magdolot
23.04.12, 00:55
Piątek:
pięknie wysprzątany dom, mycie stołu tarasowego w słoneczku, pyszna tortilla, kilometr przepłynięty w tempie, sauna, a na deser Mańka niespodzianka i objawienie Zbyśka Claptona. Do Mańki książka w prezencie i kurteczka z Marszu Żywych i opowieść przyjaciółki przewodniczki, że zupełnie znienacka jej klient okazał się strasznym vipem, a na dodatek obejrzała z bliska pierwsze powojenne i zupełnie niespodziewane spotkanie byłego więźnia z amerykańskim żołnierzem, który go wyzwolił... prawie 70 lat temu!
Sobota:
Mańka do smyrańka, cudnie skoszony trawnik pierwszy raz w sezonie, sadzenie kfiecia, artystyczne bejcowanie kaczki po pekińsku - czyli drugi po desperackim zakupieniu pierwszy raz w życiu kaczki akord w symfonii kompulsywnego gotowania. Kaczka w wersji Kuronia - smaczek dodany.
Niedziela:
ogród, co buchnął po deszczu, oglądanie dzielnych maratończyków, bohaterska decyzja że do kaczki będzie ryż jaśminowy ze stir fried jarzynami. Kurza twarz, te Chińczyki wiedzą, co robić z kaczką! A wyorbitować z zachwytu moją rodzinę niełatwo. Mańka opchana kaczymi resztkami zostaje do jutra, a jutro zaczynam dzień śniadankiem z przyjaciółką, co świeże bułeczki mnie na wieś przywiezie. I sadzę gladiole.
I będę miała w dupie jarzące się z telewizora ślepia! Czego i Państfu życzę. Howgh.
Może ogłosimy na chfilkę na forum moratorium na pisanie o pojebach w zbożnym celu podreperowania uczucia wiośnianej radości w nas? Albo o pojebach tylko na wesoło?
Trusia, wyłaź z nory i przejaw Iście Trusiową Inicjatywę, pliz!