Dodaj do ulubionych

nie potrafie sama juz sobie pomoc

13.10.09, 10:48
najtrudniej jest zaczac pisac o tym co nas w srodku gryzie .zaczne od tego ze jestem od 16 lat mezatka ,mam trojke wspanialuch dzieci i meza ,,wlasnie meza ktorego to praktycznie nie mam .maz ma taka swoja teorie zyciowa ,,jak daje kase na dom i dzieci to ja mam cicho siedziec i nie marudzic ,ani nie narzekac ,,a juz napewno nie zawalac go jak to okreslil swoimi sprawami.problemy zaczely sie w czerwcu tego roku ,,zdecydowalam ze ratujac malzenstwo przyjade do meza do Norwegii z dziecmi i bedziemy stanowic pelna rodzine .maz od 6 lat pracowal w Norwegii wpadajac do Polski na tydzien ,,w takich powrotach nie obchodzily go problemy , i tak jest do tej pory mimo ze jestesmy razem juz w Norwegii . dla mnie zmiana zycia i przyjazd do Norwegii byla i jest trudna czesto mam zalamania nerwowe jestem rozdrazniona i placze ,,a moj maz w takich chwilach kiedy sama go prosze tylko o chwile rozmowy i przytulenia odwraca sie plecami do mnie mowiac ze nie jest wstanie mi pomoc bo jestem psychiczna .to bardzo boli jak osoba najblizsza odwraca sie ,maz mowi ze mnie kocha ale jakos trudno mu to okazac ,,jak sam powiedzial chce miec swiety spokoj .byl moment ze powiedzialam jemu ze tak nie moge zyc i odchodze ,,byla rozmowa przeprosiny z jego strony i obiecanki ze sie zmieni ze juz nie bedzie mnie zostawial samej sobie ale okazalo sie ze on to wszystko co naobiecywal to nie mial zamiaru dotrzymac jak sam powiedzial ze nie pamieta nic z naszych rozmow ,,a pozatym myslam ze jak tak powie to bedzie dobrze .powiedzial to ze spokojem jakby to nic dla niego nie znaczylo ,,zreszta tak sie zachowuje jak by nic sie nie stalo .po tym ze zakpil sobie z moich uczuc wywalilam go zdomu ,,to znaczy powiedzialam ze jak nie potrafi byc z rodzina i ja dla niego tylko istnieje jak jest dobrze to ma wyjsc z domu ,,co tez uczynil , ,nie dzwoni nie interesuje sie co znami bedzie bo jak sam mowi sam niewie co bedzie .niewiem co mam robic czy mam zostawic meza i dac sobie spokoj z ratowaniem malzenstwa ,,czy dalej wierzyc w jego klamstwa .nie umiem przelac wszystkich problemow na papier ,,ale wiem jedno jak ktos kogos kocha to nie bawi sie jego uczuciami ,,nie obiecuje rzeczy a pozniej mowi ze widocznie to byly obietnice bez pokrycia .co ja mam zrobic ?
Obserwuj wątek
    • kornela24plus Re: nie potrafie sama juz sobie pomoc 13.10.09, 14:18
      Musisz przede wszystkim sama się pozbierać do kupy, bo źle się zanosi w twoim
      małżeństwie. A ty musisz być silna dla siebie i dla dzieci.
    • ladyjay Re: nie potrafie sama juz sobie pomoc 13.10.09, 18:07
      Problemy nie zaczely sie w czerwcu, jak piszesz. Problemy prawdopodobnie byly od poczatku waszego malzenstwa, a nawet zwiazku.
      Twoj maz chyba nie ma potrzeby przebywania z rodzina, z zona, nie ma potrzeby bliskosci. Pewnie dlatego odpowiadala mu sytuacja w jakiej byliscie przez 6 lat.
      A jak bylo przed jego wyjazdem do Norwegii? Czy myl czulym mezem i troskliwym ojcem?
      Watpie aby tak bylo. Chyba macie inne pojecie czym jest rodzina. Czy maz kiedykolwiek okazywal ci milosc?
      Wyadaje sie z twojego postu ze decyzja o przyjezdzie do norwegii byly tylko twoja decyzja. A maz przez swoje zachowanie mowi : "chcialas to masz teraz".
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: nie potrafie sama juz sobie pomoc 13.10.09, 18:22
      Po tak długim stażu małżeńskim, po wieloletnich obserwacji zachowań męża, które
      Pani opisała w swoim wątku, powinna Pani zacząć wyciągać wnioski. Pani mąż,
      najwyraźniej inaczej niż Pani widzi swoją rolę w rodzinie, ma inne potrzeby
      wobec niej i inaczej pojmuje swoje obowiązki wobec Pani i rodzimy. Inaczej nie
      oznacza dobrze. Ale uporczywość z jaką realizuje swój wzór powinna dać Pani coś
      do myślenia. Choćby taki fakt, że postanowił wyjechać za granicę na wiele lat i
      być w domu sporadycznie. To bardzo znaczące.
      On nie ma zamiaru tak się zmieniać, aby Panią rozumieć, pocieszać, wnikliwie
      obserwować. Dlatego jego obietnice trudno nazwać kłamstwami. Pewnie jak je mówi
      to w nie wierzy. Być może motywem ich wypowiedzenia jest odzyskanie spokoju,
      nadwątlonego Pani potrzebami czy oczekiwaniami. Nie twierdzę,że Pani potrzeby są
      dziwaczne. Wręcz przeciwnie. Spełnienia takich oczekiwań można spodziewać się
      po partnerze Myślę, jednak, że Pani praca powinna polegać na uzmysłowieniu sobie
      realności. Nie łudzić się, że mąż coś spełni, skoro tego nie zrobił i nie widać
      chęci zmiany. To nie oznacza rozstania, choć i taka decyzję może Pani chcieć
      podjąć. To oznacza trzeźwą ocenę Pani męża, próbę zaspokojenia części potrzeb
      gdzie indziej ( przyjaciele, rodzina, hobby, praca )a przede wszystkim pozbycie
      się złudzeń co do niego, które powodują wzniecanie nieustającej nadziei, że on
      wreszcie Panią zaspokoi, zmieni się, stanie się rodzinny i czuły. Ciężka praca,
      ale trzeba się jej podjąć. Inaczej spędzi Pani resztę życia w ustawicznym
      oczekiwaniu. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka