handcare
21.02.09, 20:28
Witam wszystkich!
Mam taki problem. Chciałbym spróbować dostać się na
stacjonarne studia doktoranckie w mieście A gdzie mieszkam i
pracuję. Jednocześnie uczestniczę w seminarium doktoranckim w
mieście B u konkretnego profesora. Nie jest to sformalizowane, ale
na zasadzie „wolnego strzelca”. Problem jest z tym, że między jednym
a drugim miastem jest kilkaset kilometrów odległości i nie jestem w
stanie być na bieżąco na wszystkich spotkaniach i uczestniczyć w tym
co się tam dzieje. Wobec powyższego pomysł na „zmianę” uczelni i
sformalizowanie mojego statusu.
W warunkach przyjęć na studia doktoranckie w mieście A mowa jest, iż
niezbędna jest opinia samodzielnego pracownika naukowego. Jedyną
osobę, którą znam (i ona zna mnie), a która spełnia ten warunek i
jednocześnie ma na tyle liczącą się pozycję w środowisku, że jej
zdanie może się liczyć – jest mój „aktualny” profesor z B.
Tylko… jakoś tak głupio mi się wydaje pytać profesora z B o opinię w
takim celu aby mnie przyjęto na uczelnię w A. To chyba nie w jego
interesie, żeby wspierać inną placówkę.
Jak sądzicie, prosić nie prosić? Ktoś może miał podobny dylemat i
jakoś go rozwiązał?
Pozdrawiam,
Hand