magdolot
20.02.13, 23:19
www.kosciol-spaghetti.pl/
Przejrzałam sobie stronkę. Sprawę znam od pieluch i znacznie bardziej pociągająca jest dla mię niż "inteligentny projekt". Szacio od dawna tfierdzi, że jest pastafarianinem, ze wględu na sfą wielką miłość do Macek Jego Makaronowatości tudzież romantyczną sympatię dla piratów. Doktryna mi się podoba!
Wyimek z opinii religioznafcuf dla Boniego:
"religia to doświadczenie tajemnicy świętości (das Heilige): jest to domena ujawniania się tajemniczej boskiej mocy numinosum, która wywołuje w człowieku równocześnie fascynację (mysterium fascinans) i przerażenie/lęk (mysterium tremendum). Inaczej mówiąc, religia to stosunek człowieka do sacrum, czyli świętości, wywołującej w nim dwie wspomniane reakcje oraz skłaniającej go do specyficznych zachowań (jako odpowiedź na odczucie sacrum)" - piszą naukowcy.
By te refigioznafce z UJ były wiency rozgarnięte, by się czepiły z definicji, że Jego Makaronowatość nie budzi przerażenia ani w wyznawcach ani nawet w piratach...
Bo zamiast przerażenia budzi On sympatię i wzmacnia komfort psychiczny, więc chyba jest bogiem ZUYM!
A przyczepiają się jak ostatnie ćfoki, obrażając przy tym chyba moje religijne uczucia. A paragraf na to jest.
Pierfszy raz w życiu jestem bliska decyzji o nawróceniu, szczególnie że w moim mieście chyba nie ma jeszcze pastarafii... Mam miesiąc na zważenie, czy bliższy jest memu sercu szalenie rzadki status bezwyznaniowca bez skazy i zmazy, czy Jego Makaronowatość Himself. I Szacio takoż.
To poważna decyzja. Bym bezskutecznie zabiegała o akt apostazji, to natentychmiast pastafarianinem zostałabym... A tak trochę się waham.
Pomożecie?