25.06.10, 09:58
mój maż ma syna z poprzedniego małżeństwa. Dziecko jest jedynakiem
(tzn było bo teraz ma przyrodnia siostre - nasza córke), matka nie
poświeca mu za duzo czasu i prawie cały czas siedzi u dziadkow tzn
rodziców męza. obecnie chlopiec ma spedzic z nami 2 tyg wakacji a
mnie aż cierpnie skóra. wiem ze ma prawo i powinien spedzic czas z
ojcem ale on jest taki rozwydrzony i krnąbrny. Wiem ze to tylko
dziecko i proces wychowawczy trwa ale on jest złosliwy i niegrzeczny
i strasznie gra mi na nerwach. jak mam przezyc te wakacje i pewno
nie te tylko? jak nie pokłocic sie z męzem i nie sprawic mu
przykrości (rozmawaiłam z nim i mówiłam mu co czuję) Jak w końcu
sama zmienic swoje nastawienie?
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: Lena 25.06.10, 10:16
      Mozna sie dowiedziec, laczego dziecka majace ojca siedzi caly czas u
      dziadkow,a nie u owego ojca?

      Co do zlego wychowania chlopaca, to chyba wlasciwym adresatem
      pretensji jest twoj maz, a jego ojciec, ktory nie zadbal o to, zeby
      swoje dziecko wychowac?
    • doctor.no.1 Re: Lena 25.06.10, 10:29
      A nie przyszło Ci do głowy, że malec swoim "okropnym" zachowaniem
      próbuje w dramatyczny sposób zwrócić uwagę dorosłych na to, że czuje
      się zagubiony, PORZUCONY, NIEKOCHANY i nikomu niepotrzebny. Jak
      piszesz, ani mama ani tata się nim nie interesują. To DRAMAT w życiu
      dziecka.

      Może wykazałabyś wiecej emaptii? Okazała dzieciaczkowi ciepło i
      ŻYCZLIWE zainteresowanie?

      Co to za ojcice, ktory nie kocha swojego dziecka i pozwala, by malec
      żył odtrącony i żył na jakimś marginersie emocjonalnym bez grama
      poczucia bepzieczeństwa???
      • lena19750223 Re: Lena 25.06.10, 10:44
        Dzieki za ostre slowa, widac nie ma co się zwracac na forum o porade
        bo tylko sie jest atakowanym. Nie znacie całej sprawy; ja z mężem
        mieszkamy w Warszawie a chłopiec z matka 200 km stąd więc nie mozemy
        sie nim zajmowac na codzień. Rodzice męża tez mieszkają w tamtym
        miescie i to pytanie do matki tego dziecka dlaczego chlopiec
        przesiaduje ciagle u dziadków. mój mżą go kocha i jeżdzi tam
        regularnie. rozumiem ze zachowanie dziecka moze byc wyrazem buntu
        ale chodzi do psychologa z tym problemem bo zdajemy sobie sprawe że
        rozwód i oddzielenie od ojca to jest dla niego trauma. Przepraszam
        że śmiałam zapytac o swoje emocje jak ja mam sobie z tym radzić i
        jak wpłynąc na polepszenie sytuacji?
        • malwa200 Re: Lena 25.06.10, 10:52
          a moze i Ty skorzystasz z pomocy psychologa, który moze Ci wskazać
          jakieś zachowania, sposoby, o których przeciętny rodzic moze nie
          wiedzieć. zawsze to specjalista, na Twoim miejscu wybrałabym sie z
          tym do psychologa
        • premeda Re: Lena 25.06.10, 11:01
          > Rodzice męża tez mieszkają w tamtym
          > miescie i to pytanie do matki tego dziecka dlaczego chlopiec
          > przesiaduje ciagle u dziadków.
          W takiej sytuacji, może trzeba przejść się do sądu i przjąć opiekę
          nad dzieckiem? Matka chłopca sobie najwyraźniej nie radzi, a za
          dziecko odpowiedzialni są oboje rodzice. Twój mąż musi wziać tyłek w
          troki i dzieckiem się zająć. Osbonik, kóry raz na jakiś czas
          odwiedza dziecko, jest tylko ojcem z nazwy i to nie jest przejaw
          jakiejś wielkiej miłości. Regularnie dziecko to może ciocia albo
          wujek odwiedzać.
        • morekac Re: Lena 25.06.10, 11:56
          Jeśli ty nie radzisz sobie ze swoimi emocjami, to dlaczego
          oczekujesz od dziecka, że ono sobie poradzi?
          Ty masz do przeżycia z tymi emocjami 2 tygodnie, on żyje z nimi
          codziennie.
          na czym polega ta jego złośliwość i niegrzeczność?
    • ula-lo Re: Lena 25.06.10, 11:31
      Też nie pojmuję, dlaczego chłopiec mieszka z dziadkami, a nie z ojcem, skoro
      matka ma go gdzieś (jak rozumiem). :(
      Lena, Ty jesteś dorosła i - wybacz - sama powinnaś umieć sobie pomóc (choćby
      przez wizytę u psychologa). A jeśli tak Ci sytuacja nie odpowiada, to może niech
      Twój mąż spędzi część wakacji ze swoim synem sam?
      W jakim wieku jest Twoja córka? Pytam, bo być może za jakiś czas i ona będzie
      tak "rozwydrzona" jak jej starszy, przyrodni brat. Będziesz wtedy pytać "Jak ja
      przeżyję wakacje z tym bachorem"? ;-) Czy wyznajesz zasadę, że znosi się tylko
      własne dzieci?
      • lena19750223 Re: Lena 25.06.10, 12:13
        nasza córka jest jeszcze mała i sądzę ze nie bedzie taka jak ten
        chłopiec ( nie napisalam bachor!)bo mam inny pogląd na wychowanie.
        Mój maż i jego była wychowywali jedynaka i to w sposób "bezstersowy"
        a teraz widzimy tego skutki. Robiłam rózne rzeczy, wymyslałam
        wspólne zabawy, włączalam go w prace domowe (razem robilismy ciasto,
        uczyłam go prasowac koszule czy obierac ziemniaki) chodziłam z nim i
        z mężem razem do kina czy do muzeum ale za to jego matka miała do
        meża pretensje wiec juz mam tego dosc. Sąd przy rozwodzie przyznaje
        opieke dzieka zwykle matce i to nie jest tak że ona sobie nie radzi
        tylko wg mnie nie chce. Jak ma faceta to wypycha dziecko do nas i
        jej moja obecnosc jakos nie przeszkadza a jak nie ma faceta to robi
        awanture że razem spedzamy czas. Poza tym po powrocie dziecka od nas
        wypytuje go do północy jak mieszkamy, co robimy, jak wychowujemy
        naszą córke i komentuje to przy nim. dzieciak jest moim zdaniem źle
        nastawiony przez matke i byc może jego zle zachowanie to wynik jej
        wpływu. Nie mam wpływu na to jak bedzie sie zachowywac ta kobieta
        ale mam chyba wpływ na to dzieje sie w moim domu? Nie mam zamiaru
        siedzieć cicho i nie reagowac tylko dlatego że "dziecko jest
        nieszczęsliwe, zagubione itp". Chłopiec chodził do psychologa i to
        przez ok rok. Psycholog uznał ze dziecko zaakceptowało nowa sytuacje
        więc nie wiem co mamy dalej zrobic? a ja tez nie jestem z drewna i
        tez mam swoje uczucia, nerwy i cały dom na glowie oraz prace
        zawodową. przyjazd tego dziecka to dla mnie przeciez dodatkowa praca
        pranie, sprzatanie, gotowanie i stres. poza tym mam obawy że przez
        swoja złośliwosc zrobi krzywde mojej małej córeczce. Czy naprawde
        wszyscy mnie tylko potrafia potepiać bo dziecko może wszystko bo
        takie biedne?
        • morekac Re: Lena 25.06.10, 12:43
          >bo mam inny pogląd na wychowanie
          Najłatwiej rzeczywiście wychowuje się cudze dzieci. ;-)

          >razem robilismy ciasto,
          > uczyłam go prasowac koszule czy obierac ziemniaki
          Cholernie atrakcyjne zajęcia, doprawdy ;-) Jak potrzebujesz, żeby
          zebrał swoje skarpetki czy się sam obsłużył/pomógł, to zapędź go do
          roboty, ale - litości - nie dorabiaj do tego ideologii o atrakcyjnym
          spędzaniu czasu.

          Moim zdaniem ty się mlodemu nadmiernie narzucasz i usiłujesz
          udowodnić, jaka to jesteś super.Oraz nadmiernie usiłujesz go
          wychowywać. A młody nie tyle potrzebuje ciebie i twojego naprawiania
          tego, co - twoim zdaniem - zostało schrzanione, ile kontaktu z tatą.
          Więc to nie ty wymyślasz atrakcje, tylko tata idzie z młodym do
          kina, do muzeum czy na wycieczkę. Czy nawet kosić trawę czy
          sprzątać - ale we dwóch.
          Nic złego się nie stanie, jeśli we dwóch pograją w jakąś durną grę
          (ale przecież to takie niewychowawcze), obejrzą mecz (też nie
          rozwija) czy zjedzą jakieś świństwa w trakcie wyjścia (hańba!hańba!
          Prędzej padnę przy garach gotując dla dziecięcia wartościowe posiłki
          niż zezwolę na spojrzenie w kierunku maca! ).

          >przyjazd tego dziecka to dla mnie przeciez dodatkowa praca
          > pranie, sprzatanie, gotowanie
          Straszne. Ale chyba wychodząć za mąż wiedziałaś, że gość ma dziecko.
          Liczyłaś, że mały się zdematerializuje? Czy nie o to masz do niego
          pretensje? Puszczaj chłopaków na miasto we dwóch i czasem dorzuć im
          córeczkę do towarzystwa - będziesz miała mniej stresów i pracy.
          > mam obawy że przez
          > swoja złośliwosc zrobi krzywde mojej małej córeczce.
          Jak się tak trzęsiesz nad młodą i (być może) ciągle go strofujesz
          (ustąp, bo mniejsza, ona płacze) - nie dziw się, że jest zazdrosny.
          To jest sposób na bardzo złe stosunki pomiędzy rodzeństwem rodzonym,
          o przyrodnim nie mówiąc.

          Na czym polegają jego złośliwości i niegrzeczności? Bo na razie nic
          konkretnego nie napisałaś, być może młody zachowuje się typowo dla
          dzieci w jego wieku, tylko ty o tym jeszcze nie wiesz.
        • premeda Re: Lena 25.06.10, 12:58
          Ty jesteś dorosła, więc wiedziałaś na co się decydujesz wiążąc się z
          mężem. Jego relacje z dzieckiem, z byłą powinny zostac przez ciebie
          przeanalizowane przed ślubem. Ten chłopiec takiego wyboru nie miał,
          on musiał dostosować się do sytuacji jaką stworzyli mu dorośli, więc
          wybacz ale on jest biedny w takiej sytuacji, ty nie!
        • morekac Re: Lena 25.06.10, 13:29
          Chłopiec chodził do psychologa i to
          > przez ok rok. Psycholog uznał ze dziecko zaakceptowało nowa
          sytuacje
          > więc nie wiem co mamy dalej zrobic?
          celem zaakceptpwania sytuacji również ty powinnaś pochodzić do
          psychologa. Moze pomoże.
        • tully.makker Re: Lena 25.06.10, 14:20
          cały dom na glowie oraz prace
          > zawodową. przyjazd tego dziecka to dla mnie przeciez dodatkowa
          praca
          > pranie, sprzatanie, gotowanie i stres.

          No ale to nie dziecka wina, ze zorganizowalas sobie zycie rodzinne
          takkl ze jestes wieloczynnosciowym robotem domowym, a nie partnerka.
          zacznij od tego, ze postawisz ojcu dziecka wymagania zwiazane z
          wykonywaniem jego obowiazkow w domu, w tym obowiazkow zwiazanych z
          pobytem JEGO dziecka.
    • radola1 Re: Lena 25.06.10, 11:35
      Z tego co napisałas wnioskuję, że boisz się tego chłopca. Czy ojciec
      zostawił rodzinę dla ciebie? to znaczy czy znaliście się gdy jego
      małżeństwo trwało? /Tylko nie mów że akurat się nie układało i on
      żony juz nie kochał/ Jeżeli tak było o rzeczywiście masz problem. Tu
      ty nie możesz nic zrobić oprócz nie wtrącania się, bo jesteś wrogiem
      nr 1. Jeżeli ojciec juz był wolnym człowiekiem spróbuj cierpliwie i
      spokojnie nawiazywać stosunki z jego synem bez nadmiernego
      narzucania się. Rob swoje, badź normalna taka jak zawsze. Młodzi
      bardzo wyczuwają wszelką sztuczność w zachowaniu.
    • lusitania2 Re: Lena 25.06.10, 12:30
      Spróbuj się na początek zastanowić, czy chciałabyś, żeby do twojego
      dziecka ktoś się odnosił tak, jak ty do syna męża.
      Różnie w życiu bywa...
      • lena19750223 Re: Lena 25.06.10, 12:35
        a jak ja się odnosze? przeczytaj wczesniej co pisze i jak sie wobec
        niego zachowyalam a potem komentuj i bardzo prosze nie strasz ....
        • mamamira Re: Lena 25.06.10, 12:50
          Nie wiem czy go lubisz czy nie,dzieci to bardzo wyczuwają a na dodatek ma teraz
          rywalkę(wasza córeczkę)może czuje się zagrożony,zazdrosny i dlatego tak się
          zachowuje.Nie zmuszaj go do niczego,więcej tłumacz,postaraj się poświecić mu
          więcej czasu a zobaczysz będzie lepiej i lżej tobie
          • morekac Re: Lena 25.06.10, 13:16
            >,postaraj się poświecić mu
            > więcej czasu
            A ja sugerowałam coś przeciwnego. ;-)
          • morekac Re: Lena 25.06.10, 13:42
            >rozwydrzony i krnąbrny
            Nie sądzę, żeby Lena lubiła pasierba...
            • lena19750223 Re: Lena 25.06.10, 13:50
              nie byłam do niego źle nastawiona ale z czasem stało sie tak jak sie
              stało, miarka gdzies mi sie przebrala i przerosla mnie sytuacja. ja
              rozumioem że wszyscy staja w 'obronie dziecka" ale moje pytanie nie
              brzmiało co mam z nim zrobic i jak go wychowac tylo prosiłam o rade
              jak mam sobie pomóc bo stalo sie to dla mnie problemem. dziekuje
              więc za rade tym ktorzy proponowali udanie sie ze soba do psychologa
              bo może rzeczywićie skorzystam oraz za rady abym w czasie jego
              pobytu zajeła sie troche soba a ojciec spedził czas z obojgiem
              dzieci - uwazam to za dobre wyjście
        • p_wolf Re: Lena 25.06.10, 13:14
          Z tego co piszesz (i przede wszystkim jak piszesz) wynika że jesteś do dzieciaka
          nastawiona negatywnie. To, że kiedyśtam uczyłaś go ziemniaki obierać nie znaczy,
          że on podskórnie nie wyczuwa twoich negatywnych emocji względem niego.

          Czy pojawiłaś się w życiu jego rodziny zanim ona się definitywnie rozpadła?
          Jeśli tak, to znaczy że byłaś, jesteś i będziesz dla niego wrogiem, to naturalne.

          Zasady jego zachowania w czasie pobytu u Was powinien przede wszystkim ustalić z
          dzieckiem jego ojciec. Ty jesteś w tym układzie w pewnym sensie z boku, i raczej
          nie powinnaś wchodzić w buty osoby która nadrabia jego braki w wychowaniu,
          nakazywać mu cokolwiek czy strofować.

          Jeśli nie potrafisz sobie poradzić ze swoimi lękami, to powinnaś biegiem marsz
          udać się do psychologa. 15-letni dzieciak nie jest winny temu, że dorośli
          narobili mu syfu w życiu, i wysyłanie go do psychologa wcale tych dorosłych nie
          rozgrzesza.
          • morekac Re: Lena 25.06.10, 13:32
            >15-letni dzieciak nie jest winny temu, że dorośli
            narobili mu syfu w życiu, i
            Młody ma 15 lat?
            W tym wieku z definicji trudno byc grzecznym, dobrze wychowanym,
            bezgrzesznym i niezbuntowanym. ;-)
        • lusitania2 Re: a ty rozumiesz, to, co sama 25.06.10, 13:38
          piszesz?
          Chciałabyś, żeby twoje dziecko spędzało czas z kimś, komu na samą
          myśl o nim skóra cierpnie?
          Nie ma to jak takie życzliwe nastawienie:(.
      • attiya Re: Lena 28.06.10, 12:39
        nie wiem co żeście się przyczepili tak do dziewczyny
        Z tego co pisze, to stara się a przecież to dla niej obce dziecko. No i jest
        przecież jeszcze ojciec dziecka, na którego to głowie powinien być większy
        ciężar zajęciem się dzieckiem niż na autorce watku
        • morekac Re: Lena 28.06.10, 12:54
          To nie jest obce dziecko. To pasierb.

          A propos rozwydrzenia itp. młodzieńca - w celach terapeutycznych
          należy sobie przeczytać "Mikołajka" :-) .
          • attiya Re: Lena 28.06.10, 13:06
            morekac napisała:

            > To nie jest obce dziecko. To pasierb.
            >
            Czyli obce dziecko. Czy to się Wam podoba czy nie, to nie jest ani siostrzeniec
            albo bratanek autorki - czyli ktoś związany więzami krwi. Poza tym staranie się
            obowiązuje obydwie strony. To nie jest malutkie dwuletnie dziecko, które ani
            wysławić się nie potrafi ani nic zrobić wokół siebie. To duży chłopiec, który
            powinien wiedzieć, ze życie nie składa się z samych przyjemności, że na świecie
            są zasady, których nie stosowanie skutkuje zazwyczaj jakimiś następstwami. Poza
            tym przebywa on w domu autorki i chcąc nie chcąc musi się dostosować do zasad
            panujących w tym domu. A to, że jego rodzice są po rozwodzie nie oznacza, ze
            hulaj dusza piekła nie ma.
            • morekac Re: Lena 28.06.10, 13:28
              Pasierb w świetle prawa nie jest obcym dzieckiem. Nie da się go
              unicestwić w życiu Leny, nie da się go zignorować. Poza tym to brat
              jej córki.
              Lena jest dorosła, a młody ma 10 (słownie: dziesięć lat). I jak się
              zdaje - jakoś strasznie rozbestwiony nie jest.
              To duży chłopiec, który
              > powinien wiedzieć, ze życie nie składa się z samych przyjemności,
              że na świecie
              > są zasady, których nie stosowanie skutkuje zazwyczaj jakimiś
              następstwami
              Lena tym bardziej powinna to wiedzieć, że życie jest brutalne . I
              że wychodzenie za pana, który posiada dzieci, będzie skutkowało
              obecnością owych dzieci w jej życiu. I że niestety :-( , tylko w
              amerykańskich filmach familijnych życie układa się słodko i bez
              problemów.
    • izabelski Re: Lena 25.06.10, 13:25
      jesli mama pasierba jak piszesz - wypycha dzeiciaka do was, to od razu poszlabym
      do sadu o zwiekszenie zakresy czasu spedzonego z wami

      wyznaczenei tych granic pomoze ci odzyskac spokoj

      na wyjezdzie - moze niech ojciac z nim gdzies wybywa co drugi dzien, zeby sie
      razem nacieszyli soba
      moga brac twoja corecke ze soba , a ty miej dobre ksiazki w zanadrzu

      albo zapiszcie go na miejscu na jakies zajecia, zeby miec troche czasu we trojke
      • verdana Re: Lena 25.06.10, 14:20
        Jak sobie poradzić? masz dwa wyjscia - powiedzieć mężowi, że nie
        bedziesz jeździć na wakacje z jego synem, bo dziecka nie znosisz i
        nie będziesz sie nim zajmować. Wtedy mąż pojedzie na wakacje ze
        swoim synem, a Ty z corka.
        Albo się rozwieść - bo ten syn nie zniknie. I sa dwa rozwiązania -
        albo będziesz musiała się czesto z nim kontaktować, bo Twój mąż jest
        przywoitym człowiekiem, ktory chce utrzymac kontakt z własnym
        dzieckiem, albo Twój mąż pod Twoim wpluywem rozluźni kontakty, co
        oznacza, że wyszlaś za mąż za skończoną świnię i nie warto z takim
        człowiekiem planować dalszego życia.
        Pomyśl tez jak wplywa na Twoją córkę swiadomośc, ze Ty nie lubisz
        jej brata. Obawiam się, ze to może bardzo negatywnie wplynąć na jej
        wychowanie i charakter.
        Poza tym - i to jest chyba najwazniejsze - oprócz ogólników nie
        napisałas ani jednego konkretu, dlaczego brat Twojej córki jest
        takim wrednym dzieckiem. Bo nie bawi go obieranie ziemniaków?
    • doctor.no.1 Re: Lena 25.06.10, 14:20
      ja tam sobie wyobraziłam, że to jest ośmio - dziewięciolatek :)
      • mamamira Re: Lena 25.06.10, 15:30
        ...przyjazd tego dziecka to dla mnie przeciez dodatkowa praca
        pranie, sprzatanie, gotowanie i stres.Ty wiedziałaś ze mąż ma syna.Twoje
        samopoczucie zależy tylko od Ciebie,ty nie musisz go wychowywać ,on ma
        rodziców,zmień swoje nastawienie do niego a będzie lepiej.
      • morekac Re: Lena 25.06.10, 15:41
        Ktoś pisał o 15-latku, ale to nie była autorka - stąd moje pytanie o
        wiek. W każdym razie o młodym danych brak - nie wiadomo na pewno,
        ile ma lat i jak konkretnie przejawia się ta krnąbrność i
        rozwydrzenie:
        Skarpetek nie sprząta (i wogóle niczego)? Prowadzi hodowlę pleśni w
        pokoju za firanką? Co noc usiłuje podpalić dom? A może czycha za
        rogiem na małą siostę celem zrobienia krzywdy? Pyskuje? Nie prowadzi
        konwersacji przy stole tylko burczy półsłówkami? Woli komputer od
        obierania ziemniaków?
        Wiadomo, że jest chłopcem i że jakąś praktykę w obieraniu
        ziemniaków, prasowaniu koszul i pieczeniu ciasta. 2 pierwsze z
        wymienionych czynności nie są zresztą uznawane przez większość
        społeczeństwa (w tym młodzież płci obojga i zapalone menedżerki
        domu ) za czynności nadmiernie atrakcyjne (aczkolwiek czasami
        konieczne). To, że młody dał się na to namówić dobrowolnie, wprawia
        mnie w lekką konsternację.
        • lena19750223 Re: Lena 25.06.10, 16:14
          chłopiec ma lat 10 i oczywiście ze nie tylko obieral ze mna
          ziemniaki czy prasował koszule ale także (przeczytajcie proszę)
          chodzilismy razem do kina, do muzeum; dodam że staramy sie tez
          czasem zaprosić go z jego koleżką albo kuzynostwem tak aby miał
          towarzystwo dzieci. Naprawde swego czasu wymyslłam gry i zabawy aby
          umilic dzieciakom czas, chodzimy razem do restauracji i na spacery;
          Ponadto mąż tez sam znim chodzi a to na basen a to do kina a to na
          zakupy.Uwazam że ani go nie zaniedbywałam ani sie nie narzucałam,
          starałam się byc miła i pomóc partnerowi ale za to była bura od
          byłej i obgadywanie przed rodzicami meża. Prosze więc nie
          genarizowac i wyciagac tylko kilku zdań z kontekstu. A wracajac do
          sprzatania po sobie czy drobnych prac domowych chyba to nie jest nic
          złego ze go do tego angazuuje. Nie uwazam aby jego pobyt u nas to
          miała byc tylko zabawa i rozrywka. Co zaś do jego zachowania to
          maiłam porównanie z jego kolega z którym kiedys u nas był (to tez
          chłopiec który mieszka z matka po rozwodzie) i zachowywał sie o
          niebo lepiej.
          • verdana Re: Lena 25.06.10, 16:33
            Cóż, większość dzieci uczy się lepiej od moich synów, ja jednak
            jakos nie wyciągam na podstawie tego wniosku, ze moi synowie sa
            krnąbrni, leniwi i niezdolnie do nauki. Nie potrafisz podać ANI
            JEDNEJ rzeczy, ktora swiadczyłaby przeciw dziesieciolatkowi, oprócz
            tego, ze pewien gość zachowywał się od niego lepiej. Pewnie dlatego,
            ze był gosciem. Albo miał inny charakter.
            Napisz co KONKRETNIE zlego robi Twój pasierb, oprócz tego, ze
            istnieje. I że ma matkę.
            • lena19750223 Re: Lena 25.06.10, 16:57
              Jezu, nie liczcie że napisze że regularnie bije siostre , podklada
              pinezki na krzesle czy dręczy kota sasiadów. jest to wiele zachowań
              wynikajacych zarówno z jego złosliwości ale także z braku wiedzy jak
              powinien a jak nie powinien sie zachowywac. złosliwe zachwoania sa
              nie do opisania bo to trzeba widziec i zrozumiec kontekst ale
              zniszczenie kwiatów w ogródku o który tak pieczołowicie dbam to
              raczej złosliwie. Dlaczego mam też np zgadzac sie na bezpardnowe
              wchodzenie do naszej sypialni kiedy to wczesniej prosze o chwilę
              spokoju bo chce odpoczac albo sie przebrac, uważam tez że
              ignorowanie mojej prośby o nie budzenie siostry ktorą z trudem
              uspilam po gdzonach płaczu to też zlosliwośc. Nie wspomne o
              brudzeniu kanapy jedzeniem pomimo upominań ojca oraz mazanie po
              scianch i jeżdżenie na rolkach kiedy przed chwilą ojciec mu
              zabraniał. Ja nie twierdze że inne dzieci tak nie robia ale wracam
              do mojego pierwszego maila, prosze o rade jak ja mam sobie z tym
              poradzic przy zalozeniu że dziecko jest jakie jest a proces
              dogadywania sie z nim i wychowania trwa.
              • verdana Re: Lena 25.06.10, 17:50
                Czyli 10-latek zachowuje sie jak dziesieciolatek, a nie ideał z
                czytanki dla grzecznych dzieci. Obawiam się, ze Twoja córka będzie
                taka sama - taka sama, bowiem to, co opisujesz jest najzwyklejszym
                zachowaniem dzieci w tym wieku. Brudzenie kanapy, jeźdżenie na
                rolkach, budzenie siostry (cóż, od moich rodzonych dzieci 11 i 8 lat
                starszych od niemowlecia nigdy nie wymagalam ciszy "bo dziecko
                spi"), włazenie do pokoju - oznacza, ze ten nieszczesny chłopak
                naprawde nic zlego nie robi, skoro to sa najcięższe zarzuty. Po
                prostu go nie znosisz i tyle.
                • attiya Re: Lena 28.06.10, 13:17
                  no przepraszam Cię Verdano ale nie przypominam sobie, żebym mając 10 lat
                  brudziła w domu kanapę, podkładała młodszej siostrze pinezki albo jeździła po
                  domu na rolkach. Poza tym nikt nikomu nie każe milczeć ale i nie ma potrzeby
                  wrzeszczeć, nie każde dziecko zaśnie przy głośno grającym telewizorze. No i
                  wchodzenie do pokoju gdzie ktoś inny śpi albo przebiera sie - to podstawowe
                  zasady szanowania intymności innej soby. Ty chyba nie wchodzisz do łazienki jak
                  twoje dziecko korzysta z tejże. No chyba, że wchodzisz.
                  • morekac Re: Lena 28.06.10, 13:38
                    Tylko czy te czyny miały miejsce (nie liczcie że napisze że
                    regularnie bije siostre , podklada pinezki na krzesle czy dręczy
                    kota sasiadów) czy też autorka zapętliła się stylistycznie?

                    >nie przypominam sobie, żebym mając 10 lat
                    > brudziła w domu kanapę, podkładała młodszej siostrze pinezki albo
                    jeździła po
                    > domu na rolkach
                    pamięć z wiekiem się pogarsza.
                    Jedyne 100% alibi to brak rolek, kanapy i młodszej siostry. W
                    każdym innym przypadku na pewno znajdzie się jakiś bezmyślny czyn,
                    który twoi rodzice mogliby uznać za przejaw rozwydrzenia i
                    złośliwości.
                  • jola_ep Re: Lena 28.06.10, 21:12
                    > ale nie przypominam sobie, żebym mając 10 lat
                    > brudziła w domu kanapę, podkładała młodszej siostrze pinezki albo jeździła po
                    > domu na rolkach.

                    Parę dni temu ubrudziłam kanapę (niech żyje cudowny materiał obiciowy naszej sofy :) ). Moja wina...
                    Ale zupełnie nie rozumiem, co jest złego w jeżdżeniu w domu na rolkach? moje dzieci tak się uczyły tej trudnej sztuki, a jak mnie dopadnie zimowa chandra, to wyciągam je i dzięki temu łatwiej mi się np. sprząta w kuchni. Jeśli jednak to coś złego, to zaczynam rozumieć nieco osłupiałe i zdezorientowane spojrzenie ojca kolegi mojego syna, którego przywitałam w drzwiach na rolkach (wyglądało, jakby się zastanawiał, czy może w mojej obecności zostawić swojego syna ;) )

                    A z posiadania 10-letnich dzieci zrozumiałam, że tylko pozornie są one odpowiedzialne i dorosłe. Bo wyłazi z nich jeszcze dziecko i warto to uwzględnić w naszych względem nich oczekiwaniach :)

                    > Ty chyba nie wchodzisz do łazienki jak
                    > twoje dziecko korzysta z tejże. No chyba, że wchodzisz.

                    Do łazienki? Tak, zdarza mi się, choć pukam. Im też się zdarza, choć pukają. Czasem można wejść z rozpędu, przez pomyłkę, czasem można zapomnieć, że ktoś tam w pokoju chce samotności, albo postępować według innych zwyczajów. My np. prowadzimy otwarty dom i bez krępacji wdeptujemy do innych pokojów, może się więc zdarzyć, że tak wychowywany 10-latek czasem się zapomni i wejdzie, gdzie go nie oczekują.

                    Pozdrawiam
                    Jola
              • morekac Re: Lena 26.06.10, 00:07
                No i wreszcie jakieś konkrety. Po prostu kanapa jest ważniejsza od
                ludzi. I porządek, i postawienie na swoim. W większości tych
                sytuacji - gdybyś chciała je rozwiązać - pewnie znalazłabyś
                rozwiązanie. Łatwiej jednak jest stwierdzić, że 10-latek jest
                złośliwy i nic z tym nie robić.
                Nie da się mieć idealnego porządku w domu przy dzieciach. Zaraz
                twoje własne dziecko zacznie mazać po ścianach i kruszyć na kanapie -
                też zamierzasz za nim latać i bez przerwy ją strofować, i pilnować,
                i marudzić? Zainwestowałabym w łatwopralny pokrowiec i użalaniu nad
                kanapą dałabym spokój. Upierze się, a jedzenie na kanapie nie jest
                zbrodnią. W niektórych domach wolno to robić.
                Co do mazania po ścianach - dajesz młodemu ściereczkę i niech zmywa
                swoje bohomazy. Po kilku takich akcjach przechodzi miłość do własnej
                twórczości malarskiej na ścianie.
                Sypialnia - czy nie można zamontować zamka w drzwiach? Spokój bez
                trucia i jojczenia.
                Rolki - rozumiem że jeździ w domu? Przy próbie jazdy na rolkach -
                tata aresztuje rolki i wydaje je wyłącznie na jazdy zewnętrzne...
                Zakaz, którego się nie egzekwuje bądź nie można wyegzekwować, to nie
                zakaz, to trucie i farsa.
                Co do budzenia siostry - jeśli tak ci na tym zależy i z zachowaniem
                ciszy jest problem - młodego powinien zneutralizować tata. Niemniej
                robienie tego przy każdym usypianiu jest bez sensu.
                Dręczenie kota sąsiadów - kot jest chyba niespełna rozumu, jeśli
                daje się złapać dręczycielowi po raz kolejny.
                Bicie siostry - w jakim mała jest wieku i czy okolicznością
                łagodzącą nie jest wtargnięcie małej na 'terytorium' chłopca?
                Okoliczności są w tym przypadku ważne.
                Co do niszczenia twoich kwiatów - jesteś pewna,że było to celowe, a
                nie -wypadek? Jeśli celowe - to być może jest to jakiś sposób
                wyrażania gniewu/złości. Moim zdaniem dzieciak nadal ma problem i
                po prostu może sobie nie radzić z rodzicami, którzy go nie chcą. Bo
                on jest zbędny, wręcz przeszkadza - i matce, i ojcu, i tobie?
                Poczytaj może coś Mazlich i Faber, coś o starszych dzieciach,
                poszukajcie - oboje - pomocy psychologa czy może warsztatów dla
                rodziców?
          • p_wolf Re: Lena 25.06.10, 16:38
            lena19750223 napisała:

            > chłopiec ma lat 10


            Nie wiem co mi się z tym 15-latkiem przewidziało, przepraszam za pomyłkę.


            A wracajac do
            > sprzatania po sobie czy drobnych prac domowych chyba to nie jest nic
            > złego ze go do tego angazuuje.


            To jest normalne, że chłopiec nie chce entuzjastycznie wypełniać twoich poleceń.
            Obowiązki powinien wyznaczać mu jego ojciec, a nie Ty.
          • serendepity Re: Lena 25.06.10, 16:49
            Uwazam że ani go nie zaniedbywałam ani sie nie narzucałam,
            > starałam się byc miła i pomóc partnerowi ale za to była bura od
            > byłej i obgadywanie przed rodzicami meża.

            A co Cie to obchodzi co mowi byla zona i rodzice? Z tego powodu, ze oni Cie
            obgaduja Ty nie bedziesz spedzac czasu z pasierbem? Czyli z powodu tego, ze
            matka jest zla, Ty "karzesz" dziecko?
            Zajmujesz sie pasierbem na pokaz czy po to, zeby milo spedzil czas jak jest z Wami?
          • morekac Re: Lena 25.06.10, 16:54
            Co zaś do jego zachowania to
            > maiłam porównanie z jego kolega z którym kiedys u nas był (to tez
            > chłopiec który mieszka z matka po rozwodzie) i zachowywał sie o
            > niebo lepiej.
            Dzieci są różne. Mają różne temperamenty, wychowują się w różnym
            środowisku - nie możesz porównywać zachowania dwójki dzieci w ten
            sposób. Poza tym: kolega był w gościach, a wtedy ludzie zachowują
            się inaczej niż w domu - skąd wiesz, jak kolega zachowuje się u
            swojego taty?
            Napisz, jakie działania młodego są powodem twojej niechęci do niego-
            mam wrażenie, że nie robi jednak nic straszliwego poza normalnym
            zachowaniem 10-latka.
            Zwłaszcza że nadal nie podałaś konkretów jego skandalicznego
            zachowania.

            >A wracajac do
            > sprzatania po sobie czy drobnych prac domowych chyba to nie jest
            nic
            > złego ze go do tego angazuuje
            Czy ktoś ci napisał, że to coś złego? Niemniej większość 10-latków
            unika tego jak może ;-).
            10-latki to jeszcze dzieci, nie możesz wymagać od nich dojrzałości i
            idealnego zachowania w kazdej sytuacji.
        • ki_czort Re: Lena 25.06.10, 16:42
          Jest Twoja 'mała córeczka ' i 'to dziecko'. Mówisz o bracie swojej 'małej
          córeczki', nie musisz go kochać, ale byłoby dobrze gdybyś go chociaż lubiła, ale
          do tego bardzo daleka droga najwyraźniej.

          Moim zdaniem obarczasz dziecko winą za błędy jego rodziców. Pretensje to możesz
          mieć do ojca chłopaka. To w końcu on go wychowywał, przynajmniej przez jakiś
          czas. A Ty znalazłaś sobie kozła ofiarnego, ot i tyle. Piszesz, że jak dzieciak
          przyjeżdża to masz prania i sprzątania więcej, ale pretensje kierujesz w stronę
          chłopaka (absurd) a nie wobec jego ojca.

          Nie stać Cię na rozmowę z partnerem o tym, co Ci nie leży? Bo jak stać, to weź
          pogadaj z mężem, ale nie wypisuj o chłopcu, który z Tobą obierał ziemniaki i
          prasował, że jest rozwydrzony i krnąbrny, bo krnąbrny dzieciak wołami by się nie
          dał do tego zaciągnąć.

          Swoją drogą użalasz się nad sobą tak, jakbyś była najbardziej pokrzywdzona w tym
          układzie. Ty możesz decydować o swoim życiu, chłopak nie może, weź to pod uwagę.
    • doctor.no.1 Co możesz zrobić? 25.06.10, 17:57
      ... na początek to chyba rachunek sumienia, jakie są powody niechęci
      do chłopca...

      ... potem szczera rozmowa z mężem, że oczekujesz dzielenia
      obowiązków domowych, które zwyczajnie mąż i żona dzielą :) - wtedy
      nie ma kłopotu z nadmiarem obowiązków, gdy pojawiają się goście

      ...a najtrudniejsze- nie upatrywanie w zachowaniu chłopca
      złośliwości i ostrzeganie pozytywów, których na pewno jest wiele;
      traktowanie go jako miłego i oczekiwanego gościa, a nie obarczanie
      obowiązkami domowymi; tutaj rola ojca w wyznaczaniu granic
      dotycących jego zachowania

      - jak jeździ w rolkach po domu - ucieszyć się, że uprawia sport i
      zaproponować, że wyjdziesz z nim na dwór, by mógł pojeździć

      - zagrać z nim w grę planszową, dać mu wygrać i ucieszyć się, jak
      wspniale gra

      - nauczyć go gry w karty albo w warcaby i też się z nim w takie gry
      bawić


      - cieszyć się, gdy mąż poświęca mu dużo czasu i uwagi, bo to oznacza
      że jest ciepłym i troskliwym ojcem i taki sam będzie dla córki
    • marzannasz Re: Lena 25.06.10, 18:25
      Droga Lenko!
      Daj Ty sobie swiety spokoj z poradami na tym forum. Wiem ze mialas
      dobre intencje ale czytajac porady forumowiczek - mam, zlinczowaly
      Cie!!!Cokolwiek nie napiszesz w odpowiedzi zawsze bedzie Twoja wina
      a bachor bedzie tym niewinnym - bo dziecko, zranione przez
      rodzicow, podsylane do dziadkow itd. moze i troche w tym prawdy
      jest, ale przeciez nie wszystkie dzieci rozwodnikow maja takie
      problemy emocjonalne. A po drugie to nie jest Twoje dziecko i jesli
      doprowadza cie do pasji swoim rozwydrzonym zachowaniem, zrob krok do
      tylu i spedzanie z nim czasu na ile to sie da - zostaw swojemu
      mezowi, on jest jego biologicznym, prawnym opiekunem, i ostateczne
      wymierzanie dzieciakowi kary nalezy do niego. Ty lepiej mysl o swoim
      dziecku, pamietaj jesli chlopiec Cie wkurzy, zle emocje moze wyczuc
      Twoja coreczka - a ona powinna stanowic priorytet dla Ciebie. Zawsze
      sluz rada mezowi w jego postepowaniu z synem, ale nie angazuj sie w
      to emocjonalnie, czego dzieciak potrzebuje - klapsa w dupe i
      meskiej reki- no ale w naszym kraju wyprane mozgi matek wola zeby im
      dzieciak na glowe wszedl niz zeby usadzic go na miejsce( co widac na
      tym forum)
      Pamietaj nie stawiaj sobie dobra chlopca ponad wlasne dobro i
      swojej coreczki - nie widze powodu zebys miala placic za bledy
      wychowacze jakiejs baby, z ktora nieztety byl kiedys Twoj maz.
      Pozdrawiam

      ps. i czekam na mordercze komentarze od urazonych matek polek hahahah
      I chlopiec
      • konwalka Re: Lena 25.06.10, 19:30
        ps. i czekam na mordercze komentarze od urazonych matek polek hahahah


        bez przesady, odpowiada sie na posty, ktore osiagaja chocby
        podstawowy poziom - co w tym przypadku nie ma zastosowania
      • radola1 Re: Lena 25.06.10, 20:19
        Przeczytałam wzystkie odpowiedzi na tym forum a szczególnie autorki.
        Myslę że problemy są przynajmniej dwa: pierwszy to zachowanie
        dziecka wobec ciebie, a drugi twoja komunikacja z mężem w tej
        sprawie.
        Co do pierwszego uważam że chłopiec jest "nastawiany" przez matkę
        nie koniecznie wprost. Wystarczy że w jego obecności źle o tobie
        mówi a on już rozumie to jako "zachętę" do złego zachowania się i
        nie słuchania ciebie. Po prostu chce być lojalny wobec swojej matki.
        Być moze podświadomie boi się, że jeżeli ciebie zaakceptuje, to ją
        zdradzi. NIe możesz sama niczego od niego wymagać wszystkie sprawy
        powinny przechodzic przez ojca. To on wyznacza zasady nawet
        dotyczące ciebie.
        Tu pojawia sie ten drugi problem. Mąż musi reagować na wszystkie
        jego wyskoki. Ty przekazujesz problemy mężowi, razem ustalacie
        strategię i tylko on oznajmia wynik synowi. Np. mówi: "nie możesz
        jeździć po domu w rolkach, bo(...) ,to jest zdanie moje i Leny". to
        on egzekwuje zasady. Ty dla własnej kondycji psychicznej nie rób
        tego. Jesteś dla chłopca nikim, obcą osobą. Czy ty zwracasz uwagę na
        dobre rady np. pani z warzywniaka?
        Chłopiec rzeczywiście nie jest wzorem grzeczności i nie słuchaj że
        to norma w tym wieku, bo to nie prawda. Dzieci są rózne.
        Czy ojciec wyznacza normy zachowania i ich wymaga, czy realizację
        zostawia tobie? Czy synek słucha taty?
        Chłopiec ma przerąbane. Matka go podrzuca ojcu lub babci. U ojca
        jakaś obca osoba chce nim rządzić. Właściwie gdzie jest jego
        miejsce? Buntuje się przeciw temu. Ojciec musi z nim dużo rozmawiać
        o tobie: że jesteś dla niego ważna, że cię kocha, że jest mu
        przykro, gdy miedzy wami są konflikty, no i że on zawsze będzie dla
        niego kochanym synkiem.
        • morekac Re: Lena 26.06.10, 00:24
          Czy ojciec wyznacza normy zachowania i ich wymaga, czy realizację
          > zostawia tobie? Czy synek słucha taty?
          Tata też nie egzekwuje. Widać to po sprawie z rolkami.
          Nie zgodzę się z tym, że Lena ma nie wyznaczać zasad dotyczących jej
          samej. Nie jest panią w warzywniaka. Ale zasadą dotyczącą Leny nie
          jest kwestia mazania po ścianie, brudzenia kanapy czy jazda na
          rolkach po domu.

          > Chłopiec rzeczywiście nie jest wzorem grzeczności i nie słuchaj że
          > to norma w tym wieku, bo to nie prawda. Dzieci są rózne.
          Jedni są bardziej grzeczni, inni są bardziej niegrzeczni. Młody nie
          odbiega jakoś dramatycznie od średniej.

          >Ojciec musi z nim dużo rozmawiać
          > o tobie: że jesteś dla niego ważna, że cię kocha, że jest mu
          > przykro, gdy miedzy wami są konflikty, no i że on zawsze będzie
          dla
          > niego kochanym synkiem.
          Myślę,że przede wszystkim powinien przekonać syna, że ten jest ważny
          dla niego. Ale trudno to osiągnąć wyłącznie gadaniem, niestety.
          Ojciec mieszka 200 km od chłopca, ma nowe dziecko, z którym mieszka -
          skąd wiesz, że młody nie czuje się porzucony , nie kochany i
          ogólnie olany? Myślisz, że wzniosłe frazesy to załatwią?
      • morekac Re: Lena 26.06.10, 00:37
        placic za bledy
        > wychowacze jakiejs baby, z ktora nieztety byl kiedys Twoj maz.
        Ciekawe, że to wina wyłącznie mamy, a nie taty.
        Bo tata pewnie zawsze był super zaangażowanym ojcem.

        przeciez nie wszystkie dzieci rozwodnikow maja takie
        > problemy emocjonalne
        Bo niektóre mają przynajmniej jednego rozsądnego rodzica. Niektóre
        nawet dwoje rozsądnych, rozwiedzionych rodziców.
        Ten - przy domniemanym niedostatku rodziców - ma dodatkowo
        znerwicowaną macochę, raczej nie mającej pojęcia o 10-latkach.
        Trudno zresztą je mieć, będąc mamą niemowlaka.
        • lena19750223 Re: Lena 26.06.10, 09:39
          dziekuje wszystkim za opinię. Szczegolnie dziekuje osobie która
          starala sie choc troche postawic w mojej sytucaji i poczuc co ja
          czuje. Dzieki temu ze ktos mnie chcial zrozumiec znalazłam w sobie
          sile do innych kroków które poczyniłam - głownie rozmowy z meżem i
          lepszego nastawienia wewnetrznego. Efekt - od wczoraj chłopiec jest
          u nas ale : czekal na mnie ciepły obiad który ugotowali razem
          panowie, dzis idziemy razem do muzeum a miałam teże propozycje
          wyjścia z nim i na basen ale odmówiła - niech pobeda troche sami
          razem :-) Dzis to panowie tez gotuja i strzyga trawnik a ja i tak
          pozmywam naczynia i posprzatam (to prawda moje dzoecko tez brudzi:-)
          Boje sie tylko że nerwy mi puszcza w momencie gdy o wszystkim dowie
          sie matka chłopaka i zrobi awanturę męzowi bo niestety tak jest
          zawsze. Wydaje mi sie że to do niej mam negatywne emocje i może to
          zarzutowalo na stosunku do dziecka. I pewno prawda jest to że jesli
          nie wprost to posrednio on słucha zlych słow od niej na nasz temat i
          jakos sie potem złosliwie nastawia bo chce byc lojalny wobec matki.
          Sytuacja nie jest łatwa i myslę że dla mojego męża tez. Powinnam
          dawac mu wiecej wsparcia bo jest miedzy mlotem a kwowadłem.Pozdrawiam
          • ula-lo Re: Lena 26.06.10, 09:52
            Trzymam kciuki, żeby było coraz lepiej. :-)
          • morekac Re: Lena 26.06.10, 12:52
            Do awantury jednak trzeba dwojga. Nie dawaj się w nie wciągać. Co
            do jakiś pretensji - przyjmij że pani tak ma - i nie wsłuchuj się w
            nie zanadto. Pogada i przestanie.
            Słowa:Co konkretnie tak cię zdenerwowało? albo sprowadzi rozmowę do
            konkretów albo zakończy awanturę.
            Co do lojalności wobec matki - przecież to normalne, że kocha mamę i
            mama na pewno ma jakieś zalety, za które można ją kochać i
            pochwalić. Każdy ma jakieś zalety.Ostatecznie kiedyś rodzice się
            kochali i byli ze sobą - no chyba że uwielbiasz bajki o wrednej
            eksi, co to biednego misia omotała i zawsze zła była. Ale - wybacz -
            takie postawienie sprawy uwłacza twojemu mężowi.
            I jednak sugerowałabym poszukanie pomocy specjalistów, w
            ostateczności literatury- dla was. W sprawie 'przepracowania'
            rozwodu i wychowywania dzieci. To ostatnie przyda się nie tylko przy
            małym, również przy młodej.
            • radola1 Re: Lena 26.06.10, 13:56
              Co do lojalności wobec matki - przecież to normalne, że kocha
              mamę i
              mama na pewno ma jakieś zalety, za które można ją kochać i
              pochwalić
              .

              Dla dziecka mama = żona, partnerka taty, mieszka z nim i z
              dzieckiem.
              W tym wypadku jest inaczej mama jest z dzieckiem a z tatą mieszka
              ktoś inny, kto próbuje robić rzczy przynależne mamie. Dziecko nie
              znosi takiej dwuwładzy. Jest lojalne wobec swojej mamy, a te drugą
              osobę próbuje w pewien sposób ignorować, odsunąć od siebie po prostu
              wyprzeć. Dla tego napisałam że Lena jest dla chłopca nikim. To że
              zdaniem psychologa zaakceptował sytuację nie znaczy że zaakceptował
              Lenę.
              Na codzień pracuję z dziećmi których rodzice nie nadają się do tego
              aby ich tak nazywać ale widzę jak one są lojalne wobec nich. Jak
              trudno komukolwiek jest wejść w rolę rodzica i egzekwowac zasady.
              Dziecko musi wiedzieć do kogo "należy" i nie pozwoli aby wychowywały
              je np. dwie równoprawne mamy, ciocia i jeszcze ktoś.
              • morekac Re: Lena 26.06.10, 21:47
                Bez przesady z tym nikim. Nikt nie każe Lenie wchodzić w rolę
                rodzica - to raczej ona sama ma zapędy do udoskonalania chłopca.
                Niemniej Lena ma prawo być wysłuchaną przez młodego jak każda inna
                osoba zajmująca się czasowo opieką. Jak ciocia, u której jest się na
                wakacjach. Jak opiekunka na koloniach.
                A ponieważ Lena - jak mi się zdaje - nieco demonizuje młodego i całą
                sytuację - sądzę, że lektura książek dla rodziców itp.dobrze by jej
                zrobiła - nie dlatego,że ma wejść w rolę rodzica, tylko dlatego, że
                dałoby jej to szansę na spojrzenie na całą sytuację z mniej
                dramatycznej perspektywy.
                >
                Dla dziecka mama = żona, partnerka taty, mieszka z nim i z
                > dzieckiem.
                Chłopak ma 10 lat. I nawet jeśli nie do końca poradził sobie z
                rozwodem rodziców, trudną sytuacją, to nie znaczy, że nie wie jak
                wygląda rzeczywistość.

                Dziecko musi wiedzieć do kogo "należy" i nie pozwoli aby wychowywały
                > je np. dwie równoprawne mamy, ciocia i jeszcze ktoś.
                Dlatego,że miałoby zbyt duży mętlik w kwestii, co można,a czego nie.
                Poza tym byłoby za dużo osób do słuchania. A argument 'nie jesteś
                moją mamą' jest bardzo wygodny... dla dziecka. ;-)
                Dziecko przede wszystkim należy do siebie samego.
                • radola1 Re: Lena 26.06.10, 23:19

                  Jak ciocia, u której jest się na wakacjach. Jak opiekunka na
                  koloniach
                  .
                  Ciocia to ciocia, każdy ją ma i on wie kto to jest ciocia. Nikt nie
                  ma dwóch matek na raz. Nie chodzi mi o słowo ale o funkcję. W jego
                  oczach Lena "zepsuła" mu naturalny porządek rzeczy. to wyznaczyło
                  jej zupełnie inne miejsce w jego strukturze rodziny, miejsce poza tą
                  strukturą.

                  Nikt nie każe Lenie wchodzić w rolę rodzica - to raczej ona sama
                  ma zapędy do udoskonalania chłopca

                  Ona sama sobie to karze, dlatego napisałam jej dość dosadnie kim
                  jest w oczach chłopca.

                  I nawet jeśli nie do końca poradził sobie z rozwodem rodziców,
                  trudną sytuacją, to nie znaczy, że nie wie jak wygląda rzeczywistość.

                  To że wie, nie znaczy że się na nią zgadza. Próbuję znaleźć
                  przyczynę takiego, a nie innego postępowania. Wyparcie i bunt wydaje
                  mi się najbardziej prawdopodobny.

                  Dziecko przede wszystkim należy do siebie sameego.
                  Tego dziecko uczy się w trakcie życia w rodzinie. Nie sądzę aby 10-
                  latek to pojmował. On chce być członkiem rodziny i pełnić rolę
                  dziecka w tej rodzinie. Broni dostępu do "swojego terytorium"
                  wszystkim -jego zdaniem- niepotrzebnym osobom.
                  Nie chcę tu wchodzic w szczegóły rozwoju moralnego, bo to nie jest
                  potrzebne. Uważam tylko że Lena powinna widzieć w dziecku ofiarę
                  manipulacji ze strony matki, ze nie powinna oczekiwać iz będzie jej
                  słuchał jak matki a w zwiazku z tym chcąc odnieść zamierzone skutki
                  powinna posługiwac się męzem-ojcem aby chłopiec wiedział że
                  obydwoje "mówią jednym głosem".
                  • morekac Re: Lena 27.06.10, 00:14
                    Moim zdaniem Lena za bardzo usiłuje chłopaka 'ulepszyć' i bez
                    przerwy ma do niego jakieś ale. Na zasadzie "ta wstrętna eks
                    rozpuściła młodego i nim manipuluje" - ale ja pokażę,że jestem
                    lepsza i lepiej go wychowam. Smrodkiem dydaktycznym jedzie na 2 mile.
                    Nikt nie lubi być bez przerwy obiektem zabiegów wychowawczych ;-). I
                    wcale nie manipulacja, nie przeżycia chłopaka muszą być źródłem
                    problemów...
                    A że pani ma styczność jedynie z niemowlakiem, to normalne
                    zachowania 10-latka bierze za przejawy straszliwej złośliwości,
                    krnąbrności i rozwydrzenia.
                    Kiedyś - jako mama niemowlaka - spędzałam wakacje z bratanicą. W
                    sumie było fajnie, ale dziewczę doprowadzało mnie do szału:
                    bałaganiło, nie sprzątało po sobie, rozsiewało rzeczy na przestrzeni
                    wielu kilometrów kwadratowych i marudziło przy jedzeniu. Że było to
                    w dobie preinternetowej, nie napisałam straszliwego wątku o
                    bałaganiarskim dziewczęciu. Wyrosła na bardzo sensowną, poukładaną
                    kobietę, a ja po osobistych doświadczeniach (pokarało mnie
                    bałaganiarą i jedzeniową marudą) wiem, że 10-latki i starsze
                    dzieciaki rzeczywiście mogą doprowadzić do palpitacji osoby
                    przyzwyczajone, a nieprzyzwyczajone - do zawału.Z jednej stronu są
                    całkiem spore - więc wydaje się nam,że takie duże dzieci powinny
                    zadbać o porządek wokół siebie i coś pomóc w domu, że powinny
                    zachowywać się dorośle i dojrzale itp.
                    Ale z drugiej strony - do uznania za formalnie dorosłych potrzebują
                    jescze prawie drugie tyle czasu, ile dotychczas żyły. Są po prostu
                    dziećmi - czasem bezmyślnymi i głupawymi, potrafią zachować się
                    dorośle, by 5 minut później wykazać totalny brak zdrowego rozsądku,
                    empatii czy ogólnie funkcji szarych komórek. Naprawdę nie trzeba
                    mieć styczności z 10-latkami po rozwodzie rodziców,żeby dostać
                    szału. Normalny 10-latek też wystarczy. ;-)
                    • radola1 Re: Lena 27.06.10, 11:48
                      Ja na codzień mam styczność z dziećmi w roznym wieku.
                      Kiedyś gdy nie mialam swoich wszystkie maluchy mnie denerwowały :)
                      wydawało mi sie że matki nie umieja sobie z nimi poradzić i dla
                      świętago spokoju pozwalają na wszystko. oczywiście zmieniłam zdanie
                      gdy moje dzieci sie pojawiły.
                      Tak jak piszesz też mając doswiadczenie z dziećmi w pewnym wieku
                      wydawało mi się że np. rok czy dwa starsze juz powinny być o wiele
                      mądrzejsze i grzeczniejsze. Z kolei zupełnie pobłażalam dzieciom
                      młodszym od moich.
                      Dopiero doświadczenia zawodowe i "dorośnięcie" moich dzieci dało mi
                      pełne światło na to jak rózne mogą być dwu- piecio- dwunastolatki. W
                      jednej chwili zaskakują cię dojrzałością, a za chwilę wywiną taki
                      numer że hej.
                      Najważniejsze jest więc pozytywne nastawienie bo dziecko wyczuwa na
                      kilometr czyjś stosunek do niego.
                      Moja babcia zawsze powtarzała, że dziecko i pies zawsze bezbłędnie
                      wyczuje dobrego człowieka.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Lena 30.06.10, 17:15
      Przeczytałam większość Pani wypowiedzi w tym wątku i cieszę, że w ostatnim
      opisuje Pani zmienione zachowanie wobec syna męża.
      Brzmi pozytywnie. Niepokoi mnie jednak taka szybka zmiana i zastanawiam się czy
      nie nastąpiła ona pod wpływem wpisów na tym forum i poczucia winy jakie mogło
      się w Pani pojawić.
      I dlatego chcę powiedzieć, że pewnie nieraz jeszcze przeżyje Pani uczucia
      niechęci czy złości wobec chłopca, a jednorazowa pozytywna przestrzeń pomiędzy
      Wami nie wróży jeszcze przysłowiowej wiosny. Ale pojawienie się różnych uczuć
      nie będzie oznaczało kroku wstecz.
      Po prostu uczucia będą falować. Ważne, aby Pani panowała nad zachowaniami,
      które zdeterminowane są tymi uczuciami.
      Kiedy chłopiec jest na Pani terenie i pod Pani opieką, niech Pani stosuje do
      niego zasady wychowawcze jakim oboje z mężem hołdujecie.
      Proszę stawiać granice, modelować jego zachowanie swoim przykładem, wymagać, ale
      też dostrzegać jego możliwości, zasoby, stworzyć przestrzeń tylko dla niego ,
      chwalić itp.
      On musi poczuć, że dorośli traktują go poważnie, a nie jak poligon
      doświadczalny. Że w jednym przynajmniej miejscu obowiązują zawsze te same zasady.
      To może pomóc Pani wybudować z chłopcem relację, która będzie w końcu
      satysfakcjonująca. Co nie oznacza, że uczucia złości, rozczarowania itp
      przestana się pojawiać, ale nie będą w tak dużym stopni wpływać na przebieg
      Waszych kontaktów. Jest to o tyle ważne, że chłopiec na zawsze w ten czy inny
      sposób pozostanie w Pani życiu, bo jest bratem przyrodnim Pani córki. Agnieszka
      Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka