tojajurek
16.11.12, 17:36
Na mojej mokotowskiej ulicy panienki-bramodajki liczą sobie czteropak piwa za szybki numer.
Aliści byłem dziś mimowolnym świadkiem sceny, gdy potencjalny klient - pomacawszy bez żenady towar - oświadczył, że więcej niż dwa piwa nie da, bo jakość kiepska, a towar niedomyty. Nie wiem na czym stanęło (jeśli to właściwe określenie), bo nie wypadało przesadzać w niedyskrecji, aczkolwiek - rzuciwszy szybko okiem - skonstatowałem, że panience raczej nie grozi na dłuższą metę stan piwnego upojenia.
A jak to wygląda w Waszej okolicy?