dala.tata
08.06.13, 18:21
Jakis czas temu pewien uczony z dokotratem zadal mi pytanie: 'Jak sie dostac na Liste Filadelfijska'. Powiem szcerze, ze zabrzmialo mi to troche jak pytanie, gdzie sie nalezy zglosic i zapisac, ale odrzucilem te interpretacje, myslac, ze moj cynizm i ogolna wrogosc poszedl za daleko. No wiec, w krotkich slowach wyjasnilem, ze trzeba napisac artykul, trzeba go wyslac do czasopisma, nie zrazajac sie, ze najprawdopodobniej go odwala, ale skorzystac z recenzji, poprawic i wyslac jeszcze raz.
Gdy mowilem to, mialem nieodparte wrazenie, ze moj rozmowca nie ma pojecia o co mi chodzi (czerwone swiatelko z napisem 'To nie byl cynizm, tylko fakt' zaczelo swiecic z furia), wreszcie, gdy juz skonczylem, uczony ow, wyraznie szukajac jakiegos stosownego pytania (wszak profesorowi nie wypada powiedziec: co pan mi tu pieprzysz, ja sie na liste chce dostac), wypalil wreszcie: 'Ale jak to odrzucaja artykuly?'.
Rzadko mi brakuje jezyka w gebie, w tym jednak momencie szczeka mi opadla, a jezyka w gebie zabraklo i musialem go chwile poszukac. Nie powiem, jak sie skonczyla nasza rozmowa, bo to niewazne. Co sobie pomyslalem, tez moje.
Wszystkim zainteresowanym wyjasniam, ze na Liste Filadelfijska zapisac sie nie mozna.