19.05.13, 19:20
19 maja jest Dniem Dobrych Uczynków.
Proszę o relację z owych. W końcu raz do roku można być dobrodziejem.
Jakby tego było mało, to można uczcić imieniny znajomej osoby i połączyć jedno z drugim.
Dziś obchodzą swoje święto m.in.: Celestyn, Cyriaka, Dunstan, Iwon, Pękosława, Potencjanna i Pudencjanna.
Darz Bór!
Obserwuj wątek
    • czan-dra Re: Dziś 19.05.13, 19:25
      Caly dzien spedzilem na wedkowaniu, i nie zlapalem zadnej ryby, czyli zrobilem Dobry Uczynek.
      • magdolot Re: Dziś 20.05.13, 01:19
        Wiedziałam!
        Zwizytowałam samotną cioteczkę z konwalijkami, whiskaczem i Szaciem. Whiskacz był motywatorem zdrowienia cioteczki.
        Ale wpisałam w innym wątku:
        forum.gazeta.pl/forum/w,89075,144546638,144576226,Re_No_i_co_.html
        A od jutra będę robić dobre uczynki Szkopom.
        • tw_wielgus Re: Dziś 20.05.13, 12:28
          magdolot napisała:

          (....) A od jutra będę robić dobre uczynki Szkopom.

          Ale tym z NRD?
          • magdolot Fakły i Kozubki! 22.05.13, 12:59
            (....) A od jutra będę robić dobre uczynki Szkopom.
            >
            > Ale tym z NRD?

            Pudło na całej linii. Robiłam dobre uczynki, ale polskim cfaniaczkom z PRL, nieco ogłuszona sytuacją i z pewnym fstrętem moralnym.

            Mam pytanie: czy ów dzień dobrych uczynkuf ma cokolwiek wspólnego z Zielonymi Świątkami?
            Wreszcie się dowiedziałam dlaczego liczba mnoga - boleśnie. Miemce obchodzą dwa Zielone Świątki.
            Kumbinuję z Wiki i ten kawałek od biedy mi pasi do sytuacji, znaczy te jakieś "fakły", ale o dobrych uczynkach tam nie ma NIC:
            "Zielone Świątki szczególnie były popularne wśród pasterzy, którzy ucztowali i tańczyli przy ogniu. Zwyczaj ten do dzisiaj jest popularny wśród górali zagórzańskich i Podhalan, w sobótkową noc na wielu wzgórzach palą się widoczne z daleka ogniska[5], od których odpala się tzw. fakły (lub kozubki) - szczególny rodzaj pochodni, robionej z kory młodego świerka (w gwarze podhalańskiej smreka/smereka). Robi się z niej swego rodzaju sakwę na długim kiju, do której wkłada się żywicę. Z fakłami robi się pochody między poszczególnymi watrami (tj. ogniskami), a także obchodzi pola, szczególnie te zasiane, w celu odpędzenia złych duchów od zagonów i pól [6] [7]."

            A było tak.
            Najpierwej z nudów poszłam śladami Ochojskiej i chyba z podobnym skutkiem, albowiem Szacio zostawił mnie na górnej platformie dworca i poszet! do przyległej galerii, gdzie miał upatrzonego ciuszka. Nudząc się cholernie postanowiłam sprawdzić, czy aby działa już winda na peron [ta, o którą Ochojska zrobiła raban na cały kraj swego czasu], bo miałam kupę bagażu. Na windzie zastałam dwujęzyczne przeprosiny za "awarię" na mocno już sfatygowanej kartce. Wyjęłam więc długopis i napisałam także dwujęzycznie: NIE PRZEPRASZAJCIE, NAPRAWCIE!!! Godzinę tam stałam i nikt inny nie próbował z tej windy skorzystać... Ludzie sfoje wią, a ja z Marsa. Sie to potfierdziło następnie.

            W pociągu fpad na mnie kolega licealny. Gadka szmatka, on też do Miemiec jedzie, nawet tym samym pociągiem ze Wawy, ale pani w krakowskiej kasie go poinformowała, że w nim nie rezerwują miejsc. No to się fściekłam, bo jusz nim jechałam i rezerwowali, a kolega w liceum miał tak nieprawdopodobnego pecha, że przysłowiowy był... i potem tak samo w byznesie. To wysiedliśmy razem i on z felernym biletem do info, a ja do kasy po mój.
            Się okazało, że to inne pociągi, a zaras potem, że na mój nie ma miejsc i to nawet w pieprzonej jedynce. Na Zachodniej klincować kilka godzin, gdzie psy dupami szczekają a na dodatek jess grad jak kurze jaja - o, nie! Kolega zadzwonił do kolegi, co go miał z Poznania do Miemiec autem wieźć i nas przygarnęli i obiecali zostawić na obwodnicy Berlina. Kolega chyba szybko pożałował fspaniałomyślności, bo zaras potem wylazło jakim obleśnym lewackim jestem, panie, lemingiem... i zatopieni w zakopywaniu różnic śfiatopoglądowych o mało nie spóźniliśmy się na ten durny pociąg.

            Pociąg zapchany był po dziurki w nosie, alem dorwała całe 3 wolne miejsca. Usiedlim i coś nam w tym farcie zaczęło mocno śmierdzieć. W wagonie była do połowy dwójka, zakończona przykładnie zaspawanym i pustym ofkołz przedziałem dla matki z dzieckiem, a od połowy jedynka z cudzoziemcami. I tu się zaczęły kozubki z fakłami i zajączkami - konduktor fpad i zaczął konwersować na migi z opcokrajowcami, że siedzą bezprawnie. Ja żem zgłosiła chęć natychmiastowej dopłaty. Opcy - jak im przetłumaczyłam miny i wygibasy pana konduktora - poszli se stać do dwójki, a my zaczęliśmy dopłacać. Szło jak po grudzie. Mimo hi-tec wichajstra przy pasie dyndającego panu konduktorowi, nijak się nie dało zapłacić kartą, więc zaczęliśmy gmerać po kieszeniach, ale pan nie potrafił nam podać konkretnej sumy, jeno liczył i liczył. Kolega nie miał złotówek, więc się podjęłam za niego dopłacić, a konduktorowi zepsuła się rolka i dał dyla po nową. Ftedy fpadł dziwny pan i usiadł z wielką ulgą, żeśmy mu opowiedzieli jak jess, ale desperacko został. Wrócił pan konduktor i znuf nie potrafił nam podać żądanej sumy, ale za to się fczepił w nowego pana jak rzep. I zapiał z zachwytu, że pan fpadł nielicho, bo student nie może dopłacić do jedynki. Student był rachityczny, więc broniłam go bardzo... i w efekcie wyleciał do przedziału dla matki z dzieckiem, a na nas pan konduktor wyraźnie machnął ręką. Tak mi wyszło, że to chyab nasz powalający osobisty wdzięk go całkiem obezwładnił i nie dał nas skrzywdzić...bo ja z Marsa jestem, a reszta pociągu była, panie, z Wenus.

            Potem wsiadła rodzina, którą konduktor wypieprzył na korytarz i dyskutowali. A nam fsiadł nowy pan. Se naostrzyłam zęby na nową rozróbę... a tu czas płynie i nic, pan nobliwie siwy i okularzasty wydawał się obiecujący we starciu z konduktorem, a tu konduktor znik jak kamfora. Kolega poszedł siusiu i wróciwszy zażądał ode mnie niebieskiego papierka. Mu dałam bez brąchów. Na ziemię zeszłam w Poznaniu.

            Po drodze do auta kolega z Wenus wyjaśnił mi, że pan konduktor wymienił żądaną sumę machając na nas ręką [jak mi się wydawało], a potem w załomku korytarza czaił się chrząkając, że nobliwy pan jest pracownikiem kolei [chyba nie pierwszym z brzegu i nie było go jak od nas odseparować, by]. By kolega nie "sikał", to by fpad nas wywalić w majestacie Prawa. I tak to kolega katolik prawicowy, miłośnik Jarkacza, fciąż mściwie łkający, że to FSZYSTKO zło w Kraju, to jess przez grubą kreskę i brak lustracyji, zalecający przymusowy pobór młodzieży do woja [od którego sam się wykręcił swego czasu pracowicie nad wyraz], jako pożądaną szkołę życia na przyszłość, mocno utyskujący na deficyt Prawa i Sprawiedliwości... wręczył łapówę bezczelnej paskudzie rodem z PRL-u nadając z paskudą na tych samych falach bez słów.

            Część flozoficzna:

            Ja, leming nieżyciowy, bym na korytarz z dzieckiem wypierdolon został i bardzo bym się dziwił, ale bym zaoszczędził niebieski papierek i niewinność moralną i niedługo bym postał za karę na tym korytarzu, Obijając facjatę o przedział dla matki z dzieckiem, zawierający ogolonego studenta, choć Szacio jess młodszy, niż... bo i tak już dojeżdżaliśmy. A tak zostałem zbrukanym moralnie pszestępcem wręczyfszy nieśfiadomie łapówkę per procura f same Zielone Świątki nieskalanymi ręcmi tradycyjnego katolika i teraz wiem, jak się obchodzi kozubki fakłami z żywicą na kiju obecnie.

            I fpadłem ja w tak flozoficzny nastrój od tego wydarzenia, że ze stoickim spokojem wysłuchałem wykładu kolegi o tym, jak ktoś obrzydliwie, podstępnie i bezczelnie ciągle mąci w tym kraju, już od początku 90-tych lat, by dzielić i rządzić i jak to wysoce niemoralnym jest i cza temu mąceniu nareszcie kres położyć, zanim się Kraj biedny rozleci na drzazgi do cna, a lud się pozagryza.
            I tak mię ta flozoficzna stoickość ogarnęła po całej połaci, że nawet żem nie bałaknął, że chyba źródeł mącenia owego upatrujemy w jakichś innych miejscach i nie dociekałem w których miejscach owych źródeł zatrutych upatruje on, choć wcześniej kolega oświadczył, że jest wygnańcem oraz niemiecką tanią siłą roboczą ze względu na obrzydliwy komuniz panujący w Ojczyźnie fciąż i tu się źródeł domyślam. Żem się po prostu z jego wywodem zgodziła we całej rozciągłości, że ktoś tu strasznie bruździ i mąci od lat i robi to specjalnie i na tym korzysta i żem se zanotowała jeno pod czaszunią sposzczeżenie własne psycholo socjolo stoickie. Selavi!

            • tojajurek Re: Fakły i Kozubki! 22.05.13, 16:25
              Twój wywód, Magdolotku, przeczytałem z zainteresowaniem, bo choć naturalnie mętny, to smaczny wielce był.
              Aliści cóś tam pokręcone źródłowo widzi misię, bo sobótkowe ognie sam paliłem, gdy byłem jeszcze tubylcem podhalańskim i ówże zwyczaj dotyczył zawsze nocy świętojańskiej, a nie żadnych potłuczonych zielonoświątkowców.
              Skądinąd nigdy nie rozumiałem tego dziwacznego wymyślonego święta. Tłumaczenie, że Apostołowie zobaczyli ducha, nijak do mnie nie trafia, zwłaszcza, że nie wiadomo którzy z nich to te świątki, a czemu miałyby być zielone to już doprawdy sam Panbuk nie wie zgoła.
              • magdolot Re: Fakły i Kozubki! 22.05.13, 18:14
                > Aliści cóś tam pokręcone źródłowo widzi misię, bo sobótkowe ognie sam paliłem,
                > gdy byłem jeszcze tubylcem podhalańskim i ówże zwyczaj dotyczył zawsze nocy świ
                > ętojańskiej, a nie żadnych potłuczonych zielonoświątkowców.

                Pasi jak drut, my mamy czaski na łączach z powodu odwiecznej walki postu z karnawałem.
                Popa tu:
                "W zależności od regionu nazywane były dawniej również Sobótkami (południowa Polska) lub Palinockami (Podlasie) - konsekwencja tego, gdy w okresie chrystianizacji próbowano przenieść obchody Nocy Kupalnej na okres majowych Zielonych Świątek (a dopiero później na termin pierwotnie bliższy temu pogańskiemu świętu, na specjalnie w tym celu ustanowioną wigilię św. Jana). "

                > Skądinąd nigdy nie rozumiałem tego dziwacznego wymyślonego święta. Tłumaczenie,
                > że Apostołowie zobaczyli ducha, nijak do mnie nie trafia, zwłaszcza, że nie wi
                > adomo którzy z nich to te świątki, a czemu miałyby być zielone to już doprawdy
                > sam Panbuk nie wie zgoła.

                Tu takoż post kontra karnawał i fszystko jasne jak drut:
                Apostołowie zobaczyli ducha pogańskiego kultu dżef [latego zielone] i jak zwykle nicanic nie skumali w przerażającej świętości sfej, bo poganom się rozchodziło z grubsza o przepłaszanie duchów wodnych, a apostołowie przepłaszali pogan i zrobił się ten tobogan nie do odkręcenia jusz:
                "Zielone Świątki – polska ludowa nazwa święta majowego, według wielu badaczy pierwotnie związanego z przedchrześcijańskimi obchodami święta wiosny (z siłą drzew, zielonych gałęzi i wszelkiej płodności), przypuszczalnie pierwotnie wywodząca się z wcześniejszego święta zwanego Stado (jego pozostałością jest ludowy odpust zielonoświątkowy)[1], a obecnie potoczna nazwa święta kościelnego Zesłania Ducha Świętego. W Niemczech pod nazwą Pfingsten [2].
                Ludowe obyczaje związane z Zielonymi Świątkami mają swe źródła w obrzędowości pogańskiej. Wpisane są w rytm przyrody, oczekiwanie nadejścia lata. Ich archetypem są magiczne praktyki, które miały oczyścić ziemię z demonów wodnych, odpowiedzialnych wiosną za proces wegetacji. Działania te miały zapewnić obfite plony. W tym celu palono ognie, domy przyozdabiano zielonymi gałązkami, tatarakiem, kwiatami (przystrajanie domostw zielonymi gałęziami miało zapewnić urodzaj, a także ochronić przed urokami). Niektórzy wycinali młode brzózki i stawiali je w obejściu. W ludowej tradycji ziemi dobrzyńskiej - choć już w sposób cząstkowy - zachowały się zwyczaje związane z kultem drzew i zielonych gałęzi. Bydło okadzano dymem ze spalonych święconych ziół, przystrajano wieńcami i kwiatami, a po grzbietach i bokach toczono jajka. W okresie późniejszym zasiane pola obchodziły procesje, niesiono chorągwie i obrazy święte, śpiewano przy tym pieśni nabożne[3][4]."

                A pogaństfo w Polszcze jak zwykle nie do dobicia i miewa się całkiem dobrze, ino do fakłów zamias tej żywicy fspółcześnie wpycha biebieskie papierki i z nimi lata po pociągach, z przedziału do przedziału i tylko bidne racjonalne niedowiarki jakieś, na glanc wyopcowane i ni chuja nic nie kumią.

                Ale to fszystko jest z grubsza jasne, choć mętne i dziw, że antropologi rozsupłują te złogi.
                Niedokminiony zaś fciąż jest podany tutaj jako początek wątku ten dziwny dzień dobrych uczynków.
                Bo Zielone Świątki są dwa i może to oznacza, że w pierfszy dzień się robi dobrze komukolwiek, a w drugi konduktorom?
                To jest do dogadania, ale lecz o dobrych uczynkach żadne antropoloźródło fcale nie fspomina w kontekście owych świąt... toczenie jaj, majenie, różne rodzaje duchów, procesje, ogniska, podchody, żywica i masa badziewia, a dobrych uczynkuf za chiny nie!

                I całkiem skołowana pytam ja się więc Szanownego Źródła owego przecieku o Dobrych Uczynkach prosto z mostu: o co, kurcza, kaman zez tymi Uczynkami?! Skąd Źródło to wziął?
              • magdolot Re: Fakły i Kozubki! 22.05.13, 18:16
                > Aliści cóś tam pokręcone źródłowo widzi misię, bo sobótkowe ognie sam paliłem,
                > gdy byłem jeszcze tubylcem podhalańskim i ówże zwyczaj dotyczył zawsze nocy świ
                > ętojańskiej, a nie żadnych potłuczonych zielonoświątkowców.

                Pasi jak drut, my mamy czaski na łączach z powodu odwiecznej walki postu z karnawałem.
                Popa tu:
                "W zależności od regionu nazywane były dawniej również Sobótkami (południowa Polska) lub Palinockami (Podlasie) - konsekwencja tego, gdy w okresie chrystianizacji próbowano przenieść obchody Nocy Kupalnej na okres majowych Zielonych Świątek (a dopiero później na termin pierwotnie bliższy temu pogańskiemu świętu, na specjalnie w tym celu ustanowioną wigilię św. Jana). "

                > Skądinąd nigdy nie rozumiałem tego dziwacznego wymyślonego święta. Tłumaczenie,
                > że Apostołowie zobaczyli ducha, nijak do mnie nie trafia, zwłaszcza, że nie wi
                > adomo którzy z nich to te świątki, a czemu miałyby być zielone to już doprawdy
                > sam Panbuk nie wie zgoła.

                Tu takoż post kontra karnawał i fszystko jasne jak drut:
                Apostołowie zobaczyli ducha pogańskiego kultu dżef [latego zielone] i jak zwykle nicanic nie skumali w przerażającej świętości sfej, bo poganom się rozchodziło z grubsza o przepłaszanie duchów wodnych, a apostołowie przepłaszali pogan i zrobił się ten tobogan nie do odkręcenia jusz:
                "Zielone Świątki – polska ludowa nazwa święta majowego, według wielu badaczy pierwotnie związanego z przedchrześcijańskimi obchodami święta wiosny (z siłą drzew, zielonych gałęzi i wszelkiej płodności), przypuszczalnie pierwotnie wywodząca się z wcześniejszego święta zwanego Stado (jego pozostałością jest ludowy odpust zielonoświątkowy)[1], a obecnie potoczna nazwa święta kościelnego Zesłania Ducha Świętego. W Niemczech pod nazwą Pfingsten [2].
                Ludowe obyczaje związane z Zielonymi Świątkami mają swe źródła w obrzędowości pogańskiej. Wpisane są w rytm przyrody, oczekiwanie nadejścia lata. Ich archetypem są magiczne praktyki, które miały oczyścić ziemię z demonów wodnych, odpowiedzialnych wiosną za proces wegetacji. Działania te miały zapewnić obfite plony. W tym celu palono ognie, domy przyozdabiano zielonymi gałązkami, tatarakiem, kwiatami (przystrajanie domostw zielonymi gałęziami miało zapewnić urodzaj, a także ochronić przed urokami). Niektórzy wycinali młode brzózki i stawiali je w obejściu. W ludowej tradycji ziemi dobrzyńskiej - choć już w sposób cząstkowy - zachowały się zwyczaje związane z kultem drzew i zielonych gałęzi. Bydło okadzano dymem ze spalonych święconych ziół, przystrajano wieńcami i kwiatami, a po grzbietach i bokach toczono jajka. W okresie późniejszym zasiane pola obchodziły procesje, niesiono chorągwie i obrazy święte, śpiewano przy tym pieśni nabożne[3][4]."

                A pogaństfo w Polszcze jak zwykle nie do dobicia i miewa się całkiem dobrze, ino do fakłów zamias tej żywicy fspółcześnie wpycha biebieskie papierki i z nimi lata po pociągach, z przedziału do przedziału i tylko bidne racjonalne niedowiarki jakieś, na glanc wyopcowane i ni chuja nic nie kumią.

                Ale to fszystko jest z grubsza jasne, choć mętne i dziw, że antropologi rozsupłują te złogi.
                Niedokminiony zaś fciąż jest podany tutaj jako początek wątku ten dziwny dzień dobrych uczynków.
                Bo Zielone Świątki są dwa i może to oznacza, że w pierfszy dzień się robi dobrze komukolwiek, a w drugi konduktorom?
                To jest do dogadania, ale lecz o dobrych uczynkach żadne antropoloźródło fcale nie fspomina w kontekście owych świąt... toczenie jaj, majenie, różne rodzaje duchów, procesje, ogniska, podchody, żywica i masa badziewia, a dobrych uczynkuf za chiny nie!

                I całkiem skołowana pytam ja się więc Szanownego Źródła owego przecieku o Dobrych Uczynkach prosto z mostu: o co, kurcza, kaman zez tymi Uczynkami?! Skąd Źródło to wziął?

                PS. Leje jak z cebra i zimno i Szkopy Pracze się całkiem pochowały.
    • ave.duce Wczoraj 20.05.13, 11:16
      na pewno jakiś dobry uczynek mi się trafił. I przedwczoraj, i przedprzedwczoraj, i... mam dość, a przede mną jeszcze kilka dni :(
    • tw_wielgus Re: Dziś 20.05.13, 12:26
      Do piersi przytuliłem psa.
      Na kolana wziąłem kota.
      Złapałem pchę, puściłem, pchła to też istota.
      Aż przyleciał komar. Targany miłością do całego świata dałem mu usadowić się na przedramieniu, by maleństwo nakarmić.
      A później przyleciał jeszcze jeden i jeszcze jeden i…
      Wystarczy!
      Chrzęst pękającego pancerzyka chitynowego zakończył dzień dobroci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka