Dodaj do ulubionych

W pogoni za minimalizmem

20.09.13, 22:07
Wiszę nad rozpoczętym wątkiem i zauważyłam, że nie wiem jaką główną myśl chcę przekazać... więc będzie garść luźnych rozważań.

Mam małe mieszkanko i ciągle konfrontuję się z tym, że albo mam za dużo rzeczy, albo za mało miejsca albo jedno i drugie. Fascynuje mnie oprócz tego idea minimalizmu, powściągania zakupoholicznych szaleństw, recyklingu, używania rzeczy dopóki działają (lub da się je naprawić), a nie dopóki są najnowszym modelem. I chciałabym się tak urządzić, w sensie posiadania, żeby jak najmniej się umordować szukaniem, wybieraniem i innymi duperelami. Ale odkrywam, że czuję się niekomfortowo, jeśli nie mam rzeczy - jakby to nazwać - dopasowanych do różnych potrzeb. Czyli np. duża walizka, średnia walizka, mała walizka. Duży plecak, średni plecak, mały plecak. Kurtka taka, śmaka, owaka, z kapturem, bez kaptura, płaszcz z rękawami, bez rękawów, długi, krótki, na grubszy sweter, na cieńszy sweter itp. A to są przecież "duże" rzeczy, z mniejszymi jest jeszcze gorzej, bo mniejsze niczym grzyby po deszczu pojawiają się w jeszcze większej liczbie wariantów, i ostatnio ze smutkiem skonstatowałam, że mieszkanie obstawione jest kartonowymi pudełkami (najczęściej po zakupach kosmetycznych online - też nadmiernych), a w każdym pudełku mieszanka wszystkiego: przybory biurowe, biżuteria, kosmetyki, zegarki, lekarstwa, okulary, pendrajwy... Źle mi z tym, ale jakoś nie umiem tak po prostu wywalić czy oddać czegoś, co w sumie jest potrzebne.

Chciałabym, żeby mi się chciało mieć wszystkiego mniej, tylko jak to wywołać? ;) I chyba jak nie mam wszystkiego w zapasie, to się jakoś niepewnie czuję. Tak sobie pomyślałam o "projekcie denko" na Lobby Kosmetycznym... Kiedy mam dużo np. lakierów, kremów, balsamów, to chcę jak najszybciej zużyć i zmniejszyć ich ilość. A jak mam mało, to pojawia się silna potrzeba kupienia na zapas...

A Wy lubicie mieć mniej czy więcej? Jak sobie radzicie mentalnie z nadmiarem (albo może z niedoborem) rzeczy?
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: W pogoni za minimalizmem 20.09.13, 22:12
      Mam dokładnie tak jak Ty. Chcę mało i jednocześnie chcę dużo. Mam za dużo i tęsknię za pustszymi przestrzeniami. Lubię sobie czasem odmówić, ale i kupienie mnie czasem cieszy.
      Co gorsza, zawsze, ale to zawsze kiedy już się zdecyduję wyrzucić coś totalnie niepotrzebnego, zaraz się okazuje, że jest mi to niezbędnie potrzebne. Koszmar...
    • anne_stesia Re: W pogoni za minimalizmem 20.09.13, 23:34
      Wyrzuciłam ostatnio z pokoju 10 worków o pojemności 50 litrów, wypełnionych takimi właśnie bibelotami. Jakieś kable, pudełka po elektronice, której nie mam już od dwóch lat, masa zdekompletowanych skarpetek "bo-pewnie-za-chwilę-znajdzie-się-druga", stare płyty chałupniczo nagrywane, których nie używałam od dobrych 7 lat, ale trzymane, bo może czegoś będę potrzebowała, kosmetyki kolorowe, których nigdy nie użyłam (ale może kiedyś będę potrzebowała!). Doszłam do wniosku, że wszystko to mam w zasięgu ręki tanio w sklepie - jak mnie najdzie na kupienie grafitowego cienia to kupię jakikolwiek w drogerii, że skarpetki i tak dokupię, że stare ksera podręczników nigdy mi się już nie przydadzą, że kabli nie używałam tyle lat, ale zawsze za grosze mogę kupić. Pokój zrobił się czysty, pusty, mam kilka pustych szafek i jest mi z tym cudownie. Potrzebowałam jednak impulsu i myśli "nie używałam tego tyle czasu, ale w razie czego mogę to odtworzyć w prosty sposób"
    • aadrianka Re: W pogoni za minimalizmem 20.09.13, 23:37
      Uważam, że minimalizm i rozbuchany konsumpcjonizm to dwie strony tej samej monety. Obie postawy kręcą się wokół przedmiotów. Idea "muszę mieć jak najmniej rzeczy" sprowadza się do tego, że w kółko o tych rzeczach myślimy, tak jak anorektyczki myślą głównie o jedzeniu. Ja osobiście pięknie dziękuję za taką wolność. Ludzie - w naszej szerokości geograficznej i w naszej cywilizacji - gromadzą rzeczy. Pewnie, że w jakimś stopniu popyt jest kształtowany przez podaż, ulegamy modom, trendom, ale tak chyba było zawsze?
      Do ograniczeń zmuszają mnie raczej finanse, nie ideologia, przy czym jest to o tyle utrudnione, że lubię mieć, i lubię mieć zapasy - moje podejście do kosmetyków jest identyczne jak Heliamphory. Jednocześnie nie lubię wydawać pieniędzy, więc jakoś się to równoważy :) Jedyny sens, jaki upatruję w minimalizmie, to aspekt ekonomiczny. Całkiem nieźle np funkcjonuję bez kanapy i telewizora, chociaż wciąż planuję ich zakup w razie nieoczekiwanego przypływu wolnej gotówki. Z kanapą byłoby mi wygodniej przyjmować gości, telewizor przydałby się do oglądania filmów; na razie się bez nich obywam, ale nie jestem do braku tych przedmiotów przywiązana.
      Drugim ograniczeniem jest metraż - mieszkanie mam bardzo małe, więc zwyczajnie nie jestem w stanie zgromadzić w nim wielu przedmiotów. I wreszcie, mój tata jest patologicznym chomikiem, praktycznie niezdolnym do wyrzucenia czegokolwiek, więc dom moich rodziców obrasta w przydasie. Na szczęście, a może na nieszczęście, powierzchnia ich w zasadzie nie ogranicza. Obserwując ojca nauczyłam się, że z wyrzucaniem nie ma co zwlekać. Jeśli coś nie przydało się przez, powiedzmy, 3 do 5 lat, to już raczej się nie przyda. Tyle że ja ten okres skracam sobie do miesięcy. A radzę sobie z tym w ten sposób, że co jakiś czas poświęcam dzień na porządki (której to czynności nienawidzę) i pozbycie się rzeczy zbędnych. W moim przypadku to głównie makulatura, mam tendencję do obrastania zwłaszcza w papiery.
      Żeby to jakoś podsumować - moim zdaniem posiadanie - lub nieposiadanie - przedmiotów to nic złego i żaden powód do poczucia winy. Gorsze jest nieustanne kombinowanie, jakby tu ten stan posiadania zmienić w którąkolwiek stronę. I to nie z przyczyn racjonalnych: nie mam gdzie trzymać kolejnego segregatora, więc wyrzucę paragony sprzed 5 lat, lub odwrotnie: brakuje mi kurtki na zimę, więc ją kupię. Rzeczy są dla nas, a nie my dla rzeczy :)
      • pierwszalitera Re: W pogoni za minimalizmem 22.09.13, 10:47
        aadrianka napisała:

        > Uważam, że minimalizm i rozbuchany konsumpcjonizm to dwie strony tej samej mone
        > ty. Obie postawy kręcą się wokół przedmiotów. Idea "muszę mieć jak najmniej rze
        > czy" sprowadza się do tego, że w kółko o tych rzeczach myślimy, tak jak anorek
        > tyczki myślą głównie o jedzeniu.


        Może być, ale tak samo jak nie znam osoby mającej naturalny stosunek do jedzenia, czyli orientującej się tylko i wyłącznie sygnałami głodu i sytości, tak samo trudno znaleźć dziś osobę, o której można powiedzieć, że nie zajmuje się ciągle jakimiś przedmiotami. Dlatego bardzo często trzeba się zdecydować albo albo i minimalizm jest tu moim zdaniem zdrowszy. Na początku może jest trudno, bo minimalizm wydaje się bolesną koniecznością, rezygnujemy z czegoś, z czego wcale nie chcemy rezygnować. Wydaje nam się bowiem, że wszystko jest nam potrzebne i gromadzenie rzeczy jest przyjemne. Obeżrać się smakołykami też jest przyjemniej. Po pewnym czasie zauważamy jednak korzyści z rezygnacji, podobnie jak nagrodą za umiarkowanie w jedzeniu i piciu jest często szczupła sylwetka. W dzisiejszych czasach minimalizm to nie jest bowiem rezygnacja z wszystkiego, nikt nie żyje tylko z jedną parą majtek na zmianę i szczoteczką do zębów, minimalizm we współczesnym wydaniu to umiarkowanie. Nawet minimaliści mają bowiem wszystko, co im do życia jest potrzebne tylko trochę mniej. Ja osobiście bronię się przed pomysłami typu duże szafy na zamówienie i podobne zagospodarowywanie przestrzeni, bo to zachęca tylko do chomikowania i przede wszystkim robi z mieszkania magazyn. Mieszkanie jest do mieszkania, czyli dla ludzi, a nie dla magazynowania rzeczy. Jeżeli więc zauważam, że w mojej dwudrzwiowej szafie zaczyna robić się ciasno i trudno utrzymać mi tam porządek, to niestety przychodzi moment, by części rzeczy się pozbyć. I na początku też czasem żałowałam, że wyrzuciłam jakąś bluzkę, którą później chciałam włożyć. No i? Świat się przez to nie zawali. Z czasem rozczarownia, że czegoś się tam już nie ma, stają się coraz mniejsze, a światło i przestrzeń w mieszkaniu dają więcej satysfakcji. Często nawet sama sobie daję jakieś wyzwanie, na przykład zrezygnowałam z wiszących szafek w kuchni, bo bez nich kuchnia jest ładniejsza i jaśniejsza. Musiałam oczywiście sporą część rzeczy z kuchni wyrzucić, ale przekonałam się, po raz kolejny, że całej masy tych bibelotów w przeróżnych zakamarkach po prostu nie potrzebuję. Tych starych nieużywanych kubków i talerzków w kątach szafek też nie, trzeba mieć tylko trochę odwagi.
    • slotna Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 02:09
      > Czyli np. duża walizka, średnia walizka, mała walizka.

      Kup takie, ktore wchodza jedna w druga. Nasze wchodza i sie mieszcza w szafie :)

      > Kurtka taka, śmaka, owaka, z kapturem, bez kaptura, płasz
      > cz z rękawami, bez rękawów, długi, krótki, na grubszy sweter, na cieńszy sweter
      > itp.

      Pakowanie prozniowe?

      > ostatnio ze smutkiem skonstatowałam, że mieszkanie obstawione jest kartono
      > wymi pudełkami (najczęściej po zakupach kosmetycznych online - też nadmiernych)
      > , a w każdym pudełku mieszanka wszystkiego: przybory biurowe, biżuteria, kosmet
      > yki, zegarki, lekarstwa, okulary, pendrajwy...

      To masz po prostu balagan. Ja tez tak robie (ze wrzucam wszystko gdzie popadnie), ale jakos raz na dwa tygodnie, gora miesiac, przebieram to i ukladam. Przy tej regularnosci nie zajmuje to zbyt duzo czasu, wlasciwie nawet lubie to robic. Zawsze pod reka mam worek na smieci i na szybko wywalam zbedne rzeczy. Gdybym musiala z nimi isc do kosza, to kto wie... ;)
      • heliamphora Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 11:43
        A swoją drogą oczywiście że mam bałagan, ale on się przecież wiąże z nadmiarem. Tzn. można mieć mało rzeczy i bałagan lub porządek, ale mając bardzo dużo rzeczy na małej przestrzeni bardzo trudno mieć porządek (chyba że mylę bałagan z zagraceniem, ale w moim odczuciu zagracenie jest formą bałaganu).

        Chyba powinnam rozważyć wyprzedaż garażową... No i pakowanie próżniowe oczywiście, chociaż w moim przypadku pewnie bardziej sprawdziłoby się pakowanie pod wysokim ciśnieniem do ogromnych konserw... ;)
        • tfu.tfu Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 15:50
          wyprzedaż garażowa bardzo dobrym pomysłem jest, wątek bazarowy na STOFF działa, zawsze też można ciuch-swap-party zorganizować, albo cuś.
          a co do zagracenia: bardzo fajny blog o organizacji
        • turzyca Re: W pogoni za minimalizmem 22.09.13, 19:19
          heliamphora napisała:

          > A swoją drogą oczywiście że mam bałagan, ale on się przecież wiąże z nadmiarem.
          > Tzn. można mieć mało rzeczy i bałagan lub porządek, ale mając bardzo dużo rzec
          > zy na małej przestrzeni bardzo trudno mieć porządek (chyba że mylę bałagan z za
          > graceniem, ale w moim odczuciu zagracenie jest formą bałaganu).

          Moim zdaniem nie do konca - przeprowadzilam sie jakis czas temu do mieszkania o blisko dwukrotnie mniejszym metrazu, porzadek mam znacznie wiekszy. Bo w nowej przestrzeni stworzylam nowa infrastrukture, dopasowana do potrzeb. A do tego infastruktura jest taka, ze chce sie odkladac rzeczy na miejsce. Ale mam tez kosz w kazdym pomieszczeniu, tak zeby nie musiec sie za dlugo zastanawiac. :)
          A jesli chodzi o Twoja ostatnia watpliwosc: Balagan mozna uporzadkowac, zagracenie jest nieporzadkowalne, mozna je ogrnac tylko wyrzucajac. :D
          • slotna Re: W pogoni za minimalizmem 22.09.13, 19:58
            > A do tego infastruktura jest taka, ze chce sie odkladac rzeczy na miejsce.

            Dla mnie to jest podstawowa sprawa. Jesli odlozenie czegos na miejsce wymaga dodatkowych zabiegow, to upycham taka rzecz byle gdzie i ona tak se lezy do czasu porzadkow.
    • justinehh Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 11:46
      Raz na jakiś czas trzeba zrobić przegląd stanu posiadania i po prostu pozbyć się rzeczy naprawdę niepotrzebnych
    • mniickhiateal Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 11:47
      Do ideologii i bałwochwalstwa wobec minimalizmu mam stosunek taki, jak Aadrianka, więc też myślę, że to nie z brakiem minimalizmu masz z problem, a z bałaganem tudzież brakiem sensownego zorganizowania przestrzeni. Mimo że się umiem spakować w małą torbę na tygodniowy wyjazd, nie wyobrażam sobie nie posiadania również dużej walizki, skoro 1-2 razy w roku i takiej mam ochoty użyć.

      Czytając Twojego posta miałam takie przemyślenia/zbawienne porady:
      * Czy na pewno masz dostatecznie dużo sensownych szaf? Ja mam szafy na zamówienie, cała długość przedpokoju aż do sufitu głębokie szafy zamykane, plus cała długość dużego pokoju mieszanka nieco płytszych gablot i półek. Oraz muszę docapić stolarza żeby mi zrobił analogiczne rozwiązanie jeszcze do sypialni, bo do obecnej ślicznej i zabytkowej szafy przestają mi się mieścić swetry i staniki. Moje szafy mają jasne fronty i optycznie nie przytłaczają pomieszczeń, a są obłędnie pojemne i mieszczą wszystko, co muszą (a jestem wg. powszechnych standardów owszem stuknięta: mam trzy walizki, 6 m3 ozdób choinkowych, oraz, a jakże, obecnie ok. 1800 żarówek starego typu kupionych jako zapas na resztę mego żywota na miesiąc przed wejściem w życie porąbanego przepisu nakazującego te świecące paskudnym światłem - nie ze mną te numery, Brunner.). Poprosiłam też o zrobienie konkretnych półek pod konkretne rzeczy, np. mam słabość do pakowania prezentów, więc część półek mam b. niskich na rolki papierów, oraz mam życzenie trzymać nie na wierzchu drabinę, więc ma ona swoje miejsce w szafie i po sprawie.

      * Zapasy kosmetyków to fajna sprawa kiedy wiesz, że coś uwielbiasz, jest akurat na niesamowitej przecenie, i a nuż Ci zaraz zdyskontynuują. Ale kiedy chwilę później odkryjesz coś, co uwielbiasz jeszcze bardziej, albo jak Ci stary kosmetyk znienacka zacznie robić gorzej, to już nie są takie fajne. Podsumowując, przed hurtowymi zapasami robię rachunek sumienia, czy faktycznie to zużyję w skończonym czasie, a jak jednak nie, to nieruszone opakowania oddaję albo znajomym, którzy daną rzecz lubią, albo razem z odsegregowanymi ciuchami do domu samotnej matki.

      * Mam problem z szufladami pełnymi i powierzchniami zastawionymi pierdołami i przydasiami typu kable, papiery, pudełka po elektronice, nieużywane materiały papiernicze itp., tutaj mi trochę brakuje entuzjazmu i dyscypliny. Jak już się zbiorę, to bardzo lubię metodę worka na śmieci w garści i przeglądania połączonego z wywalaniem. W przypadku rzeczy obciążonych wartością emocjonalną staram się brać się na zdrowy rozsądek, tj. a) jeśli czegoś nie używałam 15 lat, to naprawdę tylko niepotrzebnie to łapie kurz i zajmuje miejsce; b) zachowuję jedną rzecz związaną z danym wspomnieniem, a nie wszystkie; c) staram się wymyślić jakiś ludzi, których dana rzecz bardzo ucieszy i dzięki którym będzie miała nowe, użyteczne życie; d) jak mimo to nie mogę się z czymś rozstać, daję sobie czas do kolejnej sesji wywalania.

      * Organicznie nienawidzę brzydkich kartonowych pudeł i pstrokatych opakowań np. kosmetyków. Uważam, że to tworzy optyczną dysharmonię i nie ma szans wyglądać dobrze, więc kosmetyki przelewam do ładnych buteleczek, drobiazgi posegregowane na kategorie idą do ładnych miseczek itp., a pozostałe rzeczy i zapasy chowam do odpowiednich pojemników w przepastnej, zamykanej szafie. Z lubością oglądam programy wnętrzarskie typu Marthy Stewart i podpatruję i wdrażam niektóre rozwiązania.
    • yo_anka O minimalizmie 21.09.13, 12:17
      Jako stary chomik polecam pomocną lekturę:
      imm-mnmlzm.blogspot.com/2011/02/piec-prostych-krokow-by-uporzadkowac.html
      mnmlista.pl/5-prostych-krokow-na-usuniecie-balaganu-z-szafy
      ee....nie to żebym stosowała
      tzn, raz na jakiś czas tak robię,
      ostatnio zaczęłam z miesiąc temu i utknęłam ze stertami lumpów w salonie ;)
      Ale cześć poszło do kartonów fundacji Anny Dymanej, część wybrała sobie bratanica, część leży i czeka bo zbyt cenne były; moje skąpa dusza poznaniaka chcę odzyskać choć w ułamku zainwestowane środki, aby choć na nowe butki było ;) ale nie ma kiedy opisać i obfotografować a tm bardziej wystawić na aukcji.
      BTW - jest jakaś inna platforma, na której coś udaje się sprzedać poza krwiożerczym ALL?
      Na Świstaku próbowałam, pies z kulawą noga, za przeproszeniem, się nawet na nie nie wejrzał. tam nikt nie zagląda.
      Bo mam potrzebę oczyścić nieco znów stan umysłu i posiadania!
      Mam zamiar się ogarnąć i się do-motywuję i dokończę w weeked
      • mankencja Re: O minimalizmie 22.09.13, 23:15
        > Ale cześć poszło do kartonów fundacji Anny Dymanej,

        psotna autokorekta, czy chciałaś coś przez to przekazać? ;)
        • yo_anka Re: O minimalizmie 23.09.13, 13:11
          ha, ha, ha!
          Oczywiście Dymnej :)
          Chyba zbyt szybko sprawdziłam autokorektą.
    • teresa104 Minimalizm 21.09.13, 18:30
      Ten minimalizm to zdaje się jakaś większa filozofia, więc o niej się nie wypowiem. Mogę się tylko odnieść do kwestii, jak upchać wiele potrzebnych rzeczy w małym lokalu.

      W małym lokalu W ŻADNYM RAZIE nie są dopuszczalne pudełka z rozmaitą zawartością, żadnych kartonów. Tylko pojemne przyzwoite i duże szafy, żadnych gratów na wierzchu. Meble muszą być praktyczne. Podnóżek czy pufa nie nadaje się do małego mieszkania, jeśli nie jest zarazem schowankiem. Stolik czy ława ma sens tylko wtedy, jeśli ma szufladę pod blatem. Nowa walizka ma sens tylko wtedy, jeśli wchodzi do niej stara, lub nowa wchodzi do starej. (Zresztą ja walizki mam wspólne z rodzicami. Nigdy nie wyjeżdżamy w tym samym czasie z różnych i nieusuwalnych powodów, wystarcza nam jeden sensowny zestaw, który przechowujemy po połowie.).
      Kluczem do niezagracania jest wiedza, co się ma. Żeby wiedzieć, co się ma, trzeba rzeczy przejrzeć, pogrupować, zbędne wyeliminować, pozostałe pochować w szafach, komodach, szufladach.

      Jeśli chodzi o kurtki, płaszcze, swetry - szczerze mówiąc jako dorosła pracująca kobieta nie widzę powodów, żeby nie mieć ubrań do bólu. Jak mi się coś podoba, pasuje na mnie i mam pieniądze, to biorę. Myślę, że mam łeb między uszami, bo jakoś mimo tej filozofii wszystko jeszcze mieści mi się w szafie, nawet mam luzy. A może tak mało rzeczy mi się podoba;) Nienawidzę stanu, że coś się wydarza, ktoś umrze na przykład, albo jestem zaproszona na eleganckie wyjście ąę i ja zamiast filozoficznie się zadumać lub kręcić loki muszę biegać po mieście, żeby skompletować jakikolwiek strój. Nie, chcę otworzyć szafę i wyjąć z niej gotowe czyste i wyprasowane ubrania. Dlatego porady typu "jeśli czegoś nie założysz przez rok, to znaczy, że tego nie potrzebujesz" uważam za nieadekwatne dla siebie. Mam ubrania, które zakładam raz na trzy lata i są mi w tym jednym dniu wśród dni tysiąca BARDZO potrzebne.

      Kosmetyków nie gromadzę. Jedzenia nie gromadzę. Sprzęty eksploatuję do ich zdechu. Mam lodówkę w moim wieku. Mam czajnik w kwiatki z białoruskiej SRR (emalia w środku niestety popękała). Mam ekspres do kawy pamiętający świetność Fidela Castro i maszynkę do mielenia, którą Gomułka mełł piątą kolumnę.
    • magdalaena1977 Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 21:54
      Minimalizm jako idea zupełnie mi nie leży. Bo jakkolwiek mogłabym żyć mając powiedzmy jedne zimowe buty, to takie życie byłoby mało wygodne. Mam - wysokie czarne na obcasie, dwie pary wysokich brązowych (na płaskim i na obcasie), średnie czarne, krótkie czarne, krótkie brązowe i buty do trekkingu. A w tym roku kupiłam sobie jeszcze granatowe Josefy Seible. I naprawdę używam wszystkich tych butów, niektórych dość rzadko, ale wiem, że ciężko byłoby mi je w razie czego odkupić.

      Z drugiej strony miejsce do przechowywania zawsze jest ograniczone i dlatego staram się ograniczać kupowanie, nie kupować niepotrzebnych rzeczy, nie robić przesadnych zapasów ...
    • madzioreck Re: W pogoni za minimalizmem 21.09.13, 23:15
      Źle mi z tym, ale jakoś nie umie
      > m tak po prostu wywalić czy oddać czegoś, co w sumie jest potrzebne.

      Jeśli coś jest potrzebne i jest używane, to nie widzę powodu tego wywalać... między innymi dlatego nie podoba mi się idea minimalizmu dla samej idei, bo to też mi trąci jakimś zafiksowaniem na przedmiotach, tylko od drugiej strony. Chcę i lubię mieć różne rzeczy, aczkolwiek nie jestem typowym chomikiem i zbieraczem przydasiów. Jeśli coś jest dłuższy czas nieużywane, wtedy się tego pozbywam (nie licząc torby podróżnej - to, ze rzadko wyjeżdżam, nie znaczy, że mam ją wyrzucić ;) ), wyrzucam lub oddaję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka