saga55-5
05.12.13, 01:50
Pierwszy raz w życiu spotkała mnie taka sytuacja.
Stoję sobie w Selgrosie do kasy, przede mną kobieta z dzieckiem.
Dziecko ( wyszło to w trakcie ) chodzi do zerówki.
Na taśmie miałam piwo, żarełko dla kota, antyramę, dezodorant i jakies drobnostki.
Pytanie dziecka : po co pani kupuje alkohol ? zdębiałam, ale wyjaśniam że dla mnie, dla gości ..
Pytanie drugie : ale nie wolno pić alkoholi. Więc ja na to, że w nadmiarze nie, ale ogólnie można.
Matka stoi, nie wtrąca się.
Pytanie nastepne : wierzy pani w allaha ? zastrzeliło mnie dziecko tym pytaniem, ale mówię że nie.
A zjada pani świnki ? nooo...tak, zjadam.
Ale przecież swinki jedzą błoto.......wymiękłam, ale wyjaśniłam że nie jedzą, tylko się błotem brudzą. No i zaczął mi nawijać że się nie powinno jadać świnek.
Mama nic.
Zwracam dopiero teraz uwagę na karnację. Niby nic, ale może...........albo nadmiar wiadomości sugeruje że ma ojca innej narodowości. Matka typowa Polka.
Za chwilę kasjerka musiała odpowiadać na podobne pytania.
Na tasmie mieli jakiś strój kąpielowy dla dziecka-mały wszystkim wyjaśnił że to dla koleżanki. Jadą do Maroka i to jest prezent.
No i ....zerówkowicz nadmiernie rozwinięty ? czy wpajane ma, mniemam że od ojca, mówienie o jego religii.
Obracam sie wśród dzieci często, ale takiego dziecka, daaaawno nie widziałam ( słyszałam )
Troszke mnie maluch rozśmieszył, bo fajny i sympatyczny był, ale nie wiem czy chciałabym, by moja córka zadawała podobne pytanie w kolejce do kasy.
Raczej nie.