mela1
09.12.12, 12:20
Wiem, że wszyscy znają mnie tylko z jęczenia na mojego faceta, ale tym razem muszę. Rzucił mnie, chce się wyprowadzić. Nieodwrcalnie. Ryczę od wczoraj. Upiłam się, przewróciłam dwa razy, raz mnie zbierał z podłogi i sprzątał rozbitą szklankę. Nie umiem sobie wyobrazić, co dalej. Dla niego pierwszego wyprowadziłam się z domu (dla mnie to był ogromny emocjonalny krok), tyle rzeczy zmieniłam, żeby nam było dobrze razem. Myślałam, że sobie poukładałam zycie. I wszystko do wrzucenia.
Nie umiem być sama. Byłam 6 lat. Czułam się jak zero. Ale nigdy nie mieszkałam sama, nie przeżywalam tego, że ktoś zabiera swoje rzeczy i znika. Za dwa tygodnie miała być nasza 4. rocznica, święta, sylwester. Czułam się samodzielna, a teraz się zastanawiam, co będzie jak sie przewrócę jak dziś w nocy (no dobrze, pierwszy raz w zyciu), jak będę chora jak teraz. Że nigdzie dalej nie pojadę, bo nie mam samochodu. Bo chyba mnie nie stać na życie samej. Miesza mi się i nie wiem czy płacze, bo on nie wyjdzie w nocy jak mi się zachce batonika czy dlatego, że nie będe sie miała do kogo przytulić, odezwać. Czy przeraża mnie to, że zostanę sama, że on będzie kogoś miał. Patrzę na kota, który miał być nasz, wiem, że on go kocha i ryczę.Patrzę na mieszkanie, które uwielbiałam, bo było pierwsze nasze i nie poznaję tych ścian, nie chcę tu być sama. Nie nadaję sie już do randek z internetu. Innych ludzi nie poznaję. Ani ładna, ani mądra. Nie mam nikogo. Nawet ten laptop jest jego. Nie wiem czy żal mi starego laptopa, czy tego, że drugiego takiego faceta nie znajdę, czy ze nikt mnie nie zechce, czy tego że go już nie przytulę. Kocham go. Histeryzuję, wiem. Ale wiem, ile lat szukałam i wiem, ile mi w nim odpowiadało. Dziś wyparowało to, co było nie tak.
Nie widzę dalej swojego życia. A to tylko facet, taki banał. Przeżyłam smierć najbliższych osób, przeżylam czyjąś ciężką chorobę, opiekę, straszny konflikt z ojcem, stratę pracy. Leczę depresję. Wiem, że jak on był obok, wsyztsko było łatwiej znieść. Jak byłam sama, nawet jak praca, znajomi układali się idealnie, tobrakowało mi kogoś, z kim mogłabym sie podzielić radością. Jednej osoby, dla której byłabym najważniejsza. Nie umiem bez tego zyc. Więc przeżyłam większe nieszczęścia, a porzucenie to jest ból nie do opisania.