Po prawie miesiącu pobytu i moich 3 tygodniach w szpitalu wracamy do domu. Wieziemy ze sobą pasażera na gapę, co prawda nie futrzaka, a raczej pierzaka.
Kilka dni temu mąż wracając rowerem do domu znalazł na jezdni potrąconego gołębia. W pierwszej chwili chciał go przenieść na pobocze, ale kiedy wziął go w ręce stwierdził, że jest ciepły i delikatnie się porusza. Nie mając jak go zabrać położył go w kępie traw, przykrył gałązkami, ale rano do niego wrócił. Gołąb żył, miał uszkodzoną łapkę i skrzydło. Nie pozostawało nic innego jak zabrać go do domu. Okazało się, że to gołąb pocztowy z numerem na obrączce jednej łapki i numerem telefonu właściciela na drugiej. Niestety okazało się, że dla właściciela gołąb, którego potrącił samochód i który zapewne nie będzie latał jest bezwartościowy, nie kwapił się, żeby go odebrać. Pojedzie z nami, ale co dalej nie wiemy. Koty się pewnie ucieszą

A serio to będziemy mu szukać jakiejś miejscówki - może weźmie go jakiś gołębiarz, to młodziutki gołąbek, tegoroczny. Najmniej chciałabym go oddawać do Ptasiego Azylu, bo zawoziłam ptaki dwukrotnie i wygląda to tak, że zostawia się pudełko na portierni, a dalej zupełnie nie wiadomo co się ze zwierzakiem dzieje.