trzy.14
05.01.18, 11:16
Przypadkiem trafiłem na naprawdę ciekawy blog akademicki,
jednakhumanistyka.blogspot.com/
Jeśli dobrze kojarzę nazwisko, pisany jest przez dziekana wydziału Historii UWr, co nadaje blogowi osobliwego smaku, zwłaszcza że to chyba jeden z najmłodszych dziekanów w Polsce. Zresztą widać po wpisach, że ich autor miał bezpośredni kontakt z zarządzaniem jednostkami uczelni, w tym z niedawną kategoryzacją.
Cisza wokół wstępnych wyników kategoryzacji jednostek naukowych zza lata 2013-2016 powinna dać wszystkim do myślenia. Ale pewnie nie da, bo skala dezynwoltury w kulturze zarządczej na najwyższych szczeblach struktury naszej Akademii rosnąc generuje jednocześnie intensyfikację mechanizmów przystosowawczych - w tym głównie umiejętności cichego lobbowania i mimikry. I ja to rozumiem - zbyt wiele mają do stracenia i poszczególni badacze i całe ich zespoły.
Prawda, że urocze?
Rozbrajające są w tym kontekście deklaracje decydentów, że Akademia nie potrzebuje znać wcześniej niż przed rozpoczęciem procesu założeń oceny, bo... trzeba po prostu prowadzić dobre badania i dobrze publikować. Tymczasem owe założenia kształtują i muszą kształtować polityki instytucji, skoro z wynikiem oceny są sprzężone inne mechanizmy - grantowe (część projektów jest adresowana tylko do jednostek z kategorią A i A+), finansowe (algorytm podziału dotacji bazowej), partycypacji w gremiach decyzyjnych (do wielu ciał prawo zgłaszania kandydatów, a w niektórych przypadkach także głosowania, mają tylko jednostki A i A+). Katalog tych zależności rozszerza jeszcze projekt Ustawy 2.0. I nie mam nic przeciwko temu - jeśli ustalimy, że najlepsi, dający świadectwo o Akademii, mają wyznaczać kierunki jej rozwoju, to tak powinno być. Bo nauka musi być arystokratyczna. Tylko pytanie brzmi - najlepsi w czym? Dlaczego w tym? W jakim celu chcemy takich najlepszych? Żeby się chwalić grantami, pucharami i miejscami na podium? Czy rozwojem gospodarki zaawansowanych technologii? A może wzrostem kapitału społecznego? Przemianami kultury? Ocalonymi przed uniformizacją i wspieranymi kulturami lokalnymi? Możliwości jest wiele, bo Akademia jako środowisko promujące racjonalne poznawanie świata i budowanie współżycia na tej podstawie jest kluczem do wielu dróg rozwoju.
Trzeba to jasno i dobitnie powiedzieć - ani nowa ustawa, ani nowa ewaluacja nie przyniosą żadnego długofalowego skutku, jeśli nie zostaną ukształtowane poprzez odniesienie do konkretnych i powszechnie akceptowanych celów zakorzenionych w zmiennym kształcie obecnego świata i specyfice Akademii. Świata wykraczającego dalece poza kwestie gospodarcze i prestiżowe jednego państwa.
Obecna procedura w ogóle nie podjęła tego problemu. Trudno. Skupiono się na arbitralnie określonych współczynnikach promujących publikowanie w czasopismach z listy ministerialnej i zgodności działań jednostek z oczekiwaniami ewaluatorów. Wyniki jednostek mówią więc wiele o umiejętności dostosowawczych do polityk zarządczych kolejnych rządów wobec nauki oraz zdolności wejścia w najżywszy i najszerszy obieg informacji naukowej. To niewiele, ale nie tak znów mało biorąc pod uwagę brak perspektywicznie ustalonego celu całej procedury.