dziś spaliłam ponad 1200kcal na siłowni (z pulsometrem). Zrobiłam dokładnie ten sam trening co wczoraj, więc pewnie wczoraj też wynik podobny, aż trener był bardzo zaskoczony i stwierdził, że jakby mi miał pokazać swój dzisiejszy wynik to spaliłby się ze wstydu
Czyli spalam więcej niż zjadam, bo to co jadam oscyluje w okolicach 1000kcal (nie specjalnie, po prostu tak jem od kilku lat). I dlatego dziś byłam nie do życia

do tego zarwana nocka aż instruktor zaczął się o mnie martwić, 7 godzin w aucie 3 za kierownicą i to robił mi przerwy. A ja by się otrzeźwić łykałam magnez z wapniem, wychodziłam na dwór na kilka minut w sweterku by zmarznąć i podpijałam napój energetyzujący. I jeszcze chłopakom non stop auto wietrzyłam, bo jeździłam przy otwartym oknie, bo inaczej zwiechę zaliczałam. Jak mnie chłopak zmieniał to ja szłam spać!! Ostatecznie wygonił mnie po tych 3ch godzinach na tylny fotel i lipka, a ja tam uwielbiam wracać z gór do domku z prędkością 70-90

buuu.. a to był mój ostatni taki wypad. Jutro ostatnia (godzinna) jazda...

będzie mi tego brakować, baaaardzo.. w poniedziałek egzamin...
Dziś po treningu czuję się bardzo dobrze, a wczoraj od razu padłam spać jeszcze przed kolacją

. Ciekawe co będzie jutro

Jutro siłownię odpuszczam, bo mi nijak nie pasuje wkomponowanie jej w grafik w godzinach 8-16.