Miałam milion problemów, nie opisałam wszystkiego. W czasie bycia z nim (on mówi, że sama, ja czułam wsparcie) je posprzątałam. Zaczęłam żyć tak, jak marzyłam od dawna. Takie pierdoły jak niemieszkanie z ojcem, jak brak poczucia, że nie mogę się wyprowadzić, bo babcia, bezsilność wobec umierania i opieki nad umierającym, stosunki z ojcem, mozliwość kupienia czegoś do mieszkania, samodzielność, to były dla mnie spełnione marzenia.
        • nomina Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 21:47
          Tereso, a ja obstaję przy swoim, że generalnie są terminy, w których się nie zrywa, jeśli sytuacja nie wymaga tego natychmiast (np. w przypadku przemocy), dwa tygodnie różnicy nie robią, a zmarnowane święta to zmarnowane święta.

          Oczywiście, skoro Mela pisze teraz, że to był punkt terapeutyczny, to sprawa wygląda trochę inaczej.

          Melu, nie chcę się wymądrzać, ale piszesz o powtarzających się aktach przemocy w dzieciństwie, o traumach, które przerwały Ci sielskie dzieciństwo... Nie trzeba być DDA, żeby "mieć prawo" do reakcji pourazowych. Pomyśl, proszę, o konsultacji z terapeutą znającym się na zespołach potraumatycznych u dzieci. Być może Twoja depresja to jest efekt jakiegoś zespołu pourazowego - przyznam, że tak na szybko, bez znajomości dokładnej historii Twojej choroby - raczej Twoje objawy pasują mi do jakiejś formy BPD na tle pourazowym niż klasycznej depresji (a depresja wszak tam też jest jednym z objawów), być może to inne zaburzenie posttraumatyczne - ale to musi stwierdzić osoba doświadczona w pracy z dorosłymi po traumach dziecięcych. Pamiętaj, że psychika dziecka łamie się na różne sposoby, a najgorsze w tych reakcjach jest to, że w dorosłości zwykle ciężko się do nich dokopać.

          Nie obraź się, proszę, za te słowa, ale odgrzebanie prawdziwych przyczyn stanów lękowo-depresyjnych raz: pozwoli na lepszy efekt terapii (sama mówisz, że bez antydepresantów nie funkcjonujesz, a terapia depresji nie wyciągnęła Cię z dolegliwości, to znaczy, że depresja jest tylko objawem czegoś głębszego), dwa: będziesz wiedziała, co jest czynnikiem wyzwalającym Twój "rozpad psychiczny" i będziesz mogła ustawić sobie program wzmocnienia ukierunkowany na przepracowanie tych czynników.
          A, niestety, w Polsce diagnostyka dziecięcych zaburzeń potraumatycznych, w tym czy zwłaszcza u osób dorosłych, jest w powijakach, więc znalezienie psychiatry/terapeuty, który będzie umiał postawić diagnozę i ustawić terapię, jest bardzo trudne (jest takie stowarzyszenie Koniec Milczenia, www.koniecmilczenia.pl/, może tam popytaj? Wprawdzie oni są nastawieni głównie na wykorzystanie seksualne, ale mają też spore rozeznanie ogólnie w sytuacjach pourazowych, więc może będą mogli doradzić Ci specjalizującego się w tym terapeutę). Pamiętaj, że nieuzasadniony lęk osoby dorosłej jest najczęściej echem jakiegoś demona z przeszłości. I wydaje mi się, że to, co teraz przeżywasz, jest skutkiem, nie przyczyną.
          • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 09:39
            Ja się nie czepaim terminu. Od dawna coś sie psuło, ja widziałam przyczynę gdzie indziej. Skoro on doszedł do ściany, wyszedł na balkon i bał się, że skoczy, a nie jest osoba o takich sklonnościach, to znaczy, że to była jego granica. Nie wiem czy uwiera go w życiu coś poważnego (z jego podejściem do życia wielce prawdopodobne) czy ja. Przestał kochać, nie udało się, próbował się oszukiwać, robić mi przyjemności, żeby siebie oszukać, że jest ok. Coś w nim pękło. Ja go rozumiem, nie mam żalu, nie mam pretensji. Po prostu panicznie się boję tego, co dalej. A sama rozważałam to zerwanie nie raz, nawet dzień przed jego decyzją oglądałam inne mieszknaia. Bo coś było nie tak. Ja zawsze szukam winy w sobie, ewentualnie odpowiedzi. Chciałabym wiedzieć czy to były po prostu dwie osoby, które się nie dały dopasować, czy popełniłam jakieś błędy. Wiem, że w poprzednich relacjach było różnie, widzę to po latach.
            Przegadaliśmy kolejny dzień. Jest miło, chociaż łatwiej byłoby, gdyby się okazał skurwielem, trzasnął drzwiami. A on mi oferuje pomoc. Mało to z klasą, ale wyryczałam, że się boję samotności, pustego mieszkania, gadania tylko do kota. Powiedział, że może ze mną zostać, opiekować się. Ale wiem, że chce odejść. Zależy mu na mnie, ale skoro coś w środku mówi mu, że ejst tak źle, tak bardzo chce uciec, to ten głos się nie może mylić. A ja mam podobny, tylko miłe aspekty związku, niska samoocena, strach przed ponowaną samotnością mnie przy nim trzymały. Boli, że nie wyobraża sobie ze mną bycia do końca życia, ale ja też sobie nie wyobrażałam. Teraz widze tylko samotność, ale kilka dni temu też widziałam, że się wypaliło.
            Nie wiem czy chcę się odciąć, czy zaprzyjaźnić. Nie wyobrażam sobie, że stanie się cud i ktoś jeszcze się ze mną zwiąże. Trauma z dzieciństwa (nie meiszałabym przemocy, może bycie świadkiem rpzemocy głównie psychicznej, w dzieciństwie nie była skierowana we mnie) może powodować depresję czy problemy z samooceną. Nie zostałam wyrwana z ciepłego dzieciństwa śmiercią mamy. Małżeństwo moich rodziców było fikcją, ojciec już wtedy był związany z obecną partnerką. Kłócili się, mieli się rozwieść. Oboje często wyjeżdżali za granicę do pracy, czasem na pół roku. Miałam, co chciałam - wszystkie zabawki, zagraniczne rzeczy, których wtedy w sklepie nie było. Nie wiem czy teraz idealizuje moją mamę, ale zawsze uważałam, że była to wyjątkowo piekna, dobra, wspaniała kobieta, świetna matka. Może się to wydać głupie, ale ta historia przypomina mi księżną Dianę, mama była nawet podobna. Facet wolałby starszą i brzydszą, ale ona wychodzi za mąż, facet żeni się z ładną gówniarą. I zdradza ją całe życie...
            Jestem (na spokojnie) zwolenniczką teorii, że nie można wszystkiego zrzucać na rodziców, dzieciństwo. Teraz sama o sobie decyduję. Nie wiem czy to, co osiągnęłam to dużo. Innym to przychodzi tak po prostu. Kiedyś mi się wydawało, że mam najgorzej, potem większość moich znajomych dotknęły jakieś podobne wydarzenia. Czyjaś śmierć, niechciana ciąża, umierający długo członek rodziny. Ale od tego wsyztskiego nie miałam udanego związku? Od tego koleżanki miały chłopaków, a ja nie? Koleżankom się poświadczali, a mi nie? Zawsze byłam dla facetów poceszeniem po kimś ważnym, a nie ja byłam ważna. Z nim było inaczej, potrzebowałąm tego spokoju. Poczucia, że ktoś mnie kocha i można na niego liczyć. Z desperacji chciałam się wiązać ze starszymi, otyłymi panami z brodą, bo mnie adorowali. Miesiąc i się końćzyło, a ja rozpaczałam, tak miałam dość samotności. Więc jak się pojawił ktoś, kogo wymyśliłam: odpowiedzialny, zaradny, zabiegający o mnie, po długim związku, ale już po przerwie, nie wzdychający, bez żadnej skomplikowanej sytuacji, w moim wieku, to wydawało mi się, że to książę z bajki. Przetrwał moje najgorsze napady, wiedział o mnie wszytsko. A rozwaliło się, kiedy w zasadzie się dotarliśmy. Ja załatwiłam swoje sprawy, zamieszkaliśmy razem. Oboje wyobrażaliśmy sobie, że to będzie normalny dom, powroty do kogoś, wspólne wieczory. A on zaczął czuć, że wszytsko to jego obowiązek, że ma za dużo tych obowiązków. Że seks jest obowiązkiem, bo ja chcę, a jemu to nie sprawia przyjemności. Że sprzątanie. I mnim zdaniem nie chodzi o to, że mu kazałam odkurzać. Może o to jak kazałam. Może się za dużo czepiałam. Ale sądzę, że jak się gdzieś chce być, jest się z kochaną osobą, jest się szczęśliwym i w dodatku ma się taką cechę, że nie umie się zadowolic siebie, tylko chce zadowalać innych, to takie rzeczy wychodza naturalnie. Mieszkałam z ojcem, ten dom zaczął mi uwierać potwornie, chciałam uciec, ale się bałam. Ojciec miał pretensje, że się zamykam w pokoju, że się izoluję, że nie sprzatam, traktuję dom jak hotel, że jestem nierobem. A teraz tak robił mój facet. A ja zachrzaniałam ze ścierą i przy garach ze śpiewem na ustach, bo miałam coś swojego. Chciało mi się dla tego domu, dla niego. Więc rozumiem, że jego niechęć do bycia ze mną, do robienia czegoś w domu wynikała z niechęci do miejsca i sytuacji.
            Ciekawe, że zawsze tu słyszałam, że ejstem rozchwainą emocjonalnie histeryczką. Teraz właśnie jestem, a usłyszałam, że dużo osiągnęłam.
            • jul-kaa Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 10:22
              mela1 napisała:
              > Przetrwał mo
              > je najgorsze napady, wiedział o mnie wszytsko. A rozwaliło się, kiedy w zasadzi
              > e się dotarliśmy. Ja załatwiłam swoje sprawy, zamieszkaliśmy razem.

              Moim zdaniem to jest klucz. Wasz związek opierał się na terapii, na jego roli terapeuty i Twojej pacjentki. To nic złego, z perspektywy czasu może się okazać, że to było bardzo dobre. Stanęłaś na nogi, odważyłaś się na duże zmiany, na wielkie kroki. Ale życie z terapeutą nie wychodzi. Nie wiem, czy któreś z Was jest tu "winne": czy on, że tylko rola terapeuty mu odpowiadała, a partnera nie; czy Ty, że umiałaś być pacjentką, a jak skończyły się problemy, to już było gorzej. To nie ma znaczenia. Potraktuj ten związek jako potrzebny czy wręcz niezbędny etap, który dużo Ci dał.

              Im szybciej on się wyprowadzi (lub Ty), tym szybciej staniesz na nogi. Nie wiem, czy potrzebujesz całkowitego zerwania kontaktu, czy będziesz umiała w miarę szybko przejść na relacje przyjacielskie - to od Ciebie zależy, obserwuj siebie, zobacz, jak Ci idzie życie i jeśli nie będzie szło, urwij kontakt na jakiś czas, dla własnego dobra. Ale wyprowadzka jest IMO konieczna.
            • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 10:51
              mela1 napisała:

              > Ciekawe, że zawsze tu słyszałam, że ejstem rozchwainą emocjonalnie histeryczką.
              > Teraz właśnie jestem, a usłyszałam, że dużo osiągnęłam.

              Bo te dwie rzeczy się nie wykluczają mela. ;-) Świat nie jest czarno biały i można być rozchwianą emocjonalnie histeryczką oraz jednocześnie dawać sobie świetnie radę w życiu. Potraktuj to jako pozytywną wskazówkę. Wielu ludziom z jakimś tam psychologicznym problemem, czy niedopasowaniem, wydaje się, że muszą natychmiast stać kimś innym, całkowicie zmienić, przekręcić o 180°, bo inaczej nie mają szans na udane życie, ale to nie jest prawdą. Takie zmiany osiąga się bardzo wolno, czasem pozostaniemy już lekko szurnięci do końca życia, ale w międzyczasie osiągamy małe lub większe sukcesy typowe dla "normalnych" ludzi i jak najbardziej możemy się z nich cieszyć. Moim zdaniem jesteś histeryczna, ale to nie opisuje przecież wartości twojej osoby, tylko sposób myślenia i reagowania w pewnych sytuacjach. Nie ważne jednak jak myślimy i reagujemy, tylko czy osiągamy nasze cele. I jeżeli do osiągnięcia pewnych ważnych nam rzeczy histeryczny sposób jest niekorzystny, to go w tym miejscu zmieniamy, w innych sprawach ciągle możemy pozwalać sobie na odrobinę histerii, jeżeli jest częścią naszej osobowości. ;-)
            • nomina Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 20:54
              Mela, jedna rzecz: nie chodzi o zwalanie winy za swoje życie na rodziców. Są po prostu pewne sytuacje, które w dzieciństwie/młodości nie zostały przepracowane, i one rzutują na dorosłość. Nie twierdzę, że tak musi być u Ciebie, ale z tego, co piszesz - zwyczajnie bym to sprawdziła. A z drugiej strony... rodzice nawet często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo mogą dziecko skrzyw(dz)ić. Oczywiście, zrobisz, jak zechcesz, ale ja znowu jestem zwolenniczką dogrzebania się do najmroczniejszych spraw i przepracowania ich w miejsce łykania latami leków, które de facto nie leczą, tylko tłumią Ci percepcję pewnych spraw.
          • jul-kaa Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 19:42
            nomina napisał(a):
            > Nie obraź się, proszę, za te słowa, ale odgrzebanie prawdziwych przyczyn stanów
            > lękowo-depresyjnych raz: pozwoli na lepszy efekt terapii

            Niekoniecznie. Nie zawsze poszukiwanie przyczyn jest potrzebne czy wskazane. Są różne metody terapii i wcale nie jestem pewna, czy grzebanie w przeszłości i przepracowywanie jej jest najlepszą z nich (dla jednych pewnie jest, dla innych wręcz odwrotnie), w dodatku jest to metoda bardzo długa, dość bolesna i w moim odczuciu trudniejsza. Być może lepiej się skupić na radzeniu sobie z teraźniejszością (metody behawioralno-poznawcze).
            • nomina Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 23:00
              Julko, to wprawdzie dyskusja akademicka, ale uważam, że niegrzebanie w przeszłości sprawdzi się w dwóch przypadkach:
              - kiedy nie ma żadnej możliwości przepracowania czegoś, co rzutuje na teraźniejszość,
              - kiedy skupienie się na teraźniejszości nie zostanie zniwelowane przez nieprzepracowaną przeszłość. I nie mam pewności, ale wydaje mi się, że to nie wchodzi w grę przy "odciętych" traumach z dzieciństwa, kiedy dziecko nie dostało wsparcia, w zamian zdysocjowało/wyparło doznanie - i to przerażone dziecko ciągle tkwi w psychice dorosłego.

              Terapii opartej na tu i teraz nie zastosujesz skutecznie ani w PTSD, ani w DID, ani nawet w bordeline, jeśli "w praniu" wyjdzie przemoc w przeszłości czy jakieś inne formy urazów. Chyba w ogóle w żadnym zaburzeniu, które jest konsekwencją jakiejś traumy, zwłaszcza tej wypartej. Bo nawet jeśli osiągniesz efekt, będzie on łatwy do zniszczenia, jeśli znowu pojawi się czynnik uruchamiający mechanizm obronny psychiki.

              Natomiast zgadzam się z Tobą, że ta droga jest trudniejsza i bolesna.

              Inna rzecz, że ja w ogóle jestem zwolenniczką eklektyzmu. Problem musi zostać rozwiązany - i trzeba z każdej metody brać to, co najlepiej się przysłuży na danym etapie jego rozwiązywania.
              • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 23:33
                nomina napisał(a):

                I nie mam pewności, ale wydaje mi się, że to nie wchodzi
                > w grę przy "odciętych" traumach z dzieciństwa, kiedy dziecko nie dostało wsparc
                > ia, w zamian zdysocjowało/wyparło doznanie - i to przerażone dziecko ciągle tkw
                > i w psychice dorosłego.

                Trauma, wyparcie, to są pojęcia stosowane przede wszystkim w psychoanalizie, a ponieważ psychoanaliza odrzuca z założenia ewaluację można by dyskutować, na ile zajmowanie się tymi fenomenami ma w ogóle sens dla przebiegu skutecznej terapii. I nie jest do końca prawdą, że w Zespole stresu pourazowego konieczne jest wałkowanie przeszłości od Adama i Ewy. Poza tym akurat tu terapia behawioralno-poznawcza sprawdza się nawet bardzo dobrze. I nie za każdą osobowość bordeline odpowiedzialna jest też jakaś trauma. A co to jest DID?
                • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 23:45
                  wujek Google i ciocia Wikipedia mówią, że jest to zaburzenie dysocjacyjne tożsamości
                  pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_mnoga
                • nomina Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 00:27
                  Używam pojęcia trauma w znaczeniu patologicznie silnego urazu. Natomiast oprócz wyparcia mamy też "odcięcie" (dysocjację), czego nie wolno pomijać.

                  Akurat w PTSD nie wałkujemy od Adama i Ewy, tylko od urazu. Inna sprawa, że jak są traumy z głębokiej przeszłości, to trzeba sporo ten ogródek przekopać. Wiesz, ja uważam, że jak ma się trupa w szafie, to lepiej go usunąć, niż stosować środki maskujące zapach rozkładu...

                  BPD - oczywiście, masz rację, dlatego tak ważne jest różnicowanie. A tego nie dokonasz bez pogrzebania w przeszłości.

                  DID - tak, to dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, zwane kiedyś osobowością mnogą. I ze smutnych ciekawostek: ośrodki badawcze na całym świecie (choć większość w USA) i stowarzyszenia zajmujące się traumą i dysocjacją mówią, że DID obejmuje od 0,1% do ok. 1,5% populacji. A w Polsce opisano bodaj cztery przypadki. I nawet jeśli do paru jeszcze nie dotarłam - komentarz jest zbędny. W Polsce nie ma procedur diagnozowania szeroko rozumianych dziecięcych zespołów pourazowych, ani u dzieci, ani u dorosłych. Dlatego poprosiłam Melę o przemyślenie opcji konsultacji z kimś biegłym w BPD - na moje oko łańcuszek: trauma w dzieciństwie, przemoc, porzucenie (przenośne, ale fizyczne - śmierć najbliższej osoby, i dosłowne, psychiczne - odtrącenie przez drugiego rodzica) - silny lęk przed odrzuceniem i samotnością, poczucie pustki i braku celu - wchodzenie w intensywne (uzależniające?) związki emocjonalne
                  • jul-kaa Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 13:15
                    nomina napisał(a):
                    > Wies
                    > z, ja uważam, że jak ma się trupa w szafie, to lepiej go usunąć, niż stosować ś
                    > rodki maskujące zapach rozkładu...

                    Ha, no i właśnie terapia behawioralno-poznawcza skupia się na teraźniejszym(!) usuwaniu trupa z szafy, a nie na rozkmince, skąd ten trup się w szafie wziął, dlaczego akurat w naszej , czym zawiniliśmy, czym zawinili nasi rodzice, sąsiedzi, rodzeństwo, partnerzy, kto z nich zabił obecnego trupa, czym, jak i dlaczego.
                    Niektórym osobom i przy niektórych zaburzeniach potrzebna jest głęboka analiza, cofanie się w przeszłość, rozkładanie na czynniki pierwsze. Zgodziłyśmy się jednak, że to jest trudne, bolesne, że niewielu jest dobrych terapeutów, którzy nas cofniętych w przeszłość nie rozwalą do reszty. Porządna psychoanaliza trwa lata, nie da się przewidzieć jej końca (i w sumie skutków). A tu trzeba żyć, wstawać codziennie, chodzić do pracy, stykać się z ludźmi. Pierwsze lata(!) terapii analitycznej mogą nie przynosić wyraźnych rezultatów, mogą (mniej lub bardziej skutecznie) zniechęcać. A terapia b-p da szybsze rezultaty, da do ręki narzędzia pozwalające funkcjonować w teraźniejszości, pozwoli - jak już napisałam - wywalić trupa z szafy bez dumania, co to za trup i wdychania jego smrodu ;) A potem można i pewnie czasem warto zabrać się za analizę rodowodu truposza ;)
                    • tola_pola Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 14:56
                      Mnie się zdaje, że psychoanaliza tylko wtedy jest czegoś warta (czyli czegoś warte jest to wypruwanie sobie emocjonalnych flaków), kiedy wiąże się bardzo ściśle z teraźniejszością. Jeśli mam się zastanawiać, co złego zrobili mi mamusia z tatusiem, kiedy miałam rok i 3 miesiące - czego oczywiście nie mam szans pamiętać - i mam to sobie przypominać tylko po to, by się na nich jeszcze bardziej złości, to ja nie chcę. Ale gdyby okazało się, że zaczynam dostrzegać jakieś powiązania z moim obecnym życiem i, co więcej, wierzę, że psychoanaliza chroni mnie przed popełnieniem ponownie znanego mi błędu - a, to już inna historia. Bo czymś koszmarnym w życiu wydają mi się te wszystkie beznadziejne powtórzenia - wiem doskonale, czym skończy się przygoda z tym miłym panem, że znów będę płakała itd., ale i tak w to idę. Gdybym czasem potrafiła się zatrzymać, nie byłoby tak źle. A do tego pewnie muszę trochę więcej zobaczyć na swój temat, nie?
                      Tola
                      • nomina Re: Wyżalę się ostatni raz 17.12.12, 19:46
                        Jula, jasne. To może tak - najpierw wywalamy trupa, ale jak okaże się, że smród nie zniknął albo że znowu pojawia się trup, to trzeba przeprowadzić śledztwo po rodzinie ;).

                        Tola - dokładnie tak! Grzebanie w przeszłości po to, by zobaczyć, jaki ma wpływ na pewne negatywne a niezrozumiałe w bieżącym kontekście zachowania teraźniejsze.
        • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 23:19
          Ja Ci rad żadnych nie dam. Uważam ze te dziewczyn są dobre. Powiem Ci tylko ze jesteś bardzo, ale to bardzo dzielna. Poradziłaś sobie w życiu z tak trudnymi sprawami ze nie mogę wyjść z podziwu. Trzymam za Ciebie kciuki i przytulam.
          • ciociazlarada Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 08:48
            Zgadzam się ze Swierszczową. Wyprostowałaś wiele bardzo trudnych spraw, z którymi było Ci dane się zmierzyć. Szkoda, że przypisujesz poradzenie sobie w tak skomplikowanych i stresujących sytuacjach czynnikom zewnętrznym ("wsparcie" faceta), zamiast sobie i sile, którą ewidentnie w sobie masz.
        • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 10:25
          mela1 napisała:

          Powiedzi
          > ał, że może zostać, bo chce mojego szczęścia, nie może mnie tak zostawić. Wiem,
          > że to brzmi jak telenowela, ale było po długiej rozmowie wyjaśniającej. Nie wy
          > obrażam sobie, że go nie będzie, ale nie powiem, żeby został. Nie robię awantur
          > , a na mnie to sukces. Nie czuję złości, tylko lęk przed pustka. I brakiem kogo
          > ś, kto 4 lata był najbliższym.

          Teraz też nie chcę ci dowalić. Ale napiszę ci, że byłoby lepiej gdyby on sobie poszedł jak najszybciej i nie mieszkał z tobą, tylko dlatego, bo się o ciebie boi. Lepiej dla ciebie, bo jego obecność będzie ciągle rozdrapywać ranę i nigdy nie poczujesz się dobrze. A kiedyś on i tak odjedzie i będziesz przeżywać wszystko od nowa. Dlatego pisałam byś nie robiła numerów z alkoholem. Piszesz też, że nikt cię wcześniej nie chciał. Nie chciał, bo ty widoczenie za bardzo chciałaś. Jak poczujesz się samodzielną osobą, nie wiszącą ciągle na kimś, szukającą partnera, a nie opiekuna, osobą, która się sama lubi i docenia, kto nawet się nie obejrzysz, jak faceci zaczną się garnąć. A teraz się nie gniewaj, bo to może być brutalne, ale ja się temu facetowi nie dzwię, że od ciebie ucieka. Ty wymagasz od niego zbyt wiele. Chciałabyś bowiem, by spełniał rolę wszystkich tych, którzy cię w życiu rozczarowali, albo tym, że za wcześnie odeszli, jak matka, albo zwalili na ciebie swoje obowiązki, jak ojciec. I jeszcze terapeutą też musiał być. Wybacz, ale tak się nie da. W sumie on spisał się dzielnie i pomógł wyjść z najgorszego bagna, ale dalej musisz pomóc sobie już sama. Twoja sytuacja jest teraz całkiem dobra, zacznij ją tylko w ten sposób dostrzegać. Teraz jest czas na nową melę, patrz w przód i nie oglądaj się wstecz.
          • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 11:48
            On wbrew pozorom też ma problemy ze sobą. Tylko jego pierwszy problem to to, że nie mówi. Ma tak wdrukowane poczucie obowiązku, że to najważniejsze na świecie, że musi się opiekować: rodzicami, siostrą, że jest odpowiedzialny za pracowników. Nie potrafi powiedzieć, czego chce. Chce mojego dobra. Cieszyło go, to, że mnie cieszyło. Nie umie powiedzieć, co mu się podoba. Nie umie okreslić swoich potrzeb. Jemu nie musi być dobrze, musi być znośnie.
            Więc nie sądzę, żeby opieka nade mną go rpzytłoczyła w momencie, kiedy żadnej opieki nie potrzebowałam. Myślę, że tłumienie swoich potrzeb się tak kończy. Mówił, że miał takie ataki paniki i wybuchy złości zanim mnie poznał. On jest na zewnątrz opanowany, sprawia wrażenie egoisty, a tak naprawdę myśli tylko o innych. A wszystko, co w domu zaczął odczuwac jako obowiązek i poczuł natłok tych obowiązków, a nie moich problemów, histerii, bo nie miał tego od dłuższego czasu.
            Jak opisał mi swój stan, to ja bym to nazwała depresją. Też doszłam kiedyś do ściany, przeraziłam się siebie i wtedy przemogłam się do wizyty u lekarza. Bo zwykłe źle się ustabilizowało, ale jak nie poznajesz sama siebie, to zaczynasz się bać.

            Jakbym usłyszała taką historię i nie znała ludzi, to bym powiedziała, że boi się związku. Poprzedni 6 lat. Nuda, współlokatorstwo, obojgu to nie rpzeszkadzało. Ona postawiła ultimatum: ślub albo koniec. Wybrał koniec.

            Teraz jedenk kolega dziecko, drugi się oświadczył. On miał się nie deklarować zanim razem nie zamieszkamy. Zamieszkaliśmy, uznał, że teraz pierścionek. Szukał już nawet, co kupić. I nagle atak paniki, że on nie może tak do końca życia, że nie chce żyć w Polsce. A ja kiedyś powiedziałam, że nie chcę wyjeżdżać (zresztą jego rozmowę o wyjeździe zrozumiałam jako jego plan nieuwzględniający mnie). Ma swoje różne ... nie znam słowa. Przejmuje się polityką, boli go, że jest korupcja i takie tam. Dla niego to problem, który będzie rpzeżywał bardziej niz osobisty. To jest totalny samotnik, informatyk, który jako dziecko nie miał nawet kolegów, nie rozmawiał z rodzicami. Został tak wychowany, że jest odpowiedzialny. Od 19 roku życia radzi sobie sam. Jadł zupki chińskie, bo nie miał na jedzenie, a rodzicom nawet nie powiedział. On uważa, że ma sobie radzić sam, ma wszystkim pomóc, bo on jest silny. Teraz mi powiedział, że jak mnie poznał, to mu się spodobałam, byłam inna od poprzedniej, był dumny, że taka laska się z nim spotyka, ale też chciał mi pomóc. Że bardzo chciał ze mną zamieszkać, ale też chciał, żebym się wyprowadziła od ojca, bo mieszkanie z nim było złe. To nie ja go obarczałam, on się obarczał. Martwił się o moja pracę, teraz się uspokoił, bo mam stabilną, nie ryczę przez nią, jest ok. MArtwił się o moje problemy domowe - rozwiązałam, z ojcem na odległość jest całkiem inna relacja, odżyłam.

            Nie chcę, żeby spełniał rolę tych, którzy mnie rozczarowali. Nie chcę się podpierać autorytetem znajomych, ale jak komuś opowiadałam o tej relacji, to wszyscy się dziwili, że to współlokatorstwo. Ja od faceta wymagałam bycia moim facetem, zaangażowania.. Rozmowy. Ile razy pytałam, czego on chce. A on mówił, że tego, co ja. Bo on nie wie, nie potrzebuje. Dopytywałam, zgadywałam, dlatego tak chciałam mu kupować trafione prezenty, za co zostałam wyśmiana. Żeby raz było coś dla niego.

            Pewnie za dużo na niego zwaliłam. Cóż, z osobą, która nie zwalała i nic od niego nie cchiała, nie miała nic przeciwko jego siedzeniu przed komputerem całymi dniami też nie chciał.

            Mój problem: samoocena na poziomie podłogi. Wypracowana przez lata. Każda porażka to dla mnie koniec świata. Jak sie z niej pozbieram, to pewnie czyjś sukces. Jak ktoś mi okaże zainterewowanie, to do niego lecę, bo czuję się dowartościowana. Rozum mi zawsze mówi, że to nie to, ale nie słucham. Tu było chyba abrdziej rozumowo, a serce mówiło, że nie. Ale potem było tak miło, ktoś o mnie dbał, zabiegał, endorfiny i wyparłam inne rzeczy.
          • helenka333 Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 12:02
            Pierwszalitera ma rację, lepiej żeby to skończyć definitywnie teraz, jego przebywanie w Twoim życiu będzie tylko przedłużaniem bólu. Wszystkie dziewczyny mają rację, i myślę, że to wszystko co tu przeczytałaś sama dobrze wiesz, tylko musisz w sobie znaleźć siłę żeby to przejść godnie, że tak patetycznie napiszę. A siłę na pewno w sobie masz bo nie raz już to sobie udowodniłaś. Ja przytulam i myślę ciepło.
            • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 09:33
              Wiem, że moment wyprowadzki, to będzie kolejny ból. Że lepiej teraz niż się pozbierać i rozpaść. Wczoraj powiedział, że do końca roku chce się wynieść. Wiem, że lepiej byłoby się odciąć całkiem, ale w tej chwili ratuje mnie myśl, że mnie odwiedzi. Deklaruje pomoc, że zawsze mogę zadzwonić. On to robi elegancko, a to chyba bardziej boli. Mówi, że tak rozpaczam, bo to nie ja podjęłam decyzję, a jeszcze max pół roku i ja bym uciekła. Gdyby zachował się jak dupek, mogłabym się wściec i zebrać z tej złości, na zasadzie, że teraz mi lepiej, bo pozbyłam się dupka i wszytskim udwodnię, że potrafię. A jak ktoś mówi rzeczy, z których wynika autentyczna troska, chce mi wszystko zostawić, zająć się przed wyprowadzką technicznymi rzeczami, jak teraz spędza ze mną czas, rozmawia, to ja widze tylko to, co było dobre. Nie pamiętam teraz nic złego, widzę fajnego faceta.
              Dlaczego rozmawia i jest miły? Powiedział, że odeszło mu to wsyztsko, panika, stres, jest smutny, ale spokojny. Musiał coś zrobić, zrobił i trzyma się tej decyzji,najwyraźniej mu z tym dobrze. A ja się rozpadłam. Zabronił mi tak mówic, wiem, ze to przemawiała histeria, ale dla mnie to tak, jak usłyszeć, że byłam kulą u nogi, wpędziłam go w taki stan, a uwonienie się ode mnie dało mu spokój.
              • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 10:49
                mela1 napisała:

                Gdyby zachował się jak dupek, mogłabym
                > się wściec i zebrać z tej złości, na zasadzie, że teraz mi lepiej, bo pozbyłam
                > się dupka i wszytskim udwodnię, że potrafię. A jak ktoś mówi rzeczy, z których
                > wynika autentyczna troska, chce mi wszystko zostawić, zająć się przed wyprowadz
                > ką technicznymi rzeczami, jak teraz spędza ze mną czas, rozmawia, to ja widze t
                > ylko to, co było dobre. Nie pamiętam teraz nic złego, widzę fajnego faceta.
                > Dlaczego rozmawia i jest miły?

                Rozumiem, że czarno-biała perspektywa byłaby dla ciebie łatwiejsza do zniesienia, ale moim zdaniem to też tylko iluzja i do tego niebezpieczna. Mnie osobiście wcale nie podnosiłoby samooceny wyobrażenie, że wybrałam dupka i spędziłam z nim całe 4 lata. To już chyba lepiej mieć świadomość, że mam szczęście do wartościowych mężczyzn, ale przecież z nie każdym muszę być kompatybilna. Mnie raz zdarzył się toksyczny facet i z perspektywy czasu wspominam ten epizod raczej nieprzyjemnie, jestem zła na siebie, że nie zorientowłam się wcześniej, co to za jeden. Lepiej przecież spędzić 4 lata z dobrym facetem, niż z dupkiem, prawda? Nie potrafię pojąć dlaczego życzysz sobie najgorszego i chcesz utrwalać się w pozycji wiecznej ofiary. Czasem ludzie rozstają nie dlatego, bo stała się wielka tragedia i ktoś kogoś zniszczył, tylko dlatego, że do siebie nie pasują i chcą szukać kogoś bardziej pasującego. Zacznij patrzeć też odrobinę realistycznie. Należy odróżniać bowiem grzecznościową troskę od miłości. On jest miły, bo jaki niby ma teraz być, jak robisz z siebie postrzelonego zajączka? Ma sobie przez te ostatnie dni robić w domu piekło i walczyć z wyrzutami sumienia? Zdaje się, że właśnie to często praktykowałaś w waszym związku, pokazywałaś mu bezwiednie jak bardzo cię krzywdzi, bo się nie stara. On chce teraz odejść, więc cię nie kocha, może ma tego dosyć, nie widzi z tobą przyszłości, nieważne, to teraz nie twoja sprawa i nie czuj się za jego niespełnione potrzeby odpowiedzialna. Przestań go znowu uszczęśliwiać na siłę według własnych wyobrażeń o perfekcyjnym związku, bo tu masz deficyty. Prawdopodobnie bardzo szybko musiałaś stać się emocjonalnie dorosła i moim zdaniem stosujesz w relacjach międzyludzkich nieco infantylne automatyzmy. Jesteś ciągle trochę tym dzieckiem, które zmuszone było odgadywać myśli i potrzeby dorosłych, dlatego wypracowałaś sobie i stosujesz nieco naiwną strategię, że to co byłoby dla ciebie dobre, musi być dobre też dla innych. A twój chłopak nie dawał ci wyraźnego feedbacku, tylko się migał przed bezpośrednią rozmową, więc nie mogłaś nauczyć, że dorośli są różni, mają różne potrzeby i mogą być na różny sposób szczęśliwi. On ciągle jest do ciebie przywiązany, czuje się też w jakiś sposób zobowiązany, w końcu długo grał rolę tatusia, ale to za mało, by z kimś być. I nie byłaś kulą u nogi, tylko nie jesteś pasującą dla niego partnerką, on do ciebie zresztą też nie pasował, przecież nie dawał ci najważniejszej rzeczy, czyli czułości, więc po co sobie samej dowalasz? Zupełnie niepotrzebnie. Ludzie się ze sobą schodzą, czasem mylą i znowu rozstają, tak bywa, ale to nie świadczy o tym, że są nic warci.
                • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 12:26
                  Będzie ten konieć świata, bo się kolejny raz z Tobą zgadzam.

                  Wcale nie chcę awantur, po prostu byłoby łatwiej. On jest taki, bo taki jest, ma to poczucie obowiązku i potrzebę opiekowania się ponad wszystko. Trochę nie widzi tego, że to jeden z powodów jego wybuchu. Za wszytsko czuje sie odpowiedzialny, za uszczęśliwianie innych, więc wszytsko traktuje jako obowiązek. A że z okazywaniem emocji u niego słabo, to robi coś, co uważa za dobre, żeby pomóc, a nie to, czego ktoś naprawdę by chciał.

                  Te rozmowy mi dużo dają. Rozwalają mnie, ale on mnie zna, duzo mi o mnie samej powiedział. Widzę swoje błedy, zobaczyłam teraz jaka jestem. To, co mówie nie do końca jest tym, co robię. Mówię to, co chciałabym myśleć. Mówię: chcę twojego dobra, a tak naprawdę chcę swojego, a ktoś powinien być szczęśliwy na moich warunkach.

                  Przypominam sobie, że między nami są takie różnice, że pewnie by nie wyszło nijak. On mówi, że byłam lepsza w związkach, w tym całym mieszkaniu razem niż on, że niby on miał doświadczenie, a czuł, że ja go uczyłam. Ale wiem, jakie błedy popełniałam wcześniej, z nim. Czuję się jakbym znowu była w tym miejscu, 4 lata temu. On na mnie krzyczy, że nie ejstem, że dorosłam, ale mi się uruchomiły wsyztskie tamte uczucia, z lat samotności. Nie chcę tego przerabiać znowu. Myślałam, że już się czegoś nauczyłam, a jeden cios i wsyztsko wraca. Powiedział, że już to moje użalanie się słyszał, że nie zmieniłam ani słowa, powtarzam w każdej takiej sytuacji jakąś mantrę. Tylko co mam zrobić, żeby to zmienić?

                  Ja jestem (na spokojnie) niezła w autorefleksji, ale nie wychodze w niej poza zauważenie, co robię. Mogę znaleźć mechanizm, nie umiem tego poprawić. Szkolenia, książki, techniki. Czytam, podoba mi się, nie stosuję.

                  Piszesz, że niekompatybilność, że nie musi to być niczyja wina. Ja się z tym "na trzeźwo" zgadzam. Ale znowu winię zawsze siebie.

                  Nie wiem czy to, co czuję teraz ma w ogóle jakiś sens, bo pewnie myślę i gadam głupoty, chodzi mi o to jak przeżyć tą żałobę, nawet z totalnym użalaniem się, ale nie przenieść tego użalania dalej. Nie mam siły się zebrac, bo wiem, że jego wyprowadzka mnie rozwali od nowa. Mam przebłyski planu co dalej. Za chwilę wydają mi się nierealne. Ale zauważyłam, że mnie boli brak związku i wygód z nim związanyc - może wredne, egoistyczne. Boli to, że będę sama w mieszkaniu i w życiu. Boli, że nie będę miała z kim spędzać czasu. Boli brak miłości. Świadomośc braku przytulenia, rozmowy, bliskiej osoby. Przedmioty przypominające go. Ale patrzę na niego i nie czuję pociągu, nie czuję, że mi się podoba, że to jego chcę. Łatwiej mi z nim teraz rozmawiać, bo jego dążenia sprzeczne z moimi są teraz jego dążeniami, a nie psuciem moich. Jako osobne poglądy i plany je akceptuję.
                  • besame.mucho Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 13:58
                    > Boli to, że będę sama w mieszkaniu i w ży
                    > ciu. Boli, że nie będę miała z kim spędzać czasu. Boli brak miłości. Świadomośc
                    > braku przytulenia, rozmowy, bliskiej osoby. Przedmioty przypominające go. Ale
                    > patrzę na niego i nie czuję pociągu, nie czuję, że mi się podoba, że to jego ch
                    > cę.

                    Dziewczyny wyżej radziły, żebyś poszukała współlokatorki - może rzeczywiście się nad tym zastanów? Może będzie fajną osobą, poznasz przez nią nowych ludzi, trochę się rozerwiesz i nie będziesz siedziała w domu i myślała o tym że ten dom jest pusty. Współlokatora płci męskiej odradzam, bo jeśli - jak sama piszesz - nie chodzi Ci nawet konkretnie o tego faceta tylko o bycie w związku, to może się skończyć tak, że od razu się emocjonalnie rzucisz w innego faceta, a że od razu byście razem mieszkali, to może się skończyć tak, że jeśli pan będzie kompletnie nie dla Ciebie, to będzie wielki mieszkaniowy kwas.

                    I odpuść sobie myślenie o byciu kulą u nogi. Kulą u nogi zazwyczaj nie jest drugi człowiek (zwłaszcza jeśli wcześniej chciało się z nim być kilka lat) tylko sytuacja, w której się nie wytrzymuje. Też miałam takich facetów, że po rozstaniu czułam nagle jakby mi zdjęli z pleców wór z kamieniami. Tyle że nie chodziło o samych facetów, a o to, że moją decyzję o zerwaniu poprzedzało kilka miesięcy obojętności/kłótni/zmęczenia/irytacji. I to nagłe pozbycie się tych uczuć i oczyszczenie atmosfery powodowało wrażenie, że nagle mogę oddychać. Facetów za kule u nogi nie uważam, tylko za fajnych gości, z którymi mi było w życiu nie po drodze. Oddech zyskiwałam dzięki świadomości, że COŚ zrobiłam żeby zmienić moją sytuację, bo poprzedzające decyzję miesiące były w stylu "wczoraj było beznadziejnie, dziś jest beznadziejnie i jutro też tak będzie".

                    Oboje na tym związku zyskaliście - Ty sobie poradziłaś z różnymi demonami z przeszłości, facet się zorientował jak wygląda życie w dorosłym związku. Doszliście do ściany przy której okazało, że już nic poza wzajemnymi pretensjami o niedopasowanie nie możecie sobie dać. Trzeba się cieszyć z tego co razem zyskaliście i z ciepłymi wspomnieniami ruszyć do przodu, a nie pogrążać się w "a mogłam zrobić inaczej". Okej, mogłaś, ale czy naprawdę przemawia do Ciebie idea związku, w którym musiałabyś całkowicie zmienić się dla drugiej osoby (nie mówię o drobnych kompromisach, ale o całkowitej zmianie, bo z Twoich różnych wątków wynikało, że jesteście naprawdę zupełnie inni)? Nie lepiej zamknąć tę szufladkę z myślami, że było miło i że spędziłaś 4 lata z wartościowym fajnym facetem, a w życie ruszyć z kimś, z kim będzie Ci bardziej po drodze?

                    I jeszcze jedna rzecz - z Twoich postów wynika, że Ty tak naprawdę nie za bardzo miałaś w życiu okazję dowiedzieć się czego chcesz. Byłaś mediatorem, ofiarą, czyjąś dziewczyną, itd - a nie miałaś momentu, w którym mogłaś lepiej poznać siebie. Rozumiem, u mnie w domu też były kłótnie, była w dzieciństwie opieka nad ciężko chorą osobą, po śmierci rodziców też była depresja, szukanie sobie oparcia w facetach, itd. Aż zamieszkałam sama i miałam czas żeby samodzielnie się zmierzyć z przeszłością i żeby odpowiedzieć sobie wreszcie na to czego JA chcę, a nie co muszę zrobić, żeby życie z innymi było okej. W tej chwili jeśli wejdę w jakiś związek to nie po to, żeby mieć pocieszenie i oparcie i nie po to, żeby potwierdzić własną wartość, bo jedno i drugie już sobie znalazłam w środku. Czego i Tobie bardzo życzę, daj sobie chwilę na znalezienie spokoju i siły w samej sobie, a nie na szukanie podpory w innym człowieku :).
                    • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 14:56
                      Dziękuję Ci bardzo. Już kolejny raz myślę sobie, że cchiałabym się z Toba zaprzyjaźnić. Dziękuję szczególnie za ostatni akapit. Resztę tak naprawdę wiem, tylko łzy i histeria mi zalewają oczy. Wiesz, ja całe życie miaąłm marzenie i zapomniałam o nim. Chciałam mieszkać sama. Uważałam, żę zanim zamieszkam z kimś, powinnam sama. Nie udało się, bo wcześniej nie miałam jak, a jak do tego dojrzałam, to wiedziałam też, że musimy spróbować razem. Poprosiłam go tylko, żebym miała pierwszy miesiąc dla siebie - on składa swoje rzeczy, ale ja meiszkam sama. Ja nawet żałowałam, że się wprowadza. Tzn. chciałam, ale tak było dobrze samej.
                      Oczywiście mieszkać sama, a także być sama, to co innego. Cieszyłam się z wolności, ale miałam też jego. Ale może to marzenie też wymaga spełnienia.

                      Współlokatorka nie. Ja się totalnie nie dogaduję nawet ze znajomymi, nawet na wakacjach, jak pod jednym dachem. Z nim sama nie wiem, jak wyszło, że w zasadzie wyszło. No, gdyby nie to, że nie wyszło, ale nie było awantur o mieskznaie razem, nie chciałam, żeby zniknął z mojej przestrzeni, nie byłam jego osobą zmęczona. Czułam się naturalnie. Problemy były, moim zdaniem wynikały właśnie z tego mieskzania, ale w końcu uwierzyłam mojej ex terapeutce, że jak się związek nie rozwija, to się cofa i 3 lata randek to nie rokuje. W ogóle wkurzała mnie ta baba, kazała mi coś robić, a ja nie byłam gotowa. Do niedawna myślałam, że pomimo, że uciekłam z tej terapii i nie od razu, tylko w 3 lata zrealizowałam to, co mi kazała: mam mieć prace, która pozwoli mi się utrzymać, mam się wyprowadzić z domu, mam zamieszkać z facetem i/lub rozstać się z nim, bo nie spełnia moich potrzeb. Nie mogłam tego słuchać, więc się z nią rozstałam i wyszło na jej...

                      Zazdroszczę ci racjonalnego myślenia i poczucia własnej wartości. Ja tego nie mam. Nie wierzę w możliwość, że jeszcze się stanie taki cud, że znajdzie się kolejny, który mnie pokocha i może jeszcze będzie do mnie pasował. Szóstka w totolotka. A na szukanie i próby nie mam siły. W ogóle na pewno nie teraz, ale wiem, że samotność mnie unieszczęśliwia i odbiera możliwość robienia rzeczy które lubię. Mogę iśc sama do kina czy restauracji, mogę z koleżanką, ale to dla mnie nie ten rodzaj radości. On może się cieszyć z rozstania, bo jego plany, rzeczy, które lubi może robić sam. Te ze mną były przyjemne, ale nie były jakieś wyjątkowe. A moje ulubione aktywności są ulubione przez bliskość drugiej osoby, możliwość dzielenia się emocjami. No nic nie poradzę: wspaniały koncert samej czy z koleżanką to super zabawa, ale bez przytulenia się rpzy romantycznej piosence. Dlatego właśnie muszę ochnąc bilety, które nam kupiłam, bo nie zniosę romantycznych piosenek. Nie wiem czy ja dobrze tłumaczę moją potrzebę związku, po prostu inaczej odbieram rzeczy z kimś, inaczej sama.
                      • kapyl Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 15:13
                        Oj dziewczyno, dziewczyno...
                        Przyjdź dziś do mnie na wino nocą, mówię Ci...
                      • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 16:42
                        mela1 napisała:

                        Ja tego nie m
                        > am. Nie wierzę w możliwość, że jeszcze się stanie taki cud, że znajdzie się kol
                        > ejny, który mnie pokocha i może jeszcze będzie do mnie pasował. Szóstka w totol
                        > otka. A na szukanie i próby nie mam siły.

                        Ojej, nie zauważasz w tym wszystkim autodestrukcji? Cud, szóstka w totolotka, nikt mnie nie pokocha. Ech... Z takim nastawieniem pewnie nie. To się nazywa bowiem samosprawdzająca się przepowiednia i chociaż wiele ludzi w coś takiego nie wierzy, jest to niestety naukowym faktem. Nasze podejście do nas nas samych, słowa, określenia, których w stosunku do siebie używamy, mają ogromy wpływ na nasze samopoczucie i działanie. Czasem mam wrażenie, że ty chcesz czuć się źle i nic nie warta. Bo skoro masz zdolność do samoreflekcji, powinnaś wiedzieć, że taka postawa ci szkodzi. Zacznij dostrzegać w sobie dobre rzeczy, talenty, siłę. Każdy człowiek coś takiego ma i na upartego nawet z wady można zrobić zaletę, tylko trzeba spróbować. Spróbuj każdego dnia zauważyć w sobie coś ładnego i/albo pozytywnego, niechby to była tylko drobnostka, ale koniecznie codziennie. I ciesz się z tego, nie dopatruj drugiego dna i nie szukaj argumentów umniejszających te sukcesy. Zanim rzucisz się bowiem w poszukiwanie kolejnego zbawiciela wyciągającego cię z dołka, musisz najpierw zacząć lubić, albo jeszcze lepiej kochać siebie. Nie wiem kto ci wmówił, że nie jesteś warta miłości, ale temu komuś należałoby się mocne lanie. To byli pewnie jacyś wredni ludzie, którzy własne życiowe niezadowolenie wyżywali na dziecku, wymagając od niego wszystkiego tego, na co sami byli za leniwi i/albo za słabi. Nie bądź głupia, nie pozwól im teraz wygrać.
                        • maggianna Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 17:00
                          Zgadzam sie w pelni z radami Pierwszelitery i z tym co napisala besame - Mela najpierw musisz polubic sama siebie i bycie sama ze soba zeby byc z kims innym. Najpierw zakochaj sie w sobie zanim zakochasz sie w kims innym. Nie zakladaj ze bycie z kims rozwiaze Twoje wszystkie problemy i nagle mieszkanie bedzie fajniejsze, wakacje ciekawsze a koncert czy film bardziej interesujacy.
                          Znajdz zajacia inne niz czekanie na powrot mezczyzny do domu, zajmuj sie domem dla siebie i dlatego ze lubisz porzadek w swoim mieszkaniu i lubisz zjesc cos dobrego a nie zeby uszczesliwiac faceta.
                          Idz z kolezanka do kina i skup sie na tresci filmu zamiast myslec ze ten film nie jest taki jaki sobie wymarzylas bo ogladasz go z kolezanka a nie z facetem.
                          Duzo przeszlas i poradzilas sobie ale mam wrazenie ze zamiast zyc dla siebie i cieszyc sie tym zyciem i tym co osiagnelas, myslisz tylko o tym jak zyc kogos, tak jabys bez partnera nie byla nic warta.

                          Polecam tez jakas intensywne zajecia ruchowe zeby sie zmeczyc fizycznie ale i zeby nabrac pozytywnej energii - zumba, samba moze taniec brzucha. Sa zajecia taneczne tylko dla kobiet np salsa ladies.
                          • felisdomestica Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 17:23
                            maggianna napisała

                            > Mela najpierw musisz polubic sama siebie i bycie sama ze soba zeby byc z kims innym.
                            > Najpierw zakochaj sie w sobie zanim zakochasz sie w kims innym.

                            Kurcze, ale mnie się wydaje, ze Mela jest w sobie bardzo zakochana. Jest typem bardzo uczuciowej egocentryczki. To zresztą poiwedział jej jej facet.
                            Melu, współczuję ci, bo z tym bardzo ciężko się żyje.
                            • maggianna Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 17:40
                              A ja mam wrazenie ze to nie jest milosc do siebie tylko do siebie w zwiazku, do wyobrazenia i dazenia do idealnego zwiazku i spelniania sie w tych wyobrazeniach - prezentach, wakacjach, spedzaniu czasu razem i wspolnym mieszkaniu.
                              • kis-moho Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 18:50
                                > A ja mam wrazenie ze to nie jest milosc do siebie tylko do siebie w zwiazku, do
                                > wyobrazenia i dazenia do idealnego zwiazku i spelniania sie w tych wyobrazenia
                                > ch - prezentach, wakacjach, spedzaniu czasu razem i wspolnym mieszkaniu.

                                No właśnie, "idealnego". Myślę, że Mela z czasem zastanowić, czego od związku oczekuje - fajerwerków, prezentów i wspólnych wakacji, czy szarej, ale ciepłej codzienności. Nie, żeby jedno drugie wykluczało, ale proporcje wychodzą zwykle na korzyść tego drugiego i to przede wszystkim dobrze jest dbać, wtedy nawet tymczasowe braki w fajerwerkach są spokojnie do przeczekania.
                                • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 19:16
                                  Oczekuję wszystkiego. Wiem, że w postach na forum trudno przekazać całkoształt związku. Prawda, że 3 lata spędziliśmy na randkach. Po jakimś czasie zaczęłam mieć ochotę na codzienność. Robiliśmy sobie namiastkę domu w jego mieskznaiu, wspólny weekend, telewizja, gotowanie, zakupy. Dla mnie to też były fajerwerki. Jak zamieszkaliśmy razem to częstotliwośc wychodzenia się zmniejszyła. Ale nawet on przyznał, że inacze to sobie wyobrażał, liczył na bycie razem, a nie zamknięty w swoim pokoju. Ale coś mu nie pasowało i się zamykał.
                                  Przeciez ludzie mają to wsyztsko. Tydzien fajnych wakacji raz w roku. Czasem kwiatki, czasem wyjście do kina. Ja się cieszyłam tym związkiem, jak się cieszę, to mam energię, chce mi sie np. pójść na koncert. Nie jesteśmy imprezowi, nie spotykaliśmy się ze znajomymi (bardzo rzadko), ale czasem razem, czasem każde osobno. Czasem obiadek u rodziców, czasem zakupy. Można sobie okazać ciepło nawet w codzienności, w zabiegany dzień spędzić pół godziny razem, a nie całe dnie osobno, ze mną szukająca kontaktu. Ja też czasem musze popracować, czasem poleżeć w wannie czy przed telewizorem, czasem się zajmę domem, czasem zakupami sama. No zwyczajnością.
                                  Jest różnica czy po powrocie do domu ktoś pyta jak minał dzień, daje buziaka, czy wchodzi, rzuca cześć, łapie w rękę kielbase i zamyka się w pokoju. Tak, ja też czasem wpadam, biorę ciuchy i idę na pilates. Rozumiem, że ktoś ma zły dzień i chce się schować albo musi pracować. Chodzi mi o to, jak jest zwykle. Czy standardem jest to, że ja prosze o wspólny czas, a on zamyka za sobą drzwi, czy to, że wolną chwilę wieczorem spędzamy razem.
                                  Nie będę szczęśliwa z kimś, kto codziennie chce wychodzić, balowac w weekend, jak mó kolega potrafi jednego dnia zaliczyć wyjazd na działkę, basen, imprezę i coś jeszcze. Ja zwykle jeden dzień muszę odpocząć w domu. Ale nie będę szczęśliwa z kims, kto nigdy nie będzie chciał wyjść do kina, miec powod, żeby się odstawić, a nie tylko oglądać się w dresie w domu. Jest mi bardziej miło, jak bedąc na zakupach pomyśli o czyms, co ja lubię albo zauwazy, że skończyło mi się mleko do kawy niż jak będę dostawac wielkie bukiety przez kuriera. Ja o drugiej osobie myślę. Pojdę na zakupy, zobaczę coś ładnego i mu kupię. Ugotuje coś, co lubi. Nie siedze codziennie rpzy garach, gotuję jak mam ochotę, zwykle raz w tygodniu. Mi się wydaje, że mam normalne potrzeby. Tzn. pewnie każde sa normalne dla własciciela. Raz trzeba sprzątać pół dnia, żeby nie zarosnąc, raz olać brudne naczynia i zjeść na mieście. Raz iść do ładnej restauracji, raz na hamburgera. Wiele fajnych rzeczy mieliśmy.

                                  On sam przyznał, że chciał podobnych rzeczy, tylko coś się w nim stało i uciekał. A miłę gesty miały jego samego przekonać, że jest ok. Te prezenty, które mi ostatnio kupował to było zagłuszanie sumienia. Żebym ja się ucieszyła, on mógł się ucieszyć moim zadowoleniem i poudawać, że się ułoży. Jeśli miałoby się ułożyć, wolałabym rozmowę. Ale miał rację, gdybym usłyszała to, co mi powiedział przy okazji zerwania bez elementu, że odchodzi, pewnie byłaby awantura albo ja bym uciekła. Boli jak ktoś mówi, że mu tak źle, że sie boi, że zrobi krzywdę mnie albo sobie.
                            • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 18:31
                              Nie jestem w sobie zakochana. Można być w sobie zakochanym i w siebie nie wierzyć? Zakochani w sobie nie myślą, że zawsze będą sami.
                              • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 21:47
                                mela1 napisała:

                                > Nie jestem w sobie zakochana. Można być w sobie zakochanym i w siebie nie wierz
                                > yć? Zakochani w sobie nie myślą, że zawsze będą sami.

                                Świat egocentryków kręci się tylko i wyłączenie wokoło nich. Nie muszę być w sobie zakochani. Mogą być też przekonani o swoim wyjątkowym nieszczęściu i w submisyjno (uległo)- agresywny sposób ciągle o tym przypominać oraz domagać się zainteresowania.
                                • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 22:29
                                  Ale ja nie napisałam, że nie jestem egocentryczna, tylko, że nie jestem w sobie zakochana. Teraz wymuszam zainteresowanie na kocie, ale on to najwyraźniej lubi albo to on wymusza na mnie. Chyba mamy podobne charaktery: daj mi jeść, przytulaj, głaszcz, baw się ze mną, a co robisz, a zainteresuj się mną, ewentualnie czasowo: daj mi spać i puść, teraz się nie głaszcze:) Jak chcę spać, to mnie nie dotykaj i nie przytulaj, jak się obudzę to wstawaj i dawaj porcję głaskania aż mi się znudzi ugryzę i wtedy daj mi jeść.
                                  • mniickhiateal Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 06:53
                                    mela1 napisała:

                                    > Ale ja nie napisałam, że nie jestem egocentryczna, tylko, że nie jestem w sobie
                                    > zakochana. Teraz wymuszam zainteresowanie na kocie, ale on to najwyraźniej lub
                                    > i albo to on wymusza na mnie. Chyba mamy podobne charaktery: daj mi jeść, przyt
                                    > ulaj, głaszcz, baw się ze mną, a co robisz, a zainteresuj się mną, ewentualnie
                                    > czasowo: daj mi spać i puść, teraz się nie głaszcze:) Jak chcę spać, to mnie ni
                                    > e dotykaj i nie przytulaj, jak się obudzę to wstawaj i dawaj porcję głaskania a
                                    > ż mi się znudzi ugryzę i wtedy daj mi jeść.

                                    No i nikt mnie nie trzymał, to nie wytrzymałam. Z zapewnieniem, że mam to na myśli w sposób jak najbardziej nieironiczny i rzeczowy, i oby mnie p.t. Moderacja za pastwienie się nie wycięła:

                                    Zostaw tego nieszczęsnego kota facetowi. Naprawdę.
                                    • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 10:37
                                      Czy uśmiech na końcu nie sugeruje żartu? Niedawno na fb chodził film o człowieku kocie i człowieku psie. Nie wymagam od kota, zeby mnie głaskał, tylko kot ode mnie. Zostaje z osobą, do której jest bardziej przywiązany, nie dlatego, że ja go karmię, bo robimy to oboje. Kot mnie lubi, ze mną śpi, ze mną się bawi, za mną łazi cały dzień i wskakuje na kolana, żeby się wymruczeć kilka razy dziennie. Jest zdrowy, żywiołowy, zadbany. Naprawdę nieszczęsny jak cholera.

                                      "Teraz wymuszam zainteresowanie na kocie" czytaj: w momencie pisania postu wzięłam kota, który podchodził do mnie, zaczepiał łapą, na kolana i wygłaskałam. Kot odpowiedział mruczeniem i ugniatamiem. Nieszczęsny,
                            • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 19:32
                              W sumie zgadzam się z Tobą, i się nie zgadzam. Uważam, ze egocentryzm i niskie poczucie własnej wartości idą bardzo często w parze. Fakt, trzeba umieć kochać siebie, żeby kochać innych, ale w drugą stronę to też działa. Jak się jest maksymalnie skupionym na sobie, trudno stworzyć jakąś sensowną relację. Może macie rację, że są jakieś przeżycia, które trzeba "przepracować", żeby pójść dalej, chociaż ja patrząc na siebie widzę, że łatwo się w ten sposób zagmatwać i wpaść w pułapkę wiecznego rozpamiętywania i użalania się nad sobą.
                              Przy czym chcę dodać, że rozumiem Melę. Jak mój były narzeczony się rozmyślił, to też byłam w takim dołku, miałam wrażenie, że spadam w dół i w dół, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi. Przypominałam sobie wszystko złe, co mnie spotkało, przywoływałam to na potwierdzenie mojej teorii, że jestem do niczego. Bałam się samotności i zaczęłam się rzucać na wszystkich facetów, jacy stanęli na mojej drodze. Chyba wiało ode mnie desperacją na kilometr, bo nawet faceci, którzy wcześniej wyrażali zainteresowanie, uciekali aż się kurzyło, co oczywiście interpretowałam po swojemu. Tak jak pisałyście - to jest wyjątkowy stan emocjonalny, człowiek ma prawo robić wtedy głupoty i być skupionym na sobie.
                              • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 20:16
                                To teraz powiedz, co pomogło.
                                Wczoraj miałam plan. Do końca roku zajmuję się pracą, bo jest masa i dochodze do siebie. Tzn. przestaję ciągle ryczeć.
                                Potem rozmawiam z moim ojcem i mówię, że moja sytuacja finansowa się zmieniła i oczekuję, żeby podjął decyzję, gdzie chce dalej mieszkać, bo ja chcę swoje mieszknaie wynająć. Może on w nim zostać, a dać mi pieniądze z wynajmu innego. Daje mu jakoś czas na decyzję, ogarnięcie, przeprowadzkę.
                                Idę gadać z szefem o możliwościach podwyżki. Może być w perspektywie pół roku. W zależności od tego, czy uzbieram brakująca sumę, szukam może dodatkowej pracy.
                                Podejmuję decyzję czy chcę mieszkać tu, czy mi tu źle i wynajmuję coś innego. On zadeklarował, że na razie będzie płacić za to mieszkanie jak do tej pory. Mam opory, możecie mnie zjeść, ale skorzystam. Nie chcę teraz robić nerwowych ruchów, szukać czegoś, przeprowadzać się. Muszę mieć jasną sytuację. Wynajęliśmy je wspólnie na 2 lata, to jakieś zobowiązanie. Jak jemu się odwidziało, wie, że mnie samej na to nie stać, a sam chciał duże i deklaruje pomoc, to przyjmę. Postaram się możliwie szybko płacić większą część niż teraz. Mogłabym przemieszkać moje oszczędności, ale mogą mi się rpzydać.
                                Chcę dobić do samodzielności finansowej. Wiem, że w moim własnym mieszknaiu nie chce mieszkać. Jeśli nie będzie w nim mojego ojca i będę miała stałą umowę o pracę, przemyślę sprzedaż i kupno innego z kredytem. Albo jak radzi już ex - kredyt i wynajmowanie na spłatę raty starego.
                                Jak to wymyśliłam, to byłam dumna, teraz nie wiem, boję się, że sypnie się od punktu pierwszego, a już na pewno od punktu z ojcem. Nie chcę się dać szantażowac, że wyrzucam starego emeryta pod most, że chleb mu odbieram. Mam prawie 32 lata, teraz chcę być samodzielna, żyć normalnie. Zabrzmi brutalnie, ale najpierw czekałam z układaniem sobie życia aż umrze babcia, przepisze mi mieszkanie, nie trzeb będzie z nią mieskzać i się opiekować. Umarła, przepisała, w mieszkaniu mieszka mój ojciec i właśnie wprowadza tam swoją kobietę. Oni się tak o mnie troszczą, a było im na rękę, że mam faceta, którego stać i nie wyciągnę ręki po swoją własność czy pomoc. Mam wrażenie, że teraz desperacka próba wymuszenia na mnie spotkania nie jest podyktowana troską, tylko pytaniem (padło od kazdego z osobna) - co z mieskznaiem, czyli pewnie: czy mogą się dalej urządząc w moim i liczyć na to, że przeżyję powietrzem wydając całą pensję na wynajem.
                                • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 22:52
                                  > To teraz powiedz, co pomogło.

                                  Oj, to jest pytanie z kategorii "Jak żyć?". Dużo rzeczy się na to złożyło. Na pewno dobrą robotę zrobił mój obecny facet, chociaż trochę niechcący. Ma taką cechę, że zawsze mówi, co myśli, wali prawdę między oczy. Nie spotkałam się z tym wcześniej, bo zarówno moi rodzice, jak i mój były, nie byli zdolni do konstruktywnej krytyki. Mój eks próbował parę razy się odezwać, ale reagowałam tak histerycznie, że szybko wszedł w schemat i zaczął się ze mną obchodzić jak z przysłowiowym zgniłym jajkiem. Trzymali wszystko w sobie i krytykowali mnie, gdy już byli tak wściekli, że nie mogli wytrzymać i im się ulewało ("bo ty zawsze... bo ty nigdy..."). Wyrobiłam sobie schemat krytyka = jestem do bani, zatem wszystko musi być idealnie. Mój obecny jest z zupełnie innej gliny, nie ma oporów, żeby mi powiedzieć, że to czy tamto, jego zdaniem, zawaliłam, ale potrafi to zrobić tak, że nie odbieram tego jako atak, mogę z nim podyskutować. Nie od razu tak było, ale to bardzo wiele dla mnie zmieniło i niesamowicie mi ułatwiło życie. Również to, że dotarło do mnie, że mogę się z krytyką nie zgadzać i się nią nie przejmować.
                                  Po drugie - zaczęłam się więcej interesować innymi ludźmi. Nie wiem, jak to się dokładnie stało, ale wcześniej byłam kompletnie skupiona na sobie, zakompleksiona, a przy tym bardzo ostro oceniałam innych ludzi (chociaż im tego nie mówiłam) i uznawałam, że oni też tak mnie oceniają, pod płaszczykiem sympatii. Ta zmiana trwała bardzo długo, zaczęła się wiele lat temu, ale chyba dopiero po tym rozstaniu dojrzała. Spojrzałam również inaczej na mojego eks i widzę swoje błędy w stosunku do niego oraz moje ogromne co do niego oczekiwania. Tak się zakręciłam w moim dążeniu do doskonałości, że zawalałam podstawowe sprawy.
                                  Tego się na pewno nie da ogarnąć w jednym poście, nie wiem nawet, czy cokolwiek z tego uda mi się przekazać. Ale fakt faktem, że pewne zmiany, jakie we mnie zaszły sprawiły, że jestem lepszą partnerką dla mojego obecnego, przyjemniejszą osobą w kontaktach z innymi ludźmi, a przede wszystkim - łatwiej i przyjemniej mi się żyje, również samej ze sobą.
                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 23:24
                                    Widzę bardzo duże podobieństwo. Z krytyka mam ogromny problem. Z jednym facetem wyrobiłam sobie model histerii, płaczu, awantur na ulicy i nakręcnia się wzajemnie. On mnie rzucał i wychodził, dzwonił, szantażowal, że połknął jakieś tabletki... Nie wiem, kto był bardziej walnięty, ale nieważne. Z następnym spróbowałam jakiejś akcji pt. wychodzę i nie spotkałam się z żadną reakcją. Za mało mielismy kontaktu, żeby wyrobił we mnie trwale nawyk niehisteryzowania, ale taka metoda rzeczywiście pomagała, bo po co robić scenę, jak się nia nic nie osiąga.

                                    No widzisz, a tu słysze, że źle, że się wiązalam mając niepoukładane sprawy ze sobą, że widziałam w facecie rozwiązanie problemów. A to czasem pomaga. On mi też dużo dał, m.in przez podejście, że nie ma "nie da się". To go we mnie irytowało, bo jemu się zawsze da. Mi rodzina wbijała do głowy, że beznadzieja, nic się nie uda, tego nie można próbować, tamtego, a on sobie radził od wczesnej młodości sam i musialo mu wychodzić. On mi zawsze umiał powiedziec, że nieprawda, że do niczego sie nie nadaję, skoro zrobiłam to i to. Wzięłaś się za siebie, a mówiłaś, że się nie da, to teraz się też da. Gdyby on więcej mówił, to w ogóle może by mnie duzo nauczyl, bo jak się rozgada, to sie okazuje, że cyborg, ale bardzo dobrze radzi, wspiera.

                                    Tylko, że u mnie opcja obecnego odpada, bo nie ma takiego. A nie sądze, żeby się znalazł drugi głupek, który poleci na użalającą się babę. Ten znosił wszytsko cierpliwie, bo uznał, że plusy są większe niz minusy, poza tym chciał mi pomóc, włączyła mu się odpowiedzialność za cały świat. Nie wiedziałam, że tak myślał, nie wiedziałam, że pewne rzeczy robił tez dlatego, że były dla mnie dobre. I znowu widzę same dobre cechy. Bo to naprawdę porządny czlowiek. Mówi, że nie jest dobry, ale ja uważam, że jest. Może on odbiera to, że czuje się odpowiedzialny za innych jako balast, nie zaletę, a najgłębsza część charakteru, której nie może się pozbyć, a ja widzę w tym troskę.

                                    Zauważenie innych jest super, ale jak się za to zabrać? Na mnie działa jedna rzecz - ktoś z problemami. Jak dowiaduję się, że bliska osoba ma gorzej, to włącza mi się doradzacz, a czasem młoteczek w głowie, który mówi: ty masz głupia problemy? Tylko jakoś dookoła się układa dobrze.
                                    • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 23:38
                                      > No widzisz, a tu słysze, że źle, że się wiązalam mając niepoukładane sprawy ze
                                      > sobą, że widziałam w facecie rozwiązanie problemów. A to czasem pomaga. On mi t
                                      > eż dużo dał, m.in przez podejście, że nie ma "nie da się"

                                      I też tu dziewczyny mają trochę racji. Nie można na kogoś zwalić odpowiedzialności za całokształt siebie. Ale na pewno inni ludzie nam bardzo dużo dają. Nawet niekoniecznie nasi partnerzy. Może to nawet nie oni nas zmieniają, ale dają nam impuls, pomagają dobrą radą. Teraz też możesz korzystać, skoro Twój były wreszcie zdecydował się mówić.


                                      > Zauważenie innych jest super, ale jak się za to zabrać? Na mnie działa jedna rz
                                      > ecz - ktoś z problemami. Jak dowiaduję się, że bliska osoba ma gorzej, to włącz
                                      > a mi się doradzacz, a czasem młoteczek w głowie, który mówi: ty masz głupia pro
                                      > blemy? Tylko jakoś dookoła się układa dobrze.

                                      Sama nie wiem, jak to się stało. Może po prostu się starzeje ;). Mam większy dystans do siebie, powoli zaczynam rozumieć, co jest dla mnie naprawdę ważne, a czym nie warto się przejmować. Wyluzowałam w wielu kwestiach.
                                      Aha, żeby nie było - to nie jest tak, że jestem teraz ukształtowanym, chodzącym ideałem. Ani nie jest tak, że jedno zdarzenie zmieniło mnie o 180 stopni. Ani tak, że zawsze jestem pewna siebie, zainteresowana ludźmi wokół i odporna na krytykę. Mam lepsze i gorsze dni. Ale ogólnie widzę zmianę na plus, zauważam to i doceniam, daję sobie też prawo do tych słabszych momentów.
                                    • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 23:44
                                      mela1 napisała:

                                      Z jednym facetem
                                      > wyrobiłam sobie model histerii, płaczu, awantur na ulicy i nakręcnia się wzaje
                                      > mnie. On mnie rzucał i wychodził, dzwonił, szantażowal, że połknął jakieś table
                                      > tki... Nie wiem, kto był bardziej walnięty, ale nieważne. Z następnym spróbował
                                      > am jakiejś akcji pt. wychodzę i nie spotkałam się z żadną reakcją. Za mało miel
                                      > ismy kontaktu, żeby wyrobił we mnie trwale nawyk niehisteryzowania, ale taka me
                                      > toda rzeczywiście pomagała, bo po co robić scenę, jak się nia nic nie osiąga.
                                      >

                                      Nie rozumiem. Jeszcze klika postów wyżej twierdziłaś, że nie ma szans by ktokolwiek się tobą zainteresował, a tu nagle takie zagęszczenie partnerów. Więc aż tak ciężko z tym nawiązywaniem męskich znajomości u ciebie nie jest. ;-)


                                      >A nie sądze, żeby się znalazł drugi głupek, który poleci na użalającą się babę.

                                      Błe. :-/ Robisz się nudna mela. Ze wszystkim można przesadzić i każda ludzka empatia ma granice. Idiotyczne zdania powtarzane po raz fefnasty zaczynają już tylko drażnić.


                                      > Zauważenie innych jest super, ale jak się za to zabrać? Na mnie działa jedna rz
                                      > ecz - ktoś z problemami. Jak dowiaduję się, że bliska osoba ma gorzej, to włącz
                                      > a mi się doradzacz, a czasem młoteczek w głowie, który mówi: ty masz głupia pro
                                      > blemy?

                                      Głupszego pomysłu już dawno nie słyszałam. Moim zdaniem dobrze by ci właśnie zrobiło gdybyś dokleiła się do kogoś, kto jest z siebie zadowolony i komu dobrze się wiedzie. Patrz, ucz jak to się robi i naśladuj, naśladuj, naśladuj...
                                      • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 00:01
                                        Te związki to na przestrzeni 12 lat. Związki powazne 2 - jeden toksyczny, choć nie wiem czy przez którekolwiek z nas czy totalne niedopasowanie, które doprowadzało oboje do destrukcji, a wmawialiśmy sobie, że to wielka miłość i bez siebie nie możemy żyć. Przed tym związkiem w ogóle taka nie byłam. Jasne, że nie będę porównywać osoby 20 do 30-letniej. Ale 20-letnią przed i w trakcie już mogę. W tymzwiązku przestałam się smiac i chyba mi nie wróciło. Byłam straszną śmieszką (jak pani z reklamy), gruba, nieatrakcyjną dziewczyną, która nie miała świadomości, że jest gruba. Niby dbałam o siebie, chciałąm się podobać, kokietowałam, żarłam i roztywałam się bezrefleksyjnie. Wszyscy znajomi mówili, że bardzo sie z nim zmieniłam, zestarzałam się, ucichłam, zrobiłam się smutna.

                                        Potem był pan żona mnie nie rozumie, zwany chyba jeszcze kilka tygodni temu miłością mojego życia. Zakochanie totalne, ale wolał w sumie 10 lat mi bałaganić w życiu, odzywać się, reaktywowac romans, a wizać się na poważnie z innymi.

                                        Pomniejszych nie liczę, bo nie chodzi mi o samo zainteresowanie faceta, tylko kogoś, komu na mnie zależy, a nie uznał, że jestem łatwym łupem.

                                        Nie mówię, że mam pomysł, żeby otaczać się nieszczęściami, tylko one mnie jakoś stawiają w sytuacji pocieszycielki. A rzwiązania cudzych problemów widać lepiej. Nie szukam tego, czasem się zdarza. Taki, co mu się dobrze wiodło zaraz spakuje manatki. A na razie wieszam jego rzeczy, które uprałam.
                                        • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 00:08
                                          "A na razie wieszam jego rzeczy, które uprałam."

                                          To tak na poważnie? :/
                                          • ansil Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 12:38
                                            a czemu nie? dla mnie to fantastyczny pomysl rozstac sie w pelnym zrozumieniu i spokoju..

                                            mysle, ze jestes mela silniejsza niz Ci sie wydaje.. i to mieszkanie samemu, ten czas wolnosci bardzo ci sie przyda..
                                            • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 15:18
                                              Wiesz, Mela pisze, że wolałaby go nienawidzić, bo byłoby jej łatwiej, a mimo to pierze jego brudne łachy, jakby facet sam sobie nie mógł uprać. Niby mieszkanie razem i pewnie ekonomiczniej jest robić wspólne pranie, ale ciekawe czemu to zawsze kobieta robi tego typu rzeczy. No i ja się napatrzyłam i nasłuchałam od ex przyjaciółki historii właśnie w takim stylu - toksyczny związek, a ona robi dla niego jak matka albo służąca mimo, że już wszystko się rozpadło (bo on taki biedny i niesamodzielny, bo ona nie jest asertywna, bo nie chcę palić za sobą wszystkich mostów, a co mi szkodzi jak upiorę jego ciuchy, a może do mnie wróci i będzie jeszcze pięknie :PP)
                                              • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 15:51
                                                Bo ja robię pranie, zawsze wszytskim robiłam, bo to lubię, lubię sobie zaplanować, posortować, zdecydować, kiedy mi coś będzie potrzebne, wybrac płyn do płukania. Od zawsze ja prałam i nie lubię jak mi się ktoś miesza. Poprosiłam, żeby odkurzył i umył podłogę, bo do mnie przychodzą koleżanki, a ja się bardzo źle czułam. I sądzę, że to zrobił.
                                                Czuję się dziwnie, nie wiem jak się zachować w tej sytuacji, bo to dla mnie nowość. Teraz nie będę się już kłócić o sprzatanie, bo i tak ja mam tu mieszkać sama. Robimy to, co do tej pory, tylko bez ciśnienia, że musimy ze sobą gadać. Może dlatego ciężko mi się pogodzić z rozstaniem, bo nic się nie zmieniło i daje złudną nadzieję na powrót.
                                                • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 16:10
                                                  No niestety sytuacją idealną byłoby, gdyby jedno z partnerów od razu się wyprowadziło. Moja przyjaciółka przez kilka miesięcy po rozstaniu mieszkała z ex (i to przez pewien czas w jednym pokoju! a to on ją rzucił), bo nie miała korzystniejszej opcji. Ja się zastanawiałam jak można coś takiego znieść, zwłaszcza po tym jak było się 7 lat w związku. Myślę, że jak tylko Twój eks się wyprowadzi to od razu zrobi się lepiej.

                                                  Co do prania, to ja mam na ten temat dość surowe zdanie, nawet jeżeli kobieta lubi to robić ;P
                                                  • kk345 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 19:31
                                                    > Co do prania, to ja mam na ten temat dość surowe zdanie, nawet jeżeli kobieta l
                                                    > ubi to robić ;P
                                                    Pranie, jako narzędzie ucisku kobiet?
                                                  • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 20:31
                                                    Raczej nie narzędzie, ale przejaw ;)
                                                  • kk345 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 21:29
                                                    Jakiś marny ten przejaw w dobie współczesnej techniki, bo cała robota to na 5 minut jest. Ale wiem, wiem- o dojrzalości i partnerstwie związku świadczy fakt, ze kazdy sam sobie w nim pierze majtki i koszulki:)
                                                  • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 23:40
                                                    Sorry, ale to jest już offtop...
                                                    Ok, dla ciebie 5 minut, dla osoby, która pierze ręcznie np. swetry czy farbujące rzeczy to może być więcej, plus ból kręgosłupa (nie mówię o sobie). No i kto tu mówi o partnerstwie w związku - mela pierze swojemu eks.
                                                  • kk345 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 23:56
                                                    > kto tu mówi o partnerstwie w związku - mela pierze swojemu eks.
                                                    No ale chyba nie ręcznie??? Poza tym mela chyba tez nie czuje się zniewolona tym praniem, chociaz moze akurat w jej sytuacji powinna.
                                                    No offtop, offtop, ale zawsze mnie bawi wskazywanie, co jest a co juz nie normą w zdrowym związku, a juz machanie praniem, jako wskaźnikiem wyzysku jest zabawne- to akurat dziś jest zerowy nakład pracy. Oprócz kolezanek Lobbystek, pioracych ręcznie swoje ukochane staniki nie znam nikogo innego, kto pierze ręcznie:)
                                                    A na ból kregosłupa jest prosty sposob- wystarczy nie prac tego hipotetycznego prania w niewygodnej wannie, tylko elegancko w umywalce- jest na odpowiedniej wysokości i nie powoduje wiekszych uszczerbków na zdrowiu.
                                                  • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 02:04
                                                    A ja znam wiele osób, które piorą ręcznie...

                                                    EOT
                                        • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 08:38
                                          > uje manatki. A na razie wieszam jego rzeczy, które uprałam

                                          Powiedz, ze zartujesz !

                                          Doradzilabym Ci przeczytanie autobiografii Chmielewskiej. To sa niby smieszne ksiazki ale bardzo bardzo pouczajace. W podobnym do Twojego wieku Chmielewska rozwiodla sie z pierwszym mezem po 11 latach malzenstwa. Otoz maz znalazlam sobie inna wiec inaczej ale po tym jak oswiadczyl, ze chce rozwodu to jeszcze troche razem mieszkali. Zostalo to dokladnie opisane pod koniec 2 czesci a zycie po rozwodzie w trzeciej czesci. Nie bede Ci streszczala, kup czy wypozycz i koniecznie przeczytaj, czesc pierwsza - dziecinstwo - mozesz teraz pominac. Czesc 2 i 3 przeczytaj obowiazkowo - jest to doskonaly poprawiacz humoru ale tez po przeczytaniu czlowiek ma lepsza perspektywe.
                                          • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 10:51
                                            Poczytam, bo lubię Chmielewską.
                                            Nie lubię teatralnych gestów, dzielenia lodówki na pół itp. Zapytałam o pranie, powiedział, że jeśli mi to nie przeszkadza, to nie ma co dzielić rzeczy. Dorzucił coś do pralki, uprało sie i miałam oddzielić swoje i powiesić, a jego zostawić w pralce mokre? Ja go poprosiłam, żeby dziś odkurzył i umył podłogę, bo mam gości, po pracy nie zdążę, a wczoraj fatalnie się czułam i nie miałam siły. Zapytałam też czy może nie wracać wcześnie, bo przychodza do mnie koleżanki. Ale jak zobaczyłam, że jest chory, to powiedziałam, że jak się będzie źle czuł, to nie ma co siedzieć w pracy do nocy, może normalnie wrócić.

                                            Kurczę, nic się nie zmieniło

                                            On zostawia mi wsyztskie rzeczy, które kupił do domu (pralka, odkurzacz, nawet mikser, który kupił w poprzednim swoim meiszknaiu, bo był mi potrzebny). Nie chce ich wziąć, bo mówi, że to, że za nie płacił nie ma znaczenia, były dla nas, do tego mieszkania. Ja powiedziałam, że może brać, co chce, chcę tylko, żeby przy wyprowadzce zniknęły wsyztskie ejgo osobiste rzeczy z każdego kąta, nie będę mu mówić, co gdzie lezy i przypominać, że w koszu na prasowanie jest jakaś jego koszula. Nie chcę się potem na coś natknąć. Powiedziałam, że ma się pakować i wynosić rzeczy jak mnie nie będzie w domu, bo to mnie za bardzo boli.
                                            Nadal sobie nie wyobrażam, że go nie ma. Mówię, że nóż tępy, on mówi, że naostrzy. Że zanim się wyprowadzi zajmie się drobnymi naprawami, które czekały. Przeraża mnie wizja pustki, tego, że cokolwiek będzie do zrobienia, będę musiała sama. Że nie będe mogła poprosić: weż powieś pranie, bo się skończyło. Teraz naprawdę zachowujemy się, jakby nic się nie stało, jakieś rozmowy o kocie, o tym, co u mnie w pracy, wpadam do niego do pokoju opowiedzieć, co się wydarzyło. A ja się rozpadam na kawałki z przerażenia.
                                            • turzyca Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:21
                                              Przer
                                              > aża mnie wizja pustki, tego, że cokolwiek będzie do zrobienia, będę musiała sam
                                              > a.

                                              Dasz rade, duza jestes, umiesz sama mnostwo rzeczy zrobic. A jak nie dasz rady sama, bo trzeba meskiej sily, to tez dasz rade poprosic o pomoc sasiada, wspolpracownika czy kumpla.

                                              Samotnosc jest potrzebna tez do tego, zeby nauczyc sie radzic sobie z malymi i duzymi problemami samodzielnie. Samodzielnie nie znaczy jednak samotnie.

                                              I wyjdziesz z tego okresu mocniejsza niz wczesniej i gdyby kiedys tam przydarzylo sie Twojemu mezowi nieszczescie, to bedziesz wiedziala, jak sobie radzic, gdy wlasnoosobiste meskie ramie nie jest na podoredziu.
                                              • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:34
                                                A i tak tyle razy od facetów słyszałam, że ja jestem meżczyną w związku, jeden mi zarzucał, że ja go nie potrzebuję. Bo wolę chcieć niż potrzebować. Teraz też niby wiele rzeczy organizowałam sama, ale zaczęłam odpuszczać, chciałam, żeby mnie odciążył. Mężczyźni ponoc lubią kobiety bezbronne i bezradne, a boją się silnych. Mnie się paru wystraszył wbrew pozorom, bo ja mam swoje poglądy, bo nie marzę o mężu, nie chcę dzieci. Myślę, że to zależy od okresu w moim zyciu i od osoby. Widzicie mnie jako ten bluszcz, histeryczkę, płaczliwa i załamana, a naprawdę dalsze otoczenie widzi osobe pewną siebie (już do tego doszłam, że tak ukrywam niesmiałość, ludzie się mnie na początku potrafią bać) albo silną i raczącą sobie, jak mnie znają dłużej i widzieli w lepszych okresach.

                                                Wiem, że jak się ktoś żali, to mu się mówi, że przetrwa i będzie silniejszy. Jak marudzi, że bez faceta źle, to nie umie być sama. Ale przecież zdecydowana większość ludzi tworzy związki, chce tego, rozstania, rozwody są powodem stresu, cierpienia, ludzie celebrują śluby, zakłądanie rodziny. Nie wiem, dlaczego u mnie to miałoby być wyjątkowe. Rodzina, oparcie, miłość to są rzeczy warte więcej niż pieniądze, praca. Ja się bez tego czuję źle. A nikt mi nie zagwarantuje, że będzie lepiej, że kogoś poznam.
                                                • ciociazlarada Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:42
                                                  mela1 napisała:

                                                  > Wiem, że jak się ktoś żali, to mu się mówi, że przetrwa i będzie silniejszy. Ja
                                                  > k marudzi, że bez faceta źle, to nie umie być sama. Ale przecież zdecydowana wi
                                                  > ększość ludzi tworzy związki, chce tego, rozstania, rozwody są powodem stresu,
                                                  > cierpienia, ludzie celebrują śluby, zakłądanie rodziny. Nie wiem, dlaczego u mn
                                                  > ie to miałoby być wyjątkowe. Rodzina, oparcie, miłość to są rzeczy warte więcej
                                                  > niż pieniądze, praca. Ja się bez tego czuję źle. A nikt mi nie zagwarantuje, ż
                                                  > e będzie lepiej, że kogoś poznam.

                                                  Mela, a jak te odnalezione na szrocie perły, z którymi usiłowałaś sobie ułożyć życie mają się do "rodziny, oparcia, miłości", o których piszesz? Nie widzisz rozdźwięku?
                                                • turzyca Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 14:15
                                                  Mężczyźni ponoc lubią kobiety bezbronne i bezradne, a boją się s
                                                  > ilnych.

                                                  A kazdy ogrodnik wie, ze ekspansywny bluszcz zagluszyl niejedno drzewo.

                                                  > Wiem, że jak się ktoś żali, to mu się mówi, że przetrwa i będzie silniejszy

                                                  A mamy Ci mowic, ze nie dasz rady, zalamiesz sie i nie pozbierasz do konca zycia? ;) Nikt nie mowi, ze jest to najprzyjemniejszy kawalek zyciorysu. Ale tylko od Ciebie bedzie zalezec, czy bedziesz widziec go jako tragedie czy jako szanse. To drugie nastawienie znacznie ulatwia przezycie tego kawalka zycia.

                                                  Ale przecież zdecydowana wi
                                                  > ększość ludzi tworzy związki, chce tego, rozstania, rozwody są powodem stresu,
                                                  > cierpienia,

                                                  Bo pytanie brzmi - dlaczego sie wiazemy? Czy ze strachu przed samodzielnym byciem egotycznie zagluszamy pustke, czy decydujemy sie na zwiazek uciekajac od samych siebie, czy moze dlatego ze chcemy byc z kims innym.
                                                  To pytanie mozna zadac brutalniej: chcesz rozwodu? Czy chcesz szczesliwego, dlugotrwalego zwiazku? Bo jesli tego drugiego, to naucz sie byc szczesliwie sama. Podobne przyciaga podobne, szczesliwi ludzie przyciagaja szczesliwych. Docen te szanse, ktora dal Ci los.
                                                • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 18:07
                                                  mela1 napisała:

                                                  Mężczyźni ponoc lubią kobiety bezbronne i bezradne, a boją się s
                                                  > ilnych. Mnie się paru wystraszył wbrew pozorom, bo ja mam swoje poglądy, bo nie
                                                  > marzę o mężu, nie chcę dzieci.

                                                  A skąd ty niby wzięłaś te mądrości? Jeżeli kogoś czymś wystraszyłaś bowiem, to pewno niespojnością w gadaniu i działaniu. Kobieta rezygnująca z dziecka, to dzisiaj zresztą żadna egzotyka, do tego nie trzeba być nawet być szczególnie silną, czy wyemancypowaną. I ty chyba sama nie zauważasz bzdur, które z siebie wydajesz, bo czym niby jest związek, którego sobie tak mocno życzysz, jak nie małżeństwem? Tu nie papierek się liczy, tylko forma. Albo ktoś inny napisał zdanie: Rodzina, oparcie, miłość to są rzeczy warte więce niż pieniądze, praca. Ja się bez tego czuję źle.? Przeczysz sama sobie, teraz to już nawet w jedym poście. Zaczynam podejrzewać, że jaja sobie tu robisz i czytając nasze odpowiedzi nabijasz się aż tynk odpada.
                                                  • edhelwen Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 18:31
                                                    "Zaczynam podejrzewać, że jaja sobie tu robisz i czytając nasze odpowiedzi nabijasz się aż tynk odpada. "

                                                    Weź wrzuć na luz, dziewczyna jest rozchwiana emocjonalnie, a ty wymagasz od niej spójności w wypowiedziach i zarzucasz trollowanie. Pamiętam, że do mnie też kiedyś walnęłaś takim tekstem, więc chyba to ci przychodzi głównie na myśl, jak odczuwasz bezsilność (?) wobec czyichś wypocin. Niech mela sobie powypisuje co jej leży na wątrobie, chyba nie oczekuje od nas realnej pomocy i psychoterapii.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 18:50
                                                    edhelwen napisała:

                                                    > Weź wrzuć na luz, dziewczyna jest rozchwiana emocjonalnie, a ty wymagasz od nie
                                                    > j spójności w wypowiedziach i zarzucasz trollowanie. Pamiętam, że do mnie też k
                                                    > iedyś walnęłaś takim tekstem, więc chyba to ci przychodzi głównie na myśl, jak
                                                    > odczuwasz bezsilność (?) wobec czyichś wypocin. Niech mela sobie powypisuje co
                                                    > jej leży na wątrobie, chyba nie oczekuje od nas realnej pomocy i psychoterapii.
                                                    >

                                                    Ty się proszę nie gniewaj, ale jak ktoś nie chce by zwracano mu uwagę na niespojności to niech pisze do pamiętnika. I co niby takiego strasznego moim komentarzem wyrządzam? Niechby się nawet wkurzyła, złość jest zawsze lepsza od depresji, bo przynajmniej napędza do działania. I nie wiem skąd pomysł o mojej bezsilności, ja meli mogłabym nawet sporo doradzić, ale przecież widzę, że szuka tylko publiczności dla kolejnej odsłony tej samej tragedii. Bardziej martwię o tych, co się tu angażują, wynurzają, przytaczają przykłady z własnego życia, biegną z pomocą. Perły przed wieprze.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 19:15
                                                    Mogę być dla ciebie wieprzem i trollem. Bo pewnie zawsze byłaś racjonalna, zawsze twoje poglądy były spójne, nigdy nie przeżywałaś depresji, nigdy nie czułaś się odtrącona? I nawet w największym dołku po 3 dniach zbierałaś siły i twardo szłaś do przodu.
                                                    Czytaj ze zrozumieniem. Napisałam, że nie chcę małżeństwa, tzn. nie potrzebuję papierka, wesela, białej sukienki. Gdzie sprzeczność z chęcią założenia rodziny, tzn. związku z partnerem? Pisząc małżeństwo miałam na myśli formalność, która je różni od konkubinatu.

                                                    Napisałam, że nie chce dziecka. Nie, że jestem taka wyemancypowana, że nie chcę dziecka. Nie chcę z innych względów, tu nie ma związku przyczynowo-skutkowego.

                                                    Nie musisz czytać, nie musisz odpowiadać na większość postów. Otaczaj się ludźmi z dobrą energią, nie przejmuj mojej depresji. Człowiek ma prawo chcieć się wygadać, na prawo chcieć porady i ma prawo ją odrzucić. Ma też prawo przejśc sobie spokojnie przez trudny okres i dać sobie czas na jęczenie zanim zabierze się do działania. Mam dla twojej przyjemności udawać, że nie czuję się fatalnie i juz zabieram się za czucie się super, bo wow, odzyskałam wolność, nie musze prasować koszul, ale mi fajnie. Jak ktoś straci nogi, to pewnie ma się od razu cieszyć, że nie będzie musiał kupować butów.

                                                    Nie lubię jak mi się przypisuje, co myślę, więc nie pisz, że mam gdzieś rady. Tylko nie wprowadzę rad, szczególnie obcych osób, które niby wiedzą lepiej w życie natychmiast dla satysfakcji gawiedzi. Mam się wkurzyć, bo złość lepsza. Mam czuć to, co ty byś cchiała, żebym czuła albo to, co ty uważasz za stosowne w tej sytuacji. A ja sobie pozwolę czuć to, co chcę. Jak przyjdę tu za poł roku, rok i powtórzę, że siedzę w domu, nie mam na mieskznaie i płaczę, bo chłopak mnie rzucił, to możesz mi mówić, że trzeba działać. A wszystko, co zrobię teraz, będzie głupie, podyktowane złymi emocjami. Co nie znaczy, że nie myślę o swojej sytuacji np. finansowej i szukam rozwiązań.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 19:26
                                                    > Czytaj ze zrozumieniem. Napisałam, że nie chcę małżeństwa, tzn. nie potrzebuję
                                                    > papierka, wesela, białej sukienki. Gdzie sprzeczność z chęcią założenia rodziny
                                                    > , tzn. związku z partnerem? Pisząc małżeństwo miałam na myśli formalność, która
                                                    > je różni od konkubinatu.

                                                    Jak dla mnie to właśnie o to chodzi. Sama widzisz, że "legalne" małżeństwo od konkubinatu różni się tylko o papierek w szufladzie. Zgadzam się z Pierwsząliterą, że Ty właśnie tego chcesz (a przynajmniej tak twierdzisz). Raczej mało kto bierze ślub po to, żeby oprawić sobie akt ślubu i narobić sobie długów kupując suknię i urządzić wesele. Mi to w sumie też wszystko jedno, chcę stałego związku, a zwał, jak zwał.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 19:56
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Mogę być dla ciebie wieprzem i trollem.

                                                    Trollem cię nie nazwałam, a wyrażenie rzucać perły przed wieprze oznacza dawać komuś coś dobrego, szlachetnego, podczas gdy odbiorca nie docenia tego daru. Można wygooglować zanim zacznie brać się dosłownie.


                                                    Bo pewnie zawsze byłaś racjonalna, zaws
                                                    > ze twoje poglądy były spójne, nigdy nie przeżywałaś depresji, nigdy nie czułaś
                                                    > się odtrącona? I nawet w największym dołku po 3 dniach zbierałaś siły i twardo
                                                    > szłaś do przodu.

                                                    Owszem przeżywałam swoje doły. Tak jak każdy. Nie ty jedna masz patent na cierpienie. Ale jak się spiję z rozpaczy, to nie wymagam, by brano moją histerię na serio.


                                                    > Czytaj ze zrozumieniem. Napisałam, że nie chcę małżeństwa, tzn. nie potrzebuję
                                                    > papierka, wesela, białej sukienki. Gdzie sprzeczność z chęcią założenia rodziny
                                                    > , tzn. związku z partnerem? Pisząc małżeństwo miałam na myśli formalność, która
                                                    > je różni od konkubinatu.

                                                    Ja czytam chyba lepiej niż ty radzisz sobie z facetami. ;-) Pisałaś, że faceci wystraszyli się twoich deklaracji, że nie chcesz małżeństwa. W domniemaniu, że nie chcesz zbyt intymnego związku. Co podreśliłaś swoim podobieństwem do kota, który chce zostawiony być w spokoju gdy mu za dużo. Mam to rozumieć inaczej? A dlaczego miałby kogoś wystraszyć brak papierka? I do ślubu nie trzeba też białej sukienki.


                                                    > Nie musisz czytać, nie musisz odpowiadać na większość postów. Otaczaj się ludźm
                                                    > i z dobrą energią, nie przejmuj mojej depresji. Człowiek ma prawo chcieć się wy
                                                    > gadać, na prawo chcieć porady i ma prawo ją odrzucić. Ma też prawo przejśc sobi
                                                    > e spokojnie przez trudny okres i dać sobie czas na jęczenie zanim zabierze się
                                                    > do działania. Mam dla twojej przyjemności udawać, że nie czuję się fatalnie i j
                                                    > uz zabieram się za czucie się super, bo wow, odzyskałam wolność, nie musze pras
                                                    > ować koszul, ale mi fajnie. Jak ktoś straci nogi, to pewnie ma się od razu cies
                                                    > zyć, że nie będzie musiał kupować butów.

                                                    No, no, no, o ile wiem, to masz dwie nogi. Do tego jesteś młoda, masz znajomych, jesteś niezależna, masz dobrą pracę, zdaje się, że w stolicy, czego wielu ci może zazdrościć. Do tego oddziedziczyłaś mieszkanie i udało ci się trzymać cztery lata fajnego faceta, który zapewnił ci czas relatywnej finansowej beztroski. Na kosmetyki, wycieczki, prezenty i lekcje pilatesa było cię w każdym razie stać. Ja tam nie widzę żadnej ofiary, ale co ja tam wiem. ;-)


                                                    > Nie lubię jak mi się przypisuje, co myślę, więc nie pisz, że mam gdzieś rady. T
                                                    > ylko nie wprowadzę rad, szczególnie obcych osób, które niby wiedzą lepiej w życ
                                                    > ie natychmiast dla satysfakcji gawiedzi.

                                                    I właśnie dlatego przerwałaś przynoszącą sukcesy terapię, bo wszystko było dla satysfakcji gawiedzi. ;-)


                                                    >Mam
                                                    > czuć to, co ty byś cchiała, żebym czuła albo to, co ty uważasz za stosowne w te
                                                    > j sytuacji.

                                                    Nie słonko, ja ci nie mówią co masz czuć, tylko uprzedzam, że upieranie się przy ciemnej wizji świata nie przyniesie poprawy.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 19:38
                                                    > Ty się proszę nie gniewaj, ale jak ktoś nie chce by zwracano mu uwagę na niespo
                                                    > jności to niech pisze do pamiętnika. I co niby takiego strasznego moim komentar
                                                    > zem wyrządzam? Niechby się nawet wkurzyła, złość jest zawsze lepsza od depresji
                                                    > , bo przynajmniej napędza do działania. I nie wiem skąd pomysł o mojej bezsilno
                                                    > ści, ja meli mogłabym nawet sporo doradzić, ale przecież widzę, że szuka tylko
                                                    > publiczności dla kolejnej odsłony tej samej tragedii. Bardziej martwię o tych,
                                                    > co się tu angażują, wynurzają, przytaczają przykłady z własnego życia, biegną
                                                    > z pomocą. Perły przed wieprze.

                                                    Niepotrzebnie się martwisz. Też mam wrażenie, że Mela nami trochę (albo bardzo) manipuluje, ale jeśli tak jest, to trudno, dla mnie to nieduża strata. A jeśli jej się przyda coś z tego, co piszemy i skorzysta, to też nam nie ubędzie.
                                                  • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 21:21
                                                    Przy okazji zaczęłam się zastanawiać jak długo można starać się podnieść kogoś na duchu. Nie mam teraz na myśli Meli, bo nie śledziłam wcześniej wątków zakładanych przez nią i nie umiem ocenić czy to chwilowa chęć poużalania się nad sobą (czasem na chwilę można), czy faktyczna próba manipulacji nami. Do Meli nic nie mam - tule wirtualnie i mam nadzieję że w miarę szybko się z tego podniesie.
                                                    Ale mam koleżankę, która rok po zakończeniu znajomości (bo to co się skończyło nawet nie było związkiem, a znajomością) wmawia sobie ze była niewystarczająco inteligentna, wystarczająco ładna, niewystarczająco to, niewystarczająco tamto. Rozmyśla co mogła zrobić inaczej, jak inaczej się zachować, może być bardziej stanowcza? a może bardziej wyluzowana? Co mogła zrobić żeby ON został. Wymyśla sobie rzekome błędy i ich żałuje. Wyjeżdża tez z tym ze nie chce być sama, ze sobie nie poradzi, ze wszyscy maja drugie połówki i tylko ona jest sama, ze samemu nie można być szczęśliwym w ogóle ani przez chwile. Że samemu nic nie cieszy. Zachowuje się tak jakby mężczyzna który wreszcie się zjawi miał odwrócić całe jej życie do góry nogami i z pasma cierpień przemienić w sielankę.

                                                    Ja się w to angażuje, bo dziewczyna jest ładna, inteligentna (na tematy nie związane z związkami damsko-męskimi potrafi trzeźwo spojrzeć, w sumie sympatyczna i strasznie bym chciała żeby zobaczyła siebie taką jaką widzę ją ja i na pewno inni ludzie, zamiast widzieć się w jakimś krzywym zwierciadle - brzydszą, głupszą itp. Tylko zastanawiam się kiedy odpuścić. Kiedy się od niej odciąć, kiedy powiedzieć "jak uważasz ze jesteś głupia - to widocznie jesteś, koniec tematu". Bo być może moje rady (bardzo podobne do Waszych) są tylko marnowaniem mojego czasu i energii i nigdy, ale to nigdy nie przyniosą żadnego rezultatu. A może jakiś rezultat jest gdzieś głęboko w niej tylko na tyle mały ze tego nie widzę? Na pewno krecią robotę robią jej rodzice którzy jej codziennie powtarzają ze dziewczyna w tym wieku powinna być w związku a jak nie jest to jest nienormalna, coś z nią jest nie tak. Jej mama rozpacza że ją musiała źle wychować skoro jest taka nienormalna. Nawet jej powiedziała ze wszystkie dziewczyny oprócz jej jednej ozywają swojej cipy. Z drugiej strony nie wiem czy ona faktycznie chce się wyrwać spod tego wpływu rodziców, czy może lubi o sobie źle myśleć i jest jej tak dobrze. Wszelkie tłumaczenia są jak grochem o ścianę.
                                                  • helenka333 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 22:19
                                                    Jej mama rozpacza że ją musiała źle wychować skoro jest
                                                    > taka nienormalna. Nawet jej powiedziała ze wszystkie dziewczyny oprócz jej jedn
                                                    > ej ozywają swojej cipy.

                                                    O ja...jak matka może tak powiedzieć o córce? Nie będę pisać co bym jej odparowała. Swoją drogą mój tata kiedyś też mi pojechał, że jestem 'nieudana' bo jeszcze nie mam męża i dzieci, i to przy moim TŻcie.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 22:30
                                                    Wiesz, dla ciebie to, co mówi ta dziewczyna to dziwne, bo ty ja widzisz inaczej. Ona widzi siebie tak. Był taki film "Wycieczkowicze". Normalna, zgrabna dziewczyna staje przed lustrem w bikini, a w lustrze odbija się gruba baba. Ona nie mówi tego, żebyś jej współczuła. Ty ją tak odbierasz, ona odbiera się inaczej. Wpływ rodziców, otoczenia jest ogromny. Możesz mieć użalania się miec dość i olać znajomość. Ale nie oceniaj kogoś, dla kogo brak partnera czy poczucie bycia mniej wartą jest rzeczywistością. Może ma depresję, ale nie przekonasz jej, że ma się leczyć czy zmienić podejście, dopóki ona sama się nie przekona. nie urodziłas się nią, nie rpzezyłaś jej życia, nie zostałaś wychowana w ten sposób, nie cuzjesz się nieszczęśliwa. Jedni mają siłę, inni nie. Jedni się potrafią cieszyć w samotności, inni nie. Dla ciebie to była znajomość, dla iej mógł to być związek. Nie pomożesz nikomu mówiąc: no nie przesadzaj, pozbieraj się.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 22:41
                                                    > Wiesz, dla ciebie to, co mówi ta dziewczyna to dziwne, bo ty ja widzisz inaczej
                                                    > . Ona widzi siebie tak. Był taki film "Wycieczkowicze". Normalna, zgrabna dziew
                                                    > czyna staje przed lustrem w bikini, a w lustrze odbija się gruba baba. Ona nie
                                                    > mówi tego, żebyś jej współczuła. Ty ją tak odbierasz, ona odbiera się inaczej.
                                                    > Wpływ rodziców, otoczenia jest ogromny. Możesz mieć użalania się miec dość i ol
                                                    > ać znajomość. Ale nie oceniaj kogoś, dla kogo brak partnera czy poczucie bycia
                                                    > mniej wartą jest rzeczywistością. Może ma depresję, ale nie przekonasz jej, że
                                                    > ma się leczyć czy zmienić podejście, dopóki ona sama się nie przekona. nie urod
                                                    > ziłas się nią, nie rpzezyłaś jej życia, nie zostałaś wychowana w ten sposób, ni
                                                    > e cuzjesz się nieszczęśliwa. Jedni mają siłę, inni nie. Jedni się potrafią cies
                                                    > zyć w samotności, inni nie. Dla ciebie to była znajomość, dla iej mógł to być z
                                                    > wiązek. Nie pomożesz nikomu mówiąc: no nie przesadzaj, pozbieraj się

                                                    W takim razie powiedz mi, Mela, po co ludzie mówią takie rzeczy, jeśli nie oczekują pomocy ani nie chcą wzbudzić współczucia? Czego oczekują? Ja też czułam jak psie odchody, ale szybko przestałam o tym mówić, bo nic mi to nie dało. Czego oczekuje taka osoba? Jak, Twoim zdaniem, można pomóc?
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 10:19
                                                    Gdyby taka osoba wiedziała, czego oczekuje, nie zachowywałabym się tak. Jest to stan doskonale mi znany i to wcale nie z tej chwili. Ona chciałaby pomocy, ale w jej stanie psychicznym wsyztsko jest w czarnych barwach i "nie da się". Jedni milcza w cierpieniu, inni muszą mówić. Osoba, której zdarzyło się coś rpzykrego, ale jej kondycja psychiczna jest w ogóle ok, pozbiera się sama, przestanie narzekać, zrobi coś. Jeśli jednak doszła do takiego stanu, depresji pewnie, stanu depresyjnego czy czegoś takiego, nie widzi sytuacji racjonalnie. Będzie miała do ciebie pretensje za rady, będzie miała pretensje, bo skąd możesz wiedzieć, jak ona się czuje. Będzie miała pretensje, jak ją wyślesz do lekarza.
                                                    Nie wiem, co można zrobić. Możesz odrzucić, nie masz obowiązku dać się kims obarczać. Moim zdaniem tylko ona sama może dojść do tego, że jest źle i musi coś zmeinić.
                                                    Dziewczynie, która uważa, że jest taka brzydka, nie pomoże mówienie, ze jest ładna, bo to cudza opinia przeciw jej wewnętrznemu przekonaniu. Ty może oceniasz się obiektywnie/w miarę obiektywnie, ale osoba w takim stanie mówiąca, że jest paskudna, nie robi tego, żebyś zaprzeczała, bo jest próżna albo kokietuje. Ja bym jej poradziła oderwanie się od rodziców, przestanie zwalać nieszczęść na rodzinę, bo teraz sytuacja się zmieniła, nie ejst dzieckiem, nie musi ich słuchać. Rodzice mogą być wspaniali, pomocni, ale jeśli nie są, to to są tylko ludzie i tak samo można olać ich opinię, choć to trudne. Znalazłabym jej sytuacje, w których sobie poradziła, spodobała się komuś, żeby spróbować ją wybić z wiecznego myślenia, że ejst brzydka i głupia. Zapytałabym czy ktoś, kto, nie wiem, skońćzył studia, ma pracę, cokolwiek, jest wg niej głupi. I zapytała czy ona w takim razie ejst głupia.

                                                    A ludzie mówią takie rzeczy, bo jest im ekstremalnie źle, marzą, żeby ktoś użył czarodizejskiej różdżki i pomógł, szukają ratunku, ale nie potrafią przyjąć rad.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 11:04
                                                    mela1 napisała:

                                                    mela1 napisała:

                                                    > Gdyby taka osoba wiedziała, czego oczekuje, nie zachowywałabym się tak. Jest to
                                                    > stan doskonale mi znany i to wcale nie z tej chwili.

                                                    No proszę, ja ty cudownie potrafisz relatywować i rozkładać sytuację innych na czynniki pierwsze. Wszystko, by znaleźć potwierdzenie założenia, że się nie da. Nie da się i koniec. Piszesz niby o innych, ale cały czas o sobie. To dlatego lubisz zajmować się problemami innych, bo pozwala ci to ciągle znajdować nowe wytłuamczenia, dlaczego nie można się zmienić. Wiesz, w ciężkich zaburzeniach psychicznych, takich jak schizofrenia ze stanami paranoidalnymi, z wiecznie wracającymi, upierdliwymi i paralizującymi myślami, stosuje się czasem proste narzędzie. Trzeba sobie po prostu wyobrazić znak drogowy STOP. Już wtedy, gdy czujemy, że ta myśl się zbliża i za chwilę zacznie krążyć, i wygryzać mózg. U zdrowych ludzie też się to sprawdza, na przykład, gdy nie potrafimy wieczorem wyłączyć problemów i przeszkadzają nam one w zaśnięciu. Ty też musiłabyś częściej stosować ten chwyt. By przestać psychologizować na temat nieszczęścia u innych i u siebie.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 12:31
                                                    > Dziewczynie, która uważa, że jest taka brzydka, nie pomoże mówienie, ze jest ła
                                                    > dna, bo to cudza opinia przeciw jej wewnętrznemu przekonaniu. Ty może oceniasz
                                                    > się obiektywnie/w miarę obiektywnie, ale osoba w takim stanie mówiąca, że jest
                                                    > paskudna, nie robi tego, żebyś zaprzeczała, bo jest próżna albo kokietuje

                                                    Co do tego to akurat jestem pewna. Myślę, że jest wręcz przeciwnie - osoba, która tak mówi, chce tak naprawdę potwierdzenia swojej teorii. Czyli chce usłyszeć, że jest brzydka, głupia, cud się zdarzy, gdy jakiś facet na nią spojrzy, a za wszystkie nieszczęścia w jej życiu są odpowiedzialne jej małe piersi. Chce wzbudzić litość. Chce też, żeby ktoś, jej zdaniem, silniejszy, rozwiązał jej problemy, nie wiem, załatwił chirurga plastyka, załatwił awans, przyprowadził księcia z bajki, albo przynajmniej wspierał ją w jej wizji. Każda inna forma pomocy zwykle zostaje odrzucona. Do pewnego stopnia to jest normalne, każdy ma chwile, że potrzebuje głaskania po głowie. Ale u niektórych osób to przybiera karykaturalne formy.
                                                  • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 14:02
                                                    Z tym księciem z bajki to moja koleżanka dokładnie tak ma. Chciałaby żeby przyszedł i wtedy zmieniłoby się WSZYSTKO w jej życiu. A ja wiem że takich książąt nie ma i że taki nigdy nie przyjdzie. dlatego chciałabym żeby przestała czekać. Pewnie, że życie we dwoje jest łatwiejsze. Sama się bardzo przyzwyczaiłam do tego, ze wieloma sprawami nie zaprzątam sobie głowy, bo robi je mąż i jakbym została sama to też bym się bała czy sobie poradzę. Strach jest normalny. Każda zmiana w życiu i każde wyzwanie wzbudza w ludziach strach. I byłoby m trudniej w pojedynkę. Tylko że jednocześnie wiem że, maż nie dźwiga na barkach CAŁEGO MOJEGO ŻYCIA i generalnie nie jest odpowiedzialny za moje szczęście, ani za moje poczucie własnej wartości. Chociaż prawdopodobnie po 4 dniach od rozstania też bym jeszcze nie umiała myśleć racjonalnie, więc bardzo się naszą krytyką Mela nie przejmuj, tylko na spokojnie sobie przemyśl co dziewczyny napisały. Moim zdaniem wiele rad tutaj udzielonych jest genialnych. Przepraszam za wprowadzanie mojej koleżanki do tego wątku. Po prostu widzę miedzy Wami pewne podobieństwa , chociaż Ty chyba jednak myślisz trzeźwiej niż ona.
                                                    Koleżanka o której pisałam nie ma lat 18 tylko 30. I smutek nie przeszedł jej po roku od zakończenia znajomości. I ona właśnie nie mogła kochać jego, bo nawet nie zdążyła go poznać. Raczej kochała swoje wyobrażenie o nim, albo wyobrażenie o tym że wreszcie będzie w związku. Wystarczyło to że się zainteresował a potem przestał się interesować, żeby dziewczyna już rok non stop rozmyślała o tym czemu przestał i co zrobiła/powiedziała źle? Jej zdaniem jakby z nią było wszystko dobrze to by nie przestał się interesować (nieważne ze facet jest prawdopodobnie z tych co nie chcą się angażować). Koleżanka generalnie nie chodzi i nie opowiada też o tym wszem i wobec każdemu. Raczej się wstydzi braku faceta i jest przekonana że ludzie ją przez to oceniają gorzej i raczej woli unikać tego tematu z ludźmi z którymi nie jest bisko. Ale sama się tym gryzie non stop.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 15:56
                                                    No właśnie jest łatwiejsze. Nie musisz być zosią-samosią, możesz zrobić wsyztsko sama, ale nie musisz. Facet oczywiście za mnie rpacy nie znajdzie, pracował nie będzie, z szefem się nie wykłóci. Ale przyjdę do domu i mogę mu to opowiedzieć. Zna mnie, chce mojego dobra, myśli trochę inaczej, patrzy na sprawę bardziej z zewnątrz. Pomoże w ten sposób. Jak się wali, to cię po prostu ktoś przytuli. Mogę to pranie zrobić sama, mogę sama odsunąć kanapę przy odkurzaniu, ale jak mi się nie chce, to mam kogo poprosić. Pierdoły, ale zaczynam zauważac, ile więcej na mnie spadnie. Nie do wszytskiego nadaje się koleżanka.
                                                    Ja tą twoją koleżankę doskonale rozumiem. Nie płakałam rok po krótkiej znajomosci, bo przed tym związkiem zaliczyłam takich kilka. I płakałam po kazdej i po każdej kolejnej bardziej, że znowu coś zrobiłam nie tak, że znowu nie byłam wystarczająco dobra. Teraz jest o niebo lepiej, bo mam z tyłu głowy, że mi tez nie było dobrze. Umiem go zrozumieć. Przykro mi, że przestał mnie kochać, ale nie powiem złego słowa o nim.
                                                    Wyobrażenie też można kochać. Z samotności można dużo, a z taką rodziną, to już w ogóle. Ja też zaczynałam słuchać o tym, że powinnam kogoś miec. Przez te 4 lata święta rpzestały być traumą, bo nie słuchałam życzeń, żebym sobie w końcu ułożyła życie.
                                                  • kis-moho Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 16:06
                                                    Przez te 4 l
                                                    > ata święta rpzestały być traumą, bo nie słuchałam życzeń, żebym sobie w końcu u
                                                    > łożyła życie.

                                                    Mela, ale nigdy nie będziesz szczęśliwa, jeżeli takie życzenia będą dla Ciebie traumą. Ludzie gadają różne rzeczy, jeżeli są to głupoty, to może warto takie kontakty nieco zminimalizować. Bo takie życzenia zasługują li i jedynie na to, żebyś życzącym powiedziała gdzie Cię mogą pocałować. I żeby pilnowali własnego nosa.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 17:29
                                                    > No właśnie jest łatwiejsze. Nie musisz być zosią-samosią, możesz zrobić wsyztsk
                                                    > o sama, ale nie musisz. Facet oczywiście za mnie rpacy nie znajdzie, pracował n
                                                    > ie będzie, z szefem się nie wykłóci. Ale przyjdę do domu i mogę mu to opowiedzi
                                                    > eć. Zna mnie, chce mojego dobra, myśli trochę inaczej, patrzy na sprawę bardzie
                                                    > j z zewnątrz. Pomoże w ten sposób. Jak się wali, to cię po prostu ktoś przytuli
                                                    > . Mogę to pranie zrobić sama, mogę sama odsunąć kanapę przy odkurzaniu, ale jak
                                                    > mi się nie chce, to mam kogo poprosić. Pierdoły, ale zaczynam zauważac, ile wi
                                                    > ęcej na mnie spadnie. Nie do wszytskiego nadaje się koleżanka.

                                                    A ja uważam, że do tego wcale nie potrzeba faceta/męża/konkubenta. Owszem, związki są nam, ludziom, potrzebne, ale to niekoniecznie musi być ta forma związku, jaką Ty sobie wymarzyłaś. Ty chyba chcesz mieć zawsze tylko jedną bliską osobą, która Ci zastąpi cały świat, a tak się nie da. W kupie siła. Prędzej czy później zawsze tej drugiej osoby zabraknie, albo nie poradzi sobie z Twoimi oczekiwaniami. Dlatego warto mieć całą sieć przyjaciół i znajomych, nie muszą być idealni, bo ideałów nie ma. Nie musisz być też dla nich najważniejsza na świecie, bo zwykle najważniejszymi dla nas osobami jesteśmy my sami. Ale otoczenie życzliwych osób bardzo dużo daje.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 17:34
                                                    mela1 napisała:

                                                    > No właśnie jest łatwiejsze. Nie musisz być zosią-samosią, możesz zrobić wsyztsk
                                                    > o sama, ale nie musisz. Facet oczywiście za mnie rpacy nie znajdzie, pracował n
                                                    > ie będzie, z szefem się nie wykłóci. Ale przyjdę do domu i mogę mu to opowiedzi
                                                    > eć.

                                                    No właśnie, że nie. To znaczy w dobrze funkcjonującym związku wcale nie musi być tak, że zawalamy partnera śmieciami z pracy, czy innymi nudnymi relacjami z naszego życia. Ja i mój mąż rzadko sobie o naszej pracy opowiadamy, bo tam dzieje się w kółko to samo, jego rady nie bardzo mi zwykle pasują, jego koledzy mnie nudzą, więc wałkowanie pracy, kiedy można robić ze sobą coś innego, jest dla nas stratą czasu. Nie znaczy, że ty też tak musisz i jest to jedyna dozwolona forma, ale ty masz wiele takich wyobrażeń "jak być powinno" i gdy nie zostają one spełnione, nie czujesz się zadowolona. To też jeden z powodów dlaczego twój facet od ciebie ucieka. Jesteś ze swoim sztywnym programem po prostu zbyt wymagająca, by nie powiedzieć męcząca. Małżeństwo twoich rodzciów było beznadzieje, więc wymyśliłaś sobie w infantylnej potrzebie wzór jakiegoś idealnego związku, do którego tęsknisz, zapominając, że realni ludzie nie pasują do scenariusza kiczowatej telenoweli.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 19:42
                                                    Przestaje mi się chcieć odpowiadać na te zarzuty. Jeśli chcesz wiedzieć mój facet powiedział, że zaczeło sie psuć, kiedy przestałam opowiadać o problemie w pracy, bo on tak bardzo lubił słuchać jak mówię z zaangażowaniem. Nigdzie nie napisałam, że mam wizję opowiadania o pracy, nie rozumiesz przykładu obrazującego większą całość? Mogę wsyzstko zrobić sama, ale inaczej się to robi mając mentalne wsparcie.
                                                    Mój facet powiedział też, że okazało się, że ja wiem więcej o związkach niz on i poczuł się niedoświadczony. Że w tym wspólnym mieskznaiu zrobiłam wszystko tak, jak trzeba i wcześniej wyobrażał sobie nasze życie razem podobnie. A nie zwykł kłamać, jak już mówi, to prawdę.

                                                    Jest mi źle i smutno, boję się drugiej fazy wyprowadzki. Ale nie będę się obwiniać. Może po prostu mamy zbyt różne temperamenty i potrzeby. To w połączeniu z niemówieniem o swoich potrzebach (nie mi, nikomu, nigdy), uważaniu, że szczęście może mu dać tylko zadowalanie innych, że on nie chce, żeby mu było dobrze, tylko znośnie, daje frustrację. Moim zdaniem on ma wsystkie objawy deporesji. Chciałabym pomóc, ale on do lekarza nie chce iść. Człowiek, który sam sobie nie potrafi wymienić jednej rzeczy, która by mu przyniosła zadowolenie, czego by chciał, nie ucieka ode mnie, bo ja mam wizję zwierzeń po pracy. Ja mam wizję czegokolwiek, związku. A nie dwóch osób zamkniętych w różnych pomieszczeniach, nie dotykających się, nie rozmawijących, gdzie jedna strona 4 lata nie potrafi powiedzieć o swoich uczuciach. On miał podobną, dążył do tego, znał mnie i wiedział, jaka jestem, a tego właśnie chciał. Widać przecenił swoje siły w radzeniu sobie w problemami całego świata. Powtarza scenariusz takiego związku drugi raz z, jak mówi kompletnie inną osobą. Spodobałam mu się, bo byłam całkiem inna niż ex. I doprowadził do identycznej wizji związku, tej, od której uciekł, bo już tak nie mógł.
                                                    Malżeństwo moich rodziców ma do rzeczy tylko tle, że nie wierzę w nic na całe życie, nie wierzę w szczęście małżeńskie. Nie mam wizji. Lubię rozmawiać z partnerem, więc to jest dla mnie istotny element związku. Nie uważam, że to element koneiczny w każdym związku, zresztą nic mnie nie obchodzi na czym kto sobie buduje szczęście.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 20:23
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Przestaje mi się chcieć odpowiadać na te zarzuty. Jeśli chcesz wiedzieć mój fac
                                                    > et powiedział, że zaczeło sie psuć, kiedy przestałam opowiadać o problemie w pr
                                                    > acy, bo on tak bardzo lubił słuchać jak mówię z zaangażowaniem.

                                                    A czy ja napisałam, że winne jest opowiadanie o pracy? Mam ochotę poprosić cię o czytanie ze zrozumieniem. ;-) Napisałam, że winne były twoje sztywne wyobrażenia o tym, co powinno się robić w idealnym związku, a przykład z gadaniem o pracy miał tylko pokazać, że ludzie mogą ukłdać sobie reguły współżycia sami, według indywidualnych potrzeb, a nie jak uczą w szkółkach niedzielnych dla pensjonarek. Nikt też nikogo nie zostawia, bo ten przestał gadać o pracy. Jak naiwną trzeba być, by w coś takiego wierzyć?

                                                    > Malżeństwo moich rodziców ma do rzeczy tylko tle, że nie wierzę w nic na całe ż
                                                    > ycie, nie wierzę w szczęście małżeńskie.

                                                    Ok, to napisała mela. A to?

                                                    >Ale przecież zdecydowana większość ludzi tworzy związki, chce tego, rozstania, rozwody są >powodem stresu, cierpienia, ludzie celebrują śluby, zakłądanie rodziny. Nie wiem, dlaczego u >mnie to miałoby być wyjątkowe. Rodzina, oparcie, miłość to są rzeczy warte więcej niż vpieniądze, praca. Ja się bez tego czuję źle.

                                                    Też mela, czy ktoś inny? To jak, wierzysz w związek i rodzinę, czy nie wierzysz? Jak można sobie życzyć czegoś, co twoim zdaniem nie istnieje?


                                                    > Moim zdaniem on ma wsystkie objawy deporesji. Chc
                                                    > iałabym pomóc, ale on do lekarza nie chce iść.

                                                    Zaczynam się ciebie bać. :-/ Moim zdaniem jesteś stracona.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 21:00
                                                    Jestem naiwna i stracona, ok. Przeszłam depresję, znam objawy. Kiedy ktoś mi opisuje, że czuje się dokładnie tak samo, to naprawdę glupotą jest myśleć, że może na depresję cierpieć. Rozmawiałam z osobą, która jest psychologiem. Nie sugerowałam, przytoczyłam słowa i zachowania. Z osoba, która go poznała. I powiedziała: znajdź kogoś, kogo on posłucha i poproś o pomoc, bo to wygląda na głęboką depresję i może się źle skończyć.

                                                    Pewnie w twoim racjonalnym podejściu to dysonans, ale mogę zauważać, że na świecie jest całkim sporo milionerow, też bym tego chciala, ale nie wierze, że umiem to osiągnąć. W moim wieku ludzie się żenią. Ale biorąc pod uwagę liczbę rozwodow, trudno mi uwierzyć, że to się może udac. Uciekałam od tego. Zdecydowała się na związek, niech będzie konkubinat późno. Zobaczyłam, że tego chcę. Ale papier mnie odstrasza, bo nie wyobrażam sobie tlumaczenia się z powodów rozstania w sądzie. Nie mogę czegoś chceć, a nie wierzyć, że to może być na stałe?

                                                    Rozumiesz zbiezność w czasie bez zbieżności przyczynowo skutkowej. Powiedział, kiedy zaczęlo sie psuć i że to lubił, wniosek, że uważam to z powód rozstania jest twój.

                                                    Chcesz wygrać w tej przepychance? Chcesz mi udowodnić, że to moja wina, że mnie zostawił, podał mi nieprawdziwe powody, a ja mam wizję związku z telenoweli? Tylko po co? Ten wątek możesz zamknąć, może umrze śmiercia naturalną, powyzłośliwiasz się w innym. Zaczynam sądzić, że odczuwasz przyjemność z obcowania, choćby internetowego, z osoba, która cię wkurza. Ja ci daję do tego pełne prawo, tylko sądziłam, że jak ktoś przeczytał kawałek ckliwej psychodramy w wykonaniu rozchwianej histeryczki, nie chce jej pomagać, to idzie poczytać o stanikach, kremach, sytuacji na świecie. Nie udowodnię ci, że nie jestem wielbłądem. A jeśli jestem to nie uwierzę w to, bo ty tak mówisz.
                                                  • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 21:34
                                                    Jak się trafi na fajnego faceta to faktycznie jest dużo łatwiej. Zgadzam się, bo sama z odciążenia przy wielu drobnych codziennych sprawach korzystam. Ale to jest w podobny sposób łatwiej jak np łatwiej się mieszka z rodzicami jeśli się ma fajnych. Pewnie ze jest miło, jak się przychodzi do domu gdzie lodówka jest pełna, rachunki zapłacone, samochód przygotowany do zimy, gdzie można liczyć na pomoc zawsze. Ale to, że jest łatwiej nie znaczy, że w razie ewentualnej przeprowadzki człowiek sobie na pewno nie da rady i na pewno będzie nieszczęśliwy do końca życia (bo chwilowo pewnie będzie nieszczęśliwy). Pewnie ze koniec związku, to jest to sytuacja z której będziesz się cieszyć. Jest to sytuacja, w której tez bym się bała i martwiła, ale jednocześnie nie jest to sytuacja nie do przejścia i uniemożliwiającą bycie szczęśliwym w przyszłości. Szczęście się osiąga na wielu płaszczyznach. Jak trochę odbolejesz ten związek to zaczniesz dostrzegać że są rzeczy które ci sprawiają przyjemność, które Cie cieszą i do których nie potrzebujesz faceta. Mimo że jestem w związku, to mam poczucie że większość rzeczy które składają się na moje szczęście osiągnęłam całkiem sama. Nie zawsze z wsparciem, czasem wbrew partnerowi.
                                                    Bo facet raz zrozumie i pocieszy, a raz będzie miał gorszy dzień i muchy w nosie. Wcale nie będzie zawsze rozumiał i przytulał. Czasem nie będzie rozumiał stanowiska, czasem będzie krytykował i wyśmiewał (często niesłusznie ,bo nie ma człowieka co zawsze ma racje i ON będzie niemiewał racji). Czasem będziesz musiała nie tylko osiągnąć coś sama, ale jeszcze się zmierzyć z jego krytyką, czy pretensjami. Więc osiągnięci niektórych celów będzie nawet trudniejsze z facetem niż bez. Nie ma takiego księcia co zawsze przytuli, zrozumie, pocieszy, pomoże. I będzie bywało, że to koleżanka się sprawdzi lepiej w wielu sytuacjach. Masz racje, ze nie do wszystkiego nadaje się koleżanka. Tak samo nie do wszystkiego nadaje się ukochany facet. Nikt się nie nadaje do wszystkiego :). A jakoś się nie martwisz ze może Ci zabraknie koleżanki. Dobrą koleżankę oczywiście lepiej mieć niż nie mieć, ale nie uzależniasz całego swojego szczęścia od jej posiadania.
                                                    Z rodziną co życzy na święta "ułożenia sobie życia" musi być faktycznie ciężko. Mogę zrozumieć że przy takich życzeniach to się nóż w kieszeni otwiera. Chyba ogólnie w Polsce mamy dużą presje społeczną na posiadanie męża, lub partnera co to będzie opiekował się rodziną (faceci pod taką presja też maja przewalone). Mnie się jakoś udało dorastać w rodzinie obfitej w świetne, silne, zaradne i szczęśliwe kobiety bez faceta przy boku. Kobiety które same, bez żadnego wsparcia otwierały swoje firmy, znakomicie nimi zarządzały, robiły kariery które w Polsce bez znajomości wydają się niemożliwe, podróżowały, realizowały swoje pasje, chodziły na tańce, często godziły to wszystko z wychowywaniem dzieci. Urobiły się często straszliwie. Ale jednoczesne widać było że są dumne z siebie i szczęśliwe. U mnie w rodzinie to było widoczne że życie, to one mają ułożone i nikt im nie życzył faceta, (zostałby przewrócony śmiechem). Chyba dzięki pozytywnym wzorcom nigdy nie marzyłam, że facet mi jakoś zmieni/ułoży/ulepszy/ubarwi/ułatwi życie (być może Ty tak nie myślisz - znowu pisze na podstawie mojej koleżanki, trochę mieszam Wasze historie). Ja faceta nie szukałam, on sam mi się sam jakoś napatoczył :). Fakt że jest mi z nim dobrze i daje mi ten związek dużo szczęścia i że strasznie bym cierpiała gdyby to się teraz skończyło - ale w dalszym ciągu widzę że to jest może 10% mojego ogólnego zadowolenia z życia. Nie mam osoby która dawałaby mi całe szczęście. Tylko ja sama mogę je sobie dać.
                                                  • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 22:07
                                                    A Poerwszejliterze nie miej tak do końca za złe złośliwości. Ona ma taki styl że wali obuchem w głowę. Bywa strasznie niedelikatna w stosunku do wszystkich, nie tylko w stosunku do Ciebie. Jej opinie bywają skrajnie surowe, skrajnie wymagające w stosunku do innych, bez krzty serca, a często bez krzty wyczucia. Widoczne uważa że silne wstrząśniecie kimś, a nawet wkurzenie kogoś przynosi lepsze rezultaty niż spokojna rozmowa. Ja często nie popieram jej sposobu poradzenia dyskusji. Bywa że jej nie lubię. (Pierwszalitero - mam wrażenie ze Ty się o to nie obrazisz)
                                                    Ale jednocześnie kobieta potrafi - szorstko bo szorstko - ale mądrze napisać. Czytaj jej komentarze spokojnie i z dystansem, ale też z uwagą. Jeśli w wielu elementach nie ma racji (jak każdy Pierwszalitera jest człowiekiem i jak każdy czasem się myli) to jej komentarze zignoruj. Ale też zastanów się w czym ma racje i jak możesz jej rady wykorzystać dla siebie. Ja widzę że te szorstkie i złośliwe komentarze Pierwszejlitery są po to żeby pobudzić Cię do pozytywnego, konstruktywnego działania.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 22:49
                                                    Sama jej napisałam na początku, że nie spodziewałam się tak miłej odpowiedzi. Ale mam wrazenie, że im dalej to ciągnie, tym bardziej chodzi tu o głupi upór - ja udowodnię, że mam rację, bo jestes niespójna i piszesz różne rzeczy, które się jej zdaniem wykluczają. Ja się spokojnie zgodziłam z niektórymi opiniami, ale pisanie, że dobrze się bawię manipulując forumowiczkami, to przesada. Ja się nie załamię, bo obca osoba uznała, że mam pensjonarską wizję związku, bo akurat lubię coś, co jest takim pensjonarskim stereotypem. Nie będę się tłumaczyła z lubienia czegoś.

                                                    Masz rację, że partner nie zawsze przytuli. Ja akurat krytyki nie słyszałam, nie ngował moich pomysłów, chyba, że takie właśnie depresyjne czy histeryczne mysli. Czułam wsparcie mniejsze lub większe. Zdecydowanie robiłam więcej w domu, kłócilismy sie o to, ale kłótnia o sprzątanie to jest duperela. Krzyczał na mnie (może złe słowo, nie ten temperament), kiedy mówiłam, że nie mogę, nie potrafię, pokazywał zawsze, co mi się udało. Też wielokrotnie miałam pretense, że mi nie pomaga. Kiedy straciłam pracę, mogłam sie wypłakć i może dzieki temu się nie załamałam. Ale nową znalazłam sama. Pomógł mi w trudnej sytuacji z długami, chociaż glowy nie dam, kto wymyślił rozwiązanie. Jakś burza mózgów, może on, może ja, ale potemposzedł ze mną do prawnika, choć sam potem przyznał, że był tam tłem, bo sama wszystko załatwiłam.
                                                    Nie bylo sielanki. Ja rozumowo wiem, że nikogo nie zmuszę do miłości, nie przekonam. Ale uczuciowo boli, że ktoś kochał i przestał. Jak ktoś ma wysoką samoocenę, doświadczenie ze znajdowaniem partnera, kiedy ma taką potrzebę, może nie potraktować tego jak odrzucenie. Ale nie słyszałam o osobie, która rozstanie po kilku latach potraktowała jak ugryzienie komara i zaraz uznała, że jest super, silna i niech chłop spada. Bo związek, może dla mnie, może to pensjonarskie, to zaangażowanie sie, otwarcie, wpuszczenie tej osoby bardzo blisko, stworzenie zażyłości, intymności, czegoś, co jest właściwe tylko dla tej pary. Języka, wspomnień. I nagle osoba, której się zaufało, tę relację zrywa. Jak się w coś głęboko wchodzi, to ciężko z tego nagle wyjść. Pewnie zwolnienie z nudnej pracy, kiedy wie się, że ma się do wyboru inne to mały stres. Ale są ludzie, którzy bardzo się tej pracy poświęcają, wkładają mnóstwo energii, zeby coś robić dobrze, do tego jest kryzys, a w ich branży bryndza i juz kilka razy szukali pracy przez lata, pamiętają jak się czuli bezwartościowi jako bezrobotni. To metafora jakby co. A co dopiero utrata relacji.
                                                  • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 23:21
                                                    "Ale nie słyszałam o osobie, która rozstanie po kilku latach potraktowała jak ugryzienie komara i zaraz uznała, że jest super, silna i niech chłop spada". Pewnie że nie. Cierpienie w takiej sytuacji jest naturalne. My właśnie możemy udzielać ci rad i wskazać pewne niekonsekwencje w Twoim rozumowaniu, bo widzimy to z boku i same nie cierpimy. Dlatego możemy Ci doradzać tak "na trzeźwo". Ty pewnych rzeczy nie możesz zobaczyć, bo cierpisz. Nikt by ich w tej sytuacji nie zobaczył. Mnie łatwo się mądrzyć z boku. Jakbym sama była w tej sytuacji to bym przyleciała na forum prosząc o radę jak mam się ogarnąć, jak zacząć żyć bez niego i co w ogóle się robi z samochodem oprócz tego ze się nim jeździ i jak się gotuje (u mnie gotuje mąż) i jak się w ogóle załatwia różne sprawy i ze chyba sobie nie poradzę ;). Pewnie bym się denerwowała na Pierwsząliterę że mi dogryza. Oczywiście że w dobrym związku jest więcej plusów niż minusów i wcale nie próbuje Cie przekonać ze super nie mieć faceta - bo jak się fajny trafi to fajnie go mieć. Ale chcę Cie przekonać ze to nie jest ani warunkiem wystarczającym ani koniecznym do bycia szczęśliwym.
                                                    Analogię do pracy bardzo rozumiem. Zaczynam odczuwać kryzys pomimo, iż ostatnie kilka lat pracowałam po 12 godzin na dobę i się baaaardzo angażowałam. Teraz okazuje się ze jestem niewystarczająco dobra. Mąż z tej samej branży - obecnie bez pracy. Puki co na jedzenie i na piwo starcza - biubiu ubrania trzeba niestety ograniczyć. Przyszłość w Polsce nie rysuje się różowo. Szykuję się do wyjazdu za granicę.
                                                    Fakt ze rozwiązanie swojej sytuacji ekonomicznej jest bardzo trudne, ale z facetem to może być tak samo trudne albo i trudniejsze bo jeszcze trzeba będzie udźwignąć jego ewentualne problemy z pracą (przecież go nie zostawisz po 10 latach bo przyszedł kryzys). W sumie musisz zacząć od poradzenia sobie ekonomicznie, bo bez tego nie będziesz w stanie rozsupłać reszty. Ale widzę że Ty jesteś na dobrej drodze i bardo mocno wierzę ze Ty faktyczne z tego wyjdziesz i ze faktycznie wyjdziesz mocniejsza.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 09:17
                                                    W taj chwili kasa rozwiązuje większość moich problemów. Tylko nie ejst to zależne tylko ode mnie. A pewnej mierze jest i to też trudne, bo trzeba to dobrze rozegrać. Chciałabym zostać w tym mieszkniu, które jest dla mnie za duże i za drogie. Ale gdyby udało mi się awansować i dostać podwyżkę, gdybym wynajęła sensownie drugie mieszkanie i może jeszcze znaleźć dodatkową pracę, to dałabym radę.
                                                    Kusi opcja powrotu do swojego mieszkania, wtedy nie płacę za wynajem, stać mnie spokojnie na wsyztsko. Ale to mieszknaie z abardzo mi się kojarzy, stało się miejscem, w którym się źle czułam. Byłby to powrót, cofnięcie się. Nie wiem sama. Zarzynac się czy wrócić, zrobić remont.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 10:06
                                                    mela1 napisała:




                                                    > Masz rację, że partner nie zawsze przytuli. Ja akurat krytyki nie słyszałam, ni
                                                    > e ngował moich pomysłów, chyba, że takie właśnie depresyjne czy histeryczne mys
                                                    > li. Czułam wsparcie mniejsze lub większe. Zdecydowanie robiłam więcej w domu, k
                                                    > łócilismy sie o to, ale kłótnia o sprzątanie to jest duperela.

                                                    I znowu niespojność. Teraz jest niby taki wspaniały, a kiedyś się użalałaś. I sprzątanie nie było duperelą, tylko ważnym elementen nalężącym do pielęgnacji związku. Bardzo życzyłaś sobie też czułości i przytulania, a teraz relatywujesz i chcesz się arranżować z tym troszkę, a właściwie z tym niczym, co on ci dawał. Bo twoich potrzeb nie spełniał nigdy. Jesteś jedną wielką niespójnością i im prędzej sobie to uświadomisz, tym lepiej.
                                                    Twoja terapeutka za najważniejszą sprawę uważała klarowny plan z jasno zdefiniowanymi celami i miała rację, bo ta niespójność towarzyszy ci już od dawna i strasznie utrudnia życie.

                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 09:57
                                                    > A Poerwszejliterze nie miej tak do końca za złe złośliwości. Ona ma taki styl ż
                                                    > e wali obuchem w głowę. Bywa strasznie niedelikatna w stosunku do wszystkich, n
                                                    > ie tylko w stosunku do Ciebie.

                                                    Bla bla bla. Mela przyszla tu po pocieszenie, przyszla sie wyzalic i nie zauwazylam zeby akurat w tym momencie potrzebowala dokladnej psychoanalizy jej calego zycia. Jest wystraszona, zawalilo jej sie cale zycie, musi zaczac wszystko od nowa - mela jest tylko czlowiekiem i ma prawo sie tego bac, ma prawo odczuwac niepewnosc, ma prawo zastanawiac sie jak bedzie wygladalo jej zycie. Szczegolnie niecaly tydzien po rozstaniu, szczegolnie, ze facet sie nie wyprowadzil jeszcze, ze nie wie jak sobie poradzi finansowo. To jest okropnie trudne do udzwigniecia i dowalanie czlowiekowi tym, ze gdzies tam sie jego wypowiedzi nie zgadzaja nie ma tutaj zadnego sensu.

                                                    Malo jest osob w tej sytuacji, ktore by po upadku "rozstaniu" po prostu wstaly i otrzepaly sie z kurzu i poszly nie odwracajac sie za siebie juz nigdy. Rozstanie to moment kiedy czlowiek patrzy na miniony czas, ma prawo prze jakis czas doszukiwac sie swoich bledow i ma prawo czuc sie beznadziejnie jak zbity piec. Oczywiscie w tej sytuacji lepiej jest sie zwrocic do przyjaciol, ktorzy na poczatku powiedza "on nie jest gorsza wart, a wez go czart, wez go czart", moze terapeutycznie upija sie z nami. Pisanie na forum gdzie kazdy jest madry i bezpieczny za ekranem komputera prowadzi wlasnie do takiej dowalanki. A mela potrzebuje pocieszenia teraz a nie punktowania jej niescislosci w wypowiedziach.

                                                    No wiec wirtualnie Cie melu przytulam, bedzie lepiej !
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 10:17
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Bla bla bla. Mela przyszla tu po pocieszenie, przyszla sie wyzalic i nie zauwaz
                                                    > ylam zeby akurat w tym momencie potrzebowala dokladnej psychoanalizy jej calego
                                                    > zycia.

                                                    Przede wszystkim mela nie przyszła tu po pocieszenie. A po drugie nie robię żadnej psychoanalizy, bo tym kierunkiem psychologicznym się nie zajmuję. Nie można też aktualnego problemu meli rozważać w oderwaniu od kontekstu, od większej całości. Ja też w pierwszych słowach chciałam dodać jej otuchy i wiele osób napisało wiele pożytecznego i empatycznego. Ale mela sprytnie to wykorzystała do kolejnych emojonalnych upławów i pewnie profituje teraz nawet od mojego zainteresowania. Więc tak właściwie robię jej tylko przyjemność, że w ogóle z nią jeszcze dyskutuję. Ona ma zresztą twoje przytulanie za przeproszeniem w nosie. Służy jej to tylko i wyłącznie do utwierdzania się w świadomości, że obnoszenie się z nieszczęściem ma swoje dobre strony, ludzie są nagle mili i nie trzeba się samemu starać.
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 10:29
                                                    > Przede wszystkim mela nie przyszła tu po pocieszenie. A po drugie nie robię żad
                                                    > nej psychoanalizy, bo tym kierunkiem psychologicznym się nie zajmuję. Nie można
                                                    > też aktualnego problemu meli rozważać w oderwaniu od kontekstu, od większej c
                                                    > ałości.

                                                    Po pierwsze to nie bylo personalnie do Ciebie ale musialam jakos zaznaczyc, na ktory post odpowiadam.

                                                    Mozesz mnie zjesc ale uwazam, ze tydzien po rozstaniu czlowiek ma prawo obnosic sie ze swoim nieszczesciem i tyle. ma prawo plakac, histeryzowac itd. Dlatego, ze wlasnie skonczyla sie jakas czesc zycia i trzeba przezyc po niej zalobe. Za pare tygodni czy miesiecy bedzie lepiej ale teraz jest zle, beznadziejnie, do pupy i tyle. Ja sie nie poczulam wykorzystana w kazdym razie.

                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 10:38
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Mozesz mnie zjesc ale uwazam, ze tydzien po rozstaniu czlowiek ma prawo obnosic
                                                    > sie ze swoim nieszczesciem i tyle. ma prawo plakac, histeryzowac itd. Dlatego,
                                                    > ze wlasnie skonczyla sie jakas czesc zycia i trzeba przezyc po niej zalobe.

                                                    A dlaczego miałabym cię zjeść? Ja też tak uważam. Ale mela nie rozpacza po rozstaniu z chłopakiem, tylko pastwi się nad sobą i swoim życiem, zatrudniając do tego wszystkie możliwe trupy w szafie. Nawet te, które jeszcze właściwie żyją i pewnie przy odrobinie pielęgnacji jakoś by się wylizały, ale mela zadecydowała, że muszą zdechnąć, bo ona zna już przyszłość. ;-)
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 10:53
                                                    > A dlaczego miałabym cię zjeść? Ja też tak uważam. Ale mela nie rozpacza po rozs
                                                    > taniu z chłopakiem, tylko pastwi się nad sobą i swoim życiem, zatrudniając do t
                                                    > ego wszystkie możliwe trupy w szafie. Nawet te, które jeszcze właściwie żyją i
                                                    > pewnie przy odrobinie pielęgnacji jakoś by się wylizały, ale mela zadecydowała,
                                                    > że muszą zdechnąć, bo ona zna już przyszłość. ;-)


                                                    Pastwi sie nad soba i swoim zyciem bo jej zycie w jej mniemaniu wlasnie sie skonczylo. Mialam 18 lat jak przechodzilam przez identyczny proces i po paru miesiecach bylo lepiej ale tydzien po to nawet moja polonistka, zmija jakich malo na tym swiecie, dala mi taryfe ulgowa. Na tamten moment to mi sie wydawalo, ze nadszedl koniec swiata, nikt mnie wiecej nie zechce, ten oto facet byl idealem, nawet jak ktos mnie zechce to nie bedzie taki jak ten co mnie zostawil, swiat jest beznadziejny, zycie jest beznadziejne, nie zdam matury, nie dostane sie na studia i w ogole. 10 lat pozniej moge powiedziec tylko tyle, ze zaluje ze rozpaczalam tak dlugo po nim. Mialam jednak obek przyjciolki, ktore wykazywali ciut empatii i kazda z nich najpierw powtarzala, ze to dran jakich malo nawet jesli ja stawialam go na piedestale, na moje jeki, ze jestem brzydka, gruba, mam krzywy nos, za duze usze, za krotkie nogi, za rzadkie wlosy kazda mowila, ze jestem piekna jak Afrodyta. Obiektywnie jestem ladna ale na tamten moment wydawalo mi sie, ze wygladam jak potwor.

                                                    I dlatego miesiac przed matura oswiadczylam wszystkim, ze ide do klasztoru :D Potem mi przeszlo.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 11:26
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Mozesz mnie zjesc ale uwazam, ze tydzien po rozstaniu czlowiek ma prawo obnosic
                                                    > sie ze swoim nieszczesciem i tyle. ma prawo plakac, histeryzowac itd.

                                                    Ok, ale po 1. Mela nie ma 18 lat. Po 2. Mela ma tendencję do histeryzowania i obnoszenia się ze swoim nieszczęściem od dłuższego czasu. Mela chyba o tym wie, że ma problemy ze sobą i chyba oczekuje jednak czegoś więcej, niż poklepania po plecach. Masz rację, od tego są koleżanki, żeby usiąść w barze i poklepywać po plecach. Może Mela kogoś takiego nie ma, ale to też o czymś świadczy.
                                                    Mela nawet sama nie wie, czy w ogóle rozpacza po rozstaniu, czy nad całokształtem. Ostatnio wydaje mi się, że najbardziej po mieszkaniu.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 11:59
                                                    A w wieku 30 lat, to nie boli.
                                                    Tak, rozpaczałam nad mieszkaniem, bo włożyłam w nie dużo serca, bo to miało być nasze. Ale właściwie mam już ciekawszy pomysł. Zrobię sobie remont, zajme się czyms, wywalę wszytskie szpargały od początku świata i zamieszkam u siebie nie bawiąc się w wynajmowanie swojego komus, a sama od kogoś. Wiesz, ja się życiowo zbieram bardzo szybko, wbrew pozorom. Koleżanki tez mam i nie poklepują mnie wcale.Coż, jestem taka, ze wolę wylać wszystko z siebie niż się kisić. A nuż jedna osoba wpadnie na coś ciekawego. Akurat najbardziej cenię sobie rozmowy z koleżanką, która nie mówi czy mam rozpaczac czy nie, tylko co powinnam przy okazji załatwić. I pomimo, że paskudna sytuacja, to zobaczyła w niej moment na ważny przełom. Znamy się 17 lat, jmoże ma więcej empatii i widziała, co po kolei przechodziłam. Jakoś pomimo tylu lat nie widzi histeryczki i wariatki, może tak łatwo nie ocenia.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 12:15
                                                    mela1 napisała:

                                                    Coż, jestem taka, ze wolę wylać wszystko z siebie niż się kisić. A nuż je
                                                    > dna osoba wpadnie na coś ciekawego. Akurat najbardziej cenię sobie rozmowy z ko
                                                    > leżanką, która nie mówi czy mam rozpaczac czy nie, tylko co powinnam przy okazj
                                                    > i załatwić. I pomimo, że paskudna sytuacja, to zobaczyła w niej moment na ważny
                                                    > przełom. Znamy się 17 lat, jmoże ma więcej empatii i widziała, co po kolei prz
                                                    > echodziłam. Jakoś pomimo tylu lat nie widzi histeryczki i wariatki, może tak ła
                                                    > two nie ocenia.

                                                    Arogancja wołająca o pomstę o nieba. Najpierw się wyżalać, aż wątek pęka, a potem pisać, że złe jesteśmy, bo nie rozumiemy. I jeszcze pomysłów żadnych nie mamy. Nikt w tym wątku nie wpadł na nic ciekawego. Wielka szkoda.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 16:59
                                                    > A w wieku 30 lat, to nie boli.
                                                    > Tak, rozpaczałam nad mieszkaniem, bo włożyłam w nie dużo serca, bo to miało być
                                                    > nasze. Ale właściwie mam już ciekawszy pomysł. Zrobię sobie remont, zajme się
                                                    > czyms, wywalę wszytskie szpargały od początku świata i zamieszkam u siebie nie
                                                    > bawiąc się w wynajmowanie swojego komus, a sama od kogoś. Wiesz, ja się życiowo
                                                    > zbieram bardzo szybko, wbrew pozorom. Koleżanki tez mam i nie poklepują mnie w
                                                    > cale.Coż, jestem taka, ze wolę wylać wszystko z siebie niż się kisić. A nuż je
                                                    > dna osoba wpadnie na coś ciekawego. Akurat najbardziej cenię sobie rozmowy z ko
                                                    > leżanką, która nie mówi czy mam rozpaczac czy nie, tylko co powinnam przy okazj
                                                    > i załatwić. I pomimo, że paskudna sytuacja, to zobaczyła w niej moment na ważny
                                                    > przełom. Znamy się 17 lat, jmoże ma więcej empatii i widziała, co po kolei prz
                                                    > echodziłam. Jakoś pomimo tylu lat nie widzi histeryczki i wariatki, może tak ła
                                                    > two nie ocenia.

                                                    Ja już też nie widzę histeryczki. Widzę miłość własną jak stąd na księżyc. Może i dobrze, może jest Ci to teraz potrzebne. Tak czy inaczej, życzę Ci powodzenia.
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 12:29
                                                    > Ok, ale po 1. Mela nie ma 18 lat. Po 2. Mela ma tendencję do histeryzowania i o
                                                    > bnoszenia się ze swoim nieszczęściem od dłuższego czasu. Mela chyba o tym wie,
                                                    > że ma problemy ze sobą i chyba oczekuje jednak czegoś więcej, niż poklepania po
                                                    > plecach. Masz rację, od tego są koleżanki, żeby usiąść w barze i poklepywać po
                                                    > plecach. Może Mela kogoś takiego nie ma, ale to też o czymś świadczy.
                                                    > Mela nawet sama nie wie, czy w ogóle rozpacza po rozstaniu, czy nad całokształt
                                                    > em. Ostatnio wydaje mi się, że najbardziej po mieszkaniu.


                                                    Tendencja na forum jest taka, ze niektore uzytkowniczki zakladaja nowe konta, zeby o swoich problemach sercowych napisac. Mela nie zalozyla i ma za swoje.

                                                    W wieku 30 lat zlamane serce wcale nie boli mniej, zaryzykowalabym, ze boli nawet bardziej po 4 latach zwiazku niz po polrocznym bieganiu na randki do kina i calowaniu sie za blaszakiem w wieku 18 lat. Idac jednak tokiem myslenia, ze jak nie ma sie 18 lat juz to bolec powinno mniej wiec takze 70letniej wdowie mozna powiedziec, zeby nie obnosila sie ze swoja rozpacza bo w jej wieku to nie wypada. Niewazne, ze maz ja cale zycie utrzymywal kiedy ona zjamowala sie dziecmi, ze ona placil rachunki a ona teraz nie wie nawet ile za mieszkanie sie placi i gdzie. Moze i mela rozpacza po mieszkaniu ale uwazam, ze ma do tego prawo. Ma tez prawo jeszcze nie wiedziec czego i nie widziec nic dobrego w byciu singielka narazie.
                                                  • kis-moho Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 12:55
                                                    A ja mam wrażenie że te rachunki zaczynają dominować dyskusję...
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 13:24
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Tendencja na forum jest taka, ze niektore uzytkowniczki zakladaja nowe konta, z
                                                    > eby o swoich problemach sercowych napisac. Mela nie zalozyla i ma za swoje.

                                                    Mela zaczęła wątek słowami: "Wiem, że wszyscy znają mnie tylko z jęczenia na mojego faceta, ale tym razem muszę." To nie wygląda na potrzebę anonimowości i jest zachętą do rozpatrzenia jej problemu w całościowym kontekście. Niestety.

                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 13:33
                                                    > Mela zaczęła wątek słowami: "Wiem, że wszyscy znają mnie tylko z jęczenia na mo
                                                    > jego faceta, ale tym razem muszę." To nie wygląda na potrzebę anonimowości i je
                                                    > st zachętą do rozpatrzenia jej problemu w całościowym kontekście. Niestety.

                                                    Ja przeczytalam, ze chce ponarzekac na faceta ktory ja rzucil a nie, ze potrzebuje doglebnej analizy jej calego zycia. Dlatego sie upieram, ze bardziej potrzebuje teraz pocieszenia i klepania po plecach a nie ustawiania do pionu. Kazdy ma taki moment w zyciu, ze czuje sie beznadziejnie i mysli, ze jest nic nie warty i kazdy w tym momencie mowi "nikt mnie nie kocha, nie lubi, jestem brzydka, gruba i mam paskudny charakter a do mialam fatalne dziecinstwo" itd. I chocby wtedy takiej osobie mowic, ze nie jest tak zle, nie wyglada tak zle i zycie tez nie takie najgorsze to i ta ta osoba widziec bedzie wszystko w czarnych barwach.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 17:17
                                                    > W wieku 30 lat zlamane serce wcale nie boli mniej, zaryzykowalabym, ze boli naw
                                                    > et bardziej po 4 latach zwiazku niz po polrocznym bieganiu na randki do kina i
                                                    > calowaniu sie za blaszakiem w wieku 18 lat. Idac jednak tokiem myslenia, ze jak
                                                    > nie ma sie 18 lat juz to bolec powinno mniej wiec takze 70letniej wdowie mozna
                                                    > powiedziec, zeby nie obnosila sie ze swoja rozpacza bo w jej wieku to nie wypa
                                                    > da. Niewazne, ze maz ja cale zycie utrzymywal kiedy ona zjamowala sie dziecmi,
                                                    > ze ona placil rachunki a ona teraz nie wie nawet ile za mieszkanie sie placi i
                                                    > gdzie. Moze i mela rozpacza po mieszkaniu ale uwazam, ze ma do tego prawo. Ma t
                                                    > ez prawo jeszcze nie wiedziec czego i nie widziec nic dobrego w byciu singielka
                                                    > narazie.

                                                    Nie chodzi o to, kiedy bardziej boli, a kiedy mniej. Ale u 18latki bycie niedojrzałą, histeryczną czy do uzależniania poczucia własnej wartości od mężczyzny jest bardziej naturalne. Uważam, że nie z tym mamy tutaj do czynienia, ani nie z typowym złamanym sercem. Mela też to zresztą chyba widzi. Powątpiewam w skuteczność typowych w takiej sytuacji metod, ale też mogę się mylić.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 11:11
                                                    Bardzo cię proszę, żebys przestała czytać i odpowiadać. Nie robisz mi przyjemności, że ze mną dyskutujesz. Wmawiasz innym, że ich wykorzystuję i nie przyszłam tu po pocieszenie. Bo wiesz lepiej. I nie pisz proszę komuś, że mam jego przytulanie w nosie, bo po pierwsze nie mam, a po drugie nie twój interes.

                                                    Mam prawo wziąć sobie te rady, które uważam za pasujące do mnie i mojej sytuacji. I to, że nie wdrożę ich dziś i od powiedzenia, że mam się czuć szczęśliwa sama ze sobą, nie zmieni się mój 30-letni sposób myślenia. Listę rzeczy do poukładania mam długą. Na razie musze się ogarnąć i wybrac najlepszy sposób na rozwiązanie kwestii mieszkaniowo-finansowej. I spójna, niespójna, histeryczna, ale muszę gdzies mieszkać i sama się utrzymać.

                                                    Nie będę ci dłużej odpisywać. Tylko mam prosbę, nie pisz, co ja myślę, co ja czuję, jak traktuję inne wypowiedzi.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 11:40
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Bardzo cię proszę, żebys przestała czytać i odpowiadać. Nie robisz mi przyjemno
                                                    > ści, że ze mną dyskutujesz. Wmawiasz innym, że ich wykorzystuję i nie przyszłam
                                                    > tu po pocieszenie. Bo wiesz lepiej. I nie pisz proszę komuś, że mam jego przyt
                                                    > ulanie w nosie, bo po pierwsze nie mam, a po drugie nie twój interes.

                                                    A ja cię bardzo proszę, byś przestała robić emocjonalny striptease, bo twoje wyżalania bez składu i ładu mnie drażnią i zakłócają psychiczne feng shui. ;-) I co, twoja potrzeba ma być ważniejsza od mojej? Mamy obie dostęp do tej samej opcji, możemy przestać się czytać. Więcej wymagać nie możesz, u mnie bonusa ofiary nie masz.
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 12:31
                                                    > A ja cię bardzo proszę, byś przestała robić emocjonalny striptease, bo twoje wy
                                                    > żalania bez składu i ładu mnie drażnią i zakłócają psychiczne feng shui. ;-) I
                                                    > co, twoja potrzeba ma być ważniejsza od mojej? Mamy obie dostęp do tej samej o
                                                    > pcji, możemy przestać się czytać. Więcej wymagać nie możesz, u mnie bonusa of
                                                    > iary nie masz.

                                                    Z tego co sie orientuje to w polskim prawie nie ma jeszcze obowiazku udzielania sie na forum jak rowniez i czytania a w feng shui to chyba jest tak, ze czlowiek sam kreuje przyjazna przestrzen wokol siebie. Wiec jak Ci watek zakloca wewnetrzna harmonie to chyba wiesz co masz zrobic? :P
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 13:14
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Z tego co sie orientuje to w polskim prawie nie ma jeszcze obowiazku udzielania
                                                    > sie na forum jak rowniez i czytania a w feng shui to chyba jest tak, ze czlowi
                                                    > ek sam kreuje przyjazna przestrzen wokol siebie. Wiec jak Ci watek zakloca wewn
                                                    > etrzna harmonie to chyba wiesz co masz zrobic? :P

                                                    Nie słyszałam też o obowiązku publicznego uzewnętrzniania swojego życia prywatnego oraz prawie wybierania sobie pasujących komentarzy. Ty może?
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 13:28
                                                    > Nie słyszałam też o obowiązku publicznego uzewnętrzniania swojego życia prywatn
                                                    > ego oraz prawie wybierania sobie pasujących komentarzy. Ty może?


                                                    Watki mozna czytac i komentowac a mozna tez sie nie udzielac jesli psuje to psychiczne feng shui.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 13:38
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Watki mozna czytac i komentowac a mozna tez sie nie udzielac jesli psuje to psy
                                                    > chiczne feng shui.

                                                    No już przestań martwić się o moje feng shui. Też nie zauważyłaś, że jaja sobie robię. Podobnie jak meli moje feng shui może być obojętne, tak ja mogę sobie pisać gdzie chcę i nie muszę pytać założycielki wątku o zgodę, bo nagle zadecydowała, po kilometrowych prywatnych wynurzeniach, że jej życie to nie jest mój interes. Jej kolejna niespójność. Albo traktuje swoje życie jako prywatność, do której nikt nie wtrąca swoich trzech groszy, albo rozkłada je na czynnki pierwsze na forum, oczekując poczty zwrotnej.
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 13:56
                                                    > No już przestań martwić się o moje feng shui. Też nie zauważyłaś, że jaja sobi
                                                    > e robię. Podobnie jak meli moje feng shui może być obojętne, tak ja mogę sobie
                                                    > pisać gdzie chcę i nie muszę pytać założycielki wątku o zgodę, bo nagle zadecy
                                                    > dowała, po kilometrowych prywatnych wynurzeniach, że jej życie to nie jest mój
                                                    > interes.

                                                    Dobre. Wstretna mela nagle zmienila zdanie, jak ona mogla !!!
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 14:24
                                                    Dla mojego feng shui wyłączyłam posty pierwszejlitery, nie nie mam ochoty ich czytać. Może pisac sobie a muzom. Nie prosiłam o pomoc personalnie jej, jej sposób bycia mi nie odpowiada i nie mam obowiązku słuchać rad ani analiz, bo ktoś uważa, że ma prawo je wygłaszać, bo się wywnętrzyłam.
                                                    Dzięki za zrozumienie. Zreszta jak się wali, to wszystko. Uroda mieszkania mnie teraz nie interesuje.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 16:38
                                                    coeur_de_boeuf napisał(a):

                                                    > Dobre. Wstretna mela nagle zmienila zdanie, jak ona mogla !!!

                                                    Wybacz, ale nie rozumiem, co chcesz mi powiedzieć.
                                                  • leute Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 14:26
                                                    Ona cię tylko prosiła, żebyś nie pisała co według ciebie ona myśli i czuje. Pisanie o własnym życiu na forum to jeszcze nie zachęta do spekulacji na temat swoich myśli i uczuć.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 16:33
                                                    leute napisała:

                                                    > Ona cię tylko prosiła, żebyś nie pisała co według ciebie ona myśli i czuje. Pis
                                                    > anie o własnym życiu na forum to jeszcze nie zachęta do spekulacji na temat swo
                                                    > ich myśli i uczuć.

                                                    Nic takiego nie pisałam. Nie konfabuluj. Ja pisałam tylko, jak się zachowuje, jak się przedstawia i jakie wnioski można z tego wyciągnąć. Nic o tym, co czuje, albo ma czuć. I jaka twoim zdaniem byłaby prawidłowa reakcja na jej wyżalania?
                                                  • leute Re: Wyżalę się ostatni raz 17.12.12, 10:24
                                                    Napisałaś:

                                                    "Zaczynam podejrzewać, że jaja sobie tu robisz i czytając nasze odpowiedzi nabijasz się aż tynk odpada."
                                                    "przecież widzę, że szuka tylko publiczności dla kolejnej odsłony tej samej tragedii."

                                                    i tylko o to chodzi. To Mela uznała za przypisywanie myśli i uczuć, i prosiła, żeby tego nie robić.
                                                  • felisdomestica Re: Wyżalę się ostatni raz 15.12.12, 00:19
                                                    No a do czego to jest zachęta? Bo jeśli nie do komentowania, to raczej rzeczywiście bardziej nadawałby się pamiętnik.
                                                    Problem w tym, że mela usłyszała nie to, co chciała. I nie spodobało jej się to.
                                                  • leute Re: Wyżalę się ostatni raz 17.12.12, 10:32
                                                    Meli nie spodobało się to, że mówi jej się, że tylko szuka publiczności i pewnie nabija się z tych, którzy traktują ją poważnie i starają się pomóc. Komentowanie opisanych przez nią problemów i dawanie rad jest jak najbardziej ok.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 17.12.12, 11:45
                                                    leute napisała:

                                                    > Meli nie spodobało się to, że mówi jej się, że tylko szuka publiczności i pewni
                                                    > e nabija się z tych, którzy traktują ją poważnie i starają się pomóc.

                                                    Nie musisz tłumaczyć mi prostych komunikatów meli. Podaj lepiej przekonywujące argumenty, że jest inaczej niż twierdzę.
                                                  • leute Re: Wyżalę się ostatni raz 23.12.12, 15:57
                                                    Ja nie wiem, jaka jest prawda, i tu w ogóle nie chodzi o to, kto ma rację, tylko o to, że Mela poprosiła cię o coś i miała prawo o to prosić. Nie jest tak, że jak założyła wątek na forum, to nie może protestować przeciwko niczemu, co zostanie napisane w odpowiedzi (nawiązuję tu do twoich słów: "Albo traktuje swoje życie jako prywatność, do której nikt nie wtrąca swoich trzech groszy, albo rozkłada je na czynnki pierwsze na forum, oczekując poczty zwrotnej.").
                                                  • turzyca Re: Wyżalę się ostatni raz 14.12.12, 10:10
                                                    Ale przyjdę do domu i mogę mu to opowiedzi
                                                    > eć. Zna mnie, chce mojego dobra, myśli trochę inaczej, patrzy na sprawę bardzie
                                                    > j z zewnątrz. Pomoże w ten sposób. Jak się wali, to cię po prostu ktoś przytuli
                                                    > . Mogę to pranie zrobić sama, mogę sama odsunąć kanapę przy odkurzaniu, ale jak
                                                    > mi się nie chce, to mam kogo poprosić.

                                                    Wspollokatorka tez do takich rzeczy sie nadaje.
                                                    Naprawde nie trzeba zwiazku, zeby nie byc samotnym.

                                                    Przez te 4 l
                                                    > ata święta rpzestały być traumą, bo nie słuchałam życzeń, żebym sobie w końcu u
                                                    > łożyła życie.

                                                    Ja bym chyba doszla do mocno sarkastycznego "wlasnie sobie ulozylam". Lub poszla w ogole na udry i stwierdzila, ze do ulozenia zycia potrzebuje sie pozbyc z wlasnego mieszkania sublokatorow nie placacych czynszu.
                                                    Ja moja rodzine zasadniczo lubie i nie rozpalam konfliktow, ale moja rodzina lubi mnie i nie pcha sie z butami w moje prywatnosci, wiec pewnie przy takich zagrywkach stracilabym i cierpliwosc i takt.
                                                  • swierszczowa1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 22:53
                                                    Ja bym właśnie strasznie chciała, żeby ona siebie zobaczyła prawdziwą, żeby zobaczyła jaka jest ładna i fajna - bo jest. Tylko właśnie - niestety nie wystarczy, że ja tego chcę. Racjonalne argumenty nie trafiają.
                                                    Wiem ze rodzice są bulwersujący. Też nie mogę pojąć dlaczego się tak zachowują. Niby ludzie z wyższym wykształceniem, nauczyciele, ludzie powazani w swoim mieście.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 10:49
                                                    mela1 napisała:

                                                    Może ma depresję, ale nie przekonasz jej, że
                                                    > ma się leczyć czy zmienić podejście, dopóki ona sama się nie przekona. nie urod
                                                    > ziłas się nią, nie rpzezyłaś jej życia, nie zostałaś wychowana w ten sposób, ni
                                                    > e cuzjesz się nieszczęśliwa. Jedni mają siłę, inni nie. Jedni się potrafią cies
                                                    > zyć w samotności, inni nie. Dla ciebie to była znajomość, dla iej mógł to być z
                                                    > wiązek. Nie pomożesz nikomu mówiąc: no nie przesadzaj, pozbieraj się.

                                                    Ale tobie nikt nie mówi, że masz się pozbierać i nie przesadzać. Dostajesz zawsze słowa otuchy plus dokładną analizę swojej aktualnej sytuacji, z różnych punktów widzenia. Dziewczyny starają się pomóc i znaleźć pozytywne aspekty w twoim życiu i jest ich tam co nie miara. Tego można się trzymać i piąć dalej w drodze do osobistego szczęścia. Osoba z instynktem samozachowawczym sama zechce kiedyś te dobre rzeczy dostrzegać, bo bycie wieczenie pokrzywdzonym i nieszczęśliwym nie jest fajne i ludzie wolą wyjść z doła. Nikt nie mówi, że nie wolno ci teraz czuć smutku, rozczarowania, a nawet rozpaczy. Ale u ciebie rzutuje to od razu na całościowe spostrzeganie własnej osoby, które od lat nie jest najlepsze. Zakładasz z góry, że ty tej siły nie posiadasz, że nie dasz sobie emocjalnie rady, że się nie wygrzebiesz. Bo ty po prostu nie chcesz. Bycie nieszcześliwym, ofiarą, daje ci prawdopodobnie jakieś wtórne korzyści. Ktoś się wtedy tobą interesuje, zauważa, może lituje. O proszę, teraz masz też cały wątek głaskania po główce. Jak zawsze w twoim problematycznym życiu. A wiele ludzi ma przecież jakieś problemy, przeżyło nieszczęścia, czasem też rozpacza i pyta o radę, ale nie obnosi się tak ze swoim dramatem jak ty. Rzucił cię chłopak, o matko droga, zdarza się, wiele z nas to przeszło. A ty od razu wylewasz żale całego życia i traktujesz to jako kolejny kamień na ubojnej drodze. Tu nie o twoją aktualną emocjalną reakcję na porzucenie chodzi, tej ci nikt nie żałuje, tylko o ocenę twojej ogólnej sytuacji, a ta powinna być u osoby, która podobno zdolna jest do samorefleksji lepsza. Idź pokrzycz sobie do lasu, spij się w samotności, albo spal jego gacie, złamane serce boli i potrzebuje czasu, by się wygoić, ale przestań znęcać się nad samą sobą w postaci publicznej autopsychoanalizy, bo to do niczego nie doprowadzi. Ja jestem osobą w miarę z siebie zadowoloną, asertywną i doskonale znającą moje emocjonalne reakcje, potrafię przewidzić je z góry i według tego planować moje zachowanie, ale gdybym wywaliła wszystkie moje porażki życiowe w takim zagęszczeniu i szczegółowym opisie, jak ty to robisz, to zaczęłabym w siebie wątpić. Prawdopodobnie dostałabym ciężkiej deprechy, a że czas przedświąteczny to w ogóle nie jest dla mnie najlepszy okres w roku, stałabym się pewnie alkoholiczką. ;-) Ktoś mądry powiedział, że szczęście to jest dobre zdrowie i słaba pamięć, i chyba miał rację. Pod niektórymi wydarzeniami trzeba zrobić krechę i nie mam tu na myśli rozstania, tylko wszystkie te flaki z twojego dzieciństwa i wczesnej młodości.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 11:44
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > mela1 napisała:

                                                    > Ale u ciebie rzutuje to od ra
                                                    > zu na całościowe spostrzeganie własnej osoby, które od lat nie jest najlepsze.
                                                    > Zakładasz z góry, że ty tej siły nie posiadasz, że nie dasz sobie emocjalnie ra
                                                    > dy, że się nie wygrzebiesz.

                                                    Tak, wiem. Co mogę dodać? Włącza mi się taki mechanizm. Znasz wyłącznik? Ja sobie z wieloma problemami poradziłam tak, że je zepchnęłam, nie przepracowałam. Uczucia we mnie zostały i każde niepowodzenie mi je odgrzebuje.

                                                    Wspomniałaś o przerwaniu skutecznej terapii. Nie była dla mnie wtedy skuteczna. Tzn. czułam się gorzej, bo czułam, że ktoś wymaga ode mnie czegoś, an co nie mam siły. W ciągu 3 lat dojrzałam do wsyztskich decyzji, o których mówiła terapeutka, niemal w 100% zrealizowałam to, co uznała za konieczne, żebym wyszła z depresji. Uważam, że wtedy nie był mój czas. Nie uszczęśliwiłabym się robiąc to, co ktoś uważa dla mnie za dobre, uszczęśliwiło mnie zorbienie tego w momencie, kiedy stało się pragnieniem. Napisałam przykład, że keidy zwolnili mnie z pracy to była dla mnie tragedia, w dużej mierze taka, że ma mnie w tym miejscu nie być, mam zostawić ludzi, sprawy, zmieniać coś, a ja się boję zmian. Wegetowałam bez umowy aż dojrzałam. I wtedy zmiana, pożegnanie może budziły odrobinę niepewności, trochę wzruszały, ale czułam, że to moja droga, że idę dalej, zakońćzyłam rozdział. Rozstanie nie było z mojej inicjatywy, więc zanim dojdę do tego, że może było dobre, trochę czasu minie. Wyrwało mnie z poukładanego świata, a nie było wyborem.

                                                    Czy skoro pani terapeutka wbiła mi do głowy jakieś cele, przestałam z nią gadać co tydzień o tym, co słychać i w swoim tempie je zrealizowałam, to czy ja przerwałam terapię? To miało być minimum do dalszych działań. Nie było planu: niech się pani poczuje wartościowa, tylko jesli pani nie zorbi tego i tego utknie pani w miejscu, nie będzie normalnie żyć. Może teraz powinnam poczekać na efekty.

                                                    >Bo ty po prostu nie chcesz. Bycie nieszcześliwym, o
                                                    > fiarą, daje ci prawdopodobnie jakieś wtórne korzyści. Ktoś się wtedy tobą inter
                                                    > esuje, zauważa, może lituje. O proszę, teraz masz też cały wątek głaskania po g
                                                    > łówce. Jak zawsze w twoim problematycznym życiu.

                                                    Akurat głaskania mam tu mało. Nie chcę, żeby się ktoś litował. Może forum to nie miejsce do wywlekania żali, ale można tu znaleźć opinie osób, których by się w normalnym życiu nie spotkało. Mam jakieś środowisko, ludzi o podobnych poglądach czy postrzeganiu świata. Może widzą wszytsko bardziej z mojej perspektywy, może nie każdy powie szczerze, co myśli. Chociaż mówią zdecydowanie w duchu, że stało się to, co miało się stać. Wcale nie lecę do każdego, żeby mnie głaskał. Wykręcam się od rozmowy z ojcem, bo wiem, że to musi być rozmowa trudna i o konkretach, na którą nie będe miała drugiej szansy. A nie chcę jej przeprowadzać np. płacząc, bo chcę być spokojna i zdecydowana, a nie wyjść na rozkapryszone dziecko.

                                                    Wywlokłam różne rzeczy, bo padły pytania. Nie chcę być źle zrozumiana, a chyba ejstem. Masz rację, co do krechy. Daj mi chwilę:) Potrzebuję pół roku. Sądziłam, że przez to, czego sie nauczyłam w tym związku, zrobiłam krechę po poprzednich. Że teraz jest inaczej, inaczej myślę, widzę, że rozpaczałam nie po konkretnej osobie, bo sama czułam, że nie pasuje do mnie, ale nad swoją deprechą. Ale jak napisałam, wraca. Może za to szybciej sobie pójdzie.
                                                  • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 12:27
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Tak, wiem. Co mogę dodać? Włącza mi się taki mechanizm. Znasz wyłącznik? Ja sob
                                                    > ie z wieloma problemami poradziłam tak, że je zepchnęłam, nie przepracowałam. U
                                                    > czucia we mnie zostały i każde niepowodzenie mi je odgrzebuje.

                                                    Wyłącznik musisz uruchomić sama. Nie jesteśmy piłeczkami odbijanymi od ścian emocji. U ciebie nie jest to zresztą sytuacja nowa, doskonale ją znasz i potrafisz wyjaśnić. Nie jesteś więc zaskoczona. Wystarczy świadoma koncentracja na pozytywach i świadome oddalanie od siebie negatywnych myśli. Ale na siłę nikogo jeszcze nie uszczęśliwiono, a tobie nie jest chyba jeszcze aż tak źle, byś czuła potrzebę zmiany.


                                                    > Wspomniałaś o przerwaniu skutecznej terapii. Nie była dla mnie wtedy skuteczna.
                                                    > Tzn. czułam się gorzej, bo czułam, że ktoś wymaga ode mnie czegoś, an co nie m
                                                    > am siły.

                                                    Bo terapia to jest gorzkie lekarstwo i najpierw nie smakuje, zanim zrobi nam się lepiej. To tak jak dieta i program sportowy, gdy chcemy schudnąć. Jasne, że fajnie byłoby, gdyby ktoś za nas biegał i ktoś za nas zmienił odżywianie, ale tak się nie da. Trzeba sobie dać w tyłek i pierwsze tygodnie czy miesiące są ciężkie. I tak naprawdę dbanie o wagę może zawsze być trudne, bo siedzenie na kanapie i zażeranie się smakołykami zawsze jest fajniejsze. Podobnie może być ze zdrowiem psychicznym, kiedy mamy jakieś niekorzystne predyspozycje, to nie możemy pozwolić sobie na zbyt duży luz i musimy cały czas się pilnować.


                                                    > Akurat głaskania mam tu mało. Nie chcę, żeby się ktoś litował.

                                                    Masz skłonność do sprzecznych sygnałów. Tak właściwie to mało wiesz o sobie. Gdybyś nie potrzebowała tego zainteresowania, to nie pisałabyś publicznie elaboratów na temat swojego życia. Jesteś niesamowicie skupiona na sobie i egocentryczna, jak ktoś już tu zauważył. Co nie musi być wadą, gdy koncentrujemy się na naszych siłach i talentach, i wykorzystujemy je pozytywnie do osiągnięcia własnych celów. Ale lepiej gdy zdajemy sobie z tego sprawę i nie zgrywamy sieroty. Przyznaj się przed sobą, że potrzebujesz potwierdzenia, podziwu oraz respektu i przestań manipulować instrumentalną słabością. Zdrowiej jest mieć bowiem o sobie ciut za wysokie mniemanie niż dobijać się niską samooceną.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 13:03
                                                    > Masz rację, co do krechy. Daj mi chwilę:) Potrzebuję pół roku. Sądziłam
                                                    > , że przez to, czego sie nauczyłam w tym związku, zrobiłam krechę po poprzednic
                                                    > h. Że teraz jest inaczej, inaczej myślę, widzę, że rozpaczałam nie po konkretne
                                                    > j osobie, bo sama czułam, że nie pasuje do mnie, ale nad swoją deprechą. Ale ja
                                                    > k napisałam, wraca. Może za to szybciej sobie pójdzie.

                                                    Krecha działa bardzo dobrze, sama polecam. Sumiennie postawiona okazała się dla mnie lepsza, niż babranie się w przeszłości, bo samo otwarcie szafy upośledzało moje normalne funkcjonowanie (przez to do kolekcjonowałam kolejne nieboszczyki). Zmieniłam taktykę i przestałam o tej szafie nawet myśleć. Teraz powiem szczerze, jak idę odwiesić płaszczyk, to co najwyżej przesunę te szkielety do kąta, nie boli, a ja nawet nie czuję potrzeby, żeby je wyrzucać, one tam są i tyle, ale na to potrzebowałam czasu. Nikt Cię tu nie pogania, będziesz gotowa, to sama zrobisz to, co uznasz za najlepsze, ale w sytuacji, kiedy boli nie do wytrzymania, znak stop to często szybkie i dobre wyjście.
                                                  • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 23:18
                                                    > Przy okazji zaczęłam się zastanawiać jak długo można starać się podnieść kogoś
                                                    > na duchu. Nie mam teraz na myśli Meli, bo nie śledziłam wcześniej wątków zakład
                                                    > anych przez nią i nie umiem ocenić czy to chwilowa chęć poużalania się nad sobą
                                                    > (czasem na chwilę można), czy faktyczna próba manipulacji nami. Do Meli nic ni
                                                    > e mam - tule wirtualnie i mam nadzieję że w miarę szybko się z tego podniesie.
                                                    > Ale mam koleżankę, która rok po zakończeniu znajomości (bo to co się skończyło
                                                    > nawet nie było związkiem, a znajomością) wmawia sobie ze była niewystarczająco
                                                    > inteligentna, wystarczająco ładna, niewystarczająco to, niewystarczająco tamto.
                                                    > Rozmyśla co mogła zrobić inaczej, jak inaczej się zachować, może być bardziej
                                                    > stanowcza? a może bardziej wyluzowana? Co mogła zrobić żeby ON został.

                                                    Mnie dojscie do siebie po pierwszym zawodzie sercowym zajelo jakies 8 miesiecy. Mialam 18 lat a moj aktualny wtedy facet rzucil mnie po roku dla mlodszej wiec zaczelam poszukiwac zmarszczek i oznak starzenia oraz szczuplejszej. Nie bylam absolutnie gruba, ona po prostu byla szkieletem obleczonym w skore a wiec na tamten czas idealem. Potem zmadrzalam i kolejni faceci juz mi tam takiej krzywdy nie robili. Raz zostawilam ja, raz oni. Moze generalnie dobrze jest przezyc powazne rozczarowanie jak najczesniej, potem czlowiek ma lepsze rozeznanie gdzie lokowac uczucia i szybciej sie zbiera z podlogi.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 11:19
                                                    Myślę, że 18-latkę boli inaczej niż 30-latkę. Mi pierwszy poważny związek rozpadł się jak miałam 22 lata. Ja zerwałam w podobny sposób jak mój obecny. Doszłam do ściany, wpadłam w panikę, uciekłam. Ryczałam 3 miesiące, ale wiedziałam, że nie mogę wrócić. Po 3 miesiącach się zakochałam jak wariatka. Wiele dobrego z tego nie wyniknęło.
                                                    Podobno "żałoba" po związku trwa połowę jego stażu - nie wiem, gdzie ja tę mądrość usłyszałam. Tu panuje opinia, że się użałam za długo. 4 dni po 4 latach. A ja mam wrażenie, że właśnie, jak zwykle, zepchęłam, rzuciłam się w wir pracy, robię plany. Tzn. wir pracy rzucił się na mnie. Zaczęłam jeść, a 3 dni nie mogłam, odpuściłam nawet dietę na jeden dzień. Nie zaczęłam pić. Odbyłam ważną rozmowę o przyszłości w pracy i żyję myślą podwyżki za pół roku. Planuję trudną rozmowę z ojcem o przyszłości. Spotkałam się z moją najmądrzejszą koleżanka, która mi radziła, jak rozmawiać. Ufam jej, uważam ją za mądrą i podobno tylko jak ona mi coś poradzi, to posłucham. Liczę kasę tak, żeby się wyrobić finansowo.
                                                    Tak, robię pranie, bo mnie to nic nie kosztuje. On odkurzył, przyniósł mi coś ze sklepu, oddał mi swoją kołdrę, bo nie miałam pod czym wczoraj spać, ja mu oddałam zamówionego chińczyka, bo wzięłam za dużo. Przestałam przy nim ryczeć, nie wyrzucam, nie każę się natychmiast wynosić. Jeśli jestem dla kogoś histeryczką i manipulatorką, to ok.
                                                    Wiem, że będzie gorzej, ta sielanka się skońćzy i on się wyprowadzi, wtedy do mnie dotrze, bo teraz nie widzę różnicy. Niby wiem, a nic się nie zmieniło.
                                                  • kis-moho Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 11:33
                                                    > Myślę, że 18-latkę boli inaczej niż 30-latkę. Mi pierwszy poważny związek rozpa
                                                    > dł się jak miałam 22 lata. Ja zerwałam w podobny sposób jak mój obecny. Doszłam
                                                    > do ściany, wpadłam w panikę, uciekłam. Ryczałam 3 miesiące, ale wiedziałam, że
                                                    > nie mogę wrócić. Po 3 miesiącach się zakochałam jak wariatka. Wiele dobrego z
                                                    > tego nie wyniknęło.

                                                    Mówimy o prawdziwym dorosłym związku czy pensjonarskich wyobrażeniach? 18-latki zwykle dopiero eksperymentują z byciem razem. Oczywiście, miewają złamane serca, ale to jednak co innego niż rozstanie po wieloletnim mieszkaniu z partnerem, prawda? Sceptycznie też podchodzę do wariackiego zakochiwania się w trzy miesiące. Mam wrażenie, że można się wtedy zakochać we własnym wyobrażeniu osoby czy związku, a nie w realnym człowieku. No ale może ja mam słaby temperament.
                                                  • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 13.12.12, 11:49
                                                    No właśnie cała prawda i nie wiem, jak przeżywanie zawodu w wieku 18 lat uodparnia na rozstanie w poważnej relacji. Ja tam zakochiwania nie szukałam, spojrzałam i mi odbiło.
                                            • mszn Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:37
                                              Z tego, co piszesz, wyraznie wynika, ze wlasnie samodzielnego mieszkania i samodzielnego zycia bardzo, bardzo ci trzeba. Skoro trafila sie sytuacja, ktora to wymusza, to nie uciekaj od tego. Samodzielnosc jest jednym z najwazniejszych, najbardziej wzmacniajacych, "udoroslajacych" doswiadczen, jakie mozna zdobyc. Jak tylko sie przekonasz, ze dajesz sobie rade, zyskasz taka pewnosc siebie i moc, ktora pozwoli Ci wygrac z wieloma strachami.

                                              To jest tez inwestycja na przyszlosc. Nprawde w dowolnym momencie zycia moze sie okazac, ze trzeba sobie poradzic samodzielnie i na wlasny jedynie rachunek, czasem jeszcze po drodze opiekujac sie kims. Nie uciekniesz od tego, nie mozesz liczyc na to, ze uda ci sie tego uniknac.
                                        • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 10:53
                                          mela1 napisała:

                                          > Nie mówię, że mam pomysł, żeby otaczać się nieszczęściami, tylko one mnie jakoś
                                          > stawiają w sytuacji pocieszycielki. A rzwiązania cudzych problemów widać lepie
                                          > j. Nie szukam tego, czasem się zdarza.

                                          Bardzo polecam się książeczkę bardzo znanego austriackiego psychologa Paula Watzlawicka "Jak być nieszczęśliwym". To przekorna kisążeczka, bardzo zabawna, ale też pouczająca. Watzlawick jest w niej bowiem zdania, że bycie nieszczęśliwym, to sztuka, której można się nauczyć. Prototypem osoby, która tą sztukę opanowała w sposób perfekcyjny, czyli wzór do naśladowania, jest dla niego tzw. żydowska matka. Nie wiem dlaczego żydowska, ale Watzlawick pewnie tak. ;-) Żydowska matka chcąc zrobić synowi na przykład prezent na urodziny kupuje mu dwie koszule. Kiedy syn zakłada jedną z tych koszul, by zrobić matce przyjemność, matka wykręca oczy i wzdycha boleśnie - A ta druga ci się nie podobała? Żydowska matka we wszystkim dostrzeże bwoiem powód do autodestrucji. Jeszcze lepiej, gdy sprezentuje mu 3 koszule, albo od razy 10, wtedy może zamartwiać się, że w ogóle nie potrafi zrobić synowi przyjemności. Daje mu AŻ 10 koszul, a jemu podoba się z tego tylko JEDNA! ;-) To, że syn ma w zwyczaju nosić tylko jedną kosuzlę na raz, pewnie jak większość męskiej populacji, nie gra roli, kto by zwracał uwagę na takie szczegóły, kiedy mamy świetny powód do ściągnięcia się w dół.
                                          Ty mela bardzo przypomninasz mi taką żydowską matkę. Rzucasz się uszczęśliwiać innych "biednych" ludzi, a potem cierpisz, gdy nie wykazują oczekiwanej wdzięczności, wykazując podobnie pokręconą logikę, jak matka u Watzlawicka. Tak robiłaś też ze swoim chłopakiem. Jeszcze raz ci proponuję, znajdź sobie jakiś bardzo optymistycznych znajomych, którym wiedzie się tak dobrze, że nie dasz rady swoją negatywnością ściągnąć ich do parteru. Ale trochę ich optymizmu może przejdzie wtedy na ciebie. Bo ciągle klejenie się do ofiar i rozwiązywanie ich problemów to nie jest twoja działka. Nie wiem czy wiesz, ale kąpanie się w ludzkim nieszczęściu nie jest dobre dla psychiki, dlatego właśnie w zawodach takich jak lekarz, czy psycholog istnieje bardzo wysoki poziom suicydalności. Nie pakuj więc swoich paluszków w rzeczy, których nie potrafisz udźwignąć. Zajmij się raczej uszczęśliwianiem siebie.
                                          • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:05
                                            Ale dlaczego sie uparłaś, że ja się otaczam nieszczęściem? Jak mam w otoczeniu osobę wesołą, zadowoloną, mądrą i jej się stanie nieszczęście, to co?Moi znajomi nie są narzekający, zawsze byłam na pierwszym miejscu. Jedną fatalną osobę udało mi sie odciąć. Drugą nieszczęśliwą mam w pracy w pokoju, ale bardzo ją lubię, jest przybita, ale wcześniej była fajna, może jej przejdzie. Nie rzucam się ratować, miałam na myśli konkretne sytuacje z przeszłości: komuś stało się coś o wiele gorszego niż mogłabym sobie wyobrazić i nabrałam dystansu do siebie i swoich problemów. Co więcej wyszła z tego na więcej niz prostą.
                                            Jak mi źle, znajomi, którym dobrze mnie dobijają. Po prostu mam wrażenie, że wsyzstkim jest lepiej.
                                            • felisdomestica Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:27
                                              Co to znaczy, że zawsze byłaś na pierwszym miejscu? W narzekaniu? To jakoś znacząco zabrzmiało w kontekście egocentryzmu :-).

                                              A dlaczego tak bardzo boisz się samotności? Czy mieszkanie w pojedynkę to od razu samotność?
                                              Kurcze, dziewczyno, zamiast cieszyć się wolnością, tym, że możesz robić co ci się podoba, że nikomu nie musisz prać i gotować, nie musisz iść na żadne kompromisy. Nie będziesz przecież jedyną singielką na świecie. To może być naprawdę fajne :-). Przytulanie i prezenty nie mogą stanowić sensu życia.
                                              Mam wrażenie, że trochę to sobie wmówiłaś, że potrzebujesz kogoś obligatoryjnie, że się rozpadniesz, że sama nie dasz rady. Jakoś jednak dajesz radę.
                                              • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:40
                                                felisdomestica napisała:

                                                > Kurcze, dziewczyno, zamiast cieszyć się wolnością, tym, że możesz robić co ci s
                                                > ię podoba, że nikomu nie musisz prać i gotować, nie musisz iść na żadne komprom
                                                > isy. Nie będziesz przecież jedyną singielką na świecie. To może być naprawdę fa
                                                > jne :-). Przytulanie i prezenty nie mogą stanowić sensu życia.

                                                Do takich stwierdzeń trzeba umieć dostrzegać pozytywne strony życia. Jak ktoś się uparł widzieć wszędzie tylko beznadzieję, to nawet z wygranej w totolotka zrobi tragedię. ;-)
                                            • pierwszalitera Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:37
                                              mela1 napisała:

                                              > Ale dlaczego sie uparłaś, że ja się otaczam nieszczęściem?

                                              Bo pisałaś, że nieszczęście innych "dobrze" ci robi. Czujesz się wtedy lepiej. Natomiast szczęście innych cię dobija. Dowód: Jak mi źle, znajomi, którym dobrze mnie dobijają. Po prostu mam wrażenie, że wsyzstkim jest lepiej.
                                              A czy zastanawiałaś się, dlaczego innym jest lepiej? Co robią inaczej, że im lepiej? Zamiast oblizywać rany, przyjrzyj się tym ludziom dokładniej, szczególnie temu, czym różnią się w zachowaniu od ciebie. Poza tym, ludzie też nie zawsze są tacy szczęśliwi na jakich wyglądają, nie mają tylko potrzeby pokazywania swojego nieszczęścia wszem i wobec. Marudzenie nie jest seksi. ;-) A trawa za płotem zawsze jest zieleńsza, więc wyciągasz błędne wnioski. Aż tak tragiczne to twoje życie przecież nie jest.
                                          • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:39
                                            Ja myślę, że do pewnego stopnia opieka nad kimś może pomóc. Ale nie wiązanie się z kimś "biednym, nieszczęśliwym i pokrzywdzonym". Jakiś wolontariat np. może być dobrym pomysłem. Po pierwsze uwalnia od egocentryzmu, po drugie to fakt, że spojrzenie na nieszczęście innych ludzi pomaga docenić to, co się ma. Po trzecie sprawia, że człowiek czuje się potrzebny, a to podbudowuje.
                                          • izas55 OT żydowska matka 12.12.12, 12:16
                                            Twój post przypomniał mi rozmowę z moją koleżanką z Izraela o właśnie takich żydowskich matkach. Je się określa się w Izraelu jako polskie matki ;-)
                                        • ciociazlarada Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 10:54
                                          Sorry Mela, ale to co opisujesz to nie faceci, ale złom ze szrotu. Straszenie samobójstwem? 10 lat walki z "nierozumiejącą żoną"? Matko i córko, dobrze że Kodeks Karny nie przewiduje póki co więzienia ani grzywny za zabójstwo śmiechem, bo na wiele więcej tacy panowie nie mogą liczyć.
                                          Siebie trzeba naprostować, ale tak na serio, nie na niby. Kolekcjonowanie odpadów atomowych w perspektywie następnych 30 lat wygląda nieciekawie.
                                          • mela1 Re: Wyżalę się ostatni raz 12.12.12, 11:08
                                            Nie 10 lat walki z żoną, żona się skońćzyła szybko, potem inne panie, a ja w przerwach. Takie rzeczy nie wychodzą przy poznaniu, tylko jak się zaangażowałam. Własnie nie chcę takich kolekcjonować, tylko się boję, że znowu będę się czuła tak, że polecę na każde zainteresowanie i nie zorientuję się, że coś z facetem nie tak. Zresztą ze mną też nie tak, tak samo mogliby uciekać.
                        • kapyl Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 20:21
                          Pierwszalitero... Ty również przyjdź do mnie na wino!

                          Ad rem - znam melę już... naście lat. I to jest ładna, zgrabna, mądra dziewczyna. I w ciągu roku zrobiła olbrzymi krok do przodu, jestem z niej bardzo dumna, że się odważyła, że na wiele rzeczy się zdecydowala. I jest też tak, że znam Onego. I on jest dość zabawny, sympatyczny facet. Chociaż zupełnie, zupełnie nie w moim typie.
                          Po prostu jest tak, że najzwyczajniej w świecie to razem nie zagrało. Cały ambaras w tym, że to po prostu nie jest ten. Ani on dla niej, ani ona dla niego, zupełnie inne światy, choć niektóre rzeczy łączyły.

                          Ale to nie umniejsza bólu i rozczarowania w tej sytuacji.
              • pinupgirl_dg Re: Wyżalę się ostatni raz 11.12.12, 16:27
                > Gdyby zachował się jak dupek, mogłabym
                > się wściec i zebrać z tej złości, na zasadzie, że teraz mi lepiej, bo pozbyłam
                > się dupka i wszytskim udwodnię, że potrafię. A jak ktoś mówi rzeczy, z których
                > wynika autentyczna troska, chce mi wszystko zostawić, zająć się przed wyprowadz
                > ką technicznymi rzeczami, jak teraz spędza ze mną czas, rozmawia, to ja widze t
                > ylko to, co było dobre. Nie pamiętam teraz nic złego, widzę fajnego faceta.

                Melu, nie idealizuj go. To, że nie zostawia Cię w skarpetkach i nie sprowadza panienek, jeszcze nie jest takim wyczynem. I uwierz, jeśli były traktuje Cię jak śmiecia, to niczego nie ułatwia. Uprzejmy dystans jest, moim zdaniem, lepszym wyjściem. Nie jestem też zwolenniczką zamieniania związku w przyjaźń (chociaż ludzie są różni, mi by to nie pasowało), ale to dobrze, że możecie teraz na spokojnie porozmawiać. Nie traktuj tego tak, że on się wciąż nad tą kulą u nogi lituje (i sama nie próbuj w nim litości budzić), on na takim zakończeniu Waszego związku też zyskuje i dla niego wasza zgoda i dobry układ nadal są lepszym wyjściem, niż awantury i poczucie winy.
    • ciociazlarada Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 14:56
      Wiem, że jeśli napiszę, że czas leczy rany to zabrzmi to idiotycznie i zbędnie w tej chwili, więc sobie odpuszczę.

      Uważam, że wszystkie wątki, które tutaj założyłaś w sprawie swojego związku to były tak naprawdę wołania Twojej, skutecznie tłamszonej intuicji która widziała, że coś jest nie tak - tyle, że Ty z różnych względów nie chciałaś jej dopuścić do głosu i posłuchać. Strach przed samotnością to strasznie kiepski powód aby tłamsić swój wewnętrzny głos i przekierowywać swoją wewnętrzną energię na walkę o, przepraszam, bzdety.

      Masz prawo czuć się jak się czujesz, masz prawo rozpaczać. Jeśli możesz, skorzystaj z pomocy przyjaciółki lub kolegów, ja kiedyś w stanie po rozstaniu wybrałam się na film ze Stevenem Segalem (czy jak to się tam pisze) z kolegami z pracy i jakoś przeżyłam;-) Ale upijanie się do nieprzytomności warto sobie odpuścić - może zainwestuj w jakiś dobry i drogi alkohol (zasłużyłaś), to nie będziesz miała pokusy wypić 4 butelek na raz?
    • coeur_de_boeuf Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 16:30
      Na zlamane serce jeszcze nikt lekarstwa nie wymyslil a szkoda.

      Upicie sie pomaga ale tylko w dobrym towarzystwie i PO tym jak on juz sie wyprowadzil, nie przed. Pozwol mu na to, zebys potem nie miala obrzydzenia do siebie. Nie blagaj, nie histeryzuj chocbys w srodku sie rozpadala na kawalki. Mozesz to robic jak juz zamkna sie za nim drzwi. Swoja droge dziwne, ze oswiadczyl Ci, ze to koniec i nadal z Toba mieszka. Zarzadalabym natychmiastowej wyprowadzki.

      Smutna strona - to troche potrwa. Wesola strona - za jakis czas poznasz kogos lepszego. Takl w zyciu zawsze jest, ze jak zamykaja sie jedne drzwi to drugie sie otwieraja a za tymi drugimi stoi czesto cos duzo lepszego.

      Masz malo wiary w siebie i to jest chyba glowny problem ale nie mysl, ze juz nigdy nikogo nie znajdziesz - tego kwiatu jest pol swiatu i wokol mnostwo swietnych facetow. Ale nie szukaj na sile, zajmij sie soba i rob wszystko co mozesz dla siebie.

    • 987ania Re: Wyżalę się ostatni raz 09.12.12, 16:48
      Niestety tak jest, że czasami odchodzi ktoś, kto wydaje nam się być jedyną osobą na świecie. Kilka lat temu przeżyłam takie rozstanie, było picie, histeria, potem depresja, miesiąc w łóżku, groźba szpitala. Na szczęście spotkałam dobrą psychiatrę, która dobrała mi leki, potem miałam studia które musiałam skończyć i pracę żeby miała za co leki kupować :) Do tego doszli znajomi, którzy mnie zaczęli pomału wyciągać z mojego "gniazdka". I tak jakoś życie poszło. Po roku spotkałam obecnego partnera i tak trwamy 6 lat. Dobrze że z tamtym się skończyło, nie byłoby mi z nim dobrze. Teraz mam partnera a wtedy to ja się tylko starałam i wcale partnerstwa tam nie było, tylko jego wygoda. Z perspektywy czasu, uważam że bardzo dobrze się stało, natomiast wtedy mój świat się skończył. Wyobrażam sobie jak się czujesz ale wierz w to, że czas leczy rany. Przerobiłam to w kilku sprawach a w depresji i zaburzeniach lękowych ma się jeszcze bardziej "skrzywione" postrzeganie świata i to nie jest niestety moment racjonalnych decyzji. Potrzebny jest ktoś, kto ma "zdrową" perspektywę.
    • turzyca Re: Wyżalę się ostatni raz 10.12.12, 11:21
      > Nie umiem być sama. Byłam 6 lat. Czułam się jak zero. Ale nigdy nie mieszkałam
      > sama, nie przeżywalam tego, że ktoś zabiera swoje rzeczy i znika.

      Trafilam kiedys na tekst, ktory chyba Ci sie przyda, przeczytaj go na spokojnie:
      www.wpelnidnia.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=130&Itemid=21
      Trzymam za Ciebie kciuki.
    • mela1 Parami chodzą.... 14.12.12, 22:56
      Jakby mi było mało rozstania i totalnego stresu w pracy, to dziś zadzwonił telefon z przychodni, że mam przyjechać po wyniki cytologii. Pani miała taki głos, że zrobiło mi się słabo. Powiedziała, że mam się zgłosić jak najszybciej, że wymagam ddatkowych badań i leczenia, że jak przyjade, to natychmiast mnie umówią.
      Odebrałam wyniki na miękkich nogach. Grupa III, mam w poniedziałek wizytę. Po drodze zostałam uspokojona przez znajomą, że to się zdarza, że wcale nie musi znaczyć nic złego. Nigdy żadne badania mi nie wyszły źle.
      Pani połozna, która do mnie dzwoniła, mogłaby jednak przekazać to jakoś inaczej, bo można zawału dostać. Rozumiem, że wynik nie jest super i wymaga konsultacji, ale pani brzmiała jak conajmniej grupa IV.
      • diuszesa Re: Parami chodzą.... 16.12.12, 13:56
        Już chciałam napisać, że dla meli więcej nie da się zrobić poza tym, co napisałyście.
        Ale nie - show must go on. Jest nowy obszar - dawajcie.
        • mela1 Re: Parami chodzą.... 16.12.12, 14:02
          Dzieki za zlośliwość. Jeśli ktoś ma ochotę napisać, że muszę iść do lekarza i zrobić badania, to nie straciłam jeszcze zdrowego rozsądku, wiem i nie musze tego przeczytać na form.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka