Od dawna nie jeździłam rowerem, wpierw choroba, potem półtora roku antybiotyków. Zresztą mój rower niby damka miał dość wysoko ramę, trudno mi było utrzymać równowagę przy wsiadaniu i zsiadaniu. Teraz kiedy mam się lepiej zatęskniłam za rowerowymi przejażdżkami, tylko koniecznie trzeba było zmienić rower na tzw. miejską damkę. Zdjęć z telefonu wstawiać nie umiem, pokażę moje nowe jeździdło jak w domu usiądę do lapka. Pierwsze próby były obiecujące, tyle, że krótkie. 7 - 10 km. Dzisiaj "nowy" rekord - wycieczka z Wilgi do kościółka w Mariańskim Porzeczu i z powrotem. Całe 17 km. Trochę bolą ... cztery litery, trochę łydki, ale gęba mi się śmieje