teresa104
29.07.16, 12:34
Nie mogę znaleźć wątku, a wyszukiwanie mi pisze, że nie mam uprawnień do szukania na tym forum, musiałam zatem założyć nowy wątek z założenia krótki. No chyba że ktoś jeszcze ma coś do odszczekania i chciałby skorzystać.
Otóż pisałam o wyremontowanych szpitalach, że nie ma już syfu. Faktycznie takie miałam obserwacje, także całkiem niedawne, sprzed miesiąca, w kolejnym łódzkim szpitalu.
A dziś odwiozłam ojca do sanatorium (tak się nazywa, formalnie jest oddziałem szpitalnym) i dobrze, że się nie spawiowałam, choć chyba tylko dzięki temu, że nie zdążyłam nic rano zjeść.
I jeszcze długo nic nie zjem. Ble.
Ojciec twierdzi, że nie jest tak źle, ale on pamięta, jak po wojnie spali z braćmi w jednym łóżku, wygódka była w podwórku, w sobotę szło się do łaźni, szczaw i mirabelki były rarytasem i wszyscy byli szczęśliwi. Kupiłam mu repelent i poradziłam całe dnie spędzać w sanatoryjnym lesie. Może go jakoś wypiszą wcześniej, nie wiem, żeby się liczyło, że był, a żeby się nie utytłał, na wskroś nie prześmierdł.
Człowiek garnitur wziął jasny letni, paski dwa, spodnie w kant, koszule na spinki na niedzielę, a tu folia na dupę chyba jest potrzebna, żeby usiąść gdziekolwiek.
Hau, hau, hau!