Dodaj do ulubionych

czy to już jest ten czas?...

15.03.10, 12:42
Mąż mnie nie zdradził. Nie uderzył. Nie jest alkoholikiem. Może
kilka razy nazwał suką. Trochę zabolało,ale co tam. Inni mają
gorzej. A może nawet jestem suką. Tylko albo jestem i takowo się
mnie traktuje, albo nie jestem i zasługuję na szacunek. Męża nie
zdradziłam. Kiedyś uderzyłam - ścierką kuchenną w przypływie złości.
Kapciem w piszczel z bezsilności. Nie żeby zaraz jakaś
patologia...Ale do rzeczy
Jesteśmy kilka lat po ślubie,mamy dwoje dzieci (6i4latka). Właściwie
od początku było jak... na huśtawce. Awantura o brudną podłogę. O
buty na środku przedpokoju. O zachlapaną kuchenkę. Jeszcze tego
samego dnia przeprosiny, wszystko cacy. Miłość, wręcz zakochanie. I
nagle bach! Czemu się bawisz z dziećmi, jak w koło taki syf?! No, to
sprzątam. Po 20minutach: Czemu, do cholery z tą ścierą latasz,
zamiast się nimi zająć?! Śmieszne? Chore? Może trochę... Po prostu
zawsze tak mieliśmy. Nie rozsądzam teraz, kto co i czyja to wina. Z
pewnością NASZA.
Nie dorobiliśmy się jeszcze własnego domu. Czemu? A no, jakoś tak
wyszło. Kilka razy wymsknęło się mojemu m podczas kłótni, albo i
nawet nie-kłótni,że nigdy nie weźmie kredytu i nie kupi domu, skoro
go straszę rozwodem... Tak, postraszyłam m ,że odejdę,że się
wyprowadzę, że złożę pozew. Kiedy już zabrakło mi argumentów. Kiedy
sytuacja była tak napięta,że nie było widać rozwiązania. Ale czy on
może tak mówic? Dla mnie to jednoznaczne z tym,że nie idziemy dalej.
Nic nie budujemy. Nie inwestujemy.
Podczas seksu patrzyłam na niego wczoraj i pomyślałam: tak,to chyba
jest już ten czas. SKOŃCZYŁO SIĘ.
Skoro nie potrafiliśmy "dotrzec" się przez te lata, to już
stracone. Wszystko stało się takie nijakie. Nie wiem, czy go kocham,
chyba nie taką czystą miłością . Kocham,BO jesteśmy razem, bo mamy
dzieci, bo on twierdzi,że mnie kocha, bo pojedziemy razem na wakacje
i JAKOŚ wszystko się ułoży...
Tylko,kiedy dowiedziałam się,że mój brat wyjeżdża do pracy za
granicę,pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy to: zwolni się mój
panieński pokój u mamy. Wyprowadzam się. Pakuję rzeczy.
Chyba chcę odejść,ale tak na próbę. Chociaż zdaję sobie sprawę,że
tak nie można,że sama się oszukuję, zostawiam wentyl bezpieczeństwa.
Czasem sobie myślę,że tak będzie dla mnie lepiej. Ale dzieci...one
tak kochają tatę, bardzo są z nim związane, fajnie spędzają razem
czas...Tylko ja nie mogę na niego patrzec.
Całe życie obiecywałam sobie,że moja rodzina zawsze będzie się
trzymac razem,że za wszelką cenę będę to trzymała w kupie,żeby
dzieci miały normalną,fajną rodzinę, jakiej ja nie miałam. Ale kiedy
pomyślę sobie,że dziś mam 26 lat i że mam tak życ przez kolejne 5,
10, 20 lat,to coś we mnie krzyczy!
Nie wiem,co robic,pomóżcie trochę. Na terapię już chyba za późno,
nie da się odbudowac tego co między nami było. A czy ja chcę żeby
było poprawnie? Z jednej strony chcę. Żebyśmy trzymali się razem na
dobre i na złe. A z drugiej pragnę przytulic się ze szczerą
miłością, chcę pójść na spacer, patrzec na mężczyznę z podziwem,
pożądaniem, poczuciem bezpieczeństwa, PEWNOŚCIĄ,że tego właśnie
CHCĘ...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 14:09
      Są rzeczy, ktore w glowie mi się po prostu nie mieszczą. Ot, taki
      dobry mąz, co tylko pare razy "suka" powiedział, traktuje żonę jak
      slużącą , pomiasta nia - no, ale taki dobry czlowiek, potem się z
      nia godzi, co robi awanture o brudną podloge, zamiast umyć, o buty,
      bo to babskie zadanie odłozyć, istota wyższa - czyli on - butow nie
      przestawi, skoro ma zone, ktora moze zapieprzać caly dzień dla
      niego - no i jakoś małżenstwo się "nie dotarło". ciekawe, jakby
      takie "docieranie się" mialo wyglądać, z chamem w roli głównej...
      I te dzieci, kt5ore powinny mieć rodzinę, ktore podziwiaja faceta,
      tak zwracajacego się do żony - zaiste, doskonaly dla nich przykład i
      doskonale wychowanie. Niech sobie jeszcze 10 lat popatrzą, będą
      wiedzialy, jak kobiety w rodzinie powinny być traktowane.
      Nie rozumiem nie tego, ze chcesz odejść, ale nie rozumiem, dlaczego
      tak późno. To, ze mąż nie bije, nie zdradza i nie pije - to nie jest
      żadna jego zasługa, tylko absolutnie podstawowa rzecz. To za mało,
      aby być dobrym, a nawet średnim mężem.
      • monica188 Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 18:13
        Verdana dla mnie totalna głupota co piszesz. Ciekawe czy Twój związek jest taki
        idealny???
    • awaaawa Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 14:19
      Doskonale Cię rozumiem. Mam doświadczenia podobne i jestem krokm od
      rozwodu. Ale to nie jest takie łatwe. Wydaje mi się, że Ty jesteś na
      początku drogi, którą ja przeszłam, i wcale niekoniecznie należy
      mnie naśladować. Najważaniejsze jest chyba, żebyc Ty zorientowała
      się we własnych uczuciach - bo piszesz, że go CHYBA kochasz. Czyli
      nie wiesz. A jednak jeszcze jest seks. Po 10 latach takiej jazdy
      (syf - zająć się dziećmi - praca - straszę rozwodem), że jestem w
      stanie sprzeciwić sie takim niesprawiedliwym wrzaskom - najpierw w
      ten sposób, że odpowiadałam/tez krzyczałam, że nie jest tak, a potem
      mówiąc, aby np. posprzątał po obiedzie bo ja zajmę się dziećmi lub
      jak woli odwrotnie - zanim zaczął wrzeszczeć. Kiedy przestałam sie
      miotac pomiędzy jego sprzecznymi żądaniami, od razu stało się
      lepiej. Choc w moim przypadku nie lepiej między nami. Bo jeszcze
      było pół roku nieodzywania sie do siebie, abstynencji seksualnej
      etc. Prosiłam żeby poszedł ze mna na terapię ale odmawiał. Obudził
      sie teraz, bo pojął, że ja juz nie straszę rozwodem tylko mówię
      okropnie poważnie. Ale ja nie mam juz wątpliwosci co do własnych
      uczuć. Nie ma ich. Byc może te pół roku załatwiło wszystko do
      reszty. Nie wiem co ja zrobię, jeśli jednak jeszce go kochasz, zmuś
      go do rozmowy o tym jak oczekujesz, aby Cie traktował. Powiedz, co
      czujesz w związku z brakiem stabilizacji. W końcu to nie tylko dla
      was ale macie przeciez dzieci. Albo zmus go do terapii rodzinnej.Jak
      najszybciej. Pozdrawiam
    • elazurek75 Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 14:20
      tu juz opisywałam swoja sytuacje. Poniewaz nie potrafie rozmawiać,
      postanowiłam wysmazyc list do meza z 3 warunkami. Napisałam jak sie
      czuje (bez oskarzen) i co mysle o takie sytuacji i ze juz nie moge,
      bo go po prostu znienawidze. Ma zrobic porzadek ze swoja agresja,
      alkoholizmem i mamy zaczac wiele rzeczy robic razem. Teraz ruch
      nalezy do niego
    • gemmi18 Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 15:45
      Moje ogólne wrażenie po przeczytaniu i przeanalizowaniu Twojego problemu jest następujące - oboje macie niespokojne temperamenty, taki typ włoskiego małżeństwa. Ale trzeba zachować granice podniesionego tonu, używanych słów i wykonywanych czynów, a następnie zachować odstęp czasowy od takiego wrzenia do godzenia się i 'wręcz zakochania'. A to dlatego, że jak partner widzi, jak łatwo wybaczasz i jak Ty widzisz, jak on łatwo ulega, to tym samym nie ma czasu na swego rodzaju karę dla partnera, on nie ma czasu pomyśleć nad błędami, które popełnił i wyciągnąć wniosków. Nie piszesz w ogóle o rozmowie - czy prowadzicie ją? Rozmawiacie na bieżąco? Nie wolno odkładać omówienia wątpliwości, problemów, tego, co się nie podoba na później, bo nazbiera się tyle, że nie będziecie wiedzieć, od czego się zaczęło. I nie da się nadrobić tych tematów.
      Nie wiem, dlaczego dziewczyny, które wypowiadają się przede mną, nie zauważyły Twoich błędów, a jedynie chama, prostaka w Twoim mężu. Piszesz wyraźnie, że uderzyłaś męża kilka razy w przypływie bezsilności i braku argumentów. Jego nazywanie Ciebie suką to konsekwencja tego samego, tyle że forma psychiczna. Tak, zaraz któraś napisze, że ból psychiczny pozostaje dłużej od fizycznego. Ale żaden nie jest dozwolony w związku! Nie wolno bić, nikogo. Więc dziewczyny, jak dzieciaki zapamiętaja traktowanie mężczyzny w domu? Ojciec wyzywa, matka bije. Taki będzie ich obraz, nie tylko jednostronny, one widzą obie pozycje. Są ludzie, którzy nie tolerują nudy, rutyny i pełnej stabilizacji w związku, to takie burze dają im narastające uczucie. Ale wszystko w granicach, nie przy dzieciach i bez nadużywania.
      Czy kiedykolwiek rozmawiałaś z mężem o tym, co między Wami jest nie tak, jakbyście chcieli? Rozmowa to podstawa.
      Poza tym mam wrażenie, że po prostu przeszło Ci zauroczenie tym facetem, że miłość do niego gdzieś się rozpłynęła, jak przy pierwszych miłościach. Piszesz, że masz 26 lat, jesteś jeszcze taka młoda, masz już 6- i 4-latka, więc wnioskuję, że miłość przyszła do Ciebie dosyć wcześnie. Nie ma w tym nic złego, ale czasami niedojrzałość do zakładania rodziny wychodzi później, ta jak u Ciebie teraz. Tak naprawdę w Twoim związku nie ma katastrofy, wystarczyłoby zacząć normalnie, regularnie rozmawiać o sobie, ze sobą, wręcz analizować, skąd się biorą w Was te słowa, czyny. Bo nie ma między Wami szacunku. Nie tylko go nie dostajesz, ale też nie dajesz. Tak mi się właśnie wydaje, że może po prostu znudziło Ci się życie z nim i stąd tyle wątpliwości i pytań o miłość.
      A jest o co walczyć, to dopiero początek nadpsutej miłości, w takim momencie się nie odchodzi - to znaczy ja nie odeszłabym. 'Czy to już jest ten czas?...' - nie, to dopiero ten czas, kiedy należy wykonać wspólny ruch, aby chronić rodzinę, najcenniejszą życiową budowlę. Dzieci kochają ojca, szanują go, są z nim mocno związane, tak piszesz. A z Tobą? Szkoda pozbawiać je stabilizacji, są jeszcze takie malutkie, warto nadbudować te zaległości z pomocą specjalisty. Pokazać im, że nie oddaje się wygranej tak łatwo.
      Nie wiem, tyle przyszło mi do głowy na świeżo. Pozdrawiam, nie poddajcie się.
      • tully.makker gemmi 15.03.10, 15:56
        A ciekawe gdzie dopatrzylas sie informacji, ze dzieci sanuja tate?
        Kochaja - tak dzieci kochaja rodzicow, nawet najbardziej toksycznych
        i patologicznych, i wciaz licza na ich zmiane. Nawet jak sa dorosle.
        • gemmi18 Re: gemmi 15.03.10, 21:07
          Ale dzieci...one
          tak kochają tatę, bardzo są z nim związane, fajnie spędzają razem
          czas...Tylko ja nie mogę na niego patrzec.

          Taki wniosek wysnułam z tego zdania. A gdzieś dopatrzyłaś się informacji, że nie szanują taty?
          • tully.makker Re: gemmi 16.03.10, 07:50
            Nie twierdze, ze nie szanuja, nie mam tez podstaw do twierdzenie, ze szanuja.
            Pytanie brzmi, czy obserwujac zachowania taty, szanuja mame?
      • ignacowa Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 18:23
        Dziękuję za ten komentarz. To dobrze, że nie wszyscy wyznają zasadę, że tylko
        rozstanie jest jedynym rozwiązaniem.
        • ignacowa Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 18:24
          Oczywiście to było do postu gemini18
      • milenamuha Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 05:31
        Dziękuję, gemmi za te mądre słowa...
        Pisałam ten post trochę chaotycznie, pod wpływem emocji, więc pewnie
        nie do końca wszystko opisałam.Zresztą,po co? Chodzi o to,że gdzieś
        tam w środku czuję,że powinnam odejśc,że to wszystko miało byc
        inaczej. Nie o to chodzi,że mam kaprysy, znudziła mi się zabawa w
        dom, albo,że fajnie by było zamienic m na nowszy model. Nie.
        Myślę,że mimo młodego wieku jestem dojrzałą osobą.
        Po prostu trzymam się tej rodziny kurczowo,bo tak sobie kiedys
        postanowiłam,że stworzę mocny dom, rodzinę na zawsze. W mojej
        rodzinie w koło same rozwody, dlatego tym trudniej, nie ma za bardzo
        skąd czerpac wzorców,ale walczę o to od lat.. Czasem nie było łatwo,
        w ciąży z drugim dzieckiem miałam straszne myśli samobójcze. Nie
        odebrałam sobie życia tylko ze względu na to maleństwo. Póżniej
        wylądowałam u psychoterapeuty i trochę mnie wyprostował. Ale w
        relacjach z m niewiele to zmieniło. Wręcz żałowałam,że mu o
        wszystkim opowiedziałam, bo potrafił podczas spięcia zasugerowac,że
        coś ze mną nie tak:( Mam ogromny opór przed otworzeniem się przed
        nim, bo niby wszystko fajnie, jest wyrozumiały i empatyczny,ale
        podczas kłótni potrafi to obrócic przeciwko mnie...
    • marzeka1 Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 18:13
      A czy pan mąż ma jakiekolwiek obowiązki w tym domu? Czy też sama wszystko
      obsługujesz? No i dlaczego uważasz, że to w sumie dobry człowiek? Ktoś, kto nie
      szanuje, nazwie żonę "suką", awanturuje się o buty, nieporządek, niezajmowanie
      się dziećmi itp.- w sumie każdy powód do pohukania na ciebie jest dobry- NIE
      JEST dobrym ojcem, mężem itp. Pomijam, że dzieci "uczą"się nieświadomie, że mama
      to ta od zapieprzania w domu i nieszanowania.
      • gemmi18 Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 21:12
        Uczą się też tego, że mama to ta, co uderzy czasem ojca.
      • gemmi18 Re: czy to już jest ten czas?... 15.03.10, 21:13
        Na szczęście autorka wątku zdaje sobie sprawę, że winni są ONI oboje i podkreśla, że to ich wspólna wina, a nie tylko jego.
        • kochamkotyijuz Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 03:11
          Autorka watku sama musi zdac sobie sprawe czy mezowi zdarzaly sie
          wyzwiska w ferworze klotni w przyplywie bezsilnosci i braku
          argumentow czy jest ona ofiara przemocy psychicznej.To jest naprawde
          ogromna roznica.
          Nie znaczy to oczywiscie ,ze jestem zwolennikiem wyzwisk czy
          tluczenia meza szmata jednak uwazam ,ze moze warto by bylo powalczyc
          i ratowac ten zwiazek.W koncu gosciu pracuje,nie pije,nie
          zdradza,interesuje sie dziecmi.Nie wyciagajmy pochopnych wnioskow
          opierajac sie na wypowiedzi tylko jednej strony.
          Moze autorka watku jest znudzona zyciem,zajmowaniem sie dziecmi i
          domem,moze czuje sie wypalona i
          nieszczesliwa,niezrealizowana,niedowartosciowana.Moze jest
          przewrazliwiona i kazde nawet najmniejsze zwrocenie uwagi czy
          komentarz odbiera jako atak.Nie jest latwo egzystowac w zwiazku
          jesli z partnerem musismy sie obchodzic jak ze smierdzacym jajkiem.
          Uwazam ,ze mamy za malo danych aby definitywie zaszufladowac pana
          jako chama a zone jako ofiare.
      • milenamuha Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 05:36
        Owszem,pan mąż robi w domu wszystko oprócz prasowania. Tylko nie
        omieszka mi prawie za każdym razem przypomniec,że robi to za mnie.
        Oj, wiele było spięc o taką postawę,ale tego chyba nie da się
        zmienic, takie wzorce ma z domu, że matka jest od takich rzeczy,
        więc i tak jestem zaskoczona,że robi to wszystko... Oboje pracujemy,
        ja jestem dodatkowo w trakcie kończenia pracy magisterskiej,więc nie
        ma wyjścia... Ale chyba jest tym sfrustrowany, bo czasem cierpko
        napomina,że musi sobie fartuszek sprawic...




    • tully.makker Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 07:53
      Podstawa malzenstwa jest milosc i szacunek.

      Jesli nie czuje tego jedna strona, to trudno trwac w zwiazku.
      Oczywiscie, warto probowac - terapii indywidualnej i malzenskiej, rozmow,
      wspolnych wakacji. Ale kiedys trzeba usiasc i sie zastanowic, co dalej.
      • efi-efi Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 09:44
        Dlaczego uważasz, że już jest za późno na jakąkolwiek terapię?
        Mnie się wydaje, że skoro sama pochodzisz z rozbitej rodziny (tak zrozumiałam)
        to może masz problem ze zbudowaniem sensownej relacji z mężem.
        Piszesz, że on się boi brać kredyty na dom czy mieszkanie bo go straszysz
        rozwodem. Czyli on też ma wrażenie, że związek z Tobą jest patykiem po wodzie
        pisany, nie wiadomo czy Ci się nie odwidzi.

        Czytając Twój list odnoszę wrażenie, że u Was jest co ratować jeszcze i naprawdę
        powinniście zawalczyć o to małżeństwo. I o rodzinę.
        • tully.makker Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 09:57
          Tak jeszcze jedno mnie uderzylo - autorka watku pise, ze maz jej
          kaze cos tam robic - a ona to robi, za chwile on jej kaze robic c
          innego.
          Maz to nie szef, ktory dyktuje, co pracownik mpowinien wykonac. Moze
          miec swoje zdanie, i moze je wyrazic, ale zona obowiazku sie do
          niego stosowac.
          • annb Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 10:01
            o to to
            zastanawiam się co by się stało gdyby załozycielka watku
            odpowiedziała

            teraz się bawię z dziećmi
            a może już tak odpowiadała ?
            • milenamuha Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 10:43
              Czasem wolę zrobic coś na odczepnego, niż serwowac dzieciom kłótnie co dwie
              godziny...
              • tully.makker Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 11:40
                pamietaj, ze do klotni potrzebne sa 2 osoby. Maz oczywiscie moze
                krzyczec, ale ty mozesz nie reagowac.
                • annb Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 13:58
                  Nie widzę Cię, nie słyszę Cię, porozmawiamy jak ochłoniesz




                  • sebalda Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 14:35
                    A co jeśli w rozmowie pojawia się ściana? Moje słowa odbijają się od ściany
                    niezrozumienia męża, a jego od ściany mojego niezrozumienia? I chyba ta
                    bezsilność w przebiciu się przez tę ścianę doprowadza często do eskalacji złych
                    emocji w rozmowie, ktora wtedy przeradza się niepostrzeżenie w kłótnię. Zatem
                    czasami ja też wolę przemilczeć. Przy czym, jeśli przemilczam zbyt dlugo i zbyt
                    wiele, nagromadzone może wybuchnąć ze zdwojona siłą. Sytuacja bez wyjścia, i tak
                    źle, i tak niedobrze.
                    • milenamuha Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 16:24
                      Chyba właśnie się nagromadziło... stąd pytanie. Czy dalej zbierac,
                      przypłacając to nerwicą, czy kłócic się, za co ceną będą zaburzenia
                      emocjonalne u dzieci, czy po prostu to wszystko skończyc. Tylko co
                      wówczas będzie następstwem? Gdybym chociaż to wiedziała, mogłabym
                      jakiś sensowny bilans wygenerowac,a tak...
                      • sebalda Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 16:55
                        milenamuha napisała:

                        > Chyba właśnie się nagromadziło... stąd pytanie. Czy dalej zbierac,
                        > przypłacając to nerwicą, czy kłócic się, za co ceną będą zaburzenia
                        > emocjonalne u dzieci, czy po prostu to wszystko skończyc. Tylko co
                        > wówczas będzie następstwem? Gdybym chociaż to wiedziała, mogłabym
                        > jakiś sensowny bilans wygenerowac,a tak...

                        Na te pytania nikt Ci nie odpowie. Ja mam takie życie od ponad 20 lat i moge
                        powiedzieć, że raz były w nich chwile bardzo dobre, raz naprawdę złe. Ktorych
                        więcej? Chyba jednak tych drugich. Dzieci mialy pełną rodzinę, mialy w miarę
                        szczęśliwe dzieciństwo mimo wysluchiwania kłótni rodziców, ale ich poczucie
                        bezpieczeństwa nigdy nie było wystawione na szwank, mimo wszystko. Wyniosą z
                        domu bardzo zle wzorce stosunków malżeńskich, ale może to je zahartuje, może
                        będą wiedzialy, czego za wszelką cene unikać? Juz dziś córka wybrala człowieka
                        skrajnie odmiennego od ojca, bardzo spokojnego i łagodnego.
                        Spotkałam niedawno starą znajomą, ktora wiele lat temu się rozwiodła i odeszla z
                        dwojgiem dzieci. Nie zman dokladnie historii jej malżeństwa, chyba chodzilo o
                        agresywne zachowania męża. I ona powiedziala, że w małżeństwie bylo źle, ale bez
                        męża też jest bardzo ciężko, borykala się i nadal boryka z wieloma problemami,
                        samotne rodzicielstwo jest bardzo trudne, a jak do tego dochodza problemy
                        finansowe, to naprawdę sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia.
                        Ideałem byłaby możliwość dotarcia do męża, ale to z reguły nie jest niestety
                        możliwe. Nie wiem, co Ci radzić.
                        • tully.makker Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 19:03
                          ale be
                          > z
                          > męża też jest bardzo ciężko, borykala się i nadal boryka z wieloma problemami,
                          > samotne rodzicielstwo jest bardzo trudne, a jak do tego dochodza problemy
                          > finansowe, to naprawdę sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia.

                          A ja mam zupelnie inne doswiadczenia. Moj ex akurat nie byl specjalnie
                          agresywny, ale mimo wszystkio zycie bez niego jest pod kazdym wzgledem lepsze,
                          niz z nim.
    • monica188 Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 18:29
      W zwiazkach tak to już jest.. Raz jest lepiej raz jest gorzej.. ale do rzeczy:
      nie radziła bym się rozsawać lecz zacząć walczyć o zwiazek,szukać rozwiązań na
      lepsze jutro. Wyprowadzisz się i co dalej..? Znajdziesz nowego księcia z bajki,
      będziesz chodzić na spacery patrzeć mu w oczy, będziesz zakochana rok,dwa itd.
      Ale życie to nie bajka! Nie ma wielu chętnych facetów którzy chcą matkę z
      2dzieci,a nawet jak się znajdzie to myślisz,że po paru latch będzie lepiej? Znów
      zacznie się rutyna tyle że dzieci będą większe,zaczną się kłopoty i
      kłótnie-tyle,że to nie będą jego dzieci-i tu zacznie się problem.. A tak
      szczerze odemnie- walnij sobie młotkiem w łep i occhnij się! Masz
      męża,dzieci-jesteście rodziną jak każda Normalna,przeciętna-taka o której
      marzysz nie istnieje-masz poprostu gorszy okres w życiu "Z jednej strony chcę.
      Żebyśmy trzymali się razem na
      > dobre i na złe. A z drugiej pragnę przytulic się ze szczerą
      > miłością, chcę pójść na spacer, patrzec na mężczyznę z podziwem,
      > pożądaniem, poczuciem bezpieczeństwa, PEWNOŚCIĄ,że tego właśnie
      > CHCĘ..." Przestań marzyć-zacznij żyć realiami.
      • czarne_wino Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 19:41
        do autorki watku: unikaj rad typu : "zacznij walczy o zwiazek". sa
        to najglupsze rady,jakie moze wymyslic tylko druga,zakompleksiona
        kobieta dla inenj kobiety.
      • sebalda Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 09:47
        monica188 napisała:
        Masz
        > męża,dzieci-jesteście rodziną jak każda Normalna,przeciętna-taka o której
        > marzysz nie istnieje-masz poprostu gorszy okres w życiu

        To samo, niemal identycznie mówi mi mój mąż. Dla niego to norma, kiedy
        malżonkowie się kłócą. Ja wiem, że nie ma ideałów, ja wiem, że różnica zdań
        czasami owocuje ostrą wymianą tychże. Ale normą juz nie jest dla mnie używanie
        wulgarnych słów pod adresem najbliższej niby osoby, krzyki i awantury, a jak
        jeszcze to wszystko powtarza się regularnie co dwa tygodnie (czasami co tydzień,
        czasami jest okres ciszy AŻ trzy tygodnie, więc średnia to 2 tygodnie)to
        naprawdę na taką normalność nie mogę się zgodzić. Nie dam i nie chcę sobie dać
        wmówić, że jeśli mąż nazwie żonę od czasu do czasu suką albo powie jej wal się
        tudzież jeszcze gorzej, to to jest normalna, przeciętna malżeńska wymiana zdań,
        sorry.
        • triss_merigold6 Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 13:02
          I słusznie, bo to nie jest norma. A w każdym razie nie jest to
          pożądana norma.
          Nadal zastanawiam się jednak w imię czego w tym tkwić?
          • sebalda Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 13:22
            Bo drugi nie będzie lepszy, jak twierdzi monica188, o ile w ogole zechce taką
            żonę z drugiej ręki;)
            A jak będzie gorszy? Ten przynajmniej nie bije i nie zdradza. To już powinno
            wystarczyć, żeby dziękować Bogu za dobrodziejstwo posiadania męża i rodziny. Nie
            należy wymagać za wiele;)
            • monica188 dobre rady 17.03.10, 18:16
              widzę,ze najlepsze rady(odejdz! po co tkwisz?twój mąż to tyran!) dają Panie
              które były w podobnej sytuacji.. Jak ktoś w życiu nie zetknął się z podobną
              sytuacją nie powinien się odzywać-łatwo jest komuś doradzać,ale jak samemu było
              by się w dołku to juz coś innego.. W podobnej sytacji byłam i ja i moja
              przyjaciółka-ja nie odeszłam i ona też nie-żadna z nas nie żałuje decyzji
              chociaz byłyśmy w gorszych sytacjach.. Jedna z moich koleżanek odważyła
              się-teraz mieszka z mamusią-straciła pracę,nowej nie może znaleść-bo jak z 2
              małych dzieci? On nie chce płacić bo znalazł sobie nową i ma wydadki, żaden
              facet nie umawiał się z nią dłużej niż miesiąc-mimo,że super z niej
              dziewczyna.Pobzykał i tyle, bo po co mu mamuśka z 2 dzieci.Teraz żałuje
              • bracialwieserce Re: dobre rady --hm 17.03.10, 19:23
                Pytanie tylko czy u Tej Twojej koleżanki i u Ciebie zmieniło się {TRWALE bo
                chwilowo to żadna sztuka}. Rozumiem, że przykład koleżanki żyjącej "z mamusią"
                od razu musi być symptomatyczny w walce o godność, spokój ducha etc.w podtekście
                uważaj bo TAK się to skończy. To naprawdę i tak lepiej {"pozwiedzaj" sobie
                schroniska dla kobiet, że koleżanka tak trafiła. Jeśli on nie chce płacić można
                prawnie go do tego zmusić - no cóż to niestety jest wojna nerwów i trwa ale jest
                możliwe. "Spodnie" to naprawdę nie jest wyznacznik wartości/życia kobiety,
                faceci są różni więc to naprawdę zależy jacy oni są a nie o ich chamstwie
                świadczy to co mają między nogami. Być może koleżanka szuka zastępstwa, jest
                mało refleksyjna i powiela pewne schemaciki, bo naprawdę mimo, że 2 dzieci ma na
                koncie nie jest niemożliwym znalezienie wartościowego partnera.
                Za to nie żałowałby gdyby miała gacha/robotę - nie wiedziałam, że godność i
                spokój ducha są tak mało warte? Pana i władcę na początek warto otrzeźwić, że
                jest także ojcem i podjąć kroki prawne alimenty/podział opieki. Najgorzej to nic
                nie robić bo trudno bo się nie da. A koleżankia niech zamiast faceta poszuka
                siebie i .............
          • monica188 Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 18:04
            W imię rodziny-wkońcu po to sie ja zakłada-na dobre i na złe
            • triss_merigold6 Och czyżby? 17.03.10, 19:04
              Moi rodzice byli dobrze ponad 30 lat udanym małżeństwem, przynajmniej z punktu
              widzenia ojca, bo matka kilka lat przed śmiercią zaczęła dostrzegać minusy
              układu. Mimo tego, nie mam fetyszu "rodziny na dobre i złe". Bilans zysków i
              strat w związku musi wychodzić mi na plus. Precyzując: w związku powinno być mi
              lepiej niż samej.

              Porównanie różnych układów oraz singielskiego życia mam, więc bardzo dokładnie
              wiem czego oczekuję. Oczekuję m.in. szacunku oraz spędzania ze mną czasu, a
              jeśli pan nie jest w stanie wygenerować z siebie nawet tego minimum, to nie ma
              sensu trzymać go w domu.
              Może Twoja koleżanka jest przykładem samotnej matki desperacko szukającej
              kogokolwiek i dlatego trafia na śmieci, może za bardzo szasta serduszkiem i zbyt
              szybko się angażuje? Nie wiem.
              Wiem jednak, że o ile bardzo lubię mieć chłopa pod ręką, to potrafię także
              spokojnie funkcjonować sama z dzieckiem.
        • monica188 Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 18:02
          Ludzie mają różne temperamenty. Sama jestem osobą nerwowa i wybuchową. Nieraz
          nawyzywam męża i mu w nerwach przywale,ale po paru minutach nawet nie pamiętam
          co mówiłam i co zrobiłam-taki już mój temperament (wiedział co brał).Mimo to
          jesteśmy ze sobą szczęśliwi i potrafimy się dogadać-mamy gorsze i lepsze
          czasy-nie raz rozmyślałam odejście-ale zawsze moja decyzja była słuszna.Po paru
          tygodniach mi przechodziło i znów bylo dobrze.Poprostu nieraz ma się doły i
          wszystko wtedy wydaje się do dupy, rozpamiętuje się tylko złe rzezczy i tylko te
          złe się widzi,ale to nie nie trwa wiecznie-potem wychodzi słońce.. i tego też
          życzę autorce postu-by nie podejmwała pochopnie decyzji
          • sebalda Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 20:21
            Monico188, czy Wy macie dzieci? Jeśli nie, to jeszcze jestem w stanie to może
            zrozumieć, tylko weź pod uwagę, że nie każdy ma taki temperament jak Ty i nie
            każdej kobiecie mogą odpowiadać wyzwiska i brak szacunku ze strony męża. Z tego
            co piszesz, u Was jest wzajemność, ale jeśli kobieta jest poniżana przez męża, a
            jej charakter nie pozwala na wzajemne wyzywanie i bicie męża, to już chyba jest
            nieco gorzej. Dla mnie życie na huśtawce, bez poczucia bezpieczeństwa i
            stabilizacji emocjonalnej w związku jest bardzo frustrujące.
            Natomiast jeśli macie dzieci, to nie rozumiem, jak możesz mieć tak
            bezrefleksyjne podejście do sprawy. Czy dajesz dzieciom dobre wzorce w rodzinie,
            w ktorej panują kłotnie, wyzwiska, rękoczyny? A, zapomniałam, że dla Ciebie to
            norma. Zazdrościć czy wspólczuć? Masz chociaż świadomość, że się sama
            oszukujesz? To wygodne, ale w sumie żałosne.
            • bracialwieserce Monico188 17.03.10, 20:39
              Pisze z pełną odpowiedzialnością za słowo! Szczerze Ci współczuję zarówno tego,
              że masz taki pogląd na związek/bycie razem jak i na to, że to norma. Serio.
              Pewnie, że w życiu/związku bywa różnie ale nie usprawiedliwiaj - z żadnej strony
              - czy to kobieta/mężczyzna chorych zachowań/ braku podmiotowości na rzecz
              przedmiotowości a przede wszystkim nie wmawiaj innym, że tak wcześniej czy
              później jest bo np. ani ja ani moja Mama, Babka nie miałyśmy takich partnerów i
              WIERZ mi nie każda kobieta/facet ma takich beznadziejnych partnerów, że uważa,
              że to chleb powszedni!
            • monica188 Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 20:40
              Mam dzieci i nie kłócę się przy nich.. Nie piszę ,ze zdarza mi się to
              często-może raz na rok albo i nie,ale się zdarza,każdemu nerwy kiedyś puszczą.
              Nie biję się z męzem,ale zdarzyło mi się że w kłótni dałam mu mięśniaka,on mnie
              nigdy nie uderzył..
              • bracialwieserce Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 20:43
                No to trzeba było uściślić, bo nie wyglądało to "różowo".
              • sebalda Re: czy to już jest ten czas?... 18.03.10, 09:54
                Moniko, albo wycofujesz się teraz rakiem, albo debiutujesz na tym forum. My
                tutaj nie piszemy o kłótniach raz na rok. Tu są opisywane dramaty kobiet
                tkwiących od lat w toksycznych związkach, gdzie one muszą chodzić na palcach
                przy mężach, których byle drobiazg doprowadza do furii, sfrustrowanych facetach,
                którzy odreagowują na bezbronnych kobietach wszystkie swoje niepowodzenia i to
                nie raz w roku, ale systematycznie, regularnie, na codzień niemal. Nie możesz
                porównywac sytuacji małżeństwa, które bardzo rzadko przeżywa jakieś
                nieporozumienie do gnębionych notorycznie podporządkowanych woli męża kobiet,
                które z obawy o dobro (źle pojęte) dzieci tkwią w mega toksycznych związkach.
                Takie porównania są bardzo niesprawiedliwe. Ja sama ostatnia doradzam rozwód,
                ale czasami są sytuacje na tyle klarowne, na tyle patologiczne, że takie
                rozwiązanie jest jedynym sensownym. Sama trwam w związku bardzo trudnym i
                męczącym, ale trwam, nie poddaję się, rozumiem pojęcie walki o związek, choć sił
                do niej mam coraz mniej.
    • czarne_wino Re: czy to już jest ten czas?... 16.03.10, 19:39
      troche wczesnie,jak na takie odczucia. ja mam tak po 20 latach
      malzenstwa, ale moze wczesniej czegos nie widzialam,bo zaslepiona
      bylam? coz poradzic...z jednej strony sa dzieci, jest rodzina,
      jednak cos budujecie, mimo slownych deklaracji,ze nie. ale slowa
      maja tez swoja moc.ja do nich przywiazuje wielka wage. pamietam
      rzucone, niby zartem, przy mojej matce (skrobal wtedy grzybki z
      lasu) "i tak cie kiedys zostawie". jednoczesnie deklaracje,ze mnie
      kocha. albo "myslisz,ze jestes najwazniejsza?". a potem
      wiadomosc,zebym uwazala ,ze maz ma romans i drwienie meza z moich
      pytan o ten romans,ze za duzo w necie siedze i glupia jestem. ze
      jakby chcial, to by ju dawno odszedl,bo ma takie powodzenie. ale
      jednoczesnie nie odchodzi. to wszystko spowodowalo,ze nie mam juz
      zadnych uczuc. czara goryczy sie przelala. do tego jeszcze jego
      picie z mojej winy. wszystko mozna lyknac. tylko PO CO?
      dluga droga przed toba,ale od ciebie zalezy jej dlugosc.
      pewnie,dzieci kochaja tate,ale co im da siedzenie z walczacymi
      rodzicami? efekt bedzie taki, jak z moim synem, ale to osobny temat.
      • triss_merigold6 Re: czy to już jest ten czas?... 17.03.10, 19:05
        Bardzo niefajnie. IMO nie ma sensu być z facetem, który nie jest w Ciebie
        wpatrzony bezgranicznie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka