damakier1 03.08.13, 17:19 Popatrzcie na piękne żaglowce A dziś o 20:00 w TVP1 transmisja. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ave.duce Re: Szczecin, 3 - 6. sierpnia 2013 03.08.13, 19:43 Transmisja transmisją - idziesz tam? Jakiś fotrep. będzie? Z komentarzami jak u Olgi? Odpowiedz Link
damakier1 Re: Szczecin, 3 - 6. sierpnia 2013 03.08.13, 21:23 Co Ty? W ten upał chcesz mnie wysyłać w taki hałas i takie tłumy? Miej litość, przecież ja mam siedem tysięcy lat. Z tą transmisja to też pokręciłam, bo myślałam, że to żaglowce będą pokazywać, a to transmisja z takiego łubu-dubu, w większości nie dla mnie. Wczoraj w nocy oglądać rzoświetlone żaglowce była Dorola and company. Wrócili bardzo zadowoleni, ale jak mówię Doroli, żeby wrzuciła pare zdjęć, to mi mówi, że z telefonu ma marne, a w necie dobrych zdjęć pełno. No to Wam dałam link na te żaglowce. Tak przy okazji - na tę imprezę przyjeżdża do Szczecina 3 mln luda i Szczecin daje radę. Więc niech Kraków ze swoim dniem młodzieży nie pęka. Odpowiedz Link
ave.duce Re: Szczecin, 3 - 6. sierpnia 2013 04.08.13, 08:40 Buuu... Się mówi - trudno. Się mówi z empatią. Odpowiedz Link
ploniekocica Re: A jednak polazłam 04.08.13, 19:36 Super, ale skąd tam się wziął Spajdermen? Odpowiedz Link
ave.duce Re: A jednak polazłam 05.08.13, 09:13 Batmana gdzieś nie widziałaś? ps. dzięki za fot., spragnionam była i Twoich komentarzy jak kania dżdżdu, ale nie można mieć wszystkiego :) Odpowiedz Link
damakier1 W uzupełnieniu kilka zdjęć "okolicznych" 05.08.13, 11:13 Na zapleczu Wałów Chrobrego Wesołe miasteczko po drugiej stronie Odry Może i odpustowo, ale dzieci miały radochę Odpowiedz Link
mariner4 Jest znacznie gorzej niż w 2007 05.08.13, 03:36 Poziom organizacyjny to krok wstecz. Bałagan organizacyjny. Stragany uniemożliwiały normalną komunikację. Odpustowa atmosfera. Pełno koszmarnych "pamiątek" made in China. Mnóstwo tandety. Szkoda. Ale statki piękne.Największe wrażenie zrobiła na mnie replika "eastiniamana" "Goeteborg". Wspaniała troska o szczegół. Może za wyjątkiem koła sterowego,które wynaleziono znacznie później niż wtedy, kiedy pływał oryginał. Inna sprawa, że teraz byłoby trudno nie sterować stosując po prostu rumpel. No i zaniedbany, zaśniedziały dzwon okrętowy. Powinien być wypolerowany i lśniący! Ale to szczegół. "Windjammer" "Kruzenstern" Robi wrażenie. To trofeum wojenne po wojnieie fińsko-sowieckiej zdobyty prawem kaduka. Ex "Padua" (Padwa) W latach 20 armator hamburski Leich zbudował serię wielkich stalowych barków. Tzw "Flying P Line". Wszystkie statki miały nazwę zaczynające się na literą "P". Pamir, Preusen, Padua, Pommern itd. Zabierały ok 8000 ton ładunku. Odbywały 1 rejs rocznie. Wychodziły z Europy i płynąc na wschód docierały do Australii na początek żniw. Ładowały pszenicę i płynąc dalej na wschód, wokół Cape Horn wracały do Europy, gdzie rozpuszczane załogi. To trwało krótko. Parowce były coraz większe i sprawniejsze i mogły iść [przez Kanał Suezki. Żaglowce, nie.W końcu kupił je hurtem kpt Ericson z Marnienhamn z Finlandii, z wysp Alandzkich i dalej woził ziarno. Koszty obniżył zatrudniając młodzież. Były to pływające szkoły morskie. Chłopcy uczyli się zawodu, a firma egzystowała. To trwało do lat 30. To były bardzo szybie żaglowce, szczególnie w sztormowych wiatrach. Jeden z nich, "Księżniczka Cecyla" w Kattegacie osiągnął 23.75 węzła! Statek tej wielkości musiałby mieć maszyny o mocy ok 15999 KM! Tyle może wiatr.Rekord "Daru Pomorza" to ok. 17 węzłów. Do dzisiejszych czasów pozostało ich kilka. Tylko2 pływają. Reszta to statki muzealne. Miały już parowe windy do obsługi żagli, aby zredukować załogi. Było to "łabędzi śpiew" żaglowców. Pamir zatonął w huraganie w latach 60 z całą załogą uczniów szkoły morskiej Wpadł w samo oko cyklonu. Po tym jak przestały wozić zboże, były zatrudnione do przewozu saletry chiliskiej. 2 wojna zakończyła ich karierę definitywnie. Przepraszam za przydługi wykład, ale żaglowce to mój "konik". I w pełni zgadzam się zdaniem H. Balzaca, że są 3 ideały piękności. Piękna kobieta w tańcu, dziki koń na wolności i fregata pod pełnymi żaglami. M. Odpowiedz Link
ave.duce Re: Jest znacznie gorzej niż w 2007 05.08.13, 09:14 Nie przepraszaj, przeczytałam z zainteresowaniem - powinieneś mieć "swój" wątek na te rozmaite opowieści związane z morzem :) Odpowiedz Link
damakier1 Re: Jest znacznie gorzej niż w 2007 05.08.13, 09:25 Nie odniosłam wrażenia jakoby organizacyjnie coś się popsuło. Stragany zebrane są w jednym miejscu, na zapleczu od strony Parku Żeromskiego, właściwie już poza Wałami Chrobrego. W komunikacji nie przeszkadzają w ogóle. Faktycznie, wszystko to wygląda na połączenie wesołego miasteczka z odpustem i pewnie wszystko poza różnościami "do jedzenia" jest rzeczywiście made in China. Ale gdzie teraz znajdziesz coś nie made in China? Ale, przede wszystkim,to wszystko nie wciska się na nabrzeże i nie psuje święta żaglowców. Dziękuję Ci bardzo za ten "przydługi wykład". To świetne uzupełnienie moich fotek i dzięki niemu zrobił się z tego prawdziwy reportaż. Odpowiedz Link
mariner4 Żaglowce cd 05.08.13, 10:46 Dzięki za uznanie. Praca na tych wspaniałych statkach była niczym katorga. Dopiero w połowie 19 wieku kapitanowie stracili prawo do karania marynarzy śmiercią. Przy braku chętnych po prostu porywano ludzi. Upijano gościa, a on budził się na morzu i podlegał drakońskiemu prawu i nie miał wyboru. Nazywało się to "szanghajoiwaniem". Marynarz nigdy nie wiedział czy i kiedy wróci do domu. Kiedy statek dopływał do portu przeznaczenia rozpuszczano większość załogi ze względów oszczędnościowych, po załadunki trwały bardzo długo. Potem marynarz szukał pracy i lądował w kolejnym przypadkowym porcie. Nie było tak jak teraz. Kapitan miał kasę od armatora i sam kupował ładunek. Wtedy nazwa statek handlowy była adekwatna. Na przykład "caphornery zbożowe" stały w Australii niemal przez całe zbiory i ładowały to co kapitan kupił. A musiał kupić w miarę tanio. Było to więc uganianie się po giełdach targowiskach i podobnych miejscach. Nie chciał więc opłacać niepotrzebnej załogi. Dlatego Joseph Conrad nie osiągnął sukcesu jako kapitan, choć był świetnym marynarzem. Miał tylko jedno dowództwo. Nie był dobrym kupcem i armator go zwolnił. Na szcżęście dla literatury światowej. Opowiadał mi kiedyś stary marynarz, Kaszub jak to u nich bywało. Marynarz żegnał rodzinę i na przykład wracał po kilku latach. Na progu mojej marynarskiej kariery na statku, gdzie byłem praktykantem pokładowym, był marynarz. Pan Stanisław Krogulski. Tuż przed emeryturą, więc mogę napisać jego nazwisko. Jako 16 latek uciekł z domu i zablindował się na statek do Finlandii w Gdańsku. W Marienhamn zaciągnął się na statek "Padua" (obecny "Kruzenstern") i wykonał na nim 3 podróże do Australii po zboże. Przekazał mi ogromną wiedze na temat żaglowców, pracy na nich. Byłem bardzo wdzięcznym słuchaczem. Ten zwykle małomówny człowiek otworzył się na mnie, bo widział moje zainteresowanie. Miał 60 lat, a do dzisiaj pamiętam uścisk jego dłoni! Na "Paudzie" i innych żaglowcach praca była 2 zmianowa. 6 godzin pracy i 6 godzin wolnego. I tak wiele miesięcy. Niezależnie od tego w każdej chwili podrywano całą załogę komendą "all hands on deck!" do manewrów ożaglowaniem. Na tym wielki stalowym barku było tylko około 30 ludzi załogi. Statek miał już windy parowe do stawiania żagli i manewrowania nimi. Kiedy oczekiwano manewrowania palacz, pogardliwie nazywany "donkeymanem" rozpalał kocioł i uruchamiano windy. Marynarz tego człowieka nie lubili. Upatrywano w nim przyczynę rosnącego bezrobocia. Tak samo nie lubiano mechaników na parowcach. Z tego samego powodu. Marynarz to nie była intelektualna elita.... Ten konflikt pomiędzy załogą maszynowa a pokładową trwa do dzisiaj, choć obecnie to już tylko żarty. "Dzięcioły" czyli pokładowcy i mniej elegancko "śruboj....." czyli mechanicy. Kapitaniwi dbali aby na statku zawsze był dobry zapiewajło, czyli "szantymen" IO kilka słów o szanty. To nie jest to co śpiewają obecnie żeglarze kultywujący tą tradycję. To były bardzo proste, rytmiczne przyśpiewki nadające tempo zbiorowej pracy. Była tradycja, że w szantach wolno było ostro krytykować nawet kapitana i do złego tonu należało obrażać sie na te często bardzo złośliwe teksty: "Cholerne czasy, podły zysk Opuszczamy krypę Złamane pensa pół na pysk Czas upuścić krypę! Nie będziesz Johny więcej pluł Czas opuścić krypę Budyniem w którym pływa szczur Czas opuścić krypę." To taki przykład tłumaczenia 19 wiecznej szanty. Wypadkowość w pracy ogromna, katastrofy i zaginięcia statków były na porządku dziennym. Popłynął do Hillo, mówiono o tych co nie powrócili z morza To taki port na południowym krańcu Chile "Nawet nie wiesz kiedy czeka cię ostatni rejs do Hillo" to z ballady żeglarskiej "Brzeg wysoki jest w Dundee" To moja ulubiona żeglarska ballada. Patrząc na te piękne żaglowce warto pamiętać o życiu i pracy ich załog. M. Odpowiedz Link
damakier1 Re: Żaglowce cd 05.08.13, 11:17 Ave ma rację. Twoje morskie opowieści zasługują na gwoździa. Odpowiedz Link
mariner4 Żaglowce 3 05.08.13, 11:50 W połowie 19 wieku, amerykański prawnik Henry Richard Dana miał problem zdrowotny. Lekarze zalecili mu podjęcie na jakiś czas pracy fizycznej. Zaciągnął się na żaglowiec w Bostonie, który płynął wokół Ameryki południowej do San Francisco po ładunek skór bydlęcych. Cała [podróż trwała 2 lata. Powstała z tego książka - reportaż p."Two Years Before the Mast" (szeregowa załoga mieszkała zwykle w kubryku zlokalizowanym przed fokmasztem) Książka ta opisuje drobiazgowo życie i pracę marynarzy. Jest nawet dla niezainteresowanego dosyć nudna. Na kilku stronach autor opisuje szczegółowo jakąś pracę. Jest jednak cennym źródłem wiedzy. Zarówno książka, jak i kampania którą rozpętał wstrząsnęła opinią publiczna. Kongres wprowadził ustawodawstwo ograniczające samowolę i okrucieństwo stosowane wobec załóg. Wprowadzono zakaz drakońskich kar, w tym kary śmierci. Inną sprawą było wprowadzenie tego w życie. Na statku do dzisiaj obowiązują specyficzne prawa. Na przykład na statku będącym na morzu nie wolno strajkować. Jest to bunt zagrażający bezpieczeństwu, tyle, że dzisiaj marynarze to rozumieją i nikomu nie przychodzi do głowy wtedy strajkować. Już za mojego zawodowego życia wiele się zmieniło. Warunki pracy uległy znacznej poprawie, choć praca nadal jest ciężka, tym razem z powodu znacznej redukcji liczebności załóg. Pojęcie "taniej bandery" przestaje być synonimem wyzysku. Statki podlegają licznym kontrolom w tym STCW, czyli międzynarodowej konwencji będącej morskim prawem pracy, która obowiązuje wszystkie państwa morskie Coraz powszechniejszy jest internet, mający szczególne znaczenie właśnie dla marynarzy. Na przykład wziąć udział w Wigilii on-line z rodziną. To wielka rzecz. Oglądać swoje dziec, żonęi! Ja syna zobaczyłem pierwszy raz jak miał 3 miesiące.... M. Odpowiedz Link
mariner4 Żaglowce 4 05.08.13, 12:39 Siedzę sobie w Świnoujściu w pustym mieszkaniu mojej szwagierki. Wyposażony w stosowny sprzęt czekam na żaglowce jak będą wychodzić w morze. Tłumy wokół statków psują zdjęcia. Mam więc cza, bo dopiero juro wić pisze. Napisałem poprzednio o piosence "Brzeg wysoki jest w Dundee" Oto jej teks. Pochodzi z 19 wieku Brzeg wysoki jest w Dundee, Zbiega w dół i znów się wspina. Dobre stocznie, klipry w nich Zgrabniuśkie jak dziewczyna. Nie widziałeś? To Quebec. Zbiega w dół i znów się wspina... Nastroszony drewnem brzeg. Ze szkockich gór dziewczyna. Hej, hej, jak długi rejs, Zbiega w dół i znów się wspina... Na stromej fali grzbiet. Ze szkockich gór dziewczyna. Zakurzone Charleston, Perkalowa sukienczyna, Bawełniany czesze lok W lusterku morza sinym. Gdzieś na końcu mapy jest Port, skąd nikt już nie odpłynął. Nie wiesz, kiedy czeka Cię Ostatni rejs do Hilo. Hej, hej, do Hilo Bay, Zbiega w dół i znów się wspina... Na stromej fali grzbiet. Ze szkockich gór dziewczyna. I powrócisz do Dundee, Nie na długo się zatrzymasz. Dobre stocznie, klipry w nich, Zgrabniuśkie jak dziewczyna. Hej, hej, jak długi rejs, Zbiega w dół i znów się wspina... Na stromy fali grzbiet. Ze szkockich gór dziewczyna. I trochę komentarza Ze szkockich gór dziewczyna, to żaglowiec, kliper. To jest absolutny szczyt w budowie żaglowców. W języku angielskim zaimki ona, on w zasadzie przysługują tylko ludziom. Statek to "she", czyli ona. "Bawełniany czesze lok w lusterku morza sinym" To oczywiście chodzi o żagle. Natomiast okręt wojenny to jest "on". Czyli "Man of war". O Hilo pisałem. Dawno temu kupiłem płytę pt "Ballady marynarskie". Śpiewał niejaki Juliusz Wystup. Moim zdaniem najlepsze tłumaczenia tekstów jakie znam. Nawet trzaski starej płyty mają urok. Klipry to ospbna historia. Ich epoka to zaledwie około 30 lat. Dobrze wyszkolone i wysoko opłacane załogi to była elita tego zawodu. Do dzisiaj zachowała się "Cutty Sark" Czyli "Krótka koszulka" w staro szkockim języku. Mam model. Każdy żaglowiec ma tzw galion. Jest to figura symbolizująca nazwę statku umieszczona na dziobie pod bukszprytem ( lezący maszt dziobowy) Pewien szkocki rzeźbiarz stworzył figurę drewniana leśnej boginki ze szkockich legend, Nanie. Wabiła ona kupców i podróżnych wabiąc ich swoją, no powiedzmy frywolnością. Przepadali oni bez śladu w pogoni za umykająca nimfa. Figura ta przedstawiała ubraną w krótką koszulkę młodą dziewczynę. Koszulka ta więcej odsłania niż zakrywa. Figura to została co prawda wyrzeźbiona z myślą o statku, ale "w ciemno", bez konkretnego statku. Kidy budowano ten statek armator kupił ta rzeźbę i tak nazwał statek. Była to prawdziwa Pierwsza Dama oceanów (mam nadzieję, że nasza Dama się nie obrazi) 900 ton wyporności 3000 m2 żagli. Nasz "Dar Młodzieży" jest 2.5 razy większy [przy takiej samej powierzchni żagli. Łatwo sobie wyobrazić zatem trudności żeglowania. Era kliprów szybko minęła i statek sprzedano. Właścicieli nie chcieli zatrudniać drogiej załogi, przerobiono ja na szkuner i wozili węgiel z Anglii. Pływała pod portugalską banderą I kiedyś jej dawny kapitan, emeryt zobaczył ja wchodzącą do portu. Natychmiast kupił statek. Przeprowadził kompletną rekonstrukcję i ofiarował jako statek szkolny Tamiskiej Szkole Nawigatorów. Statek był za trudny dla kadetów, więc osadzoną ją w suchym doku w Greenwich, gdzie stoi do dzisiaj i cieszy oko. Spór czy była najszybszy jest do dzisiaj. Klipry były najszybsze przysłabych i umiarkowanych wiatrach. Znany rekord 23.75 w należy do "Księżniczki Cecylii" stalowego wielkiego barku z lat 20. Te "windjammery" były szybsze od kliprów w sztormowych wiatrach. Jednak na morzach dominują raczej średnie wiatry,. więc na długich trasach klipry osiągały lepsze czasy. W muzeum na "Cutty Sark" w gablocie leży otwarty dziennik okrętowy pocztowego parowca "Britania". Na godzinę 2000 (daty nie pamiętam) jw rubryce "prędkość" jest zapisane 16 węzłów. ( to dobra szybkość nawet dzisiaj). W rubryce "wydarzenia" oficer wachtowy zapisał wyprzedził nas żaglowiec. To była właśnie ona. JKa się znudzicie, to mioe pogońcie. M. Odpowiedz Link
mariner4 Żaglowce 5 05.08.13, 14:09 Znów będę przynudzał. Słynne regaty. Z kliprami herbacianymi było tak: Przychodziły do Szanghaju po herbatę ładowały i zaczynały się regaty. Kliper, który pierwszy dotarł do Londynu uzyskiwał najwyższe ceny. Było się o co bić. Nie pamiętam roku, ale pierwsze wyszły z portu "Ariel" i "Teaping". Po minięciu cieśniny Malakka straciły się z oczu. Ponownie zobaczyły się dopiero w Kanale La Manche. Tysiące mil żeglowały nie widząc się wzajemnie. Kapitanowie mieli własne koncepcje żeglugi. Na Tamizę wpadły w odstępie 30 minut! Można powiedzieć, że nie popełnili żadnego błędu! Wręcz niewiarygodne! Pomimo, że "Ariel" przybył odrobinę szybciej załogi solidarnie podzieliły nagrodę. Mam reprodukcję obrazu z tych regat, Kapitanowie forsowali żagle na granicy ryzyka. W pomieszczeniach oficerskich był stojak z karabinami "Winchester". Na wypadek buntu załogi. Oficerami bronią w ręku pilnowali, aby załoga ze strachu samowolnie nie zrzuciła żagli. To była jazda! Przed wojną na "Darze Pomorza" był stojak z karabinami. Oczywiście nie działającymi. Po prostu tradycja M. Odpowiedz Link
mariner4 Pamięci psa marynarza. 05.08.13, 16:37 To właściwie post dla Wronki. Przeczytaj jej. Teraz juz psów nie wolno mieć na statyku. Za dużo problemów kwarantannowych. Miał na imię Barcel. Dawno temu jako prosty A/B pływałem na parowcu seryjnej wojennej budowy klasy "Liberty". Byliśmy w Barcelonie. Wracając z baru na statek zobaczyliśmy samotnego szczeniaka. Był wychudzony. Kolega wsadził go do kieszeni płaszcza. Na statku "kontynuowaliśmy" pięknie rozpoczęty wieczór. Nagle usłyszeliśmy cichy pisk. To szczenię obudziło się w kieszeni płaszcza. Został z nami. Kapitan się zgodził. Na imię dostał Barcel, od portu pochodzenia. Przez cały mój pobyt na statku był z nami. Bydlę było wyjątkowo sprytne i mądre. Podczas postoju na stoczni remontowej w Szczecinie, srogiej zimy miałem wachtę trapową. Zadzwonił telefon. Facet zapytał. Czy to jest statek "Kopalnia Miechowice"? Potwierdziłem. No niech ktoś po niego przyjedzie. Pies miał obrożę zrobioną przez maszynistów z imieniem i nazwą statku. Dzwonił strażnik ze stoczni produkcyjnej. Remontówka jest na wyspie i od stoczni szczecińskiej dzielił nas szeroki kanał. Płynła Odra gęsta kra. Bydlę wlazło do wody i popłynęło na drugi brzeg. On umiał posługiwać sie promem, ale była noc i nie było połączeń. Dopłynął do kei,a;e ona była bardzo wysoka i zaczął szczekać. Strażnik go usłyszał i wyciągnął z lodem w kudłach. Oficer wachtowy posłał mnie po niego. Popłynęliśmy z ładunkiem koksu do Karachi. Wybuchła wojna 6 dniowa i wracaliśmy już wokół Afryki. Inna scena z Barcelem. Staliśmy 40 dni na redzie w oczekiwaniu na miejsce w porcie. Oglądaliśmy po raz kolejny te same filmy na terkocącym 16 mm projektorze. Nawet tytuł pamiętam "Komiczny świat Harolda Lloyda". Niema burleska. Barcel coś tam żuł i był z nami podczas projekcji na pokładzie. Nagle dziki skowyt psa, projektor stanął a on wystartował aż bu łapy zabuksowały na stalowym pokładzie. Nie trafił w drzwi nadbudówki, wyrznął łbem we framugę i rozciągnął sie na pokładzie. Scena niczym z psem Pluto s kreskówki Disneya. A on żuł kabel zasilający projektora 220 V. Przegryzł go i prąd go kopnął zdrowo. Od tego czasu nawet sznurka do pyska nie brał. Bardziej marynarskie doświadczenie. Po nabrzeżu w Karachi wałęsały się bezpańskie psy. Barcel się kolegował. Cała załoga była świadkiem jak Barcel tracił cnotę. Miał ogromny doping jak bzykał jakąś sunię. No i stało się. Złapał "marynarską chorobę", czyli pospolitego tryperka. Zrobiliśmy konsylium. Od kapitana pożyczyliśmy "Poradnik Medyczny kapitana". Było tam napisane jakie dawki penicyliny daje się na taką okoliczność. Ale facet waży średnio 80 kg. Barcela postawiliśmy na wagę. Wyszło 18 kg. Prosty rachunek i zastrzyki w d.... Pomogło. Później opowiadałem to jakiemuś weterynarzowi. Potwierdził prawidłowość działania. Po powrocie do Gdańska wsiadła na prom, pojechał na drugą stronę kanału udusił komuś kaczkę i tą samą drogą przytargał ją na statek. Kiedyś w Gdyni kolega zabrał go z baru "Pod dębem". Barcel był na sali a "panienki" dawały mu piwo, które nalewały mu do popielniczki. On uwielbiał piwo. Kiedyś kolega zamknął go na całą noc w kabinie. Przypadkowo, bo nie wiedział, że pies śpi po łóżkiem. Jak wrócił rano, z nowego garnituru pozostały strzępy. A co psina miała robić, jak się nudziła? Z sylwetki przypominał mojego Cziko Te same cwaniackie udające niewinność oczy. Tylko mój jest czarny z białą koszulą frakową a on był biały w żółte łaty. M. Pies ten jest wart co najmniej noweli. Marnie chyba skończył. Kiedy schodziłem na urlop, chciałem go zabrać i dać moim przyszłym teściom, bo mieli warunki. Bosman się nie zgodził. Ja się cała załoga zmieniła to on sobie poszedł. Ostatni raz go widziałem w Gdyni w sforze bezpańskich psów. Zawołałem go, zatrzymał się, popatrzył chwilę i pobiegł za kumplami. I tyle go widziałem. Pamiętam jak opijaliśmy jego awans na Starszego Marynarza.... Nigdy go nie zapomnę. M. Odpowiedz Link
izydor88 Re: Pamięci psa marynarza. 05.08.13, 17:00 Bossskie... Uwielbiam takie opowieści. Problem z kotami jest taki,że one nigdy się nie uśmiechają. Odpowiedz Link
mariner4 Psy też njuie mają mimiki. To cecha ludzi 06.08.13, 06:46 i człekokształtnych. Pies manifestuje radość całym sobą. Pies to stworzenie stadne. Żyły w sforach, stąd poczucie wspólnoty, hierarchii itp. Kot to zwierze, które w stanie dzikim prowadzi samotny trym życia. Albo się top akceptuje, albo nie. Ja lubię zwierzęta w ogóle. Koty też. M. Odpowiedz Link
gat45 Mimika mimiką, ale.... 06.08.13, 08:09 Psy się śmieją. Koty najwyżej uśmiechają się tajemniczo. Czasem szyderczo. Odpowiedz Link
damakier1 Re: Pamięci psa marynarza. 05.08.13, 18:05 Przepiękna opowieść. Wronka sie zachwyciła i zapowiedziała, że teraz zawsze na dobranoc będę jej musiała to czytać. Ale i dla mnie to wielka przyjemność będzie. Odpowiedz Link
mariner4 Barcel cd 06.08.13, 08:03 Miał swojego wroga na statku. Nie lubił go całą psią duszą. My zresztą podzielaliśmy to uczucie. Pan Zbyszek, steward. Były oficer LWP. Barcel regularnie obsikiwał mu wycieraczkę lezącą pod drzwiami jego kabiny. I nie dał się zwieźć. Steward zamieniał swoją wycieraczkę z innymi marynarzami. Barcel zawsze olewał tą pod jego drzwiami. Właściwie nie wiadomo skąd ta niechęć. Nie lubił go i koniec. Statek załadowany miał niewielką tzw wolną burtę, czyli wysokość kadłuba nad linią wodną. Podczas wzburzonego morza ryby latające wpadały na pokład. My je zbieraliśmy i po wachcie przy browarku je smażyliśmy. Bardzo smaczne. Kiedy schodziłem ze steru, ( sterowanie było na 1 godzinne zmiany 2 marynarzy wachtowych - statek nie miał autopilota, jak teraz), brałem wiadro i zbierałem rynki z pokładu, gdzie się rozbijały. Trzeba był ubiec załogantów z maszyny, bo ini też to robili. Zanosiłem je do kabiny 2 oficera i kładłem do umywalki. Zauważyłem, że jakoś ich nie przybywało. I przyłapałem Barcela jak wchodził do kabiny z podkulonym ogonem i je kradł. Bał się sztormów. I wyczuwał sztorm zanim nadszedł. Przychodził na mostek i układał się koło sternika. Raz w tygodniu był kąpany. Mnie bosman wyznaczył do tego zadania. Najpierw trzeba było bydlę znaleźć. Nie lubił tego i zaszywał się w jakiejś dziurze. Zanim rozpoznałem jego kryjówki, musiałem się go naszukać. Nie chciał iść, więc brałem go na ręce. Przed kabiną natryskową w geście rostawiał łapy, żeby się w drzwiach nie zmieścić, ale potem już się nie bronił. Dietę miał wyszukaną. Był że tak powiem kulinarnie rozbestwiony. Byle czego nie brał do pyska. Ubóstwiał landrynki, żółty ser, polędwicę i ryby. W porcie krajowym ( w obcych tego nie robił) łaził po porcie o odwiedzał różne statki. Czasem spał tam ale zawsze wracał. Co to jest psi instynkt. Podczas remontu o którym pisałem miało miejsce wydarzenie, którego nie rozumiem. Bosman mieszkał daleko od stoczni na drugim końcu miasta. Pies nigdy przedtem tam nie był. Było to ładne parę kilometrów. Bosman rano wyszedł z domu udając się do pracy na statek.Barcel radośnie szczekając przywitał go. Wsiedli razem do auta i pojechali na statek. Jak on go znalazł? Nie wiem. Tak jak my, nie lubił celników. Zawsze ich rozpoznał,a przecież w mundurach przychodzili także inni funkcjonariusze. Może coś przemycał? Kiedyś na statek zablindował się kot. Był dziki i uciekał przed nami. Wystawialiśmy mu jedzenie i picie, ale obłaskawić się nie dał. Nazywaliśmy go Blinda. Barcel bezskutecznie na niego polował. W Karachi zaczął go gonić. Kot wskoczył na nadburcie, odbił się i wyskoczył ze statku i już nie wrócił. W drodze powrotnej weszliśmy do śluzy w Brunsbuttelkog, w kanale Kilońskim. Na kei trawnik. Barcel oszalał z radości. Tarzał się w trawie, szczekał, żarł trawę i biegał jak oszalały w kółko.. Mimo wszystko stalowy pokład nie jest jego naturalnym środowiskiem . Kiedy usłyszał dzwonki wzywające załogę na stanowiska manewrowe, wskoczył na statek. M. Odpowiedz Link
1agfa Re: Pamięci psa marynarza. 06.08.13, 16:25 Dzien dobry :) Przeczytałem Marinera opowieści na wątku, a także Twój Damo reportaż ze Szczecina, o zwierzakach w upale pogrązonych nie zapominając, o Tymczaskach także, co mnie do imentu rozbroiło (na bloogu). Dziekuję serdecznie, pozdrawiam :) damakier1 napisała: > Przepiękna opowieść. Wronka sie zachwyciła i zapowiedziała, że teraz zawsze na > dobranoc będę jej musiała to czytać. Ale i dla mnie to wielka przyjemność będzi > e. Odpowiedz Link
smutas13 Re: Szczecin, 3 - 6. sierpnia 2013 06.08.13, 20:43 Damo Wielkie dzięki za pokazanie nam, oddalonym o setki kilometrów od Szczecina, pięka żaglowców. Zazdroszcę Ci, że mogłaś oglądać je z tak bliska :-) Odpowiedz Link
ave.duce Re: Szczecin, 3 - 6. sierpnia 2013 06.08.13, 20:51 Nie ma sprawiedliwości na tym świecie! Odpowiedz Link
ave.duce Re: Szczecin, 3 - 6. sierpnia 2013 19.08.13, 13:49 ... Zachwycił (...) wyjątkową paradą na rejach. Żeglarze wyszli na wysokość piątego czy szóstego piętra. ... Odpowiedz Link