Dodaj do ulubionych

Nieoczekiwany sukces reformy

25.03.11, 10:20
Co to miało zniknąć po reformie? Nepotyzm? Drugie etaty? A, studia dzienne!

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9318937,Studia_dzienne_znikna_z_prywatnych_uczelni_.html
Obserwuj wątek
    • adept44_ltd Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 10:31
      no to czekamy na II etap reformy... III nie będzie i dzięki temu zaoszczędzimy
    • pzgr Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 11:39
      jak mówił znany polski polityk Krzysztof Kononowicz:
      ...niczego nie będzie...
    • ford.ka Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 13:02
      Tutaj linka do oryginału:

      www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=380843&data=&lang=PL&_CheckSum=374446439
      • tocqueville Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 13:04
        Minister wyjaśniła, że uczelnie niepubliczne prowadzące badania wysokiej jakości, otrzymują z budżetu państwa dotację statutową na realizację tych badań

        mam napisac jaka to jest suma?
        posmiejemy sie razem :)
        • adept44_ltd Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 13:09
          nie pośmiejemy się razem... ta suma jest pochodną dorobku jednostki... czyli jest mała wtedy, gdy...
          • tocqueville Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 13:13
            wybacz, ale poziom naukowy jest, jak pokazuje parametryzacja (nie wierzysz w nią, ale mamy inny wskaźnik?) taki sam jak wydziałów na takich uczelniach jak UWr, UŁ czy UG. Myślisz, ze one dostają tyle samo co my? W żadnym razie to nie jest oparte na analizie potencjału. Po prostu dają coś na odczepnego - zeby potem uprawiać propagandę - że uczelnie prywatne też dostają.
            • adept44_ltd Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 13:18
              tak, myślę, ze dostajecie dokładnie w zgodzie z algorytmem... to jest pochodna publikacji...
              • pzgr Re: Nieoczekiwany sukces reformy 25.03.11, 18:41
                podstawą naliczania jest "90%" dofinansowania z ubiegłego roku.
                czyli przyrost ma się nijak do bieżącej oceny parametrycznej.
                i wali w d... nowe jednostki.
    • ford.ka Linka do oryginału 25.03.11, 13:03
      praca.gazetaprawna.pl/wywiady/499176,barbara_kudrycka_mniej_pieniedzy_dla_slabych_uczelni.html
      • tocqueville Re: Linka do oryginału 25.03.11, 13:08
        https://g.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/370000/370659-i02-2011-059-183-006a-003.jpg
        • adept44_ltd Re: Linka do oryginału 25.03.11, 13:10
          ogłaszam konkurs na profesora UJ, który ma takie zarobki!!!
          • ford.ka Re: Linka do oryginału 25.03.11, 13:19
            Belwedera? Pewnie każdy poza największymi leniami.
            5000 podstawy + 20% wysługi lat (najstarsi mogą mieć do 30%, ustawa się zmieniła, ale chyba wstecz nie zabierali) + parę obron/recenzji co roku + przynajmniej jeden kurs na zaocznych/wieczorowych/podyplomowych + jakakolwiek funkcja (n.p. kierownik zakładu) + trzynastka + grusza + karpiowe = 8400 jak malowane. Nie mówimy tu o prawie czy medycynie, bo tam znacząco więcej.
            • adept44_ltd Re: Linka do oryginału 25.03.11, 13:21
              no ale chyba też nie mówimy o wszystkim, co jest możliwe... a tylko o pensji z etatu... nie wyjdzie tyle...
              • ford.ka Re: Linka do oryginału 25.03.11, 13:44
                Może jakis kurs czytania ze zrozumieniem? Proszę przetłumaczyć na kilka języków "przykładowe zarobki" i zastanowić się, czy jest to pojęcie tożsame z "pensją z etatu".
                Może dalibyśmy sobie (przynajmniej we własnym gronie) spokój z opowiadaniem, jakie to nędzne mamy pensje, bo podstawa jest taka niska? Większość wymienionych powyżej dodatków dostaje każdy etatowy pracownik uniwersytetu. Przy relatywnie niewielkim zaangażowaniu w pracę (a czasami absolutnie żadnym - wysługa lat, karpiowe, grusza wymagają głównie regularnego oddychania) każdy dostaje już po kilku latach pracy co najmniej 20%-30% więcej niż ma w umowie o pracę. Belweder o wiele więcej, bo ma wyższe stawki za dodatkowe zajęcia i pewne działania (recenzje, kierownikowanie) wymagają haba i inaczej się nie da. No to zarabiają, czasami nawet jak nie chcą, bo ktoś tę pracę musi wykonywać.
                To dalej są bardzo przeciętne pieniądze, tylko nam sie wydaje, że to Bóg wie co ;)
                • adept44_ltd Re: Linka do oryginału 25.03.11, 14:08
                  nie wiem, na jaki kurs cię wysłać, ford... ale fakt, nie wyłożyłem wszystkiego w całości, zakładając u rozmówcy pewne zdolności rozumienia, w tym miejscu, w którym ta tabelka się znajduje, służy ona pokazaniu, że ogólnie wszyscy zarabiamy na etacie kupę kasy i powinniśmy się zamknąć albo ewentualnie coś zwrócić..., co do reszty... (pomijam też formułę prof. UJ czy PW, bo jak pewnie się orientujesz, są różni prof.) to zapewniam cię, że różnie to bywa... i tak jak patrzę po znajomych, tytularnych, nie mają tyle, jak dla mnie koniec wymądrzania się...
                  • ford.ka Re: Linka do oryginału 25.03.11, 14:58
                    Adept, daj spokój, tu sami swoi. W tym miejscu ta tabelka ma czemuś służyć i o tym wszyscy wiemy, ale może spróbujmy raz nie zakładać, że wszyscy są źli, a krasnoludki szczają do mleka.
                    Mówimy o profesorach w znaczeniu "prawdziwy profesor" czyli belweder na odpowiednim etacie - tak to odczytuje niezwiązany ze środowiskiem czytelnik gazety i ja też. Różnica minimum pensji dla różnych profów to 560PLN, więc nie ma to wielkiego znaczenia dla średniej. Dla mnie to jest przykład przeciętnego łącznego dochodu człowieka, który doszedł na samą górę wypłacanego przez zatrudniającą go jednostkę. I jako taki, ten dochód jest nędzny.
                    Nie opowiadaj mi o tym, co opowiadają znajomi, bo to nie jest tak, że każdy wyciąga PITa, jakiego dostał z uczelni i dzielicie razem kwotę brutto przez 12 x stawka z umowy o pracę, tylko każdy skarży się, jak jest ciężko. Ciężko, Panie, ciężko, ta pensja taka niska, a o tym, że przez większość roku pieniądze wpadają 2-3 razy w miesiącu (nadgodziny płatne oddzielnie, dodatki oddzielnie, recenzje, promocje, czasem granty itd) i razem składa się to z czasem na całkiem sympatyczne pieniądze, to już nikt nie mysli i pewnie naprawdę nie pamięta, bo narzekanie jest naszym narodowym sportem i żaden Polak nigdy nie powie, że jest dobrze, żeby nie wyjść na głupka.
                    Ciężko, Panie, ciężko, zupełnie się nie wyrabiam z pisaniem recenzji wydawniczych/doktorskich/habilitacyjnych/profesorskich. Wszystkich płatnych, oczywiście.
                    Ciężko, Panie, ciężko, w tym roku miałem do zrecenzowania 70 licencjatów na zaocznych/wieczorowych, po doliczeniu dziesiątki wypromowanych ledwie starczy na wakacje dla czterech osób.
                    Ciężko, Panie, ciężko, bo trzeba dzieciom kupić mieszkanie, bo przecież same sobie nie poradzą.
                    Ciężko, Panie, ciężko, ten mercedes taki stary, trzeba będzie go wymienić na nowe audi, bo przecież ze szrotu brać nie będę.
                    Możemy tu sobie dyskutować, czy tak być powinno, ale tak jest i jakoś nie widzę rewolucji profesorów, którzy się domagają z rozpaczą w oczach, żeby przeróżne zawsze nieźle płatne działania przekazać doktorom, bo im jest ciężej.
                    Oczywiście, że bywa różnie i są tacy, których możliwości dorabiania są niewielkie albo skutecznie się przeciwko wszystkim bronią, ale i tak przy absolutnie minimalnej stawce miedzy 3270 (dr hab. prof. podwórkowy) a 3830 (najwyższe zaszeregowanie profesorskie), po dodaniu wysługi lat (w mniej niż 20 się tego nie osiąga) i dorzuceniu trzynastki plus karpiowe i grusza wychodzi jakieś 5000 brutto średnio co miesiąc - pod warunkiem żę nie robi się absolutnie nic, za co można dostać pieniądze, a na ogół taka opcja nie wchodzi w grę. Jeśli ktoś Ci opowiada, że ma mniej, kłamie i tyle. No to jeśli 5000 to jest ustawowe minimum, to do 8400 naprawdę nie jest daleko, skoro ktoś tę ciężką profesorską robotę jednak odwala i bierze za to kasę.
                    • adept44_ltd Re: Linka do oryginału 25.03.11, 15:05
                      1. przeciętny czytelnik nie wie o istnieniu różnych profesorów...
                      2. ładna wolta, która pozawala mi powiedzieć - no własnie, zgadzamy się - coś koło 5000 plus wysługa lat... będzie 6 i o tym mówię od początku, natomiast reszta to jest reszta... i myślę, że bardziej pasuje tu definicja zarobki, a nie wynagrodzenie..., czyż nie tak?
                      • spokojny.zenek Re: Linka do oryginału 25.03.11, 18:32
                        Dla większości czytelników "profesor" to tyle, co jakikolwiek pracownik naukowo-dydaktyczny. Jak w liceum, kochani.
                        • pzgr Re: Linka do oryginału 25.03.11, 18:43
                          to prawda,
                          a zwyczajny profesor jest gorszy niż nadzwyczajny, bo taki zwykły i nic szczególnego.
                          PS. to drugie zresztą, nie mija się zazwyczaj z prawdą.
                          • spokojny.zenek Re: Linka do oryginału 25.03.11, 18:58
                            pzgr napisał:

                            > to prawda,
                            > a zwyczajny profesor jest gorszy niż nadzwyczajny, bo taki zwykły i nic szczegó
                            > lnego.

                            Oczywiście, z tym, że o istnieniu tychże mało kto wie.
                            Profesor to taki, co prowadzi zajęcia na uczelni. A w gazecie pisało, że średnio 10,8 tyś. zarabiajom.

                    • flamengista nie, tak tego nie odczytuje 26.03.11, 11:59
                      Przeciętny czytelnik GW nie odróżnia profesora belwederskiego od uczelnianego, ba - część myli profesorów z adiunktami.

                      Profesor uczelniany z pewnością nie zarabia tyle co podano na wykresie, a znacznie mniej - profesorowie belwederscy to absolutna śmietanka i zdecydowana mniejszość społeczności akademickiej.

                      Robi się z nami taką samą manipulację, jak z lekarzami. Lekarz stażysta przymiera głodem i by wiązać koniec z końcem łapie każdą fuchę. A gazety podają zarobki ordynatorów i specjalistów II stopnia, którzy wyrabiają to pracą w 4-5 miejscach, kosztem braku czasu na rodzinę i odpoczynek.

                      Jest to bardzo groźna tendencja, bo wiadomo że "ciemny lud wszystko kupi". Moim zdaniem jest to celowe działanie, związane z waleniem w nasze środowisko jak w bęben. Ktoś to pisuje ewidentnie na zamówienie.
                      • spokojny.zenek Re: nie, tak tego nie odczytuje 27.03.11, 09:32
                        Divide et impera. Ot co.
                    • sqro Re: Linka do oryginału 27.03.11, 14:35
                      Emmm ja tam może nie bede sie czepiał ale "karpiowe" i "trzynastka" to u nas rzeczy nie znane. "Grusza" a i owszem
                      • clas_sic Re: Linka do oryginału 28.03.11, 19:31
                        to ja napiszę z pozycji finansowej dr adiunkta UJ -
                        trzynastka była - ponoć ostatni rok. Osławiona "grusza" to kwota od 800 do 1100 brutto (zależne od przychodów na członka rodziny, niezależne od tytulatury). "Karpiowego" w tym roku mi wpłynęło 462 zł (zależne od przychodów, wraz z ekwiwalentem za paczkę mikołajową dla dziecka). Kiedy jeszcze studiowałam w 1999 promotor za wypromowanego magistranta otrzymywał 150zł, płacono też (choć nie pamiętam ile) za recenzje magisterek. Odkąd przestano za to płacić - zupełnym przypadkiem wprowadzono przepis, iż seminaria może prowadzić adiunkt z doktoratem (za to recenzent musi mieć co najmniej hab.). I "profesura" skrzętnie skorzystała z nieprowadzenia seminariów.
                        A co do mitów związanych z płacami na Uniwersytecie to obalam go przy każdej dyskusji ze znajomymi i nieznajomymi. Wyobrażenie o tym, ile zarabiam wynosi 200% tego co miesięcznie na swoim pasku oglądam. Pita mogę im okazać, jeśli chcą. Nie pracuję na drugim etacie bo chwilowo jest to u mnie niewykonalne - na szczęście pracuje też i zarabia mąż. Ale za to np. singielka-koleżanka żeby urobić na kredyt mieszkaniowy i utrzymanie siebie musi mieć 2 etat.
                        Zapewne jak dożyję swojej habilitacji i profesury to będę zarabiać więcej, ale i moje "potrzeby" będą wtedy większe. Choć wśród profesorów z mojego Instytutu nie znam kogoś, kto miesięcznie ma do wydania z własnych dochodów uniwersyteckich 8-10 tys. - pewnie wynika to stąd, że na naszym wydziale (filologicznym) pensje są też uzależnione od "prestiżu" jakim dana filologia cieszy się w społeczeństwie oraz jej popularności - i najwięcej zarabiają angliści.
                        • spokojny.zenek Re: Linka do oryginału 28.03.11, 21:27
                          clas_sic napisała:

                          > to ja napiszę z pozycji finansowej dr adiunkta UJ -
                          > trzynastka była - ponoć ostatni rok. Osławiona "grusza" to kwota od 800 do 1100
                          > brutto (zależne od przychodów na członka rodziny, niezależne od tytulatury). "

                          Chyba zależy od wydziału.

                          > Karpiowego" w tym roku mi wpłynęło 462 zł (zależne od przychodów, wraz z ekwiwa
                          > lentem za paczkę mikołajową dla dziecka). Kiedy jeszcze studiowałam w 1999 prom
                          > otor za wypromowanego magistranta otrzymywał 150zł, płacono też (choć nie pamię
                          > tam ile) za recenzje magisterek. Odkąd przestano za to płacić - zupełnym przypa
                          > dkiem wprowadzono przepis, iż seminaria może prowadzić adiunkt z doktoratem

                          Zależy od wydziału.

                          > A co do mitów związanych z płacami na Uniwersytecie to obalam go przy każdej dy
                          > skusji ze znajomymi i nieznajomymi. Wyobrażenie o tym, ile zarabiam wynosi 200%
                          > tego co miesięcznie na swoim pasku oglądam.

                          Owszem.


                          • clas_sic Re: Linka do oryginału 02.04.11, 23:47
                            grusza i karp nie zależy od wydziału, jest ustalany dla całego UJ. Polecam lekturę stron działu socjalnego.
                            Co do reszty komentarza "zależy od wydziału" - do czego się odnosi?


                            • spokojny.zenek Re: Linka do oryginału 03.04.11, 09:56
                              Odnosi się do możliwości prowadzenia seminarium przez niesamodzielnego. I do wielu innych kwestii, które nie są regulowane "centralnie" albo niby są regulowane, ale w praktyce wyglądają całkiem różnie.

                              • ford.ka Re: Linka do oryginału 03.04.11, 11:10
                                > Odnosi się do możliwości prowadzenia seminarium przez niesamodzielnego. I do wielu innych kwestii, które nie są regulowane "centralnie" albo niby są regulowane, ale w praktyce wyglądają całkiem różnie.

                                Bez przesady. Regulacja "centralna" jest w ustawie, rada wydziału może upoważnić doktora do prowadzenia seminarium. Ale czy z tego skorzysta zależy od kilku uwarunkowań, przede wszystkim od tego, czy wydział ma wielu samodzielnych i czy wyrażają oni życzenie, by prowadzić seminaria. Są miejsca gdzie samodzielnym się nie chce i mimo że jest ich wielu, zwalili całą czarną robotę na doktorów, są miejsca gdzie się chce (n.p. po to by wyłapać kandydatów na studia doktoranckie) i żaden doktor nie ma szansy na seminarium przed profesurą.
                                • spokojny.zenek Re: Linka do oryginału 04.04.11, 12:57
                                  Bardzo dziękuję za interesujące pouczenie.
                                  Zauważ jednak, że moja wymiana z clas_sic dotyczyła konkretnej uczelni. Twoje przypomnienie kompetencji Rady Wydziału jest więc tyleż trafne, co zbędne. Clas_sic słusznie wskazuje, że "karp" jest regulowany na tej uczelni centralnie, ja natomiast wyprowadzam go/ją z mylnego przekonania, że na wszystkich wydziałach tej uczelni niesamodzielni mogą prowadzić seminaria.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka