inna57 15.12.11, 11:24 bi.gazeta.pl/im/5/10820/z10820665X,Zwierze-w-drodze-do-domu-pani-Swoffer-pokonalo-ruchliwa.jpg Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
inna57 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 11:53 To jeszcze dziecko ;) Skorzystała z wejścia dla kota ;) Odpowiedz Link
magdolot Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 12:00 Pewnie dlatego wolała futerko fotela od wanny... Odpowiedz Link
olga_w_ogrodzie Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 12:49 no nie ! kto to jest ? naprawdę ono samo przyszło ? Odpowiedz Link
inna57 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 13:08 To jest Olgo maleńka foczka. Przeszła całą plażę, ruchliwą ulicę, wepchnęła się przez wejście dla kota i zasnęła szczęśliwie na kanapie ;) Całość miała miejsce w przecudnym miejscu na Nowej Zelandii. Odpowiedz Link
olga_w_ogrodzie Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 13:10 o Matko w Niebiesiech ! cóż też temu dzieciaczkowi do główki uroczej przyszło ? ja bym chciała nieco pobyć w Zelandii Nowej, by takie maleństwa rezolutne i świata ciekawe spotykać. się zachwyciłam foczką tą fotelującą. Odpowiedz Link
inna57 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 13:20 Na Nowej Zelandii nie tylko takie cuda można zobaczyć. Ech ... Odpowiedz Link
inna57 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 13:43 Tęsknota za rajem chwilowo utraconym nie wybiera. Odpowiedz Link
magdolot Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 14:02 Może odnajdziesz słaby zapach domu w maśle z Kerry, irlandzkim, bo nasze irlandzkie krowy tylko ciut mniej siedzą na zielonej trawce, niż nowozelandzkie... Ichniejszego masła, to ja w gębie nie miałam, ale w irlandzkim to czuć. Odpowiedz Link
olga_w_ogrodzie Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 17:12 żem poleciała poczytać o wyspiarskim państwie New Zealand czyli po maorysku Aotearoa – Kraj Długiej Białej Chmury. wyszło mi na to, że, gdybyśmy się przez rokiem 1000 urodzili, to byśmy mogli hurtowo się tam przemieścić i umieścić za darmochę, gdyż podówczas Nowa Zelandia była bezludna i nikt, by nie fikał kasy chcąc za działki pod budowę chat. i się dowiedziałam też, że tam nie ma naturalnie występujących ssaków, poza nietoperzami(!) a w ogóle zagrożeniem dla rodzimych gatunków są zwierza sprowadzone przez ludzia : psy, koty, króliki, szczury. Odpowiedz Link
damakier1 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 16:43 No cudna historia i cudna foczka! Ale..... Innuś...? A przysięgniesz Ty się, że to nie pluszowa? Odpowiedz Link
damakier1 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 17:11 No wierzę, wierzę.... ale taka jest pluszaśna, że nie mogłam się powstrzymać :) Odpowiedz Link
tw_wielgus Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 17:13 Trzeba dać ogłoszenie. Właścicielka musi być b. strapiona. Po prostu nie wie co w takiej sytuacji poczać. Ani chybi jakiejś damie kołnierz uciekł. Odpowiedz Link
damakier1 Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 18:00 Dama w kołnierzu z foczki to żadna dama, tylko podróba. Odpowiedz Link
tw_wielgus Re: Gość w dom ;) 15.12.11, 18:07 No i oberwało mi się. Pewnie zasłużenie.... Jakie to szczeście, że nie jestem katolikiem i nie muszę nadstawiać drugiego policzka na dalszą część manta. Odpowiedz Link
tojajurek Zara, zara... 15.12.11, 19:14 A co robi pies widoczny w brzuchu tego zwierzaczka? Zeżarła go? Widac jak psi łeb wypełnia jej bok. Odpowiedz Link
damakier1 Re: Zara, zara... 15.12.11, 19:55 No CoTyJurku? Lupę, mikroskop, lornetę, lunetę żem wzięła i psa ani kawełeczka nie zobaczyłam. Odpowiedz Link
tw_wielgus Re: Zara, zara... 15.12.11, 20:00 Nie zobaczyłaś ponieważ całego wraz z pazurami i układem kostnym ten futrzasty potwór połknął, po czym udał się na sjestę na kanapę. Odpowiedz Link
damakier1 Re: Zara, zara... 15.12.11, 20:05 To czemu Jurek widzi, jak łeb bok wypełnia? Odpowiedz Link
tw_wielgus Re: Zara, zara... 15.12.11, 20:35 Jurek oglądał fotkę nieco wcześniej. Jeszcze zanim potwór kanapowy rozpoczął proces trawienia. Odpowiedz Link
dupetek Re: Zara, zara... 15.12.11, 20:29 Widocznie pod złym kątem optykę ustawiałaś! Wszystko zależy od kąta patrzenia/zezowania!! Proponuję jeszcze inny ogląd pt.: gość w dom, foka w ciąży. Odpowiedz Link
ex.mila Co za ironia losu... 15.12.11, 21:26 Jak nienawidzę nieproszonych gości to tę prześliczną foczkę wymienię na dwie myszy, przez które nie śpię od tygodnia. Już chyba wiem jak wlazły, nie zamierzam was nudzić szczegółami. Byłam na dwudziestu portalach o wypędzaniu myszy z domu - wszędzie mnie przekonują, że trutka na myszy to tak jakbym była Piechą i dokonywała wielokrotnego morderstwa. Nie śpię od tygodnia, otwieram drzwi na klatkę schodową (od 23.00 do 5.00) licząc na to, że sobie pójdzie (widziałam ją wygląda jakby była ciężarna), rozkładałam wielkie worki ze śmirdzącym serem na spodzie, odtwierałam balkon - ale to wszystko na nic. Rozłożyłam trutki na myszy, i wiem z netu, ze jednym się zrobi beton w jelicie grubym, inne się wykrawią wewnętrznie, ale trudno. Jeszcze jedna nieprzespana noc (i dzień - bo nie potrafię spać w dzień) i się wykończę. Teraz myślę o tym, żeby zdychająca mi nie wlazła do łózka. Bo takich historii też się naczytałam. Jestem nieprzytomna z zazdrości, ze to nich weszła foczka. A teraz napiszę coś, za co na tym forum powinnam dostać dożywoniego bana. Odpowiedz Link
tojajurek Re: Co za ironia losu... 15.12.11, 22:02 No co Ty? Mysza mała jest i Ci dużo nie zji. Cicho siedzi, nie szczeka, nie miauczy, nie sra pod drzwiami, ani nie wyje po nocach. Jak za nic nie chcesz się zaprzyjaźnić z tym milutkim zwierzaczkiem, to przynajmniej kup humanitarna pułapkę klatkową (w OBI - 20 zł.). Wsadź kawałeczek boczku, czy bekonu, podgrzej zapalniczką i czekaj cierpliwie. A jak się bidula złapie, to wytłumacz, żeby poszła do somsiadów. Za dwudziestym razem na pewno zrozumi. Odpowiedz Link
ex.mila Nie nt 15.12.11, 22:27 tojajurek napisał: > No co Ty? Mysza mała jest i Ci dużo nie zji. Cicho siedzi, nie szczeka, nie mia > uczy, nie sra pod drzwiami, ani nie wyje po nocach. > Jak za nic nie chcesz się zaprzyjaźnić z tym milutkim zwierzaczkiem, to przynaj > mniej kup humanitarna pułapkę klatkową (w OBI - 20 zł.). Wsadź kawałeczek boczk > u, czy bekonu, podgrzej zapalniczką i czekaj cierpliwie. A jak się bidula złapi > e, to wytłumacz, żeby poszła do somsiadów. Za dwudziestym razem na pewno zrozum > i. Odpowiedz Link
ex.mila chrobotanie wywołuje u mnie stany 15.12.11, 22:37 stany lękowe, więcej - totalnie depresyjne. Myslałam, że pozbędę się intruzów nie otwierając im drzwi a to mysie cholerstwo zaburzyło mój święty spokój. przemieszcze się pod drzwiami. Swiadka Jehowy czy proboszcza z najbliższego kościoła też bym otruła gdyby mi chrobotał. A tak serio. Nie obchodzi mnie zupełnie co macie na ten temat do powiedzenia. Budzę się i zasypiam z myślą, ze jak te myszy się nie wyniosą to ja się wyniosę. Dla mn ie to test na odporność psychofizyczną którego nie zdałam. Całe życie bałam się myszy, panikowałam na myśl o myszy, nie wspominając o widoku - ale one były tylko w moich koszmarach. Od tygodnia są realne. ale sobie możecie mnie potępiać w czambuł. Nie obchodzi mnie to dopóki mam te mysie *** w domu. Odpowiedz Link
damakier1 Re: chrobotanie wywołuje u mnie stany 15.12.11, 22:57 Chrobotanie jest wkurzające, ale jeszcze stokroć gorszy taki ohydnie smyrgający sposób poruszania się myszy, panikarskie przebieganie. Współczuję Ci z całego serca. Jako znana miłośniczka zwierząt radzę Ci wystawienie łapek na myszy, ktore walą w łeb i ukatrupiają na miejscu, gdy tylko mysz ruszy założoną przynętę. Ale musiałabys mieć kogoś, kto by złapane myszy wyjmował i wywalał, bo nie przypuszczam, byś miała w sobie tyle bohaterstwa? A nie możesz sobie sprawić kota? Odpowiedz Link
damakier1 Re: poryczałam się nt 15.12.11, 23:17 Naprawdę nie chciałam Ci sprawić przykrości. Nic, a nic. Odpowiedz Link
ex.mila Re: poryczałam się nt 15.12.11, 23:24 damakier1 napisała: > Naprawdę nie chciałam Ci sprawić przykrości. Nic, a nic. Wiem. Po raz pierwszy dałam sobie prawo do słabości w związku z tą sytuacją. Jestem wykończona psychicznie i fizycznie - a jeszcze przed córką musze udawać, że nic się nie dzieje i tak zakładam te bramki z kartonów w drzwiach na wszelki wypadek. Do tego stopnia jestem wykończona, że straciłam słuch w prawym uchu. Słowo. Odpowiedz Link
tojajurek Re: chrobotanie wywołuje u mnie stany 15.12.11, 23:02 No, a może - teraz serio - jakoś toto wypłoszyć? Nie wiem. Na przykład wziąć troche piasku z kuwety zaprzyjaźnionego kota i rozsypać po kątach. Trochę popachnie, ale może poskutkuje. Odpowiedz Link
ex.mila Re: chrobotanie wywołuje u mnie stany 15.12.11, 23:08 tojajurek napisał: > No, a może - teraz serio - jakoś toto wypłoszyć? Nie wiem. Na przykład wziąć tr > oche piasku z kuwety zaprzyjaźnionego kota i rozsypać po kątach. Trochę popachn > ie, ale może poskutkuje. Nie mam zaprzyjaźnionego kota!!! Nie kazdy ma zaprzyjaźnionego kota!! Więcej. Nie kazdy ma zaprzyjaźnionego ludzia!!! Nawet bez kota!!!! Odpowiedz Link
ave.duce Re: Gość w dom ;) Przypominam > 16.12.11, 09:21 www.care2.com/click-to-donate/seals/ Odpowiedz Link