Nie wiem, co znaczy ten zwrot, ale tak mawiała moja Ciotka, gdy czyjeś zachowanie przerastało jej zdolności pojmowania. Ostatnio coraz częściej mówię te słowa w warzywniaczku. To, że dawno nie cytowałam tu moich klientów, wcale nie znaczy, że nagle przestali mówić rzeczy zdumiewające i wymagać kwadratowych jaj. Po prostu brakuje mi czasu, żeby opisać co ciekawsze przypadki, a i pamięć zawodzi. Ale kilka sytuacji opiszę:
1. czy te ziemniaki są świeże? czy śliwki nie są zleżałe? czy marchew nie jest sucha w środku? a co ta kapusta (kiszona) taka biała?
Na to ostatnie pytanie mam wypróbowaną odpowiedź: bo ci, co ją deptali w beczkach, mieli umyte nogi.
2. typowy dialog dotyczący śliwek:
- co to za śliwka?
- węgierka
- a pestka czy odchodzi?
- oczywiście, w węgierkach zawsze odchodzi pestka
- a nie, bo kupiłam kiedyś i nie odchodziła
- u mnie pani kupiła?
- nie, na bazarku
- no to widocznie to nie była węgierka
- ale
pisało że węgierka!
- napisać można wszystko, trzeba kupować w zaufanym miejscu
- no ale przecież pisało!!!
3. wracamy do kiszonej kapusty:
- dobrą ma pani tą kapustę?
- oczywiście że dobrą, cały czas z tego samego źródła
- ale ostatnio była dziwna
- a co w niej było dziwnego?
- kula się robiła
- ??????
- no jak gotowałam
- ??????
- no mieszałam widelcem, i owijała się wokół widelca, aż się taka kula zrobiła, no dziwna jakaś...
4. pozostajemy w temacie kapusty, tym razem białej. Klientka, starsza pani, prosi o radę, co zrobić z tą częścią kapusty, która jej zostaje po zrobieniu gołąbków. "Bo wie pani, obieram liście, ale ten cały środek.... czy da się jakoś wykorzystać?"
- no pewnie, można pokroić, ugotować kapuśniaczek ze słodkiej kapusty, albo zrobić na gęsto, albo z łazankami, no wszystko to, co się robi z kapusty!
- ale przecież ona jest sparzona....
- no to co, przecież i tak ją pani musi gotować!
- no racja.... a ja do tej pory wyrzucałam....
5. zostałam też zapytana, czy jakieś warzywa da się zamrozić. I które konkretnie. Wiadomość, że w zasadzie wszystkie (oprócz zielonych ogórków i ziemniaków) wprawiła klientkę w konsternację, bo nigdy by nie pomyślała, że można. (mrożonek w sklepach nie widziała????)
6. i przebój stulecia: klientka podzieliła się ze mną sensacyjną informacją, wyczytaną w internecie: że nad Częstochową latają samoloty i rozpylają rotawirusy i dlatego tyle ludzi choruje. No bo i ona, i siostra, i dziecko siostry - to nie jest przypadek! Faktu, że przy +5 stopniach i koszmarnym wietrze przybiegła w klapkach na bosych stopach i w bluzce z dekoltem do pępka, jakoś nie skojarzyła z przeziębieniem. To samoloty są winne. Te, co rozpylają. Przecież w internecie pisało!!!
Chleba i nieba....