Dodaj do ulubionych

anegdoty studenckie

03.08.12, 14:44
zmęczony dyskusją o PK proponuję lżejszy temat (może Państwa to zainteresuje) o interesujących wypowiedziach młodych adeptów wiedzy.
Kolega odpytuje delikwenta na konsultacjach, człowiek męczy się i ewidentnie nic nie wie, zdesperowany kolega zadaje w jego mniemaniu proste pytanie: "Drogi Panie, z czym się Panu kojarzy słowo liberalizm"?. Młodzieniec (20 lat) skrobie się po czole, postękuje, rzuca klasyczną formułkę ("jeszcze dziś się tego uczyłem") po czym wypala: "Niestety nie wiem, będę kombinował". Kolega wznosi oczy do nieba i mówi "Niech Pan kombinuje". Po minucie student wypala: "Nie wiem, czym jest liberalizm, ale interesuję się piłką nożną i tam jest pozycja libero, to taki obrońca, który trzyma wszystko w garści, wnioskuje więc, że liberalizm to koncepcja, która głosi, że musi być jeden władca, który będzie wszystkim rządził i wszystko kontrolował"...
Koniec, kurtyna, fanfary i oczywiście dwójka zaliczona...
Obserwuj wątek
    • rudamaruda1949 wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm 03.08.12, 15:18
      Zupełnie niesłusznie otrzymał niedostateczną, credo przewodnie liberałów: wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm [Stefan Kisielewski]
      Za dobrą i prawidłową odpowiedź do tego uzyskaną w tak innowacyjny sposób - powinien otrzymać pozytywną a nawet dobrą ocenę. Chyba, że egzaminator to kretyn chcący bezmózgich kretynów produkować...
      • scibor3 Re: wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm 05.08.12, 14:19
        "wziąć
        > za mordę i wprowadzić liberalizm"

        Jakże bliski pogląd dala-tacie i gazecie wyborczej.
    • mn7 Re: anegdoty studenckie 03.08.12, 17:00
      Żarty żartami, ale to już jest utrata wspólnego języka. Nie chodzi mi o to, ze każde pokolenie ma np. swoje "kultowe filmy" itd. - to normalne. Zawsze jednak istniał pewien kod, do którego można się było spokojnie odwołać. Teraz już nie masz pewności, że gdy na wykładzie mówisz coś studentom zwykłym językiem o zwykłych sprawach, oni w ogóle rozumieją o co chodzi.
      • zybben Re: anegdoty studenckie 03.08.12, 17:09
        Jeśli przemianę pokoleń i ewolucję rzeczywistości pojmujesz tylko jako inne "kultowe filmy", to znaczy, że niczego nie zrozumiałeś z książek i życia. Swoją drogą ciekawe, czy znacie anegdotki o wykładowcach - zapewniam, że krąży ich nie mniej wśród studentów. I są równie śmieszne. A nawet bardziej, zważywszy na fakt, że różnica lat i poziomu wykształcenia jest jednak spora. Choć ja osobiście bym się jednak zastanawiał, czy w tym przypadku śmiać się, czy płakać.

        Jednego wszakże jestem pewien - takie anegdotki opowiadane sobie w zaciszu uczelnianych gabinetów o "głupich" studentach to wyjątkowo prymitywny sposób na dowartościowanie się. Dowartościowanie się ludzi, którzy zapewne tylko na tle swoich studentów (i to też niektórych) wypadają z widoczną różnicą.
        • mn7 Re: anegdoty studenckie 03.08.12, 17:12
          zybben napisał:

          > Jeśli przemianę pokoleń i ewolucję rzeczywistości pojmujesz tylko jako inne "ku
          > ltowe filmy"

          Jeśli tak zrozumiałeś moja wypowiedź, to niczego nie zrozumiałeś.

          > Jednego wszakże jestem pewien - takie anegdotki opowiadane sobie w zaciszu ucze
          > lnianych gabinetów o "głupich" studentach to wyjątkowo prymitywny sposób na dow
          > artościowanie się. Dowartościowanie się ludzi, którzy zapewne tylko na tle swoi
          > ch studentów (i to też niektórych) wypadają z widoczną różnicą.

          Mhm. Na przykład mają zasób słów na poziomie 2000-3000... I nie przeczytali żadnej książki w całości...

          • zybben Re: anegdoty studenckie 03.08.12, 17:23
            mn7 napisała:

            > Jeśli tak zrozumiałeś moja wypowiedź, to niczego nie zrozumiałeś.

            Dużej możliwości do popisów nie miałem. Zrozumiałem to, co napisałeś.

            > Mhm. Na przykład mają zasób słów na poziomie 2000-3000... I nie przeczytali żad
            > nej książki w całości...

            Masz jakieś dane na ten temat, czy tak sobie "strzelasz"?
            • mn7 Re: anegdoty studenckie 03.08.12, 17:27
              Takie słówko "egzemplifikacja" albo takie cóś jak "pars pro toto" słyszałeś? Szkoda, ze nie....

              Student, który nie ma absolutnie żadnych skojarzeń ze słowem "liberalizm" to norma? A może wymysł autora anegdotki?
              I co z tymi anegdotami o wykładowcach? Podziel się jakąś. Tylko może nie tą o "czytaniu z pożółkłych kartek", bo ją wszyscy znamy. A podworkowy zabiłby Cię śmiechem.
              • zybben Re: anegdoty studenckie 03.08.12, 17:51
                Najpierw czekam na dane potwierdzające, że studenci "mają zasób słów na poziomie 2000-3000... I nie przeczytali żadnej książki w całości...". No dalej, wykaż się umiejętnością korzystania z naukowych źródeł.

                I nie używaj słów, których nie znasz, a także wypowiadaj się w swoim imieniu. Nie sądzę, żeby "podwórkowy" identyfikował się z takim... (tu każdy sam sobie dopowie na podstawie choćby tego wątku).
              • flamengista te są ciekawsze 03.08.12, 20:34
                "I co z tymi anegdotami o wykładowcach? Podziel się jakąś."

                Moja ulubiona, ze studiów. Przychodzimy na 1 wykład do Prof. X. Wchodzi spóźniony o 10 minut i od progu zaczyna wykład słowami:
                "Jestem profesorem belwederskim i możecie mi wszyscy naskoczyć".

                Głęboka myśl:-D
                • zybben Re: te są ciekawsze 03.08.12, 21:50
                  Hehe, dobre :-))

                  Ja pamiętam takie ze swoich studiów (co ciekawe, obie usłyszane od profesorów):

                  ("podwórkowego" proszę o przeskoczenie dwóch linijek dalej)

                  "Profesor nadzwyczajny to jeszcze nie profesor, a już świnia".

                  Albo:

                  "Mijają się na korytarzu adiunkt z profesorem. Adiunkt obładowany książkami, ledwo idzie, a profesor podąża luzackim krokiem, ręce w kieszeniach etc. Adiunkt zagaduje pełen podziwu: panie profesorze, ja targam tyle książek na zajęcia, a pan to musi chyba wszystko mieć w głowie. A profesor: pan ma wszystko w książkach, a ja już wszystko mam w d..."

                  Pamiętam jeszcze mnóstwo kpiących anegdotek, jakie wykładowcy opowiadali studentom na zajęciach o swoich kolegach z instytutu, szydercze przezwiska wykładowców, których dowiadywaliśmy się na zajęciach u innych wykładowców itp. Ale te litościwie przemilczę, zresztą mało kto by je zrozumiał, nie znając nazwisk i kontekstu...
    • flamengista kiedyś śmieszyło, 03.08.12, 20:30
      dziś już nie śmieszy. Ale żebym nie był samolubny:
      "W Afryce jest bieda, bo wszyscy biegają nago i tylko uprawiają seks"
      "Konrad Adenauer był twórcą Armii Czerwonej"
      "Sunnici to grupa która stworzyła państwo Izrael"
      "Dodruk pieniędzy przez bank centralny ogranicza inflację"
      "Fidel Castro, dyktator Korei Północnej (...)" (pytanie na formularzu z kolosa brzmiało: model rozwojowy gospodarki kubańskiej pod rządami Fidela Castro)
      A na koniec:
      Facet stoi do mnie pod gabinetem i głośno tłumaczy kolegom, że nie pofatygował się zdawać ćwiczeń, bo nie miał czasu (jest luty, ćwiczenia z semestru letniego), co oczywiście słyszę. Dodajmy, że ten delikwent próbował zdawać egzamin bez zaliczenia - mimo jasnej informacji, że to niedozwolone. Od czerwca do lutego nie pojawił się ani razu na konsultacjach. Po czym przychodzi do mnie "na żebry". Dzwonię do dziekanatu i pytam co z nim robić: okazuje się, że jest już po wszystkich terminach i wszystko zależy ode mnie. Pani chce go skreślić z listy studentów. Ponieważ nie mam czasu, ale (jeszcze wtedy) mam dobre serce, sadzam go samego w osobnej sali z 3 najprostszymi pytaniami z przedmiotu i daję mu 40 minut. Po 40 minutach okazuje się, że na 2 nie ma w ogóle odpowiedzi, a na 1 jest odpowiedź w 50%. Trudno, wpisuję bańkę mimo prób "negocjacji". Gdy negocjacje nic nie dają, delikwent wykrzykuje: "Przez Pana zmarnowało się 2 lata mojej ciężkiej pracy". Dodajmy, że student studiował równolegle na innym kierunku u nas, który (chyba) w końcu ukończył.
      • mn7 Re: kiedyś śmieszyło, 03.08.12, 23:34
        Przednie.

        Ja się zrewanżuję taką: trójka seminarzystów przynosi pierwsze fragmenty prac na seminarium. Okazuje się, że w tych fragmentach nie ma ani jednego przypisu. Po zwróceniu im na to uwagi, po kilku dniach nadsyłają prace z dorobionymi przypisami. Odnośniki są postawione za każdym razem PRZED (!) fragmentem, do którego przypis się odnosi. Bez spacji (to akurat prawidłowo), przyklejone do pierwszej litery akapitu.
        Morał: do tego prowadzi niechlujstwo promotora, który nie poświęcił kilku zajęć na pokazanie (najlepiej na tablicy) jak zazwyczaj wygląda przypis.
        • podworkowy Re: kiedyś śmieszyło, 04.08.12, 12:33
          Studentka prawa:
          - "Monteskiusz podzielił władze na ustawodawczą, wykonawczą i....no tej trzeciej zapomniałam"
          - "Spokojnie, proszę się zastanowić i pomyśleć"
          - Cisza
          - "No to taka mala podpowiedź, na jakim jest Pani Wydziale"? (oczywiście Wydział Prawa i Administracji)
          - "O już wiem" - uśmiech numer 5 - "administracyjną"...

          Panie Kazimierzu, klucz...:)

          • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 04.08.12, 22:13
            "Podwórkowy", a o profesorach znasz jakieś zabawne anegdotki?
            • adept44_ltd Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 00:13
              ale żeby zakładać nick tylko po to, by czytać dowcipy o profesorach? pasjonat z ciebie...
              • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 02:31
                Świetny dowcip! Znasz jeszcze jakieś o profesorach?
            • podworkowy Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 00:24
              z czasów studenckich owszem..., pamiętam, jak prowadzący zajęcia z prawa ochrony środowiska nie przepadał za kolegą, który permanentnie gadał na wykładach. Na egzaminie były tzw. pytania na twarz i kolega usłyszał następujące (jedno jedyne): "Szanowny Panie, w którym roku w Polsce po raz ostatni legalnie zastrzelono żubra i z jakiej broni"?...
              • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 03:15
                Też dobre! Aż musiałem zejść po szczękę do piwnicy...
            • chilly Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 08:47
              zybben napisał:
              > "Podwórkowy", a o profesorach znasz jakieś zabawne anegdotki?
              Proponuję siąść do lekcji...
              books.google.pl/books?id=53m68MS2UacC&dq=Ksi%C4%99ga+anegdoty+akademickiej&hl=pl&source=gbs_navlinks_s
              • adept44_ltd Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 10:01
                czyli (nomen omen ;))mamy już dowcip o zybbenie...
                • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 15:19
                  A przyszło ci do głowy, że w ten sposób cały czas opowiadasz dowcipy o sobie?
                  • adept44_ltd Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 15:25
                    ależ ja bardzo lubię się z siebie śmiać :)
                    • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 16:44
                      To dobrze, bo ja też bardzo lubię się z ciebie śmiać :-))
                      • adept44_ltd Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 19:53
                        pewien problem polega na tym, że ty akurat nie masz powodu, a i poczucie humoru raczej szwankuje przy pewnych kłopotach :)
                        • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 20:30
                          Skąd ta pewność, że nie mam powodu?

                          • pfg Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 20:37
                            Hm, a jak tam u ciebie z testem Turinga?
                            • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 00:59
                              pfg, dobrze, że jesteś. Może ty znasz jakąś śmieszną anegdotkę o profesorach?
                              • pfg Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 09:55
                                zybben napisał:

                                > pfg, dobrze, że jesteś. Może ty znasz jakąś śmieszną anegdotkę o profesorach?

                                Znam całą masę, ale są dość hermetyczne, bo dotyczą matematyków i fizyków-teoretyków.

                                A co do testu, rzekłbym, że jest, jak przypuszczałem, gdybym mógł uwierzyć, że tak wielkie odkrycie naukowe jest trzymane gdzieś w ukryciu w Polsce. Tak więc wnoszę, zybbenie, że udajesz automat udający człowieka.
                                • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 16:41
                                  Nie szkodzi. Widzę, że kolega ma mocno zawężone horyzonty, ale może mógłbyś podzielić się z nami także tymi anegdotkami? Jestem pewien, że znalazłaby się taka, która rozśmieszyłaby nas wszystkich, a temu przecież służy ten wątek. Nie daj się prosić, pfg, wiem, że dość dobrze orientujesz się w życiu akademickim :-)

                                  Co do testu Turinga, to dla porządku pozwolę sobie zasugerować założenie nowego, bardziej zbieżnego tematycznie wątku. Co nie zmienia faktu, że bardzo zaimponowałeś mi tą niewątpliwie głęboką myślą :-))
                          • adept44_ltd Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 22:24
                            autopsja, zresztą wiesz... co ci będę tłumaczył :)
                            • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 01:00
                              A jednak - chcąc, nie chcąc - cały czas mnie bawisz, więc sam widzisz, że twoja logika trochę cię zawodzi :-))
                              • adept44_ltd Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 09:17
                                żeby cię coś bawiło, musiałbyś mieć nie obsesję, a poczucie humoru :), pytanie pfg ciągle aktualne :)))
                                • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 16:48
                                  Nie uważasz, że nazewnictwo to kwestia drugorzędna? Jak zwał, tak zwał, ty wciąż mnie bawisz... :-))))
              • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 15:21
                chilly napisał:

                > Proponuję siąść do lekcji...
                > rel="nofollow">books.google.pl/books?id=53m68MS2UacC&dq=Ksi%C4%99ga+anegdoty+akademickiej&hl=pl&source=gbs_navlinks_s

                Widzę, że trafiłem na fachowca w temacie... Mógłbyś jeszcze podpowiedzieć, czy to są anegdoty o studentach, czy profesorach?
                • chilly Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 17:45
                  zybben napisał:
                  > Widzę, że trafiłem na fachowca w temacie... Mógłbyś jeszcze podpowiedzieć, czy
                  > to są anegdoty o studentach, czy profesorach?
                  Hm, leniwy student czy ofiara reformy systemu edukacji? Ale co tam, zapewniam, że znajdująca się w tej książce liczba anegdot o profesorach powinna zadowolić każdego. Choć ich poziom jest różny. No i moich studentów nie zawsze śmieszą - ale to pewno przez te różnice kodu kulturowego :) Tym bardziej nie interesuje ich to:
                  www.swiatksiazki.pl/200-uczonych-w-anegdocie-ksiega-i-andrzej-k-wroblewski,p90076829.html
                  www.sklepy24.pl/sklep/ksiazeczki_net/produkt/200-uczonych-w-anegdocie-ksiega-druga/66109
                  Na szczęście jest jeszcze to:
                  www.bookador.pl/ksiazka/74505/ksiega-anegdot-swiata/
                  www.gandalf.com.pl/b/ksiega-anegdot-polskich-a/
                  • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 20:34
                    No cóż, nieśmiało pozwolę sobie zasugerować, że lektury, które im polecasz, mogą być dla nich zbyt abstrakcyjne. Ale gdybyś rzucał im na wykładach jakimiś anegdotkami o ICH profesorach, to daję głowę, że będą pękać ze śmiechu...

                    Spróbuj :-)
                    • chilly Re: kiedyś śmieszyło, 05.08.12, 22:25
                      To by było nieeleganckie, nie uważasz? Zdarza mi sie natomiast opowiedzieć coś śmiesznego o sobie.
                      • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 01:02
                        Od kiedy to jesteś estetą? Ach, rozumiem - na sali wykładowej nie jesteś anonimowy, tak jak tutaj :-)
                        • podworkowy Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 02:13
                          drogi Panie, jestem przekonany, ze jeśli zna Pan jakąś zabawną anegdotkę o pracownikach naukowych, wszyscy z chęcią ją poznamy. Nieśmiało zwracam tylko uwagę, że chodzi tu o anegdoty, a nie dowcipy czy "urban legends"...
                          • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 16:52
                            No przecież już podałem dwie. Nie zrozumiałeś? A może ciebie śmieszą tylko te o studentach? Ach, przepraszam, przecież prosiłem cię o przeskoczenie jednej. Sprawdź, czy przez pomyłkę nie przewinąłeś obu... :-)
                            • podworkowy Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 17:26
                              niech będzie, że wierze, iż podane przez Pana sytuacje miały miejsce i że faktycznie był Pan (albo Pana znajomi) ich świadkiem...
                              Od anegdoty z gadatliwym profesorem rozbolał mnie brzuch....oczywiście ze śmiechu....
                              Anyway, pytanie o rodzaje rzeczy w prawie cywilnym. Student milczy. Znajomy podpowiada: "No, mamy np. nieruchomości i....". Student kończy "...ruchomości". Znajomy: "No brawo, to proszę teraz zdefiniować nieruchomość". Student oczywiście milczy. Znajomy z ciężkim westchnieniem: "No to może chociaż poda pan jakiś przykład nieruchomości". Student bez namysłu wypala: "No, na przykład kamień..."
                              • zybben Re: kiedyś śmieszyło, 06.08.12, 20:25
                                Niezłe. Tylko ja prosiłem o anegdotki o profesorach. A ty jesteś strasznie monotematyczny, podwórkowy. Naprawdę tylko takie znasz?

                                Nie wiem, czy rozumiesz, o co mi chodzi. Gdy idiota pokazuje, że jest idiotą, można się uśmiechnąć. Ale gdy ktoś pozuje na intelektualistę, a okazuje się zwykłym imbecylem, to można śmiać się do rozpuku.

                                Więc wysil swój intelekt, podwórkowy, i rozbaw nas wreszcie czymś...
      • mr.mud Re: kiedyś śmieszyło, 13.08.12, 20:22
        hmm 4 lata temu miałem zajęcia z wybitną grupą czterech pań , na koniec na zaliczenie 5 razy (zrobiłem 5 terminów egz.) oddały puste kartki, pytania egzaminacyjne były maksymalnie prymitywne. Po czym postraszyły mnie dziekanem. Po kolejnych dwóch "pustych" dodatkowych terminach niemal siłą wziął na siebie ich zaliczenie starszy i lepiej ustosunkowany kolega - ze strachu... :). Co ciekawe miały indywidualny tok nauki i stypendia za wyniki. Jeżeli ktoś się zastanawia co to za persony - już odpowiadam -pracownice sekretariatów katedralnych/żony profesorów, na wydziale nadchodziła rewolucja w strukturze i szanowne panie wiedziały, że z dyplomem inż. nikt ich nie wyrzuci. Za to kilkanaście świetnie przygotowanych pań bez koneksji i papierku wyrzucono z pracy z informacją że nie są merytorycznie przygotowane - bo bez inż.

        Dziekan który nie potrafi podziękować za kilkadziesiątlat pracy za śmieszne pieniążki sekretarce bez koneksji to świnia - btw.

        Co najciekawsze jedna z rzeczonych pań została sekretarką mojej katedry i o ile wiem obecnie ma otwarty przewód doktorski. Formularze idiotycznie prostych pytań zostawiłem sobie dla potomnych.

        Czy to śmieszne czy nie nie mnie oceniać... Jak z Mrożka
    • gruszka_wierzbowa Ale ja się uczyłam... 05.08.12, 14:41
      Odpytywałam studentów koleżanki w czasie jej nieobecności. Jednej studentce zadałam pytanie o skład, powołanie i kadencję konkretnej instytucji kolegialnej. Usłyszałam odpowiedź zgodną z nieobowiązującymi od dłuższego czasu przepisami. Pytam więc:
      - Z czego Pani się uczyła?
      - Z książki.
      - Z jakiej książki?
      - Czerwonej.
      - Proszę pani, książka z czerwoną okładką do przedmiotu została wydana w 1997 r., czyli ponad 10 lat temu. Ustawy od tego czasu się zmieniły.
      - No ale ja się uczyłam i dobrze odpowiedziałam.
      - Pytam Panią o obowiązujący stan prawny, a nie historyczny. Zna Pani obecny?
      - Nie, nie było w tej książce.
      - Dlaczego Pani nie sprawdziła, czy książka opisuje obecny stan prawny?
      - A to trzeba?
      • jg46889 O profesorach: 05.08.12, 14:51
        Student zaczepia profesora na korytarzu uniwersytetu:
        - Pan wybaczy, panie profesorze, czy można jedno pytanie?
        - Ależ naturalnie, młody człowieku, po to tu jesteśmy!
        - Panie profesorze, czy pan śpi z brodą pod kołdrą, czy na kołdrze?
        - Hmmm, nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
        - No trudno, dziękuję, przepraszam.
        Po tygodniu student znów natyka się na profesora. Profesor wycieńczony, twarz ziemista, ciemne kręgi pod oczami. Ujrzawszy studenta ryknął:
        - A bodaj pana pokręciło, łajdaku! Od tygodnia spać nie mogę - i tak źle, i tak niewygodnie!
        • chilly Re: O profesorach: 05.08.12, 17:51
          Egzamin na MEiL (Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa), PW. Znudzony profesor ma już dość egzaminu. Patrzy, patrzy w okno i wreszcie pyta: proszę pana, po co jest ten komin (na terenie PW stał wielki komin fabryczny - może jeszcze stoi?). Student myśli, myśli, wreszcie odpowiada ciężko: nie wiem. No i bardzo dobrze! Ja też nie wiem!
          Takich legend miejskich (że posłużę się nowomową) jest mnóstwo.
      • podworkowy Re: Ale ja się uczyłam... 06.08.12, 02:14
        "Z czego Pani się uczyła?
        - Z książki.
        - Z jakiej książki?
        - Czerwonej"

        Klasyka, u mnie jest zielona:):)
    • fajnytoster Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 12:46
      to może jedna ode mnie. o wykładowcy.
      podobno prawdziwa (nawet wiem o kim, ale to nieważne), chociaż znam tylko z drugiej ręki

      pewien wykładowca miał zwyczaj chodzenia w przerwie między zajęciami na papierosa. ponieważ był zawsze otwarty na studentów i lubiany przez nich (a przy tym bardzo erudycyjny i intelektualnie wyrafinowany), to często podchodzili oni do niego i rozmawiali na tematy związane z tematyką zajęć. wykładowca potrafił opowiadać długo, wyczerpująco i często z wieloma wątkami pobocznymi
      któregoś dnia jeden ze studentów nie zdążył na wykładzie zanotować jednego zdania, więc postanowił poprosić na przerwie wykładowcę by je powtórzył. żeby zagaić powiedział, że czegoś nie zrozumiał i czy mógłby prosić żeby powiedzieć jeszcze raz. wykładowca się zamyślił, zaciągnął kilka razy papierosem i zaczął odpowiadać. odpowiedź trwała jakieś 20-25 minut, po których student oczywiście doznał niezłego pomieszania w umyśle.
      kiedy wykładowca skończył, powiedział: "tak... i tak to właśnie by było... czy taka odpowiedź pana satysfakcjonuje?..."
      student głęboko westchnął, zamyślił się i powiedział szczerze i zgodnie z prawdą: "nie wiem. nie pamiętam pytania." :)
      • zybben Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 17:02
        Dobre. Ja znałem profesora, który na ogół dłużej zadawał pytanie niż trwał referat poprzedzający zadawanie pytań. I nie dlatego, że tak wolno mówił, tylko robił z pytania mini-wykład. Niestety, nie zauważał przy tym, że reszta albo ziewa, albo się z niego podśmiewuje. Dopiero emerytura profesora przywróciła odrobinę normalności na zebraniach instytutu.

        Są tacy profesorowie, dla których kontakt interpersonalny składa się tylko z wykładów...
        • zybben Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 17:04
          Tak więc uważajcie koledzy, żebyście sami nie stali się bohaterami takich anegdotek... :-))
          • adept44_ltd Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 18:17
            zybben, to to jesteś miszcz, ale nam pojechałeś, naprawdę :), chłopaki pod trzepakiem pewnie traktuję cię jak wodza?
            • zybben Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 20:27
              Czyżbyś poczuł, że to o tobie?
              • adept44_ltd Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 20:32
                nie, po prostu widzę, z kim mam do czynienia... nawet jak tu wrócisz pod kolejnym nickiem i tak twój problem jest w pełni rozpoznawalny, misiu :), ale może po upałach znikniesz..., uważaj tylko na trąby powietrzne ... ;-)))
                • zybben Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 20:37
                  Zaczyna się odgrażać... Czyli jednak go ukłuło :-)))
                  • adept44_ltd Re: anegdoty studenckie 06.08.12, 20:42
                    jako że nie rozumiesz słowa pisanego i nudzisz makabrycznie, żegnam :)
                    • zybben Re: anegdoty studenckie 07.08.12, 00:32
                      Skończył się dowcip? Szkoda. Ale nigdy wiele go nie miałeś, co rekompensowałeś innymi cechami.

                      W takim razie nara. Pewnie wkrótce i tak się spotkamy. A ja mam kolejną anegdotkę o profesorach do opowiadania na forach, mimo że ty żadnej nie byłeś w stanie opowiedzieć :-))
                      • adept44_ltd Re: anegdoty studenckie 07.08.12, 08:36
                        znów nie zrozumiałeś :), żeby ci to przybliżyć, powiem tak, nie zaliczyłeś kolokwium z dyskusji, wylatujesz :), miłego dnia, pisz dopiero wtedy, kiedy będziesz miał coś do powiedzenia (co raczej nie nastąpi :))))))
                        • zybben Re: anegdoty studenckie 07.08.12, 16:16
                          Witam ponownie kolegę adepta! Dawno się nie widzieliśmy, prawda? Groźby też coraz bardziej groźne... Co, może mnie zbanujesz? A gdzie się podziało twoje poczucie humoru? :-)))))))))))
        • flamengista inny profesor 06.08.12, 19:01
          Nasz profesor filozofii, bardzo sympatyczny człowiek. No więc profesor idzie zadumany przez kampus, początek wiosny, świeci piękne słońce. Obok studenci siedzą na ławce i z zachwytem patrzą na otaczającą ich przyrodę (i koleżanki).

          Widząc powszechnie lubianego Profesora, chłopaki z uśmiechem na ustach wołają: dzień dobry, panie Profesorze!

          Profesor wytrącony z trudnego procesu myślowego przystaje i z zasępioną miną patrzy na nich przez chwilę. A następnie stwierdza: co Panowie chcieli przez to powiedzieć?
          • zybben Re: inny profesor 06.08.12, 20:35
            Eee, to przecież jest znany kawał o profesorze filozofii. Ale skoro mowa o filozofach, to ja dorzucę coś bardziej realnego.

            U mnie na uczelni krążyły takie anegdotki, że filozofowie jak jadą na konfę, to tylko chleją. Nawet na studiach mieszkałem w akademiku z pewnym filozofem i u niego przeważnie dzień po jakimś święcie większość zajęć była odwoływana. Jak wracał z uczelni, to mówił, że wykładowcy znowu pochlali...
            • fajnytoster Re: inny profesor 06.08.12, 20:58
              Przednia anegdota, milordzie. Boki zrywam.


              https://socialmedia.pl/wp-content/uploads/2011/03/4199675334_66c3e3d61d_z.jpg?iact=hc&vpx=500&vpy=295&dur=127&hovh=177&hovw=284&tx=124&ty=176&sig=104953267459831317694&ei=ORMgUPOFBMHNtAbC5YDgDA&page=7&tbnh=122&tbnw=163&start=158&ndsp=28&ved=1t:429,r:16,s:158,i:323
              • zybben Re: inny profesor 07.08.12, 00:25
                Cieszę się, że moje anegdotki się podobają :-))

                Na marginesie, chyba nawet Arystoteles nie mógł przewidzieć takiego upadku własnej dyscypliny...
                • cehaem Re: inny profesor 07.08.12, 11:10
                  zybben napisał:

                  > Cieszę się, że moje anegdotki się podobają :-))
                  >
                  > Na marginesie, chyba nawet Arystoteles nie mógł przewidzieć takiego upadku włas
                  > nej dyscypliny...

                  Raczej bola. Ale zeby nie bylo, cos moze nieco makabrycznego:

                  Polowa lat 90. WH UAM. Przed drzwiami stoja trzej studenci. Dzis zasluzeni krzewiciele wiedzy historycznej wsrod uczniow w Jarocinie, gdzies pod Warszawa plus obecny adiunkt wlasnie na wydziale. Gadaja i leci miecho. Podchodzi jakis starszy facet w okularach

                  - " Panowie, moze troche kultury. Jestescie studentami"
                  - "A kim ty k....a dziadku jestes?!"
                  - "O przepraszam, jestem profesor XXX. A panowie to rok pierwszy czy drugi?"
                  - "Pierwszy"
                  - "To w takim razie zobaczymy sie na pewno za dwa lata"

                  Musze dodac, ze koles wykladal nieslychanie trudny przedmiot. Komisy byly regula a kto wreszcie zaliczyl, o tym mowilo sie, ze w zasadzie teraz musi tylko napisac prace magisterska. I tak przez nastepnych parenascie miesiecy ow profesor witach trzech dzielnych muszkieterow, odliczajac, ile to miesiecy pozostalo do konfrontacji. Do niej nie doszlo - ow profesor zmarl niespelna miesiac przed sesja. Ale co chlopaki strachu sie najedli....
                  • adept44_ltd Re: inny profesor 07.08.12, 11:13
                    średnio bolą, tak wyszło, że filozofowie to najbardziej drętwy gatunek uczestników konferencji i gatunek żyjący w szczególnej trzeźwości...
                    • cehaem Re: inny profesor 07.08.12, 11:31
                      Pfff. Trudno jest mi sie do tego odniesc. Mam tylko jednego kolega filozofa. I zrozumienie go zajelo mi dobrych szesc czy siedem lat.
                      • adept44_ltd Re: inny profesor 07.08.12, 14:52
                        pytanie, o czym to świadczy :)...
                        • cehaem Re: inny profesor 07.08.12, 16:13
                          To przeciez ty jestes wielkim znawcom filozofow ;)
                        • zybben Re: inny profesor 07.08.12, 16:21
                          adept44_ltd napisał:

                          > średnio bolą...

                          No, wygląda na to, że jednak ciebie adepcie najbardziej bolą. Ale rozumiem cię, zauważyłem też, że ty (chyba jako jedyny) nie podałeś żadnej anegdotki o profesorach...
                          • adept44_ltd Re: inny profesor 07.08.12, 16:37
                            co za pech robaczku, to nas połączyło, bo ty też nie podałeś :)... doucz się, co to anegdota, później dyskutuj, znów oblałeś, co za pech... już wiem, skąd twoje problemy... :))))
                            • adept44_ltd Re: inny profesor 07.08.12, 16:41
                              dla jasności: to jedyne, co nas łączy :), dzieli natomiast to, że ty się siliłeś na anegdotę, no i cała reszta... miłego dnia :))))
                              • zybben Re: inny profesor 07.08.12, 18:26
                                Robaczki drążą beton... akademicki. Znasz takie powiedzenie? Ja przynajmniej próbowałem, ty nawet tyle nie potrafiłeś. Potrafisz tylko trollować na forum postami nie na temat, no i cała reszta... :-))))))

                                Ale mimo to dobrze, że jesteś i czuwasz na forum. Zastanawiam się przy tym, czy twoje błyskawiczne riposty po każdym moim poście świadczą, że na każdy mój wpis czekasz z niecierpliwością, czy też po prostu dzielnie pilnujesz forum przed zagrożeniami stale tu czyhającymi na polskie środowisko profesorskie? :-)))))))
    • flamengista z joe.m 10.08.12, 21:12
      Tekst linka

      Dzisiaj by to nie przeszło, skończyłoby się skargą do dziekana.
      • fajnytoster Re: z joe.m 11.08.12, 00:18
        całkiem dobre, tylko... czego ten facet próbuje ich uczyć??? stolic państw? nazwisk polityków?
        na studiach !?!?
      • proon Re: z joe.m 11.08.12, 10:23
        to jest przykład realnego problemu szkolnictwa wyższego, którego obecna reforma nawet nie dotyka - polega on na tym, że zbyt wielu spośród nas nie potrafi kształcić studentów; istnieje błędne założenie, że jak ktoś potrafi badać to też potrafi prowadzić zajęcia; stąd też pojawianie się bzdurnych tez typu - ściągnijmy na wykłady wybitnych naukowców z czołowych uczelni światowych i będzie dobrze, bzdura - do kształcenia ściągać trzeba dydaktyków (ale po co skoro naszych można po prostu przeszkolić z efektywnych metod kształcenia i zmotywować poważnym traktowaniem jakości dydaktyki przy awansach i ocenach pracowników); reforma Kudryckiej nic nie robi z problemem braku kompetencji dydaktycznych - nie ma obowiązkowych szkoleń, nie ma rozwiązań zniechęcających uczelnie do szkodliwych rozwiązań typu - min. 40% zajęć w formie wykładów, grypy ćwiczeniowe min. 25 osób, brak badania jakości prowadzenia zajęć, dydaktyka jako nieważny drobiazg przy ocenie i awansie; KRK tego nie zmienią, jak ktoś będzie chciał to i tak nie zmieni modelu zajęć - przekaz wiedzy tożsamej z całą masą szczegółów i egzekwowanie ich zapamiętania; a przy okazji - facet, którego dzieło zlinkował flamengista kompromituje się brakiem podstawowych kompetencji dydaktycznych, a nasi reformatorzy kompromitują się nieporadnością w zwalczaniu tego, wcale nierzadkiego, problemu
        • podworkowy Re: z joe.m 11.08.12, 11:08
          ee tam, bez przesady
          1: przez stulecia stare metody dydaktyczne się sprawdzały - po prostu materiał ludzki był inny. Absolutnie nie zgadzam się jednak z tezą o konieczności całościowego dostosowania metod dydaktycznych do poziomu młodzieży-to młodzież ma się dostosować i tyle. Doprawdy nie rozumiem krytyki wykładów jako metody przekazywania wiedzy. Wykład bez power pointa wymaga od młodzieży studenckiej - jeśli oczywiście chce ona w nim intelektualnie partycypować - zachowania skupienia przez 1,5 godziny, śledzenia prezentacji wykładowcy ze zrozumieniem, umiejętności wyciągnięcia potrzebnych informacji do zanotowania oraz takiego zanotowania ich, by za tydzień, miesiąc czy kwartał umieć z nich skorzystać - nikt mi nie wmówi, ze to nie są ważne "kompetencje społeczne" (oczywiście nie znaczy to, ze nie ma słabych wykładowców). Pewnie, że wykłady winny być uzupełnione innymi formami prowadzenia zajęć (nazwijmy je zbiorczo ćwiczeniami), ale nie uważam, aby proporcja 50/50 była niewłaściwa.
          2: przy takim braku wiedzy studentów nt. podstawowych kwestii, jak w linku podanym przez flamengistę, nawet geniusz dydaktyczny niewiele mógłby zrobić. Ponadto, czy sugeruje Pan, że taka niewiedza studentów jest efektem braku kompetencji dydaktycznych prowadzącego??
          3: krytyka metod dydaktycznych stała się ostatnio fantastyczną wymówką dla studentów - "nie uczymy się, niewiele umiemy itp., ale to wszystko przez nieatrakcyjne zajęcia". Już kiedyś o tym pisałem, ale jeśli ktoś chce być dobrym prawnikiem, lekarzem, chemikiem czy nawet międzynarodowym stosunkowcem, to ma się nauczyć np. prawa cywilnego, kardiologii, mydł czy teorii stosunków międzyn., choćby wykładowca był do niczego.
          • pfg Re: z joe.m 11.08.12, 12:21
            podworkowy napisał(a):

            > Doprawdy nie rozumiem krytyki wykładów jako metody przekazywania wiedzy.

            Piszę z perspektywy wykładowcy na kierunkach ścisłych. Otóż na młodszych latach jest sporo - zastrzegam, że nie wszystkie! - przedmiotów, na których wykład jest przeżytkiem. Wykład, czyli "lekcja" (patrz lecture), czyli przekazywanie tych treści, które w takiej samej formie i układzie dostępne są w podręczniku. To jest czyste marnowanie czasu studentów. Mam nawet na to dowód empiryczny - parę przedmiotów na II, III roku (na I jest inaczej, ale I rok jest niereprezentatywny), nie moich (nie tylko moich), gdzie na przedmiot zapisanych jest ~100 osób, na wykład chodzi regularnie 5-10 osób, egzamin zdaje 50-60. To znaczy, że znacznej większości tych, którzy zdali, wykład był niepotrzebny, nauczyli się bowiem z podręcznika lub z zamieszczanych przez wykładowcę na sieci slajdów z wykładami.

            > Wykład bez power pointa

            U nas bez pdf-a wygenerowanego z LaTeX-a ;-)

            > wymaga od młodzieży studenckiej - jeśli o
            > czywiście chce ona w nim intelektualnie partycypować - zachowania skupienia prz
            > ez 1,5 godziny, śledzenia prezentacji wykładowcy ze zrozumieniem, umiejętności
            > wyciągnięcia potrzebnych informacji do zanotowania oraz takiego zanotowania ich
            > , by za tydzień, miesiąc czy kwartał umieć z nich skorzystać

            Muszę powiedzieć, że ja mam wielki problem jak stosować prezentacje komputerowe na wykładzie. Z jednej strony to jest ułatwienie dla wykładowcy, zwłaszcza w drugim, trzecim roku wykładania. Łatwo jednak może się zdarzyć, że taka recyklowana prezentacja stanie się ekwiwalentem przysłowiowych pożółkłych karteczek. Studenci zresztą prezentacji zamieszczanych w sieci wprost się domagają, zwłaszcza jeśli przedmiot nie jest wykładany według jednego standardowego podręcznika. Z drugiej, jeśli prezentacje są dostępne, partycypacja na wykładzie spada, a trochę deprymujące jest mówienie do pustej sali. Z trzeciej, studenci często mają pretensje, że wykładowca powtarza to, co jest wyświetlone na ekranie (patrz pożółkłe karteczki) - ale jeśli prezentacja jest przygotowana dobrze, to co więcej wykładowca miałby zrobić? Wycinać hołubce? Z czwartej, ja akurat na moich wykładach potrzebuję sporo rysunków, wykresów, a rysować kompletnie nie umiem, za to komputer umie, nie mówiąc o tym, że jeden wykres może być wynikiem dość złożonych obliczeń, a przełączanie się ekran-tablica bywa technicznie kłopotliwe.

            Co zaś się tyczy skupienia, to na pewnych przedmiotach istotne są pewne operacje matematyczne, obliczenia, raczej skomplikowane. Otóż najlepsi dydaktycy na naszym wydziale twierdzą, że obliczenia takie na wykładzie powinny być prowadzone wyłącznie metodą kreda i tablica, za bieżąco, nie pokazywane w gotowej formie na slajdzie. Z tym zgadzam się całkowicie, ale mam problem taki: OK, na wykładzie liczę pracowicie przy tablicy, ale czy potem mam te obliczenia włączać do materiałów (slajdów) przekazywanych studentom, czy nie? Sam, na własny użytek, nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie.
            • dala.tata Re: z joe.m 11.08.12, 14:31
              Ano wlasnie. Innymi slowy: zalezy. I ja oczekiwalbym od kazdego pracownika naukowego refleksji nad tym, co robi, po co to robi i jak to powinien robic. Co ma do tego ministerstwo, nie pojmuje.

              A mowiac ogolniej, jest dla mnie kompletnie idiotyczna idea, ze wszystko w nauce czy dydaktyce powinno splywac od ministerstwa i to ministerstwo powinno ustalac ilosc ludzi na seminariach, typ zajec, schemat sylabusa czy wreszcie mowic ludziom, jak maja uczyc. Wszak, przynajmniej teoretycznie, mowimy tu o wysokiej klasy specjalistach, ktorzy, rowniez teoretycznie, powinni miec jakas przynajmniej refleksje nad tym, co robia.
              • adept44_ltd Re: z joe.m 11.08.12, 14:47
                dala.tata napisał:

                > Ano wlasnie. Innymi slowy: zalezy. I ja oczekiwalbym od kazdego pracownika nauk
                > owego refleksji nad tym, co robi, po co to robi i jak to powinien robic. Co ma
                > do tego ministerstwo, nie pojmuje.
                >
                > A mowiac ogolniej, jest dla mnie kompletnie idiotyczna idea, ze wszystko w nauc
                > e czy dydaktyce powinno splywac od ministerstwa i to ministerstwo powinno ustal
                > ac ilosc ludzi na seminariach, typ zajec, schemat sylabusa czy wreszcie mowic l
                > udziom, jak maja uczyc. Wszak, przynajmniej teoretycznie, mowimy tu o wysokiej
                > klasy specjalistach, ktorzy, rowniez teoretycznie, powinni miec jakas przynajmn
                > iej refleksje nad tym, co robia.
                >

                masz w pełni rację, niemniej obecnie jest tak, że większość (nie zawsze bezpośrednio) i to tego, co psuje dydaktykę, spływa z ministerstwa...
              • proon Re: z joe.m 11.08.12, 16:46
                "jest dla mnie kompletnie idiotyczna idea, ze wszystko w nauce czy dydaktyce powinno splywac od ministerstwa i to ministerstwo powinno ustalac ilosc ludzi na seminariach" - ale to od ministerstwa należy wymagać, by nie tworzyło finansowych rozwiązań, które wprost zmuszają uczelnie do tworzenia limitów typu na seminarium minimum 8 osób, zamiast na seminarium maksimum 8 osób; zajęcia w formie wykładu dla jednej grupy 100 osób, zamiast zajęcia ćwiczeniowe dla 5 grup po 20 osób
                "Wszak, przynajmniej teoretycznie, mowimy tu o wysokiej klasy specjalistach, ktorzy, rowniez teoretycznie, powinni miec jakas przynajmniej refleksje nad tym, co robia." - obecnie zarówno najwyższej klasy specjaliści jak i ich przemyślenia w sprawie zajęć na uczelniach mniej znaczą niż informacja od kwestora typu - ministerstwo znowu dało mniej kasy i musimy ciąć zajęcia
            • capo.di.tutti_capi Re: z joe.m 11.08.12, 22:57
              > na slajdzie. Z tym zgadzam się całkowicie, ale mam problem taki: OK, na wykładz
              > ie liczę pracowicie przy tablicy, ale czy potem mam te obliczenia włączać do ma
              > teriałów (slajdów) przekazywanych studentom, czy nie?

              gdybym byl studentem, to oczywiście chcialbym miec w miare kompletne obliczenia, teraz to nie jest problemem, prawie kazda komorka ma aparat, ktorym mozna zrobic dokladne zdjecia

              z moich obserwacji wynika, ze wielu studentow zamiast notowac uzywa tego sposobu, zreszta ja, bedac na konferencjach, tez
              • podworkowy Re: z joe.m 11.08.12, 23:40
                1: wykład ściśle powielający podręcznik oczywiście nie ma sensu, ale zakładam, że nie mówimy o takich sytuacjach
                2: w mojej działce wykład (oczywiście dobry wykład) nie dotyczy tylko "factual statements" o treści jakiegoś przepisu (to sobie rzeczywiście studenci mogą sami przeczytać), ale także opinii, orzecznictwa, związków interdyscyplinarnych, przykładów czy też interpretacji (łącznie z błędnymi interpretacjami, o których podręczniki piszą b. rzadko, ale są one b. użyteczne właśnie po to, by pokazać studentom prawidłowy sposób dojścia do rozwiązania problemów interpretacyjnych)
                3: koncentracja na tzw. umiejętnościach bez wiedzy to absurdalny fetysz dzisiejszych czasów. Nazwę rzecz po imieniu - im więcej ktoś z mojego pokolenia kuł, tym jest dziś lepszym prawnikiem. Umiejętności to tak jak talent w piłce nożnej, a wiedza jest jak harówka na treningach...
                I na koniec - może ja po prostu jestem zbyt sentymentalno-konserwatywny, ale ja naprawdę kocham tradycyjny uniwersytet, z szeroką paletą kierunków (od niedochodowej niderlandystyki poprzez niepopularne kierunki ścisłe, aż po moje prawo), z autentyczną wspólnotą akademicką, z relacją mistrz-uczeń, z wykładami, z kredą i tablicą (mogą być elektroniczne...), z poważnymi zajęciami (a nie jakieś "wampiry w literaturze" czy "jurysprudencja feministyczna"), bez formalizacji i biurokratyzacji wszystkiego, co się da...
                Ja wiem oczywiście, że to se ne vrati, ale ne vrati nie dlatego, że było to złe, ale z zupełnie innych przyczyn (finansowych, organizacyjnych, zawodowych, studenckich itp.).
                I, szczerze mówiąc, w nosie mam nowoczesne badania nad efektywnością rozmaitych form zajęć...jeśli coś działało dobrze przez setki lat, to taki argument empiryczny przebija dla mnie wszystkie (pseudo)naukowe dywagacje.
                • dala.tata Re: z joe.m 12.08.12, 16:56
                  Mysle bardzo podobnie. Ja rowniez uwazam, ze dobrze poprowadzony wyklad jest doskonala forma nauczania. I jasne jest, ze wyklad 'przekazujacy wiedze' ma dosc maly sens. Wyklad bowiem powinien te wiedze komentowac, konstekstualizowac itd itd. Co wiecej, ja osobiscie uwazam, ze wyklad powinien stawiac teze (kiedys czytalem, ze to jest roznica miedzy wykaldami 'kontynentalnymi' i 'anglosaskimi' - te pierwsze ptrzekazuja wiedze, te drugie argumentuja). Nie tylko zatem ma przekazywac wiedze, ale rowniez uczyc argumentacji, debaty itd itd.

                  i jak slysze o badaniach, ktore mowia o jakims homogenicznym 'wykladzie' zawsze takim samym, to sobie mysle, ze moze warto sie zastanowic nad tym, czy warto robic badania.
                  • podworkowy Re: z joe.m 12.08.12, 22:16
                    chyba pierwszy raz mamy o czymś podobne zdanie... jakoś tak mi się ciepło na duszy zrobiło;)
                • rudamaruda1949 wykład 12.08.12, 16:56
                  Te wasze dziwne argumenty o ministerstwie jako powodzie że są wykłady, o innych różnych bajeczkach, że są bardziej efektywne formy niż wykład, mało - bardzo mało - mnie przekonują.
                  Powodem jest to jak zachowują się przedsiębiorstwa, które potrzebują szkolenia.
                  Zazwyczaj, w Europie lub USA, za 1000 EUR-2000EUR za godzinę, lub w Polsce za 500zł - 1000 zł za godzinę płacone trenerowi z prawa, marketingu, rachunkowości, za trzydniowe wydarzenie po 5 godzin dziennie, 30000 EUR, 15000 zł za trzy dni, chcą ....
                  ... tak, chcą wykładu
                  czasem tylko z flipchartem, czasem również z power pointem, czasem excelem, ale WYKŁADU
                  a to przecież rynkowe oczekiwanie.
                  Siedzi na takim wykładzie właściciel - przedsiębiorca, albo siedzi kilku dyrektorów z danej firmy i grzecznie słuchają, robią notatki jak grzeczni studenci za komuny.
                  Dlaczego?
                  Bo to najefektywniejsza i najelastyczniejsza forma.
                  Przygotowanie gry biznesowej może i jest wydajniejsze ale jeśli grupa jest znaczna i powtarzalna.
                  Ale jeśli mamy konkretny problem sprzedażowy - panie trenerze, czy mamy wejść do Tajlandii? analizuje się konkretną firmę, jej potencjał, potencjał prawny, marketingowy i sprawozdawczy rynku na jaki chcą wejść - i wykłada. Skomponowanie innej formy jest bez sensu, mało tego zakonserwowuje stare przesądy, bo forma przerasta treść. Tylko wykład jest od tych wszystkich wad wolny - ekspert wie: wie co mówi a nie mówi co wie. Piękno wykładu.
                  • proon Re: wykład 12.08.12, 18:05
                    "Te wasze dziwne argumenty o ministerstwie jako powodzie że są wykłady, o innych różnych bajeczkach, że są bardziej efektywne formy niż wykład, mało - bardzo mało - mnie przekonują." - to zacznij czytać książki poświęcone metodom kształcenia
                    "panie trenerze, czy mamy wejść do Tajlandii? analizuje się konkretną firmę, jej potencjał, potencjał prawny, marketingowy i sprawozdawczy rynku na jaki chcą wejść - i wykłada. " - to nie jest wykład w sensie metody kształcenia, to jest połączenie diagnozy z instruktażem
                    "Bo to (wykład) najefektywniejsza i najelastyczniejsza forma." - skoro wiesz lepiej to dlaczego jeszcze nic na ten temat nie publikujesz i nie dostałaś Nobla - przecież to rewolucja
                    • dala.tata Re: wykład 12.08.12, 18:24
                      Proon, cos mi sie wydaje, ze nobli z metodyki ksztalcenia nie przyznaja. Masz jakies przecieki z komitetu noblowskiego?
                  • adept44_ltd Re: wykład 12.08.12, 19:34
                    może mało cię przekonują, niemniej tak to wygląda, a rzecz rozbija się o finansowanie, wykład jest tańszy, 4, 5 razy przy roku liczącym 100 osób... niż ćwiczenia...


                    a co do efektywności wykładu - tak, dla leniwego słuchacza to najlepsza z możliwych formuł..
                  • spokojny.zenek Re: wykład 15.08.12, 23:19
                    To bardzo ciekawe, tylko co to ma wspólnego z wykładem, o którym tu mowa?
                • spokojny.zenek Re: z joe.m 15.08.12, 23:20
                  Uważaj, bo w rezerwacie Cię zamkną :-))
          • niewyspany77 Re: z joe.m 11.08.12, 12:28
            1, oczywiście racja, ale problem w tym, że sensowna dydaktyka akademicka pozwoliłaby wykrzesać dużo więcej, i tu nie chodzi o krytykę wykładu, tylko o - proszę wybaczyć - pieprzenie przez 90 minut, z nieśmiertelnym zakończeniem "wszystko jest napisane u Nowaka, Kowalskiego i Smitha". Masa akademików nie ma pojęcia jak się uczy w oświacie.
            2. wykładowca miał zapewne przez cały semestr w dupie, czy studenci odróżniają Oman, Omen i Amen. Jak wspomniałem - problemem jest pieprzenie wykładowcy. Przyjdzie taki, truje przez 90 minut, poda na koniec literaturę, zapyta czy zrozumieli ("tak"), czy pytania jakieś są ("nie"), a wyjście z sali jest Wydarzeniem. Z ćwiczeniami podobnie, jako że ćwiczeniowcy lecą sobie w kulki równie często i gęsto. Popatrz na ścisłych - tam braki wiedzy wychodzą błyskawicznie.
          • proon Re: z joe.m 11.08.12, 12:28
            "ee tam, bez przesady" - zadziwia mnie skłonność wielu badaczy do lekceważenia wyników badań nad funkcjonowaniem ludzkiego umysłu i zachodzących w nim procesach poznawczych, a co z tym związane nad skutecznością różnych metod kształcenia - w świetle aktualnego stanu badań wykład jest najmniej efektywną metodą kształcenia i to bez względu na to czy wykładowca jest wybitnym badaczem, czy nie i czy stosuje prezentacje, czy tez nie (dobrze zorganizowana dyskusja lub studium przypadku daje kilkukrotnie większy przyrost wiedzy niż dobry wykład);
            wykład jest najstarszą metodą kształcenia, pochodzi z czasów gdy dostęp do książek mieli nieliczni, a nauka musiała z konieczności opierać się na przekazie wiedzy od tego, który ją miał w głowie i książce do tych, którzy dostępu do książek nie mieli; od tamtej pory świat się radykalnie zmienił, książka nie jest rarytasem, mamy internet, a wielu nauczycieli pozostało przy wykładzie ( a studenci coraz częściej odkrywają, że wykładowca jednak sporo nie wie w porównaniu z internetem);
            traktowanie wykształcenia jako nabycia określonego zestawu informacji też pochodzi z zamierzchłych czasów - tylko wtedy zbiór tych informacji był niewielki, ich przyrost także był powolny; jak coś się wbiło do głowy w okresie szkolnym to najczęściej wystarczało do końca kariery zawodowej (zakres wiedzy, maszyny i procedury przez 30-40 lat niewiele zmieniały się) - a teraz przyrost wiedzy i jej zasób jest nieporównywalnie większy, w związku z bardzo szybkimi zmianami techniki, technologii itp. to co jest dzisiaj przydatne (w sensie wiedzy i informacji) za dwa lata może być bezwartościowe - czasy mamy inne, a podejście do kształcenia pozostało niezmienne; młodzi dobrze kombinują - po co wbijać do głów coś, co i tak szybko z nich wyleci jak nie będzie wykorzystywane na co dzień lub okaże się nieprzydatne w już w momencie ukończenia studiów;
            trudno się dziwić, że w sytuacji gdy wykładowca ogranicza się do dostarczania i egzekwowania zapamiętania informacji studenci go olewają, bo przecież te informacje, nawet bardziej aktualne, mają w smartfonie - pokolenie moich dzieci tak zdaje klasówki testowe - smartfon na kolanie, szybki wpis pytania w google i szybka odpowiedź na ekranie - z klasówek z historii same piątki, a zrozumienie dlaczego PSL tak przegina z nepotyzmem, a Litwini tak walczą o litewską pisownię nazwisk osób pochodzenia polskiego - jest na poziomie zerowym;
            oczywiście, że od pracownika wymaga się wiedzy, ale nasze uczelnie funkcjonują na zasadzie przygotowywania do zawodu uczestnika teleturniejów; a ja od lekarza oczekuję, że mnie wyleczy, a nie będzie mi recytował dwieście kilkadziesiąt kości z których się składam; od prawnika oczekuję, że mi realnie pomoże w rozwikłaniu problemu, a nie będzie mi recytował paragrafy; niestety - i to jest zdanie wielu pracodawców - absolwenci polskich uczelni znają paragrafy ale nie potrafią rozwiązywać spraw (i to jest "twórczy" wkład wykładów w ich wykształcenie)
            • dala.tata Re: z joe.m 11.08.12, 14:32
              To tak na chlopski rozum nawet brzmi jak kompletna bzdura.

              proon napisał:

              > łcenia i to bez względu na to czy wykładowca jest wybitnym badaczem, czy nie i
              > czy stosuje prezentacje, czy tez nie (dobrze zorganizowana dyskusja lub studium
              > przypadku daje kilkukrotnie większy przyrost wiedzy niż dobry wykład);
              > wykład jest najstarszą metodą kształcenia, pochodzi z czasów gdy dostęp do ksią
              • adept44_ltd Re: z joe.m 11.08.12, 14:47
                dala.tata napisał:

                > To tak na chlopski rozum nawet brzmi jak kompletna bzdura.
                >
                seksista... ;)
              • proon Re: z joe.m 11.08.12, 16:47
                "To tak na chlopski rozum nawet brzmi jak kompletna bzdura." - gdybyś bardziej liczył na przeczytane książki, a mniej na chłopski rozum, to może dałoby się z tobą podyskutować
                • dala.tata Re: z joe.m 11.08.12, 23:19
                  Pomijam juz to, ze zalozenie, ze wyklad jest od tego, ze ma powiekszac wiedze, jest dosc problemtyczne. problem w tym, ze cala idea pomiaru pomiaru wzrostu wiedzy jest kompeltnie durna.

                  wiec powiem tak: moze proon zaczniesz jeszcze myslec, zanim zaczniesz epatowac 'lyteraturo'.
          • kluskzmakiem wykład 11.08.12, 14:15
            wykład jest najlepszą formą
            najwydajniejszą i najtańszą - dlatego wygrywa
            a to, że młodzież ma się dostosować, to oczywiste - na tym polega uczenie się - na zmianie postaw i nauczeniu się przyswajania wiedzy z różnych źródeł - dlatego nic wykładu nie powinno zastępować.

            a to, że ze 100 osób przychodzi na wykład 5 to już świadectwo, że nie jest to wykład a wykładowcy należy zabrać te godziny
            osobiście nie sprawdzam obecności na wykładach i po swoim wejściu - nie wpuszczam spóźnialskich, nie zamykam drzwi - po prostu wchodzę na końcu i jeśli ktoś z minutę po rozpoczęciu wchodzi - to grzecznie wypraszam, podobnie z tymi, którzy chcą wyjść wcześniej - proszę aby po prostu nie przychodzili jeśli nie mają pewności, że mogą być na całym, zawsze mam 95% listy
            mało tego - wymagam na egzamin tego co jest w pierwszej książce z listy sylabusa a na wykładzie mówię tylko to co jest zrozumiałe po dokładnym przeczytaniu wszystkich książek z sylabusa i tego na egzaminie nie wymagam, ale widzę, że ten kto nie chodził na wykłady i nie uważał, nie zdaje egzaminu.
            Całe wykłady chcę nagrywać na komórkę i umieszczać na youtube, tak aby rok później nie musieć się powtarzać, tylko założyć, że to co było na wykładzie rok temu, już jest znane i obejrzane - wolę skupiać się na nowościach. Wykłady przygotowuję z kilku najnowszych artykułów z wiodących repozytoriów jak NBER i SSRN najczęściej cytowanych i ściąganych autorów, gdyż widzę, że potem to co jest w working papers tam - jest rok później w nieomal tożsamej formie w wiodących pismach dziedziny. Tylko wykład się do tego nadaje.
            Wszelka krytyka wykładu jest zawsze po to aby dać studentom za zadanie referaty, które potem na wykładzie ci studenci wygłaszają jako "aktywizującą" formę - bzdura. Odpytywanie głupiego jasia na początku ćwiczeń i zlecanie referatów aby studenci przedstawili to co wyczytali w mądrościach sprzed nastu lat - to jest jeszcze gorsze niż wykład dla 5% populacji z listy. Trzeba wykład przygotować i odstresować ludzi - to chętnie przyjdą.
            • adept44_ltd Re: wykład 11.08.12, 14:45
              krytyka wykładu jest głównie z tego, że jeśli istnieje podręcznik (a w wielu, w większości przypadków tak jest), to wykład nie ma sensu... - ma natomiast sens, gdy nie ma podręcznika (podręczników) bądź, gdy w danym ośrodku jest jakaś specyficzna szkoła związana z przedmiotem... no ale wykład jest najtańszą formą nauczania, co w PL liczy się przede wszystkim...
            • proon Re: wykład 11.08.12, 16:40
              "wykład jest najlepszą formą najwydajniejszą i najtańszą" - że najtańszą to się zgadza, ale co do reszty to prosiłbym o wskazanie publikacji naukowych, ale nie z XIX wieku, w których znajdują się dowody na potwierdzenie tezy, że wykład jest OK i super; bo jak mam publikacje, które świadczą o czymś przeciwnym; polecam do poczytania: G. Dryden, J. Vos- Rewolucja w uczeniu, M. Levine, Umysł - krok po kroku, M. Spitzer, Jak uczy się mózg;
              "Wszelka krytyka wykładu jest zawsze po to aby dać studentom za zadanie referaty, które potem na wykładzie ci studenci wygłaszają jako "aktywizującą" formę" - gdyby któryś z podległych mi pracowników wykazał się aż taka ignorancją dydaktyczną, to natychmiast wnioskowałbym do rektora o dyscyplinarne zwolnienie z pracy za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych - daleko posunięte nieuctwo
            • charioteer1 Re: wykład 11.08.12, 18:19
              kluskzmakiem napisał(a):

              > Całe wykłady chcę nagrywać na komórkę i umieszczać na youtube

              Powodzenia w rozwijaniu nowych form dydaktycznych!
          • spokojny.zenek Re: z joe.m 15.08.12, 12:10
            Zawsze mnie zadziwiało, w jaki to sposób nauczyciele akademiccy mieliby być odpowiedzialni za to, że młodzież przychodząca ze szkół średnich nie ma najelementarniejszych umiejętności, o których tu piszesz. Brak umiejętności skupienia się, bark umiejętności selekcji treści i notowania tego, co warto zanotować. Brak umiejętności umieszczania nowo pozyskanych informacji w kontekście. Należy najpierw zorganizować dwuletni kurs przygotowawczy? To od czego jest szkoła średnie? Od nauczenia, jak się testy rozwiązuje?
        • dala.tata Re: z joe.m 11.08.12, 11:13
          Uwielbiam fetysze w postaci grupy cwiczeniowej na 25 osob. Wszak 26 to juz by byla katastrofa.

          Tak sie zastanawiam, proon, czego jeszce ocekujesz od ministra? Ma ci nawet powiedziec, ze dobrze jest umiec uczyc? A moze wzor sylabusa powinien tez byc ustawowo zapisany?
          • pfg Re: z joe.m 11.08.12, 11:23
            dala.tata napisał:

            > A moze wzor sylabusa powinien tez byc ustawowo zapisany?

            No przecież chyba jest...
            • dala.tata Re: z joe.m 11.08.12, 14:24
              Eeee, zartujesz, nie? Lacznie z czcionka i iloscia pozycji bibliograficznych?


              pfg napisał:

              > dala.tata napisał:
              >
              > > A moze wzor sylabusa powinien tez byc ustawowo zapisany?
              >
              > No przecież chyba jest...
    • kimkik egzamin z prawa 15.08.12, 20:30
      Student przyszedł na ustny egzamin z prawa - i po losowaniu pytań, okazało się, że na nic nie umie odpowiedzieć. Starszy już wiekiem profesor zdecydował że wstawi temu nieumiejącemu studentowi ndst. Ale student nie pozwolił, szarpiąc się z profesorem, trzymając mocno indeks, powiedział: tylko pod jednym warunkiem pozwolę Panu wstawić mi ndst, a mianowicie, jeśli poda mi Pan przykład gdy coś jest nieprawne ale logiczne, coś jest logiczne ale nieprawne. Profesor nie znalazł odpowiedzi i zawstydzony tym, wstawił studentowi piątkę.
      Przyglądał się wszystkiemu młody asystent profesora, a po wyjściu studenta, profesor był ciekaw, czy asystent poradziłby sobie z pytaniem studenta. Na to asystent: Pan profesor ma dużo młodszą od siebie żonę, jest to prawne ale nielogiczne, pana żona ma kochanka, co jest nieprawne ale logiczne, a to, że wstawił pan nieumiejącemu studentowi piątkę z egzaminu jest i nieprawne i nielogiczne.
      • kimkik Re: egzamin z prawa 15.08.12, 20:35
        Student przyszedł na ustny egzamin - i po losowaniu pytań, okazało się, że nic nie umie odpowiedzieć na wylosowane pytania. Poprosił profesora o kolejną możliwość losowania, profesor pozwolił, ale w losowaniu znowu się nie poszczęściło. Znowu poprosił profesora o kolejne losowanie i tak powtórzyło się takie losowanie kilka razy, w końcu zrezygnowany podał profesorowi indeks w przekonaniu, że otrzyma ndst. Zaskoczony asystent towarzyszący profesorowi zauważył, że profesor wstawił mu dst. Po wyjściu studenta miał do profesora pretensje. Na to profesor spytał asystenta - czy widział pan jak z zapałem student szukał kolejnych możliwości wylosowania dobrych pytań? On czegoś szukał - on coś umiał.
        • kimkik egzamin z logiki 15.08.12, 20:38
          Profesor umówił się z 8 studentami na egzamin. Miał być o 12 a egzamin miał trwać do 15.30
          Studenci czekają, czekają, i około 15.40 wpada zziajany profesor. Od razu poprosił ich o indeksy i dokonał wpisu. Wszystkim wstawił ndst bez pytania i wręczając indeksy powiedział: "i tak nikt z was niczego nie umie", po czym wyszedł - wyraźnie się gdzieś śpiesząc.
          • kimkik egzamin z logiki 15.08.12, 20:45
            Na ostatnim wykładzie, profesor ustalał zasady pisemnego egzaminu. Egzamin miał się odbyć w największej sali uniwersytetu. Profesor zażyczył sobie aby studentki przyszły na egzamin w śnieżnobiałych bluzkach a studenci w czarnych jednolitych marynarkach.
            W dzień egzaminu okazało się dlaczego takie było jego życzenie - studentki stanowiły tło dla wzorku ułożonego z czarnych marynarek studentów. Profesor był zachwycony, przez pierwsze 10 minut. Nagle wpadła do sali egzaminacyjnej studentka, która nie była na ostatnim wykładzie, była ubrana na czerwono. Wściekły profesor nie pozwolił jej pisać, wyrwał indeks, i wyprosił z sali. Wpisał ocenę i podał indeks za drzwi. Za drzwiami rozległ się straszliwy krzyk spóźnionej studentki - wszyscy byli przerażeni ... po egzaminie okazało się, że dziewczyna dostała bdb.
            • kimkik egzamin i kara za ściąganie 15.08.12, 20:51
              Studentka została złapana na ściąganiu przez profesora, który zabrał jej indeks, spisał protokół oszustwa otrzymując podpisy pozostałych studentów, złożył doniesienie do dziekana zobowiązując go do zgłoszenia sprawy na policję pod groźbą, że jeśli dziekan nie złoży doniesienia to sam profesor złoży doniesienie i na studentkę i na dziekana za niedopełnienie obowiązków.
              Była już studentka, po skreśleniu z listy studentów wyszła z gabinetu profesora, i nie zważając na to, że ją słychać, do ciekawskich studentów zgromadzonych pod drzwiami powiedziała, że "Ten skur*#syn zgłosił mnie dziekanowi za to, że ściągałam", po chwili wyszedł profesor, i spokojnie powiedział przy wszystkich: "szanowna pani, na uczelni używamy tytułów naukowych a nie rodowych".
    • hatchet01 zasłyszane pod drzwiami :) 16.08.12, 13:55
      pod drzwiami mojego gabinetu da się słyszeć różne perełki, np.:
      Wpisywałem oceny z egzaminu ok. 160gu osobom. Z kolejki pod drzwiami słyszę rozmowę:
      rozentuzjazmowana studentka: ej, mam wujka i też się nazywa hatchet01 <tu padło moje nazwisko>.
      sarkastyczny student: ej, a może mu powiedz, bo może on o tym nie wie...

      Tego samego dnia i nie wiem jak to zrozumieć:
      "u niego egzamin to jak skok na bungee. Emocje jak cholera i nie wiesz czy wylądujesz. Ale jak już lądujesz, to wiesz, że jest dobrze".
      • hatchet01 spotkanie organizacyjne :) 16.08.12, 14:02
        Spotkanie organizacyjne dla studentów pierwszego roku. W ostatniej ławce usiadła drobna blondynka. Pani z dziekanatu wygłasza swoje przemówienie, w trakcie którego wpada 3 młodych gniewnych. Siadają obok blondynki z tyłu sali. Jeden z nich pyta: "ej, było coś ważnego?". Blondynka: "słuchajcie, bo cały czas jest coś ważnego".
        Po wystąpieniu, pani z dziekanatu oznajmiła: "dziękuję za uwagę! Szczegóły organizacji roku akademickiego przedstawi kierownik specjalności, pani dr (tu nazwisko)." Po czym blondynka wstała i ... podała szczegóły dot. organizacji roku akademickiego. Miny tej trójki... bezcenne:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka