Dodaj do ulubionych

Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca

24.02.11, 20:30
posłuchałam i zobaczyłam na jutjubie nagrania z ostatniego koncertu Violetty Villas.
dramat starszej, schorowanej pani, która nie może chodzić już o własnych siłach, brak też już na śpiew mocy, zapomina słów etc., a ktoś ją na scenę wypycha.
z reportażu w TVN wynika, że ktosiem jest nadużywająca alkoholu, cały czas ta sama, "opiekunka" pani Viloletty.

obejrzałam reportaż, obejrzałam kawałki z jutjuba i poczułam się nieco jak na Bulwarze Zachodzącego Słońca, gdzie wcale nie wszystkie drzewa umierają stojąc.

www.youtube.com/watch?v=OgdJrMZiUP0&feature=related
Obserwuj wątek
    • ave.duce Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 24.02.11, 21:50
      Koszmar.
    • damakier1 Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 24.02.11, 23:47
      I przypomniało mi się, jak pani Violetta ze swej miości do zwierząt zgotowała okrutny los przygarniętym psom, którymi nie była w stanie i nie umiała odpowiedzialnie się zaopiekować.
      I na to wszystko nałozyła mi się jeszcze dzisiejsza informacja o bestialstwie, z jakim na Ukrainie rozprawiają się z bezdomnymi psami, żeby na EURO 2012 nie było z nimi problemu.
      I powiem Wam, że beznadziejne to wszystko...
      • tojajurek Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 24.02.11, 23:57
        Może jestem porąbany, ale stare głupie kobiety (facety zreszta też), które nie potrafią pogodzić się z faktem, że uroda i talent dawno przeminęły z wiatrem - budzą moje głębokie współczucie. Tym większe, im bardziej czuję się zażenowany patrząc na ich "występy".
        • olga_w_ogrodzie Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 01:04
          oglądając krótki reportaż dziś odniosłam wrażenie, że pani Violetta nie w pełni pojmuje już co się wokół niej dzieje.
          ta cała "opiekunka" Elżbieta pije, zaprasza do domu pani Villas swoją rodzinę z innej miejscowości.
          reporterka rozmawiała też z jakąś kobietą o twarzy menelki kompletnej, która mówiła, że "Violka jest w porządku", a Elka i owszem popija, ale ją zaprasza prawie codziennie, daje jeść etc. - pewno balangito za kasę pani Villas, zatem trza było "Elce" pchać "Violkę" na scenę na zarobek.
          a synowa pani Violetty mówiła, że była załamana, gdy zobaczyła nagranie z występu /na koncert rodzina i dawni przyjaciele nie byli zaproszeni/, bo wie, że, gdyby teściowa była zdrowa, to nigdy w tak złej formie psychicznej i tak okropnie wyglądając, by nie wyszła do ludzi.
          wyglądąła faktycznie okropnie.
          no ale ta synowa powiedziała, że pani Violetta od lat żadnej pomocy od syna nie chce, z rodziną kontaktów tez nie i że jest sterowana przez ludzi w otoczeniu.

          mnie jej szkoda, ale nie, że głupia i się sama pcha na scenę.
          wydaje mi się, iż ona nie ma jasności w odbiorze siebie i świata.
          zaburzona była nie tylko na starość, ale i wcześniej - te zwierzaki o których pisze Dama, ta idee fixe związana z wiarą i Bogiem...
      • olga_w_ogrodzie Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 01:07
        za nic nie mogę, Damo, czytać o tych psach na Ukrainie.
        tylko pierwsze słowa przeczytałam i odpadłam.
        no nie mogę, bo by mnie rozpacz i współczucie zeżarło.
        kur.a mać.
        tylko tyle powiem.
        nie zgadzam się na taki pieprzony świat.
        • damakier1 Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 10:34
          No, ja też przeczytałam tylko nagłówek i zobaczyłam zdjęcie, dalej nie miałam odwagi czytać.
          Najbardziej mnie wkurza, że od tego artykułu nie poprawi się los ani najmniejszego katowanego tam kundla, a za chwilę, w tym samym miejscu, gdzie informacja o tej makabrze i wstrząsające zdjęcie - ukaże się informacja o świetnym przygotowaniu Ukrainy do mistrzostw, cudownym świecie sportu, szlachetnej walce itepe bla bla bla...
          Europa!
          • lumpior Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 15:50
            pl.wikipedia.org/wiki/Violetta_Villas //
    • blind_as_a_bat Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 07:45
      Violetta byla sasiadka moich znajomych, kiedy mieszkala w Magdalence. Bywalem tam nie za czesto, ale na tyle, aby obserwowac stopniowy 'upadek' i 'odlot'. Odmawiala pomocy. Potem sprzedala wszystko i wyjechala w swoje strony rodzinne. Jak to sie skonczylo, wiadomo :-(
      • inna57 Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 17:14
        Niestety taki "upadek" był możliwy za sprawą bardzo kulawego prawa dotyczącego ochrony zdrowia psychicznego. Rodzina nie ma szans na sprawowanie opieki i skuteczne wpłynięcie na leczenie.

        Nie wszystko co przyniosły zmiany było dobre. A przecież mogło być inaczej. I nie dotyczy to tylko tej jednej osoby ale wielu innych zwykłych rodzin które nie mają żadnego wpływu na leczenie swoich upośledzonych psychicznie krewnych. Każda próba ubezwłasnowolnienia chorego to droga przez mękę, nie można zmusić do leczenia bez zgody chorego. A przecież nie ma takiego "wariata" który sam przyzna że jest psychiczny. I tak kółko się zamyka. Zresztą dotyczy to nie tylko "psychicznych", nawet pogotowie i szpitale mogą odstąpić od udzielenia pomocy jeżeli pacjent odmówi poddania się terapii nawet jeżeli pacjent nie jest w stanie sam ocenić zagrożenia życia i zdrowia. Dotyczy to na przykład chorych po udarze lub wylewie. Złota zasada obowiązująca w cywilizowanych kraja określa pierwsze trzy godziny od wylewu za te które mogą uratować życie i dać szanse na powrót do zdrowia. U nas "splątanego" pacjenta lekarz uprzejmie pyta czy zgodzi się na udzielenie mu pomocy. Paranoja ze skutkami dla ogółu społeczeństwa ale takie jest prawo i lekarze chętnie z niego korzystają.
        • olga_w_ogrodzie Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 25.02.11, 19:38
          w przypadku chorób psychicznych obowiązuje ustawa psychiatryczna na mocy której jest możliwe przymusowe umieszczenie i leczenie chorego w szpitalu psychiatrtycznym bez jego zgody, jeśli występuje zagrożenie dla otoczenia lub samego siebie.
          jeśli jej nie podpisze w szpitalu, to wymagany jest wyrok sądu.
          zwykle jest to formalność - czasem sędzia zjawia się w szpitalu, a czasem wyrok zapada bez udziału pacjenta, zaocznie, na podstawie tego, co mówią lekarze prowadzący, co jest w papierach, ewentualnego wywiadu z rodziną.
          nie jest mi znany przypadek, by leczonego pod przymusem pacjenta, jakikolwiek sędzia uznał za zdrowego i wydał wyrok pozwalający zwolnić go do domu.
          i sędziowe, i lekarze nie chcą brać na siebie odpowiedzialności w razie czego.
          przy czym, to zagrożenie dla siebie i otoczenia jest rozumiane bardzo szeroko.
          można tak uznać, gdy, np. chory dłuższy czas nie je,
          mówi pół żartem, że ma dość życia albo, że innych zabije czy robi awanturę , tłucze naczynia, zaprasza do domu meneli na piwo.
          prawie wszystko można, gdy się chce, pod zagrożenie podciągnąć.
          pogotowie i policję wezwać może każdy, niekoniecznie rodzina.
          "szanse" na leczenie przymusowe mają zwłaszcza osoby, ktore były już hospitalizowane czy choćby zasięgały porady u psychologa czy psychiatry.

          prawo dotyczące ratowania życia jest jednak bardzo niekonsekwentne.
          chorego czy podejrzanego o psychiczną chorobę naprawdę łatwo przymknąć.
          lekarze pogotowia i policja wcale nie są chętne do rezygnacji z przymusowego umieszczenia podejrzanie zachowującego się chorego w szpitalu, bo się boją i nie chcą, by ich się ktoś czepiał, jakby co.
          jeśli dodatkowo rodzina, znajomi, sąsiedzi stwierdzą, nawet kłamliwie, że chory jest zagrożeniem dla siebie i otoczenia, to ma ów psychiatryk nieomal, jak w banku.
          /nie wiem czemu nie można tego zrobić w przypadku pani Violetty, choć, zdaje się, była z raz przynajmniej hospitalizowana w psychiatryku./
          natomiast pacjent z zapaleniem wyrostka robaczkowego może odmówić jego wycięcia, choć wiadomo, że bez zabiegu umrze.
          albo sprawa operacji ratujących życie, których się nie robi, bo nie ma kasy lub odwleka je w nieskończoność z powodu kolejek.

          jeszcze coś : nie jest prawdą, iż każdy psychicznie chory wypiera się choroby.
          owszem.
          np. w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej w fazie maniakalnej zwykle znika krytycyzm.
          często jest też tak w czasie nasilenia zaburzeń psychotycznych w schizofrenii.
          ale już w przypadku depresji, bądź w lżejszych stanach w CHAD czy schizofrenii, w zaburzeniach nerwicowych, osobowości, ów krytycyzm jak najbardziej istnieje.

          gdy idzie o ubezwłasnowolnienie to jest to ostateczność i, faktycznie, wymaga zachodu.
          moim zdaniem, dobrze, bo, gdyby było łatwo, to łatwo mogłyby się chciwe ręce wyciągać po majątek kogoś, kto niespecjalnie jest chory psychicznie, ale, po prostu słabszy na przykład.
    • honeyr Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 26.02.11, 01:19
      Norma Desmond to jednak zupełnie inny poziom :)
    • kanciasta Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 26.02.11, 10:06
      Zastanawiam się , w czym właściwie, Olgo, widzisz[ ten i] dramat starszej pani[/i]?
      Czy w tym, że nie jest już młoda?
      Większość ludzi chce żyć długo, a nikt nie chce być stary - co z tym fantem zrobić? :-)

      Jeśli ciągle są ludzie, którzy płacą za bilety na jej koncerty - to czego ci ludzie oczekują?
      Trudno mi uwierzyć, że wszyscy idą, by szydzić z niej. Raczej bym optowała za chęcią
      podziękowania za niegdysiejsze wzruszenia. Żeby teraz sprawić przyjemność jej.


      Ech, mała
      • olga_w_ogrodzie Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 26.02.11, 11:57
        no taka już jestem histeryczka, że widzę dramat tam, gdzie go, wg Ciebie, nie ma.
        i nie dlatego, że się V.V. zestarzała.
        zdawało mi się, iż wyjaśniłam w czym go dostrzegam.
        • kanciasta Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 26.02.11, 17:15
          Zaraz tam histeryczka :-)

          Czy Twoim zdaniem V.V. czuje się nieszczęśliwa?
    • wanda43 Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 26.02.11, 19:01
      Potworne, straszne!
      Wspanialy glos, talent, sama zmarnowala. Reszte zrobily hieny.
      Szczerze mowiac zawsze uwazalam, ze ona ma cos z glową.
      • maniasza Re: Violetta z Bulwaru Zachodzącego Słońca 26.02.11, 21:40
        Nigdy za nią jakoś nie przepadałam, daltego że budowała swój imidż na kiczu, choć oczywiście zdolności wokalnych odmówić jej nie sposób. Zawsze kiedy natknęłam się na nią w tv miałam wrażenie, że ta kobieta żyje w jakimś innym świecie, świecie który sama sobie stworzyła i w niego uwierzyła. Tak że nic się nie zmieniło u Pani V.V. Nadal żyje w swoim świecie, tyle że jakaś swołocz ją i jej świat teraz perfidnie wykorzystuje. Choć nic nowego, jak świat światem, jedni robią to dla kasy, inni - by móc oglądać "przedstawienie". Przykre.
        Jako człowieka mi ją bardzo szkoda. Nie powinno się tak traktować ludzi chorych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka