micopl 17.09.14, 14:44 Czy ktoś uprzejmy mógłby napisać ile wynosi pensum dydaktyczne na uczelniach zagranicznych? Na stanowiskach zbliżonych do polskiego adiunkta. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
klamczuchosiedlowy Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 14:49 max 2 godziny tygodniowo Szwajcaria, Odpowiedz Link
dala.tata Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 15:23 myslisz, ze pensum jest ustalana na poziomie 'zagranicy'? Odpowiedz Link
detektor01 Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 15:24 W instytucji (polskiej) w której pracuję adiunkci zasuwają często jak wykładowcy (ok. 360/rok) i to jest ta jedna z subtelnych różnic w warunkach pracy u nas i za (przynajmniej niektórą) granicą które powodują że ciągniemy się w ogonie nauki Odpowiedz Link
dala.tata Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 15:37 eeee tam. to przeciez zalezy od tego, jak liczone jest pensum, co sie w pensum uwzglednia, jakie inne obowiazki ma delikwent. Nie da sie tak po prostu powiedziec, ze 360 godzin to wiecej niz mniej na innej uczelni, na ktorej pensum to calosc czasu wypracowanego na uczelni, w ramach ktorego negocjuje sie poszczegolne obowiazki, kotra moga byc znacznie bardziej czasochlonne niz uczenie. Nie mowiac o tym, ze kazda uczelnia ma swoje wlasne reguly liczenia i przyznawania godzin pensum. chociazby czy uczenie grupy 10 studentow liczy sie tak samo co uczenie grupy 100 studentow, czy dyzury sa uwzgledniane w pensum, czy wyklad jest przeliczany tak samo jak seminarium, itd. itd. powtarzam, rozne uczelnie maja rozne rozwiazania. Natmomiast zupelnie nie wierze, ze przecietny szwajcar uczy max. 2 godziny tygodniowo (rozumiem, ze srednio jest pol godziny, a tym najbadziej szczesliwym daje sie godizne raz 4 tygodnie). To po prostu niemozliwe . na dodatek znam kilku profesorow ze szwajcarii, kotrzy ucza znacznie wiecej. Ich pracownicy ucza jeszcze wiecej. Odpowiedz Link
detektor01 Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 17:27 Ok, ale nadal twierdzę, że 360 godzin/rok zajęć (wykłady, ćwiczenia, seminaria, laboratoria) to stanowczo zbyt dużo jeśli ktoś ma prowadzić sensowne badania, bo jak sam wspomniałeś dochodzą do tego inne obowiązki, których to adiunkci mają całkiem dużo. Ponadto ważna jest specyfika badań. Tam gdzie prowadzisz doświadczenia, z dużą liczbą analiz nawet tylko godzina zajęć ze studentami w środku dnia kompletnie może rozłożyć pracę. Odpowiedz Link
nullified Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 17:29 dala.tata napisał: > eeee tam.(...) Zasadniczo zgoda. Różnica "różnicująca" jest taka, że przynajmniej te porządnie udające porządne (nawet jesli umiarkowanie sa porządne) szkoły we względnie jawny sposób ustalają okreslony zakres obowiązków, wsio ryba czy to ma być stanie przy tablicy czy mycie okien. "Zróżniczkowanie" zaczyna się w tym miejscu, że krajowe niby określają a w rzeczywistości ... cóż ;) Odpowiedz Link
micopl Re: pensum dydaktyczne za granicą 17.09.14, 19:48 Owszem są różne przeliczniki dla zajęć dydaktycznych np. jedna godzina zajęć w weekend liczy się jako x1.5 a dla dużych grup studentów x1.7 itd. Ale pomijając te niuanse, ciekawi mnie ile mniej więcej wynosi pensum roczne adiunkta dla samych zajęć dydaktycznych na uczelniach zagranicznych? Nikt nie napisze? Odpowiedz Link
nullified Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 16:39 micopl napisał: > Owszem są różne przeliczniki dla zajęć dydaktycznych np. jedna godzina zajęć w > weekend liczy się jako x1.5 a dla dużych grup studentów x1.7 itd. Ale pomijaj > ąc te niuanse, ciekawi mnie ile mniej więcej wynosi pensum roczne adiunkta dla > samych zajęć dydaktycznych na uczelniach zagranicznych? Nikt nie napisze? w większości przypadków to będzie b. trudne, jeśli nie niemożliwe, kategoria "pensum" pasuje jak siodło do łosia. Niby też kuń, hm? To sa w zasadzie "godziny przy tablicy", godzin administracyjnych (dyżury/konsultacje, niepłatne udziały w komisjach różnych, płodzenie kaerków, sprawozdań, potwierdzeń potwierdzenia, etc.) się nie rozlicza. itd... Licz też że znaczna częśc "odpowiedników adjunkta" pracuje w cyklu "łap semestr" (łap kursy) jak ich nie ma to ich nie ma. Wypłaty też. Odpowiedz Link
dala.tata Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 16:57 Bo nie ma odpowiedzi na takie pytanie. Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 22:30 max 2h dydaktyki tygodniowo na stanowisku Assistant Professor to była oferta jaką otrzymałem i na którą składałem papiery - wygrał lepszy - i ma na razie 1 h tygodniowo w porywach do 2 h tygodniowo. Nie zna niemieckiego, ani francuskiego ani włoskiego - to są jedyne zajęcia po angielsku, których z kolei nie chcieli prowadzić dotychczasowi pracownicy departamentu (choć wcześniej ktoś od nich prowadził, jednak wzrosła liczba godzin w szwajcarskich językach i na angielskie zajęcia woleli kogoś mieć). Możliwe, że na innych uczelniach jest inaczej. Na tej - wszyscy w zakładzie mieli po 1 - 2 h dydaktyczne tygodniowo. Odpowiedz Link
dala.tata Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 22:35 no to nie mow o szwajcarii, ale o jednym dept na jednej uczelni w szwajcarii. nawiasem mowiac, nadal w to nie wierze. Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 23:37 nie wierz ja też nie wierzę nawet w 40% informacji z Twoich wpisów - i to nie z rewanżyzmu - po prostu nie wierzę, bo wydają mi się niezgodnie z tym co osobiście poznałem i poznaję Odpowiedz Link
dala.tata Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 23:47 No wlasnie. ja mialem na dzieje, ze to nie bedzie wiecej niz 35 procent. Odpowiedz Link
dr_pitcher Re: pensum dydaktyczne za granicą 18.09.14, 19:18 Zalezy od uczelni, kierunku, programu, kontraktu Minimum to 0 (tak zdarzaja sie takie) Maximum to 4-5 kursow na semestr czyli 8 to 10 godzin tygodniowo Raz na 6 lub 7 lat roczna przerwa W USA i w Kanadzie jak sie ma granty lub obowiazki administracyjne to liczna godzin jest przewaznie zmniejszona. Odpowiedz Link
flamengista zupełnie nierelewantne pytanie 18.09.14, 20:53 Bo zasadnicza różnica między Zachodem a nami nie tkwi w liczbie godzin dydaktycznych, tylko w sposobie określania i rozliczania obowiązków w pracy i organizacji tej pracy. W amerykańskiej uczelni, w której byłem na stażu (3 liga, przeciętny stanowy uniwersytet) na wydziale który wizytowaliśmy przeciętny pracownik ma max. 3-4 kursy. Ale te kursy prowadzi kilka razy w semestrze, dość intensywnie w interwałach po 3-4 tygodnie. W tym czasie spotyka się na zajęciach ze studentami po 3, nawet 4 razy w tygodniu. Wychodzi więc całkiem sporo dydaktyki, bo ca po 15 godzin tygodniowo. Częstym obowiązkiem w tej uczelni jest też szersza działalność na rzecz społeczności studenckiej: np. szef wydziału był w zarządzie rady sportowej i kierował sekcją żeńskiego soccera. Ale każde takie działanie było rozliczane i albo dodatkowo płatne, albo odejmowane od dydaktyki. Ponadto wszystko było przygotowane na tip-top. Na przykład kartę pracowniczą, uprawniającą do dostępu do biblioteki i wszystkich obiektów sportowych wyrobiono nam w 60 minut. Tam pracownik ma tylko zajmować się tym, co leży w zakresie jego formalnych obowiązków. I z tego jest sumiennie rozliczany. Równocześnie ma zapewnione świetne warunki tej pracy: nie musi się martwić, że padła żarówka od rzutnika multimedialnego, nie musi martwić się o dostępność sal dydaktycznych. Nie zgłasza się do niego przysłany przez panie z dziekanatu student który nie ma zdanego egzaminu 2 tygodnie po zakończeniu sesji. Wyjeżdżając na konferencję nie rezerwuje się samodzielnie biletów lotniczych i hotelu. Organizując konferencję nie chodzi się do Pana Stasia, by załatwić gościom wjazd na uczelnię i nie parzy się kawy do termosów. Nie kombinuje się, jak upgrade'ować statę pomijając zamówienia publiczne (i 12 miesięcy oczekiwania), tylko się ją ma automatycznie. W bibliotece jest zaś dostęp zdalny do 70% najważniejszych czasopism, nie trzeba o nie prosić na forum DNU. Reasumując: przynajmniej w USA praca na uczelni może być całkiem ciężka, ale znacznie mniej męcząca niż u nas. Bo u nas wiele pary idzie w gwizdek, a nasz wysiłek idzie na marne. Pracujemy bardzo ciężko, ale nie ma żadnych widocznych efektów. W rezultacie wydajność pracy jest znacznie niższa niż na Zachodzie, co powoduje frustrację. Odpowiedz Link
dala.tata Re: zupełnie nierelewantne pytanie 18.09.14, 21:22 to w duzej mierze odpowiada temu, jak to wyglada w UK. i pomownie: nie da sie latwo porownac 'pensum' polskiego i brytyjskiego, bo co innego do niego wchodzi, jest to inaczej rozliczane, a owe polskie 360 godzin nic nie znaczy w takim systemie, chocby dlatego, ze w brytyjskim systemie sa nieporownywalnie wieksze obciazenia administracyjne, narzucane zarowno przez rzad, jak i przez uczelnie. Dla przykladu, Home Office wymaga od uczelni, zeby doktorant zjawil sie na uczleni przynajmniej raz w miesiacu, bo jak nie, to straci wize. Niekotre uczelnie uwazaja ze to musi byc kontakt z promotorem. wprowadzily wiec notatki sluzbowe z takiego spotkania. To oczywiscie nie jest w polskim pensum dydatkytcznym, co nie znaczy, ze nie zajmuje to czasu i energii. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: zupełnie nierelewantne pytanie 18.09.14, 21:52 Pracownik na polskiej uczelni ma sztywne pensum dydaktyczne, tj. okreslona liczbe godzin do przeprowadzenia ze studentami. Cala reszta obowiazkow nie wchodzi w zadna ewidencje czasu pracy. Tu nie ma zadnych ograniczen. The sky is the limit. Jednak najgorsza i najbardziej upierdliwa rzecz to nie sa wcale narzucone odgornie obowiazki administracyjne, ale niska kultura organizacyjna i beznadziejne zarzadzanie. Jak chcesz zorganizowac event, to tak jak pisze fla, konczy sie na tym, ze sam sypiesz kawe do termosow, bo o cateringu uniwersyteckim nie ma nawet co myslec. Najwiecej czasu pochlania nie praca, ale zapewnienie sobie warunkow, w ktorych jakakolwiek praca i zrobienie czegokolwiek sensownego jest mozliwe. Odpowiedz Link
flamengista najśmieszniejsze jest to 18.09.14, 22:01 że przez lata robieniem kawy zajmowała się Pani X z działu Y. Pisało się pismo, podawało źródło finansowania i było zrobione. Teraz to samo trzeba zaplanować rok do przodu, więc nikt Pani X nie prosi o catering do konferencji. Czy w związku z tym Pani X, nie mająca NIC do roboty nie dostała innych obowiązków? A może z ich braku została zwolniona i oszczędzono na etacie? Nie, skądże znowu. Pan X siedzi w swoim biurze i nie ma nic do roboty. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: najśmieszniejsze jest to 19.09.14, 09:13 flamengista napisał: > Nie, skądże znowu. Pan X siedzi w swoim biurze i nie ma nic do roboty. To świadczy o szczególnie wysokiej jakości kultury organizacyjnej na Twojej uczelni, gdzie indziej bowiem nikt by do takiej sytuacji nie dopuścił. Zostałaby zatrudniona Pani Y, żeby Pani X nie siedziała sama w swoim biurze. Odpowiedz Link
flamengista w to nie wątpię 18.09.14, 21:57 nie mam żadnej wątpliwości co do tego, że w WB się ciężko pracuje. Ale myślę, że jest podobnie jak z perspektywy polskich lekarzy, którzy są warunkami pracy tamże zachwyceni. A to nie tylko z powodu zarobków, ale kultury pracy i warunków organizacyjnych. Jak opisał mi swego czasu respondent (robiłem badania eksploracyjne o migracji lekarzy z Polski) tam jego obowiązki były w 100% określone, a jak oczekiwano czegoś ponad to grzecznie pytano i na ogół dodatkowo za to wynagradzano. A w Polsce robił równocześnie za sekretarkę. Ten tydzień spędziłem m.in. na: - wizycie w supermarkecie - zakup materiałów i żywności na konferencję. Mimo, że są pieniądze w projekcie nie da się ich wydać na catering, bo wymaga to zaplanowania z rocznym wyprzedzeniem. Kupioną w ten sposób kawę, herbata i ciastka BYĆ MOŻE uda się rozliczyć, na razie założyłem 100 zł z własnej kieszeni; - drukowaniu materiałów konferencyjnych oraz pakowaniu teczek - j.w., mimo środków w projekcie nie można tego kupić, bo jest za późno - wydać środki trzeba do końca miesiąca (sic!); - drukowaniu postera na inną konferencję - na uczelni "nie da się", mimo że mamy dział poligrafii. Znowu - wziąłem fakturę, ale nie mam żadnej pewności że odzyskam pieniądze; - ściąganiu nowej wersji oprogramowania statystycznego, bo stara nie obsługuje interesującej mnie (pod kątem badań do habilitacji) bazy danych. Normalnie musiałbym czekać blisko rok, więc zaryzykowałem i zamówiłem upgrade za własną kasę. Może uda się odzyskać 1000 złotych (pieniądze są, szef bez problemu się zgodził, ale problemem znowu są przepisy!); - ustawianiu recepcji i stołu konferencyjnego, wystawianiu teczek, ciastek i termosów z kawą - całe szczęście pomogli koledzy z zespołu (choć wcale nie musieli); - wydzwanianiu do stosownego działu z pytaniem, gdzie moja delegacja i czemu jeszcze nie ma zaliczki na poniedziałkowy wyjazd na zagraniczną konferencję (co groziło koniecznością wyłożenia kolejnych 1500 zł, by założyć za hotel i diety); - weryfikowaniu informacji o organizowanej przeze mnie konferencji na stronie uczelni, oczywiście był błąd który wyłapałem. To tylko mała próbka, moim zdaniem w pełni reprezentatywna. Z takimi pierdółkami boryka się 99% użytkowników tego forum. Dodajmy, że niemal wszystkie te rzeczy są w cywilizowanym świecie w gestii innych osób - naukowiec tylko wydaje dyspozycje i jest zrobione. Ja muszę pilnować, żeby Pani Henia załatwiła u rektora moją delegację - bo jak nie dopilnuję, to oczywiście nie jest to zrobione... To wszystko jest niezwykle smutne. Mój zmarły niedawno dziadek, profesor fizyki, przez pół zawodowego życia w PRL zamiast robić prawdziwą naukę (a miał spore osiągnięcia, z publikacjami w najlepszych czasopismach) jeździł po całej Polsce zamawiając śrubki, rurki i specjalne części do budowanego przez siebie urządzenia. W tym samym czasie jego koledzy na Zachodzie podobne urządzenia kupowali z grantu. Niby komuny nie ma, a dalej to samo. Zamiast zajmować się swoją pracą pełnimy rolę sekretarzy, portierów, sprzątaczy, urzędników, kontrolerów, kierowców i Bóg wie kogo jeszcze. Największym problemem polskiej nauki nie są pieniądze (choć te są marne), ale FATALNA organizacja pracy. To jest po prostu masakra, bezczelne marnowanie środków publicznych i polskich talentów. Odpowiedz Link
dala.tata Re: w to nie wątpię 18.09.14, 22:20 Tak, to prawda. nasze oboiwazki sa gorry ustalane i wlasciwie nie do zmienienia. Poza jakimis szczegolnymi przypadkami nie mozna mi w polowie roku dac jakiegos znacznego obowiazku. a jesli zaszlaby taka koniecznosc, to w przyszlym roku zostanie mi obnizone pensum. Ogolnie jest tak jak mowisz ty i chario. Jest znacznie wyzsza kultura organizacyjne, w ktorej wszystko jest raczej (podkerslam jednak to raczej) transparentne. Co nie znaczy, ze nie ma przeroznych problemow i wszystko jest piekne i swieci nad nami slonce na pieknym niebieskim niebie. Mamy oczywiscie cala mase problemow (chocby drastycznie wysokie zbiurokratyzowanie), ktore nas wkurzaja. Nie mam jednak watpliwosci, ze organizacyjnie jestesmy o lata swietlne przed polskimi uczleniami, rowniez tymi, ktore sie bardzo staraja. Zeby jednak bylo ci lepiej, powiem ci, ze od czterech miesiecy nie wyplacono mi zwrotow kosztow za konferencje, bo jedna pani zapomniala, druga nie dopatrzyla, a trzecia byla na wakacjach, czwrta nie doczytala. I nikogo nie interesuje to, ze to mi narastaja odsetki u cioci VISY. POcieszam sie jednak, ze dostalem serdeczne przeprosiny od dziekana, do ktorego napisalem wkurwionego maila, a ktory tez bardzo ubolewal :) tak ogolnie to sa jednak rzadkie wypadki i ogolnie zazwyczaj wszystko dziala tak jak mowi, ze ma dzialac (co nie znaczy ze szybko i sprawnie, ale przynajmniej w miare przewidywalnie). Odpowiedz Link
dr_pitcher Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 08:54 Tylko raz w miesiacu? U mnie doktorant ma sie ojawiac codziennie. gwarantowane trzy tygodnie urlopu w roku Odpowiedz Link
dala.tata Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 09:02 Raz w miesiacu musi, bo takie jest prawo i z tego musi byc notatka sluzbowa. To, czy sie pojawia czwsciej czy nie, tego juz home office nie monitoruje. Nawiasem mowiac, jako ze byly juz przypadki podawania uczelni do sadu przez nieudanych doktorantow, proces promowania jest coraz barsziej zbiurokratyzowany niestety. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 09:06 flamengista napisał: > Reasumując: przynajmniej w USA praca na uczelni może być całkiem ciężka, > ale znacznie mniej męcząca niż u nas. Bo u nas wiele pary idzie w gwizd > ek, a nasz wysiłek idzie na marne. Pracujemy bardzo ciężko, ale nie ma żadnych > widocznych efektów. W rezultacie wydajność pracy jest znacznie niższa niż na Za > chodzie, co powoduje frustrację. W samo sedno. Jak to ktoś kiedyś trafnie ujął, u nas znaczną część energii i czasu traci się na miotanie po twardym dysku. Odpowiedz Link
nullified Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 13:51 flamengista napisał: > Bo zasadnicza różnica między Zachodem a nami nie tkwi w liczbie godzin dydaktyc > znych, tylko w sposobie określania i rozliczania obowiązków w pracy i organizac > ji tej pracy. poniekąd; także w dośc zasadniczej różnicy dotyczacej rozumienia "celów" i tzw. "środków". Lokalnie olbrzymia częśc biurokracji ma charakter mocno "obronny". Zarówno co do "istoty" jak i "formy" ;) Kretynizm kaerków jest tego niezłym przykładem, dysproporacja między możliwymi do osiagnięcia środkami a stopniem mistycyzmu tabelkoidalnego w ramach paneli NCN poniekąd w pewnej mierze też. Narzekamy na biurokrację (ja mam niejakie skrupuły ;p ) niemal wszyscy, tyle że popatrzmy ile się tym "paniomwdziekanacie" i innym takim płaci. Admninistracja, sprawna, kosztuje i to niemało. Jak się rzuca osobom mającym zarzadzać spora kasą (przynajmniej relatywnie) np. grantową, pensję minimalną i mają jeszcze palić świeczki z wdzięczności bo są "w zasadzie na etacie", trudno naprawdę oczekiwac cudów. O ile zasadniczo wszedzie uczelnie mniej czy bardziej publiczne płacą dość słabo (w porównaniu do niektórych prywatnych, acz z tym też bywa różnie) - "zróżniczkowanie" leży też w sposobie określania obowiązków. Jesli zatrudniony jesteś jako "łapacz grantów" to ci nie dowalają dydaktyki bez sensu (zwłaszcza dydaktyki kompletnie losowej "bo godziny uciekną"), jesli natomiast jesteś wykładowcą - to orzesz jak wół ze studentami i nikt ani nie oczekuje od ciebie "nobli" ani tez nie będzie się przejmował tym, że "ty to byś potrafił i chciał, gdyby tylko...". Krótko - w tzw. "cywilizacji" mało kto oczekuje że kazdy jednoczesnie będzie sobie sterem, żeglarzem, okrętem i dziurą w moście (głównie to wychodzi z tego ta dziura ;) ). Zdecydowanie inne jest też podejście do dydaktyki. Lecturer to zdecydowanie coś więcej pod względem "prestiżu" niż polski "wykładowca" (czytaj: niedorobiony doktor/hab, inaczej odpad produkcyjny), nawet uwzględniając że pozycja wykładowców, szczególnie nie należacych do "staffu" jest b. niska. Wbrew większości zaklęć, zasadniczo dydaktykę w kraju ma się głenboko w tym miejscu co się nazywa "gdzieś". Kretyńskie hasła z gatunku "uczymy praktycznie" (zdecydowanie wolałbym" "uczymy naprawdę" :P ) ten stan mocno pogorszyły... Zresztą - co tu wiele gadac - "łoś jaki jest kazdy widzi". Niezaleznie od wszystkich "podwyżków", enceenów i innych takich (i wbrew dali o! :D ) póki nie sięgnie się pewnego punktu granicznego w wynagrodzeniach ( w uczelnianej biurokracji też, bo ona jest ważna!) nijak nie może być "lepiej". Pasją to człek może wiele, nawet paskiem od spodni laserowe miecze składać, tyle że z tego na dłuższą metę wychodzą trociny. Odpowiedz Link
dala.tata Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 14:20 nully, a jaki jest ten pulap granivzny i dla kogo?pulap graniczny nie przeszkodzi oczywiscie w wieloetatowosi, prawda? problem jest w tym, ze ja znam troche osob, ktore zarabiaja za malo, niestety, znam znaaaacznie wiecej takich, ktorzy zarabiaja za duzo. jestem wiec pewien ze3 tu nie chodzi o zden pulap. nawiasem mowiac saseidnia krotka dyskusja nt ncn swietnia uswiadamia problem. ncn bedzie dobre wtedy, jak MNIE da grant. co ogolnie powinno sie przekladac na grant dla kazdego, kto poprosi. i tak samo jest z pensjami. chodzi o to, zeby wszystkim podniesc i to o duzo, prawda? a dlaczego? bo sie nalezy. a dlaczego sie nalezy? bo tak, bo elyta, bo inteligencja, sol ziemi itd itd. sorry, nully..... Odpowiedz Link
nullified Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 18:13 dala.tata napisał: > nully, a jaki jest ten pulap granivzny i dla kogo?pulap graniczny nie przeszkod > zi oczywiscie w wieloetatowosi, prawda? a na pewno nie widziałeś nigdy zjawisk typu wykładowca w cośtam, prezes w cośtam, manager czegoś + honorowy uczestnik czegoś innego w tzw. "świecie". Oj te "pieniądze" jakoś tak dziwnie bolą ^^. Dowcip w tym, że akurat w tym poście to ja pisałem o porządnych pieniądzach *dla administracji* a nie dla tych *nierobów_przeterminowanych_adiunktów* (etc). Jak się płaci komus za prowadzenie sekretariatu 8sekretariat to powazna rzecz) minimalną (o ile w ogóle, w końcu mamy różne patenty na obniżanie wynagrodzeń nie tylko sprzątaczkom), to prosze nie oczekiwać że otrzyma się obsługę na sensownym poziomie. > > problem jest w tym, ze ja znam troche osob, ktore zarabiaja za malo, niestety, > znam znaaaacznie wiecej takich, ktorzy zarabiaja za duzo. jestem wiec pewien ze > 3 tu nie chodzi o zden pulap. Ten "pułap" to w ogóle możliwość zatrudnienia kogokolwiek kompetentnego. Kompetentny administrator przyjdzie ci pracowac za marne grosze na uczelnie? jaja sobie robisz? A potem my jeczymy, że musimy wszystko robić a "Pań Hań" jedynie opanowała sztukę zarzadzania ekspresem do kawy. > nawiasem mowiac saseidnia krotka dyskusja nt ncn swietnia uswiadamia problem. n > cn bedzie dobre wtedy, jak MNIE da grant. co ogolnie powinno sie przekladac na > grant dla kazdego, kto poprosi. i tak samo jest z pensjami. chodzi o to, zeby w > szystkim podniesc i to o duzo, prawda? a dlaczego? bo sie nalezy. a dlaczego si > e nalezy? bo tak, bo elyta, bo inteligencja, sol ziemi itd itd. sorry, nully... przepraszam, ale w miarę możliwości nie myl mnie z jakimiś chochołami (własnymi?) ;) Odpowiedz Link
dala.tata Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 21:52 nully, blagam, jak juz ignorujesz to, co pisze, to sprobuj to jakos ukryc, zamydlic mi oczy co? poza tym to sie wez zdecyduj. ty dopiero chcesz zatrudniac kogos kompetentnego, czy chcesz podwyzszac wszystkim place, bo juz sa kompetentni. bo ja juz tego nie lapie. Odpowiedz Link
nullified Re: zupełnie nierelewantne pytanie 20.09.14, 16:06 dala.tata napisał: > nully, blagam, jak juz ignorujesz to, co pisze, to sprobuj to jakos ukryc, zamy > dlic mi oczy co? poza tym to sie wez zdecyduj. ty dopiero chcesz zatrudniac ko > gos kompetentnego, czy chcesz podwyzszac wszystkim place, bo juz sa kompetentni > . bo ja juz tego nie lapie. >.> może te praktyki robotnicze to nie był taki zły pomysł, lol... prowadziłęś kiedyś sekretariat? Zarządzałeś obiegiem dokumentów w instytucji? Pilnowałeś działania sieci w systemie uczelnianym, lub robiłeś cokolwiek z tej krótkiej listy (taktownie nie wspominam o księgowości) w mniejszej skali? Oczekujesz że będziesz miał dobrych fachowców, porządnych techników od tego za wynagrodzenie, które jest obelżywe nawet dla stazysty? no pomyśl prosze... >.> Jak to kiedyś Zgred ujął u Kulczyckiego - wrzuta kasy nie gwarantuje sukcesu, brak kasy (pensje poniżej pewnego progu) gwarantuje klęskę. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 15:11 co masz na myśli? "a stopniem mistycyzmu tabelkoidalnego w ramach paneli NCN" Odpowiedz Link
nullified Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 18:16 adept44_ltd napisał: > co masz na myśli? > > "a stopniem mistycyzmu tabelkoidalnego w ramach paneli NCN" koniecznośc domyślania się co akurat poeci mogą mieć tym razem na myśli >.> Akurat w tej kwestii czuję się wyjątkowo "obiektywny" :D - nigdy nie składałem do nowego cielska żadnych wniosków, (no i nie narzekam że nie dostaję, jak nie składam to jakbym miał dostawać x,x) i nie zamierzam. ROzliczać kredek jak autostrady to mi się nie chce. Dzięki, niech Matczyzna daje komu innemu, ja patriotycznie palę fajki i wyłudzam od kogo innego ;) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: zupełnie nierelewantne pytanie 19.09.14, 21:47 Jezu..., choć z drugiej strony - fakt, że nie wiesz, o czym mówisz, tłumaczy to, co mówisz... i to jest mistyczne... Odpowiedz Link
nullified Re: zupełnie nierelewantne pytanie 20.09.14, 16:08 adept44_ltd napisał: > Jezu..., choć z drugiej strony - fakt, że nie wiesz, o czym mówisz, tłumaczy to > , co mówisz... i to jest mistyczne... wziąłem, popatrzyłem, machnąłem ręką i poszedłem gdzie indziej wyciągac łapę. Ej! - Ciesz się! ;) ZOstaje więcej dla innych :D Odpowiedz Link
flamengista żartujesz z tą administracją 19.09.14, 20:18 Już dawno się skończyło obsługiwanie "grantowców" za darmo (tzn. tylko za pobranie narzutu przez uczelnię). Powszechnym zjawiskiem - nie tylko u nas, ale i wśród znajomych pracujących w Polsce - jest wymuszanie przez administrację zatrudniania w projekcie, bo inaczej nie kiwną nawet palcem. Ja bym nawet był zwolennikiem takiego rozwiązania (tzn. że mający więcej obowiązków pracownicy administracji jako bardziej wydajni dostają więcej), ale tu działa to na zasadzie szantażu - "jak nas nie zatrudnisz, to zastosujemy taką obstrukcję, że nie wydasz własnych pieniędzy". Więc znowu dochodzi do chorej sytuacji: naukowiec mający grant z zarządzającego pieniędzmi staje się petentem administracji. A to on powinien mieć możliwość wyjścia z taką propozycją i wyboru "podwładnego". Dodajmy, że to wsparcie administracyjne jest dopiero wtedy, gdy naukowiec sam sobie ten wniosek o grant napisze i grant pozyska. A wsparcie powinno być już na etapie przygotowywania wniosku, oczywiście nie za darmo - mając zagwarantowane udziały w przyszłych "zyskach". Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy nie trzeba Szwajcarii 18.09.14, 23:50 www.wsiz.rzeszow.pl/pl/nauka-i-badania/oferty-pracy-dla-naukowcow/Documents/ogloszenie_pracownik_naukowy-pazdziernik_2013.pdf Adiunkt, 5000 zł miesięcznie, 2 godziny tygodniowo pensum profesor podwórkowy, 1 godzina tygodniowo pensum, 9000 zł miesiecznie źródło: www.wsiz.rzeszow.pl/pl/nauka-i-badania/oferty-pracy-dla-naukowcow/Documents/ogloszenie_pracownik_naukowy-pazdziernik_2013.pdf strona: 2 Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy 1h tygodniowo - Re: nie trzeba Szwajcarii 18.09.14, 23:51 powyższą ofertę znalazłem na stronie MNiSW: LINK Odpowiedz Link
chilly 1h tygodniowo - Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 15:58 klamczuchosiedlowy napisał: > powyższą ofertę znalazłem na stronie MNiSW: > LINK Gdzie my - tam Szwajcaria! Odpowiedz Link
dala.tata Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 00:13 no to okzuje sie ze w Polsce adiunkt ma 2 godziny tygodniowo i to na dodatek jest argument, ze w Szwajcarii tak jest. Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 00:42 Nie mam do Ciebie pretensji, że jesteś niezorientowany, ale wybacz, nie będę Tobie wyszukiwał ofert pracy. forum.gazeta.pl/forum/w,87574,154420776,154516793,Re_nie_trzeba_Szwajcarii.html Oferta z Australii: 60 minut tygodniowo z USA: 2 semestry po 2 godziny tygodniowo z Rosji w Moskwie za 115000 USD, 120 minut tygodniowo oferta z Austrii, za 60000 EUR, 3 godziny tygodniowo oferta z USA, 5 godzin tygodniowo oferta z Portugalii, 90 godzin rocznie, czyli 3h tygodniowo i tak dalej - średnie obciążenie to 2 - 3 godziny tygodniowo w konkurencyjnych atrakcyjnych ofertach oczywiście są też oferty ukierunkowane tylko pod dydaktyków bez oczekiwań naukowych - wtedy pensum zbliża się do polskiego naukowo-dydaktycznego standardu 180h rocznie, czyli 6h tygodniowo. A czasem i więcej. Odpowiedz Link
chilly Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 16:00 dala.tata napisał: > Czy to w kantonie podkarpackim? W kantonie mazowieckim nie ma gór... Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 00:38 Nie mogę podać konkursu w Szwajcarii w którym brałem udział. Tylko jeden zgłoszony był z Polski, więc byłoby to równoważne z podpisaniem. Ale proszę, oferta z Australii: 60 minut tygodniowo z USA: 2 semestry po 2 godziny tygodniowo z Rosji w Moskwie za 115000 USD, 120 minut tygodniowo oferta z Austrii, za 60000 EUR, 3 godziny tygodniowo oferta z USA, 5 godzin tygodniowo oferta z Portugalii, 90 godzin rocznie, czyli 3h tygodniowo i tak dalej - średnie obciążenie to 2 - 3 godziny tygodniowo w konkurencyjnych atrakcyjnych ofertach oczywiście są też oferty ukierunkowane tylko pod dydaktyków bez oczekiwań naukowych - wtedy pensum zbliża się do polskiego naukowo-dydaktycznego standardu 180h rocznie, czyli 6h tygodniowo. A czasem i więcej. Odpowiedz Link
dala.tata Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 00:40 Gdzie ty masz w ogloszeniu z austrii 3 godziny tygodniowo? Do innych nie zagladam, bo mi sie nie chce. Kliknalem na jedno i okazuje sie, ze gadasz bzudry. Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 00:58 jeśli kliknąłeś, to racz też przeczytać 3 ECTS wykładowo i 3 ECTS warsztatowo, 3 punkty ECTS to około 20-30 godzinny kurs, co włącznie z przygotowaniem daje około 2, może 3 godziny tygodniowo - specjalnie zawyżyłem tę wielkość ale niech będzie: 2 godziny tygodniowo to bardziej odpowiedni ekwiwalent 3 ECTS W UE, a Austria jest w UE, tak liczy się obciążenia w ECTS. pl.wikipedia.org/wiki/Europejski_System_Transferu_Punkt%C3%B3w możesz też napisać pod podany w ogłoszeniu email - choć już rekrutacja zamknięta. Ale jeśli nie umiesz przeliczać, to najłatwiej zrozumieć oferty wyrażone wprost godzinowo, jak The teaching load is 90 hours per year, equivalent to three semester courses, and classes are taught in English. 90 godzin podzielone na 30 tygodni to 90 / 30 = 3 godziny tygodniowo. Przy 52 tygodniach roku, to mniej niż 2 godziny tygodniowo. [[ źródło: www.afajof.org/details/job/6606591/Full-Associate-or-Assistant-Professor-tenure-track.html ]] Wiem, że to trudne - jeśli jest się przyzwyczajonym do pomysłów z polskiego podwórka typu 360 godzin i kolejny awans naukowy w 4 lata - jednak tak wygląda to w uczelniach. Byłem na stażu dydaktycznym w MIT Sloan Business School i Harvard Business School - jeden wyjazd, ale ta sama miejscowość, stąd wybór obydwu za jednym razem. I skandalem nad skandale jest to, że część profesorów nie tylko, że ma po 100 minut tygodniowo, to jeszcze w czasie tych 100 minut mają teaching assistents, którzy ich wyręczają w części czynności, które w Polsce jako wykładowca robić musi każdy z nas sam. Ale dwie rzeczy są nie do powtórzenia: punktualność kadry i poziom skupienia słuchaczy. Odpowiedz Link
dala.tata Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 00:43 Zagladnalem do nastepnego, z tym 60 minutami. Lzesz w zywe oczy. Daj juz sobie chlopie spokoj. Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 01:04 Wyraźnie jest napisane: Teaching loads are extremely competitive; new junior faculty members enjoy a one class teaching load in their first year. Assistant Professor zaliczny do junior faculty ma 1 zajęcia w ciągu 1 roku, a 1 zajęcia to 60 minut do 120 minut co tydzień. Przyjąłem zawyżone 120 minut na rok, czyli 60 minut tygodniowo na semestr. Odpowiedz Link
chilly Re: nie trzeba Szwajcarii 19.09.14, 16:10 dala.tata napisał: > in the first year. EOT. A kto każe zatrudniać się na dłużej? Odpowiedz Link
bfp Re: pensum dydaktyczne za granicą 19.09.14, 11:32 generalnie mniej - dużo mniej niż w Polsce o ile adiunkt to stanowisko nie tylko dydaktyczne ale przede wszystkim naukowe z dodatkiem obowiązków dydaktycznych, niewielkich obowiązków dydaktycznych w stosunku do pozostałych konkretne liczby zależą od indywidualnej polityki uczelni, może to być 30 godzin rocznie jak u polskiego profesora tytularnego z funkcją kierownika katedry (na naszej uczelni owe 30 godzin często jest jednym wykładem w jednym semestrze - drugi semestr wolny - uzupełnionym seminariami). Odpowiedz Link
micopl Re: pensum dydaktyczne za granicą 19.09.14, 18:52 Podsumowując średnia liczba godzin spędzonych przez adiunkta fizycznie przy tablicy z reguły jest u nas wyższa niż na uczelniach zagranicznych. Jednocześnie piszecie że u nas wydajność pracy mniejsza, ale w odniesieniu do części dydaktycznej czy ogólnie? Jeśli ta wydajność odnosi się do dydaktyki to co jest jej miarą? Wydaje mi się że jeśli u nas realizowanych jest więcej godzin dydaktycznych w tym samym czasie to chyba wydajność jest większa, chyba aż tak bardzo poziom studentów z naszych co większych uczelni nie odbiega od tych zagranych? A jeśli chodzi o wydajność ogólną to chyba trudno się spodziewać wyższe obciążenia dydaktyczne będą pomagały naszym adiunktom w pisaniu artykułów. Odpowiedz Link
flamengista 2 różne rzeczy 20.09.14, 08:37 wydajność dydaktyczna jest u nas z pewnością większa, jeśli faktycznie mierzyć ilością godzin. Inne miary są subiektywne, ale śmiem twierdzić że przynajmniej na tamtym amerykańskim uniwersytecie z III ligi typowe zajęcia były staranniej przygotowanie, niż u nas. Powodem było nie tylko to, że ktoś mógł się specjalizować w 2-3 kursach i je cyzelować. Ale też dostępnością narzędzi. Tam już 5 lat temu był blackboard, tablice multimedialne i inne bajery. U nas jest nadal darmowy moodle, który bywa zawodny, a i wizualnie nie jest atrakcyjny Nic więc dziwnego, że nasi studenci przyjeżdżają stamtąd zachwyceni i dziwią się, czemu u nas nie może być podobnie. Co do wydajności naukowej - statystycznie na zachodzie jest wyższa, ale też nie można tego demonizować. Statystyki zawyżają wybitne jednostki, które tam są dopieszczone - stwarza się im komfortowe warunki pracy, albo przynajmniej im się nie przeszkadza. Jest jednak też wielu przeciętniaków, no i też istnieje zjawisko GTW, która często nie pisze nic w międzynarodowych czasopismach (vide: Włochy). Moim zdaniem w zachodnich uczelniach - szczególnie w USA, ale też WB, Niemczech, Holandii, może nieco rzadziej we Włoszech czy Hiszpanii - istnieje jednak pewna hierarchizacja zależna od osiągnięć. Jesteś świetny i pracowity - możesz zarabiać więcej i przede wszystkim mieć komfortowe warunki pracy. U nas niestety ciągle panuje demokracja ludowa, a więc narzucona sztucznie spłaszczona siatka płac, w której niewiele miejsca na uznanie indywidualnych osiągnięć. To promuje przeciętność. Przykład najbardziej wymowny: od 2 lat porzuciłem strategię publikowania ilościowego w czasopismach polskich (dającą multum punktów) na rzecz ambitniejszej strategii celowania w publikacje z llisty A i C. Pierwszy rok oczywiście był marny z uwagi na wydłużony proces recenzyjny, ale w drugim pojawiają się efekty. I co się okazuje? Jak zacząłem podliczać punkty z mojej najbardziej "wypasionej" publikacji w tym roku, okazało się że w zasadzie tą samą liczbę punktów (potrzebnych do nagrody Rektora i premii $$$) mogłem osiągnąć publikując w naszych zeszytach naukowych! Za publikację w czasopiśmie z IF 1 jest 30 punktów, ale dzielone na 3 autorów (więc wypada 10), za to za nasze zeszyty jest 8. A artykułów jednoautorskich do takich czasopism jak nasze zeszyty średnio utalentowany adiunkt może wyprodukować 5-6 w ciągu roku. Do nagrody zgłasza się 5 najlepszych publikacji w danym roku, przy czym liczą się punkty. Ja obecnie nie jestem w stanie wyprodukować 5 publikacji (nawet wieloautorskich) do czasopism z JCR w ciągu roku kalendarzowego i myślę, że długo jeszcze będzie to dla mnie nieosiągalne. Widać więc, że narzędzia finansowego stymulowania produktywności naukowej są u nas dość skromne i nadal promują przeciętność. Odpowiedz Link
dala.tata Re: 2 różne rzeczy 20.09.14, 13:09 WLansie w siasiednim watku o tym napisalem. to musi byc ultrafrustrujace, by pisac do dobrego pisma, a nagrody dostaja ci, ktorzy pisze byle chlam. Jednak to niestety glownie mowi o tym, jak rozumie nauke rektor. Nie mam tez watpliwosci, ze na dluzsza mete lepiej miec mniej, ale dobrych artykulow. Odpowiedz Link
ford.ka Re: 2 różne rzeczy 20.09.14, 14:39 Można pisać do dobrych i nigdy nic nie dostać, bo rektor skasował nagrody... Odpowiedz Link
dobrycy Re: 2 różne rzeczy 20.09.14, 15:01 Nawet jak nie skasował, to na jednym wydziale gdzie publikują stale w najlepsych czasopismach albo nikt nie dostanie nagrody, albo nagrode dostanie sie za np. publikacje w Nature czy Science. A na jakims humanistycznym czy teologicznym wydziale wystarczy zwykła ostatniego sortu publikacja zagraniczna żeby wszyscy po nogach sikali. Gdzie tu sprawiedliwość ? ford.ka napisał: > Można pisać do dobrych i nigdy nic nie dostać, bo rektor skasował nagrody... Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 2 różne rzeczy 20.09.14, 15:04 pokaż mi ten wydział humanistyczny, gdzie tak jest :))), pojęczę wtedy wraz z tobą nad sprawiedliwością... Odpowiedz Link
dobrycy Re: 2 różne rzeczy 20.09.14, 15:18 Przykładu nie podam, bo nie chce dekonspiracji. Ale popraw mnie jezeli sie myle - nagrody przychodzą na wydział, więc jeżeli wydział jest bardzo kiepski, to nagrody dostają też na nim dużo bardziej kiepscy pracownicy niż na dobrym wydziale. adept44_ltd napisał: > pokaż mi ten wydział humanistyczny, gdzie tak jest :))), pojęczę wtedy wraz z t > obą nad sprawiedliwością... Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: 2 różne rzeczy 20.09.14, 15:30 tak samo jest w naukach ścisłych, popraw mnie...; ta różnica wiąże się też z tym, że są uczelnie kiepskie i lepsze itd..., ale tobie, piszącemu do Science i Nature, kasę odbierają tylko humaniści ;-), popraw mnie...; natomiast instytucja nagród po prostu obumarła... Odpowiedz Link
flamengista gdzie obumarła, tam obumarła 20.09.14, 16:10 u nas mają się całkiem dobrze. 1 stopnia to ca. 3.5 tys. na rękę, 2 stopnia 2.5, 3 stopnia 1.5. Podaję dane sprzed 2 lat, w tym roku mnie to ominęło. Odpowiedz Link
flamengista :) 20.09.14, 23:41 dodam, że dla prawdziwych wymiataczy u nas ta kasa to jest na frytki, więc nie stanowi żadnego elementu motywacyjnego... 2 razy tyle zarabia się na zwykłej ekspertyzie, albo szkoleniu. Niestety. Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: :) 21.09.14, 10:24 Ale wśród referencji - dla firmy zamawiającej ekspertyzę lub szkolenie - kopia listu o nadaniu nagrody rektora wygląda ładnie. I kto wie, może przysparza zamówień i zwiększa stawkę za szkolenie lub ekspertyzę. Odpowiedz Link
flamengista pewnie 21.09.14, 11:41 podobnie jak zasiadanie w zarządzie lokalnego oddziału organizacji naukowej (zasiada w niej ponad 50% składu członkowskiego) i w radzie redakcyjnej (bo nie redakcji) jakiegoś podrzędnego pisma, za to wydawanego po angielsku (na liście też 80 nazwisk). To taki sam mechanizm jak błyskotki, którymi mamili Afrykańczyków Europejczycy w okresie kolonizacji. I równie skuteczny... Odpowiedz Link
klamczuchosiedlowy Re: pewnie 21.09.14, 12:32 Nie do końca taki sam. Rektor jest pracodawcą i skoro nagradza - to znaczy, że jakoś na tę nagrodę zasłużył nagrodzony. Stąd wśród 800 pracowników naukowych UEK oznacza to, że nagrodzony jest lepszy przynajmniej od nienagrodzonych (w tych 50% nagrodzonych i jest lepszy niż 50% nienagrodzonych) Odpowiedz Link
chilly Re: pewnie 21.09.14, 16:00 klamczuchosiedlowy napisał: > Rektor jest pracodawcą i skoro nagradza - to znaczy, że jakoś na tę nagrodę zasłużył nagrodzony. Stąd wśród 800 pracowników naukowych UEK oznacza to, że nagrodzony jest lepszy przynajmniej od nienagrodzonych (w tych 50% nagrodzonych i jest lepszy niż 50% nienagrodzonych) Nie, to oznacza, że tak uważa rektor. U nas ponad połowę nagród przyznawanych tradycyjnie z okazji Dnia Edukacji Narodowej (dla młodziezy: dawniej Dzień Nauczyciela) rektor dzieli dla dziekanów, dyrektorów i róznych wice. To po prostu taki dodatek motywacyjny. Jeśli ktos nie dostanie, to jest afera. Mniejsza część trafia do instytutów. Na instytut przypadaja ze trzy nagrody. Jedną kasuje z-ca dyr. d.s. dydaktycznych (kolejny dodatek). Co najmniej jednak nagroda jest przydzielana wg punktów, no ale co zrobić, jeśli przez kilkanaście lat co roku najwięcej ich zdobywa kierownik największej katedry? Odpowiedz Link
chilly Re: pewnie 21.09.14, 18:56 Humanitarnie - azotem. wyborcza.pl/1,75477,16679891,Azot_uratuje_kare_smierci_w_USA_.html Odpowiedz Link
dobrycy Re: 2 różne rzeczy 21.09.14, 08:09 adept44_ltd napisał: > tak samo jest w naukach ścisłych, popraw mnie...; ta różnica wiąże się też z ty > m, że są uczelnie kiepskie i lepsze itd... poniekąd prawda , ale tobie, piszącemu do Science i N > ature, kasę odbierają tylko humaniści ;-), popraw mnie...; a tak poza przytykiem personalnym, ja nie mówie o sobie tylko ogólnie o tym że u nas nagrody dostały własnie osoby które opublikowały w tych czasopismach (ja nie) > natomiast instytucja nagród po prostu obumarła... Z racji że nie ma pieniędzy, można zamiast marchewki wprowadzić kija i wprowadzić kary rektora ;-) Odpowiedz Link
chilly Re: 2 różne rzeczy 21.09.14, 09:15 dobrycy napisał: > > natomiast instytucja nagród po prostu obumarła... > Z racji że nie ma pieniędzy, można zamiast marchewki wprowadzić kija i wprowadzić kary rektora ;-) Ministerstwo pomyślało o tym już wcześniej. Odpowiedz Link
flamengista sprawa jest poważniejsza 20.09.14, 16:07 jak już pisałem, dla mnie motywacja nie jest finansowa - chodzi o własne ambicje. Choć oczywiście miło dostać ekstra kasę:) Problem polega na tym, że te nagrody utwierdzają niektórych w mylnym przekonaniu, że to najwłaściwszy sposób uprawiania nauki! No bo skoro sam rektor dał mi nagrodę, to mam namacalne tego potwierdzenie. Swego czasu punktacja MNiSW była tak absurdalna, że 3 artykuły w naszych zeszytach naukowych były tyle samo warte, co 1 samodzielna publikacja w QJE (najlepszym żurnalu, gdzie publikacja daje perspektywy angażu w najlepszych uczelniach na świecie). Troszkę to zmieniono - teraz jest to 6 artykułów. Ale przecież do najlepszych czasopism rzadko kiedy nadsyłamy artykuł napisany tylko przez siebie, częściej w zespole badawczym. Więc różnica jest nadal za mała. Realnie - przynajmniej w ekonomii - powinno być to 10 razy więcej w stosunku do najlepszych krajowych żurnali z listy B. Co najmniej. Odpowiedz Link
flamengista celowo tak podałem 25.09.14, 21:35 bo z prawdziwą wydajnością ma to niewiele wspólnego. Inna sprawa, jak to mierzyć w dydaktyce. W ocenie pracy naukowej przydaje się bibliometria, a w ocenie pracy dydaktycznej? Odpowiedz Link
bfp Re: celowo tak podałem 25.09.14, 23:30 w ocenie pracy dydaktycznej - ilość wpływów na konto uczelni mechanizm jest prosty: na pierwszym roku każdy chętny student podpisuje warunkową umowę, jeśli jego zarobki w kraju będą wyższe o 20% niż innych z takim samym dyplomem (tj. taka sama średnia i taka sama specjalność wg. KRK) ale z innych uczelni, to 0,1% corocznej nadwyżki ponad owe 20% student co roku wpłaca na konto uczelni jako darowizna, ale jeśli zarobki studenta są niższe o 30% od średniej zarobków w grupie posiadającej podobny dyplom, to uczelnia ma zaprosić bezpłatnie studenta na 3 miesięczny kurs uzupełniający i po dwóch latach, jeśli sytuacja się nie poprawi, to co roku uczelnia ma wypłacać 0,05% kwoty poniżej 30% poniżej średniej. Odpowiedz Link