Dodaj do ulubionych

Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku

22.11.12, 18:00
stoję po stronie danieli.
kontakt24.tvn.pl/temat,duze-zdziczale-psy-zagryzly-daniele,67770,html?categoryId=496
Te psy trzeba odstrzelić.
Zaostrzyć kryteria prawa do posiadania psów, szczególnie na wsiach. I bezwzględnie egzekwować prawo. Za ten incydent odpowiada chłopstwo z tamtej okolicy.
M.
Obserwuj wątek
    • ave.duce ODSTRZELIĆ... Pogięło Cię? 22.11.12, 18:29
      Nie znasz innych sposobów?
      • mariner4 Podtrzymuję! 22.11.12, 18:34
        Te psy to już zabójcy. Nie da się ich "unormalnić" Zapytaj każdego znawcę.
        One będą dalej polować. Jak psy pierwotne. I będą zabijać ponad potrzeby pokarmowe. Nie tylko wśród ludzi są degeneraci.
        Zupełnie inną sprawą jest odpowiedź na pytanie dlaczego tak się stało.
        M.
        • ave.duce Re: Podtrzymuję! 22.11.12, 18:42
          Podtrzymujesz, żeby ZASTRZELIĆ? No to ja podtrzymuję, że Cię pogięło.
          • mariner4 Jak by Ci taki piesek dziecko zagryzł 22.11.12, 18:59
            to też byś tak pisała?
            Powtarzam. Jestem zwolennikiem drakońskich kar dla właścicieli psów. Właściciel psa, który kogoś pogryzł, a nie był ubezpieczony powinie zdechnąć z głodu po zapłaceniu odszkodowań.
            "Mamusiu, kup mi pieska!", a potem pies ląduje w lesie, bo się bachorowi znudził.
            Ja mam psa. Zwykłego kundelka. Dużo czasu poświęciłem, żeby go wychować. Jak ktoś nie potrafi, albo mu się nie chce, to niech nie bierze psa!
            M.
            • ave.duce To, co piszesz, nie ma nic do rzeczy - czyli 22.11.12, 19:48
              do Twojego pomysłu ZASTRZELENIA tych psów.
        • damakier1 Re: Podtrzymuję! 22.11.12, 18:55
          Te psy to już zabójcy. Nie da się ich "unormalnić" Zapytaj każdego znawcę.
          One będą dalej polować. Jak psy pierwotne. I będą zabijać ponad potrzeby pokarmowe. Nie tylko wśród ludzi są degeneraci.


          A jaki to znawca naopowiadał Ci takich bzdur? Proponowałabym raczej dobrze je nakarmić. I to nie raz, a systematycznie.
          • mariner4 One nie zabijały z głodu 22.11.12, 19:02
            Ani jeden daniel nie był nadjedzony. One to robiły z żądzy mordu.
            Mówię to jako właściciel psa i nikt mi nie może zarzucić wrogości do psów,
            Te psy, które dokonały rzezi danieli, powinny zostać zlikwidowane, chyba że da się ustalić właścicieli.
            M.
            • damakier1 Re: One nie zabijały z głodu 22.11.12, 19:42
              > Te psy, które dokonały rzezi danieli, powinny zostać zlikwidowane, chyba że da
              > się ustalić właścicieli.


              Aż się boję zapytać, to co wtedy?
              • mariner4 Odszkodowanie dla właściciela hodowli 22.11.12, 20:01
                danieli. Takie to dziwne?
                Mój pies nigdy nikomu krzywdy nie zrobił. Wychowałem go, ułożyłem. Potrafi wiele i jest zdyscyplinowany
                Lubię długie spacery z nim. Dał mi dużo zdrowia właśnie w związku z tymi spacerami. Ale to jest pies a nie przytulanka jakiejś egzaltowanej osoby.
                Ale jak widzę, dla Ciebie te zabite daniele to druga liga zwierzątek. Nie da się na przykład daniela wziąć do łóżka, co to zwierzę pewnie dyskwalifikuje. Nie da mu się kokardki zawiązać, karmić ciasteczkami i w ogóle nie można dogadzać nim swojej próżności.
                M.
                • ave.duce Naprawdę Cię pogięło :( 22.11.12, 20:04
                  mariner4 napisał:

                  > Ale to jest pies a nie przytulanka jakiejś egzaltowanej osoby.
                  > Ale jak widzę, dla Ciebie te zabite daniele to druga liga zwierzątek. Nie da si
                  > ę na przykład daniela wziąć do łóżka, co to zwierzę pewnie dyskwalifikuje. Nie
                  > da mu się kokardki zawiązać, karmić ciasteczkami i w ogóle nie można dogadzać n
                  > im swojej próżności.
                  > M.
                  • mariner4 Argumentów brak, pozostaje..... 22.11.12, 20:07
                    Weź swojego psa do łóżka........
                    M.
                    • ave.duce O, wreszcie prawdziwy maczo dał głos - żenada, 22.11.12, 20:19
                      Panie M4.

                      > Argumentów brak, pozostaje.....

                      Argumentów na te Twoje przemądrzałe posty? O czym dyskutować z kimś, kto nie zna innych sposobów niż ZASTRZELENIE psów, że nie wspomnę o braku logiki tu i ówdzie?

                      @ nie chce mi się @
                      • lumpior Popieram "marinera",odstrzelić. 22.11.12, 20:29
                        Mogę w tym pomóc.
                        • ave.duce Re: Popieram "marinera",odstrzelić. 22.11.12, 20:31
                          A dwururkę masz?
                          • lumpior Re: Popieram "marinera",odstrzelić. 22.11.12, 20:41
                            ave.duce napisała:

                            > A dwururkę masz?
                            Także.Wataha dzikich psów jest bezwzględna,to zgraja doskonałych morderców.Znam przypadek rozszarpania ...krowy i to w pobliże zabudowań gospodarskich.Takie zdziczałe psy tylko rozstrzelać,one nigdy nie będą posłuszne, bezpieczne.A pomyśleć,kiedyś miały właścicieli zwanych człowiekiem.ale czy na pewno?
                            • ave.duce Mylisz się, miałam psa, 22.11.12, 20:59
                              mieszańca suki owczarka niem. z wilkiem, który wychowywał się przez +/- rok w takiej watasze. Był najwspanialszym moim przyjacielem przez 13 lat. To po pierwsze.
                              Po drugie: te psy należy uśpić zastrzykami, odłowić i potem zdecydować, co dalej.
                              Po trzecie: widziałeś kiedyś postrzelone zwierzę? Nie ZASTRZELONE, a POSTRZELONE.

                              I to by było na tyle.
                              • mariner4 Domyślam się, ale domyśłasz się 23.11.12, 09:36
                                co czuły te daniele?
                                Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem "sportu" łowieckiego. Cokolwiek myśliwi nie powiedzą o swojej miłości przyrody, to jest to zabijanie dla PRZYJEMNOŚCI. Dla tego dreszczu emocji, kiedy zwierz jest w lunecie celownika.
                                Nie jestem pieknoduchem i wiem, że czasem trzeba je odstrzelić. To powinni robić tylko profesjonaliści ze służby leśnej, a nie hobbyści dla zabawy.
                                Mój dziadek przed wojną polował. Ale tylko po to aby zapełnić spiżarnie. Urządzał polowania 2 razy w roku i to we własnym lesie, o który bardzo dbał. Nigdy dla frajdy. No cóż, jesteśmy drapieżnikami.
                                M.
                                • ave.duce O czym Ty do mnie piszesz, Marinerze? 24.11.12, 09:20
                      • mariner4 Takie psy mogą zabić człowieka 23.11.12, 09:14
                        Przede wszystkim wprowadzić drakońskie kary dla właścicieli psów.
                        Psy powyżej pewnej masy ciała, np tak jak w Danii 10 kg, obowiązkowy kurs na posłuszeństwo i tak jak tam jest ileś nie zdanych poprawek, do uśpienia. Tam nie ma pogryzień dzieci.
                        Kilka dni temu widziałem paniusię z pieskiem. Przechodzili koło piaskownicy dla dzieci. Piesek w piaskownicy się zatrzymał i się wygiął. Pani się zatrzymała, żeby piesek mógł spokojnie kupkę zrobić w piaskownicy. Kiedy jej zwróciłem uwagę, była zdziwiona i nie rozumiała o co mi chodzi.
                        Dalej. Wprowadzić zakaz trzymania psów w domach wielorodzinnych, powyżej pewnej masy ciała. Sąsiad kiedyś miał bernardyna na 4 piętrze...
                        Zasada, że właściciel odpowiada za wszystkie szkody spowodowane przez psa powinna być bezwzględnie przestrzegana. I tak dalej. Wtedy nie będzie sfor bezpańskich psów mordujących dzikie zwierzęta. Najgorzej jak egzaltowanie damulki "kochają" zwierzęta. To zawsze dla nich źle się kończy.
                        M.
                        • l_zaraza_l Re: Takie psy mogą zabić człowieka 24.11.12, 16:41
                          mariner4 napisał:

                          > Dalej. Wprowadzić zakaz trzymania psów w domach wielorodzinnych, powyżej pewnej
                          > masy ciała. Sąsiad kiedyś miał bernardyna na 4 piętrze...

                          Twoje słowa tak mną wstrząsają, że na tę chwile odniosę się tylko do tego.
                          I co z tego, że bernardyn był na 4 piętrze? Na 3 już byłoby OK?
                          Jakaś dziwna mitologia, że pies budzi się o 6 rano i potem cały dzień biega aż do 22. Są różne rasy a wśród nich i takie, które są typowymi kanapowcami Bernardyny wcale nie potrzebują dużo ruchu. Dwa spacerki w okół bloku i trzeci, jakiś dłuższy.
                          Nawet bardzo "ruchliwy" piesek może mieszkać na 4 piętrze w bloku, jeśli zapewni mu się odpowiednią dawkę intensywnego ruchu (np, można razem biegać, jeździć rowerem albo, rzucać piłeczkę).

                          I jeszcze jedno. Dałeś przykład Szwecji to ja dam Holandii. Tam są zabronione konkretne rasy i ich mieszańce. Jeśli ktoś wwozi takiego pieska (bo go miał wcześniej) to rzeczywiście musi się sprawdzić jako odpowiedzialny opiekun. Ale... We wszystkich innych przypadkach, jeśli policjant zobaczy, że Twój pies ma kaganiec to będziesz musiał uzasadnić, dlaczego musi tak być.
                          • maniasza Re: Takie psy mogą zabić człowieka 24.11.12, 19:44
                            l_zaraza_l napisała:

                            > Twoje słowa tak mną wstrząsają, że na tę chwile odniosę się tylko do tego.
                            > I co z tego, że bernardyn był na 4 piętrze? Na 3 już byłoby OK?


                            Myślę, że chodzi przede wszystkim o zdrowie psa.
                            Na bernardynach się nie znam. Ale myślmy swojego na rękach nosili po schodach praktycznie przez caly pierwszy rok. I to był tylko Mop - czyli West. Niektóre psy, jesli się nie zadba od małego, mają tendencję do zwyrodnienia stawów biodrowych, dysplazja i cholernie cieprią. Żeby temu zapobiec, pies nie powinien chodzić po schodach. a jesli już too jak najmniej.
                            Nie wyobrazam sobie nosić rocznego bernardyna z czwartego piętra....
                            Może o to chodzi?
                      • maniasza Re: O, wreszcie prawdziwy maczo dał głos - żenada 25.11.12, 00:43
                        ave.duce napisała:

                        > Panie M4.
                        >
                        > > Argumentów brak, pozostaje.....
                        >
                        > Argumentów na te Twoje przemądrzałe posty? O czym dyskutować z kimś, kto nie z
                        > na innych sposobów niż ZASTRZELENIE psów, że nie wspomnę o braku logiki tu i ów
                        > dzie?
                        >
                        > @ nie chce mi się @

                        Dżisas, Ave, Ty to potrafisz być impertynencka, nie wnikając w szczeegóły , ani w argumetnację adwersarza.
                        Wyluzuj.
                        • ave.duce Kiedy piszę bez ogródek - to impertynencja, 27.11.12, 23:16
                          kiedy ogródkami - nie chwytasz.

                          maniasza napisała:

                          > Dżisas, Ave, Ty to potrafisz być impertynencka, nie wnikając w szczeegóły , ani
                          > w argumetnację adwersarza.

                          Konkretnie o co Ci biega?

                          > Wyluzuj.

                          Jestem dostatecznie wyluzowana, ale dzięki za radę.
                • damakier1 Re: Odszkodowanie dla właściciela hodowli 22.11.12, 21:02
                  Boszsz..., Marinerze, tak sie zaperzyłes, że juz nawet zażartować sobie można? Przeczytja jeszcze raz swoje słowa: Te psy, które dokonały rzezi danieli, powinny zostać zlikwidowane, chyba że da się ustalić właścicieli. Czyż nie brzmi to tak, że można spytać, czy aby właścieli odstrzelić by się powinno jeśli się znajdą?

                  Bardzo się cieszę, że masz fajnego zdyscyplinowanego psa, który nikogo nigdy nie ukrzywdził (zwłaszcza, że to zdaje się Twój pies do mojej Wrony cholewki smali?). No i bardzo dobrze. Moje psy (te obecne i te dawne) też są zdyscyplinowane i krzywdy nikomu nie robią. Rzeczywiście Wrona włazi do łóżka i lubię się do niej przytulić i możesz mnie z tego ppowodu uznać za egzaltowaną starą babę, ale żadnych podstaw nie masz by mi zarzucić, że obojętny mi jest los danieli, czy jakichkolwiek innych zwierząt jeśli nie mogę ich zamienić na zabawki - przytulanki i w ten egzaltowany sposób zaspokajać swoją próżność.
                  Moja troska o daniela wcale nie jest mniejsza od Twojej. Pisałam juz wcześniej, że winę za to, co się stało ponoszą właściciele psów i od właścicieli psów nalezy wyegzekwować, by swoje psy trzymali w godziwych warunkach - to po pierwsze. A po drugie, by dopilnowali, aby psy samopas nie włóczyły się po okolicy (ale nie za pomocą łańcucha!).

                  A nawiasem mówiąc, ten hodowca danieli chyba zbyt starannie ich nie zabezpieczył?

                  ----------
                  • mariner4 Napisałem "ustalić" właścicieli, żeby zapłacili za 23.11.12, 09:29
                    te daniele. Wątpię, żeby mieli OC.
                    Te psy z tej watahy nie są winne. Winni są ich (byli) właściciele. Ale nie można dopuścić, żeby dalej grasowały.
                    Schroniska są takie, jakie znamy. Wyłapać ich chyba się nie da.
                    Choć wolę kundle od rasowej arystokracji, to jednak one stanowią one większość bezpańskich psów niestety. W jednym z krajów problem rozwiązano następująco (nie pamiętam w którym) Opodatkowano wysoko nierasowe suki. Chyba, że podano ją sterylizacji. Chodziło o to, aby nie dopuścić do dzikich hodowli. Psy pozostawiono, bo podniósł się lament ze strony ludzi, których nie stać było na rasowce. Populacja spadła.
                    To co dzieje się na wsiach woła o pomstę do nieba.
                    Pies to pies. I wszystko co zmaluje powinni iść na konto właściciela.
                    Wiem jak jest w Danii, bo mam tam szwagierkę. Tam posiadanie psa wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Na przykład egzamin z posłuszeństwa, Minimum 12 m2 własnego trawnika, czyli praktycznie tylko domek wchodzi w grę. Zakaz posiadania psa w blokach i tak dalej. Nikt tam nie bierze psa na podstawie chwilowej emocji.
                    Bardzo lubię psy. I dlatego wk.... mnie jak ktoś je krzywdzi, nawet jak realizuje swoje egoistyczne zachcianki sądząc, że to z miłości do nich.
                    M.

                  • mariner4 I jeszcze jedno 23.11.12, 12:44
                    Obowiązek czipowania psów. Mój jest czipowany, ma medalik z datą szczepienia i drugi z imieniem i numerem komórki żony.
                    Właściciel powinien się rozliczyć z psa. Albo akt zbycia psa, przekazania psa, albo zaświadczenie od weterynarza o śmierci psa. Jak wzięliśmy Cziko od siostry mojej żony, musiałem wysłać jej pocztą dokument urzędowy, że pies jest u nas. Inaczej zapłaciłaby wysoką grzywnę. Chyba 5000 DKR
                    Tak jest w Danii. Miałeś psa, a nie masz? co się z nim stało? Aha, uciekł? Grzywna np 5000 PLN! Skończyłoby się wiązanie psa drutem do drzewa w lesie, przed wyjazdem na wakacje.
    • damakier1 Re: Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku 22.11.12, 18:50
      oglądałam w tvn reportaz na ten temat. Tak durnego reportażu z równie durnym komentarzem jeszcze nie widziałam. Pokazano martwe zwierzęta i o zgaryzienie ich posądzano kolejno: wilki, błąkającą się pumę, bezpańskie psy, a w końcu dziki (!).
      Jakis przedstawiciel Związku Łowieckiego powiedział, że najprawdopodopniej winne są psy, bo chłopi nie karmią psów, tylko spuszczają głodne na noc z łańcuchów, żeby polowały.
      No rzeczywiście, jeśli wygłodzony pies spuszczony z łańcucha zabije daniela, to jest winien. W odróżnieniu od chłopa, który go bestialsko głodzi uprzednio przykuwszy do łańcucha.

      Ja w opisywanej sytuacji przede wszystkim jestem po stronie psów. Jeśli gospodarze na wsiach będą rozliczani z tego, jakie warunki stwarzają swym zwierzętom, w tym również psom, jesli za trzymanie psów na łańcuchach przy rozpadających się budach, bez właściwego wyżywienia i opieki weterynaryjnej będą odpowiednie kary - to syte i trzymane w godziwych warunkach psy nie będą zmuszone do polowania na coś do zjedzenia. W ten sposób, stojąc po stronie psów, stoję jednocześnie po stronie danieli.
      Absolutnie się zgadzam, Marinerze, że za ten incydent odpowiada okoliczne chłopstwo.

      Juz od dawna powtarzam, że brak odpowiedniej opieki nad zwierzętami gospodarskimi, łącznie z psami, powinien być powodem do cofnięcia rolnikowi dopłat z Unii.
      • ave.duce Dziki, jako wszystkożercy, na pewno brały w tym 22.11.12, 19:53
        udział. A w ogóle to wina danieli, bo wiadomo nie od dziś, że: "kto zobaczy gdzieś tam dzika, ten na drzewo szybko zmyka".
        • magdolot Re: Dziki, jako wszystkożercy, na pewno brały w t 22.11.12, 21:34
          Po babci jestem Danielą, żeby nie było nieporozumień.

          Nie rozumiem dlaczego zdziczały i wygłodzony pies zabija dla przyjemności, a wilk - nie. Bym poczekała jednak na opinię speców od wilków, a szczególnie behawiorystów, bo może każdy jeden taki może se dostać obłąkańczej korby od stada, któremu ucieczkę skutecznie uniemożliwia ogrodzenie i może każdy jeden taki może zostać wypłoszony zanim sobie podje [to chyba bardziej - wilk].
          W Bieszczadach wilki się specjalizują w wyjadaniu łańcuchowych psów, bo inwentarza gospodarz pilnuje, a pies przecież ma zęby... i łańcuch. Ale też skądinąd wiadomo mi, że jak jakiś myśliwy tam mógł odstrzelić wilka, to zaraz musiał alfę, żeby pokazać jakiego gigantycznego ma fiuta i to powodowało burdel straszny w stadach [jakby premiera ktoś raz na miesiąc kasował dla sportu, nie przymierzając, byśmy musieli szybko sięgnąć po kaczucha].

          Z Damą się zgadzam nad wyraz, a szczególnie po tym, jak pod Kopcem spotkałam na spacerze z psem pana, co z łezką w oku opowiadał o swoim ś.p. pupilku, z którym tam z miasta przychodził... polować na zajączki i fcale nie dwururą, ale psem... a po psiej uczcie i dla pana do garnka co nieco zostawało. Pan miastowy się na mnie obraził za otarcie łezki.

          Po następne, mi się robi słabo na samą myśl o zapotrzebowaniu społecznym na szybkie działanie, bo mi się przypomina jak samce alfa rodzime zabiły weterynarza tygrysa odławiając...

          Ale zgadzam się na skasowanie stworów owych, ino po dogłębnym sprawdzeniu kto, komu i co i nawet dlaczego, czyli absolutnie nie "na zamówienie społeczne". Lecz to musi być skasowanie humanitarne i to wg. specjalistów, a nie stada fiutów niedostrzelanych.
          Dlaczego? Bo kiedyś czytałam o psiej morderczyni, co z powodów humanitarnych spędzi resztę życia w klatce metr na metr, a ja bym wolała zastrzyk.

          • damakier1 Re: Dziki, jako wszystkożercy, na pewno brały w t 22.11.12, 23:27
            Ja też dopuszczam myśl, że może nie byc innego wyjścia, jak uśmiercenie tych psów, ale właśnie tak, jak piszesz - po decyzji specjalistów i na pewno nie przez odstrzał.

            A przede wszystkim zależy mi, żeby do wszystkich dotarło, że winnymi nieszczęsnego losu tych danieli nie są psy, a ludzie.
            • mariner4 Zawsze winni są ludzie. 23.11.12, 09:53
              Znasz historię dzików ze Świnoujścia?
              Marynarze z promów kursujących w poprzek Świny znaleźli młodego dzika w b. złym stanie. Ktoś sprowadził weterynarza. Zwierz został odrobaczony i został z nimi. Nazwali go Maciek. Wiosną Maciek znikła i po pewnym czasie wrócił. Okazał się być Maćkową, po przyprowadziła 6 warchlaków. I się zaczęło. Dzieci tych dzieci i tak dalej. Pamiętam widok, jak stałem w kolejce samochodów do promu. Locha z szóstka pasiaków żebrału od auta do auta. Dzieciaki brłay małe na ręce. Ludzie robili sobie zdjęcia i tak dalej. Fajnie było. Potem dziki zaczęły grasować po mieście, napadały na bazary warzywne, wyżerały klomby. Sprawa stała się międzynarodowa, bo grasowały po stronie niemieckiej. Wyłapywano je i wywożono. Ale to była walka z wiatrakami. Z tego co wiem odstrzelono je jednocześnie z wywożeniem. Po cichu.Kto był winien? Ludzie. Zwierzęta zawsze wychodzą źle na komitywie z ludźmi.
              Przez moja działkę, gdzie stoi mój dom przechodzą sarny, czasem jelenie. Kupowałem zimą marchew, kapustę itd. Chciałem się upewnić czy dobrze [postępuję i zadzwoniłem do nadleśnictwa. Mocno poproszono mnie, abym ich nie dokarmiał. Moja żona z samochodu, rzez otwarte okno potarmosiła sarenkę nawet za ucho. Nic się nie boją. Potem padają ofiarą półdzikich psów. Znajdują je czasem zagryzione...
              M.
              • damakier1 Re: Zawsze winni są ludzie. 23.11.12, 10:09
                No, to widzę, że doszlismy do wspólnego wniosku.
                • magdolot Re: Zawsze winni są ludzie. 23.11.12, 12:44
                  A postała Wam w głowach taka możliwość, że ktoś wypróbowywał pieski- pistolety w okolicznościach dogodnych? Albo ansę do właściciela stada niepilnowanego i nieubezpieczonego miał? Ludzie miewają paskudne pomysły...
                  • damakier1 Re: Zawsze winni są ludzie. 23.11.12, 13:57
                    O tym akurat nie pomyślałam, ale tak, czy siak sprawa powinna zostać potraktowana bardzo poważnie i właściciele psów bezwzględnie ustaleni.
                    Ale nie wierzę, że tak się stanie. Sensacja była, w tv pokazali i chwatit.
    • man_sapiens Re: Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku 22.11.12, 21:11
      Psy (czyli krzyżówka wilka z lisem) to drapieżniki. Drapieżniki zajmują się (kiedy akurat nie śpią) zabijaniem innych zwierząt. Udomowione psy są karmione przez ludzi i dlatego tracą pomału zdolność zabijania. Ale jak mój dobrze karmiony jamnik dopadł kurę na podwórzu leśniczówki, to nie mógł się powstrzymać i ją zagryzł. Czy jego też należało zabić? Za to, że odezwał się w nim "zew krwi"?
      Leśniczy (nigdy nie polował) z wyraźną sympatią potraktował jamnika i stwierdził, że rosół z tej kury będzie świetny, a mój (nieodżałowany) jamnik to prawdziwy pies myśliwski.
      Bezdomne psy powinny być objęte opieką w schronisku. Jak się coś oswoi, to ma się obowiązek tym zajmować - to dotyczy pojedynczych ludzi, ale też ludzkości zbiorowej. Ludzie nie zajmujący się odpowiednio psami, które znalazły się pod ich opieką, powinni być surowo karani - ale rozstrzeliwanie ich to przesada.
      • magdolot Re: Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku 22.11.12, 23:08
        Może Twój jamnik był krzyżówką wilka z lisem... to wiele wyjaśnia.

        Lorentz mógł się rozpisywać nad psami po szakalu i psami po wilku, ale od tego czasu im w geny zajrzeli. Wilk wilkiem pogania. Jest fajny rozdział o psach w "Najcudowniejszym widowisku świata" Dawkinsa.
    • l_zaraza_l Re: Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku 24.11.12, 17:00
      Jestem przeciwniczką zabicia tych psów. One rzeczywiście stanowią ogromne zagrożenie ale po nich przyjdą następne i śmierci nie będzie końca. Zamiast pocisków użyć środków nasennych i przewieść do azylu, sprawdzić czy jednak nie da się uratować. Jednak większość psów (chociaż często sporym nakładem pracy) udaje się sprowadzić na dobra drogę bo to ona jest prawdziwą naturą psów. Psy już tak długo nie są wilkami, że porównywanie ich z nimi może wynikać jedynie z niewiedzy. Świadczy o tym choćby ta masakra jaką urządziły. rzeczywiście stanowią ogromne zagrożenie ale po nich przyjdą następne i śmierci nie będzie końca.

      Ja wiem, że w kraju, w którym nie ma rejestru ubezpieczonych, mówienie o rejestrze psów jest nie na miejscu ale to jedyne rozwiązanie. Pies musi mieć czip i być w bazie. Jednolitej bazie bo na tę chwilę takowej nie ma - weterynarz czipuje ale dane są tylko w jego kompie (albo tylko w danym schronisku). Do tego są różne czipy, nie wszystkie się czytają.
      Jak masz niezaczipowanego psa - 500 grzywny i masz tydzień, by o to zadbać.
      I obowiązkowa sterylizacja. W rejestrze widać wszystko:szczepienia, sterylizację, zgon. Jeśli nie ma psa a w bazie noty weterynarza o zgonie, to wiadomo, ze właściciel coś przeskrobał.
      I edukacja. Od dziecka edukacja tak, by w chwili, gdy mamusia chce kupić dziecku pieska to dziecko uświadamiało mamie, jaka będzie rzeczywistość (spacery, zjedzone meble itd.) i, że to nie zabawka, którą będzie można wyrzucić jak się nie sprawdzi albo znudzi. Dorosłych nie zmienimy ale w dzieciach nadzieja.

      Na wsiach, bardzo często psy są traktowane strasznie i nie mają dobrych skojarzeń z ludźmi., Nic dziwnego, że często wolą wybrać wolnoć (i na niej się rozmnażają). Problem w tym, że one nie potrafią już być wolne. Nie maja pojęcia jak powinny prawidłowo funkcjonować.
      • mariner4 W zasadzie masz podobne zdanie do mojego 24.11.12, 19:21
        Ale zanim miałem psa, to sobie o nich poczytałem. Pies ma instynkt sfory, instynkt pogoni, instynkt samoobrony i instynkt łowów. W zasadzie każde zachowanie psa da się tymi instynktami wyjaśnić.
        Dla psa rodzina w której przebywa, to sfora zastępcza. Tak nas traktuje. "Pan" to lider sfory i on się jemu podporządkowuje. Pies określa swoje miejsce w sforze na pewnym poziomie hierarchii. Czasem silny, duży pies stara się zdobyć pozycję lidera i atakuje właściciela. To nic innego jak odwieczny instynkt awansu w sforze. Dlatego pies musi zawsze wiedzieć kto rządzi w "sforze", czyli w domu.
        W naturze dzikie psy nie zmieniają sfory. Jeżeli się pies zgubi, zwykle to ginie. Nie zdarza się wśród dzikich psów, że inna sfora go przyjmie do siebie. Pies poza swoją "sforą" nie czuje się więc bezpiecznie i to jest właśnie ta tzw tęsknota za panem. Pies który z innymi wałęsającymi się psami stworzył swoją sforę, jest już dla ludzi właściwie stracony.
        My personifikujemy psy nadając im cechy ludzkie, ale to błąd.
        Tak jak w tym wątku pisałem. Karać należy ludzi, a nie psy. Wyłapywanie i oddawanie do schroniska nic nie dają zważywszy poziom tych schronisk.
        Tylko czipowanie, sterylizacja, licencje na rozmnażanie mogą pomóc rozwiązać problem.
        M.
    • maniasza Re: Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku 24.11.12, 19:37
      Nie chce mi się wierzyć w te psy. Nie widziałam nigdy, aby gdzieś szalała zgraja zdziczałych psów ( i nikt ich nigdy wczesniej nie zaobserwował w tamtej okolicy? niewiarygodne)...no bo przecież jeden pies nie mógł urzadzić takiej masakry.
      Biedne daniele.
      Swoja drogą jak własciciel zostawia zwierzynę bez nadzoru na trzy dni...tto trochę nieodpowiedzialne to jest.

      U mojego dziadka na wsi był pies. Reks. Taki wiekszy rudy kundel. Wytresowany był przez dziadka, jak sobaka :). Mądre cholerostwo było i inteligentne.
      Tylko raz jedna babulinę dziabnął w rękę, co to akurat przyszła do nas, a mysmy w tym czasie (znaczy rodzice) robili remont jakiś i przed dom jakies kufry i inne bety byly powystawiane. A ona za ten kufer, no to on ją za rękę - łap. Letko ja tam dziabnął. Aby łapy nie wsadzała, gdzie nie trza.
      No ale, był tez u sąsiadów inny pies, toczka w toczkę jak nasz Reks, ale paskuda i durny niemożebnie. Od tej samej suki był.
      I kiedyś przyjeżdzamy na wieś, a Reks nas nie wita.
      A zawsze jak przyjeżdzalismy i on zauwazył nasze auto , to gnał co sił w łapach, aby nas spotkać w pół drogi.
      A tu - nic. Dziądek smutny pytamy - gdzie Reks?
      Zastrzelili nam Reksia. Bo się okazało, że jego "brat" łaził tak bezpansko po zagrodach i kury i gęsi wyżerał. Chłopy postanowiły ustrzelić mu łeb. No to ustrzelili - ale naszemu. :(
      Dziadek aż do smierci żadnego psa innego nie chciał miec i nie miał. Zreszta wkrotce po Reksiu sam zmarł.
      • man_sapiens Re: Lubię psy. Sam mam,ale w tym wypadku 24.11.12, 21:34
        Gdyby daniele nie były uwięzione w ogrodzeniu, to - nawet jeżeli to było stado psów - zginąłby jeden. Reszt by uciekła, tak się bronią stada kopytnych przed drapieżnikami: jeden na pożarcie, reszta może się mnożyć.
        Winien masakry jest ohydny, krwiożerczy i okrutny, dwunożny drapieżnik - morderca.
    • ave.duce ... bez powodu ...? 13.01.13, 11:27
      ... Pies rasy pitbull (...) trzymany był w piwnicy domu jednorodzinnego ...
      • mariner4 Zawsze winny jest człowiek 13.01.13, 12:12
        Ale prawo albo sprzyja takim wypadkom, albo nie.
        Siostra mojej żony mieszka w Danii. Musiała się przeprowadzić z domku do bloku. Oddała nam swojego psa, bo w Danii nie wolno mieć psa jak się mieszka w domu wielorodzinnym. Pies musi mieć 50 m2 swojego trawnika. Uważam to prawo za mądre.
        Mój sąsiad ma sukę rasy amstaf. Wesoły i zupełnie nieagresywny pies. Często wymyka się z domu i grasuje bez kagańca po okolicy. Kumpelka mojego Cziko. Jak przypadkiem mój jest koło domu, to razem przepadają na kilka godzin. Wiem o tym, że ludzie się tej amstafki boją jak na nią się natkną. Poza tym nigdy nie wiadomo co psu może do łba wpaść. Znam przypadek, że łagodna suka rotweilerka, która kilka lat bawiła się z dziećmi na podwórzu, pogryzła dzieciaki, kiedy ją osa użądliła w nos. W szale bólu. Kto mógł to przewidzieć?
        Dlatego jestem zwolennikiem bezwzględnego karania właścicieli bardzo dotkliwymi karami za szkody wyrządzone przez psy. Obowiązkowe OC dla właścicieli. Tym wyższe skłądki im groźniejszy może być pies. I wiele innych znanych na świecie rozwiązań. Czipowanie, obowiązek rozliczenia się z psa w przypadku jego utraty, Przymus sterylizacji. Wyższe podatki od płodnych suk i wiele innych. Należy dążyć do zmniejszenia populacji psów w sposób nie robiący im krzywdy, To jest możliwe.
        Właściciel psa, który pogryzł to dziecko powinien ponieść drakońską karę. Zwrot kosztów leczenia, jeżeli nie miał OC. NFZ ma prawo wystąpić z powództwem o regres.
        M.
        • ploniekocica Re: Zawsze winny jest człowiek 13.01.13, 12:18
          mariner4 napisał:
          > .
          > Mój sąsiad ma sukę rasy amstaf. Wesoły i zupełnie nieagresywny pies. Często wym
          > yka się z domu i grasuje bez kagańca po okolicy. Kumpelka mojego Cziko. Jak prz
          > ypadkiem mój jest koło domu, to razem przepadają na kilka godzin.
          Wiem o tym, ż
          > e ludzie się tej amstafki boją jak na nią się natkną. Poza tym nigdy nie wiadom
          > o co psu może do łba wpaść. Znam przypadek, że łagodna suka rotweilerka, która
          > kilka lat bawiła się z dziećmi na podwórzu, pogryzła dzieciaki, kiedy ją osa uż
          > ądliła w nos. W szale bólu. Kto mógł to przewidzieć?
          > Dlatego jestem zwolennikiem bezwzględnego karania właścicieli bardzo dotkliwymi
          > karami za szkody wyrządzone przez psy.

          Wybacz. Marinerze, ale jak się ma całokształt Twojej wypowiedzi, Twojego wątku i Twoich poglądów do wytłuszczonego przeze mnie zdania? Bo czegoś nie kumam ja.
          • mariner4 To są zupełnie sporadyczne wypadki 13.01.13, 12:52
            bo je swojego psa pilnuję, ale czasem wystarczy moment nieuwagi. Sąsiad też swoją sunię pilnuje.
            Poza tym jestem spokojny o swojego psa. 19 kg, więc średni Przeszedł stosowne przeszkolenie jeszcze w Danii i ma certyfikat z egzaminu. Nawet kotów nie goni. Totalnie je ignoruje. Zero agresji.
            M.
            • damakier1 Re: To są zupełnie sporadyczne wypadki 14.01.13, 22:11
              mariner4 napisał:

              > bo je swojego psa pilnuję, ale czasem wystarczy moment nieuwagi.

              Nie pilnujesz ani Ty, ani Twój sąsiad skoro psy przepadają na kilka godzin. Może i Twój Cziko ma certyfikat i to duński, ale o kant dupy taki certyfikat potłuc, skoro nie jest nauczony, że samowolnie ma się nie oddalać. Moja Wronka nie ma żadnych certyfikatów, ale wie, że na spacery chodzi wyłącznie ze mną i nie kombinuje, jakby tu zwiać jesli ktos przez przypadek nie domknie furtki. A i tak staramy się jednak domykać.
              Jesli idzie o te wszystkie amstaffy i całą resztę hodowaną specjalnie tak, aby wzmóc cechy agresywne, to uważam, że stopniowo powinny one zaniknąć przez zastoswanie prostego zabiegu skreślenia je z listy ras rejestrowanych w Związku Kynologicznym, niedopuszczanie do udziału w psich wystawach. Obecnych hodowców należy zniechęcać do powiększania hodowli, może Związek Kynologiczny refundować kastrację tych psów i w ogóle starać się populację tych ras zmniejszać. Nie będzie żadną strata dla świata jeśli rasy te zanikną.
              Nie jest prawdą, że w gruncie rzeczy psy te są łagodne jeśli tylko trafia na odpowiedzialnego właściciela i zostana poddane szczególnie fachowemu wychowaniu, które poskromi ich genetycznie zaprogramowaną agresję. Po pierwsze nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji, w których taka uśpiona agresja może się obudzić, a po drugie jaki jest sens w hodowaniu psów do walki z pracowicie selekcjonowaną i wzmacnianą agresywnością po to tylko, żeby odpowiednio dobierani właściciele mieli te agresje tłumić poprzez szczególnie odpowiedzialne i fachowe wychowanie?
              • magdolot Re: To są zupełnie sporadyczne wypadki 15.01.13, 02:08
                Na świecie amstaffom się rozkrzyżowuje agresję pracowicie i stały się pieskami familijnymi, nie psimi do walk psich. U nas, to chyba ciągle loteria.
                Ludzie mają przedziwne ciągotki. Na rehabilitacji spotykałam przemiłą dziewczynę w ciąży, co sobie sprawiła jeszcze przed porodem fila brasileiro, bo musiała takiego mieć i opowiadała jak im się serca krają, kiedy ostro ustawiają szczeniaka, żeby znał swoje miejsce... Nie rozumiem jej.

                Posty Marinera mnie fkurzają. Wychwalanie faszystowskich praw - pies won z domu przy przeprowadzce do bloku... Bym rozszarpała te durne Duńczyki. Fcale ich nie podziwiam.[Miałam dużego psa na 50m2 z pięciorgiem ludzi i 200 metrów od Błoń, gdzie miał 5 km2 trawy.] U nas też trzeba fszystko zaostrzyć, do obłędu! I to rozwiąże problem?!

                Prawo nie zmienia mentalności i dlatego jest do dupy. Oświata, nie karanie, psiakrew. I nie karanie wybiórcze [babci z ratlerem miast dresa z dogiem argentyńskim] i nie fszystkich jak leci.

                Pilnowanie też jest do dupy, bo nigdy się nie upilnuje.

                [Pojechałam z Mu zimą do agroturizmo mojej przyjaciółki, która przygarnęła psa, bo by go uśpili. Psa, co każdego samca na swoim terenie usiłował zabić. Kropka. Dwie części chałupy dzieli sień. Tamten w izbie na lince, w sadzie na lince. Mu nie jest tak durny, żeby podejść. Ludzie mają drzwi i to ich uspokaja. Ostrzegamy się nawzajem. Git. Synek przyjaciółki się dusi w nocy, wynosi go na werandę, w pośpiechu zostawia uchylone nasze drzwi. Mu idzie spać do sieni, bo chłodniej. Tasza wstaje o 5 i wypuszcza tamtego, bo my przecież śpimy. Budzą mnie odgłosy walki, skaczę w śpiworze i otwieram drzwi, fpada Mu, zatrzaskuję. Potem wet mówi: celował w tętnicę szyjną, omsknął się o 5 mm. ]

                Za gros wypadków z dziećmi odpowiada polska schizofrenia. Ostry pies do pilnowania wyklucza się z rozmnażaniem. Kropka. [Se sprawiłam Mu, bo nie chciałam żeby bronił Szacia, bo by go bronił przed innymi dziećmi też. Wybrałam goldka, co za chuja nie broni. I nie pilnuje za Chiny razem z Tajwanem i Japonią. I wychowałam go. Rasowego, bo chciałam do dziecka psa z przewidywalnym charakterem i na którego na pewno nie jestem za cienka. I polskie prawo go prześladowało, bo on i tak nie podchodził do ludzi nieznanych i mijał ich nie podnosząc nosa z trawy, bo zwyczajnie wiedział, że mię to nie cieszy. Teraz psygarnę, bo Szacio duży. Ale goldkowatego... Klimaty z Londona sobie znowu odpuszczę, bo puszczy niet.]

                Parę lat temu psy pożarły dziecię w wózku. Psy do pilnowania, pracowicie od dziecka separowane, wypuszczane nocą na ogród. Raz się rodzinie popieprzyły drzwi i gotowe.
                Dzisiaj usłyszałam o rodzinie buców, której się urodziło dziecko, więc labrador poszedł siedzieć do budy... a do niemowlaka se kupili yorka!
                Ludzie są durne tak, że żadne prawo tego nie zmieni. Wychowywać je trza. I jak długo se będą sprawiały pieska ze względu na modę, albo wykrój uszek, będzie źle.

                A światłe niemieckie psie prawo chyba nie przewidziało mentalności polskiej sprzątaczki, której jamnik od pół roku powłóczy monstrualnym guzem po ziemi, a ona nic. Jęczy, że może go to boli, że może uśpić trzeba...leczyć już chyba nie, bo stary, się nie opłaca... ale skąd na weterynarza wziąć?! Tego guza wet nie oglądał wcale, a uśpienie z pogrzebem 150 euro. I pani płacze nad sobą, jaka biedna jest, jak tego psa kocha, jak cierpi tym psim cierpieniem, empatyczna taka. Jej mówię, że i bezdomni mają psy, że w takim molochu jak Berlin musi być jakiś charytatywny wet! Jak cierpi, to w ichnim TOZ-ie go uśpią za friko... Gówno. Będę musiała sama? Mąż pani, ex-wojak, budowlaniec, zleceń nie ma, tkwi w chałupie... By się zajął psem?
                Syn mojej sprzątaczki w Polsce miał chomika z guzem na pysku i też cholerny problem, że przecież to kosztuje, taka wizyta u weta. Zwlekali aż się wykrwawił, bo se w nocy guza łapami wydarł.

                Moja przyjaciółka, co ma teraz 2 koty i 3 psy od lat się układa z gazownią, elektrownią etc., wyłączenia, rozkładanie na raty... ale na weta ma zafsze. Tyle.

                Są ludzie, co nie powinni mieć zwierząt.
                Ale są i ludzie, co nie powinni mieć dzieci. I co? I nic.
                Są ludzie, co nie powinni mieć dzieci ani zwierząt...
                Sytuacje drastyczne - od tego jest prawo. Od mentalności oświata jest. I to idzie wkurwiająco powoli, ale w lepszą stronę.
                • mariner4 Re: To są zupełnie sporadyczne wypadki 15.01.13, 10:53

                  > Posty Marinera mnie fkurzają. Wychwalanie faszystowskich praw - pies won z domu
                  > przy przeprowadzce do bloku... Bym rozszarpała te durne Duńczyki. Fcale ich ni
                  > e podziwiam.[Miałam dużego psa na 50m2 z pięciorgiem ludzi i 200 metrów od Błoń
                  > , gdzie miał 5 km2 trawy.] U nas też trzeba fszystko zaostrzyć, do obłędu! I to
                  > rozwiąże problem?!

                  Czy słusznie? Rzecz w tym, że takiego drakońskiego prawa nie da się wprowadzić łatwo, ale jak jest "od zawsze"? Tam nikt nie eksterminuje psów. Tam wiedzą, że psa można sobie wziąć jak się ma odpowiednie warunki. Na przykład pies musi mieć 50m2 swojego trawnika. To źle? Trzymanie psa na 15 piętrze w m4 jest humanitarne? Ty Akurat miałaś dla swojego psa czas, ale najczęściej są to 2 krótkie spacerki, żeby pies się załatwił. Zapewniam cię, że psy w Danii są przeciętnie szczęśliwsze niż u nas. A jak chłopstwo traktuje psy na wsiach? 1.5 łańcucha przez całe życie?
                  Nawet zaostrzenie kar dla właścicieli jest trudne, bo zaowocuje wyrzucaniem zwierząt na ulice, aby się pozbyć kłopotów.
                  Po ostatnich Świętach wystąpił zauważalny wzrost ilości psów, szczególnie szczeniąt, oddawanych do schronisk. Nie trafione "prezenty" gwiazdkowe, które bez odpowiednich uzgodnień mogą dawać tylko skończeni idioci.
                  M.


                  • magdolot Re: To są zupełnie sporadyczne wypadki 15.01.13, 16:24
                    Tam wiedzą, że
                    > psa można sobie wziąć jak się ma odpowiednie warunki. Na przykład pies musi mi
                    > eć 50m2 swojego trawnika. To źle? Trzymanie psa na 15 piętrze w m4 jest humanit
                    > arne? Ty Akurat miałaś dla swojego psa czas, ale najczęściej są to 2 krótkie sp
                    > acerki, żeby pies się załatwił. Zapewniam cię, że psy w Danii są przeciętnie s
                    > zczęśliwsze niż u nas.

                    Czy gdyby Twoja siostra nie miała brata w niecywilizowanej Polsce, Cziko by został humanitarnie uśpiony, czy przejęty przez Państwo w majestacie prawa i oddany jakimś debilom z trawnikiem? - Takie pytanie mi nie daje spokoju.

                    Ja nie lubię jak prawo się wpierdala za bardzo w życiorys obywatela, bo ono go zwyczajnie zwalnia z osobniczej odpowiedzialności i to jest demoralizujące jak cholera. Paradoks taki. Jeżeli wychowując dziecko odgrywasz rolę klawisza, to sam wyznaczasz dziecku rolę nieodpowiedzialnego pojeba, który słucha po wierzchu i na niby i tylko czeka, aż klawisz odwróci wzrok... Złapią, albo nie złapią, a cały sens gdzieś umyka. Nie uczysz odpowiedzialności.
                    Doceniam niemieckie prawo drogowe z ograniczeniami tam, gdzie są potrzebne i autostradami po których możesz wyrywać i 500 na godzinę jak masz czym... i sam się ograniczasz, bo za wypadek to jednak odpowiadasz. Oni nie jeżdżą szybciej niż my!

                    A swoje psie prawo olewają w rozsądnych granicach -pies bez smyczy ma tu być w kagańcu - a psy chodzą luzem i po centrach handlowych i po ulicy, ale zawsze razem z właścicielem i słuchają. W metrze jest znak z "maulkorbem", ale tylko raz widziałam psa w kagańcu i to był mocno pobudzony wilczur. Stadko kumpli Szacia łazi po Berlinie i dziwi się, że nie widzi tu bezdomnych kotów ani psów.

                    Nie potrzebuję prawa, które mi każe mieć 50 m2 trawnika. Potrzebuję mieć świadomość, że biorąc zwierzaka, biorę wieloletnią odpowiedzialność za dobrostan czującego stworzenia, za zaspokajanie jego potrzeb i za nieuciążliwość mojego pupila dla otoczenia. I dla mnie to oznacza i 6 psów na 26 piętrze, jeżeli sobie z tym radzę. I natychmiastową reakcję odpowiednich służb na ostrego doga argentyńskiego, którego się boi nawet właściciel.

                    U nas się czeka na tragedię, aby zrobić cokolwiek. Choć to się, ofszem, zmienia. Ale częściej dzięki zwierzątkowym pojebom, niż służbom i prawu.
                    Kilka lat temu pies przyjaciółki został otruty na Błoniach. Duży, w sile wieku, w 2 godziny rozpuściło mu jelita. Arszenik jak w banku. Wet, który ratował, rzekł że właściciel sam może opłacić zbadanie substancji owej, ale to drogo kosztuje i nie wnosi nic. Zadzwoniłam na dyżur Wyborczej i dopiero pod wieczór, po sporej ilości kroków różnych, sprawdzeniu masy okoliczności i zawarciu znajomości z wysłaną do mnie fotografką tejże, udało mi się przekonać dyżurnego redaktora do napisania konkretnego ostrzeżenia. A ja wyszłam z założenia, że jeśli ktoś np. rozrzuca arszenik w kiełbasce na Błoniach, w środku miasta, to ofiarą takiej kiełbaski może paść i bezdomny i małe dziecko też. I nie mieściło mi się w pale, że nie ma procedury zobowiązującej weta do pobrania próbki, którą państwo przebada w trosce o życie obywateli i podejmie odpowiednie kroki nie czekając na ludzkiego trupa, by. Taki brak w prawie jest dla mnie skandalem.
                    Rozwieszałam ogłoszenia, ludzie patrzyli jak na pojeba, zrywali je. 3 miesiące później, 3 psy i kilka kotów później i na szczęście zero ludzi później... goście zostali złapani z arszenikiem w łapach. Bo dzięki ogłoszeniom szefowa TOZ psa spacerując dojrzała to i owo, a że sędzią jest, policja na jej telefon przyjechała natychmiast. Ale za to dzięki brakom w procedurach, goście odpowiadali jedynie za posiadanie arszeniku...
              • ave.duce Hmm... 15.01.13, 08:07
                Nie chce mi się rozpisywać, więc krótko:
                nie wierzę w opisywane posłuszeństwo Twojej Wronki (furtka uchylona...) -
                widać na szczęście do tej pory (i oby nigdy) nie trafił się na zewnątrz odpowiednio silny bodziec.
                Pani B. amstaffka nie była wychowywana w żaden szczególny sposób na łagodną suczkę kurierską krótkodystansową, a chociaż pozwalała ptakom, kotom, wiewiórkom, itp. łazić sobie po łbie - poza ogrodzenie wychodziła zawsze na smyczy i w kagańcu, czyli normalnie, zgodnie z przepisami (o ile się nie mylę). Gdzieś już to pisałam, ale napiszę jeszcze raz: nawet sobie nie ufam do końca, a co dopiero innemu stworzeniu.
                • trusiaa Re: Hmm... 15.01.13, 10:28
                  Zgadzam się z Panią.

                  Dane mi było poznać trzy amstaffy. Wszystkie były przyjazne ludziom i skore do zabaw, nie wykazując przy tym agresji wobec innych zwierząt. Myślę, że to zasługa ich dobrych genów, ale też opiekunów, którzy nie wpoili im agresji, wychowując je na zrównoważone psy.

                  Wydaje mi się, że tzw. ogólne wzorce rasy często mają się nijak do charakteru poszczególnych psów. Wszystko to kwestia psychiki psa i podejścia opiekuna.
                  Ile razy spotyka się lękliwe, agresywne, labradory czy spaniele? Wcale nie tak rzadko.

                  Co do otwartych furtek - absolutnie nie ufam psom. Jeśli pies jest posłuszny, a my akurat jesteśmy w pobliżu i zdążymy go przywołać, to świetnie, ale wystarczy jeden jedyny raz, gdy zadziała zupełnie nieprzewidziany przez nas w szkoleniu bodziec. Mój sąsiad stracił w taki sposób ukochanego wilczura. Pies był idealny, posłuszny, nigdy nie zbliżał się do otwartej bramy. Trafiła się silna pokusa, wybiegł na jezdnię. Zginął pod kołami samochodu.

                  • ploniekocica Re: Hmm... 15.01.13, 11:12
                    Wszystko ok. Ja też znam świetnie wychowane amstaffy, a sama miałam labka, który po ciężkim pogryzieniu (nota bene przez dwa amstaffy) w czwartym roku życia ze strachu warczał na nieznane duże psy i musiał być prowadzany na smyczy. Ale znam osobiście też przypadki zagryzień przez amstafa, cane corso i jeszcze jedno takie bojowe zwierzę. co to nie pamiętam, jak się zwie. Innych przypadków zagryzień psa przez psa nie znam choć jako posiadaczka (ex) psów przez ćwierć wieku widziałam wiele psich walk spontanicznych spacerowych.
                    Psy ras bojowych różnią się generalnie tym od ogromnej większości psów ras innych (także tych bardzo obronnych), że w kwestii innych zwierząt nie mają poczucia humoru i jak już walczą to na śmierć i życie. Czyli w skrócie jak się niedajbuk pogryzą (nawet najlepiej wychowane psy czasami przekraczają granice) dwa psy o zbliżonych gabarytach to poleci trochę futra i niewiele więcej się stanie, bo chodzi bardziej o moralne zwycięstwo niż zranienie przeciwnika. Psy bojowe gryzą na poważnie, bo do tego je wyhodowano. Nawet specjalnych pretensji mieć o to nie można.
                    Kiedyś pisałam jakieś chałtury o psich rasach. To były wywiady z hodowcami itd. Kiedy pisałam o amstaffach pani hodowczyni miała w mieszkaniu dwa samce, które żyły w wielkiej zgodzie. Starszy był wykupiony z walk, młodszy dokupiony świadomie, bo to takie kochane psy.
                    Zgodnie z jej słowami napisałam, że trzeba dobrze wychować, że stereotypy itd. Zanim ten materiał się ukazał pani miała w domu już tylko jednego psa. Młodszy dojrzał i się postawił starszemu. I już.
                    Dlatego wybaczcie mi nie rozumiem potrzeby świadomego posiadania przez ludzi, którzy nie chcą mieć mordercy w domu, niewykastrowanego samca ras bojowych (suczki pomijam, bo to przeważnie inna bajka jest)? Rozumiem, że ktoś chce mieć groźnego psa obronnego (rasy bojowe nie są obronne), różne psie zboczenia rozumiem, ale pakowanie się w wychowywanie psa przeciwko genom, trudne wychowanie i nie zawsze zwieńczone sukcesem, bo najlepiej wychowany pies bojowy sprowokowany przez innego psa w końcu może wdać się w jakąś awanturę i wtedy będzie walczył do końca. A jeszcze w mieście, gdzie nie sposób izolować bojownika od zwierząt innych, po co to komu? Wytłumaczcie mi to, bo nie rozumiem.
                    • ave.duce Re: Hmm... 15.01.13, 11:50
                      Tamta pani po prostu guzik się znała na psach, według mię.

                      ploniekocica napisała:

                      > po co to komu? Wytłumaczcie mi to, bo nie rozumiem.

                      Co do Pani B. - u mnie była rezydentką. Wybacz, ale nie będę na forum zdradzać sekretów rodzinnych ;)

                      Co do prośby:

                      też nie rozumiem, więc nie wytłumaczę.
                      • ploniekocica Re: Hmm... 15.01.13, 12:06
                        Nie wiem, jak się znała na psach tamta pani, ale nie znam żadnego innego przypadku zagryzienia psa hodowanego z innym od szczeniaka. Samce hodowane w jednej rodzinie czasami walczą, ale żeby aż tak?

                        Pani Be była suczką, a suczki to jest inny kawałek podłogi. Chyba nawet nie ma organizowanych walk suk, albo ja przynajmniej o tym nie słyszałam.
                        Zresztą wszystkie amstafki, które znam są super łagodne i urocze dla ludzi, a i psów innych szczególnie niezaczepiające. Zresztą chłopaki dla ludzi też są urocze łącznie z tamtym zagryzaczem, tylko jak walczyć zaczynają to na amenT.

                        PS. bojowy kot Ryży przyniósł był z kuchni świeżego szpinaku i z napuszonym walecznie ogonem broni go przed oblegającą Pingwinicą (nie wiem, po co ona oblega skoro szpinaku nie lubi. Ryży uwielbia w każdej postaci.) PO co ludzie normalni mają świadomie rude koty też to powoli przestaję rozumieć.
                • damakier1 Re: Hmm... 15.01.13, 11:03
                  Ha! Z Tobą i z Trusiąą to juz doprawdy, żadna swobodna dyskusja jest niemożliwa!
                  Poszybowałam se trochę, by pognębić marinera, a Wy mnie zaraz cap za rękę! Otóż prawda jest taka, że ja choć w nadzwyczajne posłuszeństwo Wronki wierzę (jak i w ogóle w jej nadzwyczajną genialność), to jednak przez ten cały czas, kiedy jest Wronka z nami nie zdarzyło się nigdy żeby furtka nie była domknięta. Po tym jakże bolesnym przyznaniu sie do winy, która, liczę, wybaczona mi będzie, przechodzę do meritumu: wierzę w to, co piszesz o Pani B. Ale tu zbiegły sie dwie rzeczy - wyjątkowa amstaffka trafiła do odpowiedzialnej właścicielki.
                  W dalszym ciągu upieram się, że te wszystkie wymyślone do walk rasy powinny stopniowo zanikać na rzecz ras od początku hodowanych na psa-towarzysza.
                  • ave.duce :))) 15.01.13, 11:53
                    Pani B. nie była wyjątkowa, ale rezydowała u osoby z wyjątkową wyobraźnią, która to osoba (czyli ja ;) czyniła to i owo prewencyjnie.

                    A wewogle to pozdrawiam Szczecin cały!
                    • damakier1 Re: :))) 15.01.13, 12:15
                      > Pani B. nie była wyjątkowa

                      Była, była.... kużden jeden pies, którego się ma, jest wyjątkowy;)
                      • ave.duce Re: :))) 16.01.13, 09:26
                        Trudno powiedzieć, że "się ma".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka