flamengista
01.03.15, 20:16
w kontekście toczącej się właśnie dyskusji na forum chciałem się podzielić swoimi spostrzeżeniami o sytuacji w mojej działce badawczej.
Jest to działka interdyscyplinarna, ale w ostatnich 10 latach stała się - m.in. ze względu na nasilenie badanego zjawiska - niezwykle popularna na gruncie dyscyplin społecznych i humanistycznych. 12 lat temu jak zaczynałem swoją przygodę z nauką, było nas 20-30 osób w Polsce, teraz jest co najmniej 200. Nic dziwnego, bo o naszych badaniach piszą gazety i portale internetowe, są pieniądze na badania więc i więcej chętnych do uszczknięcia tego tortu. Oprócz tych 200 osób jest też multum przypadkowych ludzi, którzy załapali się na jakiś grant (najczęściej z funduszy unijnych) i wypichcili raport badawczy/artykuł.
Popularność badań okazała się jednak pewnym przekleństwem.
Niedawno czołowy badacz zwrócił na forum publicznym uwagę, że coraz częściej trafiają do niego obronione prace doktorskie, a nawet książki habilitacyjne które:
a) nie są recenzowane przez nikogo znaczącego ze środowiska akademickiego z tej działki w Polsce
b) nie cytują najważniejszych prac i najważniejszych badaczy w Polsce
co gorsza, postępowania te kończą się sukcesem, a obronieni doktorzy i nowi habilitanci występują jako "eksperci" od tej tematyki. Jest to o tyle bolesne, że ciągle nie jest to osobna dyscyplina naukowa, ale też obszar badawczy o dużej tradycji w Polsce, co znajduje swoje odzwierciedlenie w PAN (osobny komitet problemowy).
Sam recenzuję teksty dla najważniejszych czasopism z tego obszaru badawczego, siłą rzeczy czytam też sporo prac które powstają z tej problematyki. I nagminne jest niestety pomijanie kwerendy krajowej, kompletna wtórność podejmowanych problemów naukowych, nie mówiąc już o żenującym poziomie metodologicznym (typologia na podstawie 4 studiów przypadku, naiwne próby przeglądowo-eksploracyjne). Ja tego nie puszczam, ale niestety czasem te gnioty przez sito się przecisną, co tylko pogarsza sprawę.
Mam więc pytanie: czy jest to zjawisko powszechne? Czy popularność badań musi oznaczać obniżenie poziomu i ich powierzchowność? Czy dostrzegacie problem nadmiernej "fascynacji Zachodem" - czyli pomijanie kwerendy polskiej, a jedynie wyszukiwanie tekstów anglojęzycznych w google scholar?
Proszę nie odczytywać tego jako ataku na wszystkie dyscypliny społeczne i humanistyczne:)