yellow_tiger
16.06.10, 09:30
Mój jakże epokowy papier został właśnie przyjęty do publikacji. Hip hip hurra, alleluja i do przodu chciałoby się powiedzieć. Papier jak to bywa miał dwóch recenzentów pierwszy z nich napisał porządna recenzję rekomendującą papier do przyjęcia ale prosi uniżonego sługę o wyjaśnienie kilku niuansów. Drugi recenzent napisał zaś:
This is a interesting paper describing the Ble ble ble. One interesting result is that the A binding domain is similar to that of the B. The apparatus is solid and the results are clearly presented. I recommend acceptance as is.
Czyli wziął się pan recenzent spiął, sklonował cześć abstraktu i dopisał dwa zdania. Mówiąc bez ogródek oznacza to z grubsza tyle, że w ogóle nie zrozumiał o czym jest papier bądź po prostu mu się nawet nie chciało go przeczytać. Aż prosi się zapytać po jakiego grzyba go recenzował. Żeby nie było papier został wysłany do journla o IF=7.2 czyli w mojej działce to jest taka wyższa klasa średnia/niższa klasa wyższa. Normalna bajka... jeśli takie recenzje pojawiają się w naprawdę niezłym journalu to ja się wręcz boję zapytać jak wyglądają recenzje w nie tak fajnych journalach...
W tym miejscy ogłaszam konkurs na najgłupszą recenzję.
Jak na razie pierwsze miejsce okupuje recenzent szanownego JMB (IF=4) który mojemu kumplowi nakazał wstawienie przecinka w drugim zdaniu na trzeciej stronie. Po czym stwierdził, że papier is just great.