Dodaj do ulubionych

Jak kupić mieszkanie i nie zwariować

17.01.16, 15:38
Piszę bardziej żeby się wyżalić, niż żeby dostać jakąś radę, ale nie pogardzę ;)

Od pewnego czasu (dwa lata?) próbujemy z lubym kupić mieszkanie. Raczej rynek wtórny (ceny i lokalizacje), nie szukamy niby czegoś wyjątkowego, ale jakoś nic nam się trafić nie może. Nie dość, że na wszystkich serwisach ogłoszeniowych 90% ogłoszeń to agencje, to jeszcze nikt tych serwisów nie sprząta i trzeba się przekopywać przez jakieś nieaktualne starocie ;). Chyba jeszcze też nie mieliśmy tak, żeby mieszkanie na żywo podobało nam się tam samo jak na zdjęciach.

Ostatnio oglądaliśmy mieszkanie prawie idealne. Trochę do odświeżenia, ze dwie większe naprawy (tzn niewymienione drzwi wewnętrzne + pęknięcie na suficie, wynikające najpewniej z łączenia płyt), fajna lokalizacja i fajny rozkład mieszkania, za to cena, za przeproszeniem, z d**y. Nie wiem, czy ceny ostatnio tak wzrosły ogólnie, czy w tym mieszkaniu jest szkatułka ze złotem, że jest wyraźnie droższe, niż podobne w okolicy ;).
Albo inne, które oglądaliśmy. Na zdjęciach wszystko ładnie, pięknie, mieszkanie opisane, że nie wymaga nakładów finansowych. A jak pojechaliśmy na miejsce, to okazuje się, że mieszkanie niewymagające nakładów finansowych nie ma zrobionej elektryki (a to akurat wymaga remontu totalnego) i pani pośrednik bardzo zaskoczona faktem, że ktoś może nie chcieć oryginalnej elektryki z wielkiej płyty ;). No może rzeczywiście ludzie ściemniają w ogłoszeniach, bo inaczej nikt nie chce mieszkań oglądać.
Jeszcze z pół roku temu było też sporo ogłoszen z mieszkaniami do remontu z niską ceną, teraz prawie w ogóle tego nie ma.
Mam nawet taką desperacką wizję, żeby wybrać się na osiedla, które mnie interesują i porozklejać ogłoszenia typu "kupię tu mieszkanie".

Czy styczeń jest aż tak złym miesiącem na szukanie mieszkania? A może ceny jakoś poszły w górę i nie ogarnęliśmy kiedy? ;) Teraz jeszcze do tego kredyty hipoteczne drożeją :(. I jakoś tak mnie wkurza, że teraz w końcu się zebraliśmy i zaczęliśmy szukać bardziej na poważnie, a tu taka bida.

No to sobie pomarudziłam ;)
Obserwuj wątek
    • besame.mucho Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 17.01.16, 16:28
      "Mam nawet taką desperacką wizję, żeby wybrać się na osiedla, które mnie interesują i porozklejać ogłoszenia typu <<kupię tu mieszkanie>>."

      To nie jest desperacja wizja, tylko zupełnie normalna :). Możesz też wydrukować kartki i wrzucić do skrzynek pocztowych. No i - może przede wszystkim - jeśli masz upatrzone osiedla, które Cię interesują, to się po prostu po nich porozglądaj. Sama kupiłam mieszkanie po zobaczeniu wiszącej w bramie interesującego mnie podwórka kartki "sprzedam mieszkanie", było bez pośredników i poszło znacząco szybciej i sprawniej (no i w lepszej cenie) niż wcześniej z bujaniem się z agentami z ogłoszeń.

      "Nie wiem, czy ceny ostatnio tak wzrosły ogólnie, czy w tym mieszkaniu jest szkatułka ze złotem, że jest wyraźnie droższe, niż podobne w okolicy ;)."

      A może mieszkanie, skoro tylko do odświeżenia, jest np. po niedawnym dużym remoncie? W sensie nie po zmianach kosmetycznych, ale po wymianie elektryki, hydrauliki, itd? Albo ma jakiś super wysoki standard wykończenia, egzotyki na podłogach, marmurowe blaty itd ;) ?
      Jeśli nie i jest znacząco droższe od innych w okolicy, a w podobnym stanie do nich - dodałabym sobie ogłoszenie do obserwowanych i poczekała, jeśli mieszkanie Wam się podoba. Zapewne stanieje.
      • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 17.01.16, 17:18
        > To nie jest desperacja wizja, tylko zupełnie normalna :). Możesz też wydrukować
        > kartki i wrzucić do skrzynek pocztowych. No i - może przede wszystkim - jeśli
        > masz upatrzone osiedla, które Cię interesują, to się po prostu po nich porozglą
        > daj. Sama kupiłam mieszkanie po zobaczeniu wiszącej w bramie interesującego mni
        > e podwórka kartki "sprzedam mieszkanie", było bez pośredników i poszło znacząco
        > szybciej i sprawniej (no i w lepszej cenie) niż wcześniej z bujaniem się z age
        > ntami z ogłoszeń.

        Może dlatego zimą drożej, nikomu się nie chce chodzić i szukać lepszych ofert ;D

        > A może mieszkanie, skoro tylko do odświeżenia, jest np. po niedawnym dużym remo
        > ncie? W sensie nie po zmianach kosmetycznych, ale po wymianie elektryki, hydrau
        > liki, itd? Albo ma jakiś super wysoki standard wykończenia, egzotyki na podłoga
        > ch, marmurowe blaty itd ;) ?
        > Jeśli nie i jest znacząco droższe od innych w okolicy, a w podobnym stanie do n
        > ich - dodałabym sobie ogłoszenie do obserwowanych i poczekała, jeśli mieszkanie
        > Wam się podoba. Zapewne stanieje.

        No właśnie to mieszkanie nie jest aż takie super-hiper. Co prawda, dwa najgorsze remonty zrobione (elektryka i piony), ale np. panele już wyglądają na nieco zmęczone życiem, drzwi wewnętrzne do wymiany. No ale nic co by mnie powaliło, bo prostu bardzo podoba mi się rozkład mieszkania i lokalizacja (w sensie nieco dalej od centrum, ale skomunikowane, osiedle z lat 70tych). Może jednak mam jakieś nierealne oczekiwania cenowe ;).
    • bathilda Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 17.01.16, 16:39
      Ostatnio w rodzinie sprzedawane były dwa mieszkania. Oba poszły dzięki banerom na balkonie. Więc tak jak Besame polecam spacer po osiedlach które Cię interesują i rozglądanie się za ogłoszeniami.

      A co do cen to dodam, że w obu przypadkach cena ofertowa od ostatecznej różniła się o ponad 10%. Przy czym w jednym przypadku kupujący na dzień dobry poprosił o 20% obniżkę. Więc nie bój się negocjować cen.
      • magdalaena1977 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 07:48
        W mojej rodzinie też sprzedano mieszkanie dzięki banerowi na balkonie. W 2011 r.
    • teresa104 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 17.01.16, 20:07
      Mieszkam w mieszkaniu z wielkiej płyty (mieszkam w nim z magistrem elektrykiem), mam oryginalną instalację elektryczną z lat '70 w ścianach poza jedną modyfikacją w kuchni. Mam też niewymienione drzwi wewnętrzne (zewnętrzne też), wymieniłam klamki, żeby mieć białe zamiast aluminiowych strupów, drzwi pomalowałam, nie zamierzam ich wymieniać, nawet gdybym miała żyć w tym mieszkaniu do śmierci, nie widzę powodu - rozpierducha ogromna, efekt żaden.

      Dlatego ja bym kupiła lokum w akceptowalnej cenie i stopniowo robiła sobie tam wszystko stosownie do fantazji i możliwości. Nasze mieszkanie kupiliśmy na luzie, jak byśmy wcale nie mieli tak mieszkać, miało zmurszałe okna o centymetrowych szparach, różowe ściany w pokojach (ten róż wciąż wyłazi w paru miejscach, jak mocniej poszoruję ścianę), zieloną olejną lamperię w kuchni, jakiś zlew zardzewiały, sracz pożółkły z plastikowym górnopłukiem ze sznurkiem, obitą wannę, dziadostwo kompletne, ale jakoś mi to nie robiło, byłam szczęśliwa, spokojna i dumna. Wydałam huczne przyjęcie, następnie tymi ręcami i ręcami pana Grzesia wyremontowałam wszystko do stanu "na razie wystarczy".
      Jeśli chcesz rady: nie musi być idealnie, żeby było idealnie.
      • yaga7 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 17.01.16, 20:34
        Ooo, dzięki za ten wpis :)

        Ja czasem miewam kompleksy, że nie robię remontu co x lat, że nie robię malowania co x lat, że mam 40-letnie meble, a nie nowoczesny dizajn niewiadomo skąd bądź lite drewno, aby było przyjemnie ;)

        Poziom "na razie wystarczy" całkowicie mnie satysfakcjonuje, popieram :)
        • kk345 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 12:34
          40-letnie meble są ostatnio szalenie modne;)
          • yaga7 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 13:44
            Mówisz? Jeszcze się okaże, że jestem hipstersko na czasie? ;)
      • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 10:51
        > Mieszkam w mieszkaniu z wielkiej płyty (mieszkam w nim z magistrem elektrykiem)
        > , mam oryginalną instalację elektryczną z lat '70 w ścianach poza jedną modyfik
        > acją w kuchni.
        Mieszkam teraz w nieco starszym budynku (końcówka lat 60) i moje doświadczenie z tą instalacją jest takie, że nie mogę włączyć jednoczesnie piekarnika i pralki, a jedno gniazdko musieliśmy zlikwidować, bo się fajczyło.

        > Dlatego ja bym kupiła lokum w akceptowalnej cenie i stopniowo robiła sobie tam
        > wszystko stosownie do fantazji i możliwości. Nasze mieszkanie kupiliśmy na luzi
        > e, jak byśmy wcale nie mieli tak mieszkać, miało zmurszałe okna o centymetrowyc
        > h szparach, różowe ściany w pokojach (ten róż wciąż wyłazi w paru miejscach, ja
        > k mocniej poszoruję ścianę), zieloną olejną lamperię w kuchni, jakiś zlew zardz
        > ewiały, sracz pożółkły z plastikowym górnopłukiem ze sznurkiem, obitą wannę, dz
        > iadostwo kompletne, ale jakoś mi to nie robiło, byłam szczęśliwa, spokojna i du
        > mna. Wydałam huczne przyjęcie, następnie tymi ręcami i ręcami pana Grzesia wyre
        > montowałam wszystko do stanu "na razie wystarczy".

        No my teraz mamy takie "na razie wystarczy". Chciałabym wejść na wyższy level ;). Dlatego dla nas priorytetem jest mieć upierdliwe remonty (instalacje, okna) za sobą. Na pewno nie wprowadzę się gdzieś, gdzie nie ma nowych okien, marznę od trzech lat :D

        > Jeśli chcesz rady: nie musi być idealnie, żeby było idealnie.
        Chłopu muszę przekazać, bo on ma zdecydowanie większe opory niż ja ;). Dla niego stare drzwi, pęknięcie na suficie i mała łazienka są zdecydowanie trudniejsze do przejścia.
        • teresa104 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 11:54
          Tego właśnie dotyczyła nasza modyfikacja instalacji - mam w kuchni i pralkę, i elektryczny piekarnik. I tylko tu trzeba było coś wymieniać. Resztę mój elektryk pomierzył swoimi dziwnymi sprzętami i zostało tak jak tow. Gierek zbudował. U rodziców ojciec dał na piekarnik dodatkowy bezpiecznik. Wot remont instalacji. Przyznam, że nie słyszałam, by ktokolwiek z moich blokerskich znajomych wymieniał całą elektrykę.

          Okna były stare i od razu je wymieniliśmy, ale to było kilkanaście lat temu, wtedy stare okna w bloku nie były niczym dziwnym. Wymiana okien trwała jeden dzień, pan Grześ zrobił gładzie i załatwione.

          Mój wystarczający level nie jest taki zły, naprawdę nie mam już tego zlewu, muzealnego sracza, lamperii i płytek pcv na podłodze:)

          Stare drzwi... Najpiękniejsze stare drzwi miałam w kamienicy z końca XIX wieku, były wspaniale dopasowane, pięknie rzeźbione i oszklone. Miały takie zawiasy, że łatwo je było otworzyć, unosiły się lekko i bezgłośnie, ale zamknięte były tak szczelne, że między nie a podłogę nie dało się wsunąć kartki. Drzwi w bloku jeśli nie są wypaczone, napuchnięte czy oblazłe wystarczy pomalować, zmienić klamki, można zmienić ramki na szyby. Te współczesne oklejone plastikiem tekturzaki z castoramy to jest dopiero porażka. Boję się, że ktoś w taki tekturzany picerunek lokalu wkłada kilka tysięcy, a od kupujących winszuje sobie kilkadziesiąt więcej.

          Rozumiem jednak, że można chcieć wszystkiego naraz, wszystkiego idealnie i to od razu. Jeśli do tego ma się na to pieniądze (lub gotowość do wzięcia kredytu), to czemu nie.

          Z całej duszy życzę Wam powodzenia operacji! Na pewno gdzieś jest TO mieszkanie, cierpliwości.
          • madzioreck Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:14
            >Przyznam, że nie słyszałam, by ktokolwiek z moich blokerskich znajomych wymieniał całą elektrykę.

            My wymienialiśmy, wszyściuteńko, kładliśmy nowe przewody w ścianach, nowe puszki, nowy ten tam od bezpieczników. No ale nasza chałupa i tak była do generalnego remontu. Nie dało się wymienić gniazdka, bo stare aluminiowe przewody kruszyły się w palcach i też jak się zapomniałam i przy chodzącej pralce i lodówce włączyłam mikrofalę, to mi wywalało. A do tego ze skrzynki kopało i iskrzyło, strach było podejść wcisnąć z powrotem guziczek. W jednym pokoju, jak się wprowadziliśmy, sąsiad przyleciał powiedzieć, żeby kontaktu nie używać bo wysadzi prąd na amen i ze to już tak, pani, od nowości było :D
            • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 18:38
              No tak jakbyśmy mieszkały na jednym osiedlu... ;)

              Jeszcze tu bezpieczniki mają zabezpieczenie cieplne, jak się nagrzeje, to nie można go włączyć z powrotem, póki nie ostygnie. Dlatego mam jeden zapasowy na wymianę ;)
        • yaga7 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 12:00
          A nie lepiej ten wyższy level mieć w mieszkaniu z rynku pierwotnego? ;)

          Wydaje mi się, że wtedy macie największą możliwość dopasowania rozkładu itp. do Waszych wymagań. No chyba że jest aż tak duża różnica w cenie czy lokalizacji?
          • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:23
            W Łodzi rynek pierwotny to albo koniec świata bez możliwości dojazdu tramwajem (to jest dla nas warunek konieczny, nie musi być blisko centrum, ale musi być tramwaj), albo ceny grubo powyżej 5k za metr (rynek wtórny spokojnie poniżej 4k za metr się znajdzie). Już nie mówiąc o tym, że mieszkanie z oknami przeciwległymi i osobną kuchnią to niemal biały kruk, wszędzie te okropne aneksy kuchenne z oknami i pionami ustalonymi tak, że kuchni nie idzie wydzielić. No po prostu developerzy upychają jak najwięcej mieszkań na piętrze, przez co powstają takie koszmarki.

            Generalnie lubię te nieco starsze osiedla, bo mają w miarę rozbudowaną infrastrukturę (komunikacja, sklepy, lokale), bloki nie stoją jeden na drugim tak, że można sąsiadowi zaglądać w okno (zmora nowych bloków ustawianych w podkowę) i nie ma tych okropnych płotów (brrrr).
            • yaga7 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:34
              Co to są okna przeciwległe? W sensie, że na różne strony świata? ;)

              Hmm, pewnie, jak zwykle, wszystko zależy (od miasta, dewelopera itp.). Akurat swoje blokowe mieszkanie uważam za kompletnie nieustawne i do chrzanu (mimo osobnej kuchni, pewnie tych okien, osobnej toalety [nie znoszę łączonej łazienki z toaletą]), z kolei nowe (świeżo wybudowane) mieszkanie mamy ma znacznie lepszą komunikację, bardziej ustawne i w ogole projektant myślał, jak projektował, nie to, co u nas ;)
              • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:46
                > Co to są okna przeciwległe? W sensie, że na różne strony świata? ;)

                Na przeciwne strony świata ;) Nie wiem czy to ma jakąś profesjonalną nazwę. Moje doświadczenie pokazuje, że tak dużo łatwiej wietrzyć mieszkanie. Wymarzona wystawa okienna to wschód-zachód ;)

                No i blokowe mieszkania są też różne, to oczywiste ;). Na osiedlu, gdzie teraz mieszkam, nigdy w życiu nie kupiłabym mieszkania. Ale już na osiedlach z lat późniejszych jest znacznie lepiej, mieszkania wyższe, kuchnie spore, przemyślane miejsca na szafy i szafki.

                Rynek pierwotny też podpatrujemy, ale nie pokładam w nim jakichś większych nadziei.
                • yaga7 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:51
                  A, czyli tak, jak myslałam, to takie mam ;) Ale co do wietrzenia, w Krakowie wietrzenie i tak odpada :D

                  W sumie ciekawa jestem, czy gdybym się zabrała za szukanie mieszkania dla siebie, to bym kupiła. Pewnie nie (w sensie nie znalazłabym nic lepszego od tego, co mam), bo tak jak już gdzieś było wcześniej, nie ma mieszkań idealnych, tak sądzę.

                  Ale oczywiście życzę powodzenia :D
            • magdalaena1977 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 23:57
              miss-alchemist napisała:

              > Już nie mówiąc o tym, że mieszkanie z oknami przeciwległymi
              > i osobną kuchnią to niemal biały kruk, wszędzie te okropne aneksy kuchenne
              > z oknami i pionami ustalonymi tak, że kuchni nie idzie wydzielić.

              IMHO właśnie rynek pierwotny daje szansę na odrębną kuchnię, bo wtedy można poustawiać ściany po swojemu.

              > Generalnie lubię te nieco starsze osiedla, bo mają w miarę rozbudowaną infrastr
              > ukturę (komunikacja, sklepy, lokale),

              A nie budują u Was plomb? nowych bloków stanowiących uzupełnienie starych osiedli?

              Mieszkałam od urodzenia w bloku z 1977 r. i ogromną wadą tamtego mieszkania był brak windy i podziemnego garażu. Życie seniorów z chorobami narządu ruchu było tam dużo trudniejsze, ale nawet ja miałam problem, bo wszystkie zakupy czy teczki z papierami trzeba było wnosić po schodach. A odkąd się wyprowadziłam, mam torbę na zakupy na kółkach i "kabinową" walizeczkę do pracy.

              Podobny problem ma część rówieśników moich rodziców, którzy postawili sobie domki z piętrem, strychem i piwnicą. I teraz nagle okazuje się, że oboje chcą spać na parterze, bo nogi bolą :-(
              • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 06:52
                > IMHO właśnie rynek pierwotny daje szansę na odrębną kuchnię, bo wtedy można pou
                > stawiać ściany po swojemu.

                Pod warunkiem, że aneks masz umieszczony tak, że jest przy nim okno, a po wydzieleniu kuchnia nie będzie długim, bardzo wąskim pomieszczeniem, a pokój dzienny nie stanie się klitką. To już nam mocno zawęziło pole wyboru.

                > A nie budują u Was plomb? nowych bloków stanowiących uzupełnienie starych osied
                > li?

                W zasadzie teraz już nie, bo to co mogło zostać zaplombowane, to zostało. Jeszcze w Śródmieściu jest trochę wolnych placów, ale zdecydowanie i jednoznacznie nie chcę mieszkać w Śródmieściu.
                Jest tylko jedna nowa inwestycja, która nas interesuje i którą obserwujemy. Na razie postawili jeden blok, który z góry skreśliliśmy, bo balkony w mieszkaniach, które nam się względnie podobały, skierowane były wprost na drogę krajową o dużym ruchu. No i oczywiście o oknach na dwie przeciwne strony można zapomnieć, ale rozkłady nie były takie całkiem głupie, więc inwestycję mamy na uwadze. Ale tylko na uwadze, dopóki nie zaczną budować, to nie ma się co nakręcać.

                > Mieszkałam od urodzenia w bloku z 1977 r. i ogromną wadą tamtego mieszkania był
                > brak windy i podziemnego garażu. Życie seniorów z chorobami narządu ruchu było
                > tam dużo trudniejsze, ale nawet ja miałam problem, bo wszystkie zakupy czy tec
                > zki z papierami trzeba było wnosić po schodach. A odkąd się wyprowadziłam, mam
                > torbę na zakupy na kółkach i "kabinową" walizeczkę do pracy.

                Akurat jestem jeszcze w tym wieku, gdy brak windy nie jest jakąś większą przeszkodą ;). Zwłaszcza, że wind nie ma w blokach nie wyższych niż 4 piętra. Do trzeciego piętra spokojnie po schodach można myknąć, a ostatnie piętra wykluczamy z zasady, tak samo jak partery. Liczę na to, że do starości będę tak bogata, że wybuduję sobie parterową rezydencję :D
                • magdalaena1977 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 08:50
                  miss-alchemist napisała:

                  > Pod warunkiem, że aneks masz umieszczony tak, że jest przy nim okno, a po wydzi
                  > eleniu kuchnia nie będzie długim, bardzo wąskim pomieszczeniem, a pokój dzienny
                  > nie stanie się klitką. To już nam mocno zawęziło pole wyboru.

                  Jednak w Warszawie podaż mieszkań była dużo większa i na rynku pierwotnym dawało się coś wybrać. A na rynku wtórnym nie, bo tam przestawianie ścian wiązałoby się z totalnym remontem i znacznym wzrostem kosztów.
                  BTW strasznie mnie wkurzalo, że systemy pośrednictwa mieszkań typu domiporta nie oferują odrębnej opcji do wyboru "osobna kuchnia".

                  > Akurat jestem jeszcze w tym wieku, gdy brak windy nie jest jakąś większą przesz
                  > kodą ;).

                  Myślałam, że to ma być takie Wasze mieszkanie "docelowe" ;-)

                  > Do trzeciego piętra spokojnie po schodach można myknąć,

                  Cieszę się, że jesteś na tym etapie. Dla mnie wchodzenie z ciężkim pakunkiem na trzecie piętro to byłby spory problem i wysiłek.

                  > a ostatnie piętra wykluczamy z zasady, tak samo jak partery.

                  Dlaczego?
                  Od lipca mieszkam na ostatnim, szóstym piętrze i jestem zadowolona.
                  • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 09:15
                    > Dlaczego?
                    > Od lipca mieszkam na ostatnim, szóstym piętrze i jestem zadowolona.

                    Ja też tego nie rozumiem. Mieszkam na ostatnim i właściwie tylko to braliśmy pod uwagę. W poprzednim mieszkaniu miałam nad głową pianino...
                    • mankencja Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 15.02.16, 17:16
                      Ja z kolei mieszkam na parterze i też mi się podoba, zwłaszcza że w moim bloku mieszkania na parterze mają tarasy. Poza tym nie muszę niczego taszczyć po piętrach i mogę sobie dowolnie głośno tupać, bo pod spodem mam tylko parking.
                  • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 09:24
                    > Myślałam, że to ma być takie Wasze mieszkanie "docelowe" ;-)

                    Nie mam planów na dalej niż 15 lat do przodu czyli planowany okres kredytowania ;)

                    > Dlaczego?
                    > Od lipca mieszkam na ostatnim, szóstym piętrze i jestem zadowolona.

                    Trochę moich znajomych mieszkało na ostatnich piętrach. Jak ich odwiedzałam, to zazwyczaj dało się odczuć, że latem jest gorąco, a zimą zimno. Wolę mieszkania środkowe, a idealne jest dla mnie pierwsze piętro.

                    Raz oglądaliśmy mieszkanie na 11 piętrze, jak wyszłam na balkon, to byłam bliska ataku serca ze strachu. Zresztą na szóstym piętrze u znajomych było podobnie :D
                    • turzyca Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 20:55
                      Raz oglądaliśmy mieszkanie na 11 piętrze, jak wyszłam na balkon, to byłam bliska ataku serca ze strachu.

                      Czlowiek sie przyzwyczaja dosc szybko.
                      • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 22:00
                        W akademiku dość długo mieszkałam na 15tym, potem na 12tym. Nigdy się nie przyzwyczaiłam, do mycia okien zatrudniałam swojego chłopaka ;)

                        Ja się ostatnio nawet bałam, jak kolega u siebie wychodził na balkon na 9-tym piętrze. Taki mały balkonik, ta barierka wydawała mi się absurdalnie niska. Oczyma wyobraźni już widziałam, jak stamtąd spada.

                        Chyba że "dość szybko" oznacza minimum dwa lata ;)
                      • madzioreck Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 16.02.16, 14:56
                        turzyca napisała:

                        > Czlowiek sie przyzwyczaja dosc szybko.

                        Hehe, powiedz to mojemu wujkowi, który od dziesięcioleci mieszka na 9 piętrze i od tyluż dziesięcioleci nie był na swoim balkonie.
                    • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 22:16
                      > zazwyczaj dało się odczuć, że latem jest gorąco, a zimą zimno.

                      To kwestia technologii wykonania budynku i mozesz to ocenić na pierwszy rzut oka. Żeby nie było gorąco latem i zimno zimą - nad mieszkaniem musi być wentylowana pustka, co najmniej 70 cm. Nawet na google maps to widać.
                  • yaga7 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 09:37
                    > > Do trzeciego piętra spokojnie po schodach można myknąć,
                    >
                    > Cieszę się, że jesteś na tym etapie. Dla mnie wchodzenie z ciężkim pakunkiem na
                    > trzecie piętro to byłby spory problem i wysiłek.

                    Ha, no właśnie :)

                    Ja od zawsze mieszkałam na trzecim i jak byłam zdrowa i młoda, stwierdzałam, po co winda ;) Potem zachorował pies, którego musiałam wynosić na spacery, ooo, winda, jak fajnie.
                    Teraz przy noszeniu ciężkich rzeczy albo gdy mam gorszy okres z kolanami, nie wyobrażam sobie bez windy. Wszystko zależy od punktu siedzenia ;)

                    Dlatego też nigdy nie chciałabym mieszkać powyżej 4-5 piętra, bo w razie awarii windy już wyobrażam sobie masakrę. A z drugiej strony widok z dziesiątego na Tatry z niektórych miejscówek w Kraku jest boski :)
                • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 09:16
                  > Akurat jestem jeszcze w tym wieku, gdy brak windy nie jest jakąś większą przeszkodą ;).

                  Pytanie jest (prywatne, nie otwarte na forum), czy planujecie dzieci. Z dzieckiem bez windy bywa o niebo trudniej.

                  > Zwłaszcza, że wind nie ma w blokach nie wyższych niż 4 piętra.

                  Ja mieszkam w czteropiętrowym z windą (2010), wiec na pewno takie bywają.
                  • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 09:27
                    > Pytanie jest (prywatne, nie otwarte na forum), czy planujecie dzieci. Z dziecki
                    > em bez windy bywa o niebo trudniej.

                    Nie planujemy, więc żaden problem ;)

                    > Ja mieszkam w czteropiętrowym z windą (2010), wiec na pewno takie bywają.

                    Skrót myślowy, miałam na myśli budownictwo sprzed 2000 roku. Nie wiem też, czy nie ma jakiegoś przepisu określającego pewną wysokość budynku, od której musi być winda.

                    W ogóle, tak mi się przypomniało, że raz byłam w kamienicy, gdzie była taka stara, stara winda, z ławeczką w środku. Musiałam się nią przejechać, chociaż wybieraliśmy się na pierwsze piętro :D
                    Swoją drogą, mieszkanie w kamienicy to moje wielkie marzenie, ale niestety jednocześnie wielki koszmar dla lubego. Kamienice pooglądam na zdjęciach ;)
                    • anna-pia Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 09:57
                      miss-alchemist napisała:

                      > Skrót myślowy, miałam na myśli budownictwo sprzed 2000 roku. Nie wiem też, czy
                      > nie ma jakiegoś przepisu określającego pewną wysokość budynku, od której musi b
                      > yć winda.

                      Nie wysokość, tylko liczbę pięter - o ile wiem, obecnie budynek liczący do 3 pięter windy mieć nie musi, wcześniej to były 4 piętra. Ale znajomi mieszkają w bloku 3-piętrowym z windami.
            • magdalaena1977 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 00:01
              miss-alchemist napisała:

              > albo ceny grubo powyżej 5k za metr
              > (rynek wtórny spokojnie poniżej 4k za metr się znajdzie).

              W Warszawie jest dużo drożej. I rynek wtórny jest droższy od pierwotnego. Co wydaje się logiczne, bo w owe mieszkanie musisz zainwestować, a w używanym możesz mieszkać od razu.
              • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 06:37
                W każdym dużym mieście jest drożej niż w Łodzi. Nie zdziwiłabym się, gdyby nawet w Rzeszowie było drożej niż w Łodzi ;)
    • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 17.01.16, 22:41
      > za to cena, za przeproszeniem, z d**y.

      Może być tak, że mieszkanie było kupowane w najgorszym okresie, np. w 2009 i właściciele ubzdurali sobie, że odzyskają, co wydali.


      A tak w ogóle to serdecznie współczuję. Zakup mieszkanie to zawsze stres i trzeba być niestety gotowym na gruby kompromis, bo mieszkania idealne a także wystarczająco dobre zwyczajnie nie istnieją.
      • magdalaena1977 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 07:47
        szarsz napisała:

        > A tak w ogóle to serdecznie współczuję. Zakup mieszkanie to zawsze stres i trze
        > ba być niestety gotowym na gruby kompromis, bo mieszkania idealne a także wyst
        > arczająco dobre zwyczajnie nie istnieją.

        IMHO moje mieszkanie jest wystarczająco dobre, a nawet bliskie idealnego. Ale żeby to osiągnąć kupiłam je na rynku pierwotnym zanim powstało, bezkosztowo ustaliłam położenie ścian i instalacji, a teraz powoli je wykańczam stosownie do własnych upodobań.
        10 lat mieszkałam w mieszkaniu kupionym na rynku pierwotnym (i niewyremontowanym) i z każdym rokiem coraz bardziej wkurzało mnie usytuowanie wc, kształt wanny, idiotyczne szafy wnękowe itp.
      • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 10:24
        > Może być tak, że mieszkanie było kupowane w najgorszym okresie, np. w 2009 i wł
        > aściciele ubzdurali sobie, że odzyskają, co wydali.

        No właśnie kobitka kupiła to mieszkanie w 2010 roku, więc niedługo po boomie. Od tego czasu ceny jeszcze spadły. W ogóle na ogłoszeniu na gratce widać, że cena już spadła o 60k, ale naszym zdaniem nadal jest za wysoka.

        > A tak w ogóle to serdecznie współczuję. Zakup mieszkanie to zawsze stres i trze
        > ba być niestety gotowym na gruby kompromis, bo mieszkania idealne a także wyst
        > arczająco dobre zwyczajnie nie istnieją.
        No właśnie dla nas druga opcja, to kupić ruinę w miarę dobrym rozkładzie i dobrej lokalizacji i po prostu zrobić je pod siebie. Ale jakoś cięzko znaleźć ruinę spełniającą te dwa warunki ;)
        • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:40
          > w miarę dobrym rozkładzie

          Z rozkładem można pokombinować, skoro się i tak kupuje ruinkę :)
          • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 18:40
            Wycinanie ścian w wielkiej płycie to z pewnością niezapomniana przygoda :D Ale fakt, jak już się robi remont totalny, to można pozwolić sobie na wiele (tzn na tyle, na ile pozwalają ściany nośne, okna i piony).
            Całe szczęście mamy gdzie mieszkać i moglibyśmy robić taką rozpierduchę totalną.
            • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 19:04
              > Wycinanie ścian w wielkiej płycie

              Ej, ja mieszkałam w wielkiej płycie i ścianki działowe były gipsowe, nie wiem dokładnie z czego, ale moi rodzice, jak ją chcieli przesunąć, to wycięli gumówką po obrysie, przesunęli i zaszpachlowali.
              A nośnych i tak nei zmienisz, płyta czy nie płyta.
              • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 19:09
                Bo to zależy który rocznik bloku. Niektóre są całościowo z płyty i wtedy nawet powieszenie drapaka dla kota jest wyzwaniem ;) (been there done that), niektóre nowsze mają z płyty tylko nośne, a w ramie H z żelbetu jest tylko szkielet.
                • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 19:13
                  > Bo to zależy który rocznik bloku.

                  1976 :)
                • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 19:14
                  > całościowo z płyty i wtedy nawet powieszenie drapaka dla kota jest wyzwaniem

                  O, to tam też takie były. Gwożdzika pod obrazek się nie dało wbić.
                • slotna Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 19:57
                  W bloku ceglanym tez sie nie da gwozdzia w sciane wbic, tak wiec nie musi byc plyta ;)
                  • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 21:16
                    Blok ceglany znam z domu rodzinnego ;) Tata zawsze na mnie fukał, jak chciałam powiesić obrazek na ścianie, ale po jakimś czasie nabraliśmy wprawy, żeby się wbić w zaprawę, a nie cegłę.

                    Ale cegła jednak milion razy lepsza niż płyta, chociaż trzeba przyznać, że blok, w którym mieszkają moi rodzice, jest z końcówki lat 30tych, a to chyba były najlepsze lata dla zabudowy miejskiej, to się już nigdy nie powtórzyło ;)
                    • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 22:00
                      > żeby się wbić w zaprawę, a nie cegłę.

                      Ha, ja mieszkam teraz w takim cudzie, z cegły, w którym zamiast zaprawy jest beton, serio. Nie wiem, czy tańszy był, czy ki diabeł, ale jak się wbijesz w łączenie cegieł, to najtwardszy młot pneumatyczny wymięka.
                    • slotna Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 19.01.16, 20:22
                      Pewnie, ze cegla lepsza. Ja jestem bardzo zadowolona, chociaz trzeba uzywac wiertarki ;) Akustyka zerowa, w ogole nie slysze sasiadow.

                      Czwarte bez windy, btw. Nie wyobrazam sobie nieostatniego pietra.
    • ciociazlarada Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 10:03
      Mam pytanie, co jest zlego w kupowaniu przez agencje? Serio pytam, bo pojecie o polskim rynku mieszkaniowym mam zerowe.
      • teresa104 Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 10:25
        Że agencja dolicza swoją prowizję, taniej jest bezpośrednio, a my tu każdy grosz cztery razy oglądamy przed wydaniem.
      • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 10:28
        1. Kontakt. Teoretycznie powinni odpowiadać na zapytania szybko i sprawnie, a czasem mam wrażenie, że te agencje nie ogarniają wszystkich ogłoszeń.
        2. Prowizja. Część agencji nie pobiera prowizji od kupującego, ale jednak większość tak.
        3. Nie wiedzą co sprzedają. Pośrednicy, z którymi dotychczas miałam do czynienia, nie byli w stanie odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących mieszkania, które mieli w ofercie. Czasem bym nawet nie jechała na oglądanie (gdzie dopiero można się spotkać z właścicielem), gdybym znała odpowiedź na parę pytań.
        4. Nie chcą nawet podać adresu przed podpisaniem umowy. A ja lubię sobie obczaić okolicę na Google Street View, zanim gdzieś pojadę ;).

        Mam wrażenie, że jak ktoś prywatnie sprzedaje mieszkanie, to mu jakoś bardziej zależy. Ci pośrednicy to nawet nie wiem z czego żyją przy takim podejściu.
        • ciociazlarada Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 10:40
          To niezly syf. Ciekawa jestem w takim razie jak znalezc agencje, ktora spelnia swoja role bo nie wyobrazam sobie sprzedawania mieszkania w Polsce bez posrednikow, nie zawsze ma sie mozliwosc bycia na miejscu.
          • szarsz Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 13:38
            > To niezly syf.

            Niezły, a nawet jeszcze gorszy. Pośrednicy także zwyczajnie kłamią (nie wszyscy, oczywiście), a prowizję biorą za przekazanie adresu. Nie sprawdzają stanu prawnego mieszkania, nie przygotują właściwych dokumentów, stan techniczny tez przyjmują z dobrym słowem sprzedającego i jeszcze go podrasują. Brr.
            • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 18.01.16, 18:42
              Są jeszcze lepsi cwaniacy. Np umawiają się z właścicielem na spotkanie, nie mówiąc, że są pośrednikami, i na miejsce przyprowadzają chętnego.

              Babcia lubego ponad rok temu sprzedawała mieszkanie, to się nie mogła opędzić od tych natrętów.
    • marikooo Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 21.02.16, 22:30
      Miss, a tak z ciekawości, ile za metr zawołali? Ja mieszkałam w kilku miejscach w Łodzi i chyba najlepiej było na Czerwonym Rynku. 3800 za metr blok z lat 70-tych.
      • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 22.02.16, 17:17
        4200 z końcówką. IMO cena z kosmosu jak za wielką płytę ;) Ale ogłoszenie nadal wisi, to im może w międzyczasie rura zmięknie.

        Czerwony Rynek średnio mi pasuje, bo tam są, jak mówi Luby, tramwaje drugiej kategorii ;). Celujemy w Widzew Wschód albo Retkinię. Chętnie zostalibyśmy na Dąbrowie, ale niestety, tutaj głównie budownictwo z końca lat 60tych, zdecydowanie nie chcę tak mieszkać.

        No i oczywiście nadal nie poczyniliśmy dalszych kroków w kwestii kupna mieszkania, mamy kolejne ogłoszenia do sprawdzenia, ale pewnie i tak znowu ja będę musiała dzwonić, bo Luby się zbiera jak sójka za morze.
        • marikooo Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 22.02.16, 18:00
          4280 zł/m2 płaciliśmy w 2008 w szczycie cenowym. Teraz ceny są niższe, więc może potargujcie się trochę? A za 5000 już znajdziesz blok z początku XXI w. ;) z windą i parkingiem podziemnym.
          • miss-alchemist Re: Jak kupić mieszkanie i nie zwariować 22.02.16, 18:03
            No za 4200 na pewno nie kupimy tego mieszkania :). Kobitka kupowała je w 2010, kiedy ceny były jeszcze dość wysokie, stąd zapewne jej nieuzasadnione wyobrażenie o wartości jej mieszkania.
    • miss-alchemist Znaleźlim 16.04.16, 17:05
      Mieszkanie o niemal identycznym rozkładzie jak w poście startowym, w wieżowcu jakieś 500 m dalej, na dzień dobry tańsze o 50 k. Do remontu, ale nie generalnego. W zasadzie jesteśmy zdecydowani, szykujemy się na podpisanie umowy przedwstępnej. Szukamy notariusza, ciotka-prawniczka tak doradziła, zwłaszcza że mieszkanie ma zadłużenie w spółdzielni. Chcemy zrobić tak, żeby naszym zadatkiem było spłacenie tego zadłużenia na koncie spółdzielni i jakoś wolę, żeby notariusz dopilnował umowy tak, byśmy sobie krzywdy nie zrobili. Sprawdziliśmy księgę wieczystą i na nasze niewprawne oko wygląda ok, ale zdaje się, że notariusz też musi to sprawdzić.

      Teraz jeszcze czeka nas walka z bankiem, bo pani z banku twierdzi, że bank nie może przyjąć operatu od innego rzeczoznawcy, niż oni wyznaczą, a obawiamy się, że bank nie wyceni mieszkania tak jakbyśmy tego chcieli ;). Czeka nas miesiąc walki z papierkologią, a potem jeszcze przynajmniej 2 miesiące remontu i wszystko mnie trochę przeraża. Ogólnie początkowy entuzjazm nam opada i piętrzą się trudności, na które nie byliśmy gotowi psychicznie. Luby rysuje w excelu wykresy wydatków w zależności od pierdyliarda czynników i mimo naprawdę sporych oszczędności ciągle mamy wrażenie, że nas nie stać na ten kredyt ;)

      Tak z innej beczki - czy któraś z Was robiła w mieszkaniu tak (lub widziała takie mieszkanie), że pralka jest w innym pomieszczeniu niż łazienka/kuchnia/toaleta? Teoretycznie moja ukochana praleczka w łazience się zmieści, ale trochę na styk, a mamy taką koncepcję, że skoro już chcę robić garderobo-suszarnię w najmniejszym pokoju, to równie dobrze można tam wstawić pralkę (pokój ma ścianę wspólną z toaletą, prawdopodobnie nie z płyty, choć tego jeszcze nie sprawdzaliśmy). Zastanawiam się nad technicznym wykonaniem takiego rozwiązania, bo wolałabym nie kłaść w takim pomieszczeniu terakoty, a jednocześnie pralka to jednak "mokre" urządzenie. Może są forumki, które mają np. pralkę w przedpokoju ;)
      • anna-pia Re: Znaleźlim 16.04.16, 17:25
        miss-alchemist napisała:

        > mamy taką koncepcję, że skoro już chcę robić garderobo-suszarnię w najm
        > niejszym pokoju, to równie dobrze można tam wstawić pralkę (pokój ma ścianę wsp
        > ólną z toaletą, prawdopodobnie nie z płyty, choć tego jeszcze nie sprawdzaliśmy
        > ). Zastanawiam się nad technicznym wykonaniem takiego rozwiązania, bo wolałabym
        > nie kłaść w takim pomieszczeniu terakoty, a jednocześnie pralka to jednak "mok
        > re" urządzenie. Może są forumki, które mają np. pralkę w przedpokoju ;)

        Widziałam. W jednym przypadku pralka stoi w garderobie i tam jest terakota, w drugim - w garażu i tam jest farba nieprzepuszczająca wody, jaką dają na podłogi w dużych magazynach itp. (takich małych metraży - garaż na dwa samochody - firmy malujące podłogi w magazynach normalnie nie robią, farba ponoć masakrycznie droga).
        Moim zdaniem zostaje terakota. Albo PCV ;)
      • teresa104 Re: Znaleźlim 17.04.16, 10:53
        Nam brakuje jednego pokoju, chociaż przez pierwszą dekadę naszego wspólnego życia nam nie brakowało, mieliśmy wręcz nadmiar, siedzę teraz w tym nadmiarze, zwanym kiedyś brudnikiem, a burak siedzi sobie w drugim i buraczy swoje sprawy. Nie mówię wcale, żebyś się zastanowiła, czy nie wolisz zachować tego pokoju do celów pokojowych:)

        Co do podłogi pod pralką - robi się teraz nawet podłogi z drewna w łazience, rzecz w tym, jakie to drewno i jak przygotowane. Z drugiej zaś strony wybór ceramicznych i kamiennych podłóg jest tak ogromny, że naprawdę można znaleźć coś ładnego i praktycznego, co nie będzie wyglądać jak podłoga w jatce. Ja miałam (i nadal mam) silne przekonanie, że większość pomieszczeń w mieszkaniu powinna mieć taką samą podłogę i to bez żadnych progów. Udało mi się to uzyskać dla przedpokoju, kuchni, łazienki i ubikacji, w pokojach mam deski. Gdybym jednak dziś urządzała od nowa jakiś dom, nie zawahałabym się dać terakoty także w pokojach, te dzisiejsze płytki bywają naprawdę piękne.
        • miss-alchemist Re: Znaleźlim 17.04.16, 12:03
          > Nam brakuje jednego pokoju, chociaż przez pierwszą dekadę naszego wspólnego życ
          > ia nam nie brakowało, mieliśmy wręcz nadmiar, siedzę teraz w tym nadmiarze, zwa
          > nym kiedyś brudnikiem, a burak siedzi sobie w drugim i buraczy swoje sprawy. Ni
          > e mówię wcale, żebyś się zastanowiła, czy nie wolisz zachować tego pokoju do ce
          > lów pokojowych:)

          Mieszkanie ma cztery pokoje, myślę, że na dwie osoby to aż nadto ;) Zakładamy pokój dzienny, sypialnię, pokój "do pracy" oraz tę, nazwijmy to, garderobę. Poza pokojem dziennym pomieszczenia nie są za wielkie, więc wolę zrobić sobie osobny pokój na całą odzież i planuję nie wpuszczać tam kotów (ale kłaki pewnie i tak się dostaną).

          No moja pierwsza myśl na ten pokój była taka, że pralka => terakota. Podnosi to trochę koszty wykończenia pokoju (chociaż bez przesady, to niecałe 9 m2, kieszeni nie wydrenuje do cna). Ale większym minusem jest to, że we wnęce, gdzie bym chciała pralkę, jest szafa wnękowa i trzeba byłoby ją do położenia tej podłogi rozwalić. Z drugiej strony, jak chcę robić dziurę w ścianie do toalety, to i tak szafę trzeba rozwalić ;) Koszty rosną lawinowo, a wstępne założenie było takie, że najpierw wykańczamy pomieszczenia niezbędne do życia, a dwa mniejsze pokoje później. No ale pralka jest mi niezbędna do życia :P
          Estetyka to nie problem, ładna terakota istnieje, a poza tym zawsze można ciepnąć dywanik, gdy zimno w stopy.

          Możliwe jest upchnięcie pralki w łazience, aczkolwiek wtedy są dwie problematyczne opcje urządzenia łazienki:
          a) prysznic w miejscu obecnej wanny, ale wtedy grzejnik muszę/chcę przenieść na drugą stronę drzwi = duża upierdliwość. Wtedy praleczka stroi po lewej stronie prysznica i bez problemu jest do niej dostęp, żeby ją otworzyć i wyciągnąć pranie.
          b) prysznic na drugą stronę łazienki (łazienka ma całe 1,6 m długości, więc daleko to nie jest), więc trzeba zadbać o spadek, to raz. Dwa, pralka stoi na prawo od kabiny, więc drzwiczki otwierają się na kabinę i nie jestem pewna, czy ja się tam wcisnę, żeby pranie wyjmować :P
          A pralka ładowana od góry absolutnie nie wchodzi w grę, tę opcję wykluczam.

          No a skoro i tak mam mieć pomieszczenie - szafę, to i w tej szafie może być praleczka. Nosić nie trzeba będzie, wietrzyć łatwo, bo okno, a w łazience nagle zrobi się mnóstwo przestrzeni.
          • teresa104 Re: Znaleźlim 17.04.16, 12:42
            My potrzebujemy dwóch pomieszczeń do pracy, stąd problem. Do tego ja po nocach nie siedzę, dziad tak. I nie wpuszczę go do mojego pokoju do pracy, bo tam mam porozkładane swoje rzeczy niezbędne do pracy. Dlatego nam ciasnawo, może za parę lat coś zmienimy.

            Mam pralkę w kuchni, a na przykład dla mojej matki umieszczenie pralki w kuchni jest naruszeniem sacrum kuchni, dla mnie zaś pralka w łazience jest naruszeniem sacrum łazienki. Po latach patrzę na to mieszkanie i nic bym inaczej nie zrobiła, układ sprzętów, szafek i luster jest optymalny. Wyciągnęłam z tego lokalu maksimum przestrzeni.

            Zazdroszczę Ci (w ten pozytywny sposób), to bardzo fajny i przyjemny okres takie urządzanie sobie mieszkania, zwłaszcza kiedy człowiek się nie napina i po prostu działa. Wszystko jest to zrobienia!
          • kk345 Re: Znaleźlim 17.04.16, 16:58
            Ja mam i pralkę i suszarkę w garderobie. Z podłogą poszłam na łatwiznę i mam linoleum, daje radę- wyszłam z założenia, ze w razie tfu tfu zalania woda i tak pójdzie sobie radośnie na mieszkanie, żadna terakota tego nie zmieni- a wolę mieć w garderobie pod stopami cieplejsze podłoże, niz terakota
          • yaga7 Re: Znaleźlim 17.04.16, 18:30
            Hehe, dla mnie 4 na 2 osoby to minimum, ale ja muszę mieć do pracy, mąż do hobby ;) A garderoby zazdroszczę, przydałaby mi się :)

            Co do pralki, ja bym pewnie wrzuciła do tej garderoby, teraz są naprawdę mega fajne płytki do mieszkań.
            • miss-alchemist Re: Znaleźlim 17.04.16, 19:20
              > Hehe, dla mnie 4 na 2 osoby to minimum, ale ja muszę mieć do pracy, mąż do hobb
              > y ;) A garderoby zazdroszczę, przydałaby mi się :)

              A nas wszyscy znajomi pytają, czy jakieś dzieci się szykują, skoro kupujemy 4 pokoje ;). Szukaliśmy raczej trzech, ale tak się trafiło po prostu. Nie potrzebujemy osobnych pokojów do pracy na szczęście, na wszelkie hobby lubego wyślę do piwnicy :D (mieszkanie ma przydzielone pomieszczenie o powierzchni 12 m2). W ogóle rzadko pracujemy z domu (oboje mamy taką możliwość, ale ja się nie nadaję do pracy z domu po prostu ;)) , bardziej myślimy o takim miejscu, gdzie wygodnie będzie się można poopieprzać przy komputerze. Teraz nam obojgu doskwierają małe biurka.

              > Co do pralki, ja bym pewnie wrzuciła do tej garderoby, teraz są naprawdę mega f
              > ajne płytki do mieszkań.
              Nawet nie chodzi o fajność płytek, bo to nie problem, tylko o konieczność remontowania tego pomieszczenia w całości od razu + rozwalenia istniejącej, niezłej szafy wnękowej.

              Pewnie dalej będziemy kombinować, jak upchać pralkę w łazience bez konieczności nadmiernej manipulacji grzejnikiem. A i tak pewnie dopiero jak tam wejdziemy po kupnie z zamiarem remontu (a do tego jeszcze daleka droga), to się okaże, że nie da się zrobić tego czy tamtego. Życie i bloki w wielkiej płycie lubią zaskakiwać.

              No i nie możemy znaleźć miejsca na drugą kuwetę! I to jest prawdziwy problem.
              • teresa104 Re: Znaleźlim 17.04.16, 19:58
                Potrzebny jest piąty pokój na kuwety.

                A pralka w szafie.

                Dokładnie się nie wczytałam w zagadnienie, ale może zamiast zmieniać miejsce grzejnika wystarczy zmienić grzejnik. Ja mam w łazience estetyczną drabinkę zamiast żeliwnego czegoś, które było tam wcześniej. Kaloryfer w łazience nie jest olicznikowany, dlatego spółdzielni nie trzeba było angażować w tę wymianę.

                • miss-alchemist Re: Znaleźlim 17.04.16, 20:21
                  Nie no, drabinka na pewno będzie ;) Chodzi o to, że teraz grzejnik jest bezpośrednio nad umywalką, gdzie osobiście wolałabym mieć lustro. Można go albo przesunąć trochę dalej od umywalki (ale rurki nadal będą nad umywalką, chociaż same rurki łatwiej schować) albo przenieść na drugą stronę, co wymagałoby pociągnięcia rurek nad drzwiami. Albo umywalkę przenieść na drugą ścianę, co niestety wymaga ustawienia kabiny prysznicowej inaczej, co jest już większym problemem ze względu na wymagany spadek... I tak dalej, i tak dalej :P No nie jest to salon kąpielowy zdecydowanie.

                  Ogrzewanie na szczęście liczone jest z metra (nie ma pomierników ciepła), ale spółdzielnia będzie potrzebna do spuszczenia wody z pionu grzewczego. Teraz niby panowie specjaliści mają narzędzia do zamrażania rurek etc, ale ponoć przy spuszczeniu wody panowie ze spółdzielni potrafią zrobić takie modyfikacje ładniej.

                  Luby ma jeszcze pomysł, żeby całkowicie zrezygnować z grzejnika i że na tę łazienkę wystarczy rura grzewcza, ale z kolei ja ten pomysł bojkotuję, bo ja lubię ciepło. Bardzo ciepło.
                  • teresa104 Re: Znaleźlim 18.04.16, 07:56
                    Widziałam w Japonii taki patent, że lustro w łazience jest podgrzewane, nie całe, tylko prostokąt w centralnym miejscu. Dzięki temu nie zaparowuje. Może zafunduj sobie takie japońskie lustro.
                    Drugi ciekawy myk to umywalka w pokrywie spłuczki. Kiedy po opróżnieniu rezerwuaru ten zaczyna się napełniać, dzieje się to przez kran nad spłuczką, myjesz ręce i ta woda z rąk zasila spłuczkę na następne spuszczenie. W ogóle to kraj wielu fajnych pomysłów, no ale przynajmniej te dwa możesz wdrożyć:)
              • yaga7 Re: Znaleźlim 17.04.16, 20:40
                No ale skoro macie taką piwnicę, to prawie jak pokoj ;) Nasza piwnica jest nie do używania, bo są szczury i jedzą wszystko, więc możemy tam trzymać co najwyżej słoiki czy nieużywane gary ;)

                U nas kuwety są 3 ;)
        • magdalaena1977 Re: Znaleźlim 18.04.16, 22:35
          Tak przy okazji zapytam, jak sobie radzicie z suszeniem prania? Bo ja w zeszłym roku przeprowadziłam się do wielkiego (70m2) mieszkania, które ma sypialnię, gabinet, kuchnię, łazienkę i ... suszarnię. Raz na jakiś czas suszarnia spełnia też funkcję salonu ;-)

          Chciałabym wrócić do suszenia prania w łazience, tak ja w poprzednim mieszkaniu, ale niestety standardowa podsufitowa suszarka się nie da zamontować nad brodzikiem ze względu na kształt kabiny prysznicowej (Radaway Eos z drzwiami typu bifold). I okazało się, że nie ma wiele innych modeli suszarek, szczególnie takich, na których można wieszać dużo ubrań na wieszakach (i które to ubrania się nie gniotą).
          • teresa104 Re: Znaleźlim 19.04.16, 11:42
            Jeśli to do mnie pytanie, to odpowiem, że nie wiem, czy w ogóle sobie radzę z suszeniem.
            Kiedy się da, suszę na sznurkach na balkonie (czy tam lodżii, żeby nie było, że galoty się majtają na widoku, nie majtają się). Kiedy się nie da, rozstawiam w niekolidującym z ruchami ciał miejscu suszarkę. Rzeczy długie wymagające suszenia na wieszakach umieszczam w sprytnych schowankach, mam fajne miejsce przy rurkach grzewczych poza zasięgiem wzroku. Na szczęście mam bardzo suche mieszkanie i ta ekspozycja nie jest stała. Za to, podobnie jak pralka w łazience, z moim światopoglądem kłóci się suszenie prania w łazience, na światopogląd nie poradzisz.
            • magdalaena1977 Re: Znaleźlim 19.04.16, 18:39
              Rozumiem kwestię sacrum, ale dla mnie pranie i suszenie mają swoje miejsce w łazience ;-)

              I właśnie przekształcenie salonu w suszarnię boli. Tym bardziej, że mieszkanie jest nowe, wilgotne i wszystko schnie strasznie powoli.
              • teresa104 Re: Znaleźlim 19.04.16, 20:24
                Wiadomo, że najlepiej mieć osobne pomieszczenie na pranie, suszenie, prasowanie i resztę profanum. (Marzę też o warsztacie, takim prawdziwym, nie o kącie w piwnicy, ale się za tego życia nie domarzę).
                Rozumiem, że gruntownego przearanżowania pomieszczeń już nie przewidujesz, bez względu na liczbę mieszkańców Twojego mieszkania. Dziewczyny w innych wątkach zachwalały pralko-suszarki i suszarki, jeśli już profanujesz łazienkę, to może sprzętem, który problem suszenia przynajmniej częściowo znosi?

                Właściwie wychodzi mi, że radzę sobie z suszeniem prania - dziś w południe uprałam dwa duże wsady, w tym pościel, wszystko już wyschło i jest pochowane po szafach.
              • yaga7 Re: Znaleźlim 19.04.16, 21:33
                Moje jest stare, niby suche (w sensie wilgotność powietrza nie istnieje), ale za to łazienka dość mokra, więc niektóre rzeczy schną długo.
                Ja suszę w łazience, na suszarce na kaloryfer w pokoju i latem na balkonie, czasem jeżeli coś idzie na wieszak, to wieszam na drzwiach, ale nie mam żadnej stojącej suszarki na środku pokoju, bo nie posiadam w żadnym pokoju "środka pokoju", gdzie mogłabym to wstawić ;)
          • slotna Re: Znaleźlim 20.04.16, 23:50
            Bluzy i t-shirty wieszam na wieszakach, ktore zahaczam na rowerku stacjonarnym i dragu rozpietym na futrynie. Inne rzeczy na kaloryferach (zeberkowych) i wlasnie takiej suszarce nad wanna (za ciezkich nie mozna, juz mi sie raz urwala).
          • madzioreck Re: Znaleźlim 21.04.16, 20:56
            Ja mam jedną suszarkę podsufitową* w łazience, nad wanną, i jedną stojącą, rozkładaną, w nieużywanym do ogólnie pojętego życia pokoju (suszarka, szafy z ciuchami oraz graciarnia). Obie się sprawdzają, mieszanie mam bardzo suche i gdziekolwiek powieszę, pranie schnie błyskawicznie.

            *wyrzuciłam starą, starszą ode mnie suszarkę podsufitową babci, bo była stara, brzydka, i miała tylko 5 prętów. Kupiłam śliczną, nową, z 6 prętami, ogólnie daje radę, ale wyprałam narzutę, powiesiłam, i pręt się wygiął, a sznurki wyciągnęły. Suszarka babci była nie do zdarcia, choć niejedna cięższa od mojej narzuta na niej schła... ech.
      • izas55 Re: Znaleźlim 17.04.16, 23:08
        mam pralkę w garderobie, stoi na deskach.Jeżeli się boisz zalania to można kupić takie specjalne tace pod pralki. Ja miałam kładzione nowe rury w łazience więc od razu hydraulicy zrobili rurę do odpływu i kranik do wody. Jestem bardzo zadowolona z takiego rozwiązania
      • anna-pia Re: Znaleźlim 03.05.16, 21:33
        miss-alchemist napisała:

        > Tak z innej beczki - czy któraś z Was robiła w mieszkaniu tak (lub widziała tak
        > ie mieszkanie), że pralka jest w innym pomieszczeniu niż łazienka/kuchnia/toale
        > ta? Teoretycznie moja ukochana praleczka w łazience się zmieści, ale trochę na
        > styk, a mamy taką koncepcję, że skoro już chcę robić garderobo-suszarnię w najm
        > niejszym pokoju, to równie dobrze można tam wstawić pralkę (pokój ma ścianę wsp
        > ólną z toaletą, prawdopodobnie nie z płyty, choć tego jeszcze nie sprawdzaliśmy
        > ). Zastanawiam się nad technicznym wykonaniem takiego rozwiązania, bo wolałabym
        > nie kłaść w takim pomieszczeniu terakoty, a jednocześnie pralka to jednak "mok
        > re" urządzenie. Może są forumki, które mają np. pralkę w przedpokoju ;)

        Uprzejmie informuję, że w wynajmowanym przez tydzień domku była pralka w pomieszczeniu, gdzie na podłodze leżały regularne drewniane deski, pokryte lakierem. Domek nienajnowszy, dla właścicielki kolejne mieszkanie, więc nie był to eksperyment osoby bez doświadczenia.
        • miss-alchemist Pralka c.d. 04.05.16, 21:16
          Klucze do mieszkania mamy (sprzedający na czas oczekiwania decyzji kredytowej przeniósł się na wyspy), więc pewnie jeszcze będziemy mierzyć, mierzyć i mierzyć, ale pomysł najnowszy jest w ogóle taki, żeby do łazienki wstawić kabinę 80 cm zamiast 90 i to rozwiązuje wszystkie nasze problemy. Nawet się przymierzaliśmy do takich kabin już i mieścimy się bez problemu (tj ja się mieszczę bez problemu, luby twierdzi, że on też :)). Mamy jeszcze trochę czasu na decyzję, bo gościa od łazienek umawiamy na czerwiec (zakładamy do końca maja wyrobimy się z kredytem i umową).

          Ogólnie teraz mam straszny ból głowy jak to wszystko urządzić i nie zbankrutować, sporo też zależy w naszym przypadku od wyceny nieruchomości przez bank (jak nam bank wyceni za mało, to będziemy musieli więcej z oszczędności wyłożyć na wkład własny i mniej na remont zostanie). Bank złośliwie twierdzi, że nie przyjmują operatów zewnętrznych.

          W ogóle urządzanie to będzie chyba największa frajda, ale przy tym większość urlopu pewnie psu w zadek, poświęcimy na malowanie :(, a nadal nie wiemy czym i na jaki kolor malować ;) ;)
          • magdalaena1977 Re: Pralka c.d. 04.05.16, 23:03
            polecam kabinę z drzwiami typu bifold - składa się idealnie i w ciągu dnia nie tracisz tej przestrzeni
            • miss-alchemist Re: Pralka c.d. 08.05.16, 11:04
              Obejrzałam w internetach i faktycznie wygląda spoko, ale u nas niestety nie zda egzaminu, bo musimy mieć wejście z rogu kabiny (oba boki będą częściowo zastawione).
          • anka-ania Re: Pralka c.d. 05.05.16, 13:22
            miss-alchemist napisała:

            > nadal nie wiemy czym i na jaki kolor malować ;) ;)

            Wałkiem. ;-) Na Wnętrzach Mieszkań radzą na biało, bo kolor jest w dodatkach. Kolejny popularny kolor to szary, czyli barwy neutralne.
            • miss-alchemist Re: Pralka c.d. 08.05.16, 11:11
              Biały nieeeeeeeee! Ale dzięki za przypomnienie o forach mieszkaniowych, może zarzucę tam tę łazienkę i będą lepsze pomysły ;)
              • teresa104 Re: Pralka c.d. 08.05.16, 12:45
                Taki kategoryczny protest jakby Anka-ania jakiś żółty zaproponowała czy różowy;)
                • miss-alchemist Re: Pralka c.d. 08.05.16, 12:59
                  :D

                  Wolę żółty niż biały, serio. Nawet nie wiem, czy nie wolę różowego ;) Biały jakoś mi się tak szpitalnie kojarzy. W pracy też mamy białe ściany, a przez jakiś czas mieliśmy białe naklejki na oknach (parter) i czułam się jak w wariatkowie.
                  • teresa104 Re: Pralka c.d. 08.05.16, 14:12
                    No ja akurat najchętniej zamieszkałabym we wnętrzu przypominającym galerię sztuki przed umieszczeniem w niej sztuki. (Nawiasem: byłaś już w Atlasie zobaczyć Warhola i Basquiata?)

                    Co do szpitalnych skojarzeń - dawno nie byłaś w szpitalu, miękkie kolorki, ładne podłogi, barwna pościel, indywidualne lampki. Teraz kolorem szpitala jest chyba właśnie żółty.

                    Gdy byłam dzieckiem ojciec zabrał mnie do sklepu z farbami i polecił wybrać sobie najładniejszy kolor. Mój paluch nie chciał inaczej, uporczywie wskazywał czerwony, czerwony i już, po co pytacie, skoro nie może być czerwony. No i miałam czerwony pokój (co prawda na ściany dano kwietne tapety w tym kolorze, też wybrane przeze mnie), czerwoną wykładzinę, czerwone zasłony i narzutę na wersalkę. Bardzo mi było w nim fajnie. Polecam czerwony. Czerwony to najpiękniejszy kolor we wszystkich odcieniach:)
                    • kaga9 Re: Pralka c.d. 08.05.16, 15:03
                      >
                      > Co do szpitalnych skojarzeń - dawno nie byłaś w szpitalu, miękkie kolorki, ładn
                      > e podłogi, barwna pościel, indywidualne lampki. Teraz kolorem szpitala jest chy
                      > ba właśnie żółty.


                      Ohoho, a w którym to jest tak fajnie - pod względem wyposażenia, oczywiście? Obawiam się, że to nadal nie jest standard;) Szczęśliwie w szpitalu bywam (na razie) jako odwiedzająca tylko i li, ale w innym niż takim z poobijanymi ścianami i gąbką wyłażącą z materaca nie byłam nigdy.
                      • teresa104 Re: Pralka c.d. 08.05.16, 22:17
                        Podam trzy przykłady, pobyty moich bliskich lub moje: szpital im. Jordana w Łodzi (ul. Przyrodnicza), szpital im. WAM w Łodzi (ul. Żeromskiego), Wojewódzki Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej (płucny; Łódź - Łagiewniki, ul Okólna).

                        Wszystkie mają odremontowane na pastelowo sale, wyra na piloty, łazienki w salach, jednorazowe piżamki. Żadnej bieli i syfu. W sumie także o lekarzach wyłącznie dobre rzeczy mogę powiedzieć, pielęgniarek brakuje wszędzie, a salowi po staremu.

                        Dawno nie widziałam obleśnego szpitala, nie wybieram szpitali, nie mam dojść, nie znam nikogo i nie chcę znać, nigdy nie dałam żadnej łapówki, może zatem mamy szczęście i trafiamy wszyscy do tych ładnych;)
                        • kaga9 Re: Pralka c.d. 09.05.16, 09:13
                          Bardzo możliwe, że im większe miasto, tym większe szanse (nie zawsze wykorzystane) na zadbany szpital. W moim sporym, choć mniejszym od Łodzi mieście są dwa, w obu leżeli bliscy i nie mam dobrych wspomnień w sensie estetycznym. Podobno tylko porodówkę mamy ładną;-)
                          • teresa104 Re: Pralka c.d. 09.05.16, 11:31
                            Niedługo będę miała okazję obejrzeć kolejny szpital. 15 lat temu miał standard fabrykant ufundował, władza ludowa pofajdała olejną. Ciekawe co zdziałała UE.

                            Kurczę, nie wiem, ile szpitali jest w Łodzi:) Mam jednak nadzieję, że po tej zbliżającej się wizycie dłuuugo nie będę musiała oglądać żadnego, ani widzianego, ani nowego.
                  • anka-ania Re: Pralka c.d. 08.05.16, 20:27
                    W lokalnym szpitalu straszą mdłe, zielone ściany, malowane farbą olejną, więc mi biały źle się nie kojarzy. :-)
                    Biały jest fajny, jak się nie wie, na jaki kolor się zdecydować - pasuje do wszystkiego, a w razie czego łatwo go przemalować.
                  • slotna Re: Pralka c.d. 08.05.16, 21:17
                    Białe wnętrza wydaja sie jakies takie niedourzadzone ;) Mialam w dziecinstwie dosc duze mieszkanie i dopiero po przemalowaniu z bialego na rozne kolory pokoje zrobily sie przytulne i cieple.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka