Dodaj do ulubionych

O spaniu będzie...

02.05.12, 18:48
No więc leżę ja sobie w środku nocy i jakoś spanie mi nie wychodzi. No to gapię ja się bezmyślnie w sufit, którego i tak nie widać, bo lubię mieć na noc zaciągnięte ciemne nieprzejrzyste zasłony. Może to być taki nawyk z zamierzchłych czasów obowiązkowego zaciemniania okien, ale to mi odpowiada, bo i u mnie ciemno, ale i mnie nie widać z zewnątrz. No więc tak sobie leżę i zastanawiam się, ni z gruszki ni z pietruszki, w ilu to ja miejscach w życiu zasypiałem? Noż, kurde, zliczyć niesposób. Normalnie o tym się nie myśli, ale jak pomyśleć - to głowa mała.
Większości już się nie da odtworzyć, pamięć za krótka.
Ale gdyby jakiś niewielki bilans zrobić? Jakichś miejsc szczególnych i najciekawszych, które zapadły w pamięć?
Odrzuciłbym na początek wszystkie miejsca banalne, codzienne i powtarzalne, gdzie na co dzień człowiek miał swoje wyrko, a zasypianie w nim przypominało serię z kałasznikowa. Pominąłbym więc wszystkie rodzinne domy, mieszkania, internaty, więzienne cele itp. Tak samo również miejsca powtarzalne, ale mało ciekawe, jak wagon sypialny, tylne siedzenie samochodu, czy podłoga pod stołem biesiadnym.
Z to skupiłbym się na miejscach nietypowych i wyjatkowych, z jakiegoś względu pamiętnych i niezapomnianych.
Macie takie doświadczenia? Z pewnością. Ja też mam, ale nie będę sie pchał w pierwszy szereg.
Obserwuj wątek
    • ave.duce Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 18:54
      Pierwsze, co mi przyszło do głowy to jednostki pływające, czyli kuter torpedowy i tzw. ratownik (R coś tam). Miejsce: porty w Helu na Helu - wojenny i rybacki.
      • ploniekocica Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 18:56
        A może być o spaniu z?
        To ja spałam z Wajdą Andrzejem i Kałużyńskim Zygmuntem. Ha!
        • gat45 Z ? Przebijam ! 02.05.12, 20:25
          Ja spałam w koi w towarzystwie dwóch kałasznikowych. Jak się potem okazało - nabitych.

          Na pokładzie jednostki pływającej straży granicznej, na Morzu Ochockim. Karabiny stanowiły własność dyżurnych efesbeszników, żołnierze staranniej się obchodzili ze swoim ekwipunkiem. Absolutnie nie miałam prawa się znaleźć na pokładzie tego kutra.
          • olga_w_ogrodzie Re: Z ? Przebijam ! 03.05.12, 18:38
            i jak z Ave - też nic prawie nie wiadomo - skąd te dyżurne kałasznikowce, Morze Ochockie...
      • witekjs Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 20:09
        Moja pierwsza niezwykła noc, kiedy na stałe, przekroczyłem granicę Polski.
        Dzięki niewielkiemu kołysaniu, szybko zasnąłem spokojnym i głębokim snem, mimo niezwykłych emocji.
        Było to w koi, niewielkiej kabiny pasażerskiej MS Batory, który wypłynął z Gdyni do Montrealu.Miałem wówczas 19 lat i płynąłem do mojego ojca, który na tym Batorym pływał do NYC, przez kilka lat, do czasu kiedy nie mógł powrócić.Spędziłem w tej kabinie 9 pięknych nocy. po bardzo przyjemnych dniach i wieczorach.
        Ojciec, którego nie widziałem 15 lat odebrał mnie w porcie, bez konieczności długiego czekania, dzięki temu, że pracował na statku oficer, z którym razem pływali.
        Przed niezwykłymi, wesołymi powitaniami, były również smutnawe pożegnania.

        Pozdrawiam. Witek }:-})=
    • gat45 Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 19:58
      Wysoko stawiasz poprzeczkę. W takich zupełnie wyjątkowych okolicznikach czasu i miejsca, jakie spełniłyby Twoje warunki, to ja - wybacz - nie zasypiam.
      • tojajurek Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 20:11
        Niezłe było spanie w nieustajacym przez 5 dni deszczu w malutkim mokrym namiociku na spływajęcej wodą górskiej polanie. Nie miałem nic suchego.
        Zapamiętałem też spanie, obrzydliwie dyskryminacyjne, we francuskim pałacu w kuchni na polówce, rozstawianej na noc przy gigantycznej lodówce-zabytku, warczącej jak motocykl.
        Spałem też w pustych budynkach szkolnych, raz na stole profesorskim, a raz w korytarzu na betonie przykrytym skąpo tektura falistą.
        • olga_w_ogrodzie Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 20:22
          chciałabym wiedzieć więcej w sprawie kutra torpedowego, snu z panami Wajdą i Kałużyńskim,
          pięknych nocy 19. letniego Witka na Batorym oraz francuskiego pałacu, stołu profesorskiego czy tektury falistej.
          ale skąd ja mam wiedzieć niby czy wypada spytać co i jak ?
          nie wiem.
          to idę do kącika kontynuować zamyślenie.
          • ave.duce Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 20:25
            Kuter jutro, cierpliwości! :)
            • ewa9717 Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 20:46
              Na olbrzymim przedwojennym stole w towarzystwie jeszcze dwóch osobników, których nie załam, nie poznałam, a na dobrą sprawę to i nie za bardzo widziałam w ogóle, bo jak się obudziłam, już wybyli. Było to po jakimś koncercie podczas Jazzu nad Odrą, w jednym sporym pokoju chyba ponad dwudziestka nas koczowała.
            • ave.duce Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 18:06
              Na kuter torpedowy zaproszono mnie w celu spędzenia wieczoru na grze w karty.
              Mając trudności w przyswojeniu karcianej nomenklatury - postanowiłam posłużyć się ówczesnymi "dopalaczami", żeby przyśpieszyć naukę.
              Niestetyż, konglomerat słońca, wody, powietrza (czyli całego dnia na plaży), wiatru i kołysania fal sprawił, że przysnęłam byle gdzie, co w zasadzie mi się nie zdarza. I tyle.
              • olga_w_ogrodzie Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 18:35
                zwyczajowo.
                jak to z Avką.
                niby coś wiemy, ale tyle, co kocinka jakaś napłakała.
                ale ok., ok.
                nie można za wiele mówić, gdy poniechtóre sie czajo.

                • ave.duce Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 18:38
                  Spójrz na mój post statystycznie: rozpisałam się, że hej!
          • ploniekocica Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 20:48
            O Wajdzie i Kałużyńskim opowiadam natentychmiast.
            Gdy byłam piękna i młoda to byłam także wiecznie niewyspana i potrafiłam zasypiać w każdym miejscu i o każdej porze. Zresztą teraz kiedy jestem już tylko piękna nadal potrafię, ale teraz prowadzę w miarę uregulowany tryb życia więc moje zasypianie tak tragicznie się nie rzuca w oczy, a wówczas zdarzało się, że mało spałam z przyczyn zabawowych to się rzucało.
            Po którejś z kolei nieprzespanej imprezowo nocy kumpel wywlekł mnie na gościnne występy jakiegoś zagranicznego teatru w Starej Prochowni. Jest to jak wiadomo teatr nieduży i moje spanie w drugim rzędzie na normalnym drewnianym krześle bardzo się rzucało. W oczy. Szczególnie, że parę krzeseł w prawo w pierwszym rzędzie przysypiał jeszcze bardziej spektakularnie niż ja Wajda Andrzej, przywoływany do świata nieśpiących teatralnym szeptem "Andrzej, nie śpij" Krystyny Zachwatowicz. Koledzy opowiadali wiele lat pikantne anegdoty z kim to ja nie spałam.

            Z Kałużyńskim spałam co najmniej trzy razy na jakichś premierach filmowych i pokazach prasowych. Ale, jako że rzecz się odbywała w ciemnym kinie była zdecydowanie mniej widowiskowa.
        • tojajurek Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 21:54
          Jak byłem młody i głupi (ten pierwszy przymiotnik sie już zdewaluował) miewałem w różnych sprawach głeboko skrywane lęki, zakorzenione zapewne w czasach, o których nie warto mówić. Był wśród nich lęk przed ciemnością. Zwalczałem go w sobie na różne sposoby, jak się okazało nie do końca skutecznie. Będąc wyrostkiem wykombinowałem w czasie wiejskich wakacji, że pójdę zwalczać tę niemęską słabość idąc spać nocą w głębi lasu. Wziałem koc i polazłem o zmierzchu na odległą połąć lasu gesto zarośnietą starymi świerkami. Trudno było zasnąć, ale - gdy mi się to w końcu udało - coś znienacka wpadło wprost na mnie z wielkim łomotem. Potem okazało się, że to była sarna, najwyraźniej też szukająca spokojnego miejsca do drzemki. Nie wiem kto szybciej uciekał. Dziwne tylko, żem sobie łba głupiego po ciemku nie rozbił. Ale wtedy poczułem, że ciemność może też być sprzymierzeńcem - w ucieczce.
    • damakier1 Re: O spaniu będzie... 02.05.12, 23:47
      A ja nie tyle o spaniu, co o regularnym sypianiu mam opowiastkę. Gdy byłam młodą "przyszłą mamą", czyli w zaawansowanej dość mocno ciąży, wyciągnął mnie mąż mój na film "Pat Garret i Billy Kid", głównie dla pięknych ballad Boba Dylana. Jeszcze światła dobrze nie przygasły, napisy początkowe nie dobiegły końca, a pierwsza ballada nie przebrzmiała, a ja juz spałam snem głębokim i podobno chrapałam donośnie na całe kino. Na próżno mnie mąż budził i tarmosił - obudzona zasypiałam natychmiast i biedak w połowie seansu sie poddał i z kina mnie wyprowadził.
      Przez wszystkie te lata ten film był juz w telewizji na różnych kanałach setki razy. W TCM trafia się często do tej pory. Podejmowałam wiele prób, nigdy nie udało mi sie obejrzec do końca. Zasypiam twardo najdalej w ciągu kwadransa.
    • zbigniew_clapton Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 09:22
      Spałem na półce na bagaże w przedziale drugiej klasy - pociąg był nie do końca mi znanej relacji, ale po wybudzeniu spędziłem koszmarnie zimne dwie godziny na stacji nomen omen Krzyż.
      Spałem w strefie środkowej trójpoziomowego łóżka w schronisku młodzieżowym w Krakówsku. Nie obudzono mnie nawet wtedy, gdy pacjent okupujący górny pokład zarzygał sufit i utworzył w ten sposób spektakularny stalaktyt. Ech, młodość...
      • dzidzia_bojowa Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 11:43
        Będąc młodą harcerką, druhną zastępową na rubieży wywlokłam mój zastęp na wędrówkę przez pola, lasy i bezdroża. W zastępie moim były same miejskie panienki z dobrego liceum, które na obozie były po raz pierwszy. Wymyśliłam sobie, że zbudujemy szałas według najlepszej skautowskiej sztuki, to znaczy układając liściaste gałęzie w w pozycji umożliwiającej spływanie ewentualnego deszczu.
        Pod koniec dnia, po długim marszu dość niemrawo zabrałyśmy się za budowanie szałasu. Niemrawość spowodowała, ze zaskoczył nas zmierzch. Nie zdążyłyśmy wykończyć budowli i machając ręką na prognozę pogody, która zapowiadała opady ułożyłyśmy się w za małym niewykończonym szałasie. Właściwie dwie z nas spały pod gołym niebem bo w żaden sposób nie dało się wszystkich upchnąć pod "dachem". Oczywiście w nocy lało jak z cebra, ponadto pogryzło nas jakieś robactwo więc rano prezentowałyśmy obraz nędzy i rozpaczy: przemoczone ubrania i prowiant, brak suchych zapałek, mokre włosy sterczały we wszystkich kierunkach i jeszcze pełno czerwonych śladów po ugryzieniach na twarzach i rękach.
        Fajnie było.
        O zaleganiu we wszystkich możliwych stodołach na sianie, podłogach szkół podstawowych i średnich( raz nawet noclegu udzieliło nam liceum Batorego w Warszawie podczas jakiegoś zlotu- spaliśmy w pracowni biologicznej pośród wypatroszonych okazów) oraz w zbożu pod rozpostartą pałatką nawet nie wspominam bo to harcerski banał.
        • ploniekocica Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 12:12
          O to mi przypomniało, że będąc młodą panięką byłam na obozie jakimś nieharcerskim w Borach Tucholskich. Starsze towarzystwo spało pod namiotami typu wojskowego na łóżkach polowych i pewnej nocy gwałtowna burza wyrwała śledzie i zmyła namiot ze śpiących. Nic w tym nie byłoby dziwnego szczególnie, gdyby nie fakt, ze ja całą tę akcję przespałam jak niewinne niemowlę. Znaczy burza zmywała, panięki piszczały, potem się odbyła akcja ratownicza z udziałem ciała pedagogicznego, namiot postawiono ponownie, deszcz padał, pioruny waliły a ja spałam schowana w śpiworze i nic o tym nie wiedziałam.
          Wiele, wiele lat później pojechałyśmy koleżanką odwiedzić nasze dzieci wówczas nieduże na obozie w tych samych Borach Tucholskich. Miałyśmy nocować w malutkim dwuosobowym namiocie, takim na krótkie biwaki. Koleżanka, która jest kobietą słabą psychicznie poleciała szukać faceta do rozłożenia namiotu, a ja kobieta silna w tym czasie ten namiot rozłożyłam i nawet materac napompowałam. Uwaliłyśmy się spać, a ja zanim zasnęłam zachwycałam się swoim męstwem, a także cudownym powietrzem i szumem drzew oraz niebem gwiaździstym nade mną, które widziałam przez szyberdach na górze namiotu, zasłonięty tylko cieniutką moskitierą. O santa simplicita - w nocy zerwała się gwałtowna ulewa i zanim zdążyłyśmy w strugach deszczu ów szyberdach zasłonić stosowną klapką spałyśmy na materacu pośrodku krytego basenu.
          • scoutek Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 16:43
            dwa dziwne miejsca do spania mi się przypomniały:
            - stół, a właściwie stolik taki, przy którym w klasie siedzą studenci na ćwiczeniach, tylko kilka zestawionych razem, a nas w śpiworach mrowie a mrowie, to chyba jest właśnie taki styropian, na którym się na strajkach sypiało? ilekroć potem właziłam do tej sali na ćwiczenia to słyszałam w głowie chrapanie kolegów i widziałam ten poranny bałagan....
            - łódka owszem, ale niezbyt wielka, najwyżej 7 metrów, na środku jakiegoś sitowia w nocy we mgle przycumowana na jeziorze Malaren w Szwecji.... zimno było, koniec września, taka koza opalana ropą strzelała sadzą i czarna byłam jak święta ziemia, matka potem moje ciuchy wywaliła do kosza natychmiast po moim szczęśliwym powrocie do domu....
    • ploniekocica Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 11:36
      To było chyba w 1983 roku, kiedy to ajenci większości schronisk w Tatrach podjęli jakieś zobowiązanie, czy może dostali przykazanie odgórne, żeby nie pozwalać nocować poza pokojami. Jeszcze parę miesięcy wcześniej każden jeden górski wędrownik miał prawo przenocować w każdym chyba wysokogórskim schronisku w swoim śpiworku na podłodze w jadalni albo w korytarzu, jeśli miejsc nie było w pokojach, za jakąś symboliczna opłatą albo nawet na krzywy ryj, tego nie pamiętam. Tego lata i jesieni to się zmieniło i przeżyłam kilka zadziwiających noclegów. Na Gąsienicowej ajent wezwał milicję, która wywaliła nas z jadalni o drugiej nad ranem po prostu na dwór, na rzęsisty deszcz. Wówczas od niechybnej śmierci przez zamarznięcie i rozpuszczenie uratował mnie jakiś taternik, który posiadał lepszy "sprzęt" i mnie przygarnął na karimatkę (co to było wtedy za dziwo i cudo) i pod derkę.Zresztą podobnie, jak Ewa wyżej, nawet nie wiem, jak wyglądał, bo obudził się przede mną i nawet nie zdążyłam mu podziękować.
      Z kolei do Roztoki dodarłyśmy śmiertelnie zmęczone z koleżanką z otartą do kości piętą koło 23, a pan schroniskowy nie pozwolił nam doczekać świtu w jadalni, wzywając na nas wopistów. Nie pozwoliłyśmy się zdjąć ze stołów jadalnianych, gdzie uwiłyśmy sobie gniazdka do spania, a koleżanka (nota bene studentka psychologii) miała taka umiejętność perswazji, że wopiści nakazali panu schroniskowemu i jego rozwrzeszczanej wspólniczce czy żonie zostawić nas na tych stołach w spokoju. A rano spotkałyśmy idącego drogą rysia, ale to kompletnie inna historia.
      • ewa9717 Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 16:42
        Podczas jednej z trzech prób trafienia przez żołądek do serca wystrzałowego blondyna robiłam polędwicę wołową z czymś tam, same lakadaunes. Gdy to się tak na maciupkim gaziku pędziło, intelektualnie pzysiadłam z ksiązką w fotelu. Musiałam się na chwilę przecknąć, bo pamiętam, że pomyślałam: "Ale się fajczy komuś." A potem zbudził mnie pan strażak.
        Mieszkałam wtedy na czwartym bez balkonu ;)
        • tojajurek Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 19:01
          Niewiele horrorów może konkurować z nocami w koszarach wojskowych PRL-u. Dla Pań zwłaszcza, które nie miały podobnych doświadczeń, mogę odrobinę przybliżyć temat. Nic tak nie zmienia człowieka w bydlę, jak mundur wojskowy. Grupa facetów z wyższym wykształceniem (niektórzy nawet z doktoratami), powołanych na ćwiczenia oficerów rezerwy, zmienia się w mgnieniu oka w zgraję prymitywnych chamów, dla których szczytem sposobu bycia jest unikanie mydła, głośne pierdzenie i rzucanie kurwami w każdym zdaniu.
          Teraz już łatwiej sobie wyobrazić niewietrzona i ciemnawą salę z 25 łózkami w budynku dawnych carskich koszar na peryferiach Lublina. Ktoś, kto nie ma umiejetności momentalnego zasypiania, ma z góry przechlapane leżąc bezsennie na skrzypiącym łóżku wśród 24 śmierdzących, puszczajacych bąki i potwornie chrapiących obrońców Ojczyzny. Szczęśliwy kto padł wśród zawodu, wypiwszy ćwiartkę u wchodu.
          • maniasza Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 20:33
            Zasypianie czy budzenie się przy takich dźwiękach to chyba nie najgorsza rzecz w wojsku.
            Na Białej Rusi była kiedyś jednostka wojskowa, nazywa się Pieczi (Печи), nie wiem czy to od "pieców" czy od "pieczy", obstawiałabym to pierwsze. Jednostka jedna z najbardziej drastycznych w całym ówczesnym ZSRR. Na klacie śpiącego poborowego lądował wściekły owczarek niemiecki z wyszczerzoną paszczą, pięć centymetrów od twarzy żołnierza, trzymany przez nadgorliwego i wyższego rangą obrońcę ojczyzny. Taka pobudka. Milutka. Znam to z opowieści.
            Ale to był ekstremista i sobie poradził z nadgorliwym. Choć osiwiał.
    • maniasza Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 20:38
      Najfajniej wspominam spanie na sianie na poddaszu u dziadków.
      Co lato nas rodzice rzucali na wieś do dziadków na całe wakacje.
      Najpierw trzeba było trawę skosić, potem wysuszyć (co trwało przy zmiennej pogodzie), potem zapakować na poddasze.
      A jak już było takie świeżutkie tam, na gorze, to tam spaliśmy. I harcowaliśmy, nie gorzej od myszy :) Cudne!
      • tojajurek Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 21:23
        Jako odwrotność wspominam niedawną nocną podróż promem z Kristiansand w Norwegii do Hirtshals w Danii. Prom był ogromny i tak cały zabudowany, że nawet nie było szans na zapach morskiej bryzy. Z to kabinka z dwiema kojami przypominała nieco lepszy przedział kolejowy i była gdzieś w głębinach któregoś z dolnych pokładów, nie do odnalezienia bez stewarda. Oczywiście żadnego bulaja, tylko klimatyzacja i stalowe ścianki ze wszystkich stron. Czułem się jak w piwnicy i chociaż nie mam klaustrofobii, to miałem nieodparte uczucie, że gdyby prom z nudów i panującej fatalnej pogody zaczął tonąć, to dowiedziałbym się o tym dopiero gdy woda zaczęłaby się wlewać pod drzwiami. Kiepskie było to spanie.
        • maniasza Re: O spaniu będzie... 03.05.12, 22:05
          No to ja tez prom pamiętam, i niespanie. Płynęłam sobie do Malmo. Pierwszy raz w życiu promem. Chodziłam po tym statku, patrzyłam, co i jak i w ogóle. Wielkie to takie, patrzę masa TIRów na pokładzie, samochodów osobowych, nie mogłam się nadziwić, jak taki statek to wszystko może udźwignąć.
          Zjedliśmy kolację, wszystko ładnie pięknie, położyłam się spać w kajucie.
          Coś mnie tam tarmosi jednak w środku, nie wiem, o co chodzi. Pierwszy raz w życiu nie słucha się mnie organizm. No to idę do łazienki. Jeden rzyg, drugi... i tak już zostałam w tej łazience aż do Malmo. Takie spanie :)
          Z powrotem jak płynęłam, pamiętając te męczarnie, to na dzień dobry na wejściu na prom poprosiłam o listek aviamarin. Zapobiegawczo jednak już nic nie jadłam i nic nie piłam podczas całej podróży. :)
    • dupetek Re: O spaniu będzie... 04.05.12, 07:03
      Ze spaniem nigdy problemów nie miałem (tak jest do dziś), więc spań jako takich nie pamiętam. Za to zasypiania i przebudzania bywały różniste:)
      Spanie w lesie, na dworcach, w portach, po balangach itp. zaliczyłem jak każdy przyzwoity człowiek, z tego co teraz sobie przypominam, a nie opisali poprzednicy, to mogę dorzucić spanie na stojąco w zatłoczonych pociągach dalekobieżnych, które dla wygody składów towarowych jeździły zawsze nocą. Nie wiem czy dziś bym tak potrafił.
      • magdolot Re: O spaniu będzie... 05.05.12, 01:45
        Oj, spanie! Zaraz lete, bo w czynie majowym wytaszczyłam z tatki mieszkania prawie 3 kubiki badziewia. Na szczenście głównie szmaty. I przepłynęłam 5 kilo w 3 dni. Gałonzeczki rence bolom. A jutro wyprawiam przyjęcie zaręczynowe i już mam nawet zaręczynowe czapeczki. Dla niego granatową w rybki dwie, a dla niej piękną dynię z listkami i ogonkiem. Obydwie niemowlęce. I gratisowy okład z Mańki bernardynki. Oj, kurna, to już dzisiaj!

        Sylwester z nocowaniem w opuszczonym szałasie na Pilsku. Mróz siarczysty, podłoga nieopalanej izby, anilanka. Czapka, szalik, buty, rękawiczki. Spaliśmy jako szprotki w puszce i jak ktoś musiał na drugi bok, to musielim fszyscy. Jedna sztuka spała sobie sama jak panisko, bo miała puchowy śpiwór. Zerkając z zazdrością ze ścisku zapowiedziałam se solennie, że też się dochrapię. I mam!!!
        Dodatkowe atrakcje w stylu odmrażania na ognisku chleba i wszelkiego innego żarcia i baterii od magnetofonu też... aże się wylały i przerabiania owego magnetofonu na płaskie z latarek. Poszedł!
        I grania na nerwach goprowcom. Śmy doszły na Pilsko we waryjatki dwie po zmroku, kartkę śmy znalazły jak dojść... ale drogowskaz był zalodzony i nie wiedziałyśmy w którą stronę zacząć, więc musiałyśmy nakłonić goprofce, żeby nam pokazały ręcznie kierunek wymarszu i zostały naszą podręczną przechowalnią nart... Po Nowym Roku żeśmy im znowu grały na nerwach, bo przyjaciółka zastrzyk musiała mieć zrobiony, ale nie miała ze sobą zlecenia, więc goprofce najpierw odmówiły. Zmiękły jak zagrozilim, że sami zrobimy, choć nie umiemy FCALE. A zastrzyk był w tyłek i goprowiec co zrobił go natychmiast zapłonął miłością...
        aaa!

        PS Tylko harcerz może zamoczyć zapałki!!! Z harcerzami nie sypiam. Jeszcze socjalistyczną ansę bieszczadzką mam. Apage.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka