Dodaj do ulubionych

Co mam robić?

15.11.10, 10:53
Z góry przepraszam za chaos, który zapewne wedrze się w moją opowieść.
Jestem w nieformalnym związku od 8 lat prawie, mamy roczne dziecko. Nasz związek był zawsze bardzo spójny, dogadywaliśmy się doskonale, oczywiście zdarzały się kłótnie, ponieważ mamy różne temperamenty: ja jestem dość wybuchowa, a mój partner raczej flegmatyczny.
Niestety po urodzeniu się dziecka ta różnica temperamentów stała się dla nas przeszkodą, której nie możemy pokonać. Ja miałam ciężki okres po urodzeniu dziecka: z aktywnej zawodowo i pozazawodowo osoby stałam się przywiązaną do domu i dziecka (które zresztą kocham nad życie) kurą. Mój partner z jednej strony zachęcał mnie, żebym gdzieś sobie wychodziła, odpoczywała bez dziecka, ale z drugiej strony pogłębiał być może nieświadomie moje frustracje opowiadaniem, że dziecko bardzo płakało kiedy mnie nie było itd. Kilka razy wypowiedział się dość krytycznie na temat jakości mojego macierzyństwa, potem przepraszał, że niby nie miał na myśli, tego co ja uważam, że miał itd. Ten temat jest dla mnie drażliwy, bo moje relacje z matką są złe, popełniła mnóstwo błędów wychowawczych, których staram się unikać w stosunku do mojego dziecka, ale nie wiem czy mi się uda.
Czasami myślę, że może ja popadam w jakiś obłęd, że nie wiem czego chcę. Mój partner dużo robi w domu, kocha dziecko, zajmuje się niem, w weekendy pozwala mi pospać dłużej, żebym była w jakiej takiej formie, bo w nocy bywa ciężko, ale mnie ciągle czegoś brakuje. Zakodowałam sobie w głowie jego obraz jako ofermy, której nic nie wychodzi, nic dobrze zrobić nie potrafi, zakładam u niego od razu złe intencje itd. Nie chcę o nim źle myśleć, czasem się udaje, ale przychodzi później jakaś kłótnia albo coś mu się nie uda i ja znowu mam te myśli w głowie.
Inną sprawą jest nasz odwieczny problem, że ja w czasie kłótni krzyczę, on uważa, że kulturalni ludzie tak nie rozmawiają. Ale z drugiej strony potrafi na zimno powiedzieć coś tak okrutnego, uderzyć w najczulszy punkt. Rozwiązywanie spraw krzykiem to niestety spadek po mojej matce, starałam się z tym walczyć, ale chyba po tych wszystkich jatkach, które działy się w niedługim czasie po urodzeniu dziecka, sobie te starania odpuściłam. Najgorsze jest to, że kłócimy się przy dziecku, ja tak nie chcę żyć.
Wybieramy się do terapeuty, ale czy to coś pomoże?
Obserwuj wątek
    • blue_romka Re: Co mam robić? 15.11.10, 14:19
      Z Twojego opisu wynika, że obraz męża ofermy, który sobie wytworzyłaś jest dla niego krzywdzący. Odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego tak o nim myślisz, co takiego się stało, a być może- o co tak naprawdę chodzi? Bo czytam Twój post i winy męża nie zauważam.
    • marzeka1 Re: Co mam robić? 15.11.10, 15:11
      No ale GDZIE tu wina męża? Bo chyba nie w różnych temperamentach? I zgadzam się: wrzeszczenie w czasie kłótni i to przy dziecku to żadna kłótnia, niczego w ten sposób nie rozwiążesz. Partner włącza się aktywnie w życie waszej rodziny, dzieckiem się zajmuje, no ale jest inny, o czym pewnie wiedziałaś, prawda?
      Co masz robić? Może najpierw nie zamieniaj się w swoją mamuśkę w czasie kłótni, to już będzie dużo.
    • mrowkojad2 Re: Co mam robić? 15.11.10, 15:53
      Fakt, że powielam niestety zachowania mojej matki, może nie w aż tak nasilonej formie, ale jednak.
      Co do mojego partnera. Fakt, bardzo angażuje się w życie naszej rodziny, tak jak napisałam kocha bardzo dziecko, zajmuje się nim itd., ale ciężko się z nim dyskutuje, jest baaaardzo uparty, nie idzie na kompromisy. Bardzo często są takie sytuacje, że wbije sobie coś do głowy, np. a propos opieki nad dzieckiem, i nie da mu się wytłumaczyć , że nie ma racji. Opiszę może na przykładzie, to będzie łatwiej. Mała cierpiała na straszne kolki, nic nie pomagało, żadne domowe sposoby, leki, nic. Byłam wykończona tymi kolkami, no i wyczytałam o takich rurkach do odgazowywania. W sumie nie byłam do końca przekonana, ale stwierdziłam, że może zadziała. Mój partner, nie mając pojęcia co to za rzecz, że przebadana itd., od razu stwierdził, że on nie pozwala na stosowanie tego u dziecka, żadne argumenty nie pomagały, stwierdził w końcu, że nie, bo będę stosowała to nawet gdy nie będzie potrzeby. Paranoja jakaś, miałabym męczyć dziecko bez potrzeby? Tłumaczyłam mu spokojnie, potem już mniej spokojnie, bo w czasie tych dyskusji z nim mam wrażenie jakbym waliła głową w ścianę: tłumaczysz i nic nie dociera. W końcu po dwóch dniach, po przeczytaniu w necie wielu opinii, stwierdził, że może jednak mam rację. Takich sytuacji jest na prawdę dużo i ja już po prostu nie wyrabiam.
      • blue_romka Re: Co mam robić? 15.11.10, 17:41
        No zaraz, zaraz. To w końcu w czym leży problem? Mąż jest ofermą, czy ma silny, stanowczy charakter?
        • marzeka1 Re: Co mam robić? 15.11.10, 17:49
          Dziewczyna sama sobie przeczy. Na tym forum nie raz, nie dwa pisano o różnych mężach, gdzie aż rada "spadaj stamtąd" na usta się czy też klawiaturę cisnęła, ale tutaj nie widzę problemu jakiegoś dużego.No są różne temperamenty, ale przecież o tym, że są różni dawno wiedziała.
    • santo_inc Re: Co mam robić? 15.11.10, 17:08
      > Wybieramy się do terapeuty, ale czy to coś pomoże?

      A po co jego tam zabierasz? Przecież to z Tobą jest problem...
      • kkokos Re: Co mam robić? 15.11.10, 20:00
        santo_inc napisał:

        > > Wybieramy się do terapeuty, ale czy to coś pomoże?
        >
        > A po co jego tam zabierasz? Przecież to z Tobą jest problem...

        nie no, zaraz, chwilunia! a pan to niby taki bezproblemowy i ideał unoszący się 3 cm nad ziemią?

        ja bym tam wolała żyć z cholerykiem, co wykrzyczy pretensje i się uspokoi, niż z facetem, co cichutkim głosem (by sąsiedzi nie słyszeli) powie ci najgorsze świństwa i trafi najboleśniej.
        nie bardzo chce mi się wierzyć, że facet opowiadając, jak to dziecko podczas nieobecności matki płakało, nie wie, że pogłębia kompleksy "jestem złą matką", zwłaszcza ze w kłótniach sam do autorki wątku tak właśnie - że kiepska z niej matka - mówi.

        ośli upór i impregnowanie na argumenty też nie ułatwiają współżycia, zwłaszcza że dziewczyna łatwo traci cierpliwość i panowanie - tylko dlaczego uważacie, że kłótnie w takiej sytuacji są wyłącznie winą autorki wątku? jemu wolno eskalować napięcie, jej nie?

        ale i tak na pewno pierwszym krokiem autorki wątku powinno być wzięcie się za siebie i swój stosunek do matki. czas najwyższy wyzwolić spod jej wpływu, bo wydaje się on jakiś ogromny: autorka wiecznie myśli o tym, żeby nie być jak ona, żeby dziecka nie wychowywać jak ona, wiecznie się sama przyłapuje na zachowaniach matki - ta matka ją po prostu przytłacza. trzeba to przeciąć. i w tym sensie terapia być może by się jej przydała. czy ona w ogóle wie, jaka jest i czego chce poza tym, że w tym jest do matki podobna, w tamtym niepodobna, a to z kolei robi wcale nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że matka by tak nie zrobiła?


        • santo_inc Re: Co mam robić? 15.11.10, 20:06
          > ośli upór i impregnowanie na argumenty też nie ułatwiają współżycia, zwłaszcza
          > że dziewczyna łatwo traci cierpliwość i panowanie - tylko dlaczego uważacie, że
          > kłótnie w takiej sytuacji są wyłącznie winą autorki wątku? jemu wolno eskalowa
          > ć napięcie, jej nie?

          Jak się nie umie panować nad emocjami i się traci nad nimi kontrolę, to trzeba nad sobą popracować.

          I o to mi właśnie chodziło.
          • mrowkojad2 Re: Co mam robić? 15.11.10, 21:07
            Pracowałam na sobą i miałam nawet spore sukcesy, ale tak jak napisałam na początku, po różnych nieprzyjemnych uwagach, doprowadzona do granic wytrzymałości, wybucham.
            Terapia jest dla nas obojga, mój partner jest dzieckiem rozwiedzionych rodziców i sam mówi, że nie wie jak powinna wyglądać pełna rodzina, bo jego rodzice rozwiedli się na tyle wcześnie, że tego nie pamięta. Niezwykle ciężko jest mi opisać dokładnie co jest jądrem problemu, na pewno ten ośli upór, to, że w kłótniach zawsze chce, aby jego było na wierzchu, wbija mi więc szpilę: że źle się zajmuję dzieckiem, że jestem niemiłą dla ludzi zołzą, co jest całkowitą nieprawdą.
            A, nigdzie nie napisałam, że ma władczy charakter, po prostu jest uparty, do władczości mu daleko.
            • niezaspokojenie Re: Co mam robić? 15.11.10, 21:32
              Mam podobna sytuacje. On flegmatyk, ja choelryczka. On \z tych co ich do niczego nie mozna przekonac, ja z tych co soa bardziej otwarci. Do tego nie mam cierpliwosci, a po matce odziedziczylam awantury i scysje. Ciagle krzyyyyycze. GLosno. On spokojny. Nie podnosi glosu. Ciagle mnie ucisza. Dziecko kcoha bardziej ode mnie.
              • nowy99 Re: Co mam robić? 16.11.10, 13:52
                Mam podobną sytuację. On flegmatyk, ja choleryczka. Po matce odziedziczyłam nerwowy i krzykliwy styl rozwiązywania konflikcików i konfliktów. On spokojny, w jego rodzinie nikt nie podnosi głosu choćby argumentem dostał po tzw. ryju. Spodobało mi się to u nich. Badzo szybciutko doceniłam spokój i kulturalny charakter (jeśli tak można ując w ogóle) męża i to, że wycisza we mnie emocje - te zupełnie bez sensu.
                Bo zawsze można się dogadać - frazes, banał, pustosłowie, ktoś pomyśli.
                Ale to prawda.
                I, gdy nie ma krzyków, jatki, facet nie blokuje się i konstruktywnie słucha twoich zarzutów, wątów, próśb. Warto wprowadzić element żartu do zwad.

                Do tego - wiele razy o tym pisałam - tacy spokojni, flegmatyczni faceci mają tę, rzadko spotykaną zaletę, że nie są agresywni do dzieci, wychowują w spokoju, opanowaniu, cierpliwości - te niezbędne, by dzieciaki wyrosły na fajnych, niezahukanych, zakompleksiałych dorosłych.
                Mój mąż ma jeszcze tę zaletę, że często dla świętego spokoju (kiedyś) mówił: dobrze, zrobimy jak chcesz, jeśli tak uważasz, mimo mojego odmiennego zdania. I to, z czasem spowodowało, że sama zaczęłam....ustępować i dziś nie ma między nami forsowania, przeciągania liny. W domu jest zawsze spokojnie, miło, przyjaźnie - taki azyl, do którego pędem wraca się z wawy, męczącego, głośnego, stresującego miasta - do naszego "schronu", podwarszawskiego sioła.
                A, im człek starszy, tym bardziej docenia spokój, uśmiech, przyjaźń i ciepełko drugiej połówki.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Co mam robić? 21.11.10, 19:16
      To na co się Pani skarży to codzienność. Tyle, że zmieniona w zasadniczy sposób pojawieniem się dziecka i wynikającymi z z tego zmianami. Jak zwykle, szczególnie na początku, zmiany te wyraźniej odczuwa kobieta, bo na nią - co jest naturalne - spada szczególna opieka.
      Rozumiem, że ta nowa konfiguracja mogła Panią zaskoczyć czy rozczarować. Ale wygląda na to, że jej kozłem ofiarnym stał się Pani partner. Z normalnego mężczyzny, z którym się Pani dogadywała, co sama Pani potwierdza, stał się upartym, władczym, bez wzorców rodzinnych, uciążliwym typem. Obawiam się, że widzi go Pani w krzywym zwierciadle, a to, co to zwierciadło wykrzywia to Pani frustracja związana z przeciążeniem opieką nad dzieckiem, rezygnacją z dotychczasowej aktywności,,nieodwracalnością zmiany. I w ten sposób partner stał się trochę takim workiem treningowym. Pewnie nie jest idealny, ale któż taki jest.
      Obawiam się dalej i tego, ze terapia na to niewiele pomoże. Cyba, że będzie dotyczyła Pani i pozwoli Pani na zmierzenie się ze swoimi uczuciami wobec zaistniałej sytuacji. Uczuciami, do których czasem trudno się przyznawać lub je rozpoznawać.
      Czyli raczej przez chwilę przyglądać się sobie, mniej partnerowi. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka