Dodaj do ulubionych

znalazlam, to zareklamuje

26.11.07, 05:58
wieczor nowozelandzki w jadlodajni filozoficznej
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,55322,4672032.html
jezeli ktos sie wybierze, zapraszam do dzielenia sie wrazeniami
Obserwuj wątek
    • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 26.11.07, 20:35
      Jadlodajnia filozoficzna - piekna nazwa ,podoba mi sie , wybralabym sie tam
      gdyby nie odleglosc. A swoja droga jezeli ktos zna jakas jadlodajnie
      fiolozoficzna na terenie Auckland to prosze , dajcie mi znac.
      • kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 27.11.07, 10:02
        wyzwanie podjęłam ;D spróbujemy dotrzeć, a na razie posłałam info w eter do
        "Warszawskich Kiwich" big_grin
        • minimus Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 18:37
          > "Warszawskich Kiwich" big_grin
          ooo, a dużo ich jest??
          • kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 29.11.07, 10:37
            garść czy dwie big_grin
      • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 11:47
        iza42 napisała:

        > Jadlodajnia filozoficzna - piekna nazwa ,podoba mi sie , wybralabym sie tam
        > gdyby nie odleglosc. A swoja droga jezeli ktos zna jakas jadlodajnie
        > fiolozoficzna na terenie Auckland to prosze , dajcie mi znac.

        --------------

        Osobiście wolałbym nazwę "filozofia jadalna" czyli Kiwi w pigułce.

        Niestety odległość nie pozwala mi uczestniczyć, a szkoda bo chętnie obejrzałbym
        jakąś dobrą hakę na żywo.

        • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 19:08
          Chodzilo mi o to ,ze te slowa jadlodajnia filozoficzna jakos nie pasuja do
          siebie. Jadlodajnia to dla mnie odpowiednik stolowki pracowniczej , baru
          mlecznego , takie sobie dosc prozaiczne miejsce natomiast filozofia kojarzy sie
          ze wzniosloscia umyslu.
          Czy mozna rozprawiac o filozofii przy zupie mlecznej lub leniwych pierogach ?
          Pewnie mozna ale ja wolalabym przy kawie lub kielszku dobrego trunku .
          • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 20:36
            a mi sie, wrecz przeciwnie, wydaje ze bary mleczne sa (a
            przynajmniej byly) jak najbardziej filozoficzne, czym bardziej
            podstawowe otoczenie i menu, tym lepiej sie "filozofowalo". byl we
            wroclawiu taki bar mleczny "mis" na kuzniczej, kolo uniwersytetu,
            ktory tak wlasnie pamietam. albo stolowka studencka u plastykow, na
            WSSP, nawet nasza skromna kanciapa na filologii, ktora o ile
            pamietam serwowala tylko kawe zalewajke, herbate popularna i fasolki
            sojowe w sosie pomidorowym. a mimo to domoroslych filozofow nie
            brakowalo.

            ale fakt, ze takich miejsc w NZ nie spotkalam, dominuje raczej
            kultura "zjadles, to zaplac i wynocha", tyle ze po kiwusku, z
            usmiechem.
            • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 23:20
              W Auckland w ksiegarni Borders jest kawiarnia , gdzie mozna przesiadywac
              godzinami przy kawie z ksiazka w reku , problem w tym ,ze trudno tam znalesc
              stolik , nikt nie wygania. Ponoc maja tam nawet jakies spotkania filozoficzne od
              czasu do czasu.
              Ale masz racje , filozofowac mozna nawet przy pomidorowej. Dla mnie atmosfere w
              barach mlecznych psuja troche wyziewy z kuchni ale w koncu receptory sie
              adaptuja ...
              • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 22:43
                Ciesz sie poki mozesz! Amerykanscy wlasciciele Borders chca
                sprzedac nowozelandzkie sklepy i z tego co wiem, jedynym kupcem jest
                Whitcoulls. Biada! Do Whitcoulls wchodze tylko kiedy musze albo
                skusza mnie kuponem "50% off", nie cierpie tej sieci. Jedyny
                Borders w Christchurch jest w galerii (sic!) Westfields na
                Riccarton, gdzie nawet kupon "50% off" na mnie nie dziala, wiec
                raczej nie bywam. Na szczescie niedaleko mojej pracy jest Scorpio
                Books, ksiegarnia z prawdziwego zdarzenia, ale bez kawiarni
                filozoficznej.
                • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 21:11
                  poledownunder napisała:

                  > Ciesz sie poki mozesz! Amerykanscy wlasciciele Borders chca
                  > sprzedac nowozelandzkie sklepy i z tego co wiem, jedynym kupcem jest
                  > Whitcoulls. Biada! Do Whitcoulls wchodze tylko kiedy musze albo
                  > skusza mnie kuponem "50% off", nie cierpie tej sieci. Jedyny
                  > Borders w Christchurch jest w galerii (sic!) Westfields na
                  > Riccarton, gdzie nawet kupon "50% off" na mnie nie dziala, wiec
                  > raczej nie bywam. Na szczescie niedaleko mojej pracy jest Scorpio
                  > Books, ksiegarnia z prawdziwego zdarzenia, ale bez kawiarni
                  > filozoficznej.
                  >
                  O to niedobrze , nie wiedzialam o tym . Ja tez na ogol nie chodze do
                  Whitcoulls, chyba ze musze . Nie bardzo rozumiem w takim razie dlaczego pare
                  tygodni temu otwarli nowa filie Borders w Albany w nowym centrum handlowym (
                  albo galerii ) Westfield ?
                  • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 06.06.08, 01:19
                    A jednak, stalo sie. Nowym wlascicielem ksiegarn Borders jest
                    Whitcoulls. O ile pamietam poprzednim wlascicielem Whitcoulls byl
                    WH Smith, siec kiosko-ksiegarni angielskich, specjalizujacych sie w
                    lekturze na pociag i samolot, i ten charakter pozostal tez po
                    zmianie wlasciciela. Nie wrozy to dobrze Borders.

                    Ostatnio jak bylam w Borders zauwazylam dziela Paulo Coelho
                    wyeksponowane w sekcji "Filozofia". Na podstawie pobieznej
                    znajomosci Coelho zdziwilam sie i zastanawiam sie czy to zdziwienie
                    swiadczy o mojej nieznajomosci Coelho, czy tez moze o ksiegarni?

                    www.stuff.co.nz/4574362a13.html
                    • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 06.06.08, 09:58
                      Oj , to rzeczywiscie niedobrze wrozy, ale moze przyjamniej beda starali sie
                      zachowac charakter tej ksiegarni? W koncu Borders to firma miedzynarodowa , maja
                      sklepy w Australii i pewnie w innych krajach tez.
                      Co do Coelho to byl on zawsze odkad pamietam sprzedawany w sekcji Filozofia
                      tak,ze tutaj nic nowego , ja tez pamietam mialam problemy ze znalezieniem jego
                      ksiazek w sekcji beletrystyki.
          • kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 29.11.07, 10:47
            "te słowa jadłodajnia filozoficzna jakoś nie pasują do
            siebie." i chyba właśnie o to założycielom chodziło !

            nie jest to restauracja, trochę klub, trochę bar, coś zjeść można, ale za to
            ciagle odbywają się tam imprezy "dla ducha", galerie, spotkania autorskie itp itd.

            "Czy mozna rozprawiac o filozofii przy zupie mlecznej lub leniwych pierogach ?"
            ależ oczywiście ! pirogi bądź zupa w swej prostocie nie zaśmiecają umysłu
            rzeczami nieważnymi, jesz "odruchowo" a wszystkie twoje myśli odlatują ... ku
            innym sprawom. jestem przekonana ze nie jeden filozof coś wymyślił dumając nad
            prostą strawą big_grin

            "ja wolalabym przy kawie lub kielszku dobrego trunku" co chyba szybciej
            doprowadziłoby do stanu upojenia i mało filozoficznego bełkoty big_grin
            "dumanie przy kieliszku dobrego trunku" to chyba raczej poza niż faktyczne
            filozofowanie. z opisów różnych wynika jasno - ze myśli "głebokofilozoficzne"
            ujrzały światło dzienne co najwyżej nad szklanką trunku... kiepskiego wink
            • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 29.11.07, 20:17
              Przyznam sie , nie przyszlo mi do glowy ,ze kieliszek dobrego trunku w liczbie
              pojedynczej lub filizanka kawy moze doprowadzic czlowieka do stanu belkotu
              filozoficznego wskutek upojenia ... wlasnie czym ? .
              Moze wlasnymi myslami ? A moze chodzi o pobudzenie ? Alkohol w malych ilosciach
              i kawa maja wlasnosci pobudzajace .
              Zgadzam sie ,ze leniwe pierogi sa neutralne dla umyslu i jezeli mialabym
              wybierac poniedzy nimi a kiepskim trunkiem z pewnoscia wybralabym to pierwsze.
              Nie wiem sprawiloby jakakolwiek roznice w kwestii glebi myslenia ale
              przynaajmniej zaoszczedziloby mi skurczow zoladka.
              • kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 10:48
                iza42 napisała:

                > Przyznam sie , nie przyszlo mi do glowy ,ze kieliszek dobrego trunku w liczbie
                pojedynczej lub filizanka kawy moze doprowadzic czlowieka do stanu belkotu
                filozoficznego wskutek upojenia ...

                big_grin no bo widzisz, czas w którym wypija się jedne kieliszek jest zbyt krótki by
                oddać się głebokim filozoficznym rozważaniom... wiec albo zagłebiona w owe
                filozofie zamawiasz kolejny i kolejny i kolejny albo... rozważania już prawie
                filozoficzne przerwie brutalnie kelner stawiający cię przed wyborem - zamawiasz
                następny albo płacisz i wychodzisz wink

                i osobiście też wole "filozofie nad pierogami" niż nad kiepskim trunkiem big_grin
                • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 21:52
                  kiwigirl napisała:

                  > big_grin no bo widzisz, czas w którym wypija się jedne kieliszek jest zbyt krótki by
                  > oddać się głebokim filozoficznym rozważaniom... wiec albo zagłebiona w owe
                  > filozofie zamawiasz kolejny i kolejny i kolejny albo... rozważania już prawie
                  > filozoficzne przerwie brutalnie kelner stawiający cię przed wyborem - zamawiasz
                  > następny albo płacisz i wychodzisz wink

                  Tak ,co napisalas wiele wyjasnia , rzeczywiscie juz zapomnialam jak pije sie w
                  Polsce . Sytuacje pogarszaja ci brutalni kelnerzy spychajacy ludzi na dno
                  pijanstwa .
                  To rzeczywiscie stawia filozofow przed trudnym wyborem i w takiej sytuacji bar
                  mleczny to bardzo dobra alternatywa.
                  W NZ jest troche inaczej - tutaj na scianach lokali wisza kartki "nie
                  sprzedajemy alkoholu osobom pijanym " ,choc jaka jest realizacja tego przepisu
                  dobrze nie wiem bo nie mam doswiadczenia .
                  >
                  > i osobiście też wole "filozofie nad pierogami" niż nad kiepskim trunkiem big_grin
          • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 19:44
            Współczesne kluby artystyczne i galerie często mają pzewrotne nazwy, tak jak
            przewrotna i prowokacyjna jest współczesna sztuka.
            Choćby np. bardzo popularna w Warszawie "Fabryka trzciny", która z produkcją
            trzciny nie ma nic wspólnego.

            No a przy okazji zarabiają na wynajmowaniu sal lub samodzielnym organizowaniu
            różnego typu spotkań, w tym o Kiwi.


            www.fabrykatrzciny.pl/
            www.filozoficzna.art.pl/

            Ale żeby to zrozumieć trzeba myśleć trochę szerzej i wyzwolić się ze skojarzeń
            typu "pierogi leniwe raz!"

            Nikomu takie nazwy jak "Złote tarasy", "Stary Browar", "Kredens" czy "Rzeźnia"
            nie kojarzą się z balkonem, piwem, meblem czy wieprzowiną.

            Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią.

            pozdrawiam
            • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 22:04
              ouzothedrink napisał:

              > Ale żeby to zrozumieć trzeba myśleć trochę szerzej i wyzwolić się ze skojarzeń
              > typu "pierogi leniwe raz!"
              >
              > Nikomu takie nazwy jak "Złote tarasy", "Stary Browar", "Kredens" czy "Rzeźnia"
              > nie kojarzą się z balkonem, piwem, meblem czy wieprzowiną.

              Dziekuje za cenne uwagi , rzeczywiscie musze byc bardzo staromodna bo browar
              kojarzy mi sie z piwem , kredens z ...kredensem , rzeznia z miejscem kazni
              zwierzat , zlote tarasy ... no tutaj przynajmniej moge uruchomic swoja
              wyobraznie , zaraz czy nie jest to nazwa tego nowego centrum handlowego w
              Warszawie ?
              >
              > Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią.
              >
              A z czym Ci sie kojarzy galeria ? Przyznam sie , ze mnie kojarzy sie sie z
              galeria obrazow lub innych dziel sztuki. Ale ludziom w Polsce galeria kojarzy
              sie z centrum handlowym . Czy wspolczesny Polak , rozumiem ze czlowiek o
              szerokich horyzontach umyslowych zaakceptuje mozliwosc ,ze slowo moze miec
              wiecej niz jedno znaczenie ?

              rowniez pozdrawiam
              • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 12:41
                iza42 napisała:

                > Dziekuje za cenne uwagi , rzeczywiscie musze byc bardzo staromodna bo browar
                kojarzy mi sie z piwem , kredens z ...kredensem , rzeznia z miejscem kazni
                zwierzat , zlote tarasy ... no tutaj przynajmniej moge uruchomic swoja
                wyobraznie , zaraz czy nie jest to nazwa tego nowego centrum handlowego w
                Warszawie ?
                > >
                > > Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią.
                > >
                > A z czym Ci sie kojarzy galeria ? Przyznam sie , ze mnie kojarzy sie sie z
                galeria obrazow lub innych dziel sztuki. Ale ludziom w Polsce galeria kojarzy
                sie z centrum handlowym . Czy wspolczesny Polak , rozumiem ze czlowiek o
                szerokich horyzontach umyslowych zaakceptuje mozliwosc ,ze slowo moze miec
                wiecej niz jedno znaczenie ?
                >
                > rowniez pozdrawiam


                -----

                O Jezu!
                Przecież każdy Polak wie co to jest browar czy rzeźnia.
                Ale jak zobaczy plakat zapraszający na pokaz maoryskiej Haki w Browarze lub
                Rzeźni, to do głowy mu nie przychodzą inne skojarzenia, niż klub, galeria
                sztuki, czy teatr i nie rozprawia tyle o tym.

                Jeśli galeria kojarzy się Tobie tylko z wystawą obrazów lub dzieł sztuki to
                znaczy, że albo tylko znasz takie galerie, albo tak bardzo kochasz sztukę.
                Tak czy owak znów nie myślisz szerzej.
                Galerie już budowano, gdy nie było jeszcze obrazów i centrów handlowych.
                Jest to rodzaj budowli, tak jak schody, balkon, piwnica czy dach.

                "Galeria - podłużne pomieszczenie umieszczone na zewnątrz lub wewnątrz budynku,
                na wysokości górnych kondygnacji. Usytuowane wzdłuż ścian, przybiera formę
                empory, loggi. Takie galerie bardzo często stosowane były w kościołach
                romańskich i gotyckich.

                Określenie używane również w odniesieniu do samodzielnej konstrukcji łączącej
                dwa budynki w poziomie parteru lub wyższej kondygnacji
                np. najwyżej położony balkon w teatrze"

                Jeśli powiesz tylko galeria to mi się to kojarzy z takim właśnie rodzajem budowli.

                Jest to również skrót od "galeria sztuki", "galeria handlowa", "galeria w teatrze"

                Nie mylić z galaretą i galanterią !


                A Złote Tarasy to nie tylko galeria handlowa.
                To również studio TV, hotel, sale biznesowe, galerie sztuki, knajpy, fitness,
                itd. itp.

                Mnie Browar kojarzy się ze sztuką, a browar z piwem.
                Tak z piwem kojarzy mi się Piwnica, a piwnica z niepotrzebnymi klamotami.

                Zresztą takie przewrotne nazwy bywały już za komuny i, co ciekawie, nikogo
                wówczas nie dziwiły.

                Czy Stodoła w Warszawie naprawdę kojarzy się Tobie ze słomą?
                Chyba nikt takich skojarzeń nigdy nie miał i nie ma, choć wszyscy wiedzą jak
                wiejska stodoła wygląda.

                Proszę zauważyć, że każdy język na świecie się zmienia, a dziwienie się jest
                powszechnie dozwolone tylko w dzieciństwie.
                Później, do końca życia pozostaje już tylko zadawanie sobie pytań i nauka, by w
                końcu i tak umrzeć z pytaniami bez odpowiedzi.

                Niestety wyjechani dziwią się wszystkiemu przez resztę życia nie rozumiejąc, że
                to co już poznali też się zmienia.


                Ciekawe z czym się Tobie kojarzy słowo Arena. Bo mi z piaskiem.

                Mogę Cię jednak pocieszyć, że wg aż badań 40 % Polaków nie rozumie przesłania w
                reklamach, które są jeszcze bardziej przewrotne.


                Już tam za naukę nic nie wezmę.


                Wracając do tematu to żałuję serdecznie, że nie zobaczę tej haki.
                Haka ma coś w sobie, co powoduje u mnie dreszcz, chociaż wszystkiego w niej do
                końca nie rozumiem.

                Pozdrawiam serdecznie.
                • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 22:37
                  Nie do konca sie zgodze. Jezeli uzywasz slowa "galeria" w znaczeniu
                  architektonicznym, to idziesz na galerie, nie do galerii. Zupelnie
                  inne znaczenie. Tylko kiedy chodzi o funkcje takiego pomieszczenia,
                  chodzisz do galerii. Jak dla mnie jasne jest ze mowimy o galerii w
                  tym znaczeniu. Jako osoba wyjechana moge sie jedynie powolac na
                  leksykon PWN z 1998 r, bo nowszego wydania nie mam, ale tam galeria
                  to:
                  1)samodzielne muzeum malarstwa lub rzezby, rowniez dzial w wiekszym
                  muzeum
                  2) salon wystawowy polaczony ze sprzedaza dziel sztuki

                  Wyglada na to ze w przeciagu ostatnich 10 lat element wystawowy
                  stracil na znaczeniu, tudziez powiazanie z dzielami sztuki, i
                  galeria to po prostu sklep lub "podłużne pomieszczenie umieszczone
                  na zewnątrz lub wewnątrz budynku" wypelnione po brzegi sklepami.
                  Cynicznie osmielam sie stwierdzic, ze ta zmiana znaczenia jest
                  zyklym wynikiem potrzeby zaspokojenia jakiegos snobizmu. W chodzeniu
                  do galerii jest cos wznioslego, w chodzeniu na zakupy wrecz
                  przeciwnie. Wiec zrobmy tak, zeby na zakupy chodzilo sie do galerii
                  i wtedy wszyscy beda zadowoleni i nikt nie bedzie sie musil
                  czerwienic zapytany jakie ma plany na sobote. "Musze odwiedzic
                  kilka galerii" brzmi dumnie.

                  Rowniez argument ze stodola mnie nie przekonuje. Stodola to nazwa
                  wlasna jednego klubu, nie nazwa ogolna klubow o pewnym charakterze,
                  wiec ten przyklad niczego nie ilustruje.

                  Zgodze sie natomiast, ze jako wyjechani musimy pogodzic sie z tym,
                  ze kraj ktory pozostawilismy za soba zmienia sie bez nas i mozliwe
                  jest, ze nigdy juz tak naprawde nie bedziemy go rozumiec ani czuc.
                  Powtorze sie pewnie piszac, ze jako emigranci wiekszosc z nas laduje
                  w miejscu miedzy kulturami, jedna znamy w czasie przeszlym, ale nie
                  terazniejszym, druga w terazniejszym ale nie przeszlym, wiec niby
                  jestesmy wzbogaceni o druga kulture, ale obie sa niekompletne.
                  • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 23:46
                    Dobre, he, he Zwłaszcza z tym:

                    "W chodzeniu do galerii jest cos wznioslego, w chodzeniu na zakupy wrecz
                    przeciwnie. "

                    Tylko jest jeden szkopuł. Nikt tak w kraju nie mówi.
                    Raczej jedzie do centrum handlowego i nie brzmi to ani dumnie, ani wstydliwie.
                    Po prostu jedzie na zakupy.
                    Najczęściej jednak wymienia nazwę centrum bo od razu wiadomo gdzie kupił tę
                    śliczną kurtkę; w KingCrosie, Auchanie, M1 itp.

                    Nie słyszałem, żeby ktoś powiedział, że jedzie do galerii.

                    Słyszałem natomiast, że była niezła impreza i dobre żarcie w jakiejś galerii -
                    plus nazwa tej galeriowej knajpy.

                    Rozumiem, że wszystko to wynika z faktu posiadania przez Ciebie starego wydania
                    słownika.

                    Tu jest ode mnie w prezencie dla Ciebie nowsza wersja:


                    sjp.pwn.pl/lista.php?co=galeria

                    I tak dziękuję Bogu, że nie jestem zmuszony słyszeć, że ktoś jedzie do malla.

                    Chociaż niektórzy już kombinują, żeby Polaków do tego słowa przyzwyczaić:

                    www.mall.pl/onas.php
                    Wprowadzają nawet termin, którego nie znajdziesz w najnowszym wydaniu słownika:
                    "profesjonalna galeria handlowa internet mall"

                    A z tej wielokulturowości, o której wspominasz to najbardziej zazdroszczę Tobie,
                    że możesz oglądać na żywo maoryskie haki.

                    pozdro i nara
                    • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 03:03
                      ouzothedrink , gdybys ze zrozumieniem przeczytal to co napisalam zaoszczedziloby
                      Ci to tej zbednej pisaniny wspomaganej cytatami ze slownika. Napisalam z czym mi
                      sie kojarzy galeria , a nie jakie sa wszystkie mozliwe znaczenia tego slowa,
                      poczawszy od historycznie najwczesniejszego. Wyobraz sobie ,ze potrafie odroznic
                      galerie od galarety i od galer tez.
                      Popisywanie sie znajomoscia nazw rozmaitych klubow w Warszawie oraz szydzenie z
                      tego , ze u osob "wyjechanych " wywoluja one inne niz u Ciebie konotacje uwazam
                      za rodzaj szowinizmu kulturalnego lub jak napisala Pole snobizmu. Poza tym
                      jezeli naprawde chcesz sie taka wiedza popisywac rob to w swoim gronie , tam cie
                      bardziej docenia.
                      Nie masz racji twierdzac ,ze nikt w kraju nie mowi o chodzeniu do galerii. W
                      moim rodzinnym miescie ludzie chodza do galerii Tesco ( lub innej ) na zakupy i
                      prawie nikt nie uzywa nazwy centrum handlowe. Poslugiwanie sie wylacznie nazwami
                      firmowych sklepow na ogol nie wystarcza bo sklepow o rozmaitych nazwach jest
                      mnostwo i nawet wytrawni bywalcy nie znaja wszystkich sklepow. No chyba ,ze
                      zalicza sie do elity , ktora kupuje ciuchy z markowa sygnaturka .
                    • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 09:48
                      ouzothedrink napisał:

                      > Rozumiem, że wszystko to wynika z faktu posiadania przez Ciebie
                      starego wydania słownika.

                      Dochodzi jeszcze fakt, ze wyjechana jestem juz jakis czas, wiec
                      chcac niechcac mam pewne luki w nowomowie. Badac pozostanym masz tu
                      nade mna przewage, wiec sie nie bede spierac, choc zastanawiam sie
                      po co trzymac sie terminologii skoro rzekomo nikt tak w kraju nie
                      mowi? Z ciekawosci weszlam na strone
                      www.galerki.pl/
                      i widze, ze nie tylko ja jestem skolowana. Reklama Google zaprasza
                      do "Galleria dell'Accademia. Visit the Famous Florence Museum.
                      Reserve Advance Tickets Today!". A to by sie zdziwili pewnie ze sie
                      reklamuja nie wsrod milosnikow sztuki a wsrod sklepomanow.
                      (Reklamy Google są to reklamy dopasowane do kontekstu miejsca na
                      stronie, w którym są wyświetlane...podobno)
                      • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 10:25
                        Chciałem tylko i wyłącznie zaznaczyć, że:

                        1. współczesnemu, światłemu, szeroko myślącemu Polakowi wyraz galeria kojarzy
                        się z czymś dużym, wąskim i długim, wypełnionym jakimś towarem.

                        2. współczesny zwykły zjadacz chleba w Polsce prawie w ogóle nie używa tego
                        słowa w języku mówionym. Słowo to występuje natomiast często w języku pisanym
                        przed nazwą i określeniem charakteru danej szeregowej budowli.

                        Ktoś tak wzniosły jak Iza powie, że idzie na wystawę do ... i tu pada tylko
                        nazwa galerii wystawowej.

                        Ktoś nie tak wzniosły jak Iza powie, że jedzie na zakupy do ... i tu pada tylko
                        nazwa galerii handlowej, często z dodaną na końcu nazwą ulicy lub dzielnicy,
                        jeżeli w mieście jest więcej centrów o takiej nazwie.

                        Słowo galeria można jedynie usłyszeć już na terenie samego centrum dla
                        odróżnienia dużej części spożywczej centrum i samej właśnie handlowego galerii
                        butików. Czyli: "po zakupach pójdziemy do galerii napić się kawy" - bez żadnej
                        nazwy, bo wiadomo o jaką chodzi.

                        Nie wiem czy wiesz, ale znany piosenkarz amerykański posiada w domu całą galerię
                        samochodów wyścigowych.

                        A moja żona jak chce mnie wkurzyć to mówi, że nie ma co na nogi włożyć, podczas
                        gdy jej szwagierka ma w domu całą galerię butów.

                        Zarówno te samochody jak i buty służą właścicielom i nie mają charakteru
                        eksponatów do oglądania.


                        Ciekawe z czym Izie kojarzy się wyraz "centrum"
                        Pewnie też z handlem. Mi natomiast ze środkiem czegoś.
                        Głównie z centrum uwagi.


                        pozdrawiam

                        P.S.
                        Widzę, że zabolało tu niektórych słowo wyjechani. Jeśli tak to bardzo
                        przepraszam. Jest ono obecnie często używane w przypadku najnowszej emigracji,
                        głównie do UK. A wzięło się z najnowszego dokumentalnego serialu TV o takim
                        właśnie tytule, opisującego wady i zalety emigracji.


                        www.itvp.pl/event/wyjechani/

                        Nie ja wymyśliłem ten wyraz, który cały czas podkreśla mi na czerwono słownik j.
                        polskiego Firefox'a.
                        • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 21:24
                          ouzothedrink napisał:

                          > Nie wiem czy wiesz, ale znany piosenkarz amerykański posiada w domu całą galeri
                          > ę
                          > samochodów wyścigowych.

                          Mysle ,ze nie tylko on chociaz nie bardzo wiem o kogo Ci chodzi.
                          >
                          > A moja żona jak chce mnie wkurzyć to mówi, że nie ma co na nogi włożyć, podczas
                          > gdy jej szwagierka ma w domu całą galerię butów.
                          >
                          > Zarówno te samochody jak i buty służą właścicielom i nie mają charakteru
                          > eksponatów do oglądania.
                          Nie zgodzilabym sie z takim twierdzeniem , ludzie ktorzy zbieraja samochody
                          czesto zabawiaja swych gosci pokazujac swoje "eksponaty ",
                          podobnie jak ludzie , ktorzy zbieraja obrazy i znaczki. Fakt ,ze samochody
                          oprocz funckji estetycznej maja rowniez cel uzytkowy wcale temu nie przeszkadza.
                          galeria butow w domu , przyznam sie ,ze pierwszy raz slysze . Kojarzy mi sie z
                          prezentacja na pokaz.
                          >
                          >
                          > Ciekawe z czym Izie kojarzy się wyraz "centrum"
                          > Pewnie też z handlem. Mi natomiast ze środkiem czegoś.
                          > Głównie z centrum uwagi.

                          Ani jedno ani drugie. Kojarzy mi sie ze srodmiesciem. Coz , moze jestem
                          ograniczona. Zaznaczam jednak ,ze nieobce mi sa inne znaczenia tego slowa.

                          • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 21:52
                            iza42 napisała:

                            > Coz , moze jestem ograniczona. Zaznaczam jednak ,ze nieobce mi sa inne
                            znaczenia tego slowa.

                            ----

                            Cóż, ja tego nigdy nie twierdziłem.
                            Zachęcanie do szerszego myślenia to nie to samo co uznanie kogoś za ograniczonego.


                            swo.pwn.pl/haslo.php?id=9323

                            Ja jednak pozostaję przy swoim i uważam, że galeria musi być czegoś (np sztuki)
                            inaczej jest tylko szereg czegoś, pusty rząd nie wiadomo czego.


                            encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=4011159

                            Serdecznie pozdrawiam.


                            A tu skojarzenie, które zapewne nigdy nie przyszłoby Tobie do głowy:


                            encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3903669

                            Amen
                        • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 23:41
                          Ouzo, czy moglbys wyjasnic skad Twoj wniosek, ze kogos zabolalo
                          uzycie slowa "wyjechani"? Mnie osobiscie ono nie razi, trafnie
                          oddaje nasza sytuacje, jest mniej emocjonalnie naladowane
                          niz "emigranci", co tez mi sie podoba, wiec nie mam problemu z
                          uzywaniem go. Podobnie jak z uzywaniem slowa "pozostani" bo w koncu
                          tym ktorzy dokonali innego wyboru tez sie jakies opisowe slowo
                          nalezy. Mam nadzieje, ze to nie uzycie przeze mnie tego slowa
                          doprowadzilo Cie do Twojego wniosku, i ze nie czujesz sie urazony
                          slowem "pozostany" bo to by faktycznie moglo oznaczac, ze
                          przeciwstawne mu "wyjechany" zawiera jakies pejoratywne podteksty i
                          powinnam sie go wystrzegac.
                          • iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 03.12.07, 03:01
                            Pole , to chyba odnosi sie do mnie , bo ja dalam dowod temu ze mnie slowo
                            wyjechana razi . Szczegolnie strona bierna tego przymiotnika powoduje ,ze jakos
                            automatycznie nasuwa sie mi pytanie przez kogo ?
                            Ponadto wbudza to u mnie nieprzyjemne konotacje z osoba rozjechana ( przez
                            samochod na przyklad ).
                            Podobnie z osoba pozostana. Znowu cisnie sie na usta podobienstwo do odoby
                            pozostawionej przez kogos.
                            Ciekawe co powiedzieliby na to wspolczesni lingwisci?
                          • ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 03.12.07, 21:40
                            poledownunder napisała:

                            > Ouzo, czy moglbys wyjasnic skad Twoj wniosek, ze kogos zabolalo
                            > uzycie slowa "wyjechani"? Mnie osobiscie ono nie razi, trafnie
                            > oddaje nasza sytuacje, jest mniej emocjonalnie naladowane
                            > niz "emigranci", co tez mi sie podoba, wiec nie mam problemu z
                            > uzywaniem go. Podobnie jak z uzywaniem slowa "pozostani" bo w koncu
                            > tym ktorzy dokonali innego wyboru tez sie jakies opisowe slowo
                            > nalezy. Mam nadzieje, ze to nie uzycie przeze mnie tego slowa
                            > doprowadzilo Cie do Twojego wniosku, i ze nie czujesz sie urazony
                            > slowem "pozostany" bo to by faktycznie moglo oznaczac, ze
                            > przeciwstawne mu "wyjechany" zawiera jakies pejoratywne podteksty i
                            > powinnam sie go wystrzegac.
                            >

                            -----------

                            Mógłbym wyjaśnić.
                            Po prostu takie odniosłem wrażenie z budowy zdania w Twojej wypowiedzi. Jeśli
                            tak nie nie jest to cieszę się ogromnie, bo ja również nie miałem niczego
                            zdrożnego na myśli używając tego modnego obecnie określenia. Nie ja je
                            wymyśliłem zresztą.
                            Jeśli chodzi o mnie to absolutnie nie obraża mnie stworzony przez Ciebie i
                            bardzo oryginalny twór "pozostani".
                            Chociaż ja siebie określiłbym raczej jako "powrócony".
                            Nie pomyl tylko z "nawróconym" !.

                            Pozdrawiam
    • kiwigirl zmiana daty ! 10.12.07, 14:31
      donoszę ze imprezka odbędzie się 11 grudnia (wtorek), godz. 19
      • ouzothedrink Wiemy, wiemy ! 10.12.07, 19:29
        Sytuacja pod kontrolą:


        www.filozoficzna.art.pl/
    • kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 12.12.07, 11:57
      poledownunder napisała:

      > jezeli ktos sie wybierze, zapraszam do dzielenia sie wrazeniami


      no to jak zapraszasz to się podzielę wink

      jedno pierwsze ale poważne "ale" - staliśmy pod numerem 33/35 na Dobrej i za
      diabła nie było tam knajpy... jakieś garaże (?) zaułki ale na pewno nie knajpa.
      obok jest jakiś podejrzany bar na rogu - koleżanka nawet odważnie weszła... ale
      to nie było tam. nie tylko my mieliśmy problem. chodził "wśród garaży" jakiś
      chłopak - wyglądał na zagubionego. jak zobaczył na mojej czapce kiwi to podszedł
      i sie spytał czy wiemy coś o wieczorze nowozelandzkim i gdzie to jest (był to
      Kiwi, który akurat w trakcie objazdu europy wpadł na parę dni do Wawy ;D )
      moment później dołączył do nas jeszcze jakiś facet - starszy australijczyk.
      widzieliśmy też jeszcze jakąś parę która też ewidentnie zwiedzała garażowe
      zaułki szukając wejścia.

      wreszcie po światłach widocznych przez okno tu i tam "w garażach" znaleźliśmy
      drzwi. przydało by się jakieś oznaczenie widoczne. jak ktoś knajpy nie zna to
      moze jak widać mieć problem. a jak jest tego typu "impreza" to moze jakiś
      plakacik od strony ulicy... cokolwiek...

      sama prezentacja... hmmmmmmmm ...

      na ekranie leciał pps z fotkami map i Maorysów i łodzi przybyszów, i daty, daty,
      daty... jakiś gość opowiadał o tym jak "zasiedlono" Nową Zelandię. szczerze - ja
      i moja kumpela uznałyśmy że to było nudne... taka "prezentacja szkolna na lekcję
      historii": w tym i tym przypłynął Tasman, później cośtam, w 1769 Cook ... bla
      bla bla... plansze wisiały czasem serio długo. gdzieś "bliżej czasów
      współczesnych" padł tekst ze "był problem dla białych bo im się Maorysi
      rozplenili dwukrotnie" ... dobre nie ? Oczywiście żaden z obcokrajowców nie
      rozumiał ani słowa, ale zakładam ze ta "prezentacja" to nie dla nich była...

      w międzyczasie na końcu sali krążył taki gość co nawijał o swoich grafikach i
      tatuażach i co on komu może zrobić na życzenie. bez pytania nawet czy nas to
      interesuje czy nie - a nie interesowało - ustawił nam na środku stołu laptopa i
      puścił pokaz swojej 'sztuki' ... potem tak samo podchodził do kolejnych
      stoików... dziwne to było, bo jak ludzie siedzą w grupie przy stoliku i gadają,
      i ignorują dwu czy trzykrotne "zaproszenie" żeby podejść do jego stołu i
      pooglądać wydruki itp, to chyba jasne jest ze nie jesteśmy zainteresowani, i nie
      do końca na miejscu jest "włażenie z butami" - nie chcesz sam obejrzeć to ci
      postawię przed nosem na stole tak czy siak...

      tak w ogóle to uznaliśmy wszyscy że z nowozelandzkimi czy maoryskimi to te
      grafiki miały niewiele wspólnego, były to raczej takie "zabawy wzorami" typu
      bierzesz wzór (moze i kiedyś obecny na jakimś maoryskim poliku czy pośladku)
      zmieniasz mu kolory, odbijasz 3 razy, obracasz albo robisz "lustrzane odbicie"
      i gotowe... mnie sie to skojarzyło z takimi "kosmicznymi obrazkami robionymi
      sprayem" przez gości na Krupówkach czy starówkach czasem big_grin

      potem inny gość - albo trener albo komentator opowiadał o rugby - niestety
      nagłośnienie było takie sobie i na końcu sali słychać tylko było gdy puszczali
      głos z filmu przez głośniki... nie wiem wiec co opowiadał itp ale pokazywali na
      ekranie ileśtam fragmentów Haki z różnych meczy, nie tylko all blacks ale też
      np. z Samoa, oraz jedną babską hakę i fragment babskiego meczu big_grin to faktycznie
      zainteresowało większość obecnych big_grin

      potem nowozelandzki artysta pokazywał nowozelandzką sztukę współczesną (zresztą
      chyba były to slajdy z jego własnych wystaw, ale pewna nie jestem - znów głos do
      tyłu nie docierał). Panowie potem sobie pogadali i się okazało ze Daniel był w
      PL już pare razy, pierwszy jakies 10 lat temu, a od 3 miesięcy mieszka w PL (w
      ogóle uznał ze Polska i okolice sa super miejscem dla sztuki współczesnej) on
      zresztą jest jednym z tych których wystawiali w Zachęcie chyba z półtora roku
      temu jak prezentowali sztukę Australii i Nowej Zelandii. bardzo miły facet, jak
      się okazuje jest on też kolejnym którego do Polski przywiało za kobietą wink

      potem jakaś para pokazywała swoje fotki z wyprawy do NZ. no fotki jak fotki. nie
      wiem, ale oczekiwałam czegoś więcej. no choćby "artystycznych" czy choc po
      prostu dobrych zdjęć fotografa amatora. to co jest w naszej galerii tutaj często
      jest lepsze od tego co pokazano. moja koleżanka wręcz stwierdziła że my
      powinniśmy byli swoje foty z NZ przynieść i pokazać... jakiegoś ciekawego filmu
      (było kilka z pure.nz ściągniętych) nam też zabrakło. Goście opowiadali o
      swoich wrażeniach z NZ. ze tam kempingi są rodzinne a nie młodzieżowe jak u nas
      (?) ze Kia zżera opony (?) że z Cape Reinga było najbliżej do domu. Szczerze -
      nie wsłuchiwałyśmy się, bo a) było słabo ich słychać, b) jakoś te fotki nie
      porywały...

      w "międzyczasach" DJ puszczał jakieś kawałki kiwijskiej muzyki, polinezyjskie
      regge itp. fajne klimaty big_grin

      w sumie to wieczór spędziliśmy miło, niespecjalnie niestety zainteresowani tym
      co pokazywano. M stwierdził że spodziewał się więcej właśnie super fot i filmów,
      krajobrazów, czegoś co by Polaków którzy jeszcze tam nie dotarli zachwyciło,
      zapadło w pamięć... czegoś więcej o kulturze Maorysów, jakiegoś dobrego pokazu -
      choćby dobrego filmu - ich tańców, rzeźby itp większość pokazanych rzeczy to
      były zdjęcia w stylu "reprodukcji ze starych książek", mi zabrakło choćby
      "nowoczesnych" zdjęć tatuaży nie tylko twarzy ale i reszty ciała...

      Kiwich de facto nie było, szkoda bo przy odrobinie chęci można było kilku Kiwich
      zgarnąć i niech poopowiadają o fajnych miejscach w swoim kraju, a nie tylko z
      punktu widzenia Polaka turysty. Ambasada ograniczyła się do dostarczenia
      folderków (fakt ładnych bardzo) i map NZ i skontaktowania ludzi organizujących
      event z Danielem.

      no ... niedosyt po prostu.

      niestety wieczór skończył się mało przyjemnie, gdy dwóch podpitych polaków
      zaczęło dość intensywnie nagabywać Kiwich. najpierw "grzecznie" wylatując z
      tekstami "welcome my English friends!" potem dopytujac 1500 razy "are you from
      New Zealand?" i wyciągając łapska "do witania" po raz nie wiadomo który...
      chłopaki z zasady mili, najpierw jak to oni starali się miło tłumaczyć ze oni
      nie są z Anglii, i ze nie rozumieją po polsku, co pijanych polaczków tylko
      nakręciło... ładowali sie nam do stolika, nachylajac nad nami gadali -juz po
      polsku- rzucając teksty "niecenzuralne" usiłując wmówić chłopakom ze oni jednak
      go rozumieją i tylko udają... no zrobiło się na tyle niemiło ze zasugerowałam
      zmianę stolika na jakiś bliżej baru "i ludzi" , co by uciec od nich bo ja nie
      miałam zamiaru z pijanym kolesiem który bełkotał wdawać sie w "rozmowę" a żaden
      z Kiwich nie umiał tych facetów "odstawić na bok" gadając do nich po angielsku.
      Skończyło się tym ze moment później po tym jak wzięliśmy swoje rzeczy i sie
      przesiedliśmy zjawił się ochroniarz i gości wyprowadził. na szczęście.

      szkoda mi było że ten facet który przyleciał do naszego "wspaniałego" kraju
      pełen dobrych chęci poznania go (wybrał Warszawę nad Pragą, bo mu mówili znajomi
      z Praga to już "angielski stag night" sie zrobił, a Warszawa taka piękna...) i
      tak ciepło się o nim wypowiadał - miał okazje sobie obejrzeć w pełnej krasie
      naszą "przyszłość narodu" - bo zakładam ze owi podpici panowie byli w wieku
      studenckim...
      • poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 13.12.07, 22:21
        Kiwigirl, dzieki za tak obszerny raport. Poznalam tego goscia od
        dat (jezeli to ten sam co w rozpisce na stronie jadlodajni), mily
        chlopak, pomieszkiwal u mnie jak byl w nz. Mowienie o historii nie
        jest latwe, wydaje mi sie ze niewielu historykom udaje sie to zrobic
        z uszanowaniem faktu ze sluchacze niekoniecznie podzielaja ich
        pasje...przy okazji podsune mu zeby sie nastepnym razem streszczal smile

        A tak ogolnie, to niedosyt lepszy jest od przesytu, zostaje cos na
        nastepny raz. Jako ze znasz juz dosc dobrze NZ i Kiwich, moze
        odczulas ten niedosyt bardziej niz ci ktorzy jeszcze nie byli i
        wszystko bylo dla nich nowe? Duzo bylo ludzi?
        • kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 14.12.07, 12:30
          Pole, sam chłopak pewnie był miły - nie miałam okazji z nim pogadać, a wiadomo
          ze nie przez prezentację slajdów sie ludzi poznaje wink

          przed ekranem było, ja wiem, z 5-8 rzędów krzesełek, pełnych widowni, która
          wpatrywała się w ekran. (sorry nie liczyłam, ale przejście wąską ścieżką między
          nimi a barem ze szklanicami piwa wymagało uwagi wink bo ludków przybywało na
          beczkach, stołkach i innych "zdatnych do siadania" elementach wyposażenia )

          wiesz, pomyślałam to co ty, ze może fakt że nie zachwycił mnie ten pokaz to
          kwestia tego, że wiele z tego co tam było już widziałam, znam, i nie było
          nowością, ale...

          raz) wiele miejsc z waszych fot w galerii tutaj widziałam i nadal je oglądam z
          zachwytem... co leci program w tv o NZ, to OBOJE oglądamy z zaciekawieniem...
          wiec czemu tego nie ?

          dwa) była z nami koleżanka która w NZ nie była. raptem widziała część naszych
          fot (filmu nigdy) i szczerze - chyba bardziej niż ja była znudzona. nas
          przynajmniej w niektórych momentach zainteresowało coś "familiar" albo właśnie
          sztuka współczesna (choc głównie dlatego ze taka była "niezowozelandzka" big_grin ) i
          oczywiście rugby, podczas gdy ona jednym okiem zerkała raz na jakiś czas na
          ekran i nie wyglądała na wciągniętą... zresztą wyszła jakoś w połowie imprezy...

          ludzie zebrani przed ekranem oglądali chyba całość pokazu. nie wyglądali na
          "porwanych tym co widzieli", ale tez nie zasypiali.

          zupełnie nie umiem ocenić liczby ludzi, ale w połowie mniej więcej był w tej
          części z ekranem tłumek może około 50 osób ? plus w pozostałych częściach baru
          ludzie przy stolikach, na kanapach - nie wiem czy akurat przyszli na pokaz, czy
          po prostu na piwo do "swojego" baru, bo tam na pewno głos nie docierał (jak u
          nas, a byliśmy tuż za "widownią" ) i raczej mało było widać
    • kiwigirl Podróze z Żartem - o Nowej Zelandii - program TVP 17.12.07, 12:09
      hej
      wczoraj oglądaliśmy taki oto program:
      www.itvp.pl/video.html?channel_id=-1&site_id=-1&genre_id=-1&form_id=-1&video=30082
      (jak klikniecie fotkę to odtwarza cały (chyba?) pogram big_grin

      śmiesznie, bo poniekąd na potwierdzenie naszych wrażeń z jadłodajni
      filozoficznej - obejrzeliśmy z zainteresowaniem, choć nic nowego się nie
      dowiedzieliśmy big_grin

      program zrobiony kolorowo, choć "autorytety" mało zachwycajacy, szczególnie pan
      "profesor" ...

      kilka "perełek":

      pierwsza podstawowa - na samym początku goście witają się "po maorysku".
      prowadzący tłumaczą co i jak z dotykaniem nosów po czym połowa gości "pociera
      noski jak eskimoski" grrrrrrrrr
      że to szczegół - wiem, ale to jeden 'z tych' szczegółów, które różnią i choćby
      dlatego powinny - skoro je pokazują jako element kultury, ciekawostke - być
      pokazane prawidłowo.

      prowadzący - Skiba - kilka razy zaczynał zdanie od "w Australii...", "jak byłem
      w Australii..." , inni uczestnicy mu delikatnie uwagę zwracali... a ten znowu
      "Australijczycy..." no sorry !!! nie mogli wyciąć i nagrać raz jeszcze ???

      co ciekawe na koniec w tzw. "wyciętych" fragmentach pada kolejne "w
      Australii..." i facetowi mówią ze to program Nowej Zelandii a nie Australii, a
      on ze wie, ale mu się płytka zacieła, się wytnie... się nie wycięło jak widać...

      oglądaliśmy mimo to z zaciekawieniem. maoryska grupa z Londynu wink pokazała kilka
      tańców, nawet coś uczyli widzów. fajnie, wesoło... choćby tego typu pokaz (w
      znaczeniu filmu, niekoniecznie oczywiście ściąganie grupy) mogli dać w Jadłodajni.

      mam pytanie - jeśli komuś zechce się obejrzeć całość. gdzieś pod koniec gość
      podchodzi na scene z maską. twierdzi ze maoryską... czy na prawdę ?

      Mój Kiwi stwierdził ze to bardziej wygląda jak Afrykańska... moze z okolic
      Polinezji, jakąś Samoa czy jak, ale nie Maoryska... ja sie na niej dopatrzyłam
      wzorów "kropeczkowych" typowych dla Aborygeńskich obrazków...
      czyżby znów się komuś wyspy pomyliły ? smile

      przy okazji, skoro już gdzieś kiedyś wytknięto kiwisom ze niewiele wiedzą o
      kulturze i historii Europy... proponuję dotrwać do fragmentu gdzie pytają
      POLAKÓW na ulicy m.in. :

      co to jest Haka (zwierzę? )
      kim był James Cook (pisarz? ale chyba nic dobrego nie napisał, bo nie
      czytałem... jakiś znany aktor nowozelandzki? )

      miłego ogladania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka