Dodaj do ulubionych

Copyright artykułów (za ekulczycki.pl)

06.10.11, 16:54
Polecam czytankę: theconversation.edu.au/princeton-goes-open-access-to-stop-staff-handing-all-copyright-to-journals-unless-waiver-granted-3596 którą na swej stronie reklamuje ekulczycki.pl

(cytuję za blogiem ekulczycki.pl) ... kwe­stia praw autor­skich do ich dzieł wytwo­rzo­nych w ramach pracy w jed­no­stce nauko­wej jest ure­gu­lo­wana w Usta­wie o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych. Jest tam arty­kuł 14, któ­rego lek­tura wywo­łuje uśmiech na twa­rzach więk­szo­ści pol­skich naukow­ców. Jest tam napi­sane mia­no­wi­cie coś takiego:
1. Jeżeli w umo­wie o pracę nie posta­no­wiono ina­czej, insty­tu­cji nauko­wej przy­słu­guje pierw­szeń­stwo opu­bli­ko­wa­nia utworu nauko­wego pra­cow­nika, który stwo­rzył ten utwór w wyniku wyko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków ze sto­sunku pracy. Twórcy przy­słu­guje prawo do wyna­gro­dze­nia. Pierw­szeń­stwo opu­bli­ko­wa­nia wygasa, jeżeli w ciągu sze­ściu mie­sięcy od dostar­cze­nia utworu nie zawarto z twórcą umowy o wyda­nie utworu albo jeżeli w okre­sie dwóch lat od daty jego przy­ję­cia utwór nie został opublikowany.
2. Insty­tu­cja naukowa może, bez odręb­nego wyna­gro­dze­nia, korzy­stać z mate­riału nauko­wego zawar­tego w utwo­rze, o któ­rym mowa w ust. 1, oraz udo­stęp­niać ten utwór oso­bom trze­cim, jeżeli to wynika z uzgod­nio­nego prze­zna­cze­nia utworu lub zostało posta­no­wione w umowie. (koniec cytatu)

I teraz moje trzy grosze:
Jak widać, ci z Was, którzy Copyright do swoich artykułów oddali obcym wydawnictwom a nie własnym uczelniom, to jeśli zrobili to z pominięciem praw własnej uczelni do pierwokupu, wynikającym z przepisów polskiego prawa - są złodziejami intelektualnej własności polskich podatników.

a teraz większe fragmenty z bloga:
ekulczycki.pl/warsztat_badacza/prawa-do-publikacji-naukowej-princeton-a-sprawa-polska-czyli-o-martwym-przepisie-w-polskiej-ustawie/
który serdecznie polecam:

CZEGO CHCE UNI­WERSZ­TET PRINCETON?
Uni­wer­sy­tet zachęca do publi­ko­wa­nia w cza­so­pi­smach two­rzo­nych w modelu open access i kry­ty­kuje poli­tykę wydaw­ni­czą wiel­kich wydaw­nictw. Sytu­acja przed­sta­wia się nastę­pu­jąco: uni­wer­sy­tet zatrud­nia pra­cow­nika, opłaca mu pen­sję i daje fun­du­sze na bada­nia. Następ­nie pra­cow­nik publi­kuje wyniki swo­jej pracy, prze­ka­zuje peł­nię autor­skich praw mająt­ko­wych do wydawcy. Póź­niej uni­wer­sy­tet wyku­puje od tego wydawcy sub­skryp­cje, aby inni pra­cow­nicy tej samej uczelni mogli mieć dostęp do tych arty­ku­łów! Sytu­acja jest paradoksalna:

Uni­ver­si­ties pay mil­lions of dol­lars a year for aca­de­mic jour­nal sub­scrip­tions. People without sub­scrip­tions, which can cost up to $25,000 a year for some jour­nals or hun­dreds of dol­lars for a sin­gle issue, are often pre­ven­ted from reading taxpayer fun­ded rese­arch. Indi­vi­dual artic­les are also com­monly loc­ked behind pay walls. Rese­ar­chers and peer revie­wers are not paid for their work but aca­de­mic publi­shers have said such a busi­ness model is requ­ired to main­tain quality.

Źródło: the​co​nver​sa​tion​.edu​.au

“”
Sprawa ta wywo­łuje auto­ma­tycz­nie wiele dys­ku­sji: w jakim modelu powinna być upra­wiana nauka, jak i gdzie publi­ko­wać wyniki naukowe, czy nauko­wiec może zara­biać na wyni­kach swo­ich badań? Zachę­cam do zapo­zna­nia się z całym lin­ko­wa­nym tek­stem – znaj­dują się tam źródła do wielu cie­ka­wych mate­ria­łów i debat. Ja jed­nak chciał­bym poru­szyć sprawę podob­nej kwe­stii na grun­cie polskim.

JAK TO WYGLĄDA NA GRUN­CIE POLSKIM?
Z mojego doświad­cze­nia wynika, że nie­wielu pol­skich bada­czy zdaje sobie sprawę, że kwe­stia praw autor­skich do ich dzieł wytwo­rzo­nych w ramach pracy w jed­no­stce nauko­wej jest ure­gu­lo­wana w Usta­wie o pra­wie autor­skim i pra­wach pokrew­nych. Jest tam arty­kuł 14, któ­rego lek­tura wywo­łuje uśmiech na twa­rzach więk­szo­ści pol­skich naukow­ców. Jest tam napi­sane mia­no­wi­cie coś takiego:

1. Jeżeli w umo­wie o pracę nie posta­no­wiono ina­czej, insty­tu­cji nauko­wej przy­słu­guje pierw­szeń­stwo opu­bli­ko­wa­nia utworu nauko­wego pra­cow­nika, który stwo­rzył ten utwór w wyniku wyko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków ze sto­sunku pracy. Twórcy przy­słu­guje prawo do wyna­gro­dze­nia. Pierw­szeń­stwo opu­bli­ko­wa­nia wygasa, jeżeli w ciągu sze­ściu mie­sięcy od dostar­cze­nia utworu nie zawarto z twórcą umowy o wyda­nie utworu albo jeżeli w okre­sie dwóch lat od daty jego przy­ję­cia utwór nie został opublikowany.

“”
2. Insty­tu­cja naukowa może, bez odręb­nego wyna­gro­dze­nia, korzy­stać z mate­riału nauko­wego zawar­tego w utwo­rze, o któ­rym mowa w ust. 1, oraz udo­stęp­niać ten utwór oso­bom trze­cim, jeżeli to wynika z uzgod­nio­nego prze­zna­cze­nia utworu lub zostało posta­no­wione w umowie.

“”
Dla­czego pisa­łem o tym, że jest to prze­pis mar­twy? Bowiem przed każdą publi­ka­cją w cza­so­pi­smach wyda­wa­nych poza jed­nostką naukową, w któ­rej jeste­śmy zatrud­nieni, win­ni­śmy pytać naszego pra­co­dawcy, czy możemy to uczy­nić, bowiem ma on pierw­szeń­stwo do tej publi­ka­cji – a nam przy­słu­guje wyna­gro­dze­nie! Ale prze­cież we wszyst­kich moż­li­wych prze­pi­sach uczel­nie, mini­ster­stwo zachę­cają bada­czy do publi­ko­wa­nia w „obcych” cza­so­pi­smach. Ide­alne roz­wią­za­nia dla para­me­try­zo­wa­nej jed­nostki i naukowca, który chce osią­gnąć kolejne szcze­ble awansu nauko­wego, jest takie, że publi­ku­jemy np. w cza­so­pi­smach wydawcy Wiley, a następ­nie nasza jed­nostka (ta sama, która nas do tego zachęca), płaci wydawcy abo­na­ment za to, żeby jej pra­cow­nicy mieli dostęp do tego tek­stu. Czy aby na pewno o to chodzi?

Może jed­nak powin­ni­śmy zachę­cać jesz­cze moc­niej do modelu open science.

Na koniec zachę­cam do obej­rze­nia fil­miku pt. „Nauko­wiec spo­tyka wydawcę”.
www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=GMIY_4t-DR0
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 06.10.11, 18:10
      w krytyce nas przekazujacych copyright na pewno wziales pod uwage, ze uniwersytety musza placic za publikacje w czasopismach open access.

      ale wyrazenie 'obce wydawnictwa' jest naprawde fajne. napisz jeszcze o tych niemieckich!
      • pr0fes0r Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 06.10.11, 18:34
        Już widzę to wynagrodzenie wypłacane przez mój uniwersytet za opublikowanie mojego artykułu. Chyba w deputacie węglowym (AGH) albo ziemniakach na zimę (UP).
      • hugow Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 06.10.11, 23:50
        Nie muszą, jeśli jest to naprawdę dobry artykuł. Zastosowałem ten model z powodzeniem na 3 swoich pracach, najpierw publikując je w postaci roboczej na ssrn.com, potem po te artykułu zgłosili się do mnie wydawcy, oferując, że bezpłatnie je wydadzą.
        Zresztą jest to opisane w naszym uczelnianym periodyku:
        www.ue.wroc.pl/p/portal/portal_5_internet.pdf
        Portal, nr 4 (5) 2009, s. 72
        ''Czy obecność na tym forum poszerzyła Panu kontakty?
        Jeśli chodzi o SSRN – to tak. Za pośrednictwem tej bazy zostałem
        zaproszony do napisania kilku artykułów w czasopismach
        z listy JCR, np. Romanian Journal of Economic
        Forecasting, ISSN 1582-6163, Agricultural Economics, ISSN
        0139–570X, Journal of Economic Computation and Economic
        Cybernetics Studies and Research, ISSN 0424–267X; w
        czasopiśmie specjalistycznym: Journal of Corporate Treasury
        Management, ISSN 1753-2574, (dopiero w zapowiedziach:
        www.henrystewart.com/ jctm/forthcoming.html), a także
        rozdziału nt. finansowania kapitału pracującego netto w
        książce, która ma się ukazać w serii Wiley Finance (a czy się
        ukaże – zobaczymy, raz już zaprzepaściłem możliwość napisania
        rozdziału do książki wydawnictwa Palgrave). Miałem
        także okazję recenzowania artykułów w takich czasopismach,
        jak: Journal of Multinational Financial Management
        ISSN: 1042-444X (Elsevier), Journal of Information and Organizational
        Sciences, ISSN: 1846-9418 (Chorwacja), Problems
        and Perspectives in Management, ISSN 1727-7051,
        (Ukraina).
        Uczestniczę jako członek komitetu redakcyjnego w redagowaniu
        pisma Problems and Perspectives in Management,
        (www.businessperspectives.org/ component/option,
        com_journals/task,edboard/id,134).
        Oprócz tego miałem wiele innych propozycji, które zakończyły
        się jedynie wymianą kilku e-maili czy telefonów.''
        To było w 2009 roku - dwa lata temu.
        Wiley i Palgrave chcieli zabrać prawa autorskie a ja wolałem się wykluczyć niż dać te prawa jak to pięknie ujął ktoś wcześniej.
    • pfg Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 06.10.11, 20:31
      hugow napisał:

      > Jak widać, ci z Was, którzy Copyright do swoich artykułów oddali obcym wydawnic
      > twom a nie własnym uczelniom, to jeśli zrobili to z pominięciem praw własnej uc
      > zelni do pierwokupu, wynikającym z przepisów polskiego prawa - są złodziejami i
      > ntelektualnej własności polskich podatników.

      Hugo, powiedz mi uczciwie: czy ty oddajesz copyright do twoich dzieł swojej uczelni i pobierasz od niej jednorazowe wynagrodzenie - a w konsekwencji owe wynegocjowane "godziwe stawki" przekazujesz swojej kwesturze - czy też jednak sam pobierasz wynagrodzenie od wydawców? Bo jeśli to drugie, to bądź łaskaw powstrzymać się od oskarżania innych o bycie złodziejami. To jest ciężkie oskarżenie.

      Gdybym ja przekazał copyright Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, onże Uniwersytet nie zrobił by z moimi pracami nic. W ekonomii być może jest inaczej, ale w fizyce komercyjna wartość prac naukowych jest zerowa, a jeśli chce się publikować czy to w żurnalach stosujących politykę Open Access, czy to w niektórych innych żurnalach, typu Nuclear Physics B, jest ujemna: właściciel copyrightu ma za publikację płacić. Niekiedy bardzo dużo, na przykład New Journal of Physics, bardzo dobre pismo Open Access, życzy sobie ~500 GBP za publikację. (Oczywiście publikacja musi być zaakceptowana przez recenzentów; dalece nie każda nadesłana praca tam się ukazuje.) Mnie na to nie stać. Mojej uczelni też nie. Jeśli ktoś ma w grancie zapisane koszta publikacji, może płacić z grantu. Jednak grant pochodzi z pieniędzy podatników. Wychodzi więc na to, że przekazywanie copyrightu wydawcy jest dla polskiego podatnika tańsze.

      Żeby zachować uczciwość, przyznaję, że znam lepszych fizyków ode mnie, w tym także z Polski, którzy z powodów zasadniczych nie publikują w pismach żądających przekazania copyrightu, skazują się jednak oni na nieobecność w najważniejszych czasopismach w branży. Powszechny jest natomiast wśród fizyków sprzeciw wobec praktyki jeszcze niedawno powszechnej, mianowicie zakazowi publikowania preprintów. Teraz już chyba wszyscy wydawcy się z tego wycofali, nawet Nature częściowo ustąpiła. Tak więc preprintowa wersja artykułu - która, poza Nature i (chyba?) Science jest, oprócz layoutu, identyczna z wersją opublikowaną - jest powszechnie dostępna free of charge.

      Natomiast publikowanie tej samej pracy kilka razy to jest jeszcze inna historia. Jak już dwukrotnie pisałem, dopóki ktoś nie chce zaliczać ich jako niezależnych pozycji dorobku, z naukowego punktu widzenia zarzutu autoplagiatu postawić nie można.
      • hugow Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 06.10.11, 23:40
        pfg, dziękuję za Twoją odpowiedź, jest ona dla mnie wartościowym głosem w temacie i daje wiele do myślenia.

        Oczywiste jest, że wszystkiego nie robię prawidłowo, dopiero się uczę, a że jestem jeszcze niesamodzielnym pracownikiem bez hab. to jako gówniarzowi w krótkich spodenkach wypada mi się bardzie uczyć - niż stawiać jako wzorzec, bo tym wzorcem nie jestem.

        [1] Hugo, powiedz mi uczciwie: czy ty oddajesz copyright do twoich dzieł swojej uczelni i pobierasz od niej jednorazowe wynagrodzenie - a w konsekwencji owe wynegocjowane "godziwe stawki" przekazujesz swojej kwesturze - czy też jednak sam pobierasz wynagrodzenie od wydawców?

        [AD1] co do zasady, nieświadomie (nie wiedząc wcześniej o tym przepisie, który dziś po raz pierwszy przeczytałem u ekulczycki.pl) - naśladując SEBeck, której koncepcja opcyjnej wartości płynności bardzo mocno mnie zainspirowała, naśladowałem też jej model publikacyjny. Analizując jej prace zauważyłem, że ten sam artykuł najpierw publikowała ona w czasopismach własnej uczelni, potem wygłaszała na konferencjach, a dopiero potem do journali zewnętrznych. Nie wiedząc o tym przepisie polskiego prawa - w pewnym sensie jednak tego prawa przestrzegałem co do artykułów, co do książek gorzej. Artykuł najpierw puszczałem zawsze w wersji polskiej do Ekonometrii albo Finansów i Bankowości albo do Zarządzania (wszystkie z naszej uniwersyteckiej oficyny wydawniczej), dopiero potem szło to na zewnątrz. Teraz mając na względzie to, że przepis znam, będzie mi łatwiej być asertywnym w swoim dotychczasowym nieśmiałym przekonaniu, że prawa autorskie wypracowanych na WUE rzeczy należą do mnie i do mojego środowiska WUE, a rzeczy, które sfinansował rektor prywatnej AMAO - do tej prywatnej, choć liczebnie jest tego mniej, ale jest to jego i moje a nie moje tylko.
        Co do książek, doktorat najpierw zaproponowałem swojemu wydawnictwu uczelnianemu, zwodzili mnie 2 lata i oddałem do CeDeWu, które wydało od ręki, wyprzedało cały nakład i poprosiło o jeszcze.
        Z kolei jest część książek, które wymyśliły same wydawnictwa. Tu myślę, że te wymyślone przez wydawnictwa rzeczy nie łapią się pod ten przepis.
        Jedna książka z PWN, nie łapie się pod ten schemat - i faktycznie klasycznie złamałem tę zasadę, nie zaproponowałem tej książki swojej uczelni (zrażony tym jak wyszło z doktoratem), od razu szukałem wydawcy poza uczelnią.
        Uczelniany wydawca jest trudny - bardzo trudny. I teraz się z nimi męczę z 3 pozycjami. Np. wydawnictwa komercyjne same robiły skład, korektę, marketingowo dopasowywały tytuły rozdziałów, doradzały jak podzielić podrozdziały by czytelnik lepiej czytał, wyłapywały fragmenty, których redaktor niefinansista nie rozumiał i prosiły by było tak jasno aby on rozumiał też, ode mnie chciały tylko treść książki. Wydawnictwa najpierw wypieściły książkę dwa razy zwracając po swoich poprawkach do mojej akceptacji - a dopiero potem do recenzentów i następnie uwzględniało się minimalne uwagi recenzenta.
        Wydawnictwo uczelniane tego surowego gniota jakiego wysłałem - posłały do recenzenta, i oczywiście recenzenci jednogłośnie stwierdzili, że praca jest bez składu, wymaga korekty, warto by zmienić niektóre tytuły rozdziałów, niektóre podrozdziały warto inaczej podzielić aby czytelnikowi lepiej się czytało, i że są sekcje w których wywody są za trudne dla czytelnika... to po co w wydawnictwie uczelnianym jest zatrudniony ktokolwiek inny poza gońcem zanoszącym przesyłki na pocztę? Trudno się z nimi współpracuje, ręce opadają, i aż chce się zatrudnić ghostwritera aby uwzględnił życzenia recenzentów, ale jednak prawo wymaga aby dać im chociaż pół roku.

        [2] przyznaję, że znam lepszych fizyków ode mnie, w tym także z Polski, którzy z powodów zasadniczych nie publikują w pismach żądających przekazania copyrightu, skazują się jednak oni na nieobecność w najważniejszych czasopismach w branży

        [AD2] ale trzymają się zasad - i cieszę, że nie jestem osamotnionym wariatem - szkoda, że tej informacji nie podałeś w wątku gdzie kamienowano mnie za to, że nie oddaję copyright

        [3] Natomiast publikowanie tej samej pracy kilka razy to jest jeszcze inna historia. Jak już dwukrotnie pisałem, dopóki ktoś nie chce zaliczać ich jako niezależnych pozycji dorobku, z naukowego punktu widzenia zarzutu autoplagiatu postawić nie można

        [AD3] Teraz robiłem zestawienie dla decydentów, i zastosowałem radę profesora z mojego instytutu, który uważa, że należy z kilku wersji tego samego wybrać jedno, które odniosło największy "sukces" (np. liczbę cytatów lub najlepsze wydawnictwo) i chwalić się tym jednym, a pozostałe schować lub chwalić się gdy oceniający wyraźnie o to zapyta, taką metodę zastosowałem. Czasem największy sukces odniosło coś jeszcze w wersji polskiej a czasem dopiero w angielskiej.
        • donnajohnson Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 07.10.11, 07:17
          hugow napisał:

          > że należy z kilku wersji tego samego wybrać jedno, które odniosło największy "sukces" (np. liczbę cytatów lub najlepsze wydawnictwo) i chwalić się tym jednym, a pozostałe schować

          Licz sie z tym, ze ktos ci to moze kiedys "wyciagnac" ichyba nie bedzie ci wtedy do smiechu.
        • pfg Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 07.10.11, 09:07
          hugow napisał:

          > szkoda, że tej informacji nie podałeś w wątku gdzie kamienowano mnie za to,
          > że nie oddaję copyright

          Chyba jednak nie za to. Transfer of copyright był wątkiem pobocznym, pojawił się jako jedna z form instytucjonalnego zabezpieczenia przed wielokrotnym publikowaniem tego samego.
      • donnajohnson "popularyzacj" wg hugow = oszustwo 07.10.11, 08:32
        pfg napisał:


        > Natomiast publikowanie tej samej pracy kilka razy to jest jeszcze inna historia
        > . Jak już dwukrotnie pisałem, dopóki ktoś nie chce zaliczać ich jako niezależny
        > ch pozycji dorobku, z naukowego punktu widzenia zarzutu autoplagiatu postawić n
        > ie można.

        Pfg, oszustwo to oszustwo.
        Przypomne, ze do tej pory hugow nie odpowiedzial mi na kilka pytan zawartych tutaj.
        Kazdemu kto propaguje "popularyzacje" proponuje samemu sobie odpowiedziec na te pytania.
        • hugow przypomnisz - ale nie ma czego 08.10.11, 02:00
          @donnajohnson
          Nie odpowiedziałem, ponieważ, nie było żadnych pytań odnoszących się do tematu. Ale jeśli jest takie życzenie - przeklejam to tu, jako, że jest to niejako powiązane.

          [cytat dj:]hugow napisał:

          Wracając do wielokrotnie opublikowanych tych samych artykułów - oczywiście w oc
          > enie dorobku, należy podawać to wydanie, które w ocenie ocenianego odniosło naj
          > większy sukces a pozostałe w zestawieniu umieścić jako wersje popularyzatorskie
          > lub w zależności od kryteriów - przemilczeć.

          Ahhh jakie to wygodne
          Pytanie tylko kto ocenia ten sukces i czym jest ten sukces???? Czy to ilosc cytowan tej pracy, fakt kto cytowal te prace, czy moze nagorda dla tej pracy?

          Otoz nie moj drogi autoplagiat to oszustwo.
          Pare przykladow dlaczego:
          1. Pisze prace przed doktoratem po czym 5 lat pozniej wydaje ja drugi raz (bedac juz po doktoracie). Praca odnosi "sukces" czyli wg. hugow wpisuje ja do dorobku. Tym samym poszerzam swoj dorobek po-doktoratowy i spelniam wymogi ustawowe dotyczace habilitacji. Uczicwe?
          2. Publikuje prace dajmy na to w 2000 roku. Po czym te sama prace w 2010. ta z 2010 roku odnosi "sukces" a wiec mozna ja wykazac w dorobku np. przy skladaniu grantu. Haczyk w tym ze dorobek grantowy naliczany jest zaledwie z paru ostatnich lat ( po to aby ocenic aktywnosc naukowa). Ty nie podajesz nic nowego tylko odgrzewany kotlet. Uczciwe?
          3. U mnie na Uniw nagrode Rektora (finansowa) mozna uzyskac m. in. za cykl publikacji z ostatnich 3 lat. Patrz przyklad pracy z punktu 2 i ocen czy gdybys dostal te nagrode za sowje "odgrzewane kotlety" to bylbys fair wobec reszty uczicwie pracujacych kolegow?
          I po raz kolejny pytam ktora redakcja jest wlascicielem tych prac??? [:koniec cytatu dj]

          AD1. A dlaczego wpisywać ją do dorobku - ona ciągle w nim jest. Mało tego, zachęca się osoby do publikowania doktoratu już obronionego, zrobiło to wiele osób, z których dysertacji korzystałem z wydawnictw zachodnich i zrobiłem to ja (CeDeWu, Wartość... Warszawa 2004). I niestety książka dorobiła się kilkudziesięciu znanych mi cytowań (bez autocytowań) w tym z bazy WoS. O to jest pytanie w par. 4 oceny dorobku habilitanta, Indeks H oraz cytowania. WIadomo, że te miary rosną z opóźnieniem i intencją tego pytania jest sprawdzić czy dorobek z poprzednich etapów był coś wart.
          Natomiast chyba nikt rozsądny nie da czegoś co służyło do nadania stopnia doktora jako publikacji mającej być podstawą nadania habilitacji - wszak każdy z branży zna habilitanta na wylot i doskonale wie o czym pisał i mówił jeszcze przed obroną doktoratu i doskonale wie o czym pisał i mówił po obronie doktoratu i przed habilitacją. A jeśli nie jest znany w środowisku - to przecież jego osiągnięcia nie starczą na habilitację. W zeszłym roku miałem wypadek samochodowy i operację kręgosłupa w wyniku której odzyskałem władzę w nogach (wcześniej wózek). Na pierwszych konferencjach na jakich już się pojawiłem, profesorowie, doktorzy habilitowani, starsi w branży doktorzy, doskonale byli zorientowani w mojej osobistej i sytuacji zdrowotnej i rodzinnej - choć wcale nie jestem jakąś socjalną bestią towarzyską. Ludzie wszystko wiedzą o aktywnych naukowo doktorach - nic się nie ukryje. W zasadzie nawet można by sobie darować kwitologię i rozesłać smsa: Xsiński chce hab - za: sms na ****, przeciw: sms na &&&&, termin głosowania do środy, w czwartek wręczenie dyplomu.

          Ad1 - "Uczciwe?" - pytanie bez sensu - w przyrodzie zjawisko które opisałeś nie występuje.

          Ad2. Już po pierwszych linijkach wniosku grantowego recenzent wie, czy dać grant i jedynie szuka uzasadnienia dla swojej decyzji. Wie, że Y-kowski z tym tematem sobie nie poradzi, a B-towska nie.
          Poza tym nikt rozsądny starej wznawianej pracy nie poda w zestawieniu "nowych" publikacji - po co, przecież wnioskujący o grant to ludzie aktywni, mający świeży dorobek. Teraz 30 września składałem wniosek i choć horyzont był wydłużony do 10 lat - z 5 lat - uznałem, że niepotrzebnie, bo i tak chwaliłem się 0-1-2-3 letnimi. Oceniając grant - recenzent znający literaturę doskonale wie, czy jest to odświeżany kotlet.
          Np. książka pewnej pary autorskiej, wyszła w 1997 a potem po 2005. Ten sam tytuł, ta sama grubość, te same tytuły rozdziałów, inna książka - skąd wiem? Bo czytałem, wszystko zmienione. Problematyka ta sama ale inna odpowiedź na te same pytania. Dojrzalsza o 10 lat. Ignorant będzie chciał odstawiania teatrzyka z niepotrzebną zmianą tytułu (po co, skoro tytuł ma najlepiej pasować do treści i przypadkowo identyczny tytuł jak ten sprzed 10 lat jest idealny?) kosmetyczną zmianą tytułów i porządku rozdziałów (znowu po co? skoro nie ma uzasadnienia merytorycznego).

          AD3. Na to jest paragraf, ale to nie nazywa się popularyzacja lecz inaczej. I nie nazywa się to autoplagiat - bo ten z definicji nie istnieje. Oczywiste, że jeśli rektor pyta o nowe prace - to należy mu podać informacje o nowych pracach. U nas przez kilka lat, było przy nagrodzie rektora np. 10 pkt. za artykuł oryginalny a za wznowienie i wersje popularyzatorskie 50% wartości punktowej. Ostatni raz było to za 2008 rok. Możesz wejść do archiwum aktów prawnych uniwersytetu i sobie sprawdzić.

          Ad po raz kolejny] Żadna redakcja nie jest właścicielem praw, których nie nabyła. Podobnie w polskim prawie paser nie jest też właścicielem kradzionych rzeczy które skupił od dzierżyciela rzeczy ale nie właściciela rzeczy - tak też jest z różnymi wydawnictwami, które niby otrzymują prawa autorskie od niby władającego nimi, autora z uczelni która jest właścicielem sfinansowanych z uczelnianego budżetu badań.
          Zachęcam do licencjonowania swoich praw. Wywołuje to też prawo do 50% KUP, a nie pozbawia autora jego własności lub jego współwłasności. Między innymi dlatego licencjonuję - bo część własności jest mojej uczelni.

          A co do zasady, artykuły publikuję tam, gdzie to wydawnictwo płaci mi (czasem niedużo, jak SGH, zapłaciło: 200zł za artykuł), a nie ja wydawnictwu, czasami zgadzam się, że wydawnictwo mi nie płaci ale w zamian nic poza bezumowną licencją na artykuł nie otrzymuje.
          W ogóle unikam podpisywania umów jeśli nie idą za tym pieniądze w moim kierunku - bo po co tracić czas na podpisywanie czegoś. Podobnie nie biorę udział w konferencjach dla praktyków gdzie mi nie płacą. Różne firmy konferencyjne zapraszają i chcą wystąpień w zamian za "prestiż", "reklamę" - co to za reklama pochwalić się, jest się jeleniem pracującym za darmo? Nawet jako co dopiero wykluty doktor - oczekiwałem nie dużych - ale jednak przepływów w moją stronę. Jako finansista jestem zobowiązany do uczciwości względem pewnych sztywnych zasad a jedną z tych zasad jest to, że jak nie dają, to nie idź, jak chcą zabrać - to uciekaj.
          • donnajohnson Re: przypomnisz - ale nie ma czego 08.10.11, 07:31
            hugow napisał:

            > Ad1 - "Uczciwe?" - pytanie bez sensu - w przyrodzie zjawisko które opisałeś nie
            > występuje.


            >Jako finansista jestem zobowiązany do uczciwości względem pewnych sztywnych zasad a jedną z tych zasad jest to, że jak nie dają, to nie idź, jak chcą zabrać - to ucieka
            > j.
            >

            Oj brniesz kolego. Juz w bagnie po uszy jestes.
            • hugow Re: przypomnisz - ale nie ma czego 08.10.11, 21:55
              brak merytorycznego odniesienia z Twojej strony wystarczy a inwektywy z Twojej strony nie robią na mnie wrażenia, zwłaszcza, że za bagno uważam to czym się chlubisz lub namawiasz, oddawanie paserom intelektualnym tego co im się nie należy i maskowanie szkodliwości plagiatu.

              Co będzie następne?

              PROTOPLAGIAT? jako określenie na oryginalne dzieło, które splagiatowała ofiara protoplagiatora?

              PROTOPLAGIATOR? jako określenie na autora oryginalnego dzieła, który prowokacyjnie napisał coś nowego i ciekawego zastawiając tym sidła na niewinnego plagiatora który nie mógł się powstrzymać i z zachwytu przepisał i podpisał jako swoje?

              Jak już wyraziłem się w poprzednich postach bardzo nisko jako etycznie wadliwe - oceniam rozumowanie osób, używających terminu "autoplagiat" - Po pierwsze dlatego, że dzielę ich na dwie grupy, po pierwsze w pierwszej ich grupie doszukuję się w tym ich zachowaniu strachu przed ujawnieniem ich własnego plagiatu dokonanego na mało spopularyzowanym dziele, które w wyniku promowania popularyzacji prawdziwy autor kiedyś odświeży i wyda ponownie i ... wyjdzie na jaw plagiat - prawdziwy plagiat - prawdziwego plagiatora - złodzieja czyichś idei podpisanych danymi plagiatora. Po drugie w drugiej ich grupie widzę pożytecznych idiotów powtarzających bezmyślnie głupie tezy za wyrachowanymi plagiatorami z pierwszej grupy.
              • donnajohnson Re: przypomnisz - ale nie ma czego 09.10.11, 07:35
                hugow napisał:
                Po drugie w drugiej ich grupie widzę pożytecznych idiotów p
                > owtarzających bezmyślnie głupie tezy za wyrachowanymi plagiatorami z pierwszej
                > grupy.

                Ja natomiast oszustow nazywam oszustami, a osoby promujace oszustwo osobami promujacymi oszustwo.
                Czy robia one to z pobudek niskich czy tez zostaly do tego sklonione przez kogos innego (np. jakiegos niezbyt rozzumengo profesora oszusta) bo sa pozytecznymi idiotami to nie moja sprawa.
                • hugow to miło, że już zmieniłeś zdanie 14.10.11, 00:57
                  oszustów trzeba tępić - plagiatorów
                  a nie kryć

                  Reference
                  No reference to the Journal of Business Economics and Management indicates that this journal might not be the most natural or suitable outlet for your research.
                  • donnajohnson Re: to miło, że już zmieniłeś zdanie 14.10.11, 10:25
                    hugow napisał:

                    > oszustów trzeba tępić - plagiatorów
                    > a nie kryć
                    >

                    Proponujesz wiec samoukrzyzowanie???
                    Hugow mam dla cieie propozycje.
                    Mowisz ze nie mozna ukrasc tego co twoje???
                    Hmm.
                    Wez swoje 100 zl. powiel je na odpwiednim sprzecie idz zaplac do sklepu i jak cie zlapia to na policji powiesz ze nic nie ukradles tylko popularyzowales swoje 100 zlotowki bo takie ladne sa.
                    • hugow Re: to miło, że już zmieniłeś zdanie 14.10.11, 23:27
                      100 złotowe banknoty są biletami NBP - nie należą do dzierżyciela. Do dzierżyciela należy jedynie wartość nimi legitymowana. Skserowanie banknotu to tak jak skserowanie artykułu. Cóz to daje?
                      Podobnie karty kredytowe - są własnością banku.
                      Natomiast wartość inkorporowaną w 100 złotówkach regularnie powielam przez inwestycje, może z wyjątkiem czasu na rozrywkę (jak czytanie i pisanie na forum).

                      Twój przykład pokazuje, że nie rozumiesz czym jest popularyzacja.

                      Wynalazłem metodę, którą po habilitacji zamierzam rozwinąć w szkołę naukową. Wszystkie artykuły lub prawie wszystkie, pisane przez autora szkoły i jego doktorantów, habilitantów, popularyzują wartość schowaną w tym właśnie pomyśle - to tak jak powielanie kapitału ukrytego w 100 złotowych banknotach a nie małpie kserowanie podobizn banknotów.
                      Wszystkie szkoły naukowe jakie znam, wszystkie publikacje mają "na jedno kopyto", to jest popularyzacja. I choćby wszystkie wyrazy były inne w dwóch artykułach z tej samej szkoły naukowej - to są te same treści, ta sama idea, popularyzacja, nie plagiat.
                      • donnajohnson Re: to miło, że już zmieniłeś zdanie 15.10.11, 08:03
                        hugow napisał:

                        > Twój przykład pokazuje, że nie rozumiesz czym jest popularyzacja.

                        Oj rzeczywiscie nikt z nas nie rozumie i co wiecej nie popiera tej twojej :popularyzacji" :>>>>>

                        > Wynalazłem metodę, którą po habilitacji zamierzam rozwinąć w szkołę naukową. Ws
                        > zystkie artykuły lub prawie wszystkie, pisane przez autora szkoły i jego doktor
                        > antów, habilitantów, popularyzują wartość schowaną w tym właśnie pomyśle - to t
                        > ak jak powielanie kapitału ukrytego w 100 złotowych banknotach a nie małpie kse
                        > rowanie podobizn banknotów.
                        > Wszystkie szkoły naukowe jakie znam, wszystkie publikacje mają "na jedno kopyto
                        > ", to jest popularyzacja. I choćby wszystkie wyrazy były inne w dwóch artykułac
                        > h z tej samej szkoły naukowej - to są te same treści, ta sama idea, popularyzac
                        > ja, nie plagiat.

                        Tak sie wlasnie zastanawiam o co hugow bije piane z tymi "copyright". Komu tak naprawde przeszkadza przekazanie wydawnictwu praw do artykulu ???? Podkreslam do artykulu a nie praw do odkrycia (bo te mozna opatentowac). Otoz przeszkadza to tylko i wylacznie autorowi artykulu powielac go x razy. I po to te copyright sie podpisuje.
                      • donnajohnson Re: to miło, że już zmieniłeś zdanie 15.10.11, 08:22
                        hugow napisał:

                        > Wynalazłem metodę, którą po habilitacji zamierzam rozwinąć w szkołę naukową. Ws
                        > zystkie artykuły lub prawie wszystkie, pisane przez autora szkoły i jego doktor
                        > antów, habilitantów, popularyzują wartość schowaną w tym właśnie pomyśle - to t
                        > ak jak powielanie kapitału ukrytego w 100 złotowych banknotach a nie małpie kse
                        > rowanie podobizn banknotów.

                        No to chyba teraz wszystko jasne tak?
                        Zysk panie dziejku, zysk.
        • hugow "popularyzacja" czyli rozmnażanie :-) 08.10.11, 02:27
          @donnajohnson
          Twój błąd polega na tym, że twierdzisz, że małżeństwa są złe i należy zakazać małżeństw, ponieważ, z małżeństw czasami rodzą się dzieci a z niektórych dzieci rosną przestępcy.

          Za daleko się zapędzasz - czyniąc więcej szkody niż pożytku taką nieprzemyślaną propagandą.
          • donnajohnson Re: "popularyzacja" czyli rozmnażanie :-) 08.10.11, 07:29
            hugow napisał:

            > @donnajohnson
            > Twój błąd polega na tym, że twierdzisz, że małżeństwa są złe i należy zakazać m
            > ałżeństw, ponieważ, z małżeństw czasami rodzą się dzieci a z niektórych dzieci
            > rosną przestępcy.
            >
            > Za daleko się zapędzasz - czyniąc więcej szkody niż pożytku taką nieprzemyślaną
            > propagandą.

            Argument zupelnie bez sensu bowiem to wlasnie dzieki wymianie DNA (pomiedzy malzonkami) powstaje cos nowego. Czego niestety nie mozna powiedziec o tobie. Twoim potomstwem sa klony - cos co w przyrodzie w sposob naturalny nie wystepuje (nawet blizniaki jednojaowe roznia sie fenotypowo - przyklad Jarka i Leszka chociazby).

            Do przyrody to ty sie lepiej nie mieszaj bo wychodzi ci to bokiem.
            I pomyl zanim cos napiszesz i sie kolejny raz skompromitujesz.
            • hugow "popularyzacja" czyli rozmnażanie :-) 08.10.11, 21:45
              Argument jak najbardziej sensowny.
              Ale skoro nie zrozumiałeś - podsumuję.
              Twoje rzekomo negatywne przykłady nie odnoszą się do zjawiska popularyzacji dorobku a do dyskusyjnych metod raportowania przez niektórych autorów. Mało tego nie wszystkie te dyskusyjne metody są naganne - bo jak się okazało, dopisywanie kierownika do artykułu, którego nie pisał, choć w ekonomii jest skandaliczne i niedopuszczalne - to w innych dziedzinach jest praktykowane i nawet jest to zwyczaj z zasadami dopisywania.

              Wpis:
              forum.gazeta.pl/forum/w,87574,129584322,129584322,nie_tylko_ja_.html
              z wypowiedzią Anglika - uświadomił mi, że faktycznie, to co nie po angielsku, nie było publikowane wcale - z punktu widzenia anglojęzycznego odbiorcy. To co nie po rosyjsku, nie było publikowane wcale - z punktu widzenia rosyjskojęzycznego odbiorcy. Należy poszerzać krąg odbiorców ponieważ publikowanie należy do obowiązków odkrywcy.
              Natomiast tytułowe oddawanie praw autorskich któremu się sprzeciwia Princeton University - i wielu uznanych fachowców - jest sprzeniewierzeniem się obowiązkom odkrywcy. Nie chowa się zapalonej świecy pod łóżko a stawia na stole.
              • donnajohnson Re: "popularyzacja" czyli rozmnażanie :-) 09.10.11, 07:38
                hugow napisał:

                > Argument jak najbardziej sensowny.
                > Ale skoro nie zrozumiałeś - podsumuję.
                > Twoje rzekomo negatywne przykłady nie odnoszą się do zjawiska popularyzacji dor
                > obku a do dyskusyjnych metod raportowania przez niektórych autorów. Mało tego n
                > ie wszystkie te dyskusyjne metody są naganne - bo jak się okazało, dopisywanie
                > kierownika do artykułu, którego nie pisał, choć w ekonomii jest skandaliczne i
                > niedopuszczalne - to w innych dziedzinach jest praktykowane i nawet jest to zwy
                > czaj z zasadami dopisywania.

                Niemal wszyscy na tym 4um usiluja ci wbic glowy, ze do popularyzacji dorobku sluza inne sposoby.
                Argumety i porownania jakich uzywasz sa fatalne i niedorzeczne.
                • whiteskies Re: "popularyzacja" czyli rozmnażanie :-) 14.10.11, 09:55
                  donnajohnson napisała:


                  > Argumety i porownania jakich uzywasz sa fatalne i niedorzeczne.
                  >
                  Przyłączę się do tego zdania i je rozwinę.
                  Twoje argumenty przypominają mi modne do niedawna sposoby działania na rynku przez mnożenie finansowych instrumentów pochodnych, za które to "osiągnięcia" inżynierii finansowej" płacimy wszyscy duża cenę. Sztuczne (udawane) mnożenie wartości intelektualnej prowadzi w perspektywie niestety do zniszczenia tej wartości, czego doświadczamy na co dzień, i działa podobnie jak sztuczne (udawane) mnożenie wartości materialnej.
                  • hugow inżynieria finansowa 14.10.11, 23:37
                    Niestety nie masz racji na rynku nic nie ubyło od tych instrumentów.

                    To tak jak z krukiem, serem i lisem.

                    Kruk miał w dziobie ser. Lis chciał ten ser. Powiedział więc: ale śliczny ptak, taki piękny ptak, z pewnością również pięknie śpiewa. Kruk zaśpiewał, tj. zakrakał. Ser został złapany przez lisa.
                    Ser nie zniknął, a jedynie zmienił właściciela. Gra o sumie zerowej.

                    Mało tego - ser zmienił właściciela z gorszego na lepszego. Więc doszło do pomnożenia potencjalnej wartości. I tak się stało z instrumentami finansowymi - kłopoty mają przygłupy, które jajęły długą pozycję wtedy gdy należało nie zajmował długiej pozycji i dobrze że stracili pieniądze - nie potrzebowali ich skoro nie umieją nimi zarządzać. Najlepiej jeśli zbankrutują.

                    Bankructwo to bardzo pozytywne zjawisko - gorzej zarządzający przestają zarządzać a aktywa trafiają do lepiej zarządzających. Aktywa nie znikają w wyniku bankructwa. Maszyny się nie rozpadają w wyniku tego, że zły prezes przestaje być prezesem.
                    • whiteskies Re: inżynieria finansowa 15.10.11, 22:37
                      Przecież nie piszę że na rynku ubylo. Problem w tym ze przybyło na niby wartości, a większość była przekonana ze przybyło naprawdę....
    • whiteskies Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 07.10.11, 12:14
      U mnie na UW jest wszystko całkiem dobrze uregulowane na podstawie uchwały Senatu:
      www.uott.uw.edu.pl/index.php?option=content&task=view&id=416
      W skrocie:
      mam osobiste prawo copyright i mam prawo publikacji gdzie chce pod warunkiem podania afiliacji. Odpowiedni aneks do umowy o prace podpisywaliśmy jakiś czas temu.
      Co do open access: staram sie tak publikowac jak moge, czesc publikacji (American Meteorolgical Society) jest "pol open access" - w pelni dostepne za darmo po 4 latach.
      W tej chwili bardzo wielu wydawcow, za spora oplata ( Elsevier , Springer, American Geophysical Union) daje opcje publikacji open access w sieci w czasopismach - po prostu za darmo dla wszystkich dostepne sa artykuly za ktore zaplacisz (spra kwote).
    • hugow odszczekuję 17.02.12, 12:44
      Mam prośbę do kogoś, kto obsługuje to forum, aby usunąć wszelkie wpisy sygnowane logo hugow które mogłyby być odniesione do osób za które nieprawnie się podawałem/podszywałem prezentując specjalnie kontrowersyjne treści aby w sposób mocniej wpływać i prowokować. Przepraszam za ten szczeniacki wygłup.

      --
      konto zamkniete
      uzytkownik HuGoW podszywal sie / podawal sie na forum za osobe / osoby, ktore obecnie przeprasza - koniec szczeniackich wyglupow, jeszcze raz przepraszam
      --

      uzytkownik HuGoW podszywal sie / podawal sie na forum za osobe / osoby, ktore obecnie przeprasza - koniec szczeniackich wyglupow, jeszcze raz przepraszam
      • donnajohnson Re: odszczekuję 17.02.12, 12:49
        hugow napisał:

        > Mam prośbę do kogoś, kto obsługuje to forum, aby usunąć wszelkie wpisy sygnowan
        > e logo hugow które mogłyby być odniesione do osób za które nieprawnie się podaw
        > ałem/podszywałem prezentując specjalnie kontrowersyjne treści aby w sposób mocn
        > iej wpływać i prowokować. Przepraszam za ten szczeniacki wygłup.
        >
        > --
        > konto zamkniete
        > uzytkownik HuGoW podszywal sie / podawal sie na forum za osobe / osoby, ktore o
        > becnie przeprasza - koniec szczeniackich wyglupow, jeszcze raz przepraszam
        > --
        >
        > uzytkownik HuGoW podszywal sie / podawal sie na forum za osobe / osoby, ktore o
        > becnie przeprasza - koniec szczeniackich wyglupow, jeszcze raz przepraszam



        W T F???
        • adept44_ltd Re: odszczekuję 17.02.12, 12:54
          w skrócie - albo hugow podawał się za kogoś, albo ten ktoś stracił ochotę bycia użytkownikiem hugow...
          • hugow jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 16:59
            są ludzie, których się lubi, ale są też tacy, których się nie lubi a wręcz nienawidzi, zwłaszcza, gdy się przebywa w tym samym obszarze, korzysta z tych samych kubków, tego samego wifi, tego samego piętra w hotelu w czasie konferencji, a ten znienawidzony jest chwalony, dawany jako wzór a Tobie się nie udaje nadążać za znienawidzonym. Najpierw znienawidzony był Twoim studentem, a potem nagle stał się "kolegą" i Ciebie wciąż zawstydza. Nie da się tego unieść.
            Jak znienawidzonemu zniszczyć życie lub trochę poprzeszkadzać?
            Najpierw krytyczne niezobowiązujące uwagi na korytarzu, potem równolegle anonimowe ankiety - zwłaszcza, że system jest taki, że studenci u nas wrzucają je do skrzynki przy dziekanacie - bez kontroli kto wrzuca. Wystarczy 5-10 sztuk semestralnie z jak największą liczbą detali - a te są dostępne dla kogoś z tego samego wydziału. Potem anonimy do członków różnych komisji oraz donosy telefoniczne - bez przedstawiania się - do przełożonych.
            Któregoś dnia, w czasie dyżuru, widzisz włączony laptop a znienawidzony właściciel odszedł, uruchamiasz program do odzyskiwania haseł, widzisz login hugow używany wcześniej na gazeta.pl a teraz bezrobotny od dłuższego czasu - czas go "wskrzesić". Wszystkie wpisy z doktorat-nauka-uczelnia można wziąć jako przykład wskrzeszenia, jeśli się nie mylę.
            Szok jak łatwo przeżywa się gdy widać w upublicznionej recenzji niemal żywcem przepisane cyaty z własnego anonima ...
            Skuteczność tego przeraziła nawet kogoś kto zamierzał szkodzić jak najwięcej - dlatego koniec zabawy. Przeprosiny się należą - choć sam tego chciałem. Skuteczność działań, które w normalnych warunkach powinny być zignorowane jako niemiarodajne a stały się częścią działającego i zaabsorbowanego rzeczywistego świata.
            • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 17:16
              ale co, że habilitację hugowa uwalili, bo wyczytali jego brednie na forum??? hm...
              • donnajohnson jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 17:22
                adept44_ltd napisał:

                > ale co, że habilitację hugowa uwalili, bo wyczytali jego brednie na forum??? hm
                > ...

                Eeeee tam ja tego nie kupuje ^^
                Natomiast szokuje mnie stawianie znaku rownosci pomiedzy podzszywaniem sie pod kogos i szczeniackim wybrykiem.
                jak dla mnie kradziez tozsamosci to przestepstwo.
                Gdyby bylo inaczej to phisingh noznaby bylo uznac za zabawe.
                • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 17:33
                  ja na pewno nie kupuję historii z recenzentami, ale nie kupuję też historii z podszywaniem się... trzeba by mieć niezłe samozaparcie w bredzeniu...
                  • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 17:37
                    E tam. Wszyscy dawno temu mowili hugow, ze z taka filozofia bedzie mial duze problemy z habilitacja. Bardzo watpie, by recenzenci czerpali insiracje z forum.
                    • ling-stos jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 01:00
                      no, i nawet fetyszyzacja indeksu H, konkursy dla studentow w poszukiwaniu cytowan czy wlasna notka w Wikipedii tego nie zmienily... habilitacja uwalona....
                      • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 01:29
                        ale użytkownik h jest przekonany, że recenzenci są takimi debilami, że sami nie zauważyli pewnych kwestii, tylko wyczytali je na forum...; chyba jednak jesteśmy demonizowani...
                      • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 01:51
                        Proponuje zlosliwosci pod adresem uzytkownika h zostawic dla siebie. Wprawdzie filozofia gloszona przez uzytkownika h na tym forum zapowiadala nieszczescie juz od jakiegos czasu, to jednak procedura nowego trybu jest tak kiepska, ze niedlugo moga zaczac padac calkiem sensowne habilitacje, zwlaszcza w humanistyce. Wcale tu nie bronie starego trybu. Nowy tryb tylko wyostrza wszystkie absurdy starego trybu do karykaturalnych rozmiarow.
                        • proon jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 07:52
                          nie do końca rozumiem kwestię: "niedlugo moga zaczac padac calkiem sensowne habilitacje, zwlaszcza w humanistyce" oraz "Nowy tryb tylko wyostrza wszystkie absurdy starego trybu do karykaturalnych rozmiarow"; przecież likwidacja kolokwium i wykładu; możliwość przeprowadzenia procedury przed inną niż własna radą, zmiana sposobu powoływania i ilości recenzentów oraz oddanie decyzji de facto w ręce CK nie powinny stanowić istotnej bariery dla humanisty, który ma dorobek na odpowiednim poziomie; oczywiście ocena dorobku nie polega, przy habilitacji, na policzeniu IH IF itp lecz polega na analizie, wykonanej przez specjalistów z danej dyscypliny, wkładu do nauki habilitanta uwidocznionego w jego publikacjach, a zwłaszcza w książce habilitacyjnej; w tej sprawie chyba zmian nie ma?
                          • dala.tata jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 10:18
                            oj jak ja bym chcial zobaczyc analizy wkladu.

                            proon napisał:

                            > odpowiednim poziomie; oczywiście ocena dorobku nie polega, przy habilitacji, na
                            > policzeniu IH IF itp lecz polega na analizie, wykonanej przez specjalistów z d
                            > anej dyscypliny, wkładu do nauki habilitanta uwidocznionego w jego publikacjach
                            > , a zwłaszcza w książce habilitacyjnej; w tej sprawie chyba zmian nie ma?
                            • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 10:40
                              dala.tata napisał:

                              > oj jak ja bym chcial zobaczyc analizy wkladu.

                              Chyba jedna byla odczytywana w twojej obecnosci: Wklad do habilitanta do nauki jest zaden, poniewaz nasi wybitni specjalisci juz dawno o tym wszystkim pisali, a on tych naszych czcigodnych pterozaurow nawet nie cytuje. A poza tym i tak ma wszystko we wspolautorstwie, wiec to sie nie liczy.
                              • dala.tata jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 12:21
                                cos w tym rodzaju.

                                tak czy owak, idea, ze 'analizuje sie' wklad habilitanta w nauke, wywoluje we mnie jedynie wesolosc....

                                charioteer1 napisał:

                                > Chyba jedna byla odczytywana w twojej obecnosci: Wklad do habilitanta do nauki
                                > jest zaden, poniewaz nasi wybitni specjalisci juz dawno o tym wszystkim pisali,
                                > a on tych naszych czcigodnych pterozaurow nawet nie cytuje. A poza tym i tak m
                                > a wszystko we wspolautorstwie, wiec to sie nie liczy.
                                >
                                >
                                • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 12:40
                                  ano wlasnie
                        • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 09:01
                          1. nie wypowiadałem złośliwości związanych z habilitacją, tylko z mocno, hm jak to nazwać, ekscentrycznym? pomysłem, że padła pod wpływem forum...
                          2. wiadomo z zamieszczonych na stronie CK recenzji (obecnie już, zdaje się, ukrytych),
                          3. co do wpływu wypowiedzi na forum... użytkownik h. zakłada, że jeśli my wypunktowaliśmy bzdury, które tu głosił, a recenzenci dostrzegli te bzdury w jego praktyce, to zapewne recenzenci zasugerowali się tym, co tu pisaliśmy... nie skomentuję tego po raz drugi...
                          4. co do przekonania chario o zgubnym wpływie nowego systemu - nie rozumiem na podstawie czego wyciągasz te wnioski???
                          • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 09:57
                            Alez ja ciebie o nic nie oskarzam. No chyba, ze masz dwa nicki...

                            Widzisz, ja zupelnie nie wiem, co sadzic po tych recenzjach poza tym, ze wszystkie koncza sie wiadoma konkluzja. Z tych recenzji dowiadujemy sie, ze:
                            a. kolega ma duzo publikacji,
                            b. ma duzo publikacji popularnonaukowych,
                            c. recenzenci udowadniaja, ze publikacje maja charakter popularnonaukowy na podstawie tego, co ksiazki maja na okladkach, wiec je widzieli na oczy,
                            d. brak innych uwag co do meritum tych publikacji,
                            e. brak informacji o tym, czy kolega posiada inne publikacje o charakterze naukowym.
                            Tyle z tych recenzji pamietam. To wszystko razem wziete, oraz fakt, ze w kilku recenzjach recenzenci dyskutuja ze stwierdzeniami z autoreferatu ("habilitant podaje w autoreferacie, ze jest to wybitne osiagniecie naukowe, a ja sie z tym nie zgadzam"), jak rowniez nabyta inna droga wiedza, ze recenzenci CK czesto nie potrafia ocenic wkladu habilitanta, poniewaz reprezentuja zupelnie inna specjalnosc w ramach tej samej dyscypliny, stanowiloby dla mnie osobiscie wazna przeslanke, by nie glosowac przeciw nadaniu stopnia w takiej sytuacji. To nie oznacza, oczywiscie, ze uwazam, ze habilitacja sie w tym przypadku nalezy.
                            • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 11:15
                              może posiadam, ale nic na ten temat nie wiem :)

                              no tak, ale ja zrozumiałem, że masz zastrzeżenia do procedury... tak to wynikało z twojej wypowiedzi; co do reszty - to w tej dyscyplinie chyba nie ma kłopotów z odpowiednimi recenzentami.
                              • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 11:38
                                Tryb wylaniania recenzentow jest elementem procedury.

                                Drugi powazny mankament procedury to brak operacjonalizacji "wybitnego wkladu", wiec kazdy recenzent sobie to operacjonalizuje po swojemu. W zwiazku z tym mamy w przewodach takie przykladowe operacjonalizacje:

                                - ja nic z tego nie rozumiem, wiec to nie moze byc wybitne,
                                - nie dowiedzialem sie z tego niczego, co w jakikolwiek sposob byloby dla mnie przydatne, wiec to nie jest wybitne,
                                - habilitant odkryl przede mna cala nowa dziedzine wiedzy, o ktorej do tej pory nie mialem pojecia, wiec praca jest wybitna.

                                Przyklady z autentycznych przewodow.

                                W nowym trybie moze dojsc operacjonalizacja:

                                - nigdy wczesniej o tych pracach nie slyszalem, wiec nie moga byc wybitne.



                                Adept, w mojej dziedzinie tez nie brakuje recenzentow, tyle ze po prostu nie sa powolywani. Powoluje sie innych. Znajomy profesor w pewnym momencie zaslynal seria odmow. Wcale sie tym odmowom nie dziwie, poniewaz prace, ktore mu przydzielono do recenzowania, nie mialy nic wspolnego z jego specjalnoscia. Rownolegle zas toczyly sie przewody w jego dziedzinie, w ktorych nie zostal powolany.
                                • pfg jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 12:24
                                  charioteer1 napisał:

                                  > - nie dowiedzialem sie z tego niczego, co w jakikolwiek sposob byloby dla mnie
                                  > przydatne, wiec to nie jest wybitne,

                                  Seems legit.
                                  • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 12:39
                                    W znaczeniu legitimate? Only on the surface.
                            • pfg jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 12:49
                              charioteer1 napisał:

                              > nabyta inna droga wiedza, ze recenzenci CK czesto nie
                              > potrafia ocenic wkladu habilitanta, poniewaz reprezentuja zupelnie inna specja
                              > lnosc w ramach tej samej dyscypliny, stanowiloby dla mnie osobiscie wazna przes
                              > lanke, by nie glosowac przeciw nadaniu stopnia w takiej sytuacji.

                              Zdajesz sobie sprawę, że to rozumowanie można łatwo odwrócić: Jeśli recenzenci wyznaczeni przez CK wnioskują za przyznaniem habilitacji, stanowiłoby to ważna przesłankę, by nie głosować za nadaniem stopnia w takiej sytuacji.

                              Innymi słowy, nie popadajmy w paranoję.
                              • charioteer1 jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 12:56
                                pfg napisał:

                                > Zdajesz sobie sprawę, że to rozumowanie można łatwo odwrócić: Jeśli recenzenci
                                > wyznaczeni przez CK wnioskują za przyznaniem habilitacji, stanowiłoby to waż
                                > na przesłankę, by nie głosować za nadaniem stopnia w takiej sytuacji
                                .

                                W zupelnosci, i szczerze powiem, ze pare razy juz mi reka zadrzala w roznych glosowaniach.
                        • ling-stos jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 10:08
                          fakt, drobna zlosliwosc, ktorej nie moglem sobie odmowic obserwujac bicie piany wokol siebie przez "uzytkownika h". zwlaszcza spodobala mi sie nota biograficzna w Wikipedii, oczywiscie nie tylko polskiej, ale rowniez angielskiej, bulgarskiej, litewskiej, słowackiej i chińskiej...
                          moze wszyscy powinnismy dawac takie konkursy studentom, kto napisze ladniejsza notke do Wikipedii o nas?
                          • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 11:19
                            no co chcesz, bardzo skromna biografia, dwuzdaniowa...
                            • ling-stos jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 17:52
                              spoko, zwlaszcza "He is a professor of finance" brzmi lekko profetycznie...
                      • proon jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 07:42
                        ale skąd wiadomo, że habilitacja kogoś, kto tu pisał jako hugow lub kogoś, pod kogo ktoś się podszywał została uwalona?? czy sugestia, że w recenzji habilitacji pojawiły się fragmenty wpisów z forum jest prawdziwa?? jak ktoś coś wie to proszę się tą wiedza podzielić;
                        • pfg jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 09:26
                          Recenzje były na stronach SGH. Teraz już nie są dostępne, a ściślej, dostęp do nich wymaga zalogowania, czyli posiadania konta na SGH. Recenzenci dość zgodnie - i zapewne niezależnie od siebie - uznali, że "popularyzacja", rozumiana jako publikowanie tego samego więcej niż jeden raz, nie może być substytutem dorobku naukowego. To, że uczestnicy tego forum wyrażali podobne opinie, świadczy tylko o tym, że tak tutejsi dyskutanci, jak i recenzenci podobnie rozumieją pojęcie dorobku naukowego - i o niczym więcej.
                          • donnajohnson jeszcze inaczej Re: odszczekuję 20.02.12, 09:33
                            Zwracam uwage na date w ostatniej z rubryk
                  • donnajohnson jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 17:37
                    adept44_ltd napisał:

                    > ja na pewno nie kupuję historii z recenzentami, ale nie kupuję też historii z p
                    > odszywaniem się... trzeba by mieć niezłe samozaparcie w bredzeniu...

                    No wiec wlasnie .... :DDDD

                    A tak na marginesie czy taka deklaracja uzytkownika (ze ukradl czyjas tozsamosc) nie naklada na (i tu nie wiem na kogo) wlasciciela forum/moderatora obowiazku zawiadaomienia odpowiednich organow scigania o mozliwosci popelnienia przestepstwa???
                    • adept44_ltd jeszcze inaczej Re: odszczekuję 19.02.12, 17:48
                      obawiam się, że nakłada, więc niech się użytkownik hugow zdecyduje...
    • dr_pitcher Re: Copyright artykułów (za ekulczycki.pl) 17.02.12, 15:28
      Jest roznica pomiedzy "copyright" a IP.
      Copyright dotyczy konkretnego materialu opublikowanego w czasopismie. WYdawca jednakoz nie jest wlascicielem IP (albo danych). Te zostaja przy instytucji delikwenta albo przy delikwencie (zalezy od szczegolowych umow).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka