Dodaj do ulubionych

na ile można liczyć

22.07.15, 12:17
Mam do Państwa pytanie odnośnie poziomu wynagrodzeń na uczelniach vs. instytuty typu PAN. Czy prawdą jest, że poziom wynagrodzeń na uczelniach jest zdecydowanie wyższy aniżeli w instytutach PAN, czy innych resortowych? Jakie [praktycznie] są stawki dla osoby po doktoracie u Państwa na uczelniach? Ile może wynosić brutto wynagrodzenie dla młodego dr? Mam świadomość istnienia tabelek i grup zaszeregowania, ale interesuje mnie praktyka w tym temacie. Czy proponuje się zwykle te najniższe stawki?
Obserwuj wątek
    • pigwa_polska Re: na ile można liczyć 22.07.15, 13:01
      Co za śmieszne pytanie.
      Obecnie nie ma żadnych szans na nowe zatrudnienie - jest blokada tworzenia etatów. Mam stale nadwyżkę nadgodzin starczającą na stworzenie 6 etatów (czyli po stworzeniu 6 etatów będzie jeszcze na tyle nadgodzin, że każdy będzie miał ponad 50% nadgodzin ponad pensum). Ale nie ma zgody na nowe etaty. Nie ma i już.
      A jeśli chcesz się zatrudnić z grantu - bo to jedyna możliwość stworzenia etatu na czas określony - to sam w grancie sobie ustalasz wynagrodzenie. Stąd Twoje pytanie jest bezprzedmiotowe gdyż znasz stawki które sam sobie wyznaczasz. Ale to tylko na czas grantu - potem wylot z uczelni.
      • js.c Re: na ile można liczyć 22.07.15, 13:10
        Zaraz, zaraz: 1500+ godzin zajęć dla jednej osoby?! Gdzie tak jest? To się wydaje fizycznie niemożliwe...
        • pigwa_polska Re: na ile można liczyć 22.07.15, 16:59
          A skad ci wyszlo 1500?
          Obecnie w około 10 osobowej katedrze, każdy niesamodzielny ma około 350 nadgodzin.
          • flamengista to ewenement w skali ogólnopolskiej 02.08.15, 09:55
            takie sytuacje były, ale 8-10 lat temu. Obecnie to zupełnie wyjątkowe sytuacje, nie do powtórzenia ze względu na niż.

            W dodatku opisana sytuacja jest patologiczna, bo wielce prawdopodobne że w innych katedrach na tym samym wydziale godzin brakuje.
            • czlowiek.z.makulatury Re: to ewenement w skali ogólnopolskiej 02.08.15, 10:28
              Jestem skłonny wyobrazić sobie taką sytuację, a znajomy z PKA nieraz opisywał, że jest na wydziale jedna katedra, na którą jest zapotrzebowanie. Dajmy na to katedra finansów i rachunkowości a otoczona jest katedrą leśnego dziadostwa, katedrą leśnych stosunków, katedrą dziadowskiego leśnictwa oraz katedrą w lesie wśród dziadów.

              Wbrew pozorom to nawet niezła sytuacja, bo łatwo sobie wyobrazić, że katedra na którą jest popyt, jest katedrą, w której dziadostwo jest największe, albo można sobie wyobrazić katedrę, w której po prostu siedzi prof. Marian i załatwia, że w jego katedrze wszyscy mają mieć +350 nadgodzin, pomimo iż to najgorsza katedra na wydziale.

              Zgodzę się, że sytuacja jest patologiczna w każdym z przypadków, lecz jednak są to zupełnie trzy różne patologie z różnymi sposobami rozwiązań.
              • flamengista tak, ale z czysto ekonomicznego punktu widzenia 04.08.15, 08:22
                to patologia, że jedni pracują nie wyrabiając pensum i pobierają normalną pensję, podczas gdy inni wyrabiają setki nadgodzin i pobierają za to dodatkową kasę. W rezultacie moce przerobowe są niewykorzystane, a uczelnia ponosi dodatkowe koszty.

                W obecnych warunkach jedynie przy ultra-specjalistycznych kursach trudno przekazać część zajęć komuś innemu, na kierunkach społ-hum praktycznie każdy może prowadzić każdy kurs. Wystarczy podręcznik i trochę pracy.

                Oczywiście taki układ pasuje zarówno katedrom bez pensum (dopóki nie zaczną zwalniać), jak i tym przeciążonym (bo dodatkowy dochód z nadgodzin).

                Z doświadczenia zresztą wiem, że te "nadgodziny", to najczęściej powtarzane po raz n-ty ćwiczenia/laborki, gdzie przez 10 lat schemat jest ten sam: najpierw prowadzący coś pokazuje przez 15 minut, a potem przez resztę z 90 minut studenci robią "kejsy", zadania etc. - przy tablicy, przy okrągłym stole albo na komputerze.

                Sam kiedyś miałem podobny kurs i mimo 500 godzin rocznie prowadziło mi się to znacznie łatwiej niż obecne 250-270 godzin prowadzone na 7-8 kursach.
                • adept44_ltd Re: tak, ale z czysto ekonomicznego punktu widzen 04.08.15, 09:29
                  na kierunkach społ-hum praktycznie każdy może prowadzić każdy kurs. Wystarczy podręcznik i trochę pracy.


                  nie, nie może, nie wystarczy...
                  • flamengista konkretniej 04.08.15, 16:59
                    1. czy będąc ekonomistą, miałbyś problemy z prowadzeniem ćwiczeń z podstaw zarządzaniaczy z mikroekonomii?
                    2. czy będąc socjologiem, miałbyś problemy z prowadzeniem ćwiczeń z wprowadzenia do socjologii, metodologii badań społecznych czy socjologii stosunków międzynarodowych>

                    Bo to na ogół o takie kursy chodzi. 350 godzin nadgodzin nie wyrabia się kursami monograficznymi, tylko masówką dla wszystkich (tzw. obligiem).

                    W dodatku bardzo mnie irytuje podejście niektórych, uważających się za specjalistę w danej dziedzinie i odmawiających robienia czegoś innego. Mieliśmy takich geniuszy i u nas - np. specjalistów od klanów w Kongo, którzy proszeni o kurs z antropologii kulturowej twierdzili że mogą prowadzić tylko kurs o klanach w Afryce Środkowej. Praca na uczelni wymaga jednak ciągłego dokształcania się i to nie tylko w bardzo wąskiej, własnej specjalizacji.

                    Ja też chciałbym prowadzić wyłącznie kursy powiązane z moimi badaniami, ale nie ma takiej możliwości.
                    • adept44_ltd Re: konkretniej 04.08.15, 17:21
                      no to konkretniej - jak jestem historykiem literatury staropolskiej, to nie poprowadzę ćwiczeń z literatury najnowszej..., itd., itp..., a co dopiero z teorii literatury i paru innych takich ;)
                      • dobrycy Re: konkretniej 04.08.15, 21:45
                        adept44_ltd napisał:

                        > no to konkretniej - jak jestem historykiem literatury staropolskiej, to nie pop
                        > rowadzę ćwiczeń z literatury najnowszej..., itd., itp..., a co dopiero z teorii
                        > literatury i paru innych takich ;)
                        uff, na szczęście Ewa Sz. to nie jest literatura staropolska
                        • adept44_ltd Re: konkretniej 05.08.15, 00:46
                          dobrycy napisał:

                          > adept44_ltd napisał:
                          >
                          > > no to konkretniej - jak jestem historykiem literatury staropolskiej, to n
                          > ie pop
                          > > rowadzę ćwiczeń z literatury najnowszej..., itd., itp..., a co dopiero z
                          > teorii
                          > > literatury i paru innych takich ;)
                          > uff, na szczęście Ewa Sz. to nie jest literatura staropolska

                          to naprawdę jest bardziej smutne niż śmieszne..., no ale każdy ma wyzwania, które go dręczą ;-)
      • mark228 Re: na ile można liczyć 23.07.15, 14:49
        Nie pojmuję, co w moim pytaniu jest śmiesznego. Tu, gdzie jestem są możliwości i są szanse, przynajmniej dla mnie. Być może na uczelni, w której Pani pracuje jest inaczej. Tego nie wiem, nie kwestionuję i nie uważam tego za śmieszne. Znam kilka przypadków zatrudnienia osób, które wcześniej pracowały w grantach, więc z tym wylotem, to też nie jest reguła. Oczywiście jeśli ktoś pracując w grancie robi sobie nadzieję, że znajdzie się etat i zostanie na uczelni, moim zdaniem jest co najmniej nieodpowiedzialny, ale to już osobny temat...
    • flamengista można liczyć na niewiele 22.07.15, 13:32
      CytatCzy prawdą jest, że poziom wynagrodzeń na uczelniach jest zdecydowanie wyższy aniżeli w instytutach PAN, czy innych resortowych?
      To prawda, ponieważ dochodzą dodatki za zajęcia dydaktyczne. Pamiętać jednak trzeba, że wiąże się to z dodatkowymi obowiązkami, których w PAN nie ma.

      CytatCzy proponuje się zwykle te najniższe stawki?
      Dokładnie tak, są tabelki i grupy zaszeregowania, ale uczelnie na ogół proponują najniższą stawkę. Standardem jest też zatrudnianie młodego doktora "na próbę" na etacie asystenckim, dopiero po 3-4 latach ew. nowy konkurs na adiunkta.

      Radziłbym też poważnie się zastanowić nad tą drogą kariery. Prawdą jest to, co piszą przedmówcy: na uczelniach jest problem z niżem, praktycznie blokada nowych etatów. Jeśli coś jest jakimś cudem otwierane, nie ma żadnej gwarancji stabilizacji. W razie cięć nowym pracownikom nie zostaną po prostu przedłużone umowy, więc oni polecą pierwsi - nawet przed emerytami, zatrudnionymi na uczelnianych stanowiskach.

      Owszem, są szanse na sfinansowanie etatu w ramach grantu - najczęściej w ramach horizon2020, ew. w ramach NCN. Ale to nie daje żadnej stabilizacji, oznacza to umowę na max. 3 lata z mizerną szansą przedłużenia.

      Ja wiem, że praca naukowa jest niezwykle ciekawa ale proszę uwierzyć - nadchodzą ciężkie czasy. Jeśli już chce Pani podążać tą drogą, znacznie lepiej szukać ofert za granicą - najlepiej na drugie studia doktoranckie w dobrym ośrodku (jeśli doktorat robiony był w Polsce, to niewielkie są szanse na postdoc). Ale i tam konkurencja spora i konieczność ciągłego udowadniania swojej wartości - względna stabilizacja w najlepszym wypadku po 2 dobrych stażach podoktorskich (ca. 6 lat).

      To oczywiście napisane pro forma, proszę po prostu po kilku latach odkopać ten post, przekląć w duchu i powiedzieć, że niestety mieliśmy rację:/
      • aok3 Re: można liczyć na niewiele 22.07.15, 14:06
        Zgadzam sie na pewno z tym, ze najlepiej wyjechać zagranice, o czym swiadczy poziom sfrustrowania na tym formu (łącznie ze mna).
        Wszystko zależy od dziedziny i czego oczekujesz. Są Instytutu PAN, gdzie nie wiedza co robic z pieniędzmi, a także takie, że bieda piszczy. Analogicznie na uczelniach, ale tam najwiekszy problem to obciążenie dydaktyczne i organizacyjne, ale w naukach spo-hum oferują wyższe wynagrodzenie niż w PAN.

        Moim zdaniem najważniejszy będzie na początku kierownik i zespół, tak aby się czegoś nauczyć i mieć kilka dobrych publikacji, bo to daje Ci możliwość nawiania jak zrealizują się powyższe prognozy :)
      • mark228 Re: można liczyć na niewiele 23.07.15, 14:43
        Fla, dzięki za merytoryczną odpowiedź!
    • sieniap Re: na ile można liczyć 22.07.15, 15:38
      W moim resortowym zarabia się dużo lepiej niż na znanych mi Uczelniach w regionie, tak więc chyba nie ma generalnej zasady
    • trzy.14 Re: na ile można liczyć 23.07.15, 10:40
      Przede wszystkim nie wiesz, co do łba strzeli politykom za rok, dwa, pięć. Ktoś, kto dziś zarabia świetnie, za 3 lata może być pod mostem i vice versa. Poza tym istnieją duże zróżnicowania płacowe pomiędzy uczelniami a nawet pomiędzy wydziałami tej samej uczelni - i oczywiście pomiędzy pracownikami tego samego wydziału, nawet zajmującymi te same stanowiska (te ostatnie różnice raczej nie w pensji zasadniczej występują, tylko w różnych "bonusach", które mogą być też poza uczelnią). Podobnie jest w PAN-ach i PIB-ach. Jedne kwitną (granty!!!), inne ledwo dyszą.

      Po podwyżce AD 2015 zarabiam 110 zł ponad widełki (pensja podstawowa). Dochody ekstra pominę milczeniem. Generalnie zasada jest taka, że jeśli myślisz o "godziwych" zarobkach, nie patrz na pensję podstawową, tylko na "extras". Zdobycie "extras" nie jest obowiązkiem Twoich przełożonych, dlatego prawdopodobnie przymkną też oko na zdobywanie ich poza uczelnią, bo sami znajdują się w podobnej sytuacji, która jest jedną z najważniejszych zdobyczy PRL-u.
      • czlowiek.z.makulatury Re: na ile można liczyć 23.07.15, 11:10
        "która jest jedną z najważniejszych zdobyczy PRL-u. "

        Made my day! :)
    • dobrycy Re: na ile można liczyć 23.07.15, 16:06
      mark228 napisała:

      > Mam do Państwa pytanie odnośnie poziomu wynagrodzeń na uczelniach vs. instytuty
      > typu PAN. Czy prawdą jest, że poziom wynagrodzeń na uczelniach jest zdecydowan
      > ie wyższy aniżeli w instytutach PAN, czy innych resortowych?
      W PANach bazowa kwota jest mniejsza ale częściej płacą bonusy, np za publikowanie.
      Na uczelni ambitnie publikuje się dla awansu i ku chwale ojczyzny, w PANie dla pieniędzy.


      Jakie [praktycznie
      > ] są stawki dla osoby po doktoracie u Państwa na uczelniach?
      Sprawdz sobie ile ma asystent czy pracwonik techniczny w rozporządzeniach. Strzela
      że kolo 2 tys.



      Ile może wynosić b
      > rutto wynagrodzenie dla młodego dr? Mam świadomość istnienia tabelek i grup zas
      > zeregowania, ale interesuje mnie praktyka w tym temacie. Czy proponuje się zwyk
      > le te najniższe stawki?
      Tam gdzie za bardzo interesują sie nauką, jest mało studentów i dużo zgrzybiałej
      profesury tak. Tam gdzie ludzi po studiach czy doktoracie wieją do przemysłu
      muszą zapewnić troche wyższe stawki, albo bardziej przymykać oczy na
      np prace poza uczelnią czy olewanie uczelnianych obowiązków. Generalnie -prawo
      popytu i podaży.



    • herr7 Re: na ile można liczyć 30.07.15, 07:36
      Pracowałem w jednym z instytutów PAN (kategoria A), a obecnie jestem zatrudniony na uczelni. Po zrobieniu habilitacji moja pensja (brutto) wynosiła 2340 zł + 20% wysługi lat. Na uczelniach zarabia się lepiej, ale jest coś za coś. Pracując w instytucie PAN można praktycznie cały czas poświęcić badaniom. Żeby jednak wyżyć trzeba mieć grant oraz przynajmniej mały zespół, który mógłby go realizować. Wszystko oczywiście zależy od tego na jakim jest się etapie kariery.
    • pan.toranaga Re: na ile można liczyć 31.07.15, 23:33
      Poniżej daję dane ze sprawozdań rektorów 3 dużych uniwersytetów, niestety trochę nieświeże. Próbowałem znaleźć coś na UAM, ale Wielkopolanie nie lubią mówić o swoich pieniądzach.
      tu jest o tyle ciekawie, że jest też tabelka z rozbiciem na wydziały www.bip.uj.edu.pl/documents/1384597/2379270/Sprawozdanie_Rektora_UJ_za_2013.pdf (s. 96). Powinno być ukojeniem dla skołatanego serca Dobrycego: badanie twórczości E Sz-Z nie popłaca.

      www.bip.uni.wroc.pl/184/sprawozdanie-roczne-rektora.html (s. 107)

      www.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2014/06/SprawozdanieUW2013.pdf (s.64)
      • darek12345 Re: na ile można liczyć 01.08.15, 07:12
        Na Uniwersytecie Wrocławskim te stawki wynagrodzeń to chyba są podane z wszystkimi dodatkami, bo mimo, że są z roku 2010, to są znacznie wyższe niż na UW i UJ. Dla adiunkta z dr jest to ok. 4900 zł, czyli w tym roku po trzech10% podwyżkach w ostatnich latach to pewnie będzie ok. 6500 zł. Profesorowie zwyczajni mieli tam prawie 10 tys. zł, to teraz mają pewnie ok. 13 tys. zł. Jednak w nauce się tak źle nie zarabia, przynajmniej na Uniwersytecie Wrocławskim.
        • trzy.14 Re: na ile można liczyć 01.08.15, 10:09
          darek12345 napisał:

          > Jednak w nauce się tak źle nie zarabia, przynajmniej na Uniwersytecie Wrocławskim.

          ????

          Z tej wrocławskiej tabeli wynika przecież, że profesor ndzw. z tytułem zarabia niemal 10% mniej od tego bez tytułu - czyli awans się nie opłaca? Dużo bardziej prawdopodobna hipoteza mówi jednak, że w grupach profesorów z tytułem i bez występują inne rozkłady dochodów: wśród profesorów z tytułem jest pewnie stosunkowo dużo matematyków, fizyków i chemików, którzy zaniżają średnią.

          Mniej więcej w 2010 roku, a więc w okresie, którego dotyczy sprawozdanie, przed podwyżkami, jeden ze świeżo uściśniętych przez prezydenta profesorów wstaje na RW i mówi, że to nie fair, by profesor belwederski zarabiał poniżej 4k. Nawet był w tej sprawie u rektora! Rektor stwierdził, że kwestia wynagrodzeń leży w kompetencjach dziekańskich i zażądał od dziekana podjęcia działań w celu zwiększenia uposażeń profesorskich. Skończyło się wygospodarowaniem oszczędności ze zwolnionych etatów adiunktów i jakimś symbolicznymi podwyżkami dla profesorów, bo adiunktów było 1-2, a profesorów cała kupa.

          9 tys. na profesora to w 2010 roku było mniej, niż kilka lat wcześniej!!! Dobrze pamiętam przepychanki z Solidarnością, że rektor za mało płaci i kontrargument rektora, że przecież jego obowiązują wartości średnie a te w grupie profesorskiej przekroczyły 10 tys. To było kilka lat przed 2010 r.

          W sprawozdaniu za 2008/9 na str 50 są podane pensje zasadnicze na tej samej uczelni z rozbiciem na przedziały. 86% profesorów zwyczajnych zarabiało od 3831 do 5372 zł, ale dwóch miało najwyższą możliwą stawkę - 10 tys. Całą prawdę o nauce i szkolnictwie wyższym uzyskalibyśmy z odpowiedzi na proste pytanie, czym ci profesorowie sobie zasłużyli na te wynagrodzenia? W tym samy czasie pensje 90% adiunktów mieściły się w widełkach od 2700 do 3260 zł, choć kilkudziesięciu adiunktów było w wyższej grupie. Ciekawe, dlaczego. czym sobie zasłużyli? Może pracą na wydziale prawa i administracji, czyli czystą humanistyką? No nie, niemożliwe, pewnie to byli kandydaci do Nobla.

          Dlatego z pewnością obecnie średnie zarobki np. w grupie profesorów nie wzrosły do 13 tys. Pensje podstawowe wzrosły o 30%, ale dodatki decydujące o średnich wynagrodzeniach ZMALAŁY, bo coraz mniej studentów chce płacić za nałkę, więc średnie dochody osobiste również mogły zmaleć! I moim zdaniem to jest istota tzw. kryzysu humanistyki, czyli uniwersytetu bezprzymiotnikowego. Nie to boli, że nie ma za co badać szelburg-zarembiny, tylko że dostaje się mniejsze pieniądze za (prawdopodobnie) więcej pracy - i to pomimo podwyżek ministerialnych.
          • czlowiek.z.makulatury Re: na ile można liczyć 01.08.15, 12:53
            Dodajmy do tego podwyższone koszty uzyskania przychodu z umów o dzieło, które też bardzo bolą, zwłaszcza w drugim progu podatkowym.
            • czlowiek.z.makulatury Re: na ile można liczyć 01.08.15, 14:01
              Ogólne wrażenie podwyżek jest takie, że nawet nie rekompensują wyższego opodatkowania twórców.
              • adept44_ltd Re: na ile można liczyć 01.08.15, 14:19
                czlowiek.z.makulatury napisał(a):

                > Ogólne wrażenie podwyżek jest takie, że nawet nie rekompensują wyższego opodatk
                > owania twórców.
                >

                chciałbym mieć taki problem...
                • trzy.14 Re: na ile można liczyć 03.08.15, 23:20
                  adept44_ltd napisał:

                  > czlowiek.z.makulatury napisał(a):
                  >
                  > > Ogólne wrażenie podwyżek jest takie, że nawet nie rekompensują wyższego o
                  > podatk
                  > > owania twórców.
                  > >
                  >
                  > chciałbym mieć taki problem...

                  ja też...
          • adept44_ltd Re: na ile można liczyć 01.08.15, 13:14
            Może pracą na wydziale prawa i administracji, czyli czystą humanistyką? No nie, niemożliwe, pewnie to byli kandydaci do Nobla.

            jeśli się przyjrzysz podziałowi pensji na wydziały (tam, gdzie są publikowane, zobaczysz, że czysta humanistyka ma mniej niż wydziały ścisłe..., no ale fantazji nic nie usunie :)
            • trzy.14 Re: na ile można liczyć 03.08.15, 23:28
              adept44_ltd napisał:


              > jeśli się przyjrzysz podziałowi pensji na wydziały (tam, gdzie są publikowane,
              > zobaczysz, że czysta humanistyka ma mniej niż wydziały ścisłe..., no ale fantaz
              > ji nic nie usunie :)

              Na pensje powyżej najniższej grupy może być stać tylko wydziały z trwałą nadwyżką budżetową.

              Szczerze mówiąc, w moim kombinacie pedagogicznym takich już w zasadzie nie ma, choć podobno niektóre wydziały jeszcze są w stanie budżety równoważyć. Jedyne wydziały, które zeszły rok zakończyły na plusie, to jeśli dobrze pamiętam, prawa i administracji oraz mat-inf. Plus był symboliczny.
              • adept44_ltd Re: na ile można liczyć 04.08.15, 07:53
                podwyżki mogły rzeczywiście to wyrównać, 5 lat temu były spore różnice na niekorzyść humanistyki.
          • pan.toranaga Re: na ile można liczyć 02.08.15, 00:43
            1) W początku lat 90 wszyscy żądali płacy na poziomie 105 proc. średniej krajowej. Teraz wszyscy uczeni mają pensję na poziomie 80 proc. średniej pensji w ich uczelni :) Też to odczuwam.

            2) Prawnicy muszą najwięcej zarabiać, bo tak jest w najlepszym z naukowych światów por. Law Is By Far The Highest Paying Subject For Professors :)
    • nieopierzony Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 13:55
      Mam pytanie natury ogólnej dotyczące faktycznych zarobków w nauce.

      Wiem, że podaje się tutaj kwoty jakie zarabia się "na rękę" w ramach zatrudnienia i uważam, że jest to trochę nieuczciwe. Wątpię (mogę się jednak mylić), że ktokolwiek w związku ze swoją pracą naukową przynosi do domu tylko kwoty, które tutaj wpadają.

      Narzeka się na forum jednocześnie na to, że są programy dla młodych naukowców przed 35 rokiem życia, a nie ma dla starszych naukowców. Jednak jak ja rozumiem sens tych programów to one są po to też, żeby zrekompensować brak dodatkowych składników zarobków, które wiążą się nieodłącznie z "dorosłą" pracą naukową.

      Za dodatkowe składniki można uznać wpływy z praw autorskich, grantów, za pisanie recenzji w postępowaniach naukowych, za ekspertyzy, za zasiadanie w gremiach, za pisanie komercyjnych recenzji wydawniczych - bo przecież te własnie wiążą się z pozycją naukową i np. z posiadaną habilitacją. Młodzi naukowcy mają ograniczony dostęp do tych środków.

      Obserwacja wynika stąd, że jako doktorant na 3 roku przynoszę do domu więcej pieniędzy niż zgodnie z widełkami zarabia profesor na UJ. Nie wiem więc, czy kwestia narzekania na zarobki nie jest trochę przesadzona, bo nawet mnie co miesiąc lub dwa wpływają dodatkowe kwoty za publikacje czy pomniejsze zlecenia.

      Jak to jest w końcu z tymi zarobkami w nauce? Czy narzekanie wynika stąd, że narzekać trzeba, czy jest to faktyczny problem?
      • kragon Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 14:26
        Skoro naukowcy nie rezygnuja z tej pracy tzn ze jest ekwilibrium podazowo popytowe i zarobki sa ok. Gdyby byly za male to przecie tak wybitnie inteligetni ludzie bez trudu znalezliby lepiej platne zajecia. No chuba ze.... az nie smiem napisac... az tak inteligetni nie sa
        • adept44_ltd Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 15:16
          a gdzie są te branże, w których płaci się za inteligencję?
          • kragon Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 15:30
            Inteligencja pomaga w wyborze satysfakcjonujacej pracy
            • adept44_ltd Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 16:34
              kragon napisał:

              > Inteligencja pomaga w wyborze satysfakcjonujacej pracy

              acha
      • trzy.14 Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 16:59
        nieopierzony napisał:

        > Wątpię (mogę się jednak mylić), że k
        > tokolwiek w związku ze swoją pracą naukową przynosi do domu tylko kwoty, które
        > tutaj wpadają.

        Je jestem pewien, że większość moich kolegów przynosi do domu dokładnie pensję podstawową plus 20% dodatku za wysługę lat minus podatek, ZUS i inne daniny. Dlatego części z nich dorabia korkami - w wieku 50 lat - niektórzy (u nas wielka rzadkość) pracują gdzieś na 2. etacie. Generalnie kicha. Tych, którzy mają znaczące dodatkowe dochody przechodzące przez uczelnianą księgowość jest nie więcej niż 25% .
      • trzy.14 Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 17:27
        nieopierzony napisał:

        > Za dodatkowe składniki można uznać wpływy z praw autorskich,

        A cóż takiego ja zautorzyłem, by z tego czerpać *znaczące* dochody?
        Większość naukowców używa praw autorskich do obniżenia wymiaru podatku.

        > grantów,

        Do tej pory największe wynagrodzenie w grancie, jakie mi się przytrafiło, to 1000 zł brutto brutto miesięcznie.

        > za pisanie recenzji w postępowaniach naukowych,

        jakieś 2 tys. raz na 3-4 lata.

        > za ekspertyzy,

        hę??? Za dużo telewizji kolega ogląda.

        > za zasiadanie w gremiach,

        "hę??" do kwadratu!

        > za pisanie komercyjnych recenzji wydawniczych

        naprawdę takowe istnieją? Nawet jeśli, to wydawnictwa pewnie płacą grosze. Weź książkę w 500 egzemplarzach; jeśli wydawnictwo chciałoby/mogło wydać 5000 zł na WSZYSTKIE recenzje, to jak wpłynie to na cenę egzemplarza książki, jeśli dystrybucja to ok 50% ceny detalicznej?
        Policz też, na co może liczyć autor, jeśli typowa stawka to 10% ceny hurtowej, czyli 5% ceny detalicznej. Przy jakim nakładzie można wyżyć z pisania książek?

        > - bo przecież te własnie wiążą
        > się z pozycją naukową i np. z posiadaną habilitacją.

        raczej ze znajomościami, na moje wyczucie

        > Młodzi naukowcy mają ograniczony dostęp do tych środków.

        tylko dlatego, że nie zdążyli wypracować sieci znajomości.

        > Obserwacja wynika stąd, że jako doktorant na 3 roku przynoszę do domu więcej pi
        > eniędzy niż zgodnie z widełkami zarabia profesor na UJ.

        to niestety dość normalne. Mój doktorant prawdopodobnie zarabia więcej ode mnie. Choć większość doktorantów klepie biedę za 1400 miesięcznie, natomiast u humanistów większość doktorantów nie ma nic i pewnie po prostu pracuje.

        > Nie wiem więc, czy kwestia narzekania na zarobki nie jest trochę przesadzona, bo nawet mnie co miesiąc
        > lub dwa wpływają dodatkowe kwoty za publikacje

        dobrze się czujesz? Gdzie w Polsce płacą za publikacje?

        >czy pomniejsze zlecenia.

        Zleceń dość dawno nie wykonywałem.

        > Jak to jest w końcu z tymi zarobkami w nauce? Czy narzekanie wynika stąd, że na
        > rzekać trzeba, czy jest to faktyczny problem?

        zarobki są NIEZWYKLE zróżnicowane. Jedni zarabiają 2500 na rękę, inni pewnie 25000.
        Nie wymieniłeś INNYCH, ważnych źródeł dochodów.

        ostatni raz pożyczałem na chleb pod koniec lat 90. Mam nadzieję, że to się nie powtórzy.
        • nieopierzony Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 22:17
          > Do tej pory największe wynagrodzenie w grancie, jakie mi się przytrafiło, to 10
          > 00 zł brutto brutto miesięcznie.

          Dla doktora w NCN jest przecież do 5 tys.

          > > za ekspertyzy,
          >
          > hę??? Za dużo telewizji kolega ogląda.

          Moi koledzy po doktoracie są proszeni o przygotowywanie ekspertyz - np. z sejmu.

          > > za pisanie komercyjnych recenzji wydawniczych
          >
          > naprawdę takowe istnieją? Nawet jeśli, to wydawnictwa pewnie płacą grosze. Weź
          > książkę w 500 egzemplarzach; jeśli wydawnictwo chciałoby/mogło wydać 5000 zł n
          > a WSZYSTKIE recenzje, to jak wpłynie to na cenę egzemplarza książki, jeśli dyst
          > rybucja to ok 50% ceny detalicznej?
          > Policz też, na co może liczyć autor, jeśli typowa stawka to 10% ceny hurtowej,
          > czyli 5% ceny detalicznej. Przy jakim nakładzie można wyżyć z pisania książek?

          Recenzje nie są duże, ale się zdarzają.

          > > - bo przecież te własnie wiążą
          > > się z pozycją naukową i np. z posiadaną habilitacją.
          >
          > raczej ze znajomościami, na moje wyczucie

          Jak zacząłem wyjeżdżać za granicę to uderzyło mnie to, że wszyscy bez żenady mówili w kółko o networkingu, co sobie tłumaczyłem jako swojskie "znajomości". Obecnie uznaje, że nie da się współpracować z nikim bez jego poznania wcześniej i "znajomości" o ile oparte są na umiejętnościach i wiedzy nie są według mnie niczym złym.

          > > Młodzi naukowcy mają ograniczony dostęp do tych środków.
          >
          > tylko dlatego, że nie zdążyli wypracować sieci znajomości.
          >
          > > Obserwacja wynika stąd, że jako doktorant na 3 roku przynoszę do domu wię
          > cej pi
          > > eniędzy niż zgodnie z widełkami zarabia profesor na UJ.
          >
          > to niestety dość normalne. Mój doktorant prawdopodobnie zarabia więcej ode mnie
          > . Choć większość doktorantów klepie biedę za 1400 miesięcznie, natomiast u huma
          > nistów większość doktorantów nie ma nic i pewnie po prostu pracuje.

          Może nie wiedzą jak funkcjonuje system finansowania młodych naukowców. Według mnie jest dużo pieniędzy dla doktorantów.

          > > Nie wiem więc, czy kwestia narzekania na zarobki nie jest trochę przesadz
          > ona, bo nawet mnie co miesiąc
          > > lub dwa wpływają dodatkowe kwoty za publikacje
          >
          > dobrze się czujesz? Gdzie w Polsce płacą za publikacje?

          Niektóre prawnicze czasopisma płacą za publikacje artykułów. Część z nich całkiem dobrze.

          • kragon Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 22:24
            W fizyce jest ciasniej. Mnostwo profow. Habil jest pionkiem. Pracuje na innych.

            Prawnicy dokonywali selekcji towarzyskiej. Malo utytulowanych. To przecie byla walka o dostep do klienta i jego kasy. Wiec i konfitury smaczniejsze.

          • czlowiek.z.makulatury Re: Faktyczne zarobki w nauce 04.08.15, 23:53
            O, a jakie to pisma?
            • nieopierzony Re: Faktyczne zarobki w nauce 05.08.15, 00:14
              Np. Państwo i Prawo (niewiele), Przegląd Sejmowy (chyba najlepiej), Prokuratura i Prawo, Paragraf na drodze, Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych. To te, o których słyszałem i w których znajomi publikują. Możliwe, że czasopisma z bardziej komercyjnych działek prawa płacą lepiej (np. prawo handlowe czy cywilne).
          • trzy.14 Re: Faktyczne zarobki w nauce 05.08.15, 00:12
            nieopierzony napisał:

            > Dla doktora w NCN jest przecież do 5 tys.

            Jeśli nie ma etatu.

            > Moi koledzy po doktoracie są proszeni o przygotowywanie ekspertyz - np. z sejmu

            to miło. Czy chociaż chodzi o energetykę jądrową? No i - z ciekawości - czy Sejm zamawia ekspertyzy poza W-wą?


            > "znajomości" o ile oparte są na umiejętnościach i wiedzy nie są według mnie ni
            > czym złym.

            Człowiek jest istotą społeczną (bez żadnego podtekstu, po prostu truizm).

            > Może nie wiedzą jak funkcjonuje system finansowania młodych naukowców. Według m
            > nie jest dużo pieniędzy dla doktorantów.

            dla niektórych - owszem. Doktorantów mamy w PL chyba już ponad 40 tys., dla wszystkich system nie może być łaskawy.

            > Niektóre prawnicze czasopisma płacą za publikacje artykułów. Część z nich całki
            > em dobrze.

            wiedziałem, że prawo - tak jak medycyna - to inna planeta. Ale żeby aż tak inna?
            • nieopierzony Re: Faktyczne zarobki w nauce 05.08.15, 00:25
              trzy.14 napisał:
              > > Dla doktora w NCN jest przecież do 5 tys.
              >
              > Jeśli nie ma etatu.

              Ok.

              > > Moi koledzy po doktoracie są proszeni o przygotowywanie ekspertyz - np. z
              > sejmu
              >
              > to miło. Czy chociaż chodzi o energetykę jądrową? No i - z ciekawości - czy Sej
              > m zamawia ekspertyzy poza W-wą?

              Tak - UJ.

              > > "znajomości" o ile oparte są na umiejętnościach i wiedzy nie są według m
              > nie ni
              > > czym złym.
              >
              > Człowiek jest istotą społeczną (bez żadnego podtekstu, po prostu truizm).

              No to może należy zaprzestać utożsamiania "znajomości" z patologiami.

              > > Może nie wiedzą jak funkcjonuje system finansowania młodych naukowców. We
              > dług m
              > > nie jest dużo pieniędzy dla doktorantów.
              >
              > dla niektórych - owszem. Doktorantów mamy w PL chyba już ponad 40 tys., dla ws
              > zystkich system nie może być łaskawy.

              Dla wszystkich nie jest, ale zauważyłem, że Ci, którzy się starają w końcu dostają jakąś formę wsparcia. Ludzi realnie walczących o stypendia nie ma znowu tak dużo.

              > > Niektóre prawnicze czasopisma płacą za publikacje artykułów. Część z nich
              > całki
              > > em dobrze.
              >
              > wiedziałem, że prawo - tak jak medycyna - to inna planeta. Ale żeby aż tak inna
              > ?

              Nie wiedziałem, że to nie jest standard w nauce.
      • flamengista te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 09:14
        owszem, w moim przypadku jest jak piszesz. Czyli oprócz gołej pensji mam sporo dodatków, w tym dodatki comiesięczne (za zajęcia w j. angielskim) oraz dodatkowe wpływy kilka razy w roku (umowy, ew. nadgodziny). Ale to się powoli kończy.

        Natomiast większość moich znajomych ma w zasadzie (patrz dodatki poniżej) gołą pensję, powiększoną o dodatek stażowy. W przypadku doktorów w ok. 40tki wychodzi jakieś 3,5 tys. na rękę na uczelni, w instytucie badawczym dużo mniej.

        Pozostałe ew. źródła zarobków są nieregularne i niepewne:
        - Wpływy z grantów - na to liczy się głównie w instytutach badawczych, na uczelniach o granty trudniej w dodatku na ogół 2-3 osoby dostają jakieś wynagrodzenie, nie cały zespół.
        - Pisanie recenzji w postępowaniach - to są konfitury dostępne do wąskiej grupy trzymającej władzę. Popatrz na wątek o Ryśku, który takich recenzji robił po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt rocznie.
        - Kwoty za publikację - praktycznie nie ma takich pieniędzy, teraz raczej za publikację się płaci.
        - Prawa autorskie - tylko w przypadku grantów unijnych są jakieś sensowne pieniądze, w przypadku grantów do NCN to są grosze.
        - Ekspertyzy - znowu konfitury, w dodatku coraz rzadziej je się zamawia. Desk research może teraz zrobić student na stażu w urzędzie. Co z tego, że marnej jakości.
        - Zasiadanie w gremiach - komisje uczelniane na ogół nie płacą (można ew. liczyć za nagrodę organizacyjną, ale nie co roku), komisje PAN nie płacą (jedynie refundacja biletów), reszta to konfitury dla najlepiej ustosunkowanych (szczególnie rady nadzorcze w spółkach państwowych).
        - Recenzje wydawnicze - standardowe wynagrodzenie za książkę to ca. 500 zł brutto, fucha dostępna jedynie dla samodzielnych. W dodatku coraz częściej i tej kasy nie ma, robi się przysługę za przysługę.

        Te dodatki, które są "pewne" to:
        - dofinansowanie wczasów pod gruszą z funduszu pracowniczego - 1,5-2,5 tys. brutto raz w roku;
        - drobny dodatek świąteczny - na ogół ca. 300 zł;
        - no i 13tka, to zdecydowanie największy przywilej budżetówki, płatna w okolicach lutego-marca.

        Najgorsze jednak, że zupełnie nie zastanawiasz się co jest potem. Mam szereg znajomych po doktoracie, którzy do tej pory nie mają żadnego etatu, żyją od grantu do grantu i powoli mają tego dosyć. Bo za kasę z grantu (ca. 1500 na rękę, czasem nieco więcej) naprawdę ciężko wyżyć.

        Więc jest niby chwilowa marchewka dla nielicznych szczęściarzy przed 35 rokiem życia, a później nagle brak ofert. Etatów dla tych osób praktycznie nie ma, pieniędzy do wzięcia z grantów też.

        Aha, no i przykład z pieniędzmi doktoranta odpowiadającymi pensji profesorskiej jest mało reprezentatywny, bo na większości uczelni adiunkt z przyzwoitym stażem pracy zarabia więcej niż profesor tej szanownej uczelni. To powszechnie znany fakt w całym kraju, że oni płacą dość skromnie, żeby nie powiedzieć dosadniej.
        • nieopierzony Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 10:10
          > Więc jest niby chwilowa marchewka dla nielicznych szczęściarzy przed 35 rokiem
          > życia, a później nagle brak ofert. Etatów dla tych osób praktycznie nie ma, pie
          > niędzy do wzięcia z grantów też.

          Nie zaprzeczam, że jest ciężko i nie ma etatów, jednak dzięki funduszom do 35 można "zrobić" duży dorobek, który pozwolić może na uniezależnienie się od etatu w Polsce.

          • daifuku Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 10:38
            Nauka jak wszystko rzadzi sie prawami rynku. Na calym swiecie doktorat z prawa, medycyny, zarzadzania i moze jeszcze kilku innych dziedzin sie zwyczajnie oplaca - bo pomaga w rozwoju zawodowym, bo to dziedziny rynkowe, bo wiekszy prestiz to praca poza uczelnia niz na niej itp itd.

            Z mojego rocznika (fizyka) dyplom bronilo ok. 10 osob z czego naukowo nie pracuje tylko ja i jeszcze jedna osoba (przekwalifikowala sie na inzyniera). Cala reszta siedzi na studiach doktoranckich i tak jest na wszystkich fizykach w calej Polsce. Specyfika kierunkow czysto akademickich jest zupelnie inna niz np. prawa, gdzie wiekszosc ludzi idzie na studia z mysla o tym, by pracowac w kancelarii a nie na uczelni. Myslisz, ze wszyscy moi znajomi znajda prace w zawodzie po doktoracie? Ze fizykow (nawet od dziedzin bardziej "praktycznych") tak chetnie i masowo przyjmuja za granica? Ze wszyscy dostaja pieniadze z grantow skoro chetnych wielu a srodkow do rozdysponowania malo? I w koncu - myslisz, ze ci ktorzy nie dostaja pracy sa debilami z malym dorobkiem czy po prostu rynek zwyczajnie tylu nie pomiesci?
            • nieopierzony Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 11:59
              Nie myślę tak. Jednak uważam, że możliwości jakie są obecnie są na tyle duże, że osoba mocno zdeterminowana może dzięki nim zrobić bardzo dużo fajnych rzeczy.

              Oczywiście jest kilka warunków koniecznych żeby to się mogło stać:
              - wspierający (nieprzeszkadzający) promotor;
              - wczesne zorientowanie się w mechanizmach finansujących.

              Dodatkowo pomocne jest:
              - posiadanie bardzo dobrego promotora, który jest znany w środowisku;
              - wywodzenie się z dobrej uczelni.
              • flamengista ile razy można to pisać 05.08.15, 13:09
                poza nielicznymi enklawami dobrobytu rzeczywistość nauki w Polsce jest dość szara.

                Akurat siedzisz w takiej enklawie i patrzysz na świat przez różowe okulary.

                Nie miej jednak złudzeń, nawet te czynniki które wspomniałeś nie gwarantują zatrudnienia po doktoracie. Spośród moich znajomych z a) czołowego ośrodka b) mających najlepszego z możliwych szefów c) pracujących w niesłychanie popularnej a przez to podatnej na granty i zlecenia działce d) mających świetne rozeznanie w mechanizmach finansowych
                tylko 2 osoby z 7-8 uzyskały stałe zatrudnienie w nauce.

                Reszta po zrobieniu doktoratu albo wyjechała zagranicę (gdzie niekoniecznie pracuje naukowo!), albo odeszła z nauki do sektora prywatnego.
              • daifuku Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 13:35
                Nie twierdze, ze mozliwosci nie ma wcale tylko, ze to wszystko zalezy od dziedziny.

                Dodam jeszcze, ze kluczowy (moze nawet bardziej niz czynniki ktore wymieniles) jest obszar badan. Hajsy i oferty pracy leca rowniez na uniwerku z przelomu 3 i 4 a nawet i 5 setki jesli dziedzina "potrzebna" i dotowana przez lokalny przemysl. Mam kilku znajomych chemikow, ktorzy zyja jak paczki w masle, maja staly doplyw gotowki na badania i przebieraja w ofertach pracy dla przemyslu, gdzie robia to samo co na uczelni a w Polsce konczyli zwykle, podrzedne szkoly i za granica siedza w 3 i 5 setce.

                Problem jest nieco inny. Istnieje wiele dziedzin "wysokiego ryzyka", gdzie odsiew jest bardzo duzy i nauka nie jest tutaj wyjatkiem. Tyle, ze np. w sporcie czy muzyce ty juz wiesz na etapie nastoletnim czy rokujesz czy nie i masz szanse sie wycofac i zaczac wszystko od nowa. W innych albo sie z tego utrzymujesz albo nie i wtedy mozesz stosunkowo wczesnie zrezygnowac i pojsc inna droga. W nauce o czym wspominal flamengista weryfikacja przychodzi dosc pozno, bo w wieku 30-35 lat, kiedy duzo trudniej jest wszystko rzucic i isc pracowac jako junior software developer ramie w ramie ze studentami 3 roku informatyki stosowanej :P Do tego skoro hajsy dla mlodych sa, to czujnosc doktorantow zostaje uspiona a z drugiej strony nie sa to az tak wielkie pieniadze, by moc zyc z oszczednosci po zakonczeniu kariery. Czyli de facto jak sie ustawisz to te 4-10 lat (doktorat i kilka post docow) mozesz sie bawic w nauke za calkiem niezle pieniadze ale pozniej jestes w tak zwanej czarnej d.
            • trzy.14 Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 14:44
              Gorzkie ale prawdziwe słowa.

              Najlepsi doktoranci, chcąc załapać się na zagraniczny post-doc, wysyłają 50-100 zapytań, a dostają nie więcej niż 2-3 odpowiedzi. Raczej nie z najlepszych ośrodków. Bo zapewne nawet nasze uczelnie z 3. czy 4. setki nie zapewniają swoim doktorantom takiego kopa na start, jak te z pierwszej 50-ki; niezależnie od tego, jak się człowiek będzie napinał, w konkurencji na poziomie światowym po polskiej uczelni szans dużych nie ma.

              To ciekawe, jak zmieniają się czasy. Z mojego rocznika też z 10 osób zrobiło doktorat, ale my jeszcze z trudem bo trudem, ale w większości załapaliśmy się na etaty akademickie. Teraz rektor cieszy się z każdego zwolnionego etatu. Więc nawet gdyby jakiś kolega Daifuku doczytał nasze ogłoszenie o konkursie na stanowisko asystenta/adiunkta, czy wyjedzie na prowincję nieść kaganek oświaty za 2-3 tys netto (ale raczej bliżej tych 2)?
              30 lat temu może tacy straceńcy by się znaleźli, ale teraz młodzież ma przecież dużo więcej możliwości, z czego akurat tylko cieszyć się wypada. Z tym że u nas nie jest tak, że jak ktoś zrobi magisterkę, to zaraz myśli o studiach doktoranckich jako naturalnej i jedynej drodze życia. Tak było jeszcze parę lat temu. Teraz wystarczy, by taki człowiek poszedł gdzieś na staż, posmakował pracy i zarobków w firmie, pogadał z narzeczoną/żoną, i nagle z pewnego kandydata na studia doktoranckie robi się zadowolony z życia korporacjuszek.



              daifuku napisał(a):

              > Nauka jak wszystko rzadzi sie prawami rynku. Na calym swiecie doktorat z prawa,
              > medycyny, zarzadzania i moze jeszcze kilku innych dziedzin sie zwyczajnie opla
              > ca - bo pomaga w rozwoju zawodowym, bo to dziedziny rynkowe, bo wiekszy prestiz
              > to praca poza uczelnia niz na niej itp itd.
              >
              > Z mojego rocznika (fizyka) dyplom bronilo ok. 10 osob z czego naukowo nie pracu
              > je tylko ja i jeszcze jedna osoba (przekwalifikowala sie na inzyniera). Cala re
              > szta siedzi na studiach doktoranckich i tak jest na wszystkich fizykach w calej
              > Polsce. Specyfika kierunkow czysto akademickich jest zupelnie inna niz np. pra
              > wa, gdzie wiekszosc ludzi idzie na studia z mysla o tym, by pracowac w kancelar
              > ii a nie na uczelni. Myslisz, ze wszyscy moi znajomi znajda prace w zawodzie po
              > doktoracie? Ze fizykow (nawet od dziedzin bardziej "praktycznych") tak chetnie
              > i masowo przyjmuja za granica? Ze wszyscy dostaja pieniadze z grantow skoro ch
              > etnych wielu a srodkow do rozdysponowania malo? I w koncu - myslisz, ze ci ktor
              > zy nie dostaja pracy sa debilami z malym dorobkiem czy po prostu rynek zwyczajn
              > ie tylu nie pomiesci?
              • daifuku Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 18:16
                Malo kto sie do tego przyzna ale w zyciu najpierw liczy sie swiety spokoj, by miec za co zyc i byc godnie traktowanym jak czlowiek a dopiero na dalszym planie sa gornolotne idee, turbo ambitna praca i inne takie. Bardzo latwo jest sie wypalic, stracic zapal, pasje i miec idee z ambicjami gdzies, jesli podstawowe warunki nie sa spelnione.

                Inna sprawa, ze ludzie nauki lubia naduzywac slow takich jak "rzemioslo" (choc sama nauka w swym charakterze jest bardzo rzemieslnicza i inna byc nie moze) czy wlasnie "korporacjuszek" chociaz poza uczelnia tez mozna robic ciekawe rzeczy, wiec to troche takie "w nauce jest lipnie ale w zamian za to robi sie fajne rzeczy a poza nauka lepiej placa ale jest nuda" :P, co nie jest prawda. Nawet jesli w pierwszej pracy prochu sie nie wymysla, to firmy mozna zmieniac i robic coraz fajniejsze rzeczy a wiele korporacji potrafi zaoferowac dobre warunki pracy i rozwoj. Wiec nie wiem czemu ci ludzie maja nie byc zadowoleni jesli zarabiaja, maja fajne warunki i jeszcze sie rozwijaja :P

                Inna sprawa jeszcze, ze akurat na fizyke ida osoby, ktore chca pracowac naukowo i doktorat jest naturalnym przedluzeniem studiow, bo jedyne co moze fizyk zrobic po magistrze to przefarbowac sie na programiste (czego wiekszosc robic nie chce, bo programisci-pasjonaci ida na informatyke) albo zaczac drugi kierunek studiow (czyli sie przekwalifikowac). Z tych 8 osob z mojego roku, ktore robia doktorat pracuje chyba tylko jedna (przefarbowuje sie) ale to matka, zona i ona nie ma czasu na zabawe w nauke, bo musi utrzymac rodzine i dziecko do przedszkola wyslac. Ot proza zycia, ktora zmusila ta jedna osobe z osmiu do trzezwego spojrzenia :P
              • nieopierzony Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 18:19
                trzy.14 napisał:
                > Najlepsi doktoranci, chcąc załapać się na zagraniczny post-doc, wysyłają 50-100
                > zapytań, a dostają nie więcej niż 2-3 odpowiedzi. Raczej nie z najlepszych ośr
                > odków. Bo zapewne nawet nasze uczelnie z 3. czy 4. setki nie zapewniają swoim d
                > oktorantom takiego kopa na start, jak te z pierwszej 50-ki; niezależnie od tego
                > , jak się człowiek będzie napinał, w konkurencji na poziomie światowym po polsk
                > iej uczelni szans dużych nie ma.

                Może źle się do tego zabierają. Byłem niedawno na konferencji zagranicznej na której rozmawiałem z dziewczyną, która nie dostała się na studia gdzieś w Anglii. Tak się złożyło, że na tej konferencji była również osoba, która odpowiadała za tę konkretną rekrutację (Angielka), i powiedziała do tej aplikującej, że zrobiła błąd, że po prostu wysłała aplikację i nie szukała kontaktu.

                ford.ka napisał:

                > Tak się zastanawiam, czy ja zmarnowałem życie, wybierając niewłaściwą specjaliz
                > ację, czy nieopierzony ma zbyt różowy obraz rzeczywistości, kiedy mu się te zar
                > obki "wiążą nieodłącznie z "dorosłą" pracą naukową". Komu się wiążą, temu się w
                > iążą, większości nie.

                No właśnie, że czytam regularnie forum i czekam, aż będzie tak źle jak się tutaj pisze, a z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej.
                • ford.ka Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 22:38
                  W takim razie zazdroszczę i życzę, żeby dalej tak było!
                • dobrycy Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 22:59
                  nieopierzony napisał:

                  > No właśnie, że czytam regularnie forum i czekam, aż będzie tak źle jak się tuta
                  > j pisze, a z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej.
                  Odpowiedź jest prosta - tu są same nieudaczniki i nie ma tu tak zdolnych osób jak Ty.
                  To że porobiły doktoraty, habilitacje czy profesury i mimo to nie umieją się w życiu ustawić,
                  to znaczy że nie mają pojęcia o tym co robią. Ty za to jesteś z UJ (najlepszej uczelni w kraju, pamiętaj,
                  musisz o tym każdemu rozmówcy przypomnieć, inaczej może Cie niedocenić) i dlatego taki
                  przyziemne problemy Ciebie nie będą dotyczyć. Może nawet zostaniesz prezydentem ?
                  • nieopierzony Re: te zarobki faktycznie takie są 05.08.15, 23:23
                    Przecież nie o to chodzi.

                    Po prostu zastanawiam się skąd się biorą rozbieżności w ocenie sytuacji naukowców. Przyznam, że najpierw zacząłem czytać forum DNU, a później poszedłem na doktoranckie i żyłem od samego ich początku w oczekiwaniu na spełnienie czarnych scenariuszy zarysowywanych w postach. Teraz wiem, że to jednak inna bajka i próba ekstrapolacji pozycji prawników z dużego wydziału na pozostałe działy nauki nie ma sensu.
      • ford.ka Re: Faktyczne zarobki w nauce 05.08.15, 12:54
        "Teraz sam jestem dziadkiem i kupuję..." E, nie o tym miało być ;)
        Dwadzieścia lat wysługi, dwa po habilitacji. Pensja na poziomie minimum plus 75PLN brutto (ale rektor obiecał w tym roku dodatkowe 205 brutto!). Do tego gruszka (1000 brutto), karpik (400 brutto) i trzynastka wszystko raz do roku. Nadgodziny w ilościach śladowych (1 kurs w roku) płatne raz do roku.
        > Za dodatkowe składniki można uznać wpływy z
        - praw autorskich
        Nie stwierdzono (chyba że chodzi o rozliczenie pensji jako "działalności twórczej", fakt, wychodzi o kilka procent więcej na rękę z pensji).
        - grantów
        Wynagrodzenia nigdy, udało się zarobić trochę na usługach do grantu (tłumaczenia)
        - za pisanie recenzji w postępowaniach naukowych
        Raz przewodniczyłem komisji hab. Szans na więcej nie widzę, chyba że znowu CK mnie zauważy. Do recenzowanie dr mam za młodych kolegów, a starsi mają swoich.
        - za ekspertyzy
        Bez jaj. Od filologa?
        - za zasiadanie w gremiach
        Wyłącznie koszty.
        - za pisanie komercyjnych recenzji wydawniczych - bo przecież te własnie wiążą się z pozycją naukową i np. z posiadaną habilitacją.
        Czekam właśnie na pierwszą książkę do recenzji, za którą mają zapłacić (400 brutto), dotychczas wyłącznie działalność społeczna.
        Tak się zastanawiam, czy ja zmarnowałem życie, wybierając niewłaściwą specjalizację, czy nieopierzony ma zbyt różowy obraz rzeczywistości, kiedy mu się te zarobki "wiążą nieodłącznie z "dorosłą" pracą naukową". Komu się wiążą, temu się wiążą, większości nie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka