leyla86
21.09.10, 12:23
Cześć Mamcie.
Dlaczego piszę tutaj? Bo jestem z tym sama a czuję, że sobię nie poradzę.. Jestem w 29tyg. Przez 22tyg byłam pewna, że mam kochającego faceta, najcudowniejszą córcie w drodze i poukładane życie. A potem na własne oczy zobaczyłam jego z nią... Nigdy bym w to nie uwierzyła, nie zrobił nic, żeby mnie na to przygotować. Nigdy nie byliśmy idealnym związkiem ale potrafiliśmy żyć ze swoimi wadami i co najważniejsze-myślałam, że się kochamy. Po cóż innego zrobiłby mi dziecko? Wyprowadzka z domu, śmianie się w moje łzy, potem skrucha i powrót. Zgodziłam się a tak naprawdę to chyba oddałabym wszystko, żeby wrócił i żeby to wszystko okazało się nieprawdą. Mówił o jednorazowej przygodzie, o tym że nie ma skutku bez przyczyny. Wzięłam winę na siebie bo... bo mała bez ojca, bo wstyd, strach, że sama sobie nie poradzę. Inaczej wyobrażałam sobie swoje życie i inne chciałam dla córci. Nie mogę wybaczyć sobie tego jak ona na tym ucierpiała. Nie przespane noce, na głodniaka całymi dniami i fajka jedna za drugą. A teraz znowu to przechodzi a ja znowu nie potrafię sobie poradzić. Boję się, że ją stracę. Znalazłam jego "anonse" w internecie. "Romansu na dłużej" szukał w ten sam dzień, w którym mi się oświadczył, przed ciążą. W wigilię oferował się spełniać pragnienia i fantazje. Tydzień po powrocie do domu zapraszał na wieczór ze wspólnym francuzem... Powiedziałam mu, że to ostateczny koniec ale sama w to nie wierzę. Nadal go kocham, nadal boję się zostać sama. Jak mam zdobyć siłę? Myślę o swoim przegranym szczęściu. Wiem, że nie zmarnowałam sobie życia ciążą, że dopiero teraz mam dla kogo żyć... Ale jakie jej dam życie? Już teraz, będąc w brzuchu cierpi a co będzie dalej? Myślę o samotnej porodówce, o żłobku po 5 miesiącach, o wszystkich ważnych chwilach w jej życiu gdzie taty nie będzie... Myślę o sobie i nie widzę swojego dalszego życia. Nie wiem jakie miało by ono być... Nie wiem co okaże się moją słabością. Kolejny powrót, żeby dać małej szanse na "normalne" życie. Zakatowanie się nerwami na śmierć... Nie wiem co robić...