isiogrze
08.10.09, 10:02
Śmierć...
Jak to ktoś napisał taka przez duże "S"...
Kiedyś się jej bałem, obchodziłem ostrożnie i nie wchodziłem w drogę...
Dziś...Dla mnie to jak urzędnik w Izbie Karno-Skarbowej...
Pilnuje terminów, każe za nadużycia i zwłoki...
Profesjonalistka...
Wiedziała dobrze, że nie dałbym Jej odejść tak po prostu,
nie udałoby się jej zabrać Kasi, nigdy bym na to nie pozwolił..
Wyczekała moment.
Odebrała mi szansę na obecność.
Zastawiła pułapkę.
Zagrała na uczuciach i wygrała.
Gdy sam leżałem nieprzytomny, Ona gdzieś tam w szpitalnej
sali spokojnie wysysała z Niej Życie..
Dziś mija 3 miesiąca pustki, bólu i łez..
Nie boję się już Śmierci.Mam dla niej SZACUNEK.
Kiedy kiedyś przyjdzie po mnie - podam Jej rękę i pójdziemy.
Może w zamian nie da mi błądzić i zaprowadzi w to wyczekane miejsce...
ehh...
Siedzę sam..
do krzesla przykuty..
Buty,
spodnie,
kurtka...
Spod spodu niewyraźny...
Ze ściany omamy..
czarna koszula.
proszę o nic..
nic mi dane..
Serce płonie tylko czemu ten ogień ciepła nie daje..
Życie kuje na wskroś sztyletem Przeznaczenia.
Dobrze, że choć Ty Kochanie spokój tam na górze masz...
Z najwyższych miejsc pochylasz twarz,
żeby choć trochę bólu zebrać ruchem rzęs..
żeby choć trochę nadać jakiś sens...