Zaadaptowałam niejaką Sumgę, i dopiero teraz moje serce przestało płakać za Su, która odeszła w zeszłym roku. Moje stado jest na granicy wytrzymałości, gdzie się nie obrócę to na kogoś stąpam. Mała warczy na małża, bo wielki nieprzytomniak jest dla niej wielce podejrzany i rzadko bywa w domu więc na ma się czasu przyzwyczaić. W tą sobotę minie już dwa tygodnie ale umie siadać leżeć i jest boska