poledownunder 26.11.07, 05:58 wieczor nowozelandzki w jadlodajni filozoficznej miasta.gazeta.pl/warszawa/1,55322,4672032.html jezeli ktos sie wybierze, zapraszam do dzielenia sie wrazeniami Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 26.11.07, 20:35 Jadlodajnia filozoficzna - piekna nazwa ,podoba mi sie , wybralabym sie tam gdyby nie odleglosc. A swoja droga jezeli ktos zna jakas jadlodajnie fiolozoficzna na terenie Auckland to prosze , dajcie mi znac. Odpowiedz Link
kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 27.11.07, 10:02 wyzwanie podjęłam ;D spróbujemy dotrzeć, a na razie posłałam info w eter do "Warszawskich Kiwich" Odpowiedz Link
minimus Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 18:37 > "Warszawskich Kiwich" ooo, a dużo ich jest?? Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 11:47 iza42 napisała: > Jadlodajnia filozoficzna - piekna nazwa ,podoba mi sie , wybralabym sie tam > gdyby nie odleglosc. A swoja droga jezeli ktos zna jakas jadlodajnie > fiolozoficzna na terenie Auckland to prosze , dajcie mi znac. -------------- Osobiście wolałbym nazwę "filozofia jadalna" czyli Kiwi w pigułce. Niestety odległość nie pozwala mi uczestniczyć, a szkoda bo chętnie obejrzałbym jakąś dobrą hakę na żywo. Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 19:08 Chodzilo mi o to ,ze te slowa jadlodajnia filozoficzna jakos nie pasuja do siebie. Jadlodajnia to dla mnie odpowiednik stolowki pracowniczej , baru mlecznego , takie sobie dosc prozaiczne miejsce natomiast filozofia kojarzy sie ze wzniosloscia umyslu. Czy mozna rozprawiac o filozofii przy zupie mlecznej lub leniwych pierogach ? Pewnie mozna ale ja wolalabym przy kawie lub kielszku dobrego trunku . Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 20:36 a mi sie, wrecz przeciwnie, wydaje ze bary mleczne sa (a przynajmniej byly) jak najbardziej filozoficzne, czym bardziej podstawowe otoczenie i menu, tym lepiej sie "filozofowalo". byl we wroclawiu taki bar mleczny "mis" na kuzniczej, kolo uniwersytetu, ktory tak wlasnie pamietam. albo stolowka studencka u plastykow, na WSSP, nawet nasza skromna kanciapa na filologii, ktora o ile pamietam serwowala tylko kawe zalewajke, herbate popularna i fasolki sojowe w sosie pomidorowym. a mimo to domoroslych filozofow nie brakowalo. ale fakt, ze takich miejsc w NZ nie spotkalam, dominuje raczej kultura "zjadles, to zaplac i wynocha", tyle ze po kiwusku, z usmiechem. Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 28.11.07, 23:20 W Auckland w ksiegarni Borders jest kawiarnia , gdzie mozna przesiadywac godzinami przy kawie z ksiazka w reku , problem w tym ,ze trudno tam znalesc stolik , nikt nie wygania. Ponoc maja tam nawet jakies spotkania filozoficzne od czasu do czasu. Ale masz racje , filozofowac mozna nawet przy pomidorowej. Dla mnie atmosfere w barach mlecznych psuja troche wyziewy z kuchni ale w koncu receptory sie adaptuja ... Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 22:43 Ciesz sie poki mozesz! Amerykanscy wlasciciele Borders chca sprzedac nowozelandzkie sklepy i z tego co wiem, jedynym kupcem jest Whitcoulls. Biada! Do Whitcoulls wchodze tylko kiedy musze albo skusza mnie kuponem "50% off", nie cierpie tej sieci. Jedyny Borders w Christchurch jest w galerii (sic!) Westfields na Riccarton, gdzie nawet kupon "50% off" na mnie nie dziala, wiec raczej nie bywam. Na szczescie niedaleko mojej pracy jest Scorpio Books, ksiegarnia z prawdziwego zdarzenia, ale bez kawiarni filozoficznej. Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 21:11 poledownunder napisała: > Ciesz sie poki mozesz! Amerykanscy wlasciciele Borders chca > sprzedac nowozelandzkie sklepy i z tego co wiem, jedynym kupcem jest > Whitcoulls. Biada! Do Whitcoulls wchodze tylko kiedy musze albo > skusza mnie kuponem "50% off", nie cierpie tej sieci. Jedyny > Borders w Christchurch jest w galerii (sic!) Westfields na > Riccarton, gdzie nawet kupon "50% off" na mnie nie dziala, wiec > raczej nie bywam. Na szczescie niedaleko mojej pracy jest Scorpio > Books, ksiegarnia z prawdziwego zdarzenia, ale bez kawiarni > filozoficznej. > O to niedobrze , nie wiedzialam o tym . Ja tez na ogol nie chodze do Whitcoulls, chyba ze musze . Nie bardzo rozumiem w takim razie dlaczego pare tygodni temu otwarli nowa filie Borders w Albany w nowym centrum handlowym ( albo galerii ) Westfield ? Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 06.06.08, 01:19 A jednak, stalo sie. Nowym wlascicielem ksiegarn Borders jest Whitcoulls. O ile pamietam poprzednim wlascicielem Whitcoulls byl WH Smith, siec kiosko-ksiegarni angielskich, specjalizujacych sie w lekturze na pociag i samolot, i ten charakter pozostal tez po zmianie wlasciciela. Nie wrozy to dobrze Borders. Ostatnio jak bylam w Borders zauwazylam dziela Paulo Coelho wyeksponowane w sekcji "Filozofia". Na podstawie pobieznej znajomosci Coelho zdziwilam sie i zastanawiam sie czy to zdziwienie swiadczy o mojej nieznajomosci Coelho, czy tez moze o ksiegarni? www.stuff.co.nz/4574362a13.html Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 06.06.08, 09:58 Oj , to rzeczywiscie niedobrze wrozy, ale moze przyjamniej beda starali sie zachowac charakter tej ksiegarni? W koncu Borders to firma miedzynarodowa , maja sklepy w Australii i pewnie w innych krajach tez. Co do Coelho to byl on zawsze odkad pamietam sprzedawany w sekcji Filozofia tak,ze tutaj nic nowego , ja tez pamietam mialam problemy ze znalezieniem jego ksiazek w sekcji beletrystyki. Odpowiedz Link
kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 29.11.07, 10:47 "te słowa jadłodajnia filozoficzna jakoś nie pasują do siebie." i chyba właśnie o to założycielom chodziło ! nie jest to restauracja, trochę klub, trochę bar, coś zjeść można, ale za to ciagle odbywają się tam imprezy "dla ducha", galerie, spotkania autorskie itp itd. "Czy mozna rozprawiac o filozofii przy zupie mlecznej lub leniwych pierogach ?" ależ oczywiście ! pirogi bądź zupa w swej prostocie nie zaśmiecają umysłu rzeczami nieważnymi, jesz "odruchowo" a wszystkie twoje myśli odlatują ... ku innym sprawom. jestem przekonana ze nie jeden filozof coś wymyślił dumając nad prostą strawą "ja wolalabym przy kawie lub kielszku dobrego trunku" co chyba szybciej doprowadziłoby do stanu upojenia i mało filozoficznego bełkoty "dumanie przy kieliszku dobrego trunku" to chyba raczej poza niż faktyczne filozofowanie. z opisów różnych wynika jasno - ze myśli "głebokofilozoficzne" ujrzały światło dzienne co najwyżej nad szklanką trunku... kiepskiego Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 29.11.07, 20:17 Przyznam sie , nie przyszlo mi do glowy ,ze kieliszek dobrego trunku w liczbie pojedynczej lub filizanka kawy moze doprowadzic czlowieka do stanu belkotu filozoficznego wskutek upojenia ... wlasnie czym ? . Moze wlasnymi myslami ? A moze chodzi o pobudzenie ? Alkohol w malych ilosciach i kawa maja wlasnosci pobudzajace . Zgadzam sie ,ze leniwe pierogi sa neutralne dla umyslu i jezeli mialabym wybierac poniedzy nimi a kiepskim trunkiem z pewnoscia wybralabym to pierwsze. Nie wiem sprawiloby jakakolwiek roznice w kwestii glebi myslenia ale przynaajmniej zaoszczedziloby mi skurczow zoladka. Odpowiedz Link
kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 10:48 iza42 napisała: > Przyznam sie , nie przyszlo mi do glowy ,ze kieliszek dobrego trunku w liczbie pojedynczej lub filizanka kawy moze doprowadzic czlowieka do stanu belkotu filozoficznego wskutek upojenia ... no bo widzisz, czas w którym wypija się jedne kieliszek jest zbyt krótki by oddać się głebokim filozoficznym rozważaniom... wiec albo zagłebiona w owe filozofie zamawiasz kolejny i kolejny i kolejny albo... rozważania już prawie filozoficzne przerwie brutalnie kelner stawiający cię przed wyborem - zamawiasz następny albo płacisz i wychodzisz i osobiście też wole "filozofie nad pierogami" niż nad kiepskim trunkiem Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 21:52 kiwigirl napisała: > no bo widzisz, czas w którym wypija się jedne kieliszek jest zbyt krótki by > oddać się głebokim filozoficznym rozważaniom... wiec albo zagłebiona w owe > filozofie zamawiasz kolejny i kolejny i kolejny albo... rozważania już prawie > filozoficzne przerwie brutalnie kelner stawiający cię przed wyborem - zamawiasz > następny albo płacisz i wychodzisz Tak ,co napisalas wiele wyjasnia , rzeczywiscie juz zapomnialam jak pije sie w Polsce . Sytuacje pogarszaja ci brutalni kelnerzy spychajacy ludzi na dno pijanstwa . To rzeczywiscie stawia filozofow przed trudnym wyborem i w takiej sytuacji bar mleczny to bardzo dobra alternatywa. W NZ jest troche inaczej - tutaj na scianach lokali wisza kartki "nie sprzedajemy alkoholu osobom pijanym " ,choc jaka jest realizacja tego przepisu dobrze nie wiem bo nie mam doswiadczenia . > > i osobiście też wole "filozofie nad pierogami" niż nad kiepskim trunkiem Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 19:44 Współczesne kluby artystyczne i galerie często mają pzewrotne nazwy, tak jak przewrotna i prowokacyjna jest współczesna sztuka. Choćby np. bardzo popularna w Warszawie "Fabryka trzciny", która z produkcją trzciny nie ma nic wspólnego. No a przy okazji zarabiają na wynajmowaniu sal lub samodzielnym organizowaniu różnego typu spotkań, w tym o Kiwi. www.fabrykatrzciny.pl/ www.filozoficzna.art.pl/ Ale żeby to zrozumieć trzeba myśleć trochę szerzej i wyzwolić się ze skojarzeń typu "pierogi leniwe raz!" Nikomu takie nazwy jak "Złote tarasy", "Stary Browar", "Kredens" czy "Rzeźnia" nie kojarzą się z balkonem, piwem, meblem czy wieprzowiną. Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią. pozdrawiam Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 30.11.07, 22:04 ouzothedrink napisał: > Ale żeby to zrozumieć trzeba myśleć trochę szerzej i wyzwolić się ze skojarzeń > typu "pierogi leniwe raz!" > > Nikomu takie nazwy jak "Złote tarasy", "Stary Browar", "Kredens" czy "Rzeźnia" > nie kojarzą się z balkonem, piwem, meblem czy wieprzowiną. Dziekuje za cenne uwagi , rzeczywiscie musze byc bardzo staromodna bo browar kojarzy mi sie z piwem , kredens z ...kredensem , rzeznia z miejscem kazni zwierzat , zlote tarasy ... no tutaj przynajmniej moge uruchomic swoja wyobraznie , zaraz czy nie jest to nazwa tego nowego centrum handlowego w Warszawie ? > > Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią. > A z czym Ci sie kojarzy galeria ? Przyznam sie , ze mnie kojarzy sie sie z galeria obrazow lub innych dziel sztuki. Ale ludziom w Polsce galeria kojarzy sie z centrum handlowym . Czy wspolczesny Polak , rozumiem ze czlowiek o szerokich horyzontach umyslowych zaakceptuje mozliwosc ,ze slowo moze miec wiecej niz jedno znaczenie ? rowniez pozdrawiam Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 12:41 iza42 napisała: > Dziekuje za cenne uwagi , rzeczywiscie musze byc bardzo staromodna bo browar kojarzy mi sie z piwem , kredens z ...kredensem , rzeznia z miejscem kazni zwierzat , zlote tarasy ... no tutaj przynajmniej moge uruchomic swoja wyobraznie , zaraz czy nie jest to nazwa tego nowego centrum handlowego w Warszawie ? > > > > Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią. > > > A z czym Ci sie kojarzy galeria ? Przyznam sie , ze mnie kojarzy sie sie z galeria obrazow lub innych dziel sztuki. Ale ludziom w Polsce galeria kojarzy sie z centrum handlowym . Czy wspolczesny Polak , rozumiem ze czlowiek o szerokich horyzontach umyslowych zaakceptuje mozliwosc ,ze slowo moze miec wiecej niz jedno znaczenie ? > > rowniez pozdrawiam ----- O Jezu! Przecież każdy Polak wie co to jest browar czy rzeźnia. Ale jak zobaczy plakat zapraszający na pokaz maoryskiej Haki w Browarze lub Rzeźni, to do głowy mu nie przychodzą inne skojarzenia, niż klub, galeria sztuki, czy teatr i nie rozprawia tyle o tym. Jeśli galeria kojarzy się Tobie tylko z wystawą obrazów lub dzieł sztuki to znaczy, że albo tylko znasz takie galerie, albo tak bardzo kochasz sztukę. Tak czy owak znów nie myślisz szerzej. Galerie już budowano, gdy nie było jeszcze obrazów i centrów handlowych. Jest to rodzaj budowli, tak jak schody, balkon, piwnica czy dach. "Galeria - podłużne pomieszczenie umieszczone na zewnątrz lub wewnątrz budynku, na wysokości górnych kondygnacji. Usytuowane wzdłuż ścian, przybiera formę empory, loggi. Takie galerie bardzo często stosowane były w kościołach romańskich i gotyckich. Określenie używane również w odniesieniu do samodzielnej konstrukcji łączącej dwa budynki w poziomie parteru lub wyższej kondygnacji np. najwyżej położony balkon w teatrze" Jeśli powiesz tylko galeria to mi się to kojarzy z takim właśnie rodzajem budowli. Jest to również skrót od "galeria sztuki", "galeria handlowa", "galeria w teatrze" Nie mylić z galaretą i galanterią ! A Złote Tarasy to nie tylko galeria handlowa. To również studio TV, hotel, sale biznesowe, galerie sztuki, knajpy, fitness, itd. itp. Mnie Browar kojarzy się ze sztuką, a browar z piwem. Tak z piwem kojarzy mi się Piwnica, a piwnica z niepotrzebnymi klamotami. Zresztą takie przewrotne nazwy bywały już za komuny i, co ciekawie, nikogo wówczas nie dziwiły. Czy Stodoła w Warszawie naprawdę kojarzy się Tobie ze słomą? Chyba nikt takich skojarzeń nigdy nie miał i nie ma, choć wszyscy wiedzą jak wiejska stodoła wygląda. Proszę zauważyć, że każdy język na świecie się zmienia, a dziwienie się jest powszechnie dozwolone tylko w dzieciństwie. Później, do końca życia pozostaje już tylko zadawanie sobie pytań i nauka, by w końcu i tak umrzeć z pytaniami bez odpowiedzi. Niestety wyjechani dziwią się wszystkiemu przez resztę życia nie rozumiejąc, że to co już poznali też się zmienia. Ciekawe z czym się Tobie kojarzy słowo Arena. Bo mi z piaskiem. Mogę Cię jednak pocieszyć, że wg aż badań 40 % Polaków nie rozumie przesłania w reklamach, które są jeszcze bardziej przewrotne. Już tam za naukę nic nie wezmę. Wracając do tematu to żałuję serdecznie, że nie zobaczę tej haki. Haka ma coś w sobie, co powoduje u mnie dreszcz, chociaż wszystkiego w niej do końca nie rozumiem. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 22:37 Nie do konca sie zgodze. Jezeli uzywasz slowa "galeria" w znaczeniu architektonicznym, to idziesz na galerie, nie do galerii. Zupelnie inne znaczenie. Tylko kiedy chodzi o funkcje takiego pomieszczenia, chodzisz do galerii. Jak dla mnie jasne jest ze mowimy o galerii w tym znaczeniu. Jako osoba wyjechana moge sie jedynie powolac na leksykon PWN z 1998 r, bo nowszego wydania nie mam, ale tam galeria to: 1)samodzielne muzeum malarstwa lub rzezby, rowniez dzial w wiekszym muzeum 2) salon wystawowy polaczony ze sprzedaza dziel sztuki Wyglada na to ze w przeciagu ostatnich 10 lat element wystawowy stracil na znaczeniu, tudziez powiazanie z dzielami sztuki, i galeria to po prostu sklep lub "podłużne pomieszczenie umieszczone na zewnątrz lub wewnątrz budynku" wypelnione po brzegi sklepami. Cynicznie osmielam sie stwierdzic, ze ta zmiana znaczenia jest zyklym wynikiem potrzeby zaspokojenia jakiegos snobizmu. W chodzeniu do galerii jest cos wznioslego, w chodzeniu na zakupy wrecz przeciwnie. Wiec zrobmy tak, zeby na zakupy chodzilo sie do galerii i wtedy wszyscy beda zadowoleni i nikt nie bedzie sie musil czerwienic zapytany jakie ma plany na sobote. "Musze odwiedzic kilka galerii" brzmi dumnie. Rowniez argument ze stodola mnie nie przekonuje. Stodola to nazwa wlasna jednego klubu, nie nazwa ogolna klubow o pewnym charakterze, wiec ten przyklad niczego nie ilustruje. Zgodze sie natomiast, ze jako wyjechani musimy pogodzic sie z tym, ze kraj ktory pozostawilismy za soba zmienia sie bez nas i mozliwe jest, ze nigdy juz tak naprawde nie bedziemy go rozumiec ani czuc. Powtorze sie pewnie piszac, ze jako emigranci wiekszosc z nas laduje w miejscu miedzy kulturami, jedna znamy w czasie przeszlym, ale nie terazniejszym, druga w terazniejszym ale nie przeszlym, wiec niby jestesmy wzbogaceni o druga kulture, ale obie sa niekompletne. Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 01.12.07, 23:46 Dobre, he, he Zwłaszcza z tym: "W chodzeniu do galerii jest cos wznioslego, w chodzeniu na zakupy wrecz przeciwnie. " Tylko jest jeden szkopuł. Nikt tak w kraju nie mówi. Raczej jedzie do centrum handlowego i nie brzmi to ani dumnie, ani wstydliwie. Po prostu jedzie na zakupy. Najczęściej jednak wymienia nazwę centrum bo od razu wiadomo gdzie kupił tę śliczną kurtkę; w KingCrosie, Auchanie, M1 itp. Nie słyszałem, żeby ktoś powiedział, że jedzie do galerii. Słyszałem natomiast, że była niezła impreza i dobre żarcie w jakiejś galerii - plus nazwa tej galeriowej knajpy. Rozumiem, że wszystko to wynika z faktu posiadania przez Ciebie starego wydania słownika. Tu jest ode mnie w prezencie dla Ciebie nowsza wersja: sjp.pwn.pl/lista.php?co=galeria I tak dziękuję Bogu, że nie jestem zmuszony słyszeć, że ktoś jedzie do malla. Chociaż niektórzy już kombinują, żeby Polaków do tego słowa przyzwyczaić: www.mall.pl/onas.php Wprowadzają nawet termin, którego nie znajdziesz w najnowszym wydaniu słownika: "profesjonalna galeria handlowa internet mall" A z tej wielokulturowości, o której wspominasz to najbardziej zazdroszczę Tobie, że możesz oglądać na żywo maoryskie haki. pozdro i nara Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 03:03 ouzothedrink , gdybys ze zrozumieniem przeczytal to co napisalam zaoszczedziloby Ci to tej zbednej pisaniny wspomaganej cytatami ze slownika. Napisalam z czym mi sie kojarzy galeria , a nie jakie sa wszystkie mozliwe znaczenia tego slowa, poczawszy od historycznie najwczesniejszego. Wyobraz sobie ,ze potrafie odroznic galerie od galarety i od galer tez. Popisywanie sie znajomoscia nazw rozmaitych klubow w Warszawie oraz szydzenie z tego , ze u osob "wyjechanych " wywoluja one inne niz u Ciebie konotacje uwazam za rodzaj szowinizmu kulturalnego lub jak napisala Pole snobizmu. Poza tym jezeli naprawde chcesz sie taka wiedza popisywac rob to w swoim gronie , tam cie bardziej docenia. Nie masz racji twierdzac ,ze nikt w kraju nie mowi o chodzeniu do galerii. W moim rodzinnym miescie ludzie chodza do galerii Tesco ( lub innej ) na zakupy i prawie nikt nie uzywa nazwy centrum handlowe. Poslugiwanie sie wylacznie nazwami firmowych sklepow na ogol nie wystarcza bo sklepow o rozmaitych nazwach jest mnostwo i nawet wytrawni bywalcy nie znaja wszystkich sklepow. No chyba ,ze zalicza sie do elity , ktora kupuje ciuchy z markowa sygnaturka . Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 09:48 ouzothedrink napisał: > Rozumiem, że wszystko to wynika z faktu posiadania przez Ciebie starego wydania słownika. Dochodzi jeszcze fakt, ze wyjechana jestem juz jakis czas, wiec chcac niechcac mam pewne luki w nowomowie. Badac pozostanym masz tu nade mna przewage, wiec sie nie bede spierac, choc zastanawiam sie po co trzymac sie terminologii skoro rzekomo nikt tak w kraju nie mowi? Z ciekawosci weszlam na strone www.galerki.pl/ i widze, ze nie tylko ja jestem skolowana. Reklama Google zaprasza do "Galleria dell'Accademia. Visit the Famous Florence Museum. Reserve Advance Tickets Today!". A to by sie zdziwili pewnie ze sie reklamuja nie wsrod milosnikow sztuki a wsrod sklepomanow. (Reklamy Google są to reklamy dopasowane do kontekstu miejsca na stronie, w którym są wyświetlane...podobno) Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 10:25 Chciałem tylko i wyłącznie zaznaczyć, że: 1. współczesnemu, światłemu, szeroko myślącemu Polakowi wyraz galeria kojarzy się z czymś dużym, wąskim i długim, wypełnionym jakimś towarem. 2. współczesny zwykły zjadacz chleba w Polsce prawie w ogóle nie używa tego słowa w języku mówionym. Słowo to występuje natomiast często w języku pisanym przed nazwą i określeniem charakteru danej szeregowej budowli. Ktoś tak wzniosły jak Iza powie, że idzie na wystawę do ... i tu pada tylko nazwa galerii wystawowej. Ktoś nie tak wzniosły jak Iza powie, że jedzie na zakupy do ... i tu pada tylko nazwa galerii handlowej, często z dodaną na końcu nazwą ulicy lub dzielnicy, jeżeli w mieście jest więcej centrów o takiej nazwie. Słowo galeria można jedynie usłyszeć już na terenie samego centrum dla odróżnienia dużej części spożywczej centrum i samej właśnie handlowego galerii butików. Czyli: "po zakupach pójdziemy do galerii napić się kawy" - bez żadnej nazwy, bo wiadomo o jaką chodzi. Nie wiem czy wiesz, ale znany piosenkarz amerykański posiada w domu całą galerię samochodów wyścigowych. A moja żona jak chce mnie wkurzyć to mówi, że nie ma co na nogi włożyć, podczas gdy jej szwagierka ma w domu całą galerię butów. Zarówno te samochody jak i buty służą właścicielom i nie mają charakteru eksponatów do oglądania. Ciekawe z czym Izie kojarzy się wyraz "centrum" Pewnie też z handlem. Mi natomiast ze środkiem czegoś. Głównie z centrum uwagi. pozdrawiam P.S. Widzę, że zabolało tu niektórych słowo wyjechani. Jeśli tak to bardzo przepraszam. Jest ono obecnie często używane w przypadku najnowszej emigracji, głównie do UK. A wzięło się z najnowszego dokumentalnego serialu TV o takim właśnie tytule, opisującego wady i zalety emigracji. www.itvp.pl/event/wyjechani/ Nie ja wymyśliłem ten wyraz, który cały czas podkreśla mi na czerwono słownik j. polskiego Firefox'a. Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 21:24 ouzothedrink napisał: > Nie wiem czy wiesz, ale znany piosenkarz amerykański posiada w domu całą galeri > ę > samochodów wyścigowych. Mysle ,ze nie tylko on chociaz nie bardzo wiem o kogo Ci chodzi. > > A moja żona jak chce mnie wkurzyć to mówi, że nie ma co na nogi włożyć, podczas > gdy jej szwagierka ma w domu całą galerię butów. > > Zarówno te samochody jak i buty służą właścicielom i nie mają charakteru > eksponatów do oglądania. Nie zgodzilabym sie z takim twierdzeniem , ludzie ktorzy zbieraja samochody czesto zabawiaja swych gosci pokazujac swoje "eksponaty ", podobnie jak ludzie , ktorzy zbieraja obrazy i znaczki. Fakt ,ze samochody oprocz funckji estetycznej maja rowniez cel uzytkowy wcale temu nie przeszkadza. galeria butow w domu , przyznam sie ,ze pierwszy raz slysze . Kojarzy mi sie z prezentacja na pokaz. > > > Ciekawe z czym Izie kojarzy się wyraz "centrum" > Pewnie też z handlem. Mi natomiast ze środkiem czegoś. > Głównie z centrum uwagi. Ani jedno ani drugie. Kojarzy mi sie ze srodmiesciem. Coz , moze jestem ograniczona. Zaznaczam jednak ,ze nieobce mi sa inne znaczenia tego slowa. Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 21:52 iza42 napisała: > Coz , moze jestem ograniczona. Zaznaczam jednak ,ze nieobce mi sa inne znaczenia tego slowa. ---- Cóż, ja tego nigdy nie twierdziłem. Zachęcanie do szerszego myślenia to nie to samo co uznanie kogoś za ograniczonego. swo.pwn.pl/haslo.php?id=9323 Ja jednak pozostaję przy swoim i uważam, że galeria musi być czegoś (np sztuki) inaczej jest tylko szereg czegoś, pusty rząd nie wiadomo czego. encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=4011159 Serdecznie pozdrawiam. A tu skojarzenie, które zapewne nigdy nie przyszłoby Tobie do głowy: encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3903669 Amen Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 02.12.07, 23:41 Ouzo, czy moglbys wyjasnic skad Twoj wniosek, ze kogos zabolalo uzycie slowa "wyjechani"? Mnie osobiscie ono nie razi, trafnie oddaje nasza sytuacje, jest mniej emocjonalnie naladowane niz "emigranci", co tez mi sie podoba, wiec nie mam problemu z uzywaniem go. Podobnie jak z uzywaniem slowa "pozostani" bo w koncu tym ktorzy dokonali innego wyboru tez sie jakies opisowe slowo nalezy. Mam nadzieje, ze to nie uzycie przeze mnie tego slowa doprowadzilo Cie do Twojego wniosku, i ze nie czujesz sie urazony slowem "pozostany" bo to by faktycznie moglo oznaczac, ze przeciwstawne mu "wyjechany" zawiera jakies pejoratywne podteksty i powinnam sie go wystrzegac. Odpowiedz Link
iza42 Re: znalazlam, to zareklamuje 03.12.07, 03:01 Pole , to chyba odnosi sie do mnie , bo ja dalam dowod temu ze mnie slowo wyjechana razi . Szczegolnie strona bierna tego przymiotnika powoduje ,ze jakos automatycznie nasuwa sie mi pytanie przez kogo ? Ponadto wbudza to u mnie nieprzyjemne konotacje z osoba rozjechana ( przez samochod na przyklad ). Podobnie z osoba pozostana. Znowu cisnie sie na usta podobienstwo do odoby pozostawionej przez kogos. Ciekawe co powiedzieliby na to wspolczesni lingwisci? Odpowiedz Link
ouzothedrink Re: znalazlam, to zareklamuje 03.12.07, 21:40 poledownunder napisała: > Ouzo, czy moglbys wyjasnic skad Twoj wniosek, ze kogos zabolalo > uzycie slowa "wyjechani"? Mnie osobiscie ono nie razi, trafnie > oddaje nasza sytuacje, jest mniej emocjonalnie naladowane > niz "emigranci", co tez mi sie podoba, wiec nie mam problemu z > uzywaniem go. Podobnie jak z uzywaniem slowa "pozostani" bo w koncu > tym ktorzy dokonali innego wyboru tez sie jakies opisowe slowo > nalezy. Mam nadzieje, ze to nie uzycie przeze mnie tego slowa > doprowadzilo Cie do Twojego wniosku, i ze nie czujesz sie urazony > slowem "pozostany" bo to by faktycznie moglo oznaczac, ze > przeciwstawne mu "wyjechany" zawiera jakies pejoratywne podteksty i > powinnam sie go wystrzegac. > ----------- Mógłbym wyjaśnić. Po prostu takie odniosłem wrażenie z budowy zdania w Twojej wypowiedzi. Jeśli tak nie nie jest to cieszę się ogromnie, bo ja również nie miałem niczego zdrożnego na myśli używając tego modnego obecnie określenia. Nie ja je wymyśliłem zresztą. Jeśli chodzi o mnie to absolutnie nie obraża mnie stworzony przez Ciebie i bardzo oryginalny twór "pozostani". Chociaż ja siebie określiłbym raczej jako "powrócony". Nie pomyl tylko z "nawróconym" !. Pozdrawiam Odpowiedz Link
kiwigirl zmiana daty ! 10.12.07, 14:31 donoszę ze imprezka odbędzie się 11 grudnia (wtorek), godz. 19 Odpowiedz Link
ouzothedrink Wiemy, wiemy ! 10.12.07, 19:29 Sytuacja pod kontrolą: www.filozoficzna.art.pl/ Odpowiedz Link
kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 12.12.07, 11:57 poledownunder napisała: > jezeli ktos sie wybierze, zapraszam do dzielenia sie wrazeniami no to jak zapraszasz to się podzielę jedno pierwsze ale poważne "ale" - staliśmy pod numerem 33/35 na Dobrej i za diabła nie było tam knajpy... jakieś garaże (?) zaułki ale na pewno nie knajpa. obok jest jakiś podejrzany bar na rogu - koleżanka nawet odważnie weszła... ale to nie było tam. nie tylko my mieliśmy problem. chodził "wśród garaży" jakiś chłopak - wyglądał na zagubionego. jak zobaczył na mojej czapce kiwi to podszedł i sie spytał czy wiemy coś o wieczorze nowozelandzkim i gdzie to jest (był to Kiwi, który akurat w trakcie objazdu europy wpadł na parę dni do Wawy ;D ) moment później dołączył do nas jeszcze jakiś facet - starszy australijczyk. widzieliśmy też jeszcze jakąś parę która też ewidentnie zwiedzała garażowe zaułki szukając wejścia. wreszcie po światłach widocznych przez okno tu i tam "w garażach" znaleźliśmy drzwi. przydało by się jakieś oznaczenie widoczne. jak ktoś knajpy nie zna to moze jak widać mieć problem. a jak jest tego typu "impreza" to moze jakiś plakacik od strony ulicy... cokolwiek... sama prezentacja... hmmmmmmmm ... na ekranie leciał pps z fotkami map i Maorysów i łodzi przybyszów, i daty, daty, daty... jakiś gość opowiadał o tym jak "zasiedlono" Nową Zelandię. szczerze - ja i moja kumpela uznałyśmy że to było nudne... taka "prezentacja szkolna na lekcję historii": w tym i tym przypłynął Tasman, później cośtam, w 1769 Cook ... bla bla bla... plansze wisiały czasem serio długo. gdzieś "bliżej czasów współczesnych" padł tekst ze "był problem dla białych bo im się Maorysi rozplenili dwukrotnie" ... dobre nie ? Oczywiście żaden z obcokrajowców nie rozumiał ani słowa, ale zakładam ze ta "prezentacja" to nie dla nich była... w międzyczasie na końcu sali krążył taki gość co nawijał o swoich grafikach i tatuażach i co on komu może zrobić na życzenie. bez pytania nawet czy nas to interesuje czy nie - a nie interesowało - ustawił nam na środku stołu laptopa i puścił pokaz swojej 'sztuki' ... potem tak samo podchodził do kolejnych stoików... dziwne to było, bo jak ludzie siedzą w grupie przy stoliku i gadają, i ignorują dwu czy trzykrotne "zaproszenie" żeby podejść do jego stołu i pooglądać wydruki itp, to chyba jasne jest ze nie jesteśmy zainteresowani, i nie do końca na miejscu jest "włażenie z butami" - nie chcesz sam obejrzeć to ci postawię przed nosem na stole tak czy siak... tak w ogóle to uznaliśmy wszyscy że z nowozelandzkimi czy maoryskimi to te grafiki miały niewiele wspólnego, były to raczej takie "zabawy wzorami" typu bierzesz wzór (moze i kiedyś obecny na jakimś maoryskim poliku czy pośladku) zmieniasz mu kolory, odbijasz 3 razy, obracasz albo robisz "lustrzane odbicie" i gotowe... mnie sie to skojarzyło z takimi "kosmicznymi obrazkami robionymi sprayem" przez gości na Krupówkach czy starówkach czasem potem inny gość - albo trener albo komentator opowiadał o rugby - niestety nagłośnienie było takie sobie i na końcu sali słychać tylko było gdy puszczali głos z filmu przez głośniki... nie wiem wiec co opowiadał itp ale pokazywali na ekranie ileśtam fragmentów Haki z różnych meczy, nie tylko all blacks ale też np. z Samoa, oraz jedną babską hakę i fragment babskiego meczu to faktycznie zainteresowało większość obecnych potem nowozelandzki artysta pokazywał nowozelandzką sztukę współczesną (zresztą chyba były to slajdy z jego własnych wystaw, ale pewna nie jestem - znów głos do tyłu nie docierał). Panowie potem sobie pogadali i się okazało ze Daniel był w PL już pare razy, pierwszy jakies 10 lat temu, a od 3 miesięcy mieszka w PL (w ogóle uznał ze Polska i okolice sa super miejscem dla sztuki współczesnej) on zresztą jest jednym z tych których wystawiali w Zachęcie chyba z półtora roku temu jak prezentowali sztukę Australii i Nowej Zelandii. bardzo miły facet, jak się okazuje jest on też kolejnym którego do Polski przywiało za kobietą potem jakaś para pokazywała swoje fotki z wyprawy do NZ. no fotki jak fotki. nie wiem, ale oczekiwałam czegoś więcej. no choćby "artystycznych" czy choc po prostu dobrych zdjęć fotografa amatora. to co jest w naszej galerii tutaj często jest lepsze od tego co pokazano. moja koleżanka wręcz stwierdziła że my powinniśmy byli swoje foty z NZ przynieść i pokazać... jakiegoś ciekawego filmu (było kilka z pure.nz ściągniętych) nam też zabrakło. Goście opowiadali o swoich wrażeniach z NZ. ze tam kempingi są rodzinne a nie młodzieżowe jak u nas (?) ze Kia zżera opony (?) że z Cape Reinga było najbliżej do domu. Szczerze - nie wsłuchiwałyśmy się, bo a) było słabo ich słychać, b) jakoś te fotki nie porywały... w "międzyczasach" DJ puszczał jakieś kawałki kiwijskiej muzyki, polinezyjskie regge itp. fajne klimaty w sumie to wieczór spędziliśmy miło, niespecjalnie niestety zainteresowani tym co pokazywano. M stwierdził że spodziewał się więcej właśnie super fot i filmów, krajobrazów, czegoś co by Polaków którzy jeszcze tam nie dotarli zachwyciło, zapadło w pamięć... czegoś więcej o kulturze Maorysów, jakiegoś dobrego pokazu - choćby dobrego filmu - ich tańców, rzeźby itp większość pokazanych rzeczy to były zdjęcia w stylu "reprodukcji ze starych książek", mi zabrakło choćby "nowoczesnych" zdjęć tatuaży nie tylko twarzy ale i reszty ciała... Kiwich de facto nie było, szkoda bo przy odrobinie chęci można było kilku Kiwich zgarnąć i niech poopowiadają o fajnych miejscach w swoim kraju, a nie tylko z punktu widzenia Polaka turysty. Ambasada ograniczyła się do dostarczenia folderków (fakt ładnych bardzo) i map NZ i skontaktowania ludzi organizujących event z Danielem. no ... niedosyt po prostu. niestety wieczór skończył się mało przyjemnie, gdy dwóch podpitych polaków zaczęło dość intensywnie nagabywać Kiwich. najpierw "grzecznie" wylatując z tekstami "welcome my English friends!" potem dopytujac 1500 razy "are you from New Zealand?" i wyciągając łapska "do witania" po raz nie wiadomo który... chłopaki z zasady mili, najpierw jak to oni starali się miło tłumaczyć ze oni nie są z Anglii, i ze nie rozumieją po polsku, co pijanych polaczków tylko nakręciło... ładowali sie nam do stolika, nachylajac nad nami gadali -juz po polsku- rzucając teksty "niecenzuralne" usiłując wmówić chłopakom ze oni jednak go rozumieją i tylko udają... no zrobiło się na tyle niemiło ze zasugerowałam zmianę stolika na jakiś bliżej baru "i ludzi" , co by uciec od nich bo ja nie miałam zamiaru z pijanym kolesiem który bełkotał wdawać sie w "rozmowę" a żaden z Kiwich nie umiał tych facetów "odstawić na bok" gadając do nich po angielsku. Skończyło się tym ze moment później po tym jak wzięliśmy swoje rzeczy i sie przesiedliśmy zjawił się ochroniarz i gości wyprowadził. na szczęście. szkoda mi było że ten facet który przyleciał do naszego "wspaniałego" kraju pełen dobrych chęci poznania go (wybrał Warszawę nad Pragą, bo mu mówili znajomi z Praga to już "angielski stag night" sie zrobił, a Warszawa taka piękna...) i tak ciepło się o nim wypowiadał - miał okazje sobie obejrzeć w pełnej krasie naszą "przyszłość narodu" - bo zakładam ze owi podpici panowie byli w wieku studenckim... Odpowiedz Link
poledownunder Re: znalazlam, to zareklamuje 13.12.07, 22:21 Kiwigirl, dzieki za tak obszerny raport. Poznalam tego goscia od dat (jezeli to ten sam co w rozpisce na stronie jadlodajni), mily chlopak, pomieszkiwal u mnie jak byl w nz. Mowienie o historii nie jest latwe, wydaje mi sie ze niewielu historykom udaje sie to zrobic z uszanowaniem faktu ze sluchacze niekoniecznie podzielaja ich pasje...przy okazji podsune mu zeby sie nastepnym razem streszczal A tak ogolnie, to niedosyt lepszy jest od przesytu, zostaje cos na nastepny raz. Jako ze znasz juz dosc dobrze NZ i Kiwich, moze odczulas ten niedosyt bardziej niz ci ktorzy jeszcze nie byli i wszystko bylo dla nich nowe? Duzo bylo ludzi? Odpowiedz Link
kiwigirl Re: znalazlam, to zareklamuje 14.12.07, 12:30 Pole, sam chłopak pewnie był miły - nie miałam okazji z nim pogadać, a wiadomo ze nie przez prezentację slajdów sie ludzi poznaje przed ekranem było, ja wiem, z 5-8 rzędów krzesełek, pełnych widowni, która wpatrywała się w ekran. (sorry nie liczyłam, ale przejście wąską ścieżką między nimi a barem ze szklanicami piwa wymagało uwagi bo ludków przybywało na beczkach, stołkach i innych "zdatnych do siadania" elementach wyposażenia ) wiesz, pomyślałam to co ty, ze może fakt że nie zachwycił mnie ten pokaz to kwestia tego, że wiele z tego co tam było już widziałam, znam, i nie było nowością, ale... raz) wiele miejsc z waszych fot w galerii tutaj widziałam i nadal je oglądam z zachwytem... co leci program w tv o NZ, to OBOJE oglądamy z zaciekawieniem... wiec czemu tego nie ? dwa) była z nami koleżanka która w NZ nie była. raptem widziała część naszych fot (filmu nigdy) i szczerze - chyba bardziej niż ja była znudzona. nas przynajmniej w niektórych momentach zainteresowało coś "familiar" albo właśnie sztuka współczesna (choc głównie dlatego ze taka była "niezowozelandzka" ) i oczywiście rugby, podczas gdy ona jednym okiem zerkała raz na jakiś czas na ekran i nie wyglądała na wciągniętą... zresztą wyszła jakoś w połowie imprezy... ludzie zebrani przed ekranem oglądali chyba całość pokazu. nie wyglądali na "porwanych tym co widzieli", ale tez nie zasypiali. zupełnie nie umiem ocenić liczby ludzi, ale w połowie mniej więcej był w tej części z ekranem tłumek może około 50 osób ? plus w pozostałych częściach baru ludzie przy stolikach, na kanapach - nie wiem czy akurat przyszli na pokaz, czy po prostu na piwo do "swojego" baru, bo tam na pewno głos nie docierał (jak u nas, a byliśmy tuż za "widownią" ) i raczej mało było widać Odpowiedz Link
kiwigirl Podróze z Żartem - o Nowej Zelandii - program TVP 17.12.07, 12:09 hej wczoraj oglądaliśmy taki oto program: www.itvp.pl/video.html?channel_id=-1&site_id=-1&genre_id=-1&form_id=-1&video=30082 (jak klikniecie fotkę to odtwarza cały (chyba?) pogram śmiesznie, bo poniekąd na potwierdzenie naszych wrażeń z jadłodajni filozoficznej - obejrzeliśmy z zainteresowaniem, choć nic nowego się nie dowiedzieliśmy program zrobiony kolorowo, choć "autorytety" mało zachwycajacy, szczególnie pan "profesor" ... kilka "perełek": pierwsza podstawowa - na samym początku goście witają się "po maorysku". prowadzący tłumaczą co i jak z dotykaniem nosów po czym połowa gości "pociera noski jak eskimoski" grrrrrrrrr że to szczegół - wiem, ale to jeden 'z tych' szczegółów, które różnią i choćby dlatego powinny - skoro je pokazują jako element kultury, ciekawostke - być pokazane prawidłowo. prowadzący - Skiba - kilka razy zaczynał zdanie od "w Australii...", "jak byłem w Australii..." , inni uczestnicy mu delikatnie uwagę zwracali... a ten znowu "Australijczycy..." no sorry !!! nie mogli wyciąć i nagrać raz jeszcze ??? co ciekawe na koniec w tzw. "wyciętych" fragmentach pada kolejne "w Australii..." i facetowi mówią ze to program Nowej Zelandii a nie Australii, a on ze wie, ale mu się płytka zacieła, się wytnie... się nie wycięło jak widać... oglądaliśmy mimo to z zaciekawieniem. maoryska grupa z Londynu pokazała kilka tańców, nawet coś uczyli widzów. fajnie, wesoło... choćby tego typu pokaz (w znaczeniu filmu, niekoniecznie oczywiście ściąganie grupy) mogli dać w Jadłodajni. mam pytanie - jeśli komuś zechce się obejrzeć całość. gdzieś pod koniec gość podchodzi na scene z maską. twierdzi ze maoryską... czy na prawdę ? Mój Kiwi stwierdził ze to bardziej wygląda jak Afrykańska... moze z okolic Polinezji, jakąś Samoa czy jak, ale nie Maoryska... ja sie na niej dopatrzyłam wzorów "kropeczkowych" typowych dla Aborygeńskich obrazków... czyżby znów się komuś wyspy pomyliły ? przy okazji, skoro już gdzieś kiedyś wytknięto kiwisom ze niewiele wiedzą o kulturze i historii Europy... proponuję dotrwać do fragmentu gdzie pytają POLAKÓW na ulicy m.in. : co to jest Haka (zwierzę? ) kim był James Cook (pisarz? ale chyba nic dobrego nie napisał, bo nie czytałem... jakiś znany aktor nowozelandzki? ) miłego ogladania Odpowiedz Link