bet.a35
13.02.11, 14:23
Witam !
Pisząc w tym miejscu liczę przede wszystkim na opinię eksperta chociaż wiem, że w swoich problemach nie jestem sama.
Mam męża, od 13 lat. Od dziesięciu leczy się psychiatrycznie. Ja zaprowadziłam go do lekarza po wielu namowach, ale jeszcze wtedy mogłam coś zrobić ( Nigdy nie dowiedziałam się jak nazywa się choroba na którą jest leczony). Od tego czasu mam wrażenie że jest coraz gorzej. Fakt, że mnie już brakuje tyle cierpliwości, nie jestem już tak wyrozumiała i kochająca jak na początku. Przez wszystkie lata małżeństwa byłam tyle razy upokorzona, wyzywana...że nie mam już siły. Mój mąż jest osobą o niezwykle zmiennym charakterze, od słodyczy do agresji (na razie słownej). Kiedy ma gorszy dzień (coraz częściej) nic go nie obchodzi (wszystko i wszystkich ma w d...), bałagani, sto razy wychodzi i wraca, pyta kilka razy o to samo, jego zaczepki słowne prowokują do kłótni. Dostaje napadu słowotoku-może gadać przez kilkanaście minut bez przerwy nie wiadomo o czym, a raczej o wszystkim na raz, ja dowiaduję się wtedy jaka jestem głupia, beznadziejna, nienormalna debilka itd. Kilka razy wygrażał mi pięściami i być może uderzyłby mnie ale córka narobiła krzyku. Nie myje się prawie wcale. Wygląda jak kloszard, nie ogolony, trzy swetry (brudne), paznokcie długie i brudne. Nie reaguje na prośby i nie zwraca uwagi na to, że my (ja i córka) się go wstydzimy.
Jeszcze inny problem to praca. Przeważnie nie pracuje. Okresy pracy są krótkie i oczywiście często je zmienia. Kiedy już ma pracę to na początku się stara, a potem zaczyna się spóźniać (bo te pare minut nic nie znaczy), albo wychodzi wcześniej (bo boli go głowa, albo się nie wyspał itp.), albo zapomniał, że miał dyżur (pracuje przeważnie w ochronie). Teraz od prawie roku praktycznie sama utrzymuję rodzinę, płacę rachunki. Sama też dbam o córkę (w tej kwestii jestem samotnym rodzicem) i dom, tzn. robię wszystko, bo na pomoc męża nie mogę liczyć. Nie chce mu się, jest śpiący, nawet jeśli coś zrobi to tak, że trzeba robić od nowa. Jeśli potrzebuje pieniędzy idzie do mamusi i od niej wyciąga.
Jestem u kresu wytrzymałości. Jego zachowanie wykańcza mnie psychicznie. Nie wiem co mam robić. Chciałabym się od niego uwolnić, bo czuję jak bym miała pasożyta, który żeruje na mnie i wysysa wszystkie siły, ale masze położenie (moje i córki) jest takie, że mieszkamy w domu który należy do męża i jego matki i chociaż ja utrzymuję ten dom i męża już kilka razy nas z niego wyganiał. Oczywiście na drugi dzień mówi, że nic takiego nie było a ja sobie wymyślam różne rzeczy.
Czy ktoś może mi powiedzieć co robić ?