tojajurek
10.09.13, 21:14
Nie wiem, czy wypada się cięgiem chwalić, ale co mi tam - w końcu nikt nas nie pochwali z takim przekonaniem, z jakim możemy to zrobić sami.
No więc drzemię ja sobie na kanapie, gdy słyszę bzyczenie namolne jakieś. Otwieram bardzo niechętnie jedno oko, wkurzony bardzo, bo właśnie mi się śniło, że wymyśliłem trzy genialne rymy do wystrzałowego limeryka. Pomysł na rymy natychmiast gdzieś uciekł, a ja ustaliłem, że brzęczy domofon w przedpokoju. No to przepędzam ja z poduszki miśka imieniem Władysław IV w eleganckiej krawatce, który musiał najwyraźniej wcześniej na mnie wskoczyć z oparcia kanapy, gdzie normalnie kontempluje swoje stopy. No i zasuwam, zezłoszczon cokolwiek, do rzeczonego domofona i pytam grzecznie słuchawki: "Czego!?". Słuchawka mówi: "Listonosz!". No to ja mówię rezolutnie: "Polecony, czy ukradli skrzynki co je nam Unia Europejska wchrzaniła?". Listonosz na to: "Nie mogie tego waznego lista do skrzynki wpierniczyć, bo sie pogniecie, a on szanowny jest wyjatkowo". No to ja mówię: "Właź pan" i zaczynam poszukiwania jakiejś zapomnianej dwuzłotówki. Po chwili mam w ręcach onego lista w sporym formacie, z wielgaśnym nadrukiem "Kancelaria Prezydenta RP", zaadresowanego do Kiciusia i mnie cuzamen. A we wśrodku na czerpanym papierze komplementa pod naszym adresem, jako Szacownych Jubilatów, życzenia i gratulacje, na czele ze stwierdzeniem, że możemy być wzorem i przykładem dla Narodu (co podkreślam, gdyby ktoś nieopatrznie odważył się kręcić nosem).
Noż, ja pierniczę. Nawet podpis pod dokumentem autentycznie piórem kulkowym ręcznie został wykonany. Co prawda wkrótce okazało się, że PanPrezydent - skądinąd całkiem sympatyczny pomimo niefortunnego imienia Bronek - taki prześcipny sam ze siebie nie jest, bo sprawę z dużym wyprzedzeniem nakręciło nasze Dziecię, ale tak czy owak miło takie cosik dostać. Żeby za słodko nie było, do listu gratulacyjnego dołączono pismo Pani Naczelnik z prezydenckiej Kancelarii, informujące że nie ma co się spieszyć z wypinaniem piersi po stosowne medale, bo zapewne parę miesięcy zejdzie na formalnościach, ale to zrozumiałe, bo niejeden jubilat zejdzie sam czekając na ten dzień, więc zawszeć co nieco Kancelaria zaoszczędzi w ten sposób.
Ale darowanemu koniowi nie będziemy pod ogon zaglądać, jeno zakrzykniem gromko HEJŻE HA!
Kolejne relacje zapewne kiedyś tu wkleję, o ile sprawy nie przysypie pył zapomnienia, albo nie nastąpi wreszcie ów od dawna wypatrywany Koniec Świata.
Pa.